Spór o dorobek Taubesa to spór o jakość nauki

5

Można zauważyć, że wraz z opublikowaniem w grudniu 2010 swojej kolejnej książki pt. Why We Get Fat Gary Taubes staje się celem coraz ostrzejszych ataków. Krytykują go nie tylko niektóre ośrodki biurokratyczno-naukowe odpowiedzialne za „zdrowie publiczne”, ale atakują także anonimowe blogi poświęcone niemal w całości zdyskredytowaniu autora i jego dorobku. Z uwagi na to, że spór o Taubesa to tak naprawdę spór o jakość nauki, przyjrzyjmy się bliżej wybranym aspektom tej krytyki i spróbujmy nadać jej znaczenie w kontekście funkcjonowania środowiska medyczno-żywieniowego.

Nie powinno dziwić niezadowolenie, a nawet gniew wobec Taubesa ze strony części środowiska medyczno-biurokratycznego, które od ponad 30 lat forsuje poglądy na przyczyny powstawania otyłości jako rezultatu „obżarstwa i lenistwa”. Wraz z publikacją Good Calories, Bad Calories (2007) i Why We Get Fat (2010)  Gary Taubes uderzył w fundamenty tej hipotezy.

Po pierwsze, w oparciu o literaturę medyczno-naukową ujętą w perspektywie historycznej pokazał, że obowiązująca teoria tłumacząca otyłość zaburzeniem równowagi energetycznej w organizmie (teoria bilansu kalorycznego) jest błędna. Dzięki Taubesowi wiemy, że literatura medyczna z ostatnich 50 lat dostarcza wielu dowodów na to, że ograniczanie kalorii w diecie i/lub zwiększenie ich wydatkowania (np. poprzez sport) na dłuższą metę nie tylko nie pomoże w utracie wagi, ale może być nawet szkodliwe dla zdrowia.

Po drugie, Taubes pokazał, że nauka wypracowała alternatywne wyjaśnienie dla występowania otyłości. W tym drugim paradygmacie otyłość powstaje na bazie zaburzeń metabolicznych, będących skutkiem nie tyle nadmiaru kalorii i braku aktywności fizycznej, ile nadmiaru pewnych pokarmów, które przy każdym spożyciu oddziałują na insulinę. Z kolei chronicznie podwyższony poziom insuliny wywołuje insulinooporność, otyłość, cukrzycę typu 2 i inne schorzenia przewlekłe. W ujęciu dietetycznym, na insulinę oddziałują głównie węglowodany, a najmocniej węglowodany przetworzone. Innymi słowy Taubes pokazał, że otyłość jest przede wszystkim problemem metabolicznym, a nie – jak się obecnie uważa – problemem energetycznym. Spowodowana jest oddziaływaniem danej grupy pokarmów na przemianę materii, a nie ich wartością kaloryczną.

Zdaniem Taubesa, obowiązująca obecnie logika przyczynowo-skutkowa stosowana dla wyjaśnienia występowania otyłości jest błędna. Wyprowadzona z mylnej interpretacji zasady zachowania energii teoria, że ludzie tyją, kiedy spożywają za dużo kalorii i są za mało aktywni, nie jest prawdziwa. W rzeczywistości, zmniejszona aktywność fizyczna i (czasami) zwiększony apetyt, które zwykle towarzyszą otyłości, są rezultatem nadmiaru insuliny w organizmie. Tym samym ludzie nie tyją dlatego, że dużo jedzą i mało ćwiczą, ale mało ćwiczą i dużo jedzą, ponieważ tyją. I to pomylenie skutku z przyczyną jest właśnie, zdaniem Taubesa, jedną z podstawowych przyczyn wybuchu epidemii otyłości, cukrzycy i chorób wieńcowych w USA i na świecie, oraz bezradności aparatu naukowo-medycznego w walce z tymi zjawiskami.

