Jesteś tu: Home » Odżywianie i zdrowie » Buszujący w pszenicy

Buszujący w pszenicy

Buszujący w pszenicy

Czytelnicy Nowej Debaty zdążyli już przywyknąć do tego, że zawsze kiedy aparat państwowo-medyczno-dietetyczno-farmaceutyczny formułuje i nagłaśnia jakieś zalecenia, bezpieczniej jest postępować dokładnie na odwrót – przynajmniej do czasu, aż można je zweryfikować na podstawie co najmniej kilku niezależnych źródeł. Niedawno opublikowana książka zatytułowana Wheat Belly (Pszeniczny Brzuch) jest kolejnym dowodem na roztropność takiej postawy. Jej autor, William Davis, na co dzień praktykujący kardiolog i bloger, obala wypromowany przez urzędową dietetykę mit, że pełnoziarniste pokarmy są zdrowe i dlatego powinny być podstawą codziennej diety. Zdaniem Davisa, zarówna praktyka lekarska, jak i współczesna wiedza naukowa, dostarcza niezbitych dowodów na to, że zboża, a zwłaszcza pszenica, mogą być dla wielu osób źródłem „nieuleczalnych” schorzeń przewlekłych (np. nadciśnienie, cukrzyca, choroby serca, migreny, bóle stawów, artretyzm, alergie itp.), wobec których „zfarmaceutyzowana” medycyna jest bezradna. Wheat Belly to kolejne potwierdzenie tego, że niskotłuszczowa dieta oparta na zbożach wpędza ludzi w chorobę, a chorym nie pozwala wyzdrowieć, zwiększając jedynie ich zależność od lekarstw.

Wheat Belly to bardzo ważna książka, ponieważ mówi o tym, czego trudno dowiedzieć się od swojego lekarza – nie dlatego, że nie chce powiedzieć, ale dlatego, że nie wie. Mało kto wie tak dużo o wpływie pszenicy na zdrowie człowieka co dr William Davis. Autor zebrał wiedzę na ten temat nie tylko z literatury medycznej, sięgnął również do genetyki rolniczej, która w ciągu ostatnich 50 lat tradycyjną pszenicę zamieniła w produkt hybrydowy – opłacalny, odporny i wydajny, ale praktycznie bez związku z pierwowzorem. Przypomnijmy tylko, że za biologiczno-genetyczną modyfikacją pszenicy stały szlachetne intencje. W latach 60-tych zapanował za Zachodzie strach przed przeludnieniem i głodem na świecie. Zwiększoną uprawę zbóż zaczęto przedstawiać jako jedyny ratunek ludzkości, przeciwstawiając ją „szkodliwej” hodowli bydła i produkcji mięsa. W atmosferze tamtej histerii rząd USA oraz inne wysoko rozwinięte państwa zaczęły inwestować olbrzymie kwoty w badania naukowe mające na celu ulepszanie roślin i zwiększanie plonów. I to się udało – np. średni plon z hektara jest dziś dziesięciokrotnie wyższy niż jeszcze 100 lat temu. Jednak za sprawą genetyki i biotechnologii pszenicę zmodyfikowano do tego stopnia, że ta nowa roślina tylko dla niepoznaki wciąż nosi nazwę „pszenicy”.

Za sprawą gwałtownej ekspansji rolnictwa, współczesny świat, oprócz kukurydzy i ryżu, „stoi dziś pszenicą”. Jej uprawy objęte są wielkimi dotacjami finansowymi, a producenci pszenicy to jedno z najbardziej wpływowych lobby producenckich oddziałujących na świat polityki, gospodarki oraz nauki. Według strony internetowej „pszenica.uprawy.info”:

Na świecie zbiera się ogółem 2180-2200 milionów ton zbóż, z tego około 650 milionów ton ziaren pszenicy, co daje jej trzecie miejsce po ryżu i kukurydzy. W strukturze zasiewów na świecie pszenica zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce z powierzchnią 220 milionów hektarów.

Ktoś te wszystkie zboża musi jeść; żeby produkcja i dystrybucja się opłacały, potrzebny jest popyt. I w tej potrzebie należy upatrywać rzeczywistych przyczyn, dla których „pełnoziarniste produkty zbożowe” zostały rozpropagowane przez aparat państwowo-medyczny na całym świecie jako „zdrowa żywność” i stały się podstawą piramidy żywieniowej opracowanej przez amerykańskie ministerstwo rolnictwa (ang. USDA) na początku lat 80-tych. Trzeba pamiętać, że zadaniem USDA, podobnie jak każdego innego ministerstwa rolnictwa na świecie, jest przede wszystkim promocja wyrobów rodzimego rolnictwa, z których dominująca część to właśnie zboża, kukurydza i ryż. Nic dziwnego, że piramida „zdrowego odżywiania” opracowywana przez ministerialnych urzędników zaleca spożywanie głównie tych produktów.

Przypomnijmy, że po raz pierwszy publiczne rekomendacje dotyczące zwiększonego spożycia zbóż sformułowała w 1977 roku komisja Senatu USA pod przewodnictwem senatora Georga McGoverna, który uchodził za przedstawiciela lobby producentów zbóż w amerykańskim senacie. Po przyjęciu przez senatorów dokumentu pt. „Cele żywieniowe dla Stanów Zjednoczonych” w propagowanie zbóż jako „zdrowej żywności” automatycznie zaangażowały się wszystkie instytucje rządowe, związane z państwem ośrodki naukowo-medyczne oraz niektóre uniwersytety, zwłaszcza te zainteresowane promocją „hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej”. Zaangażowanie środowisk naukowych okazało się bardzo skutecznym zabiegiem, ponieważ nadało polityczno-ekonomiczno-ideologicznym działaniom rządu USA naukowo-medyczną podbudowę. Dzięki temu zboża można było teraz propagować pod pretekstem „troski o zdrowie”, a konkretnie „wojny z tłuszczem i cholesterolem”. Od strony marketingowej strategia ta okazała się niezwykle efektywna – ludzie chętniej wierzą naukowcom niż urzędnikom czy politykom. I nie ma przy tym znaczenia, że w dzisiejszym świecie role te uległy głębokiemu przemieszaniu.

Efekt końcowy jest taki, że zgodnie z informacjami we wspomnianym wyżej portalu „pszenica.info.pl”, spożycie globalne pszenicy na osobę wynosi dziś ok.70 kg rocznie. Dr Micheal Eades, lekarz i autor książek o zaletach żywienia niskowęglowodanowego, który na swoim blogu napisał pozytywną recenzję Wheat Belly, przytacza dane, według których przeciętny Amerykanin zjada dziś ok. 360 bochenków pszenicznego chleba rocznie. Półki sklepów uginają się od rozmaitych produktów zawierających pszenicę. I nie chodzi tylko o mąkę oraz jej wypieki (chleb, bułki, bagietki itp.), o rozmaite ciastka, ciasta i ciasteczka, a również o przeróżne rodzaje płatków śniadaniowych. Pszenica jest dziś składnikiem wielu rodzajów żywności przetworzonej, nawet sosów do mięs. Jeśli dodamy do tego piwo, okaże się, że tylko ułamek powierzchni w sklepach spożywczych zajmują pokarmy wolne od zbóż, w tym pszenicy.

Mamy zatem sytuację, w której, niemal codziennie – czy to robiąc zakupy w lokalnym sklepie, czy odwiedzając ulubioną restaurację – chcąc nie chcąc buszujemy w zbożach, często nawet o tym nie wiedząc. Tym bardziej może zainteresować naszych czytelników wywiad (część 1 i część 2), jakiego dr William Davis, autor książki Wheat Belly, udzielił Tomowi Naughtonowi, autorowi znanego filmu Fat Head (w polskiej wersji Grubi, nie głupsi). Przytaczamy poniżej obszerne fragmenty tej rozmowy, która dotyczy zdrowia, diety, nauki, medycyny i polityki – czyli zagadnień, które są w dzisiejszym świecie ze sobą nierozerwalnie związane.

Tom Naughton: Jest Pan kardiologiem, a mimo to napisał Pan książkę na temat szkodliwości spożywania pszenicy. Jak zainteresował się Pan właśnie pszenicą? Na jakiej podstawie zaczął Pan podejrzewać, że pszenica może być przyczyną wielu współczesnych problemów zdrowotnych?

