Kilka refleksji na temat ideologii wegetarianizmu

50

Nie od dziś pojawia się podejrzenie, że za propagowaniem tzw. piramidy żywieniowej, w której ogranicza się spożycie mięsa na rzecz spożycia roślin, kryje się prowegetariańskie uprzedzenie – obowiązujące współcześnie zalecenia żywieniowe byłyby swego rodzaju umiarkowanym wegetarianizmem, wegetarianizmem zatrzymanym wpół drogi. Ale czy wegetarianizm jest tylko przedkładaniem diety jarskiej nad mięsną, które bierze się np. z przekonania, że jest ona zdrowsza i bardziej zgodna z naturą człowieka, czy może ma swoje światopoglądowe źródła, opiera się na pewnym obrazie człowieka, służąc przy okazji celom ideologiczno-politycznym.

Na początek chciałbym oświadczyć, uprzedzając ewentualne zastrzeżenia ze strony wegetarianów, że swobodny wybór takiego, a nie innego sposobu odżywiania uważam za naturalne korzystanie z przysługującej człowiekowi wolności i stanowczo potępiam wszelkie próby narzucania obywatelom przez władze – również przy pomocy sponsorowanej przez państwo propagandy – co, kiedy i jak wolno im jeść. Pierwszy stanąłbym w obronie wegetarianów, gdyby fanatyczni zwolennicy boczku i smalcu, zdobywszy władzę w instytucjach i organizacjach polityczno-medycznych, chcieli im narzucić – oczywiście w imię „zdrowia publicznego” – swój sposób życia i jedzenia.

Dla uniknięcia nieporozumień dodam, że bezrozumne, bezsensowne okrucieństwo wobec zwierząt uważam za rzecz w najwyższym stopniu odrażającą, za świadectwo kulturalnego i obyczajowego zdziczenia. Ludziom, którzy walczą z przejawami takiego barbarzyństwa, wszystkim, którzy pomagają zwierzętom porzuconym przez tępych okrutników, należy się szacunek i wsparcie. Uważam ponadto, że najlepiej byłoby, gdyby współcześni myśliwi zamiast walić do zwierząt z broni palnej, wzięli do ręki łuki i oszczepy, i – jak nasi przodkowie 1000 lat temu – poszli do lasu, by tropić i ścigać zwierzynę. Niechaj szanse będą bardziej wyrównane.

Spory o roślinożerną i mięsożerną naturę człowieka

Dość często spotykana wśród zwolenników wegetarianizmu teza mówi, że człowiek to tak naprawdę istota roślinożerna, a rośliny są jej przyrodzonym pokarmem. Tezie tej – gdyby traktować ją dosłownie – przeciwstawić można banalną w końcu obserwację, iż jedzenie mięsa jest wśród ludzi powszechne. Ludy żyjące pod kołem podbiegunowym, w tundrze, na stepie czy na sawannie jedzą (jadły) prawie wyłącznie mięso. Gdyby rośliny były przyrodzonym pokarmem człowieka, w tym sensie jak są one przyrodzonym pokarmem krowy, to nie byłby on w stanie przeżyć w takich warunkach. Jeśli mięso umożliwia (umożliwiało) człowiekowi przetrwanie, to nie może być czymś sprzecznym z jego naturą na takiej samej zasadzie jak pokarm mięsny sprzeczny jest z naturą krowy, która ginie bez roślin nawet wówczas, gdy ma wokół siebie góry mięsa. Traktowana bardziej metaforycznie teza o naturalnym roślinożerstwie człowieka mówiłaby tyle, że jedzenie mięsa jest wprawdzie fizjologicznie możliwe, lecz stanowi swego rodzaju aberrację, „perwersję”, gwałt zadany „roślinożerczej naturze” człowieka.

Istnieje też opinia przeciwna, mówiąca, że człowiek jest „z natury” mięsożercą. Na przykład amerykański pisarz i antropolog Robert Ardrey (1908-1980) (zobacz więcej o Ardreyu) uważał mięsożerność za fundamentalną cechę człowieka. W swoich książkach Afrykańska geneza (1961), Terytorialny imperatyw (1996), Umowa społeczna (1970), Hipoteza łowcy (1976), Ardrey – idąc śladami australijskiego antropologa Raymonda Darta – dowodził, że człowiek to uzbrojony drapieżnik, posiadający broń agresywny myśliwy i zabójca, łowca zabijający zwierzęta, aby je jeść lub nie być przez nie zjedzonym. Według niego bez zabijania zwierząt w celu zdobycia mięsa, człowiek nie byłby człowiekiem. Równocześnie jednak Ardrey podkreślał że, polowanie, aby mogło się odbyć i zakończyć powodzeniem, wymagało społecznej kooperacji, wzajemnej lojalności członków grupy, przyjaźni, odwagi, odpowiedzialności, gotowości do poświęceń, zdolności do łagodzenia konfliktów wewnątrz grupy oraz innych cnót społecznych. Zgodnie z teorią Ardrey`a drapieżnicza agresja, łowiectwo, mięsożerność, społeczne formy ludzkiego życia, wewnątrzgrupowy altruizm i społeczna hierarchia, wzajemnie się warunkowały.

Również inni badacze szukali podobieństw pomiędzy zachowaniem ludzi i drapieżników. W latach 70. XX wieku porównano 15 najbardziej znanych gatunków z rzędu naczelnych i 11 gatunków drapieżników, i stwierdzono, że istnieje 8 cech, ze względu na które można odróżnić od siebie obie grupy. Siedem z tych cech charakteryzujących drapieżniki było równocześnie cechami człowieka z epoki przedrolniczej np. podział pożywienia wewnątrz grupy, robienie zapasów pożywienia, przypadki kanibalizmu, przekraczanie przez łup z polowania właściwej potrzeby (ang. surplus kiling), agresja wobec gatunków nie stanowiących łupu łowieckiego. Taki obraz człowieka-drapieżnika (mięsożercy) jest dokładnym przeciwieństwem obrazu człowieka-roślinożercy lansowanego przez wegetarianów.

Wegetarianizm w świetle antropologii filozoficznej

Aby wymknąć się z zamkniętego koła jałowych już nieco polemik na temat „przyrodzonej” mięsożerności lub roślinożerności człowieka, warto odwołać się do bardziej fundamentalnych założeń antropologii filozoficznej, której przedmiotem jest specyfika i odrębność człowieka. Jednym z jej najwybitniejszych reprezentantów był niemiecki uczony Arnold Gehlen (1904-1976). W swoich pracach dowodził on, że człowiek różni się zasadniczo od zwierząt nie tylko posiadaniem inteligencji, ale również w aspekcie biologicznym. Przekonująco pokazał, iż ludzka świadomość (umysł, inteligencja, dusza) jest ściśle dopasowana do struktury ludzkiego ciała, do biologicznej formy człowieka np. wyprostowana postawa, forma ręki, różnorodność i plastyczność jego sensomotoryki. Inteligencja, rozum, zdolność myślenia są wkomponowane w biologiczną strukturę człowieka; cielesna struktura człowieka i jego świadomość są od siebie nieoddzielne, a z owej nieoddzielności bierze się to, że człowiek – inaczej niż zwierzę – nie żyje, lecz w każdej sekundzie prowadzi swoje życie.

Wedle koncepcji Gehlena najpełniej wyrażonej w wielkim dziele Człowiek. Jego natura i pozycja w świecie (1940), zwierzęta żyją wyłącznie w pewnym, ściśle określonym i ograniczonym wycinku natury i są do niego doskonale przystosowane, także pod względem pokarmu. Człowiek jest natomiast istotą „niegotową”, niejako „ułomną biologicznie”, niedostosowaną w pełni do jednego, ściśle określonego wycinka świata natury. Żyje we wszystkich możliwych środowiskach: w górach, w dżungli, na bagnach, na sawannie, na stepie, pod biegunem, na równiku.

Specyfika cielesności człowieka polega na tym, że jego ciało składa się niejako z szeregu „braków” i „luk”. Można powiedzieć, że pod względem biologicznym każdy człowiek jest niepełnosprawny. Nie ma owłosienia (naturalnego okrycia) i jest organicznie niedopasowany do pogody. Nie jest wyposażony w organy służące do ataku lub obrony (kły, pazury, rogi itp.) , ani też nie jest zbudowany tak, aby móc szybko uciekać przed drapieżnikami jak czynić to potrafią sarny, antylopy czy zające. W porównaniu ze zwierzętami jest słaby i powolny, jego zmysły (wzrok, słuch, węch) są w porównaniu ze zmysłami zwierząt po prostu liche. Organy i zmysły człowieka jakby „zatrzymały się w rozwoju”, jakby nie zdążyły się wyspecjalizować, co powoduje, że nie są tak ściśle dopasowane do środowiska jak zwierzęce. Dotyczy to również organów służących do jedzenia, które u drapieżników – o czym nie należy zapominać – wespół z pazurami służą do zadawania ran, okaleczenia i zabijania ofiary, aby można ją było zjeść.

Według Gehlena ludzka szczęka, żuchwa, uzębienie oraz czaszka w której się znajdują, są tak samo jak inne nasze organy z natury „wybrakowane” , „niedorozwinięte”, niewyspecjalizowane. Brak powiększonych kłów, pionowy układ zębów i inne cechy aparatu służącego do jedzenia świadczą o tym, że nie jest on w pełni dostosowany ani do jedzenia roślin, ani mięsa. Uzębienie człowieka nie jest, pisał Gehlen, ani uzębieniem zwierzęcego mięsożercy, ani zwierzęcego roślinożercy. Może służyć człowiekowi zarówno do gryzienia i przeżuwania owoców i roślin, jak i rozrywania mięsa, nawet – gdy zachodzi taka konieczność – surowego, ale jego „prymitywizm” czy „niedorozwój”, sprawia, że nie harmonizuje z typami pokarmów występujących w naturalnym otoczeniu człowieka.

Gehlen powoływał się m.in. na prace Paula Adloffa (1870-1944), niemieckiego antropologa i badacza uzębienia, twierdził, że szczęka ludzka nie pochodzi od wyspecjalizowanej szczęki małp człekokształtnych. Adloff odrzucał tezę, iż mały ludzki kieł powstał na drodze redukcji ich wyspecjalizowanego kła. Jego zdaniem człowiek nigdy nie przechodził stadium małpy człekokształtnej i nie istniała żadna forma przejściowa pomiędzy małpą i człowiekiem, którego Adloff interpretował jako ostatnie ogniwo jakiejś nieznanej rodziny naczelnych.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że antropologia Gehlena sytuuje się poza sporem „ewolucjonizm” – „kreacjonizm”; nie zajmuje się dociekaniem skąd się wziął człowiek i jak „ewoluował” , ale przyjmuje jego istnienie w tej formie, w jakiej go znamy, jako nieredukowalny do czegoś (kogoś) innego, dany fakt (niemiecki filozof Hans Blüher sformułował to w ten sposób, że człowiek jest istotą niewywiedlną, nie da się go wywieść od czegoś innego – inaczej mówiąc: „przodkiem człowieka jest człowiek”).

Gehlen ujmuje człowieka fenomenologicznie i synchronicznie, do niczego nie jest mu potrzebna odpowiedź na pytanie, jaka jest jego geneza. W świetle antropologii gehlenowskiej człowiek „od początku” jest człowiekiem. Nie ma w niej miejsca na „małpoluda” nie dlatego, że ów „małpolud nie istniał”, ale dlatego, że jego istnienie jest sprzeczne z jej fundamentalnymi założeniami. Proces stawania się człowieka, proces „uczłowieczenia” istoty, która wcześniej nie była człowiekiem jest – w paradygmacie antropologii gehlenowskiej – zjawiskiem niewyobrażalnym i niemożliwym do myślowego zrekonstruowania.

Zapewne istnieją podobieństwa pomiędzy człowiekiem a (mięsożernymi) drapieżnikami, ale nie ulega wątpliwości, że jego szczęka i uzębienie niezbyt nadają się do rozrywania surowego mięsa, nie mówiąc już o ranieniu i zabijaniu zwierząt. Oczywiście człowiek może żywić się surowym mięsem, ale to właśnie słabość jego zębów, ich „niedorozwój”, powodują, że zawsze poddawał mięso obróbce termicznej (smażenie, gotowanie), aby uczynić je bardziej miękkim i delikatnym. Można powiedzieć, że uzębienie człowieka dostosowane jest do mięsa, które nie występuje w naturze. Zależność jest więc odwrotna niż ta, którą się potocznie przyjmuje, natomiast oczywista na gruncie antropologiigehlenowskiej: to nie jedzenie gotowanego mięsa sprawiło, że rozwinięte kły człowieka-małpoluda „cofnęły się w rozwoju”, lecz z natury „niedorozwinięte”, słabe zęby człowieka potrzebowały obróbki termicznej mięsa. Ogień, dzięki któremu była ona możliwa, to – jak podkreślał Gehlen – nie jakiś zewnętrzny dodatek do „dzikiej” natury człowieka, ale de facto część jego organizmu, jego sztuczny organ, rodzaj niezbędnej do życia protezy.