Czytelników zainteresowanych dyskusją o tych zagadnieniach odsyłamy do książek Taubesa (niestety na razie tylko po angielsku) lub polecamy poszerzone omówienie książki Good Calories, Bad Calories opracowane przez serwis www.nowadebata.pl, zatytułowane „Dlaczego apetyt rośnie w miarę jedzenia

Jednakowoż, metaboliczne wyjaśnienie występowania otyłości i związanych z nią schorzeń pozostaje dla części środowiska naukowo-medycznego nie do zaakceptowania, ponieważ niesie za sobą poważne konsekwencje. Uznanie argumentacji Taubesa automatycznie podkopuje fundamenty obowiązujących teorii i praktyk medycznych, w tym teorię o szkodliwości tłuszczów nasyconych i cholesterolu (hipotezę tłuszczowo-cholesterolową i teorię lipidową). W jej świetle tłuszcze nasycone wywołują choroby serca, a węglowodany są „zdrowym źródłem energii” i dlatego stanowić powinny podstawę „zdrowej piramidy żywienia”, podczas gdy Taubes pokazuje, że to one są przyczyną wielu schorzeń. Przyjęcie argumentacji Taubesa unieważnia też wiele standardowych procedur medycznych stosowanych w leczeniu cukrzycy typu 2 oraz tych skoncentrowanych na walce z cholesterolem. Taubes przytacza dowody naukowe, które obwiniają węglowodany za wywoływanie tych schorzeń i tym samym uniewinnia tłuszcze. Dodatkowo materiał badawczy przedstawiony przez Taubesa podważa „naukowe” uzasadnienie dla funkcjonowania branży dietetycznej i fitness, skoncentrowanej na „zarządzaniu kaloriami”, nie mówiąc już o przemyśle produkującym pokarmy odtłuszczone, pełnoziarniste, bogate w błonnik itp. reklamowane jako „zdrowa żywność”. Można zatem powiedzieć, że Taubes i jego rosnący wpływ na debatę żywieniową w USA stał się cierniem w oku wielu środowisk, zainteresowanych utrzymaniem zbudowanego w latach 70-tych XX w. konsensusu wokół hipotezy, że węglowodany są zdrowe, a tłuszcze nie. Gdyby środowisko medyczno-żywieniowe przyznało Taubesowi rację, musiałoby przyznać mniej więcej to: „Przez 30 lat byliśmy w błędzie i źle Wam doradzaliśmy. Żałujemy i za wszelkie niedogodność, w tym epidemię chorób serca, cukrzycy i otyłości, szczerze przepraszamy”. Takie wyznania nie przychodzą łatwo.

Trzeba uczciwie przyznać, że część argumentów podnoszonych przez adwersarzy Taubesa jest zasadna. Wytknięto mu kilka nadinterpretacji i uproszczeń, których dopuścił się w odniesieniu do niektórych źródeł cytowanych w książce Good Calories, Bad Calories. Niektóre źródła zacytował w sposób niepełny, przez co zniekształcił ich znaczenie. Popełnił też kilka błędów merytorycznych przy omawianiu niektórych aspektów rozwoju otyłości. Dla przykładu, Taubes przecenił wpływ węglowodanów w diecie na występowanie w organizmie cząstki o nazwie fosforan glicerolu (ang. glycerol phosphate), która warunkuje powstawianie trójglicerydów magazynowanych w tkance tłuszczowej. Na tej podstawie zarzucono Taubesowi, że błędnie zasugerował, iż węglowodany w diecie jeszcze inaczej, poza oddziaływaniem na insulinę, wpływają na akumulację tkanki tłuszczowej. Gwoli uczciwości trzeba powiedzieć, że Taubes publicznie przyznał się do tej pomyłki, na którą zwrócili mu uwagę badacze Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH). Zaznaczył jednak, że ten błąd nie zmienia zasadności hipotezy węglowodanowej, w myśl której węglowodany oddziałują na insulinę i jej chroniczny nadmiar wywołuje otyłość. Z argumentami podnoszonymi przez krytyków Taubesa można zapoznać się np. na stronie CarbSanity lub Weightology. Można też wysłuchać rozmowy Jimmy Moore’a z blogerką, która większą część swojej twórczości poświęca na „wyłapywanie” pomyłek Taubesa.