William Davis: Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu. Zalecałem wtedy swoim pacjentom całkowite wyeliminowanie z diety pszenicy. Robiłem to zgodnie z prostą logiką: skoro pokarmy z pszenicą podnoszą poziom cukru we krwi bardziej niż każda inna żywność, w tym biały cukier, to zaprzestanie spożywania pszenicy powinno stężenie cukru we krwi obniżać. Poziom glukozy we krwi uznawałem za podstawowy problem, ponieważ ok. 80% osób odwiedzających mój gabinet miało cukrzycę, albo „przedcukrzycę”, albo stan, który ja nazywam „przed-przed-cukrzycą” [w oryg. pre-pre-diabetes]. Mówiąc krótko, większość moich pacjentów miała zaburzone parametry metaboliczne.

Rozdawałem moim pacjentom prostą, dwustronicową ulotkę ze wskazówkami mówiącymi, w jaki sposób mają wyeliminować z diety pszenicę i jak uzupełnić utracone w ten sposób kalorie jedząc więcej zdrowych pokarmów takich jak warzywa, orzechy, mięso, jaja, awokado, oliwki, oliwa z oliwek itp. Po trzech miesiącach wracali do mnie z niższym poziomem glukozy we krwi na czczo oraz niższym stężeniem hemoglobiny A1c, która odzwierciedla poziom cukru z ostatnich 60 dni. Niektórzy „cukrzycy” stawali się „nie-cukrzykami”. Podobnie działo się u „przedcukrzyków”. Zwykle wracali też ważąc ok. 15 kg mniej.

Ale nie tylko to. Ci, którzy zrezygnowali z pszenicy, opowiadali mi o innych zmianach na lepsze: ustępowały u nich bóle stawów, cofał się artretyzm, znikały przewlekłe wysypki; astma cofała się na tyle, że niektórzy mogli odstawić inhalatory; znikały przewlekłe infekcje zatok przynosowych; ustępowała opuchlizna nóg; znikały ciągnące się latami migreny i bóle głowy; dochodziło do złagodzenia objawów choroby refluksowej przełyku oraz zespołu jelita drażliwego. Na początku tłumaczyłem pacjentom, że to tylko zbieg okoliczności. Ale to samo powtarzało się tyle razy, że nie mogło być dziełem przypadku. Było to ewidentnie powtarzalne zjawisko.

Zacząłem wtedy wszystkim swoim pacjentom zalecać, aby zrezygnowali ze spożywania pszenicy. Zawsze kiedy tak się działo, obserwowałem poprawę stanu zdrowia dotyczącą bardzo różnych schorzeń. Jak dotąd nie było nawrotów.

TN: W swojej książce przytacza Pan sporo badań naukowych, ale również powołuje się na przypadki z własnej praktyki lekarskiej. Nasuwa się zatem pytanie z gatunku, co było pierwsze –jajo czy kura? Czy najpierw zaobserwował Pan, że pacjenci, którzy jedzą dużo pszenicy, mają więcej kłopotów ze zdrowiem i dopiero wtedy zaczął Pan wertować literaturę naukową pod kątem weryfikacji swojej hipotezy? Czy było na odwrót i znane Panu badania naukowe sprawiły, że zaczął Pan zwracać uwagę na skład diety swoich pacjentów?

WD: Doświadczenie praktyczne było pierwsze. Jednak uderzyło mnie to, że chociaż moje przypuszczenia były tak dobrze udokumentowane w literaturze medycznej, to były w większości ignorowane i nie przebijały się ani do opinii publicznej, ani do świadomości przeważającej części moich kolegów-lekarzy. Znaczna część tych źródeł pochodzi z badań genetycznych prowadzonych w rolnictwie, a mogę Pana zapewnić, że moi koledzy nie studiują tej dziedziny. Ja nie tylko się w nią wgłębiłem, lecz rozmawiałem również z badaczami z ministerstwa rolnictwa [ang. USDA] oraz naukowcami z wydziałów rolnictwa na różnych uniwersytetach. Dzięki temu udało mi się dogłębnie poznać tę problematykę.

Jeden z powodów, dla którego te informacje nie zostały dotychczas upublicznione, polega na tym, że genetycy zajmujący się produkcją rolniczą pracują na roślinach, a nie na ludziach. W środowisku tym panuje powszechny i głęboko zakorzeniony pogląd, że bez względu na to jakich technik używa się przy genetycznych modyfikacjach takich roślin jak pszenica, i tak nadają się one do spożycia przez ludzi. Pewnych pytań się tam po prostu nie zadaje. Moim zdaniem to fundamentalny błąd, który leży u źródeł cierpienia wielu ludzi, którzy w dobrej wierze spożywają produkty inżynierii genetycznej, błędnie nazywane „pszenicą”.

TN: Zatem po zidentyfikowaniu pszenicy jako źródła różnych dolegliwości , zaczął Pan doradzać swoim pacjentom rezygnację ze spożywania pszenicy. Ale co skłoniło Pana do zrobienia kolejnego kroku tj. napisania książki na ten temat?

WD: To, co zaobserwowałem u ludzi, którzy wyeliminowali pszenicę ze swojej diety, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W ciągu 6 miesięcy zrzucali ok. 30 kg wagi, poprawiał się u nich nastrój, wracała chęć do życia, ustępowały schorzenia związane ze stanami zapalnymi np. wrzodziejące zapalenie jelita grubego lub reumatoidalne zapalenie stawów, znikały przewlekłe wysypki. Efekty te powtarzały się raz po raz. Uznałem wtedy, że nie mogę przemilczeć tej kwestii i ukryć jej w zaciszu swojego gabinetu.

Rzecz jasna wciąż potrzebujemy więcej dowodów na szkodliwość pszenicy, zanim zdecydujemy się zrezygnować z jej spożycia, a zwłaszcza jej genetycznie modyfikowanej odmiany, którą się nam wciska jako „pokarm”. Jednak moim zdaniem dane, które już dziś są dostępne, dostatecznie uzasadniają rozpoczęcie publicznej debaty na ten temat. Na jej podstawie ludzie mogliby podejmować świadome decyzje. Obecną sytuację można porównać do tej, w której mieszkańcy jednej wioski piją wodę z tej samej studni i 9 na 10 osób wskutek tego choruje. Kiedy przestają pić, wszyscy zdrowieją, a kiedy ponownie zaczynają pić wodę z tej studni, znowu chorują. Czy mając takie powtarzalne obserwacje co do przyczyny i skutku, wciąż potrzebujemy badań klinicznych, aby tę relację udowodnić ? Moim zdaniem, nie potrzebujemy.

Przed nami długa i trudna batalia, która rozegra się w tzw. sferze publicznej. Pszenica zaspokaja dziś ok. 20 % wszystkich spożywanych przez człowieka kalorii. Do jej uprawy, zbierania, nawożenia, ochrony, przetwarzania i dystrybucji potrzebna jest rozbudowana infrastruktura. Z tego powodu to, o czym mówię, stanowi potencjalne zagrożenia dla sytuacji zawodowej setek tysięcy, a nawet milionów ludzi będących częścią tej infrastruktury. Podobną batalię stoczyliśmy (i wciąż ją prowadzimy), kiedy okazało się, że palenie jest szkodliwe dla zdrowia. Wówczas, kiedy pytano ludzi związanych z przemysłem tytoniowym o to, jak mogą pracować dla firm niszczących ludzkie zdrowie, odpowiadali: „Miałem rodzinę na utrzymaniu i kredyt hipoteczny do spłacenia”. Hipoteza o szkodliwości pszenicy uderza wielu ludzi tam, gdzie jest to bardzo bolesne tj. w ich portfel. Jednak osobiście nie mam ochoty z tego powodu poświęcać swojego zdrowia, a także zdrowia mojej rodziny, przyjaciół, sąsiadów i pacjentów, i nie chcę pozwolić, aby to niekorzystne status quo trwało.

TN: Czytając Pańską książkę, z każdą stroną coraz mocniej nasuwała mi się następująca myśl: „Wiedziałem, że chleb nie jest dla nas zdrowy, ale jest gorzej niż myślałem”. Czy miał Pan podobne przemyślenia zbierając materiały do książki? Czy zdziwiło Pana, jak wiele problemów fizycznych i psychicznych wywołuje pszenica?

WD: Tak. Od samego początku wiedziałem, że pszenica jest niezdrowa. Czasem wydawało mi się nawet, że popełniam jakiś błąd, skoro jest ona tak popularna wśród przedstawicieli agrobiznesu, rolników, naukowców zajmujących się rolnictwem, urzędników USDA, ekspertów FDA [Urząd ds. Żywności i Leków – przyp. tłum.], członków Amerykańskiego Towarzystwa Dietetycznego itp. Jednak im bardziej zagłębiałem się w temat, tym gorsza była moja opinia na temat tego produktu, który się nam sprzedaje pod nazwą „pszenica”.

