Na ile można ufać współczesnej medycynie?

3

W artykule pt. „Why Almost Everything You Hear About Medicine Is Wrong” magazyn „Newsweek” poruszył niedawno temat niedostatecznej wiarygodności współczesnej medycy. Autorka tekstu, Sharon Begley, stawia tezę, że rożne zalecenia wychodzące na bieżąco ze środowiska medycznego okazują się być w większości naukowo nieuzasadnione i mogą narażać pacjentów na ryzyko utraty zdrowia. Dla przykładu terapia hormonalna miała zmniejszać zapadalność na choroby serca u kobiet po menopauzie, ale badania dowiodły, że nie tylko nie zmniejsza zagrożenia, ale zwiększa zachorowalność na raka piersi. Czosnek miał rzekomo obniżać stężenie „złego” cholesterolu, ale w badaniach okazało się to nieprawdą. Zjedzenie obfitego śniadania miało rzekomo obniżać dzienne spożycie kalorii, ale – jak dowiedziono w badaniach – nie obniża. A co, jeśli takie pomyłki nie są wyjątkiem ale regułą, pyta Begley?

Coraz więcej naukowców uważa, że fałszywe zalecenia medyczne są normą. I nie chodzi już o to, że wyniki pojedynczego badania raz na jakiś czas okazują się błędne. Problem dotyczy całego systemu przeprowadzania eksperymentów naukowych, które regularnie dają nieprawdziwe rezultaty. W efekcie powstał system, który wyprowadza na manowce zarówno lekarzy jak i pacjentów, a tych drugich naraża na dodatkowe zagrożenie utraty zdrowia. Dr John Ioannidis, szef Prevention Research Center (Ośrodek Badań Medycyny Prewencyjnej) na Uniwersytecie Stanforda, który od wielu lat zajmuje się zwalczaniem fałszywych zaleceń medycznych, uważa, że „ludzi krzywdzi się, a nawet zabija” złymi rekomendacjami; nie jakimś znachorstwem, ale nierzetelnymi badaniami medycznymi. Jego zdaniem większość współczesnych badań zawiera nieprawidłowości i dlatego trudno jest dzisiaj oddzielić prawdę od nieprawdy.

Co jakiś czas obalane są kolejne mity, na których od wielu lat oparta jest współczesna medycyna prewencyjna. Niedawno jeden szeroko zakrojony projekt badawczy, wykonany przez organizację Cochrane Collaboration, skupiającą ekspertów od biomedycyny z całego świata, wykazał brak dowodów na to, że statyny (popularne leki na obniżanie cholesterolu) pomagają osobom, które – choć maja „podwyższony cholesterol” – nigdy w życiu nie chorowały na serce. Warto przypomnieć, że rynek statyn w USA przekroczył już wartość 20 miliardów dolarów, z czego zyski czerpią głównie firmy produkujące te niebezpieczne substancje (np. Pfizer producent Lipitoru). Ciekawe, jaką wartość ma rynek statyn w Polsce i kto jest jego największym beneficjentem w naszym kraju?

Ioannidis wie, co mówi. Jako młody naukowiec odbywał staż lekarski na Uniwersytecie Harvarda, w latach 90-tych nadzorował w Narodowym Instytucie Zdrowia (NIH) wiele badań klinicznych nad AIDS, a następnie szefował wydziałowi epidemiologii na Uniwersytecie w Joaninie w Grecji. Według Ioannidisa, badania „pozytywne”, czyli takie, w których dany lek okazuje się skuteczny trwają tyle samo co badania „negatywne”, czyli takie, w których dany lek okazuje się nieskuteczny. „Jednak badania negatywne publikuje się z 2-4 letnim opóźnieniem”, tłumaczy naukowiec. ”Rezultaty negatywne zalegają w szufladach a eksperymenty przedłuża się w nadziei na to, że badany specyfik okaże się w końcu skuteczny.” Kiedy stawką są miliardy dolarów, firmy farmaceutyczne bardzo niechętnie ogłaszają, że ich nowy preparat tak naprawdę nie działa. Negatywne wyniki badań publikuje się z opóźnieniem, a pacjentów poddaje się w tym czasie terapiom, które są nieskuteczne.