Jeśli przeto problem mięsożerności i roślinożerności człowieka rozpatrywać z punktu widzenia antropologicznej koncepcji Gehlena, wówczas spór o to kim jest człowiek „z natury” – roślinożercą czy mięsożercą – staje się bezprzedmiotowy: człowiek nie jest bowiem ani roślinożercą, ani mięsożercą w tym znaczeniu, w jakim tych określeń używa się w odniesieniu do zwierząt ( nie jest więc także „wszystkożercą” jak niektóre gatunki zwierząt). Jeśli rozumieć je nie jako opis prostego faktu zjadania takiego lub innego pokarmu, lecz tego , że niezawodny instynkt prowadzi zwierzę ku przyrodzonemu mu pokarmowi, a jego organy są doskonale przystosowane do jego zdobywania, spożywania i trawienia, to ich używanie w stosunku do człowieka nie ma sensu. Człowiek, nie posiadający ani takiego instynktu, ani takich wyspecjalizowanych organów, na żaden rodzaj pokarmu nie jest w sposób absolutny skazany. Inaczej niż zwierzę przetrwa – w zależności od sytuacji – jedząc rośliny i przetrwa też jedząc mięso. Może, a właściwie musi, wybierać rodzaje pożywienia, może jeść gotowane lub surowe, jeść pokarm w różnych formach, przygotowywać i obrabiać jedzenie. Mimo iż wydawałoby się, że chodzi o czysto biologiczną, „zwierzęcą” konieczność zaspokojenia głodu, a jednak nawet w tej dziedzinie człowiek – to „osierocone dziecko natury” – musi działać i pracować.

Koncepcja Gehlena, choć wychodzi z zupełnie innych założeń niż koncepcja Ardrey`a, nie daje żadnych podstaw do twierdzenia, że zachowania łowieckie, łączące się z jedzeniem mięsa, są czymś dla człowieka „nienaturalnym”, nawet w tym bardziej metaforycznym sensie pozostawania w sprzeczności z jego roślinożerczą naturą. Człowiek zawsze był zarówno zbieraczem roślin, jak i łowcą zabijającym zwierzęta. Oraz – dodajmy – innych ludzi także. Łudzą się zatem ci, którzy zaprzeczają, że skłonność do przemocy stanowi element natury człowieka (rzecz prosta, równie naturalne jest powstrzymywanie się od przemocy, współpraca i życzliwość między ludźmi), sądząc że jest ona spowodowana wyłącznie przypadkowymi wpływami środowiska

Pop-religijna tęsknota za niewinnością

Jest dla nich rzeczą niezwykle trudną porzucenie wiary w pierwotną niewinność człowieka, w jego wrodzony brak agresywności. Wolno domniemywać, że leży ona także u podstaw ideologicznego wegetarianizmu, którego zwolennicy zdają się sądzić, że zanim człowiek zaczął zabijać zwierzęta, żył jako roślinożerca w stanie niewinności i harmonii z innymi bytami. Jest to nic innego jak wizja minionego Złotego Wieku lub przeniesiony w czysto ziemskie wymiary obraz rajskiego Edenu, ogrodu doglądanego i „uprawianego” przez Adama, żyjącego w stanie wiecznej szczęśliwości, pośród „drzew miłych z wyglądu i smaczne owoce rodzących”.

Jeśli ktoś sobie roi, że człowiek, zanim zaczął zabijać zwierzęta i je jeść, żył w harmonii z przyrodą, pokojowo, bez przelewania krwi innych istot, to równie dobrze może sobie wyobrazić (wymarzyć) powrót do tego stanu. Gdyby wszyscy ludzie przeszli na wegetarianizm i zaprzestali zabijania zwierząt, wówczas – taka jest gdzieś głęboko w duszy wielu ludzi skrywana nadzieja – odzyskaliby utraconą niewinność i powrócili do „raju”. Co ciekawe, spotkać się można niekiedy z naukowym argumentem, że jedzenie mięsa wywołuje nadczynność nadnercza wydzielającego adrenalinę, co jest chorobą zwaną „chorobą gniewu, agresji i strachu”. Należy zatem przestać jeść mięso, wtedy nadnercze przestanie wydzielać w nadmiarze adrenalinę, a wówczas znikną „gniew, agresja i strach”, zapanuje powszechny pokój i harmonia, przezwyciężona zostanie „alienacja” człowieka, której praźródłem była zdrada przez niego właściwej mu „roślinożerczej natury”. W chwili, kiedy człowiek, upolował i zjadł pierwsze zwierzę, dokonał się podstawowy akt wyobcowania z natury, człowiek przestał być „dobrym dzikusem”. Wegetarianizm traktowany nie jako jeden ze sposobów odżywiania, wybierany ze względu na smak lub zdrowie, ale jako światopogląd, byłby zatem manifestacją romantycznej iluzji, wyrazem tęsknoty za utopią „zielonego raju młodzieńczej miłości”, którego obraz rzutowany jest na świat rzeczywisty.

Popularność wegetarianizmu rosła w miarę jak rósł zasięg oddziaływania ruchu New Age, pod którego wpływem znajdowała się europejska i amerykańska młodzież w latach 70. i 80. XX wieku. Wielu z tych młodych ludzi, „pomaszerowało przez instytucje”, aby po długim i wyczerpującym marszu zająć należne im miejsce w establishmencie polityczno-medialno-kulturalnym Europy i Ameryki Północnej. Swoich młodzieńczych, „new-age`owych” przekonań wcale się nie wyrzekli, dopasowali je raczej do nowej sytuacji. Jak wiadomo New Age przyniósł odrodzenie wiary w reinkarnację, której wegetarianizm jest naturalną konsekwencją, gdyż – jak się wierzy – w ciele zwierzęcia może przebywać ludzka dusza „pokutująca” za czyny z poprzednich wcieleń. Dlatego odebranie życia zwierzęciu, przedwcześnie przerywające proces ekspiacji, byłoby naruszeniem wyższego, boskiego porządku.

Jest więc być może tak, że przyjęta na mocy naukowych dowodów quasi-wegetariańska „piramida żywieniowa”, ataki na „czerwone mięso”, demonizacja tłuszczów etc. mają swoje podłoże w głęboko zakorzenionej „wegetariańskiej” tęsknocie za „rajem utraconym” a ponadto w pop-religii będącej zdegradowaną wersją wysokich systemów metafizycznych.

Wegetarianizm jako moralny stan wyjątkowy

Przyjrzyjmy się na koniec jeszcze jednemu aspektowi ideologii wegetariańskiej. Głosi ona „wspólnotę wszystkich istot”, innymi słowy postuluje, aby zasady ludzkiej moralności rozciągnąć na wszystkie gatunki. Mamy tu do czynienia z radykalną etyką, w ramach której człowiekowi nie wolno poświęcić tego, co niższe (zwierzęcia) na rzecz tego, co wyższe (człowiek), ponieważ podział na to, co wyższe i niższe zostaje w niej zniesiony. Jest to przejaw skrajnegoegalitaryzmu: nawet istniejąca w przyrodzie hierarchia bytów zostaje zakwestionowana, ogłasza się równość wszystkich żyjących istot (jeszcze dalej niż wegetarianie idą frutarianie potępiający zabijanie roślin).

Jak wszyscy przepełnieni szlachetnymi intencjami utopiści, wyznawcy ideologii wegetarianizmu przeceniają możliwości człowieka. Nie chcą uznać, że jest istotą ograniczoną, że zapasy dobra i pozytywnych uczuć, jakimi obdarza innych ludzi, nie są niewyczerpane, dlatego musi nimi mądrze gospodarować. Jeśli widzimy na co dzień, jak trudno nam wobec wszystkich innych ludzi zachować przykazanie, „kochaj bliźniego jak siebie samego” (samo to przykazanie traktowane dosłownie jest niemożliwe do wypełnienia, nieco bardziej realistyczne byłoby „kochaj bliźniego swego tak jak bliźni kocha ciebie”) to skąd mielibyśmy czerpać tyle moralnej siły, aby móc praktykować przykazanie „kochaj każde zwierzę jak siebie samego”? Czyż nie bywa często tak, że głoszącym ideał powszechnego braterstwa wśród ludzi brakuje energii do podjęcia duchowego, emocjonalnego wysiłku, jakiego wymaga przyjaźń, życzliwość, serdeczność? A co dopiero, gdyby ten ideał powszechnego braterstwa rozciągnąć na zwierzęta? Może zdarzyć się tak, że ci, którzy „kochają wszystkie istoty na Ziemi”, nie mają już czasu, aby kochać konkretnego, pojedynczego człowieka.

Nasuwa się podejrzenie, że może wcale nie chodzi o zwierzęta, ale o coś zupełnie innego. Arnold Gehlen z pewnością zaliczyłby radykalną etykę ideologicznego wegetarianizmu do przejawów analizowanej przez siebie „hipertroficznej moralności”, jakże często, w różnych odmianach, spotykanej w naszych czasach. Propagatorami tej „przerośniętej” moralności, lub inaczej mówiąc – sentymentalnego humanitaryzmu, są przede wszystkim intelektualiści czy, szerzej, przedstawiciele inteligencji, stanowiący specyficzną moralną grupę nacisku w łonie elity polityczno-kulturalnej. Niemiecki socjolog Helmut Schelsky pisał w tym kontekście o „kapłańskiej władzy intelektualistów”. W dzisiejszych czasach, w erze demokracji, powszechnej edukacji i rozwoju mass-mediów różne wersje radykalnej etyki stanowią ideologiczną podstawę, na której ta władza się opiera. Ideologia wegetariańska doskonale tutaj pasuje.

Ze swoich telewizyjno-prasowych ambon „nowi kapłani” głoszą, że rzeźnik to ludobójca, wiejska kobieta ucinająca kurze łeb – seryjna morderczyni, człowiek zajadający ze smakiem kotleta wieprzowego – kanibal i wspólnik zbrodni (wyczuwa się w tych oskarżeniach satysfakcę purytanina z tego, że zepsuł komuś przyjemność). Bombardując „lud” radykalnymi i niemożliwymi do spełnienia postulatami moralnymi, wywierają na niego emocjonalną presję, chcą wywołać u niego permanentne poczucie winy, aby w ten sposób zyskać nad nim moralną przewagę i rozciągnąć nad nim swoje „moralne panowanie”. Podnosząc „miłość” nie czyniącą rozróżnień, do rangi obowiązku moralnego, proklamują „moralny stan wyjątkowy”, i mianują się strażnikami pilnującymi przestrzegania jego przepisów . W rzeczywistości nie chodzi więc o „miłość do wszystkich żywych istot”, co o administrowanie sumieniami, o ideologiczno-psychologiczną władzę elity nad „niższymi” moralnie, zwykłymi zjadaczami wołowiny.

Amerykański politolog Henry Morgenthau zauważył: „Polityka przemienia moralność w instrument politycznej dominacji”. A wiele lat wcześniej niemiecko-włoski badacz polityki, odkrywca „żelaznego prawa oligarchii”, Robert Michels skonstatował: „W erze demokracji etyka jest bronią, którą każdy może się posługiwać”. Co oczywiste, nakazy miłości, współczucia, litości, solidarności i braterstwa stają się narzędziami walki o władzę, jeśli przeniesione zostają poza sferę, w której w sposób naturalny obowiązują (rodzina, klan, grupa przyjacielska etc.) . Jakby to paradoksalnie nie brzmiało, możliwy jest bezlitosny agresywny humanitaryzm, miłość, która zabija, okrucieństwo czystej cnoty. Niemiecki filozof Gerd-Klaus Kaltenbrunner ostrzegał, że nawet na tak szlachetnej idei jak ochrona przyrody da się zbudować bioprotekcjonistyczną dyktaturę. Nietrudno sobie wyobrazić, że w imię zapobieżenia straszliwym zbrodniom popełnianym na zwierzętach i niedopuszczenia do „Holocaustu krów i kurczaków”, ktoś sięgnie po wszelkie, również mało przyjemne, środki. Miał chyba rację Ernst Jünger, ostrzegając, że za wegetarianami (szlachetnymi idealistami) czają się brutalni, polityczni kanibale.