Jestem świadomy niebezpieczeństwa stronniczości wyrażonego w powiedzeniu : „dla człowieka z młotkiem, wszystko wygląda jak gwóźdź”. Jednak kiedy widzi się, jak schorzenie za schorzeniem ustępuję po wyeliminowaniu z diety pszenicy, trudno nie wyrobić w sobie przekonania, że ogrywa ona kluczową rolę w powstawaniu dziesiątek powszechnych dolegliwości zdrowotnych.

TN: W swojej książce opisuje Pan współczesną pszenicę jako produkt krzyżowania międzygatunkowego [ang. cross-breeding]. Czy krzyżowanie jest z definicji złe? Czy nie odbywa się w naturze na co dzień?

WD: To prawda, Ludzie, rośliny i zwierzęta to produkty krzyżówek lub hybrydyzacji. Miłość, seks i krzyżowanie się napędzają świat, czynią życie ciekawym. Problem polega na tym, że genetycy stosują ten termin bardzo swobodnie.

Na przykład, poddając nasiona pszenicy i embriony działaniu przemysłowej trucizny o nazwie azydek sodu, wywołuje się w jej kodzie genetycznym mutacje. Ale czym jest azydek sodu? Zgodnie z zaleceniami specjalistów z Centrum Kontroli Chorób [ang. Centers for Disease Control] osoby, która połknęła tę substancję i przestała wskutek tego oddychać, nie wolno ratować za pomocą sztucznego oddychania, ponieważ grozi to śmiertelnym zatruciem ratownika. Należy pozostawić ją samej sobie, aż umrze. A jeśli ofiara wymiotuje, nie wolno spłukiwać wymiocin w zlewie, ponieważ może dojśc do eksplozji , co się zdarzało. Tak więc kiedy poddamy pszenicę działaniu azydeku sodu , otrzymujemy mutacje, do której dochodzi w procesie tzw. mutagenezy. Ziarna i embriony pszenicy poddaje się również działaniu promieniowania gamma oraz wysokich dawek promieniowania rentgenowskiego. Wszytkie te metody klasyfikowane są dziś jako „hybrydyzacja” lub, co jeszcze bardziej mylące, jako „tradycyjne metody hodowli roślin” [ang. traditional breeding techniques]. Nie wiem jak u Pana, ale krzyżowanie się między ludźmi, których ja znam, nie polega na wzajemnym traktowaniu się truciznami, ani na spędzaniu romantycznej nocy w cyklotronie dla wywołania mutacji w potomstwie.

Nawiasem mówiąc, te „tradycyjne techniki hodowli roślin” są bardziej inwazyjne, jeśli chodzi o skład genetyczny roślin, niż inżynieria genetyczna. Jak na ironię Amerykanie protestują przeciw żywności genetycznie modyfikowanej (GMO) tj. dodawaniu bądź usuwaniu pojedynczego genu, podczas gdy inżynieria genetyczna to wielki postęp w stosunku do „tradycyjnych metod hodowlanych”, które stosowane są od dziesięcioleci.

TN: Poznaliśmy się osobiście ponad 1 rok temu. Jest Pan szczupłym mężczyzną, aż dziw bierze, że nosił Pan kiedyś ze sobą swój własny „pszeniczny brzuch”. Proszę opisać jak zmieniła się Pańska kondycja fizyczna i zdrowie od czasu, kiedy przestał Pan jadać pszenicę.

WD: 14 kg temu, kiedy jeszcze byłem entuzjastą „zdrowych pełnoziarnistych pokarmów zbożowych”, stale zmagałem się z trudnościami z koncentracją i brakiem energii. Kawa, spacery i ćwiczenia fizyczne były moim sposobem na walkę z powracającą otępiałością. Wyniki badań stężenia cholesterolu odzwierciedlały moje zamiłowanie do produktów pszenicznych: HDL 27 mg/dl (bardzo mało), trójglicerydy 350 mg/dl (BARDZO dużo), a poziom cukru w granicach cukrzycy (161 mg/dl). Miałem wysokie ciśnienie krwi ok. 150/90, a wszystkie dodatkowe kilogramy nosiłem wokół pasa. Był to mój własny, typowy pszeniczny brzuch.

Rozstanie z pszenicą umożliwiło mi zrzucenie niechcianych kilogramów wokół pasa, poziom cholesterolu we krwi zmienił się na lepsze (HDL 63 mg/dl, trójglicerydy 50 mg/dl, LDL 70 mg/dl), poziom cukru spadł do 84 mg/dl, a ciśnienie krwi ustabilizowało się na poziomie 114/74 – wszystko bez lekarstw. Innymi słowy, to, co wymagało naprawy, naprawiło się samo. Odzyskałem też zdolność koncentracji. Potrafię się teraz skupić na czymś tak długo, że moja żona krzyczy na mnie, żebym przestał. Koniec końców, w wieku 54 lat czuję się lepiej niż wtedy, kiedy miałem lat 30.

TN: Jak zmienił się sposób, w jaki Pan leczy ludzi, na podstawie tego, co Pan dziś wie o pszenicy i innych zbożach.

WD: Dużo skuteczniej pomagam teraz swoim pacjentom odzyskać zdrowie. U ludzi, którzy eliminują z diety pszenicę, ograniczają spożycie innych węglowodanów oraz stosują się do innych zdrowych dla serca zaleceń (m.in. suplementacja kwasami omega 3 i tłuszczami rybimi, suplementacja witaminą D do uzyskania w teście 25-Hydroxy poziomu 60-70 ng/ml, suplementacja jodem i normalizacja funkcji tarczycy) nie obserwuję ataków serca. Z zawałami spotykam się jedynie u tych osób, które dopiero co spotkałem, lub u tych, którzy z jakiś powodów (zwykle z braku przekonania) nie przestrzegają diety. Na przykład jeden ksiądz, którego leczę, cudowny i dobry człowiek, nie potrafił odmówić sobie tych wszystkich pączków, ciastek i chleba, które codziennie przynosili mu jego parafianie. Niestety, mimo że wszystko inne robił jak trzeba, miał zawał.

Mimo że taki sposób odżywiania może się wydawać dziwny, w rzeczywistości ma przemożny wpływ na organizm człowieka. Jaka inna dieta jednocześnie prowadzi do spadku wagi, likwiduje przyczyny chorób serca, np. małe, gęste cząsteczki LDL, leczy cukrzycę i przed-cukrzycę i pomaga w tak wielu innych schorzeniach?

TN: Wielu Pana pacjentów wyzdrowiało z rzekomo nieuleczalnych chorób dzięki rezygnacji ze spożywania z pszenicy. Proszę opisać jeden lub dwa najbardziej dramatyczne przypadki.

WD: Do głowy przychodzą mi dwie osoby, głównie z uwagi na sposób, w jaki zareagowały na dietę, a także dlatego, że wciąż przeszywa mnie dreszcz na samą myśl o tym, jak wyglądałoby dziś ich życie, gdyby nie dokonały zmiany żywieniowych nawyków.

W książce opisałem historię Wendy, 36 letniej matki i nauczycielki, która chorowała na ciężkie wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Było z nią tak źle, że będąc na trzech lekach, miała ciągłe skurcze, biegunki i krwotoki tak obfite, że wymagała transfuzji. Kiedy ją poznałem, powiedziała mi, że jej gastrolog i chirurg zaplanowali już dla niej operację usunięcia jelita grubego oraz ileostomię. Wskutek tego zabiegu jej życie zmieniłoby się nieodwracalnie. Do końca życia musiałaby chodzić ze specjalną torbą na stolec. Zaleciłem jej natychmiast, aby zrezygnowała z pszenicy w diecie. Na początku nie chciała tego zrobić, gdyż wykonana u niej biopsja jelit oraz badania krwi wykazały, że nie choruje na celiakię. Mimo to więdząc, jakie niezwykłe rzeczy dzieją się po odstawieniu pszenicy, udało mi się ją przekonać – nie miała nic do stracenia. Po trzech miesiącach nie tylko schudła 12 kg, ale ustąpiły też wszystkie skurcze, biegunki i krwawienia. Minęło już dwa lata, a Wendy odstawiła wszystkie leki, a po chorobie nie ma śladu. Jej okrężnica pozostała nienaruszona i nie ma potrzeby korzystania ze specjalnych toreb. Można powiedzieć, że jest wyleczona.