Nie mamy kompetencji i nie zamierzamy rozstrzygać naukowych aspektów sporu między Taubesem a jego przeciwnikami. Taubes sam podejmuje polemikę swoimi krytykami. Można zapoznać się z jego stanowiskiem np. słuchając różnych audycji radiowych z jego udziałem, w tym niedawną rozmowę w radiu Superhumanradio (podcast). 27 stycznia 2011 Taubes będzie gościem Jimmy Moora w programie the Livinlowcarb Show, w którym z pewnością będzie odpowiadał na argumenty swoich krytyków.

Cieszy fakt, że pojawia się merytoryczna krytyka twórczości Taubesa. Z jednej strony jest ona pasjonująca i poszerza naszą wiedzę, a drugiej strony jest niezwykle potrzebna, bo dyscyplinuje autora, który w 500-stronnicowej książce, obejmującej ponad 150 letnią historię badań naukowych, niewątpliwie nie ustrzegł się pomyłek i niedociągnięć. Żadna publikacja naukowa, szczególnie o takich rozmiarach, nie jest całkowicie wolna od błędów. Dla przykładu „biblia wegan”, czyli „legendarne” badanie o nazwie China Study (2005), wykonane pod kierownictwem prof. T. Campbella, przy dokładniejszej analizie okazało się być naukowo bezwartościowe z uwagi na powtarzające się błędy metodologiczne i dosłownie zmyślone korelacje, mające udowodnić, że pokarmy pochodzenia zwierzęcego wywołują różne choroby, w tym raka. Jak dotąd Taubesowi wytknięto kilka błędów w interpretacji niektórych źródeł. Nie jest tego wiele, ale i tyle jest potrzebne, bo dzięki temu autor będzie musiał wrócić do wybranych źródeł i być może zrewidować swoje stanowisko w niektórych kwestiach. A czytelnik ma szansę w efekcie otrzymać kolejną publikację bez tych wad. Tak właśnie powinna działać nauka.

Jednak wydaje się, że w krytyce Taubesa dominują mimo wszystko emocje, argumenty pozanaukowe i „wycieczki osobiste”. Zarzuca się Taubesowi, że opiera się głównie na literaturze naukowej sprzed lat 70-tych XX w. a zbyt mało wykorzystuje badania późniejsze. Tym samym Taubes wykorzystuje wiedzę zdezaktualizowaną. Taki argument jest nieuzasadniony w świetle tego, że taki był właśnie zamysł książki Good Calories, Bad Calories. Taubes postanowił zaprezentować dorobek naukowy niesłusznie (bo z przyczyn pozanaukowych) i celowo wypchnięty poza główny nurt debaty naukowej w latach 70-tych. Doszło wtedy do „zalegalizowania” hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej i faktycznej „delegalizacji” teorii konkurencyjnych odnośnie powodów występowania otyłości i chorób cywilizacyjnych. Od tego czasu wszystkie badania z urzędu musiały zmierzać do tego, żeby dostarczać naukowego uzasadnienia przyjętym założeniom. Właśnie na lata 80-te i 90-te przypada szczyt propagandy o szkodliwości tłuszczów i zaletach pokarmów odtłuszczonych i można przyjąć, że eksperymenty naukowe z tego okresu mogą być najmocniej obciążone selektywnością.

Dopiero XXI wiek przyniósł w tym zakresie zmianę, bo część środowiska medyczno-żywieniowego zorientowała się w katastrofalnych skutkach propagowanych zaleceń (epidemia otyłości i cukrzycy). Wtedy też zaczęto bardziej „na poważnie” wracać do „starej teorii węglowodanowej”, podjęto na nowo niektóre tropy badawcze i dzisiaj zarysowuje się w środowisku naukowo-medycznym różnica zdań co do oceny przeszłości i właściwej polityki na przyszłość. Coraz więcej badań pokazuje, że hipoteza o szkodliwości tłuszczów jest mitem, a ograniczanie kalorii w diecie i/lub zwiększony wysiłek fizyczny nie stanowi skutecznej metody na regulację wagi w dłuższej perspektywie czasowej. Nie może nią być, bo, jak pokazuje Taubes, otyłość ma podłoże metaboliczne, a nie można problemów związanych z przemianą materii zaćwiczyć na siłowni. Więcej o nasilającym się sporze w środowisku naukowym pisaliśmy w artykule pt. „Zderzenie paradygmatów, czyli coraz mniej konsensusu w naukach o żywieniu.”

