Leki przeciwdepresyjne a przemoc

1

Co jakiś czas światową opinią publiczną wstrząsa informacja o jakiejś strzelaninie w szkole, masakrze w hipermarkecie lub innym akcie agresji dokonywanym przez „niezrównoważonego psychicznie” napastnika. Co gorsza, coraz częściej sprawcami takich czynów są ludzie młodzi, którzy z zimną krwią strzelają do swoich szkolnych kolegów. Zwyczajowo tłumaczy się te „desperackie” czyny wpływem współczesnej popkultury i rozrywki (filmy, muzyka, gry komputerowe), która karmiąc odbiorcę przemocą budzi w młodych ludziach fascynację złem. Z kolei niektóre środowiska próbują wykorzystywać te tragiczne wydarzenia dla realizacji swoich polityczno-ideologicznych postulatów, domagając się przy każdej „okazji” jeszcze większego ograniczenia wolności posiadania broni. Wydaje się, że z jakiś powodów w całej dyskusji umyka nam jednak sedno problemu: niemal w każdym wypadku oprawcą okazuje się osoba, która albo przyjmuje leki antydepresyjne, albo właśnie je odstawiła. A dziś już wiemy, że środki te nie tylko wywołują myśli samobójcze, ale również powodują agresję wobec otoczenia.

Stosowanie środków przeciwdepresyjnych na świecie stale się upowszechnia. Na przykład w USA specyfiki te należą już do najbardziej dochodowej grupy leków na rynku, a ich sprzedaż osiągnęła w 2009 roku wartość 14,6 miliardów dolarów. Kluczową grupą przyjmującą te specyfiki stała się młodzież. Stacja PBS podała niedawno, że niemal u 10% dzieci w USA diagnozuje się dziś różne zaburzenia psychiczne i poddaje się je terapii, bardzo często z wykorzystaniem leków antydepresyjnych. Co ciekawe, dzieci w rodzinach zastępczych są 9 razy częściej poddawane farmakoterapii niż dzieci w rodzinach „normalnych.” Zjawisko to osiągnęło już takie rozmiary, że niedawno zainteresowała się nim nawet instytucja kontrolna kongresu USA o nazwie Government Accountability Office. Składniki leków antydepresyjnych dodawane są dziś nawet do środków na odchudzanie (np. Merdia), a amerykańscy lekarze przypisują leki antydepresyjne jako wspomagacze kuracji odchudzającej. Najbardziej popularną kategorią leków anstydepresyjnych są tzw. selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (ang. SSRI), które mają poprawiać nastrój pacjenta regulując poziom serotoniny w mózgu.

Warto wiedzieć, że rosnąca medykalizacja dzieci i młodzieży za pomocą legalnych środków psychoaktywnych nie dotyczy tylko antydepresantów. W szkołach Europy Zachodniej stale nasila się tendencja do tego, żeby bardziej aktywnych uczniów diagnozować jako chorych na ADHD, dzięki czemu nauczyciele mogą rozwiązywać „problemy wychowawcze” w łatwy i szybki sposób za pomocą takich specyfików jak Ritalin (w Polsce znany jako Concerta). Niektóre instytucje nawet zmuszają uczniów, żeby poddali się farmakoterapii pod groźbą wyrzucenia ze szkoły. Tylko w ciągu ostatnich 4 lat wydatki na farmakologiczne leczenie ADHD wzrosły w Wielkiej Brytanii o 65%.

Działania niepożądane

Chociaż antydepresanty są reklamowane jako środki bezpieczne, często wywołują liczne działania niepożądane, w tym:  zaburzenia ruchu, apatię, pobudzenie, obniżenie popędu seksualnego, zaburzenia hormonalne, obniżenie apetytu, zmianę zachowania, spłycenie uczuciowości, bóle brzucha, bóle głowy, pocenie się i inne. Zaburzają też właściwy rozwój mózgu i kości, co ma szczególne znaczenie dla dzieci i młodzieży. Dodatkowo antydepresanty mają silne działanie uzależniające, a ich odstawienie może wywoływać tak poważne dolegliwości psychiczne i fizyczne (tzw. Antidepressant Discontinuation Syndrome), że niektóre osoby w ogóle nie są w stanie z nich zrezygnować.

Chris Kresser przytacza wyniki badań wskazujących na to, że leki antydepresyjne stosowane w dłuższej perpsektywie czasowej nie tylko powodują często nieodwracalne uszkodzenie organizmu oraz mózgu, ale tak naprawdę  zamiast leczyć, przedłużają i utrwalają chorobę, zamieniając krótkotrwałe cierpienie w długotrwałe nieszczęście. Badania wykazują też, że terapia lekami antydepresyjnymi okazuje się być jedną z najmniej skutecznych form walki z depresją.