Tomasz Gabiś

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLeki przeciwdepresyjne a przemoc
Następny artykułNaukowa ofensywa hipotezy paleo
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/

50 KOMENTARZE

  1. Kiedy byliśmy myśliwymi i zbieraczami, to jedliśmy więcej mięsa niż owoców i ziarna. Bo upolować królika lub mamuta było znacznie łatwiej niż wychodować pszenicę. Ile to czsu trzeba czekać, zemleć, upiec.
    kiedyś zdewastowałem karierę jednego socjologa, kiedy na posiedzeniu PAN, kiedy chciał udowodnić, że jarosze mają silniejszą wolę niż mięsożerni. Powiedziałem mu, że pomylił skutek z przyczyną. Kto mógłby zostać jaroszem nie mając silnej woli?
    Wystarczy powąchać smażony bekon.

    Małpy jedzą mięso a mądre dzikusy w Nowej Gwinei zjadają robaki i… wrogów.
    Namawianie do wegetarianizmu to próba wychodowania posłusznych robotów, takich jak 200 milionów pariasów w Indiach. Nie trzeba im płacić za wykonaną robotę i czyszczą ubikacje gołą ręką. Umierają na ulicy i chowani są po paru tygodniach, kiedy odżywią bezpańskie psy. Czy to nas też czeka?

    Ci obrońcy zwierząt powinni zastanowić się, czy nie trzeba wytępić wszystkich zwiarzat drapieżnych: koty, psy, wilki, tygrysy, modliszki, komary, pchły, pluskwy. tasiemce, hieny, szakale, tygrysy, lwy, nietoperze, sowy, sępy, rekiny i im podobne.

    Dużo roboty mieliby jarosze, a rozum u nich krótki i siły nie wiele.

    • „Bo upolować królika lub mamuta było znacznie łatwiej niż wychodować pszenicę.”

      „Dużo roboty mieliby jarosze, a rozum u nich krótki i siły nie wiele.”

      – nooo, przyjacielu, jesli piszesz o „chodowaniu” pszenicy lub o tym, ze „siły nie wiele”, to zdecydowanie uwiarygadnia to twoje dywagacje na temat „rujnowania kariery socjologa”. Istnieje tez mozliwosc, ze aktualny stan edukacji na poziomie wyzszym jest zenujacy, do czego rowniez sie sklaniam, jednak problem upatrywalbym jednak w twojej „prawdomownosci” i „wiarygodnosci”.

      Do autora tego obszernego wywodu [zwanego tez artykulem] mam jedna sugestie: niechze przestanie polegac na tym ludzkim przemysle miesnym i sam dostarcza sobie miesa poprzez zabijanie zwierzat, w szczegolnosci zas – w mysl jego teorii – nie tych slabych i „hodowlanych”, ale dzikich, na ktore przeciez [rzekomo] polowali nasi przodkowie … Niech nasi drapiezni, silni i zwyciezcy miesozercy sami zajma sie dostarczaniem sobie wartosciowego i niezastapionego pokarmu!
      Popieram inicjatywe i sygnuje ja swoim podpisem

  2. Jestem pod wrażeniem. Czegoś podobnie racjonalnego dawno nie miałam przyjemności czytać.
    Dokładnie tak , nie dajmy się utopić w utopii ;).
    Jestem praktykującą rolniczką i od dawna trąbię, tylko widać nie tam gdzie trzeba, że wegetarianizm w środku Europy jest utopią.
    Przecież ortodoksyjni wegetarianie dobrowolnie godzą się na szare, martwe włosy, mętny wzrok i hmmm szukam słowa, aby nikogo nie urazić, a powiedzieć, że chyba nie bardzo rozumieją co myślą i mówią ;(. Gdzieś coś usłyszeli, wybrali co im pasuje i się zabawiają w ideologię. Żenada!
    Przepraszam , niby skąd mają czerpać potrzebne do prowadzenia życia w każdej sekundzie (doskonała puenta Gehlena) składniki odżywcze? Bo chyba nie z owoców i warzyw uprawianych przez Białego Człowieka i nawożonych od 60 lat 3, słownie trzema minerałami: N, K, P. To nawet nie są nawozy, to są odpady ogromnego przemysłu chemicznego. To i tylko to mamy w glebie.
    Dowód: proszzz. Mieszkam za miastem, sąsiada krowa pasie się na mojej „eko” łące, dziwnym trafem mleko od krasuli się samoistnie nie kwasi. Dziwne?
    No mnie to nie dziwi, wokół są sady jabłka i brzoskwinie. Kto wie czym i ile razy w sezonie się to coś przypominające owoce, pryska?
    Zamiast jeść to co nazywają warzywami, niech faktycznie lepiej poszczą , przynajmniej nie będą mieli siły się wygłupiać. Nie będą też mieli siły opowiadać Ludziom bajeczek, że się zdrooowo odżywiają.
    Błagam, nie zabijajcie mnie śmiechem, Wegetarianie.
    Jeszcze raz gratuluję Autorowi, świetny artykuł!
    ps.
    widziałam w sieci takiego Yogina, a w tle strona ze sklepem internetowym suplementów diety …w tabletkach ;(. Tak na glebie i na drzewach tak traktowanych od kilkudziesięciu lat już jedynie suplementy w tabletkach mogą wyrosnąć 😉
    i Hare im Kriszna!

    • Duży wysiłek i pracę umysłową Pani wykonała praktycznie przeklejając swój wpis spod innego, równie fantastycznego artykułu. Jak niby mięsożerna osoba, żyjąca ponadto z przemysłu rolnego miałaby uznać taki artykuł za „nieracjonalny”. Mówiąc o utopii wegetariańskiej autor odwołuje się do innej utopii – „łowcy-myśliwego”. Łowców na świecie została garstka, reszta świata żywi się chowem przemysłowym, który ma o wiele mniej wspólnego z naturą niż „piramida wegetariańska” bo te zwierzęta nie żywią się ani nie żyją zgodnie z ich naturą. Nie wystarczy powiedzieć „potępiam bestialstwo” i umyć ręce do obiadu. Autor z moralną wyższością rozprawia jakby co najmniej żył we wspólnocie plemiennej i polował a nie podtrzymywał status quo hodowli. Chyba szkoda komentować absurdu o braku humanitaryzmu wegetarian wobec ludzi, żal porównywać na jednej szali śmierć zwierzęcia z powszechnym prawem każdego człowieka do kanapki z szynką 4x dziennie, a co tam 3x, jedną się wyrzuci do śmieci bo nie smakowała, to tylko „świnia” przecież…

    • Osoby będące wegetarianami od dzieciństwa SĄ upośledzone umysłowo, ze względu na nie dostarczanie składników zawartych w mięsie potrzebnych do rozwoju osłonek mielinowych komórek nerwowych. Oficjalna nauka udowodniła to już dziesiątki lat temu. Każdy normalny dietetyk, a nawet kucharz lub pedagog jest o tym nauczany, więc powinien zdawać sobie sprawę ze szkodliwości wegetarianizmu. Nie mniej jednak społeczeństwem słabym i głupim łatwiej jest władać, poza tym taniej jest ludzi żywić glonami niż mięsem. Wnioski wyciągnijmy sami…

      • „Osoby będące wegetarianinami od dzieciństwa sa uposledzone umyslowo”…. Interesujący pogląd a przy okazji wierutna bzdura. Jeden z tych uposledzonych twierdził, że:
        „Wegetariański sposób życia, przez swoje czyste, fizyczne oddziaływanie na ludzkie zachowanie, może wpłynąć na ludzkość w najbardziej dobroczynny sposób.”.
        Nazywał się Albert Einstein.

    • Szanowna Pani a czy w mięsie „pędzonym”z wyjałowionych roślin w jest więcej składników odżywczych? Mięso kumuluje całą chemię pryskaną na rośliny plus antybiotyki i hormony. A to tego nastrzykiwanie (1:1) mięsa wodą (z fosforanami).

      Trzeba nie mieć świadomości aby spożywać coś takiego. Mądry wegetarianin spożywa 10 razy mniej pestycydów niż mięsożerca. (mięso kumuluje) Pytanko Czy świnie hodowane są paszą wolną do GMO (NIE mają nić do gadania )
      Smacznego i pozdrowionka
      ps. Ludy północy żywią się mięsem i tłuszczem bo nie mają nic innego. Pytanie o średnia długość życia Eskimosów (40 lat?). No ale w końcu człowiek nie ewoluował na biegunie a w pobliżu równika. Nasz układ pokarmowy jest w 95% identyczny z układem pokarmowym szympansa. (który owszem je mięso w ilości góra 5 procent zapotrzebowanie energetycznego). inne biologicznie spokrewnione istoty goryle i orangutany w ogóle nie potrzebują mięsa (na brak masy mięśniowej nie narzekają.

      • „Nasz układ pokarmowy jest w 95% identyczny z układem pokarmowym szympansa. (który owszem je mięso w ilości góra 5 procent zapotrzebowanie energetycznego).”

        Skąd te bajki ?

        „Pojedź na takiej diecie” jak szympansy a zobaczymy jak trawisz celulozę.

        Człowieka z szympansem łączy 98 % genów ! Oh normalnie bracia i siostry. Ale to naiwne uproszczenie, różni nas ponad milion genów.
        Nasze linie genetyczne oddzieliły się miliony lat temu.

        Doczytaj w normalnej książce do biologii jak naprawdę różnią się nasze układy pokarmowe.
        Dlaczego szympansy jedzą mięso i jak się to wpływa na zachowania w grupie, utrwalenie znajomości, przyjaźni, wrogości, nie bez znaczenia są sprawy damsko-męskie.
        Zorientuj się, ile procent wagi ciała szympansa stanowi mózg a ile homo sapiens. I jak się to ma do potrzeb energetycznych naszych i ich mózgów. A dowiesz się dlaczego jedno musiało się zmniejszyć aby drugie mogło urosnąć. Ludzki układ pokarmowy musiał stać się o wiele bardziej wydajny, by obsługiwać super energochłonny mózg. Myślenie też kosztuje, my zawładnęliśmy planetą oni nadal biegają po drzewach. A Ty myślisz że mamy podobne układy pokarmowe:)
        Dowiedz się w jakim czasie (przeżuwanie) szympans, zaspokaja swój całodniowy bilans energetyczny, potem „zasiądź przed michą pełną mięsa” i zobacz w jakim czasie się najesz na cały dzień. Potem zrób sobie dwie wanny sałatki i powtórz ćwiczenie. Zobrazuje Ci to co nie co i pozwoli wyciągnąć pewne wnioski.

        Jak porównasz człowieka (bez brzuszka) i szympansa (a jeszcze lepiej goryla), zobaczysz pewną różnicę w kształcie brzucha. A ściśle wiąże się ona, z tym o czym napisałem wyżej. Człowiek może jeść pokarm rośliny (sam też lubię) i przeżyje na nim, taka ewolucyjna pozostałość ale ma sylwetkę drapieżnika a ten żywi się mięsem.
        Jednym słowem nie posiada wydętego brzucha do trawienia znacznych ilości pokarmu roślinnego.

        Jak już przerobisz dział, „co nieco o szympansach” dowiesz się, że nie każde mięso jest „chemiczne”, są mięsa z chowu ekologicznego, gospodarskiego, dziczyzna.
        Potem udaj się do tesco i kup zdrowe pakowane w folie warzywa, żywność ekologiczna to na pewno nie będzie.
        Jak się tak dobrze zastanowisz ile trzeba zjeść dziennie mięsa i tłuszczu a ile roślinności i następnie wyciągnij wnioski co do szkodliwości. Okaże się że nie koniecznie jest jak napisałeś.
        Zapewne w mięsie kumuluj się więcej szkodliwych związków, zwłaszcza jak się je najtańsze i byle co. Te lepsze, raczej „zabijają” budżet przeciętnego Polaka, tak samo jak warzywa eko budżet przeciętnego polskiego wegetarianina. Więc jeden i drugi skazani są na marketowe produkty. Samo zdrowie. Oczywiście można bez wydawania fortuny zapewnić sobie dobre pożywienie czy to mięsne, czy roślinne, ale wymaga to sporo zachodu.

        Na sam koniec nasuwa mi się pytanie. Czy jedzenie samych warzyw jest zdrowsze od nie jedzenie nawet zwykłego mięsa?
        Sadzę, że to dopiero robieni krzywdy samemu sobie.

        Człowiek musi jeść mięso, aby żyć w zdrowiu, oczywiście jego dieta nie powinna bazować tylko na mięsie ale na szerokiej gamie innych produktów.
        Pewnie część wegetarian potrafi sobie w miarę dobrze zbilansować dietę jeśli używa suplementów i nie zrobi sobie krzywdy.
        Ale nie jest to naturalny sposób odżywiania człowieka. Tylko czysta ideologia, która w naturze nie ma miejsca. Obecnie ludzie mogą sobie pozwolić na bycie wegetarianinem, kiedyś by najzwyczajniej umarli z głodu.