Drugi przypadek, również opisany w książce, to Jason, 26-letni programista komputerowy, chorujący na bolesne zapalenia stawów. Żaden z trzech badających go reumatologów nie potrafił postawić diagnozy. Mimo to każdy przepisywał leki przeciwzapalne i przeciwbólowe, które nie pomagały. Jason cały czas zmagał się z chodzeniem i nie był zdolny do poważniejszej aktywności fizycznej niż krótki spacer. Po pięciu dniach od wyeliminowania z diety pszenicy, ustały u niego wszystkie bóle stawów. Na początku nie chciał uwierzyć, że chodzi o pszenicę. Uważał to za niedorzeczne. Postanowił zjeść kanapkę i bóle powróciły. Dziś w ogóle nie je pszenicy i nie wie, co to ból.

TN: Pana pacjenci mają szczęście, bo tam gdzie to możliwe zmienia Pan dietę chorego, zamiast wypisywać im lekarstwa. Niestety lekarze tacy jak Pan stanowią mniejszość. Na swoim blogu opisywałem niedawno sytuację, w której koleżance mojej żony przeszły nieznośne bóle głowy dopiero po tym, jak przestała jeść zboża. Przedtem odwiedziła kilku lekarzy, którzy przepisywali jej tylko kolejne medykamenty. Dlaczego tak niewielu lekarzy ma świadomość tego, w jaki sposób zboża mogą wpływać na nasze zdrowie?

WD: Moim zdaniem cała współczesna medycyna podąża dziś drogą wysokich technologii, drogich i zyskownych procedur medycznych, leków oraz fatalnej opieki. Zbyt wiele osób w systemie straciło z oczu wizję pomagania innym, zapomniało, że naszą misją jest leczenie ludzi. Może to brzmi staroświecko, ale uważam, że opieka zdrowotna podlega dziś bardzo niedobrym tendencjom, które redukują jej znaczenie do transakcji finansowych obwarowanych przepisami prawa. Medycynie należy przywrócić jej związek z leczeniem ludzi.

Widzę również, że wielu lekarzy i ekspertów całkowicie rozczarowało się nieskutecznością porad żywieniowych. Jako że tzw. „wiedza” dietetyczna, upowszechniana od 50 lat, okazała się w tak wielu aspektach błędna, ludzie stracili wiarę, że odżywianie i metody naturalne mogą poprawić zdrowie człowieka. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że dieta i metody naturalne mają potężną moc uzdrawiania, pod warunkiem, że dobieramy je właściwie.

TN: Czy ma Pan nadzieję, że Pańska książka zmieni opinię lekarzy na temat diety, czy raczej opinia publiczna będzie musiała nauczyć się ignorować to, co mówią lekarze, i sama edukować się w zakresie zdrowia?

WD: Niestety, zapewne wiele osób przeczyta moją książkę, ich zdrowie ulegnie radykalnej poprawie, stracą na wadze, po czym opowiedzą o tym swojemu lekarzowi, a ten uzna te zmiany za zbieg okoliczności, urojenia lub efekt placebo. Wielu moich kolegów-lekarzy nie chce uznać potęgi diety nawet wtedy, kiedy na własne oczy widzą jej efekty. Zmiana tego nastawienia wymagać będzie bardzo dużo czasu.

Jednak muszę dodać, że coraz więcej lekarzy zaczyna otwierać się na metody leczenia niezwiązane ze standardowymi procedurami i lekarstwami. To oni będą, moim zdaniem, najbardziej pomocni dla swoich pacjentów, chcących poprawić swój stan zdrowia w zakresie, jaki opisałem w książce Wheat Belly.

TN: Gdyby więcej lekarzy znało problematykę, którą Pan opisuje, to czy myśli Pan, że zmieniliby swoje zalecenia dietetyczne? Czy raczej mantra, że „tłuszcze są niezdrowe, a zboża są zdrowe”, jest już zbyt głęboko zakorzeniona w mentalności lekarzy?

WD: Nie ulega wątpliwości, że dogmat o tym, że „tłuszcze są niezdrowe, a zboża są zdrowe”, będzie jeszcze długo dominował wśród lekarzy. Jednak każdy, kto zapozna się z wyczerpującą argumentacją, którą przedstawiłem w swojej książce, dojdzie do przekonania, że tzw. pszenica nie jest już pszenicą, tylko całkowicie zmienionym wytworem badań genetycznych. Mając tę wiedzę, lekarze zrozumieliby, że wiele powszechnych schorzeń można wytłumaczyć spożyciem tej nowoczesnej „pszenicy” i jej wpływem na organizm człowieka.

TN: Prof. Robert Lustig uważa, że insulinooporność oraz inne problemy metaboliczne wywołuje niemal wyłącznie nadmiar fruktozy. Z kolei Pan obwinia za to pszenicę. Kiedy byłem po trzydziestce, również u mnie zaczęły pojawiać się pierwsze objawy przed-cukrzycy, a prawie w ogóle nie jadłem cukru. Wiedziałem, że cukier jest niezdrowy, ale jadłem dużo makaronów, płatków i chleba. Proszę opisać, w jaki sposób spożycie pszenicy może wywołać cukrzycę typu 2 nawet u tych osób, które nie piją słodzonych napojów i nie zajadają się słodkimi batonami?

WD: Zgadzam się, że fruktoza to duży problem, jeśli chodzi o współczesną dietę Amerykanów. Podobnie jak pszenica, fruktoza znajdująca się w sukrozie [cukier trzcinowy lub buraczany – przyp.tłum], wysokofruktozowym syropie kukurydzianym [ang. HFCS], miodzie oraz syropie z agawy, sprzyja powstawaniu otyłości brzusznej [ang. visceral fat], podnosi poziom cukru we krwi, opóźnia usuwanie z krwi tzw. remnantów (pozostałości) chylomikronu [ang. chylomicron remnants], które przyczyniają się do arteriosklerozy. Z tego powodu w książce Wheat Belly nie twierdzę, że pszenica jest jedynym problemem w amerykańskiej diecie.

Jak wielu z nas przekonało się na własnej skórze, wyeliminowanie z diety cukru i fruktozy to bardzo dobry pomysł, ale nie rozwiązuje całego problemu, a jedynie jeden jego aspekt. Pszenica stanowi problem u ludzi, którzy wierzą, że jedzenie dużych ilości „zdrowych pełnoziarnistych produktów zbożowych” jest zdrowsze od jedzenia cukru.

Dwie kromki pełnoziarnistego chleba pszenicznego podnosi cukier bardziej niż biały cukier, bardziej niż wiele czekoladowych batonów. Aż dziw bierze, że mimo tego dietetycy wciąż zalecają zwiększone spożycie pełnoziarnistego pieczywa. Im więcej pszenicy jesz, tym wyżej i częściej rośnie u ciebie poziom cukru we krwi. To prowadzi do większych i częstszych wyrzutów insuliny do krwi, co z czasem wywołuje oporność na insulinę. A taki stan prowadzi wprost do cukrzycy.

Co ważne, te wysokie skoki stężenia cukru we krwi są szczególnie szkodliwe dla komórek beta trzustki, które odpowiadają za produkcję insuliny. Zjawisko to nazywa się glukotoksycznością. Komórki beta mają niewielką zdolność do regeneracji. Powtarzające się ataki glukotoksyczności zmniejszają liczbę zdrowych, produkujących insulinę komórek. Na skutek tego poziom cukru pozostaje na stałym, coraz wyższym poziomie, nawet na pusty żołądek. W ten sposób powstaje przedcukrzyca, prowadząca do cukrzycy.

Tak więc zwiększone spożycie pszenicy, które nam się zaleca, nie jest dobrą odpowiedzią na epidemię cukrzycy, która niebawem dotknie połowę Amerykanów, a na całym świecie 346 milionów ludzi. Moim zdaniem, spożywanie dużych ilości „zdrowych pełnoziarnistych produktów zbożowych” jest w dużej mierze przyczyną tej epidemii. Wyeliminowanie ich z diety pozwoli nam zapanować nad tą sytuacją, a nawet ją odwrócić.

TN: W swojej książce pisze Pan, że współczesna pszenica karłowata [ang. dwarf wheat] zawiera coraz więcej glutenu i wywołuje większe skoki glukozy we krwi w porównaniu z pszenicą, jaką jedli nasi pradziadkowie. Dr Jared Diamond i inni stawiają przekonującą tezę, że przyjęcie diety opartej na zbożach spowodowało, że ludzie stali się niżsi, grubsi i bardziej chorowici już w czasach przedbiblijnych, czyli wtedy kiedy współczesna, zmodyfikowana pszenica jeszcze nie istniała. Czy zatem pszenica zmieniła się z dobrej żywności na złą, czy raczej ze złej żywności na jeszcze gorszą?