Taubes w dużym stopniu wykorzystuje materiał badawczy sprzed 1970 roku. Dla jego przeciwników badania z tego okresu są przestarzałe. Akcentują oni szybki postęp w nauce, wskutek czego jedne teorie są stale zastępowane przez drugie. Po pierwsze, pozostają w tej argumentacji ślepi na fakt, o którym pisze Taubes w Good Calories, Bad Calories, że w naukach o żywieniu ten „postęp” motywowany jest głównie czynnikami niezwiązanymi z nauką i zdrowiem pacjentów. Warto zastanowić się też przez chwilę jakie są konsekwencje tego rzekomego „postępu” i zastąpienia starego paradygmatu nowym. Jeszcze do lat 70-tych było wiedzą powszechną w środowisku medycznym, że ludzie tyją od takich produktów jak chleb, makaron, piwo, ziemniaki. W 1963 roku „British Journal of Nutrition” pisał piórem wybitnych żywieniowców swojej epoki: „Każda kobieta wie, że węglowodany tuczą”. W wyniku „postępu” upowszechniono zaś jako „naukowy fakt” hipotezę tłuszczowo-cholesterolową, nastawioną na zapobieganie chorobom serca, i raptem, w latach 80-tych, pokarmy niegdyś tuczące stały się „lekiem” na otyłość i choroby serca. Spopularyzowano je tym samym jako podstawowe źródło energii w „zbilansowanej diecie.” I efekt jest taki, że bezskutecznie zmagamy się dziś z epidemią otyłości i chorób cywilizacyjnych. Jak widać, w niektórych przypadkach postęp może naprawdę słono kosztować.

Po drugie, akcentowanie stałego i szybkiego postępu w nauce, jako argumentu mającego zdyskredytować dorobek poprzedników, sprawia, że w żadnym punkcie historii debata nie jest możliwa, bo już za tydzień, miesiąc, rok może się okazać, że omawiane teorie są błędne. Dotyczy to także tych hipotez, które obecnie stosują oponenci Taubesa. Jest w tym element cynizmu i hipokryzji, bo niby z jednej strony skazani jesteśmy na „ciągłe oczekiwanie” tego, co przyniesie postęp, ale z drugiej strony bieżące teorie oddziałują stale i bezpośrednio na życie ludzi tu i teraz, stając się podstawą upowszechniania różnych terapii medycznych i strategii żywieniowych. Na przykład, nigdy nie udało się udowodnić w badaniach naukowych hipotezy, że obniżanie cholesterolu we krwi zmniejsza ryzyko zachorowania na choroby serca, ale pomimo to cały aparat medyczny i żywieniowy prowadzi nieprzerwaną wojnę z cholesterolem. Nigdy nie udowodniono też, że tłuszcz zwierzęcy w diecie przyczynia się do wystąpienia choroby wieńcowej, ale hipoteza ta cały czas funkcjonuje jako modus operandi profesji medycznej i żywieniowej.

Taubes z rozmysłem dokumentuje ten rozdział w historii nauki, w którym badania naukowe z jednej strony dostarczały dowodów kwestionujących obowiązujący dziś niskotłuszczowy/wysokowęglowodanowy paradygmat, a z drugiej strony pochodzą z okresu, w którym badacze mieli mniej zachęt do mijania się z prawdą, niż mają dzisiaj na skutek powstania systemu finansującego badania i filtrującego wiedzę. Znajomość perspektywy historycznej, szczegółowo przedstawionej przez Taubesa, pozwala nam nabrać dystansu do nachalnej, niskotłuszczowej propagandy i dostrzec, że epidemia chorób serca, otyłości, cukrzycy wybuchła wraz z upowszechnieniem w diecie takich pokarmów jak oleje roślinne (wielonienasycone) i przetworzone węglowodany (produkty zbożowe i mączne) kosztem naturalnych tłuszczów zwierzęcych, pełnotłustego nabiału, jaj, mięsa itp. A może właśnie o to chodzi, żeby już nie patrzeć wstecz , bo wtedy widać zbyt wyraźnie, że niskotłuszczowa rewolucja lat 70-tych zamiast lepszego zdrowia przyniosła ludziom więcej chorób? A po co ludziom mieszać prawdą w głowach?