  3. Jeśli jedzenie mięsa sprowadzałoby się tylko do tego co upolowaliśmy z lasu/łąki/rzeki/ etc/ łukiem i oszczepem to nie mam nic przeciwko.
    Obecnie sytuacja ma się inaczej, zwierzęta hodowane są w warunkach niewoli, niezależnie od tego czy jest to gospodarstwo eko czy przemysłowe, zwierzęta hoduje się tak aby to człowiekowi było wygodnie, nie mają, bo nie mogą mieć, pełnej wolności. W gospodarstwach wielkoprzemysłowych, jakich coraz więcej, zwierzęta są uprzedmiotawiane, traktuje się je więc jak niegrzeczne przedmioty. Niegrzeczne bo maja swoją wolę, bo nie chcą umierać, bo chcą iść w przeciwnym kierunku, bo od zatłoczenia chorują, szaleją, okaleczają siebie i swoich towarzyszy losu albo kopulują co nie zawsze jest mile widziane- wówczas bez skinienia stosuje się wobec nich prewencję jak to do przedmiotów.
    Jeśli więc przeszkadzają zęby u młodych prosiąt to się je na żywca wyrywa, jeśli przeszkadzają jądra to się je na żywna wycina (na żywca bo po co marnować pieniądze i czas na inne metody, które truły by nie daj boże ich jadalne przecież ciałka?)
    Kurczakom obcina się więc dzioby, niechane maluchy rodzaju męskiego wrzuca na żywca do młynka, bez wyrzutów sumienia podaje się im hormony gdy rosną za wolno, a te osobniki, które są już mało wydajne bo np. dają za mało mleka bez skrupułów oddaje się na rzeź chociaż w normalnych warunkach pożyły by jeszcze 3 razy dłużej.
    http://www.meatvideo.com/

    Laureat Nagrody Nobla, pisarz Isaac Bashevis Singer, po raz pierwszy odkrył zatrważające podobieństwo pomiędzy traktowaniem Żydów w czasie Holokaustu a sposobem traktowania zwierząt rzeźnych, gdy spostrzegł, że techniki, rozwinięte na potrzeby masowej rzezi zwierząt, używane były także wobec ludzi. W kilku swoich opowiadaniach nakreślił on analogię pomiędzy rzezią zwierząt a rzezią Żydów z rąk nazistów. Kiedy uzmysłowił sobie, że wszystkie formy ucisku mają wspólne podłoże, stał się wegetarianinem. Zrozumiał, że miłosierdzie nie jest – i nie powinno być – ograniczone wyłącznie do ludzi i nie można mówić o pokoju, gdy ma się usta pełne ofiar przemocy.

    Uprzedmiotowienie świata zwierząt jednak stwarza idealną wymówkę dla tego typu praktyk i jest na tyle silnie utkwione w głowach większości społeczeństwa, że ciężko potem sobie uzmysłowić, że nasz kochany pies czuje podobnie do świni i że w Chinach ze smakiem się go je, hodując wcześniej z równa brutalnością.

    Potem mamy protesty kotko-pieskowych miłośników i zbulwersowane miny gdy na protest przychodzą weganie (protestujące z tym samym hasłem tylko w imię wszystkich zwierząt)
    Mamy więc ogólnoprzyjęty podział na zwierzęta lepsze i gorsze, a o tym które zaliczają się do której kategorii decyduje człowiek. W Chinach je się psy, robi futra z kotów, w Indiach święte i nie do ruszenia są krowy, zaś muzułmanie i żydzi nie jedzą, z racji wiary w jej nieczystość, wieprzowiny . Każda kultura wypracowuje sobie swój system przekonań dot. zwierzątek do kochania i do jedzenia.

    Definiuje to już na wstępie stosunek człowieka do reszty świata zwierząt, w którym to człowiek jest ponad, a wszystko inne pod. Pogląd często wynikający z filozofii jaką żyjąc w naszej kulturze nieświadomie się przyjęło. Paradygmat antropocentryzmu.

    Człowiek przejawiający taki antropocentryczny punkt widzenia nie będzie widział w tym nic złego – „bo coś musimy jeść”.

    Nie będzie oczywiście miało dla takiego osobnika znaczenia, że większość chorób cywilizacyjnych jest spowodowanych jedzeniem za dużych ilości mięsa (w ogóle białka) i że póki mięso było zarezerwowane dla arystokracji to tylko ona chorowała na te choroby..

    Co do piramidy żywieniowe książka pt. Food Politics http://www.petlaczasu.pl/food-politics/b03000947 powinna rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące budowania piramidy żywieniowej. Bynajmniej, w przeciwieństwie do przypuszczeń autora powyższego artykułu, to nie pro wegetariańskie uprzedzenie „rządzi światem dietetyki” tylko lobby mięsne i mleczne. Autorka pierwszej piramidy żywieniowej opowiada w książce jakie trudności stwarzały korporacje mięsne i mleczarskie przy tworzeniu piramidy i jak duży udział w jej ostatecznym kształcie miały osoby o zasobnym portfelu, a nie osoby o zasobnych zeszytach wiedzy czyli naukowcy, lekarze i dietetycy.

    Obecnie to nie jakieś tam uprzedzenie powoduje kierowanie ludzi ku diecie roślinnej ale współczesna nauka i jej odkrycia. Skoro nisko-tłuszczową dietą roślinną, leczy się (teraz nawet już w Polsce) trudne do wyleczenia choroby w tym cukrzyce, choroby krążenia, otyłość i wiele innych i to bez efektów ubocznych ,jak to się dzieje podczas leczenia farmakologicznego – to czemu się dziwić? Tu nie chodzi o ideologię ‚braku przemocy” tylko o wzory reakcji chemicznych.

    Niewątpliwe przeżycie, w pewnym momencie migracji ludzkości, było determinowane zdolnością zabijania, ale drodzy państwo żyjemy przecież w czasach gdzie na każdej półkuli można jeść owoce i warzywa, nie porównujmy więc czasów obecnych do czasów gdy nie było prądu, transportu itd… to porównania prowadzące to stwierdzenia, że mięso trzeba a nawet powinno się jeść bo kiedyś jedliśmy.
    Kiedyś trzeba było mieć 7 dzieci bo połowa umierała i to nie znaczy, że teraz tez tak trzeba bo połowa umrze. Czasy się zmieniają.
    To ,że kiedyś coś pozwoliło nam przeżyć nie znaczy, że jest niezbędne teraz. Przykładowy Eskimos będący na wysoko mięsnej diecie ma średnia wielu 40 lat, to chyba mówi samo za siebie, podczas gdy najbliższy mi przykład czyli mój ojciec ma już ponad 60 a je same rośliny (nie je ciał zwierząt ani ich wydzielin)
    Na diecie czysto roślinnej wykluczającej produkty odzwierzęce można bez problemu żyć i to długie lata, potwierdzają to badania jakie przeprowadzają naukowcy. http://www.youtube.com/watch?v=W10NJatLFWs
    Obecnie na świecie jest masa wegan – ludzi odżywiających się wyłącznie roślinami lub głównie roślinnymi (z docelowym weganizmem) wśród nich znajdziemy aktorów, polityków, lekarzy, kulturystów, sportowców i wiele wiele innych..

    Sławni wegetarianie i weganie:
    http://www.wegetarianie.pl/index.php?module=htmlp&func=display&pid=8

    Bil Clinton za namową córki (która jest weganką) i pod okiem dr. Ornisha:

    Biegając:

    Cała rodzina Raw-vegan:

    Dieta wegańska jak widzimy jest zdrowa, dobra, polecana i to nie tylko z aspektu etycznego – o który można się spierać i jest kwestia indywidualną co ktoś uważa za dobre czy złe.

    Kolejnym aspektem przeważającym za dieta roślinną są względy ekologiczne. Po pierwsze zanieczyszczenie środowiska i wiążące się z tym skażenie jedzenia. A po drugie, to czy przeżyjemy na tej niszczonej sukcesywnie planecie, jako cały gatunek. Pierwsza rzecz to w dużym skrócie to, że toksyny w roślinach poprzez wysoką zawartość błonnika, łatwiej są usuwane z organizmu człowieka podczas gdy w tym samym stopniu zanieczyszczona żywność wysoko przetworzona lub pochodząca z dalszych fragmentów łańcucha pokarmowego (mięso,mleko,jaja) jest dużo trudniej usuwalna. jednym słowem łatwiej usunąć z organizmu coś co pochodzi prosto od „trawy” niż coś co zostało już wtórnie przetworzone i pozbawione naturalnego stanu. Nie jest przecież dla nikogo tajemnica i ostrzegają o tym nawet nie wegetariańskie ruchy, że ryby mięsożerne maja dużo więcej metali ciężkich niż te żywiące się pokarmem roślinnym. Tak samo jak w ciele pangi znajdziemy więc więcej toksyn niż w śledziu, tak samo więcej toksycznych związków będzie w karnisty (od http://en.wikipedia.org/wiki/Carnism karnista-człowiek, który zdecydował się na jedzenie mięsa) niż u weganina (człowieka który zdecydował się na jedzenie produktów wyłącznie roślinnych)

    Druga kwestia czyli pogłębiające się deficyty wody, głód na świecie, efekt cieplarniany, skażenie środowiska, wycinanie lasów itd… to rzeczy od których nie da się uciec, w końcu doświadczamy ich na samych sobie i kiedy osiągną skrajność nie będziemy mieli czasu na zmianę.
    Jedyne co możemy robić to przeciwdziałać tu i teraz. Wybór produktu w sklepie może zaważyć na naszej przyszłości bowiem to popy kształtuje podaż. Dla przykładu wyprodukowanie 1kg wołowiny to zużycie 100tys litrów wody za ta ilość zużytej wody mamy 180 bochenków chleba lub 500kg ryżu…
    Dodatkowo zwierzęta hodowlane zjadają 540tys ton jedzenia rocznie, zaledwie 40 tys ton wystarczyłoby by wyżywić głodujących (dane z przed kilku lat, teraz może to być wyższa liczba)

    Więcej info:
    Najnowszy raport World Watch Institute na temat wpływu chowu zwierząt na zmiany klimatyczne:
    http://www.worldwatch.org/files/pdf/Livestock%20and%20Climate%20Change.pdf

    oraz do poczytania:

    http://wolfpunk.most.org.pl/wegan02.htm

    http://dlaklimatu.pl/Dieta-cud-dla-klimatu-Tylko

    szef komisji kilmatycznej onz 😉
    http://suprememastertv.com/bbs/board.php?bo_table=sos&wr_id=783&goto_url=&sca=sos_2&url=link2_0&#v

    tu z kolei znany klimatolog i szwedzki posel:
    http://suprememastertv.com/bbs/board.php?bo_table=sos_video&wr_id=55&page=&goto_url=&sca=
    http://suprememastertv.com/bbs/board.php?bo_table=sos_video&wr_id=56&page=&goto_url=&sca=&sca=&page=

    Sami osądźcie według swojej logiki co się bardziej opłaca, czy folgować swoim przyzwyczajeniom i nawykom czy poszukać nowych alternatywnych sposobów na życie?
    Przecież weganizm jest tani, zdrowy i łatwy a do tego przyjemny..
    Przepisy wegańskie na http://empatia.pl/przepisy

    Pozdrawiam

    GO VEGAN -SAFE THE PLANET!!!!

    • „Laureat Nagrody Nobla, pisarz Isaac Bashevis Singer, po raz pierwszy odkrył zatrważające podobieństwo pomiędzy traktowaniem Żydów w czasie Holokaustu a sposobem traktowania zwierząt rzeźnych, gdy spostrzegł, że techniki, rozwinięte na potrzeby masowej rzezi zwierząt, używane były także wobec ludzi”

      „Druga kwestia czyli pogłębiające się deficyty wody, głód na świecie, efekt cieplarniany, skażenie środowiska, wycinanie lasów itd…”

      Ale macie tam ideologiczna jazdę po bandzie. Na grubo jedziecie z tym szantażem moralnym, nie ma co 🙂 ciekawi mnie, czy to działa? pozdrawiam!

      • Wiara nie potrzebna, są już niektóre fakty „ideologiczne” w działaniu. Wysoki podatek od CO2 obciąża wiele państw. To haracz za niebezpieczny efekt ocieplenia Matki Ziemi przez CO2 przemysłowe, oddech ludzki, oraz metan wydzielany przez zwierzęta hodowlane, tak naucza Nauczyciel Al Gore, ratownik Ziemi. (Nagroda Nobla) 🙂

        • Ów noblisa Al Gore nie zauważył biedaczysko m.in. (a powinien, bo dane pochodzą z raportów NASA), że średnie temperatury zmieniają się proporcjonalnie na wszystkich planetach naszego układu słonecznego. Jaki zatem z tego wniosek? Albo tłoczymy i odsączamy wielkimi rurami CO2 na pozostałe planety, albo słońce zmienia swą aktywność.
          Tak czy owak popieram podniesienie VATu do 50% by znalazły się fundusze na walkę z ociepleniem pozostałych planet naszego układu słonecznego.