WD. Wybrałbym raczej tę drugą odpowiedź. Pszenica nigdy nie była dobrą żywnością dla człowieka i jej spożycie zawsze wywoływało wiele negatywnych skutków u części populacji. Jednak dzisiejsza pszenica to już pokarm fatalny, szkodliwy dla zdrowia niemal u wszystkich.

Rzecz jasna, gdybyśmy głodowali, i jedyną dostępną żywnością byłby chleb, powinniśmy jeść chleb. Nie ulega wątpliwości, że pszenica, na wczesnym etapie rolnictwa, służyła do tego, aby przetrwać okresy, w których brakowało pokarmów upolowanych lub zebranych. Jak zauważa dr Diamond, pszenica, jako wypełniacz kaloryczny pozwalający przeżyć bez polowania, jest żywnością wygodną. Jednak od samego początku jej spożycie miało negatywne dla zdrowia skutki. Nawet wczesne odmiany takie jak pszenica samopsza [ w oryg. einkorn – przyp tłum.] i płaskurka [w oryg. emmer] nie były dla człowieka zdrowe. Znane są doniesienia już z roku 100 n.e. dotyczące występowania celiakii.

Jednak dopiero zmiany genetyczne, dokonane w ostatnich 40-50 latach, w połączeniu z globalnymi zaleceniami spożywania coraz większej ilości pszenicy, doprowadziły do dzisiejszej tragicznej sytuacji. Te okoliczności zmieniły pszenicę z niezdrowego składnika naszej diety w dietetyczną zmorę całej ludzkości.

TN: Porozmawiajmy o konkretnych schorzeniach, które pszenica wywołuje lub pogarsza. Jeden z czytelników mojego bloga pisał o swojej siostrze, która wyzdrowiała ze stwardznienia rozsianego po odstawieniu pszenicy. Inni opowiadali mi o wyzdrowieniu z fibromialgii , ADD oraz depresji. Czy wszyscy oni to „świry”, czy może „zdrowe produkty pełnoziarniste” mają związek z tymi schorzeniami?

WD: Mimo że w ostatnich kilkunastu latach osobiście widziałem niewiarygodną poprawę zdrowia po odstawieniu pszenicy u tysięcy pacjentów, to wciąż  dowiaduję się o coraz to nowych korzyściach. Niemal co tydzień ktoś do mnie pisze o tym, jak poprawiło się jego zdrowie po rezygnacji z pszenicy.

Słyszałem również o wielu przypadkach poprawy, a czasami wręcz wyleczeniu z fibromialgii , ADD lub depresji. Jeśli chodzi o MS, widziałem poprawę tylko w dwóch przypadkach. Jest to stosunkowo rzadka choroba i nie spotykam się z nią często jako kardiolog. Niemniej biorąc pod uwagę siłę oddziaływania pszenicy na różne aspekty zdrowia człowieka, nie zdziwiłbym się, widząc remisję również i tej choroby, zwłaszcza że składniki pszenicy wywołują stany zapalne w obrębie centralnego układu nerwowego.

Niestety większość moim kolegów-lekarzy ignoruje ten związek i postrzega go jako czysty zbieg okoliczność. Dzieje się tak pomimo tego, że u wielu osób stany zapalne można w sposób powtarzalny „włączać” i „wyłączać” poprzez włączenie lub eliminację pszenicy z diety. Pogląd, że pełnoziarniste pokarmy zbożowe są zdrowe, jest dziś tak głęboko zakorzeniony w sposobie myślenia pracowników służby zdrowia, że są oni bardzo niechętni jakimkolwiek zmianom.

Nie sądzę, żeby moja książka wywoływała masową histerię, wskutek której każdy wyrzuci do śmieci wszystkie pokarmy z pszenicą tylko dlatego, że ja tak mówię. Pacjenci sami opowiadają o wielu korzyściach zdrowotnych związanych z eliminacją pszenicy z diety: tracą na wadze bez ograniczania liczby spożywanych kalorii, czują ulgę w przypadku wielu schorzeń, doświadczają subiektywnej poprawy samopoczucia i przypływu energii. Mogę powiedzieć, że wyeliminowanie z diety pszenicy jest najbardziej zadziwiającym i najskuteczniejszym sposobem na poprawę zdrowia, z jakim się spotkałem w swojej 25-letniej praktyce lekarskiej.

TN: Osobiście zrezygnowałem z pszenicy i innych zbóż głównie po to, aby schudnąć. Jednak miło się zdziwiłem, kiedy kilka innych dolegliwości również w krótkim czasie ustąpiło, m.in. łuszczyca, lekka astma, choroba refluksowa przełyku, zapalenie stawów. Jak często widział Pan rezultaty podobne do moich i dlaczego pszenica miałaby w ogóle wywoływać te schorzenia?

WD: Zmiany, które Pan opisał, to reguła, a nie wyjątek. Tylko czasami zdarza się osoba, która zrezygnowała z pszenicy i powie: „Straciłam na wadze 1,5 kg w ciągu miesiąca i nic innego się nie stało”.

Ostrożnie szacuję, że u 70% globalnej populacji oprócz utraty wagi, eliminacja z diety pszenicy poprawia stan zdrowia. … Różnorodność chorób spowodowanych spożyciem pszenicy, lub tych, które się po jej spożyciu nasilają, jest doprawdy zdumiewająca.

Nie ma jednego składnika pszenicy, który odpowiada za wszystkie negatywne skutki zdrowotne związane z spożywaniem tego zboża. Gliadyna bezpośrednio wywołuje stany zapalne, ale również pobudza apetyt. Gluten odpowiada za występowanie stanów zapalnych w jelitach oraz centralnym układzie nerwowym. Lektyny sprawiają, że jelita stają się bardziej przepuszczalne dla obcych białek, które wywołują schorzenia związane z zapaleniem bądź reakcją autoimmunologiczną (np. reumatoidalne zapalenie stawów i toczeń rumieniowaty). Amylopektyna A odpowiedzialna jest za powstawanie otyłości brzusznej, tj. „pszenicznego brzucha”, która jest przyczyną stanów zapalnych, insulinooporności, cukrzycy, zapalenia stawów oraz chorób serca.

TN: Więc jeśli chodzi o dolegliwości w układzie pokarmowym, głównym winowajcą jest zawarty w pszenicy gluten oraz lektyny? Czy jeszcze inne czynniki odgrywają jakąś rolę?

WD: Dziwne jest to, że choć pszenica negatywnie wpływa na niemal wszystkie aspekty funkcjonowania układu pokarmowego, i nie chodzi jedynie o celiakię, przyczyny tego zjawiska pozostają w dużej mierze poza zainteresowaniem badaczy. Zatem mogę jedynie spekulować, dlaczego pszenica tak mocno oddziałuje na ten aspekt zdrowia człowieka. Prawdopodobnie ma to związek z gliadyną, glutenem i lektynami działającymi pojedynczo lub w połączeniu. Jestem przekonany, że oprócz tych trzech składników są w pszenicy jeszcze inne szkodliwe dla człowieka substancje, działaniem których można by wyjaśnić, dlaczego efekt końcowy jest czymś więcej niż sumą składowych. Mam na myśli to, że eliminacja pszenicy z diety daje rezultaty, które wykraczają poza to, co wiemy o działaniu każdego składnika z osobna.

TN:Czy każdy rodzaj glutenu jest równie szkodliwy, czy gluten dzieli się na lepszy i gorszy? I jeśli niektóre rodzaje glutenu są gorsze, to czy gluten zawarty we współczesnej pszenicy jest szczególnie niekorzystny dla człowieka?

WD: Struktura aminokwasów glutenu może być różna, ale wszystkie jego odmiany mają jedną i tę samą cechę, pożądaną przez piekarzy i konsumentów – lepkosprężystość [ang. viscoelasticity]. Dzięki niej można modelować ciasto podrzucając je w powietrze, można formować kawałki pizzy, można nadawać mu dowolne kształty – od pity po ciabattę.