Znając historię potrafimy lepiej zrozumieć dlaczego wyjaśnienie hormonalne otyłości spotyka się z takim dużym oporem ze strony zwolenników wyjaśnienia energetycznego. Do lat 60-tych naukowcy nie potrafili nawet dokonywać pomiaru hormonów we krwi, nie mówiąc już o rozumieniu ich wpływu na metabolizm. Z tego względu wytłumaczenie hormonalne otyłości było przez dużą część środowiska medycznego traktowane było jako zwykła „wymówka” ludzi otyłych, zwalniająca ich z odpowiedzialności za swoją nadwagę. Na to nakładała się obserwacja, że ludzie otyli są zwykle mniej aktywni fizycznie niż ludzie szczupli. Na tej podstawie sformułowano pozornie oczywisty acz błędny wniosek, że otyłość jest spowodowana lenistwem, podczas gdy w rzeczywistości to otyłość wywołuje zmniejszoną aktywność fizyczną. Kiedy w roku 1960 odkryto metodę pomiaru hormonów in vivo, nauka zaczęła dostarczać hormonalnego wytłumaczenia przyczyn otyłości, ale do tego czasu teoria o szkodliwości dla serca tłuszczów zwierzęcych była na tyle powszechna, że w zasadzie zablokowała uznanie roli insuliny w wywoływaniu otyłości. W ujęciu dietetycznym poziom insuliny reguluje podaż węglowodanów, więc to one odpowiadają za przyrost wagi. To było nie do przyjęcia , ponieważ w myśl hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej ograniczanie spożycia tłuszczów i zwiększanie spożycia węglowodanów stało się elementem strategii zapobiegania chorobom serca. Z tego powodu jedynym możliwym rozwiązaniem było skoncentrowanie się na stronie energetycznej pokarmów – tłuszcze mają więcej kalorii niż węglowodany, więc z definicji stały się odpowiedzialne nie tylko za chorobę wieńcową, ale także za otyłość. I ta hipoteza panuje w dietetyce do dzisiaj.

Niektórzy interpretują pomyłki Taubesa jako działanie intencjonalne, otwarcie zarzucając mu „oszukiwanie” czytelników w pogoni za sławą i pieniędzmi. Po pierwsze nie są to argumenty naukowe i nijak mają się do przedmiotu debaty. Po drugie brzmią cynicznie w ustach obrońców hipotezy, za którą stoi wielomiliardowy biznes „zarządzania” takimi schorzeniami jak cukrzyca, choroba wieńcowa,otyłość lub nadciśnienie. Zarzuty „finansowe” w debacie naukowej nie mają dzisiaj większego sensu, bo każdy rodzaj działalności naukowej, wszystkie badania, mają obecnie swoich sponsorów. Raz jest nim państwo, kiedy indziej przemysł farmaceutyczny, różne gałęzie przemysłu spożywczego itp. Niestety naukowcy nie finansują już swoich badań z własnych środków, jak to bywało jeszcze na początku XX wieku. W związku z tym, każdego można oskarżyć o konflikt interesów i w rzeczy samej media raz po raz odkrywają związki między światem nauki i biznesem. Ewentualna stawka, o którą gra Taubes, jest niczym w porównaniu z budżetami, od jakich uzależnione jest istnienie różnych ośrodków naukowo-badawczych oraz administracji odpowiedzialnej za formułowanie zaleceń żywieniowo-medycznych. Motywacja finansowa do „oszukiwania” istnieje po obu stronach i nie wiadomo po której stronie jest mocniejsza. Krytycy Taubesa dosłownie żyją z hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej i zachowują się jak ten złodziej, który głośno krzyczy: „Łapać złodzieja!”