W literaturze medycznej można znaleźć wiele przykładów badań, które najpierw przedstawiano jako fundamentalne dla danej terapii, a potem okazywały się niesolidne. Na przykład dwa badania z 1993 roku, które rzekomo wykazały, iż witamina E zapobiega chorobie wieńcowej, okazały się pomyłką w świetle bardziej rygorystycznych eksperymentów z roku 1996 i 2000. Spożycie estrogenu w prewencji choroby Alzeihmera u starszych kobiet, zalecane na podstawie wyników badań z 1996, w roku 2004 okazało się całkowicie nieuzasadnione. Rezultaty licznych badań dowodzących rzekomo, że leki antydepresyjne działają skutecznie poprzez biochemiczny wpływ na mózg, pozostają w sprzeczności z nowym materiałem badawczym. Ustalono bowiem, że jeśli te substancje w ogóle mają jakiś pozytywny wpływ to jedynie dzięki efektowi placebo. Nieprawdą okazało się też twierdzenie, że wczesna diagnostyka nowotworów zawsze pomaga w ratowaniu życia.

Ioannidis szczegółowo badał statystyki wykorzystywane na wczesnym etapie badań nad genomem ludzkim i w większości okazały się one bezwartościowe. Naukowcy badali wtedy jeden lub kilka genów na raz pod kątem ich związków z różnymi chorobami. Dominowało podejście „hurtowe” i dzięki temu nawet „na ślepo” udawało się zwykle coś utrafić. Zespół Ioannidisa ustalił, że wiele odkryć genetycznych to zwykłe pomyłki. Geny, które miały odpowiadać za rozwój osteoporozy, okazały się niewinne. Geny zidentyfikowane przez National Human Genome Research Institute jako odpowiedzialne za wywoływanie chorób serca wcale ich nie wywołują. Geny, które miały podnosić ryzyko wystąpienia choroby Parkinsona, wcale tego ryzyka nie zwiększają. Jednak literatura medyczna przepełniona pozostaje różnymi domniemaniami, że gen X podnosi ryzyko wystąpienia choroby Y. Spekulacje te z jednej strony wpływają na codzienne decyzje wielu pacjentów, a drugiej umożliwiają rozwój biznesu indywidualnych badan genetycznych.

Błędy statystyczne są także plagą epidemiologii, która szuka związków między stanem zdrowia a środowiskiem, w tym z nawykami i dietą. Na przykład można w ten sposób badać, czy picie kawy wywołuje bóle stawów, ból głowy lub dowolną inną dolegliwość. „Kiedy wykonuje się tysiące eksperymentów, statystycznie muszą pojawić się szczęśliwe trafienia”, wyjaśnia Ioannidis. Na tej loterii kokosy zbijają firmy farmaceutyczne. Testują zaaprobowane uprzednio leki pod kątem ich dodatkowych zastosowań i zawsze przypadkowo w coś trafią. Tym sposobem „lekarze przypisują te same leki na coraz to nowe objawy. Nie powinno tak być,” uważa naukowiec.

Sytuacja nie jest beznadziejna. Genetycy w dużym stopniu poprawili metody swojej pracy. Jednak inne gałęzie medycyny wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Na przykład procedury chirurgiczne podlegają jeszcze mniejszej kontroli niż farmaceutyki. „Nie zdziwiłbym się, gdyby duża część zabiegów chirurgicznych okazała się bezzasadna a argumenty na rzecz ich skuteczności wyparowałyby przy dokładniejszej analizie,” mówi Ioannidis. Co ważne, bardzo trudno jest sprostować zalecenia, które przedostały się do szerokiego obiegu. Jeszcze w 2007 roku Ioannidis znalazł w literaturze naukowej twierdzenia, że witamina E obniża zapadalność na choroby serca, chociaż już kilka lat wcześniej hipoteza ta została obalona.

Działalność Ioannidisa pokazuje, że sytuacja w środowisku naukowo-medycznym zmienia się powoli na lepsze. Jeszcze kilkanaście lat temu, osoba z jego poglądami na funkcjonowanie przemysłu badań naukowych nie miałaby szans na zrobienie kariery na liczących się uniwersytetach czy w instytucjach naukowo-badawczych. Natomiast Ioannidis współpracuje dzisiaj z ponad 1500 naukowcami, a Uniwersytet Stanforda, będący uosobieniem establishmentu naukowego, zaproponował mu kierowanie ośrodkiem medycyny prewencyjnej. „Badania medyczne mają dostarczać lekarzom i pacjentów materiału, na podstawie którego będą mogli podejmować dobre decyzje. John ma bardzo innowacyjne spojrzenie na problematykę badań naukowych, więc był dla nas naturalnym kandydatem,” uzasadnił zatrudnienie Ioannidisa Ralph Horwitz, dziekan wydziału medycyny na Uniwersytecie Stanforda.