      • Swoim wyborem rezygnacji z mięsa nie czuję się moralnie wyższa od osoby która je mięso okazjonalnie – upolowane przez siebie lub z etycznej hodowli (mój partner tak robi) i traktuje taki posiłek z należnym szacunkiem (sam akt polowania a nawet zapłacenia 4x tyle za posiłek generuje pewien szacunek i inną częstotliwość). Pokazywanie jakim wynaturzeniem jest współczesna hodowla to żaden szantaż moralny, to pokazywanie tego świata takim jaki jest (dzięki nam, ludziom) i chyba wpisuje się świetnie w ideę tego portalu.

      • Co do argumentów o marnowaniu ekosystemów pod uprawy to obecny kształt rolnictwa jest przystosowany do mięsożernych upodobań ludzkości a nie do relatywnie nowego ruchu wegańskiego (który nie ma nawet masowego zasięgu). Zawdzięczamy go hodowli zwierząt, które aby szybciej i tłuściej rosły są karmione ziarnami a nie swoim naturalnym pokarmem w swoim naturalnym środowisku, wszystko po to żeby były tanie! Wobec naszego stylu życia wizja powrotu do kultur łowieckich jest tak utopijna, że wręcz śmieszna. Rezygnacja z bestialstwa wobec zwierząt jakim jest chów przemysłowy nie wymaga poświęcenia podwalin cywilizacji w imię „miłości i przyrody”, jest czymś realnym i możliwym przy odrobinie wysiłku ze strony każdego z nas. Nie każdy musi rezygnować z mięsa, wystarczy że będzie jadł je rzadziej i traktował z należnym szacunkiem, kupując produkty ekologiczne (owszem droższe). Jak widać jak każda wegetarianka szerzę straszliwe utopijno-religijno-cośtam wizje i jestem największym zagrożeniem dla świata…

    • GO VEGAN – SAFE THE PLANET !!!

      Odwróci kota można ogonem ale obecnej piramidy żywieniowej się nie da.
      Jak na nią patrzę to odnoszę nieodparte wrażenie, że mięso nie jest na jej dole a nawet jest z niej wypychane.
      To fakt, każdy może sprawdzić.

      Więc jak w takiej kwestia się tak mylisz, to jaką ma wartość reszta tekstu?
      Pranie mózgu bez trzymanki.

      Przytaczając paru aktorów, sportowców itd, którzy są wegetarianami, nie przekonasz trzeźwo myślących, wśród aktorów, kulturystów, śpiewaków operowych, zdecydowanie więcej jest mięsożerców. Taką wartość ma większość Twoich argumentów.

      Ludzie jedzą mięso i żyją w zgodzie z sobą, bo takim stworzyła nas natura. Musimy jeść mięso, a że jest nas dużo to te zakłady wyglądają jak wyglądają. Przemysł doprowadził wydajność do absurdu. Nikt normalny nie pochlebia chowu przemysłowego ale kiedyś tą kurę, świnię czy krowę trzeba zabić. Ja jako zdeklarowany mięsożerca też – bo produkuje złej jakości mięso, bez smaku, wartości odżywczych, dewastując nadmiernie środowisko naturalne.

      Od zarania dziejów, „latali” po lesie z łukiem zabijając co się rusza i nie miało to nic wspólnego z humanitaryzmem, najpierw raniliśmy a potem zamęczaliśmy tropiąc je aż padało z zmęczenia i od ran. Nie jednokrotnie konsumując prawie żywe.
      Chłop w swojej zagrodzie też walił świnie w łeb kilka razy siekierą a ile razy nie trafił, wiesz jakie te zwierze było przerażone i je bolało? Jako dziecko widziałem, ale w sumie bardziej podniecony byłym wizją kaszanki niż cierpienia świni.

      W obecnie sam akt zabicia jest dużo bardziej humanitarny niż kiedyś i obiektywnie zwierzę miej cierpi.
      Ponieważ ZDECYDOWANA większość ludzi jada mięso nie grozi nam zamknięcie farm, może kiedyś ludzie będą w stanie hodować w laboratoriach schabowe (obecnie już próbują), ale kto normalny będzie to chciał jeść.
      Parę miliardów ludzi patrząc na „schabowego” nie widzi krzywdy zwierzęcia tylko jedzenie. I nie ma w tym nic nienormalnego i sadystycznego.

      A Twoja empatia i argumentacja posunięta jest do obłędu.

    • ‚Kiedyś trzeba było mieć 7 dzieci bo połowa umierała i to nie znaczy, że teraz tez tak trzeba bo połowa umrze. Czasy się zmieniają.’

      własnie czasy się zmieniają pod każdym względem i pod wpływem każdej ideologii

      i co???? to upoważnia wegan do moralnego poniżania ludzi nazywając ich mordercami
      poczytajcie sobie” mądrzy” weganie

      https://prawda2.info/viewtopic.php?t=10614

      jesteście takimi samymi zabójcami jak mięsożercy

      jesteśmy tylko ułomnymi ludźmi !!!!!!!!!!!!!!

      Nader ułomnymi bo każdy wykorzystuje moralnie argumentacje do wyeliminowania inaczej myślących jedzących itd.
      to nie zabójstwo????

    • Tak sobie myślę – skoro wszystkie zwierzątka są równe, dlaczego żaden wegetarianin/weganin nie przygarnie do domu świni albo owcy zamiasy kota czy psa? W końcu zwierzęta są równe, a są ludzie hodujący świnie w domu, więc jest to możliwe. Czy nie jest to z Waszej strony przejaw zwykłej hipokryzji? Bo dla mnie jest. Co do polowania – jeśli chcecie zacofania rozwoju cywilizacyjnego, proszę bardzo – jedzcie chleb, dopiero jak sami wyhodujecie zboże, skosicie je etc. Bo argument, że zwierzęta są traktowane w sposób okrutny nie ma z tym nic wspólnego – można postulować za polepszeniem ich statusu życia (co uważam za dobre rozwiązanie) polepszając ich warunki życia, zanim trafią na rzeź. Swoją drogą – czy zastanawiał się kiedyś kto z was, co by się stało z pewnymi gatunkami, które trzymamy tylko ze względu na mięso gdyby ludzie przestali je jeść? Co by się stało z wszystkimi świniami gęsiami etc . które na wolności by sobie nie poradziły.
      Chciałam też zauważyć, że choroby cywilizacyjne nie biorą się od jedzenia mięsa tylko ogólnie niezdrowego trybu życia (braku ruchu, faszerowania się chemią, śmieciowym jedzeniem etc) a cukrzycę leczy się skutecznie po prostu niskokaloeyczną dietą, a nie wegańską i proszę nie mylić tych dwóch pojęć.
      Mięso jest zdrowe. Proszę sobie poczytać o dietach przede wszystkim mięsnych np o diecie Dukana, gdzie jedzenie samego mięsa powoduje utratę wagi i polepszenie stanu zdrowia. Dodam też, że osoby, które marzą o szczupłej, muskularnej sylwetce (najzdrowszej u człowieka) są praktycznie zmuszone do spożywania dużej ilości mięsa, by zbudować tkankę mięśniową. Na soi i tofu się tego niestety nie zbuduje.

  4. „Jeśli jedzenie mięsa sprowadzałoby się tylko do tego co upolowaliśmy z lasu/łąki/rzeki/ etc/ łukiem i oszczepem to nie mam nic przeciwko.”

    Jak już mamy iść w stronę równych szans to może lepiej stanąć w walce wręcz z bykiem? Rozumiem że lepiej rzucić setkę kamieni, a zwierzę zdechnie w męczarniach?

    „zwierzęta hoduje się tak aby to człowiekowi było wygodnie, nie mają, bo nie mogą mieć, pełnej wolności”

    Zatem twierdzisz że rośliny hoduje się tak aby im było wygodnie? 100ha kukurydzy poprzedzielanej jedynie drogami dojazdowymi to według ciebie pełna wolność? Czy rośliny są martwe i nic nie czują? Czy dobrze im się żyje w wyjałowionej ziemi spryskiwanej jedynie azotem, potasem i fosforem, pozbawionej pozostałych mikroelementów no i oczywiście robactwa?

    Oczywistym jest (czego nikt tutaj nie neguje), że:
    – przemysłowa hodowla i ubój zwierząt jest zwyrodniały i nienaturalny,
    – zwierzęta te karmione są nienaturalnymi paszami w związku z czym ich mięso jest chore, więc czemu mielibyśmy je jeść?
    – nie ma czegoś takiego jak HUMANITARNE ZABIJANIE czegokolwiek, ale taki jest świat, zabijamy się i odradzamy,
    – istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy, którego jesteśmy częścią, chcesz go zmieniać czy rozbijać?

    „Nie będzie oczywiście miało dla takiego osobnika znaczenia, że większość chorób cywilizacyjnych jest spowodowanych jedzeniem za dużych ilości mięsa (w ogóle białka) i że póki mięso było zarezerwowane dla arystokracji to tylko ona chorowała na te choroby.. ”

    Znaczy jakie to choroby i czym konkretnie spowodowane?

    „Kolejnym aspektem przeważającym za dieta roślinną są względy ekologiczne. Po pierwsze zanieczyszczenie środowiska i wiążące się z tym skażenie jedzenia”

    Rośliny nie zanieczyszczają środowiska a zwierzęta tak? Gdyby nie było zwierząt to nie trzeba by stosować oprysków roślin? To może trzeba wybić wszystkie zwierzęta? Nie? No to co zrobić?

    „Dla przykładu wyprodukowanie 1kg wołowiny to zużycie 100tys litrów wody za ta ilość zużytej wody mamy 180 bochenków chleba lub 500kg ryżu”

    Noo to juz standard. A jakie było by to żuzycie wody gdyby zwierzaki wypasaly się na pastwisku a nie jakdły rozmoczone ziarno z mączką kostną i innym szajsem?

    „Sami osądźcie według swojej logiki co się bardziej opłaca, czy folgować swoim przyzwyczajeniom i nawykom czy poszukać nowych alternatywnych sposobów na życie?”

    O z tym się zgadzam!

    GO PALEO SAVE THE PLANET! (and yourself) 🙂

    • Spośród wszystkich diet propagujących mięso paleo jako jedyna ma jakąkolwiek wrażliwość ekologiczną i jest najbardziej ok ale pogrążył cię tekst :”nie ma czegoś takiego jak humanitarne zabijanie zwierząt” (w tym akurat mówisz jednym głosem z najbardziej skrajnymi weganami). Wyobraź sobie czy wolałbyś:
      1.żyć sobie pod słońcem, z przyjaciółmi, rodziną, smacznym jedzenie i znienacka ogłuszony i zabity.
      2.całe życie spędzić skulony w klatce, z podciętymi nogami żebyś nie uciekł, karmiony niesmaczną chemią, bez rodziny, z cierpiącymi współtowarzyszami, bity, zabity bez ogłuszenia. Czy ktokolwiek może być tak arogancki żeby myśleć że zwierzętom to „bez różnicy”.

  5. I jeszcze slowem do szanownego autora: WEGETARIAN, nie zas WEGETARIANOW.

    Zaleca sie wlaczenie slownika w przegladarce internetowej …

    • Taa a lobby przemysłu rolniczego nie istnieje? Wciskanie odpadu czy też paszy dla bydła jakim jest soja jako pełnowartościowe i ZDROWE pożywienie, Wmawianie ludziom że utwardzone tłuszcze roślinne są zdrowsze od zwierzęcych, wielohektarowe przemysłowe uprawy pół-syntetycznych zbóż, warzyw czy owoców w miejsce zniszczonej naturalnej flory – w tym nie ma nic złego?

      Człowiek był, jest i pozostanie mięsożercą, taka jego natura. Postępowanie wbrew temu to szykowanie sobie problemów zdrowotnych. Poważne niedobory aminokwasów i mikroelementów z czasem dają o sobie znać. Nie spotkałem jeszcze tryskającego energią, wyglądającego zdrowo wege. Problemy hormonalne i nieciekawe wyniki morfologii krwi to chleb powszedni wegetarian.

      Co do hodowli – to zrozumiałe, że w toku ewolucji wykorzystując możliwości swojego mózgu człowiek zapewnił sobie dostęp do mięsa bez konieczności polowania.