Przeciwnicy Taubesa sami często nieprawidłowo go cytują, przypisują mu tezy, których on nigdy nie postawił, a następnie z nimi polemizują. Próbują go ośmieszać, zarzucając, że kwestionując teorię bilansu kalorycznego, ignoruje pierwsze prawo termodynamiki. Ale Taubes, z wykształcenia fizyk, znakomicie rozumie uniwersalne prawa tej nauki i dlatego właśnie wie, że pierwsze prawo termodynamiki nie wskazuje kierunku przyczynowo-skutkowego wbrew temu, co głoszą wyznawcy teorii o energetycznych przyczynach otyłości. Ten aspekt ma kluczowe znaczenie, bo pokazuje, jak naukowy żargon potrafi zamaskować pseudonaukowy charakter obowiązującej teorii. Innym razem dezawuuje się Taubesa mówiąc, że przecież nie odkrywa on nic nowego i przytacza jedynie fakty naukowe powszechnie znane w środowisku medycznym. Jeśli są takie znane, to dlaczego tak mało o nich słyszymy?

Taubes może nie mieć racji w każdym aspekcie swojej analizy. Może rzeczywiście zbyt radykalnie potępił wszystkie węglowodany, powtarzając błąd swoich oponentów, którzy totalnie zdemonizowali tłuszcze zwierzęce. Do myślenia daje fakt, że hipoteza węglowodanowa nie tłumaczy całkowicie braku otyłości i chorób cywilizacyjnych w niektórych populacjach izolowanych, które stosują żywienie oparte w większości na węglowodanach (np. populacje wysp Kitawa). Niemniej nawet ta ludność nie spożywa przetworzonej żywności wysokowęglowodanowej, która najmocniej i najszybciej oddziałuje na insulinę, co z czasem prowadzi do szkodliwych zmian metabolicznych i wystąpienia różnych chorób. Do ustalenia pozostaje wpływ nieprzetworzonych węglowodanów na metabolizm ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli kulinarnych „wynalazków” cywilizacji i mają dzięki temu zdrową przemianę materii.

Mając na uwadze te zastrzeżenia, trzeba zauważyć, że hipoteza Taubesa dużo lepiej niż obowiązujący paradygmat wyjaśnia zjawiska, które obserwujemy na Zachodzie, gdzie od kilkudziesięciu lat „zdrowa” piramida żywienia promuje wysokie spożycie roślinnych tłuszczów wielonienasyconych i produkty zbożowe jako podstawę codziennej diety. Warto przypomnieć że jeszcze w latach 90-tych dopuszczano spożycie tłuszczów trans jako zdrowsze od konsumpcji tłuszczów nasyconych. Obecnie kolejne badania pokazują, że odżywianie niskowęglowodanowe jest skuteczniejsze od diet niskotłuszczowych i niskokalorycznych w zakresie regulacji wagi. Jednak duża część środowiska medyczno-żywieniowego zrzuca te rezultaty na karb tego, że badani po prostu oszukują i na dietach wysokowęglowodanowych spożywają więcej kalorii niż deklarują. I stąd te wyniki. Innymi słowy twierdzą, że teoria jest w porządku, tylko ludzie się do niej nie stosują. Takie wyjaśnienie naturalnie niczego nie wyjaśnia. Czy na pewno wszyscy oszukują? A jeśli tak, to jaki jest powód tego masowego oszustwa? Dlaczego na dietach wysokowęglowodanowych/niskotłuszczowych ludziom trudniej jest powstrzymać się od jedzenia do tego stopnia, że oszukują w badaniach? Jeśli wszystko sprowadza się rzekomo do kalorii, to jedyne wyjaśnienie jest takie, że diety wysokotłuszczowe w jakiś sposób wzmacniają siłę woli i umożliwiają pacjentom jeść mniej a przy tym dzielnie walczyć z nieustającym uczuciem głodu. Ale to nie jest kwestia kalorii i to „magiczne” wyjaśnienie nie jest wystarczająco dobre. Taubes ma lepsze: tłuszcze i białko w diecie wywołują uczycie sytości i sprawiają, że ludzie spontanicznie, bez konieczności liczenia kalorii, jedzą mniej, a węglowodany – oddziałując na insulinę, która gwałtownie obniża poziom cukru – wywołują uczucie głodu bez względu na liczbę spożywanych kalorii. Dodatkowo, odżywianie niskowęglowedanowe (np. ketogeniczne) sprawia, że organizm korzysta ze zmagazynowanej tkanki tluszczowej jako źródła paliwa. Z tego powodu, w sposób naturalny spada zapotrzebowania na kalorie dostarczane z pożywieniem. Innymi słowy, przy ograniczeniu węglowodanów w diecie je się mniej, ponieważ się chudnie, a nie – jak sie uważa obecnie – na odwrót. Jak pokazuje Taubes, współczesna dietetyka w wielu aspektach pomyliła skutek z przyczyną i dlatego jest taka bezradna; potrafi ludzi jedynie głodzić (ograniczać spożycie kalorii), co z przyczyn biologicznych nie może być skutecznym rozwiązaniem na dłuższą metę. Ile można głodować?