Można zauważyć, że to otwarcie establishmentu naukowo-medycznego  na mniej ortodoksyjne poglądy zbiega się w czasie z wystąpieniem kryzysu finansowego. Wymusza on totalne oszczędności na „wszystkich frontach”, również w sektorze naukowo-medycznym. Poglądy i działalność takich naukowców jak John Ioannidis wychodzą niejako naprzeciw potrzebom nowych czasów. Umożliwiają one weryfikację i eliminację wielu bezzasadnych i kosztownych teorii oraz procedur medycznych pochłaniających dużą część tortu, który zamiast rosnąć, kurczy się dzisiaj gwałtownie. Ponieważ w kryzysie pieniędzy wystarczy tylko dla niektórych, obecnie- bardziej niż kiedy indziej – różne ośrodki badawcze muszą wykazać się konkurencyjnością i innowacyjnym spojrzeniem na medycynę. A właśnie innowacyjności Ioannidisowi nie brakuje, jak zauważył szef wydziału medycznego Uniwersytetu Stanforda.

Naturalnie nie cała współczesna wiedza medyczna jest zafałszowana, zastrzega Begley. Wiele twierdzeń jest prawdziwych i wiele terapii sprawdziło się. Recz w tym, żeby dla swojego bezpieczeństwa polegać na tych teoriach, które wytrzymały próbę czasu i których słuszność udowodniono w starannych badaniach klinicznych. Pozwoli to odróżnić rzetelną naukę od wyssanych z palca nowinek na temat jakiegoś nowego „super” leku lub „zdrowego” pokarmu, których pełne są popularne media.

Mateusz Rolik

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSpór o dorobek Taubesa to spór o jakość nauki
Następny artykułBłonnik czyli pies, który nie zaszczekał.
Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

3 KOMENTARZE

  1. Przemysł farmaceutyczny wydaje się w dobie obecnej, jako najpotężniejszy obrońca, dyktator, sponsor nauki, mody na ” zdrowy styl życia”, reklamy, dobroczyńca i ostatnia deska ratunku dla bezbronnej ludzkości atakowanej przez bakterie, zarazki, a także przez żądnych zysku,chciwych przedstawicieli sektora tytoniowego , czy też alkoholowego. Co może zmienić ten obraz? Kto stanie przeciwko takiej potędze ? Czy jest siła, równie potężna, w której interesie jest, aby ludzkość była zdrowa, nie umierała przedwcześnie w wyniku „nieuleczalnych” chorób ? Sądzę , że przeciwnikiem doskonałym mogłyby być , równie potężne, Towarzystwa Ubezpieczeniowe. Ubezpieczyciele na życie, choroby, zainteresowani są tym, aby ich klienci żyli zdrowo i szczęśliwie do późnej starości i oczywiście co miesiąc opłacali sowicie swoje polisy. Przedwczesna śmierć i choroba ich klienta to oczywista strata skutkująca wielosettysięczną wypłatą na rzecz uposażonego. Dotarcie z Prawdziwą Wiedzą do zarządów Towarzystw Ubezpieczeniowych , uważam za jedną z interesujących form strategii w walce z dominacją przemysłu farmaceutycznego.

  2. Niedosyt! tak jednym słowem można podsumować wrażenia, towarzyszące po przeczytaniu tego wpisu. Liczyłem na trochę bardziej wyczerpującą lekturę, obfitującą w konkretne przykłady poparte badaniami. Stwierdzenie że „Nieprawdą okazało się też twierdzenie, że wczesna diagnostyka nowotworów zawsze pomaga w ratowaniu życia”, mimo że brzmi kontrowersyjnie, nie wystarcza po prostu. przydało by się odwołanie do konkretnego badania które tak rewolucyjną tezę wykazało lub chociaż opisanie, gdzie tkwi błąd w tradycyjnym rozumowaniu. a tak to po prostu słowo przeciw słowu.
    Ale na pocieszenie napiszę że czepiam się tylko dlatego, że mimo iż bywam tu od niedawna, to autorzy przyzwyczaili mnie już do wysokiego poziomu redakcyjnego i merytorycznego. Pzdr

    • Witam. Dzięki za komentarz. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko że ten tekst ma bardziej charakter publicystyczny a nie naukowy stąd nie ma w nim odwołania do badań. Ma raczej dać do myślenia, postawić problem zamiast próbować go rozstrzygnąć podpierając się badaniami. Mogę tylko zachęcić do lektury tekstu źródłowego, a także do zapoznania się z pracą Ioannidisia. Sporo tego w Internecie. Pisaliśmy też o nim tutaj
      http://nowadebata.pl/2011/06/06/prawdy-polprawdy-i-klamstwa-w-naukach-medycznych/
      Dzięki za dobre słowo w sprawie poziomu. Proszę do nas wracać! Pzdr!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