      • W toku ewolucji też stworzył cukier, całą tą chemię i choroby cywilizacyjne… Idąc tym tokiem myślenia to wszystko musi być dobre i naturalne. Otóż nie jest. Tak samo jak jedzenie ogromnych ilości świń/krów karmionych zbożami i mączkami kostnymi. Tak samo jak wyciskanie olejów i zamienianie je w margaryny. Spór o to czy jeść czy nie jeść mięsa nie może być sprowadzony do „ewolucji”. To spór o to co jest lepsze tu i teraz. Równie naturalna może być dieta paleo i dobrze zrobiona dieta wege. Równie wynaturzone jest obżeranie się hamburgerami w Mc co jedzenie ciast (pomimo iż są wegetariańskie). Tylko że jedząc ciasta krzywdzisz tylko siebie a chemiczne mięso zarówno siebie jak i zwierzęta.

      • A propos „wielohektarowych półsyntetycznych upraw zbóż” to ten argument jest wręcz śmieszny, na prawdę myślisz że przeznaczone są one dla wegetarian?? Jak myślisz, czym żywione są zwierzęta które lądują na twoim talerzu, powietrzem? A jest ich więcej niż ludzi na tej planecie, nie dałoby się wyżywić ich w naturalny sposób (i byłoby to nieopłacalne) dlatego są karmione „półsyntetycznymi zbożami” -żeby mogły strawić nienaturalny dla siebie posiłek. Soja też nie jest naturalnym pokarmem dla zwierząt, tylko jednym z roślinnych elementów diety azjatów, sprytnie wykorzystany przez chciwych hodowców. Jakie jeszcze dyrdymały powstaną dla usprawiedliwienia bestialstwa? I nie jest nim samo zabijanie zwierząt dla pokarmu, tylko bezduszny przemysł który powstał żeby ludzie zamiast jeść mięsny posiłek od święta, mieli taniego hamburgera/kotleta pod nosem na każde zawołanie -bez wysiłku, bez szacunku, bez wyrzutów sumienia (bo to tylko produkt a nie zwierze).

  6. Ideologia wegetaranizmu… Przydałby się teraz artykuł ” Kilka Refleksji Na Temat Ideologii Mięsożerności”. Tak dla równowagi. Generalnie panuje wolność, nikt nikomu żadnego jedzenia na siłę do gardła nie wpycha. Niech każdy je to, co mu pasuje. Z ideologią czy bez niej. Inaczej będziemy wciąż prowadzić dyskusje przypominające te o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Warzywa są pryskane i są pełne pestycydów. Mięso jest pełne hormonów i zakwasza. Pij mleko będziesz wielki. Mleko szkodzi, nie pij mleka. Węglowodany to podstawa. Węglowodany szkodzą, lepsze jest białko i tłuszcze. Ależ skąd, białko jest niezdrowe i szkodzi nerkom, a tłuszcze tuczą. To może najlepsza jest dieta zbilansowana? Nie, dieta zbilansowana to przestarzały, chory mit. I tak na okrągło. Jedyne co wiemy na pewno i w czym jesteśmy zgodni to to, że cukier niestety już nie krzepi, choć kiedyś myśleliśmy zgoła inaczej.

    Nie dajmy się zwariować! Jeśli ktoś jest jaroszem i czuje się z tym dobrze – niech dalej będzie jaroszem. Komu zaś sprawia przyjemność dostarczanie swemu ciału martwej tkanki zwierzęcej to niech czyni to dalej. Smacznego.

  7. Artykuł daje wiele do myślenia. Przypuszczam iż większość wegetarian ma poczucie bycia bardziej uduchowionych czy humanitarnych, bo nie żyją śmiercią innych.
    W tym przypadku przytoczę słowa Owidiusza, który nawołując w „Pitagoras” pisał tak;
    „I cudzych ciał pożarciem sam ciała nabywać….Czemu tylko morderstwo miłym ci się zdaje?Czemu wznawiasz ohydne cyklopów zwyczaje? .”
    I tu nasuwa mi się fantastyczna teoria iż pożeracze mięsa mają jakieś genetyczne powiązania z Cyklopami. He he. Poważnie zaś, wynikało by że spór mięsożernych i wegetarian był od wieków. Spór myśliwych i rolników.
    Z oficjalnych, najstarszych zapisków z Biblii znamy historię Kaina i Abla. Okazuje się że to człowiek rolnik, od płodów ziemi, zabija Abla hodowcę zwierząt. Mordercą okazał się rolnik. ( Bóg preferował ofiarę mięsną 🙂 Druga historia Jakuba i Ezawa jest analogiczna. Jakub rolnik (chleb i soczewica) a Ezaw myśliwy. Jakub rolnik oszukuje Ezawa jak i w konsekwencji dochodzi do morderstwa Ezawa przez Jakuba. (Rękopisy z Qumran) W obu przypadkach agresywni do człowieka, bratobójczy okazali się rolnicy czyli wegetarianie-symbolicznie, a nie myśliwi- mięsożerni.
    Czy preferowanie i lansowanie wegetarianizmu ma związek z wzrastaniem nowego nurtu religijnego, kultu Matki Ziemi ?

    • Trochę inaczej rozumiem przesłanie płynące z biblijnej historii Kaina i Abla ale nie wykluczam, że moge się mylić. Moim zdaniem Bóg wybrał „ofiarę mięsną” a nie „roślinną”, nie daltego, że „preferował (…) mięsną”, lecz z uwagi na to, że według Niego Abel ofiarował to, co miał najlepszego (czyli obiektywnie najlepszą, najbardziej wartościową istotę, jaką posiadał w swoim zbiorze, a akurat był to zbiór składający się ze zwierząt, bo Abel zajmował się hodowlą). Ocenił, że ta akurat owca jest najlepsza ze wszystkich posiadanych przez niego owiec, więc tę owcę postanowił podarować Bogu, ponieważ najlepsze znaczy Boskie, czyli należne Bogu. Natomiast Kain przekazał w ofierze coś, co w jego zbiorze nie „plasowało się” na najwyższym podium ale nieco niżej, chociaż wcale nie znajdowało sie też na samym dnie w hierarchii jakości jego zbioru (akurat był to zbiór roślin, bo Kain zajmował się uprawą). Postępując w ten sposób, Kain „poniżył” czy „zdegradował” Boga, ponieważ uznał, że może Go zadowolić czymś, co nie jest najlepsze ale średnie. Najlepsze zaś zostawił dla siebie, wywyższając się w ten sposób ponad Boga. Takie postępowanie nie spodobało się Bogu i dlatego ofiara została odrzucona a nie dlatego, że była „roślinna” a nie „mięsna”. Co o tym sądzisz, Zofio?

      • Na zapisy w biblii, również można popatrzeć w sposób symboliczny jak i na echo starych kultur. Idąc tym torem analizy to jak piszesz, A. „najlepszą „owcę” złożył Bogu. Kain złożył ofiary z owoców ziemi. Nie doszukałam się by były to coś co było odpadem rolniczym. Złożył ofiary z: owoców ziemi ” Dla rolnika to było najlepsze…..Zwróć uwagę na wzmiankę „ofiarę z pierworodnych ” Pierworództwo miało kolosalne znaczenie w tamtej kulturze, a echo tego mamy w psach rasowych które pierworodne mają najwięcej cech pożądanych i najwyższą cenę. W rolnictwie trudno wybrać „pierworodną” kapustę, czy pszenicę w tamtych czasach. Wszystkie wg mnie są „pierworodne.” Ziarno pszenicy wyda 1-pierworodny kłos pszenicy. Wg mnie Kain nie poniżył Boga składając ofiary ziemi lecz jak mówi mu Bóg, był „gniewliwy i pożądliwy” To jego problem, „rolniczy? ” A nie w tym że miał gorszą ofiarę….Tak ocenił to sam Kain co jasno w biblii jest zaznaczone. W innych wzmiankach biblijnych, piszą iż woń ofiary mięsnej była Bogu miła. Ojciec Jakuba i Ezawa również uwielbiał woń pieczeni, upolowanej przez Ezawa. Więc wniosek że tamten Bóg preferował mięso wyłania się z zapisów. Najwyraźniej, ścierały się tu dwie kultury, rolnicza i hodowlana. Wiele wskazuje że Bóg preferował ofiary mięsne jak i koniecznie pierworodne, bez skazy. Ponadto część z tych mięsnych ofiar zjadali w rzeczywistości kapłani..Boga też poniżyć nie można jak i wątpię by jakiekolwiek ofiary potrzebował. Chyba ze ma kompleksy „władzy” Myślę że wartość ofiary oceniał człowiek wg panujących kultur. Dalej podtrzymuję ze wniosek ma jakiś sens że rolnik był „pożądliwy, gniewny” Mimo że był tym symbolicznym wegetarianinem 🙂 Tak na razie myślę..

  8. Wywód filozoficzno-naukowy, że jedzenie mięsa wydziela adrenalinę jest chyba mało sensowny, ponieważ nijak się to ma do wydzielanej adrenaliny sarny, którą chce zjeść drapieżnik. Gniew , agresja, strach wynikają z sytuacji zagrożenia; „walcz albo uciekaj” i raczej mały ma związek z pożywieniem? Chociaż idąc tym torem rozumowania można przyjąć i taką opcję, że nie jadając mięsa, w sytuacji zagrożenia, (społecznego, środowiskowego) analogicznie jak sarna, zawsze będziemy uciekać a nigdy walczyć…Drapieżniki walczą przy wzmożonej adrenalinie, a roślinożerne, przy adrenalinie uciekają. Wegetarianizm wybierany jako światopogląd, życia w harmonii ze wszystkim stworzeniem najwyraźniej jest tylko rzutowaniem swojej skalanej moralności. Co z tego że wegetarianin nie zabije kury, ale czy niejednokrotnie nie zabija słowem czy postawą, swoich współbraci i siostry? Podobno Hitler był wegetarianinem? Czy „nie zbijaj” (człowieka) nie przerzucił na „nie zabijanie zwierząt” ? Myślę, też, że nie pierwsze zabicie i zjedzenie zwierzęcia było wyobcowaniem z natury. To musi być coś innego. Pradawne kultury z zabijanych zwierząt składali hołd Bogu. I oceniali to chwalebnie. Wcześniej zabijano człowieka, też w formie ofiary Bogu. Czy wyobcowaniem człowieka z natury nie jest czasem zabijanie drugiego człowieka? Wojny, zbrodnie itp. Rzadko które zwierzę zabija przeciwnika, na tak masową skalę jak czyni to człowiek. Mimo że ideologia wegetarianizmu jest „humanitarna” względem zwierząt, to nie ma żadnej humanitarności względem człowieka. To może być moralna pułapka. Tak na razie myślę.

    • Trochę przeczysz sama sobie próbując próbując skategoryzować wszystko w ramach dobra i zła. To co było dobre dla pierwotnych ludzi (niezależnie czy nazwiesz ich biblijnymi czy łowcami, zbieraczami itd) niekoniecznie służy dobru dzisiaj. Przywoływanie przykładów ofiar z biblii czy diety plemion pierwotnych nie ma sensu. Bo nie taka jest praktyka dziś – nie polujemy, nie składamy ofiar z szacunkiem dla życia. Jemy bez opamiętania, dla zachcianki, utrzymujemy bestialski chów przemysłowy chorych, uciemiężonych zwierząt a gdy ktoś próbuje inaczej -oburzamy się że jedzenie zwierząt jest naturalne. Dzięki takiej filozofii ciało zwierząt jest teraz PRODUKTEM jak każdy inny, który można tanio kupić, zmarnować, wyrzucić i nie ma to nic wspólnego z naturą czy bogiem. Jeśli ktoś ma choć trochę otwarty umysł to sam zauważy, że coś jest nie tak. Świat nie jest czarno-biały dlatego nie mówię że każdy musi zrezygnować z mięsa ale może kupować je jak najrzadziej, ekologiczne, etycznie hodowane, nie marnować, traktować z szacunkiem jako życie poświęcone dla naszego życia. I nie oburzać się na samo ideę wegetarianizmu. Nie poniżać wegetarian jako pomyleńców tylko dlatego że nie chcą odbierać cudzego życia w imię własnego komfortu i wygody.