Uważamy, że twórczości Taubesa nie należy przyjmować bezkrytycznie, ale nie należy jej też dyskredytować bez poddania hipotezy węglowodanowej rzetelnym badaniom, bo takie podejście jest po prostu nienaukowe. Zamiast odmawiać Taubesowi prawa do formułowania hipotez, może lepiej zbadać jego teorię, szczególnie wtedy, kiedy obowiązująca hipoteza tłuszczowo-cholesterolowa okazała się katastrofalna w skutkach. Nauka dysponuje dzisiaj metodami pozwalającymi rzetelnie weryfikować różne teorie . Można zatem rozstrzygnąć, czy ludzie tyją tylko dlatego, że jedzą za dużo kalorii i spalają ich za mało, czy może wskutek oddziaływania węglowodanów na metabolizm, a spożycie kalorii nie ma przy tym zasadniczego znaczenia. Żeby to ustalić, środowisko naukowe musiałby powstrzymać się chwilowo od tych nagminnych „małych kłamstewek” przy wykonywaniu różnych eksperymentów. Polegają one m.in. na tym, że niby porównuje się diety niskotłuszczowe z niskowęglowodanowymi, z tym że te drugie tak naprawdę niskowęglowodanowe nie są, bo pozwalają badanym spożywać nawet 150 g węglowodanów dziennie. Dodatkowo prawie zawsze, kiedy bada się wpływ różnych modeli odżywiania na utratę wagi, diety niskotłuszczowe mają ograniczenia kaloryczne, czyli są niskokaloryczne, podczas gdy diety niskowęglowodanowe pozwalają badanym jeść do syta. W taki sposób udaje się co prawda podtrzymać iluzję, że „cały czas trwają badania”, ale tak nie dochodzi się do obiektywnej prawdy.

Jak przyznaje Taubes, jego ambicją jest nakłonienie środowiska naukowo-medycznego do tego, żeby hipotezę węglowodanową poddać rzetelnym badaniom naukowym. Popieramy ten apel. Jeśli Taubes się myli, niech środowisko naukowe zada sobie trud, żeby wykazać to w badaniach naukowych, bez względu na konsekwencje wynikające z rezultatów takich badań. Dopiero potem przyjdzie czas na ferowanie ostatecznych ocen i wyroków.

Mateusz Rolik

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł“Jak szybko i łatwo zostać cukrzykiem”
Następny artykułNa ile można ufać współczesnej medycynie?
Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

5 KOMENTARZE

  1. Dr Kwaśniewski wyjaśnia.
    Istnieją dwie zdrowe diety wyrażone w gramach

    BTW na posiłek!!

    1:3,5:0,8 ŻO (50g Ww zjadać trzeba-mowa o zdrowych osobnikach, może i więcej. Każdemu według potrzeb, zgodnie z … 🙂 )

    1:0,5:3,5
    Zasada nie mieszać paliw-po co bruździć w szlakach metabolicznych 🙂

    Białko (aminokwasy):walina, leucyna, izoleucyna podnoszą znacząco poziom insuliny, nie tylko Ww

    Teorie poparte teorią, niesprawdzalne w życiu można odstawić na bocznicę lub między bajki 🙂

  2. Teoria dr Kwaśniewskiego jest ważnym acz jednym z wielu głosów w szerokiej debacie która trwa od dziesięciolecie w Europie i USA. Praca Kwaśniewskiego jest o tyle ważna, że stanowi nasz polski wkład w dyskusję o wpływie żywienia na zdrowie. Tym bardziej szkoda, że zwolennicy innych teorii nigdy nie podjęli poważnej dyskusji z dr Kwaśniewskim. Nie chodzi tu bowiem tylko o praktyczne kwestie dietetyczne ale o szerszą debatę intelektualną obejmującą problematykę polityczną, ekonomiczną, ideologiczną; o rozpoznanie mechanizmów rządzących różnymi dziedzinami życia społecznego.