Najgorszym i najbardziej szkodliwym rodzajem glutenu są jego nowe odmiany będące owocem pracy genetyków. Zmiany wprowadzone w zakresie zbioru genów „D” („genomu”), które są charakterystyczne dla dzisiejszej pszenicy półkarłowatej [ang. semi-dwarf wheat] najprawdopodobniej doprowadziły do czterokrotnego wzrostu zachorowań na celiakię. Tylko w ostatnich 20 latach zapadalność na tę chorobę podwoiła się. Mniej szkodliwy gluten występował w starych odmianach pszenicy takich jak samopsza i płaskurka – mniej szkodliwy, ale nie nieszkodliwy.

Moim zdaniem gluten w każdej formie, a już szczególnie ten dzisiejszy, jest dla człowieka tak szkodliwy, że najlepiej byłoby się z nim całkowicie rozstać.

TN: Czy swoim pacjentom zaleca Pan dietę beglutenową, czy zarówno bezglutenową jak i bezcukrową? Pytam o to, ponieważ kiedy ludzie rezygnują z obu produktów, nabierają przekonania, że ich dolegliwości powodował cukier, a nie zboża.

WD: Tak, cukier jest również na liście pokarmów niedozwolonych. Nie ulega wątpliwości, że przynajmniej dla niektórych ludzi, zwłaszcza młodych, dużym problemem jest spożycie cukru w napojach, fast-foodach i rozmaitych przekąskach.

Jednak u większości ludzi samo wyeliminowanie z diety cukru połączone ze spożywaniem zwiększonej ilości “zdrowych pokarmów pełnoziarnistych” zamiast do chudnięcia, prowadzi do tycia. Często doświadczają tego osoby, które w dobrej wierze stosują się do zaleceń tzw. zdrowego odżywiania, ograniczają spożycie słodkich przekąsek, zwiększają spożycie „zdrowych produktów pełnoziarnistych” i w efekcie kończą z 10 -, 20 – , a nawet 40-kilogramową nadwagą.

Tymczasem należy odwrócić kolejność, czyli w pierwszym rzędzie zrezygnować z pszenicy, a ochota na słodycze niemal zawsze znacząco maleje, ponieważ eliminuje się z diety pobudzającą apetyt gliadynę. Dużo łatwiej jest najpierw zrezygnować z pszenicy niż z cukrów.

Rzecz jasna w całej sprawie nie chodzi tylko o to, ile ważymy. Liczą się również inne aspekty zdrowia, na które nawet cukier nie ma wpływu, takie jak zapalenia stawów, choroba refluksowa przełyku, zespół drażliwego jelita, wysypki, negatywny wpływ na mózg, zatrzymywanie wody w organizmie itp.

TN: W znanej książce pt. Nutrition and Physical Degeneration dr Weston A. Price opisywał, jak tradycyjne populacje namaczały i fermentowały ziarna zbóż przed ich spożyciem. Czy uważa Pan, że w ten sposób zboża stają się mniej szkodliwe dla zdrowia? Czy raczej dzisiejsze zmutowane odmiany pszenicy są tak bardzo przepełnione niebezpiecznymi białkami, że te tradycyjnie metody niewiele zmieniają?

WD: Namaczanie i fermentacja sprawia, że w pszenicy, pokarmie szkodliwym, zmniejsza się, poza innymi rzeczami, zawartość lektyn i glutenu. Innymi słowy pszenica staje się wskutek tego pokarmem mniej szkodliwym. Ale trzeba uważać, aby nie wpaść w tę samą pułapkę, w jaką wpadli dietetycy i instytucje zajmujące się tzw. zdrowiem publicznym. Zalecają one, aby pokarm szkodliwy (białą mąkę) zastępować pokarmami mniej szkodliwymi (produktami pełnoziarnistymi), tak jakby spożycie mnóstwa pokarmów mniej szkodliwych było dla nas zdrowe. To właśnie taka błędna logika spowodowała cały ten żywieniowy bałagan.

Na przykład namaczanie ziaren zmniejsza zawartość lektyn o ok. 35 %. Robi się więc lepiej, ale wciąż nie jest dobrze. Pozostajemy narażeni na negatywne skutki spożywania pszenicy, w tym pobudzony apetyty od glidyny, wysokie stężenie cukru we krwi od amylopektyny A, stany zapalne od glutenu i gluteniny, zwiększona przepuszczalność jelit dla obcych białek od lektyn.

Podobnie fermentacja na zakwasie chlebowym zmniejsza zawartość węglowodanów, ale nie zmienia innych aspektów negatywnego wpływu pszenicy na zdrowie. I znowu – robi się lepiej, ale nie jest dobrze.

Nawet genetycy pracują dziś nad tym, żeby zmodyfikować pszenicę w taki sposób, aby była mniej szkodliwa. Jeden z obszarów badań dotyczy prób usunięcia wszystkich szkodliwych sekwencji glutenu. Jak zwykle badacze znają budowę genetyczną tego zboża, ale nie rozumieją jak na człowieka wpływa jego spożycie.

Zatem bez względu na to co piekarze lub genetycy robią, aby zmienić pszenicę, zasadniczo pozostaje ona tym samym pokarmem, ze wszystkimi niekorzystnymi właściwościami: pobudza apetyt, działa negatywnie na funkcjonowanie mózgu, wywołuje stany zapalne, inicjuje procesy autoimmunologiczne i wywołuje otyłość.

TN: A jak wpływają na nas inne ziarna, np. kamut, orkisz, owies, szarłat, gryka. Czy są dla nas zdrowe, czy nie?

Patrząc ewolucyjnie, kamut i orkisz to starsze formy pszenicy. Zatem nie doszło u nich do szkodliwych modyfikacji genomu „D” jakie miały miejsce w przypadku nowoczesnej pszenicy. Ale to wciąż pszenica. Oznacza to, że będzie tam gliadyna (choć jej działanie w zakresie pobudzania apetytu będzi mniejsze niż jej współczesnego odpowiednika), będą też lektyny zwiększające przepuszczalność jelit. Oba składniki podnoszą dodatkowo stężenie cukru we krwi.

Jeśli chodzi o oddziaływanie na układ odpornościowy, owies rzeczywiście różni się znacząco od pszenicy. Jednak problem z owsem polega na tym, że niezwykle mocno podnosi poziom cukru we krwi. Miska gotowanej, ekologicznej, grubo mielonej owsianki bez dodatku cukru u osoby zdrowej zwiększy poziom cukru do 150 mg/dl, 200 mg/dl, czasami nawet więcej. U cukrzyka lub przedcukrzyka nawet 300 mg/dl po zjedzeniu owsianki nie jest rzadkością.

Szarłat i gryka to ziarna, które nie mają związku z pszenicą i zasadniczo są czystymi węglowodanami. W przeciwieństwie do pszenicy nie wywołują skutków immunologicznych, neurologicznych, ani nie pobudzają apetytu. Jednak podobnie jak owies podnoszą stężenie cukru we krwi i wywołują wszystkie efekty z tym związane (zwiększona oporność na insulinę oraz glikacja – w oku, w tkankach chrzęstnych, w tętnicach, oraz glikacja cząstek LDL). Z tego powodu doradzam pacjentom, aby te wszystkie ziarna spożywali w niewielkich ilościach tj. nie więcej niż niż pół filiżanki po ugotowaniu, i tylko w ramach diety ubogiej w węglowodany (np. średnio 40-50 gramów dziennie)

TN: Z jaką reakcją spotkała się Pana książka, czy może jest jeszcze za wcześnie, żeby to oceniać?

WD: Reakcja jest znakomita. W ciągu pierwszych 9 dni od opublikowania, Wheat Belly trafiła na listę bestselerów „New York Times”.

Jednak najważniejsze dla mnie jest to, że niemal codziennie dostaję od ludzi sygnały, że moja książka zmieniła jakość ich życia. Piszą o gwałtownym spadku wagi ciała w sytuacji, w której wszystko inne dotychczas zawodziło; o uldze w przewlekłych bólach; o spadającym poziomie cukru we krwi etc. Szczególnie cieszy mnie to, że dzięki mediom społęcznościowym o tych zmianach dowiaduję się zaledwie po kilku dniach od zmiany diety. Nawet w swojej praktyce lekarskiej informacje o poprawie zdrowia docierały do mnie zywkle po kilku miesiącach. Teraz dowiaduje się o nich po kilku-, kilkunastu dniach od przejścia na dietę bezpszeniczną.

TN: Czy była jakaś reakcja ze strony tzw. ekspertów, dla których pełnoziarniste produkty zbożowe to nieodzowny element zdrowej diety? Podejrzewam, że nie jest Pan zbytnio popularny w tych kręgach.