  9. Dla każdego, kto komentuje dietę wegetariańską nie znając żadnego wegetarianina:
    1. Dieta wegetariańska nie musi być niezdrowa i prowadzić do niedoborów, potrzebna jest wiedza dotycząca tego, co należy jeść i w jaki sposób to przygotowywać. Wegetarianie nie są bladymi cieniami ludzi z matową cerą i nie wymagają większej suplementacji niż przeciętny człowiek.
    2. Dietę wegetariańską z powodzeniem mogą stosować dzieci, matki, wyczynowi sportowcy (nawet kulturyści!), są wśród nich liczne gwiazdy show biznesu, politycy, znani filozofowie (to nie żadne getto pomyleńców) wystarczy poznać wegetarian lub chociaż poczytać na necie, zobaczyć na youtubie.
    3. To co przeciętny człowiek uważa za podstawy diety wegetariańskiej nie koniecznie nią jest: zboża, soja, margaryny, oleje, cukier -to wysoko przetworzone produkty przemysłowe, których nowocześni, wyedukowani wegetarianie unikają bądź jedzą z umiarem.
    4. Podstawą nowoczesnej diety wege są warzywa (w tym strączki) i owoce, dodatkiem zaś pełnoziarniste zboża, orzechy, niektóre oleje, w przypadku laktoovowegetarian także produkty mleczne i ekologiczne jaja.
    5. Ludzie wybierają taką dietę z pobudek etycznych (sprzeciw wobec chowu przemysłowego), filozoficzno-religijnych (przeciw wobec zabijania istot czujących), smakowych (nie lubią mięsa) bądź zdrowotnych (wiele osób lepiej się czuje na takiej diecie).

    • 6. Wegetarianie podobnie jak „mięsożercy” nie stanowią jednorodnej grupy, są wśród nich ideologiczni bojownicy i osoby umiarkowane, religijni i ateiści, są miłośnicy zwierząt i osoby, które zwierząt specjalnie nie lubią; są osoby otyłe i źle się odżywiające oraz osoby zdrowe i wysportowane.
      7. Obrazowo: na śniadanie można zjeść słodzone płatki ze słodzonym mlekiem sojowym, można też ugotować kaszę z bakaliami i owocami, na obiad można odgrzać mrożone kluski z sosem bezmięsnym z torebki i pójść oglądać TV, można też zrobić sobie kokosowe curry z tempeh z warzywami i solidną porcją surówek, żeby mieć energię do ćwiczeń na siłowni, analogicznie kolacją mogą być frytki lub zupa z soczewicy, przekąską mogą być chipsy lub sok warzywny. Obie diety są wegańskie ale nie mają porównania.
      8. Myślę że niezasłużoną opinię diety wege, zawdzięczają zbuntowanym nastolatkom, nie chcącym jeść mięsa. Nie mają oni wiedzy, umiejętności gotowania (a czasem nawet takiej możliwości), brak im finansów, cierpliwości, wsparcia i wzorów otoczenia (rodziców, kolegów), dlatego ich dieta wygląda jak klasyczna dieta tylko, że bez mięsa ewentualnie z sojowymi substytutami, z małą ilością owoców i warzyw za to z nadmiarem olejów i zbóż. Blade i zmęczone trafiają do lekarza, który utwierdza się z przekonaniu, że dieta wegańska jest zła.

      • Zgadzam się! I zachęcam wszystkich zainteresowanych tematem do UWAŻNEGO przeczytania książki Petera Singera i Jima Masona „Etyka a to, co jemy” (Czarna Owca 2012). O tej książce, z której argumentami nie sposób się nie zgodzić, na razie wśród polskich czytelników cicho, a szkoda!

  10. Dlaczego autor tekstu odwoluje sie do przykazan,milosci blizniego i belkotu,ktory ma usprawiedliwic miesozercow przez eksterminacja zwierzat ? Czlowiek z natury jest zly i sklonny do krzywdzenia innych,zwierzeta nie ! Dlatego nie bez powodu George Bernard Shaw powiedzial ” im bardziej poznaje ludzi,tym bardziej kocham zwierzeta”.Bylby Pan w stanie milowac bliznego morderce,gwalciciela ? Bo ja nie i mysle,ze nikt myslacy tez nie.

    I na koniec,po spozyciu miesa organizm reaguje jak na intruza,uruchamia proces obronny,nastepuje gwaltowny wzrost bialych cialek krwi – czyli leukocytoza,organizm broni sie jak przy infekcji.Mieso zalega w ukladzie pokarmowym,poniewaz jest pokarmem niezrownowazonym i nie posiada blonnika.Bakterie gnilne w jelicie niszcza bakterie fermentacji mlekowej,ktore sa niezbedne do trawienia blonnika jak rowniez do produkcji witaminy K oraz B.Natomiast jak wiadomo bakterie gnilne nie produkuja witamin.

    Polecam zapoznac sie z literatura Cambell’a,czlowieka doswiadczonego w biochemii zywienia
    ( 40 lat stazu ) a nie powolywac sie na swoje osobiste dyrdymaly.

  11. Czym wegetarianie mają tyle nienawiści do innych ludzi?
    Ten post aż kipi nienawiścią do ludzi?

    ” Czlowiek z natury jest zly i sklonny do krzywdzenia innych,zwierzeta nie ! Dlatego nie bez powodu George Bernard Shaw powiedzial ” im bardziej poznaje ludzi,tym bardziej kocham zwierzeta”.Bylby Pan w stanie milowac bliznego morderce,gwalciciela ? Bo ja nie i mysle,ze nikt myslacy tez nie.”

    George Bernard Shaw to prozaik i dramaturg – fest mi autorytet.
    Ty i ten Pan jesteście w głębokim błędzie a Tobą kieruje chora ideologia i mylenie zdobywanie pożywienia z eksterminacją.
    Zabicie zwierzęcia dla jedzenie nie jest mordem (morduje się ludzi) ani znęcaniem się. Jest naturalnym procesem od jakiś 500 mln lat kiedy zaczęła się eksplozja kambryjska.

    Wiele badań na noworodkach i dzieciach pokazuje, że rodzimy się moralni i mamy wyraźmy podział na dobro i zło. Tylko ludzie o osobowości psychopatycznej pozbawieni są emocji typu, empatia, współczucie itd.

    Wychodzi na to że jak jesz mięso to jesteś
    – psychopatą bez współczucia
    – a nawet niemyślącą istotą

    Trudno nawet z takim stekiem bzdur polemizować, autorka powinna się udać do jakiegoś specjalisty, bo najzwyczajniej się „berecik poluzował”.

    Tysiące specjalistów na całej ziemi jak najbardziej poleca białko zwierzęce jako niezbędny filar diety ale jeden Cambell to ma rację. Logika godna mózgu karmionego rzodkiewką:)

    Wolę, aby mięso mi „szkodziło” niż, mam mieć problemy z przedłużeniem gatunku.
    Wieloletnie amerykańskie badanie pokazało, że wegetarianie i weganie narażają się na problem jakości spermy. Przyczyną są niedobory witamin (tak kochani jarosze same jarzyny to nie wszystko), a spora obecność hormonów żeńskich w soi, którą większość z Was tak namiętnie jada.

    Badanie
    E.M. Orzylowska, J.D. Jacobson, E.Y. Ko, J.U. Corselli, P.J. Chan: Decreased sperm concentration and motility in a subpopulation of vegetarian males at a designated blue zone geographic region

  12. Klasyczny bełkot miesozercy,ktory pozjadal wszystkie rozumy ;] Nienawisc ? a gdzie niby ja widać ?

    Autorka jest zywieniowcem,a Ty zwykłym chamem jak na Polaka przystalo,ktory nie ma pojęcia nawet o czym pisze.Niedobory witamin,czyli mam rozumieć,ze mieso dostarcza wszystkich niezbędnych witamin,to proszę jesc tylko mieso i zrezygnować z surowizny,skoro rosliny sa takie beeee, jestem ciekawa ile Twój organizm przetrwa bez witamin i enzymow,ktore sa niezbędne do utrzymania zdrowia i prawidłowej funkcji każdego organu.

    Których specjalistow ? tych opłaconych przez wielkie koncerny,ktore lobbują za truciem się padlina ?

    Dalsza polemika nie ma sensu,bo z głupimi się nie polemizuje,glupich się ignoruje.Zycze smacznego GMO,hormonow wzrostu,oraz antybiotykow.

    Btw.,

    Tak,tak wege tylko soja się zywia,logika godna mózgu karmionego miesem utuczonym chemia.

    • Zanim zaczniesz się tak wściekle rzucać, czytałaś kto opublikował te badanie.
      „Rzodkiewkowa głowa” nie myśli tylko reaguje.
      Badanie dotyczyło USA a tam wegetarianie opierają swoją dietę na soi.
      Ale do „zielonej głowy” nic nie dotrze, co nie pasuje do jej obrazu świata.
      Czy każdy wegetarianin jest kretynem i myśli że jak ktoś je mięso – to nie je nic innego?
      „Niedobory witamin,czyli mam rozumieć,ze mieso dostarcza wszystkich niezbędnych witamin,to proszę jesc tylko mieso i zrezygnować z surowizny,skoro rosliny sa takie beeee, jestem ciekawa ile Twój organizm przetrwa bez witamin i enzymow,ktore sa niezbędne do utrzymania zdrowia i prawidłowej funkcji każdego organu.”
      Taka mała wklejana
      Pokarmowe źródła witaminy A
      Do głównych grup produktów dostarczających witaminę A w codziennej diecie należą: warzywa, mięso i jego przetwory, tłuszcze, TEGO ŻRÓDŁA NIE POLECAM mleko i jego przetwory.
      Pokarmowe źródła witaminy D
      Cholekacyferol: ryby (łosoś, dorsz, tuńczyk, śledź, makrela, sardynki), oleje rybne, produkty zwierzęce
      (wątroba, żółtka jaj, TYCH ŻRÓDEŁ NIE POLECAM mleko i masło fortyfikowane witaminą D).
      Ergokalcyferol: drożdże, produkty roślinne oraz TYCH ŻRÓDEŁ NIE POLECAM margaryny, kaszki dla dzieci i płatki śniadaniowe fortyfikowane witaminą D.
      Witamina C pozyskiwana jest z źródeł roślinnych.
      Każdy sobie może sprawdzić że mięso i tłuszcze zwierzęce są bogatymi źródłami witamin, minerałów a przede wszystkim najwartościowszego białka.
      Aby nie bić piany bez sensu.
      Każdy normalny człowiek je całe spektrum pokarmów nie tylko rośliny, jesteśmy wszystkożercami, dlatego zdobyliśmy tą planetę. Mózgi nam nie urosły od owoców, tylko od białka zwierzęcego, nasi kuzynów, którzy zostali na roślinnej diecie oglądamy w ZOO lub biegają gdzieś po dżungli.
      I tylko pełne spektrum pokarmów zapewnia na odpowiednią dietę. Jest coś takiego jak fakty, ewolucja i logika. I te trzy elementy w jasny sposób pokazują
      FAKT
      – Naszymi bezpośrednimi są łowców zbieraczy, jemy mięso od zawsze od momentu kiedy pierwsze hominidy zaczęły odżywiać się padliną.
      EWOLUCJA
      – Wywodzimy się z linii naczelnych, naszymi potomkami zwierząt, które jakieś 7 mln lat temu latały po drzewach i nie miały kłów i pazurów . Ilość mięsa w naszej diecie rosła, jakieś 1,5 mln zaczęliśmy coś piec, to sprawiło że mięso stało się dużo lepiej strawne, łatwe do pogryzienia i bezpieczne. Zmieniły nam się brzuchy z wielkich roślinożernych bebechów, mamy ładne płaskie brzuszki i 40 % krótsze jelita niż szympansy (to tak a propos porównania naszych diet, człowiek by nie przeżył na diecie szympansa, za dużo twardych kłączy niestrawnych garbników itd). Pieczone mięso i bulwy skrobiowe to kop kaloryczny, miękki i strawny. Z czasem coraz lepiej dożywionym człowiekowatym zaczęły rosnąc mózgi od wysokokalorycznego białka i tłuszczu, stawały się coraz bardziej inteligentne a przez to lepiej i sprawniej polowały. Nie maiły pazurów, kłów ale miały największą pojemność mózgoczaszki na sawannie. Były inteligentniejsze niż ich roślinożerni koledzy w lasach deszczowych. Warunki klimatyczne się zmieniały a one były coraz większe i sprytne nie zbierały już padliny, tylko polowały za pomącą prymitywnych narzędzi . Ta mała zmiana diety, zmiany klimatów i sporo szczęścia doprowadziły do tego, że dziś naszych odwiecznych prześladowców z sawanny, jaki kuzynów pozamykaliśmy w ZOO i pokazujemy dzieciom jako atrakcje. Tyle zawdzięczmy mięsu.
      LOGIKA
      Więc mięso nie nam nie może szkodzić, bo dobór naturalnym dawna by nas zlikwidował. Coś co szkodzi nie pozwala żyć i się rozwijać. W naturalnych warunkach Ty i Twoi specjaliści, szybko by wymarli, znajdź sobie coś do jedzenia w zimie np. w styczniu koło Wrocławia. Pewnie nie wiesz ale zaczątki rolnictwa na ziemiach polskich to jakieś 1800 lat.
      Ponieważ już tłumaczyłem Twojej „koleżance w wierze” co to jest paleo i co ludzie jedzą to tylko przykleję. A do bełkotu w poniższym poście się nie odniosę bo nie ma sensu.
      Zobaczy sobie czy w mojej diecie jest mniej warzyw jak w Twojej?