Jak zauważa Kresser, dodatkowy problem z antydepresantami polega na tym, że ich skutki uboczne wymagają leczenia za pomocą innych specyfików. Dla przykładu wiadomo, że Prozac powoduje rozdrażnienie i niepokój, więc lekarze przypisują do niego leki uspokajające, które z kolei wywołują swoje własne działania niepożądane. Tym sposobem pacjent musi zażywać coraz więcej nowych farmaceutyków, żeby niwelować skutki przyjmowania tych starych.

Na temat zagrożeń płynących ze stosowania leków przeciwdepresyjnych napisano już bardzo dużo. Czytelników zainteresowanych tą problematyką odsyłamy w pierwszej kolejności do lektury dwóch książek: Brain Disabling Treatments in Psychiatry (1997) Petera Breggina oraz Rethinking Psychiatric Drugs (2005) Grace Jackson.

Agresja wobec siebie i otoczenia

Nie jest już dzisiaj żadną tajemnicą, że leki antydepresyjne wywołują u przyjmujących je osób nastroje samobójcze. W badaniach ustalono, że ryzyko popełnienia samobójstwa u dzieci przyjmujących środki typu SSRI jest trzy razy większe niż u dzieci przyjmujących placebo. Nawet amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wymaga dzisiaj od producentów, aby zamieszczali na opakowaniach wszystkich leków przeciwdepresyjnych ostrzeżenie o zwiększonym ryzyku wystąpienia myśli i zachowań samobójczych.

Jednak, jak pokazał Robert Whitaker, znany dziennikarz, zdobywca nagrody Pullitzera i autor książki Anatomy of an Epidemic: Magic Bullets, Psychiatric Drugs, and the Astonishing Rise of Mental Illness in America, pragnienie samobójstwa to nie jedyny niebezpieczny efekt przyjmowania środków przeciwdepresyjnych, ponieważ są one także przyczyną agresji wobec otoczenia. Na podstawie danych FDA w 2010 roku badacze zidentyfikowali 31 leków sprzyjających przemocy. Antydepresanty znajdują się na czele tej listy. Ogólnie, z całkowitej liczby 1937 aktów agresji wobec otoczenia, odnotowanych przez FDA w okresie 69 miesięcy, różne lekarstwa odpowiedzialne były za 1527 z nich (w tym: leki przeciwdepresyjne za 527, leki na ADHD za 108, środki uspokajające za 97). A oficjalne statystyki to tyko wierzchołek góry lodowej, jak przypomina Whitaker. Na podstawie swoich badań naukowcy stwierdzili:

Zgromadzone dane dostarczają nowych dowodów na to, że agresja wobec innych jest rzeczywistym i poważnym działaniem niepożądanym stosunkowo niewielkiej grupy leków. Dotyczy to w szczególności warenikliny (…) oraz inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny.

Na podstawie powyższych danych magazyn „Time” opublikował w lutym br. artykuł pt “Top Ten Legal Drugs Linked to Violence” (pl. „Dziesięć Najpopularniejszych Leków Związanych z Przemocą”) z listą specyfików wywołujących zachowania agresywne wobec otoczenia. Pięć z dziesięciu wymienionych substancji to leki przeciwdepresyjne: fluoksetyna (Prozac), paroksetyna (Paxil), fluwoksamina (Luvox), wenlafaksyna (Effexor), i deswenlafaksyna (Pristiq).

Co ważne, FDA oficjalnie uznało, że leki przeciwdepresyjne przyczyniają się do samobójstw, ale w ogóle nie informuje o tym, że mogą one wywoływać  agresję  wobec otoczenia. Można jedynie podejrzewać, że niechęć administracji do oficjalnego potwierdzenia innych działań niepożądanych wynika z obaw przed konsekwencjami prawnymi, finansowymi i społecznymi. Na przykład zabójstwo, nie mówiąc już o masakrze, popełnione na skutek terapii legalnymi farmaceutykami, krzywdzi znacznie więcej osób aniżeli samobójstwo, które dotyka „tylko” ofiarę i jego bliskich, oraz obciąża odpowiedzialnością urząd, który dopuścił dany specyfik do obrotu. Innymi słowy uznanie agresji wobec innych za skutek działania antydepresantów wiąże się z wyższymi kosztami  i większą odpowiedzialnością niż w przypadku agresji skierowanej przeciw sobie. Dodatkowo niektórzy obserwatorzy wskazują na związki FDA z przemysłem farmaceutycznym jako powód, dla którego urzędnicy tej instytucji niektórych skutków ubocznych nie chcą formalnie uznać.

Agresywni psychopaci czy ofiary leków?