WD: Odżywianie to niezwykle ważne zagadnienie, które budzi wiele emocji. Dietetycy i inni „eskperci” ds. żywienia zostali mocno zindoktrynowani w zakresie pozytywnego wpływu na człowieka „zdrowych pokarmów pełnoziarnistych”. W związku z tym ich pierwszą reakcją na poglądy, takie jak moje, jest zwykle złość. Utrzymują, że musi to być jakaś chwilowa moda na odchudzanie, która szybko minie. Jednak każdy, kto przeczyta Wheat Belly zrozumie, że jest dokładnie na odwrót. Książka omawia to wszystko, czego się publicznie nie mówi na temat zbóż zmienionych genetycznie nie tylko w celu zwiększenia plonów, ale również pobudzenia apetytu konsumenta.

Grupa producentów pszenicy o nazwie „Grain Foods Foundation” zdążyła już wydać publiczne oświadczenie, że zamierza przeprowadzić kampanię PR mającą na celu zdyskredytowanie mnie i moich argumentów. W odpowiedzi na to opublikowałem „List otwarty do Grain Foods Foundation”, który również rozesłałem do rozmaitych mediów, zapraszający moich adwersarzy do publicznej debaty na ten temat w świetle kamer. Jak dotąd nie otrzymałem odpowiedzi i sądzę, że nigdy nie otrzymam. Biorąc pod uwagę badania i wiedzę, jaką zgromadziłem w swojej książce, wątpię, by ktokolwiek z branży chciał pozwolić na publiczne nagłaśnienie tej problematyki.

TN: Ostatnie pytanie. Teraz kiedy książka jest już na rynku, czy kiedykolwiek leży Pan w nocy nie mogąc zasnąć, i zastanawia się, czy dobrzy ludzie z Monsanto lub Pillsbury planują Pana koniec? Gdybym był na Pana miejscu, unikałbym przez jakiś czas ciemnych uliczek.

WD: Dzięki za ostrzeżenie! Prowadząc kampanię przeciw pszenicy z pewnością narobiłem sobie wpływowych wrogów. Mam na myśli wielki przemysł spożywczy, wielomiliardowy agrobiznes, grupy producenckie zbóż, oraz – ku mojemu zdziwieniu – przemysł farmaceutyczny. Byłem wstrząśnięty (choć pewnie nie powinienem być wiedząc, do czego ci ludzie są zdolni), kiedy dowiedziałem się, że przynajmniej jedna grupa producencka pszenicy jest opłacana przez przemysł farmaceutyczny. To naprawdę niepokojące.

Mimo wszystko, skupiam się na upowszechnianiu wiedzy na ten temat i bardzo pomagają mi w tym historie z życia osób, które dzięki niej na nowo odzyskały zdrowie, pozbyły się bólów itd. Można to wszystko osiągnąć postępując odwrotnie do tego, co zalecają nam instytucje publiczne. Trzeba tylko porzucić ślepą wiarę w „zdrowe pełnoziarniste pokarmy”.

TN: Bardzo dziękuję, że znalazł Pan czas, aby odpowiedzieć na nasze pytania. Mam nadzieję, że Pańska książka sprzeda się w milionach egzemplarzy.

Za Michealem Eadesem wypada też odnotować, że dr Davis pozbył się również pokutujących w środowisku kardiologów lęków przed tłuszczami diecie, zwłaszcza tłuszczami nasyconymi. Oto co pisze na ten temat w swojej książce:

 Antytłuszczowa fobia, jaka panuje od ponad 40 lat, zniechęciła nas do spożywania takich pokarmów jak jaja, wołowina i wieprzowina z uwagi na zawartość w nich tłuszczów nasyconych. Jednak tłuszcz nasycony nigdy nie stanowił problemu. To węglowodany, w połączeniu z tłuszczem nasyconym powodują gwałtowny przyrost cząsteczek LDL we krwi. Problemem były zawsze bardziej węglowodany niż tłuszcze nasycone. W rzeczywistości nowe badania oczyściły tłuszcze nasycone z zarzutów o to, że zwiększają ryzyko wystąpienia ataku serca lub udaru.

Ze swojej strony wyrażamy nadzieję, że książką Wheat Belly niebawem znajdzie polskiego wydawcę. Jej opublikowanie w naszym kraju stanowiłoby przeciwwagę dla wszechobecnej i nachalnej promocji zbóż zachwalanych jako zdrowa żywność. Momentami można odnieść wrażenie, iż bez kilku kromek chleba dziennie, bez płatków śniadaniowych i bez owsianki, wyginiemy jako gatunek. Prawda jest natomiast taka, że o ile rozwój rolnictwa i uprawa zbóż umożliwiły gwałtowny przyrost naturalny oraz ukształtowanie się nowoczesnych społeczeństw, opartych na specjalizacji i podziale pracy, o tyle pod względem zdrowotnym okazały się dla nas katastrofą. Dobrze ujął to prof. Jared Diamond pisząc w swojej nagrodzonej nagrodą Pulitzera książce pt. Guns, Germs, and Steel:

Chociaż zaakceptowanie rolnictwa miało najpewniej decydujące znaczenie dla lepszego życia, to pod wieloma względami okazało się tragedią, z której nigdy się nie podnieśliśmy.

Mateusz Rolik

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na FacebookuTwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Przeczytaj również:

O autorze

Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

Zostaw komentarz

komentarzy

Komentarze (95)

  • sarap

    Ja nawiąże do kwestii ekonomicznych.
    William Davis piszę: „Do jej uprawy, zbierania, nawożenia, ochrony, przetwarzania i dystrybucji potrzebna jest rozbudowana infrastruktura. Z tego powodu to, o czym mówię, stanowi potencjalne zagrożenia dla sytuacji zawodowej setek tysięcy, a nawet milionów ludzi będących częścią tej infrastruktury”
    - to akurat nie było by problemem. Pieniądze które były przeznaczane na produkty pszeniczne przez konsumentów, będą wydawane teraz na inne dobra. Czyli część swoich dochodów, za które wcześniej kupowaliśmy produkty pszeniczne, będziemy przeznaczać teraz na coś innego (np: mięso czy jajka). Dzięki czemu wzrośnie na nie popyt, co spowoduje konieczność rozszerzania tej części gospodarki i tam właśnie ludzie znajdą pracę.
    Pamiętajmy, że to konsumenci są pracodawcami. Piekarz po to pieczę chleb, żebym ja miał co jeść, a nie po to by mieć pracę !

    Na końcu piszesz też: „Prawda jest natomiast taka, że o ile rozwój rolnictwa i uprawa zbóż umożliwiły gwałtowny przyrost naturalny oraz ukształtowanie się nowoczesnych społeczeństw, opartych na specjalizacji i podziale pracy, o tyle pod względem zdrowotnym okazały się dla nas katastrofą.”
    - więc uważasz, że jeżeli kapitał był by lokowany w inną część gospodarki niż rolnictwo to nie osiągnęliśmy by tego co teraz ? ;D Davis pisał powyżej, że pszenica powoduje osłabienie koncentracji i inne zaburzenia na tle psychicznym. Wydaje mi się więc, że bez pszenicy, a na innych źródłach pokarmu moglibyśmy by osiągnąć więcej. Nieprawdaż :) ?

    Odpowiedz
    • Mateusz

      Nie mówimy o czasach współczesnych. Rolnictwo odegrało kluczową rolę na wczesnym etapie rozwoju społeczeństw. Umożliwiło kształtowanie się większych społeczności niż gospodarka łowiecko-zbieracka. Po raz pierwszy można było dzielić pracę i nie każdy musiał zajmować się zdobywaniem pożywienia (polowaniem lub zbieraniem).Dlatego możliwy był rozwój innych dziedzin aktywności człowieka, rozwijanych przez tych członków grupy, którzy mogli na to sobie pozwolić bez obawy o to, że umrą z głodu. Plony rolnicze zaspokajały zapotrzebowanie większej liczby ludzi niż tylko tych zaangażowanych do pracy na roli.

      Naturalnie w dzisiejszych czasach, za sprawą postępu technologicznego, ten sam podział pracy byłby możliwy przy produkcji żywności odzwierzęcej. Ale kiedyś trzeba było zebrać lub upolować albo umrzeć z głodu.

      Odpowiedz
      • sarap

        No spoko, ale równolegle do uprawy zbóż rozwijała się też hodowla zwierząt. Początki upraw i hodowli miały miejsce we wczesnym Neolicie, kiedy ludzie zaprzestali polowań i przenieśli się w tryb usiadły. Hodowla zwierząt tez zaspokajała spora cześć ludności i bez problemu mogła by istnieć tylko ona. Ale nie ważne, to już jest przeszłość i nic w niej nie zmienimy. Lepiej skupić się na teraźniejszości czy przyszłości.