      „Myślisz, że tylko wegetarianie doceniają rolę warzyw, nasion oleistych w żywieniu?
      Tendencyjna „mowa trwa”, aby Ci rozjaśnić nieco temat paleo napiszę co dziś zjadłem, tak na oko
      – na śniadanie
      300 g melona
      100-120 g wołowiny z dnia poprzedniego
      2 jajka ( od kur biegający po wielkim ogrodzie)
      10-15 tłuszczu gęsiego
      masę szczypiorku
      jedno chili i całą paprykę słodką
      – na obiad
      – 400-500 gr pieczonej dyni na tłuszczu kokosowym (bio) + masa przypraw + masę kolendry
      – 200 gr jagnięciny z tłuszczem, duszonej z cebulą
      na kolację
      orzechy pecan, łososia parę plasterków ( obszar połowu nie pamiętam) + jabłko
      Jem do tego większość orzechów ale bez fistaszków,
      Jem sezam, len, konopie, słonecznik ale nie przesadzam mają sporo Omega 6
      Jem tony warzyw i sporo owców, ćwiczę parę razy w tygodniu więc potrzebuję węglowodanów.
      Jem rożne rodzaje mięsa, sporo dziczyzny lub z zrównoważonego chowu, ryb i owców morza z połowów.
      Okazjonalnie jem dobre tłuste sery.
      Jem nie tylko mięso ale i tłuszcz i podroby, te zawierają glicynę a ta jest nam potrzebna)
      Jak ktoś poszuka to znajdzie, wychodzi drożej niż normalnie ale trudno.
      Moja dieta nie jest kwaśna tylko zasadotwórcza.
      Jem bardzo mało kupnych wędlin, staram się też nie jeść mięsa z hodowli przemysłowych, źle karmione zwierzęta mają niewłaściwy stosunek kwasów Omega 6 do 3. Ale fanatykiem nie jestem.
      Nie jem zbóż, czasami jakiś chleb w domu robiony, robię to bardzo rzadko (tzn raz na dwa tygodnie lub rzadziej i na ogół u znajomych, bo w domu nie mam).
      Nie jem pod żadną postacią, olejów roślinnych rafinowanych w tym margaryny – nigdy nikt u mnie w domu tego nigdy nie jadł.
      Nie jem jedzenie przetworzonego.
      Nie jem rafinowanych węglowodanów, mąką, płatków, cukru
      Niej tego tego wegańskiego pseudo białka tzn strączkowych jedynie zielony groszek i fasolkę.
      Jak po czymś zatruwam atmosferę to dla mnie nie może być dobre.
      Więc nie przejmuj się tak mięsożercami, to że inni jedzą w Mc; itd lub odżywiają się przyspieszając zgon, to nie znaczy. każdy tak robi. A co robią inni to ich sprawa.
      Masę wegetarian także prosi się o szybki grób, jedząc kompletnie bez sensu.
      Z duża wiedzą, może człowiek jakiś czas polecieć na takiej diecie ale większość których zanan to byli wegetarianin, bo nie mieli pojęcia o odżywianiu, powodowali spore niedobory, generalnie sobie bardziej szkodzili niż pomagali.
      Brakowało im TEŻ POTĘŻNEGO SAMOZAPARCIA .
      Wegetarianizm to skrajnie nienaturalny sposób odżywiania się a weganizm to już patologia, człowiek musiałby mieć jakieś 40 % dłuższe jelita. Ale jak komuś pasuje jak dla mnie może jeść nawet piasek. Ludzie gotują jakieś 1,2-1,5 miliona lat, nie znaleziona nigdzie wegańskich kultur pierwotnych, nie znaleziona nawet wegetariańskich, wszędzie jedzono coś znad ogniska lub żaru. Mięso, mniej lub więcej ale zawsze. Wege to nic innego jak moda i ideologia.
      Więc nie jest to sposób naturalny, oczywiście ludzie przetrwają głód na takiej diecie i tak robili przez setki tysięcy lat jak nie mieli dostatecznej ilości mięsa. Jak mieli jedli go ile wlezie.
      To nie moje wymysły, tylko fakty zaczerpnięte z literatury dotyczącej naszej ewolucji.
      Nie jestem fanatykiem, więc potrafię także zauważyć pewne dobre aspekty wegetarianizmu.
      Świadomi wegetarianie usuwają z swojej diety cały przemysłowy syf, tzn rafinowany tłuszcz i węglowodany i ogólnie żywność przetworzoną.
      I to w dłużej mierze wystarcza, aby poczuć się lepiej.
      Ja nie muszę nic bilansować, a jestem dobrze dożywiony, mimo sporej ilości podobno tak szkodliwego tłuszczu zwierzęcego w diecie mam mam idealne wyniki.
      Nie zwracam zbytniej uwagi ile czego jem, jak czuję że potrzebuję białka to jem go więcej, jak tłuszczu to jem coś tłustego, a czasami zjem 4 pomidory i idę spać.
      Często nie jem kolacji, bo mi się nie chce. Jak się przejem dzień wcześniej to nie jem śniadania, jem i piję jak mi się chce. Nie słucham kretyńskich porad dietetyków typu jedz 6 razy dziennie itp. małe porcje itp
      Ludzie przez znaczny okres istnienia na tej planecie, nie mieli komfortu bilansować sobie dietę.
      Jedli co upolowali, co znaleźli, raz jedli dużo raz mało i my jesteśmy do takiego trybu życia idealnie przystosowani.
      Więc nie generalizuj i nie buduj sobie innej rzeczywistości niż jest.”

      Ogarnij się trochę, nikt normalny nie je tylko mięsa, zastanów się, czy jest normalny, jak je tylko rośliny?
      Wegetarianizm obecnie nie jest sposobem odżywiania tylko fanatyczną ideologią, która próbuje wmówić wszystkim, że są nie moralni, sadystyczni, bo jedzą mięso.

      Chcecie stworzyć na bazie paru sfanatyzowanych naukowców, naukę o szkodliwości mięsa.
      Życzę powodzenia:)
      Normalnie odżywiający się ludzie mają Was za niegroźnych pajaców.

  13. Jeszcze na koniec zapraszam do lektury,arcy madrego „speca” od zywienia:

    Białko nie jest materiałem pędnym, lecz budulcowym i nie magazynuje się ono w ustroju, a więc wszelki jego nadmiar musi być spalony. A spalanie białek jest połączone z dość obfitym tworzeniem toksycznych metabolitów, które muszą być zobojętniane.
    Mięso, mimo że zawiera wartościowe białko zwierzęce, jako pokarm jest niekorzystne z wielu względów. Przede wszystkim wprowadza duże ilości związków purynowych, silnie zakwasza organizm
    i potęguje gnicie jelitowe, którego toksyczne produkty zatruwają ustrój.
    W procesach tych szczególną rolę odgrywają takie toksyczne związki jak skatol, indol, fenol, krezol oraz aminy z aminokwasów zasadowych lub cyklicznych (kadaweryna, putrescyna, fenyloetyloamina, tyramina, tryptamina) – związki te działają toksycznie na system kapilarów i układ nerwowy, podnoszą ciśnienie krwi i zwężają tętnice wieńcowe.
    dr med. Kinga Wiśniewska-Roszkowska

    – Pokarm białkowy zakwasza organizm i obciąża dodatkową pracą nerki. Wysokie spożycie białka zwierzęcego powoduje utratę wapnia z moczem, rozwój kamicy nerkowej i osteoporozy (odwapnienie kości) . Obecność związków purynowych w mięsie sprzyja rozwojowi skazy moczanowej, kamicy nerkowej, a ponadto wywołuje uzależnienie.
    Drapieżniki jedzą mięso surowe, natomiast człowiek gotuje, piecze lub smaży mięso, co jeszcze pogarsza sytuację: mięso poddane obróbce termicznej gnije w jelitach, jest czynnikiem toksycznym, przewlekle zatruwającym organizm, powodującym wzrost leukocytozy, prostaglandyn zapalnych PGE2, lepkości krwi (co sprzyja zakrzepom), poziomu hormonów estrogennych, prolaktyny, kortyzonu, sprzy­ja rozwojowi chorób zwyrodnieniowych.
    Mięso zawiera cholesterol i tłuszcze stałe, co także sprzyja rozwojowi miażdżycy.
    dr med. Ewa Dąbrowska /jest ona lekarzem klinicznym, który osiąga duże sukcesy w leczeniu chorób wewnętrznych, nawet pozór nieuleczalnych, dzięki stosowaniu diety owocowo-warzywnej oraz głodówki leczniczej/

    – Życie udowadnia, że wegetarianie żyją dłużej, mają większą wytrzymałość i kondycję, nawet rany
    u nich goją się szybciej.
    Białka pochodzenia roślinnego są zdrowsze, lepiej i łatwiej przyswajalne, nie potrzebują do ich przetworzenia tyle energii co białka zwierzęce, poza tym nie zostawiają po sobie tylu odpadków.
    Zaletą pokarmu roślinnego jest również to, że oprócz białek dostarcza on organizmowi węglowodanów, witamin, mikro- i makroelementów oraz enzymów, które pomagają w trawieniu pokarmu. (…)
    Każde białko zwierzęce w procesie jego trawienia odbiera nam zdro­wie i siły. (…)
    Na trawienie zwierzęcego białka organizm przeznacza 6 razy więcej energii niż na trawienie węglowodanów i 2,5 razy więcej niż na trawienie tłuszczów. (…)
    Okazuje się, że im więcej spożywa się mięsa i innych białek pochodzenia zwierzęcego, tym więcej potrzeba energii do ich przyswajania i zniszczenia niepotrzebnych organizmowi zbędnych ich ilości oraz na wydalanie toksycznych odpadków, które powstają przy trawieniu.
    Mięso trzeba również długo gotować, a wiele białek i aminokwasów w procesie obróbki termicznej zostaje zniszczonych, nabywa przy tym właściwości toksycznych i wyrządza wielką krzywdę organizmowi – po prostu zatruwa go.
    dr med. Elena I. Sklianskaja

    – Dieta wegetariańska jest oficjalnie uznawana jako jeden z najzdrowszych sposobów odżywiania
    się w USA. American Dietetic Association w specjalnym raporcie na temat diety wegetariańskiej stwierdza, że jest to zdrowa i bezpieczna dieta dla wszystkich grup wiekowych, a także dla kobiet
    w ciąży. Stosując dietę wegetariańską zapobiegamy powstawaniu wielu chorób, a także skutecznie możemy leczyć choroby już zaistniałe.
    Takie samo stanowisko zajmuje Amerykański Departament Rolnictwa, który stwierdza, że dieta wegetariańska jest zdrowym wyborem dla Amerykanów. Na zajęcie takiego stanowiska przez Sekretariat Rolnictwa, Zdrowia i Służb Publicznych wpłynął raport 25 najwybitniejszych ekspertów
    z zakresu odżywiania i zdrowia w Stanach Zjednoczonych, którzy zgodnie, po wieloletnich badaniach, stwierdzili, że wegetarianie cieszą się doskonałym zdrowiem i w swoich zaleceniach dla społeczeństwa amerykańskiego zaproponowali, aby jarzyny, owoce oraz zboża zajęły główne miejsce w odżywianiu. Należy ubolewać, że instytucje odpowiedzialne za politykę żywnościową w Polsce, nie zajęły do tej pory zdecydowanego stanowiska w sprawie korzyści zdrowotnych wynikających ze stosowania diety wegetariańskiej.
    dr Andrzej Kawecki /lekarz pracujący w USA i zajmujący się tam medycyną prewencyjną
    i leczeniem chorób dietą/

  14. Jesc nie jesc…

    Jesc umiarkowanie, nie jak swinka. Bo co z tego, ze wegan jak ponad miare je. Obzera sie kilka razy dziennie, paluszki i inne przekaski, a te jego wszystkie warzywka zapakowane w plastikowe woreczki, czasem nawet pojedyncze sztuki. A ile tej salaty zmarnuje, bananow…

    Wole raz czy nawet 3 razy w tygodniu zjesc mieso ale odzywiac sie z glowa oszczednie bo gdzies ktos nie ma jak my, zeby wybrzydzac.

    Marnowanie i wszech ogarniajacy plastik to jest problem.
    Gasic swiatla.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