Spektakularne akty przemocy dokonywane w miejscach publicznych  tłumaczy rutynowo się zbyt łatwym dostępem do broni, brutalizacją kultury masowej, chorobami psychicznymi sprawcy itp., ale zadziwiająco rzadko podnosi się dobrze znany wpływ leków antydepresyjnych na zachowanie człowieka. W 1999 roku Julian Whitaker przeanalizował kilka głośnych tragedii, w których sprawca „bez powodu”otworzył ogień do przypadkowych ofiar w miejscu publicznym. Okazało się, że wszystkie te zdarzenia łączy jeden wspólny element: środki antydepresyjne typu SSRI stosowane przez napastnika. W każdym z tych przypadków strzelec przyjmował albo Prozac albo Zoloft albo Luvox albo Paxil lub inny środek o podobnym działaniu. Na stronie internetowej SSRIstories.com można prześledzić obszerne zestawienie różnych aktów przemocy w miejscach publicznych z lekami antydepresyjnymi, które przyjmował ich sprawca w czasie lub krótko przed dokonaniem czynu. W 2006 roku fachowy magazyn „PloS Medicine” opublikował artykuł omawiający różne sprawy karne, w których przemoc związana była z lekami przeciwdepresyjnymi. Autorzy tekstu zauważają, że w wielu systemach prawnych nawet nie rozpatruje się tych związków, mimo że zostały one już naukowo udowodnione.

W 2010 roku Peter Breggin opublikował w piśmie „Ethical Human Psychology and Psychiatry” artykuł, w którym omówił związek między rosnącą liczbą samobójstw, przypadków przemocy i zachowań maniakalnych w amerykańskiej armii z faktem, że wojskowi lekarze coraz częściej przypisują swoim pacjentom środki antydepresyjne. Z kolei japońskie ministerstwo zdrowia zbadało doniesienia na  temat pacjentów stosujących środki typu SSRI, u których zaobserwowano wrogość wobec innych lub którzy dopuścili się aktów przemocy. W rezultacie dochodzenia urzędnicy stwierdzili, że „w niektórych wypadkach nie można wykluczyć, iż zachowania agresywne zostały spowodowane lekarstwami” i postanowili na nowo sformułować ostrzeżenia wobec tych substancji. Zdaniem Roberta Whitakera, w świetle nowych dowodów, władze powinny ponownie przeanalizować wiele przypadków przemocy miejscach publicznych, tym razem w celu ustalenia, czy aby przyczyną agresji nie były w tych wypadkach działania niepożądane leków antydepresyjnych.

Warto na koniec przypomnieć  przypadek brytyjskiego nastolatka, który w 2009 roku młotem i łomem zatłukł na śmierć swojego ojca a matkę dźgnął w twarz nożycami kilka tygodni po tym, jak lekarz przepisał mu Prozac. Lekarzowi, który badał go po zajściu, chłopak powiedział, że całe zdarzenie wydawało mu się „nierzeczywiste”. Aż dziw bierze jak łatwo przy okazji takich tragicznych zdarzeń zająć jest uwagę opinii publicznej kwestiami o drugorzędnym znaczeniu dla wyjaśnienia zjawiska nasilającej się przemocy. Koncentrując się niemal wyłącznie na wpływie kultury i ograniczaniu wolności posiadania broni, pozwalamy jednocześnie, aby bezpośredni winowajca rosnącej agresji pozostawał bezkarny.

Mateusz Rolik

Źródła

  1. The dark side of antidepressants
  2. Psychiatric Drugs and Violence; A Review of FDA Data Finds a Link
  3. Take This Antidepressant, and You Too May Have a Violent Psychotic Break
  4. Diet Pills that “Help” Depression—with Confusion, Hostility, and Heart Problems

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Post Scriptum

Przed tym, że różne leki psychoaktywne , w tym przeciwdepresanty, zamiast leczyć, pogarszają stan pacjenta, wywołują agresję wobec innych oraz często prowadzą do samobójstwa, od wielu lat  przestrzega wspomniany w powyższym artykule dr Peter Breggin, znany amerykański psychiatra, autor wielu książek na ten temat.

Breggin jest częstym gościem w głównych mediach. Występuje również jako biegły sądowy oraz ekspert przy okazji prac różnych komisji w amerykańskim Kongresie. Jako próbkę jego dorobku, polecamy do obejrzenia  zeznania Breggina  przed Komisją Kongresu USA, fragment wywiadu dla kanadyjskiej telewizji CTV w kontekście morderstwa dokonanego „na lekach” oraz rozmowę na temat psychotropów przy okazji opublikowania w 2008 roku jego książki Medication Madness: The Role of Psychiatric Drugs In Cases of Violence, Suicide and Crime (Szaleństwo lekarstw: rola leków psychiatrycznych w przypadkach przemocy, samobójstw i przestępstw) . Niestety materiały te dostępne są jest jedynie w j. angielskim.

Na ten temat przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNauka w komisjach, czyli polityczne korzenie hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej
Następny artykułKilka refleksji na temat ideologii wegetarianizmu
Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