  3. Z chęcią zobaczyłbym (internet) lub poczytał (na jakimś blogu) argumenty i kontrargumenty dwóch stron. W jaki sposób interpretują i wyciągają wnioski z tego samego badania np.
    Na żywo to byłoby dopiero coś. Ciekawe czy dr Kwaśniewski lub jego syn byliby zainteresowani taką debatą (czy chce im się jeszcze burzyć głową mur z węglowodanowego betonu). Idealnie rozwiązaniem byłaby debata w TVP :)- w końcu płacimy podatki i „mamy” wpływ na program w szkiełku he he 😉
    Avanti

    • Ale nie zobaczysz takiej debaty. Najwyżsi rangą profesorowie polscy już się na ten temat wypowiedzieli. Powiedzieli co wiedzieli, a że nie wiele wiedzieli to i nie wiele powiedzieli. Właściwei to nic mądrego nie powiedzieli bo i mądrzy nie są. Po co wracać w kółko do tego samego. Dieta Kwaśniewskiego u nas nie przejdzie. Przyjdzie kiedyś ale z Zachodu. Wtedy się przyjmie.

  4. Zdaje sie ,że cała prawdę o wspłczesnej nauce opisał świetnie w swojej książce pt. ” Życie jest światłem ” -prof. W. Sedlak polecam —————–
    ” Nauka staje się uczonym trupem mysli, u stóp którego zasiadają czesto gracze, znawcy zasad gry ustalonej jeszcze w minionym pokoleniu. ”
    —————–
    Ponad 13 lat jestem na żywieniu opytymalnym i jestem zdrowy ,że aż czasami się dziwię . Postawą w żywieniu u mnie jest wysokoenergetyczny tłuszcz wołowy . 57% to kwasy tłuszczowe nasycone ,35% jednonienasycone i 3% wielonienasycone daje to 100% tłuszczu twardego , temp. top. pow .40 C. Oczywiście przy zachowaniu proporcji B:T:W z tym ,że ja wskaźnik T- tłuszczu podniosłem sobie z 3,5 g na 5 do 7g . I wszystko jest w porządku.
    Przeczytałem i jestem w posiadaniu wszystkich książek dr J. Kwaśniewskiego i sporej liczby prof. Sedlaka. Wiele lat już prenumeruję miesięcznik ” Optymalni ” . Z autopsji wiem ,że wiedza J.K. nie jest tylko teorią ale wiedzą prawdziwą w sensie rzeczywistym – przyrodniczym jak i naukowym, chociaż nauka na razie ” krzywo patrzy ” na Optymalnych ze względów wiadomych. Odbiera jej to znamiona naukowości , ale cóż poradzić , wszystko rodzi się w bólach. Szkoda tylko ,że tak wielu ludzi musi cierpieć zamiasat przestać chorować.
    Zgadzam się ze zdaniem Matrolika ,że wiedza Kwaśniewskiego wykracza daleko poza ramy dietetyki ludzkiej ,ona obejmuje całość cywilizacyjnych ” wygłupów ” ludzi spowodowanych tym co Biblia zwie ” grzechem pierworodnym „. Powszechnie patologiczna struktura i czynności ludzkich mózgów powodują nierozumienie podstawowych rzeczy o ” instrukcji obsługi człowieka ” i sensie istnienia ludzkości jako takiej.
    Wszystkim zainteresowanym polecam pracę naukową – książkę J.K. pt. ” Jak nie chorować ” . To kopalnia wiedzy o nas ludziach , wiedzy , która na razie słabo przebija się przez gąszcz utwierdzonych tradycją kłamstw i przeinaczeń.
    Pozdrawiam wszystkich

ZOSTAW ODPOWIEDŹ