        Odpowiedz
  • Marta

    I tu nasuwa się pytanie… co Ci ludzie jedzą, skoro nie jedzą chleba, makaronów, płatków itp.?

    Odpowiedz
    • sarap

      Ja od kilku lat nie jem chleba, makaronów, płatków itp. Dziwie się tego typu pytaniom, mi nawet na myśl nie przyjdzie by ruszyć jakikolwiek produkt mączny. Masz przecież mnóstwo możliwości (mięso, jaja, ryby, sery, warzywa, owoce, orzechy i wiele więcej)

      Odpowiedz
    • NM

      Przyroda dostarcza człowiekowi mnóstwo rodzajów żywności. Nie jedząc nawet produktów odzwierzęcych można cieszyć się wieloma pysznymi owocami, orzechami, nasionami oraz warzywami i roślinami morskimi (w rozsądnych ilościach). Osobiście też uważałem rezygnacje z chleba za coś nienormalnego, ale sam zrezygnowałem po tym, jak zauważyłem różnicę bez spożywania go. To z pewnością jest przyczyna, dlaczego tak wielu wegetarian źle się czuję, tym bardziej, że spożywają nabiał.

      Odpowiedz
    • Magda

      No właśnie… jedzą zwyczajnie mniej, do tego niskowęglowodanowo i tadam, chudną, poprawia im się wrażliwość insulinowa oraz wyniki. Oczywiście, wszystkiemu winna jest pszenica ;) .

      Odpowiedz
      • Michał

        Zapraszam do zapoznania się założeniami diety Low Carb (polecam fora kulturystyczne) i oczywiście zastosowania ;) Ludzie ci może i jedzą objętościowo mniej, ale deficyt kaloryczny jest pokrywany większą podażą tłuszczy (oczywiście tych zdrowych), gdzie np. łyżka oliwy z oliwek daje około 270 kcal – tyle samo co porządna micha makaronu.

        Odpowiedz
  • timbuktu

    @sarap
    „- to akurat nie było by problemem.” – Dla gospodarki globalnej to zaden problem ale ktory podmiot w gospodarce kieruje sie korzyscia ogolna?
    „- więc uważasz, że jeżeli kapitał był by lokowany w (…)” – a jakie inne czesci gospodarki byly? jakie byly czasy, warunki przyrodnicze, poziom rozwoju intelektualnego czlowieka. byl jakis inny wybor? a poza tym zboze chemicznie uzaleznia mozg.

    @Marta, ci ludzie jedza na pewno nie jedzom rzeczy nie dane czlowiekowi do jedzenia. jak nie umiesz korzystac z internetu to kup ta ksiazke a sie dowiesz.

    Odpowiedz
    • sarap

      1. Korzyścią ? Nie rozumiem, ja tu żadnych korzyści nie widzę. Mi chodzi o przetransferowanie ludzi w inne sektory gospodarki. Nie wiem czy zauważyłeś, ale za każdym razem gdy przychodzi do zwolnienia większej liczby ludności to dochodzi do paniki i niepotrzebnego stresowania się. Takie sytuacje mają miejsce jak bankrutują fabryki, zamykane są kopalnie lub gdy wracają żołnierze po wojnie. Często nawet państwo dopłaca do tego interesu, utrzymując na siłę upadające przedsiębiorstwa. Gdy jednak dojdzie do zwolnienia to z niewiadomych przyczyn nic strasznego się nie dzieje i jakoś wszyscy znajdują pracę (lub zakładają firmy) po kilku dniach czy tygodniach. Nawołuje zatem, by nie przejmować się tą kwestią.
      2. No myślę, że był wybór i normalnie istniały inne części gospodarki żywnościowej. Ludzie też łowili ryby, zbierali warzywa, owoce, grzyby, hodowali lub polowali na zwierzynę. Poza tym dopiero w Neolicie zaczęto uprawiać zboża, wcześniej jakoś sobie ludzie bez nich radzili.

      Odpowiedz
      • timbuktu

        @sarap,
        1. Nie rozumiem co nie rozumiesz :) ta korzysc to dobrobyt ogolny. ale nie bawmy sie pojeciami. Przyczepilem sie do Twojego 1. akapitu bo widze ze nie odczytales jaka nauka plynie z cytowanego fragmentu, czyli co doktor-autor chce powiedziec. To co napisales o „przetransferowanie” to sie zgadzam w pelni. Od samego poczatku tak twierdziles i sie tez zgadzam.
        Nauka z tego cytatu jest z dziedziny ekonomii instytucjonalnej, Ty poruszasz sie w tej klasycznej.
        2. Owszem byly inne czesci gosp. zyw. ale myslisz ze owczesni ludzie byli na tyle rozumni aby pojac ze lepiej ruszyc tylkiem i zlapac jelenia niz siedziac w „domu” jedzac zboze? Poza tym klimat sie zmienial, megafauna zanikala, a o kontroli urodzen to pewnie musi minac pare tysiecy lat zanim ktos uslyszy. I powtarzam jeszcze raz, zboze mimo ze nie jest jedzeniem dla czlowieka potrafi go od siebie uzaleznic, nawet w wiekszym stopniu niz pelnowartosciowe pokarmy.
        Jakby ludzkosc miala zaczac od poczatku ale zachowujac osiagnieta wiedze to pewnie by nie rozwinela rolnictwa w kierunku zbozowym.

        Odpowiedz
  • scape

    Jak miałbym żyć bez owsianki i otrębów ? Dlaczego pomija się tutaj zdrowotne właściwości owsa.. beta glukan, błonnik cała gama witamin i minerałów.. Sądzę, że owsianka ma zbyt dużo zalet aby z niej rezygnować.

    Odpowiedz
    • barja

      Myślę, e zboża zrobiły taką karierę z powodu łatwego przechowywania. Zywe zwierzę uciekło, martwe się rozkładało a zboże można przechowywać lata, vide historia Józefa w Egipcie.

      Odpowiedz
  • pit

    Witam,
    Po kilku artykułach tego typu człowiek ma totalny mętlik w głowie.
    Jedni piszą „jedz to, nie jedz tego”, drudzy piszą na odwrót.
    Nie jestem biochemikiem ani lekarzem aby sprawdzić jak np. pszenica wpływa na organizm.

    Akurat pszenicy to i tak nie jem, ale jem np. wyroby z żyta.
    Wcześniej przeczytałem artykuł o cholesterolu.

    Ja rozumiem, że mainstream „sprzeda” nam wszystko żeby zarobić, ale dochodzimy do takiej paranoi, że równie dobrze mogę powiedzieć: skoro w tv mówią, że A to B, to tak naprawdę A to B, bo oni wiedzą, że my im nie uwierzymy w to, że A to B.

    Po prostu masakra, chyba jestem już zmęczony tymi wszystkimi teoriami…

    Odpowiedz
    • timbuktu

      zapraszam Cię i wszystkich zainteresowanych tematyką własnego zdrowia na portal http://www.bioslone,pl
      Wiedza prozdrowotna bez ściemy, z ludzkiej życzliwości udostępniona publice, zero komercji, na forum masz świadectwo prawdziwości tej „teorii” a także otrzymasz wsparcie.

      Odpowiedz
  • PM

    Bioslone to setka i śmiech na sali. Żryj tłuste mięso, zagryzaj surówką, pij jakieś siki-mikstury, koktajle, co ciachają jelita i wyzdrowiejesz, bo tak nakazuje guru – Mistrz Józek. Szkoda słów.

    Co do artykułu, sam nie jem chleba, ale do wszystkiego w tych czasach trzeba dystansu, przecież teraz nawet powietrze jest toksyczne.

    Odpowiedz
  • PM

    Aha, wsparcie na Bioslone?

    Godne pożałowania.

    Prędzej Cię zjedzie, jakże trafnym dowcipem, naczelny spamer Skorpion czy jak mu tam, albo zgani sam guru.

    Odpowiedz
    • Mateusz

      Uprzejmie proszę o komentowanie na ND treści artykułów tj. poruszanej problematyki i powstrzymywanie się od obrażania innych serwisów lub osób. Uczciwie uprzedzam, że kolejne tego typu „komentarze” będą blokowane, żeby nie zaśmiecały naszej strony. Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  • PM

    Cenzura powraca.

    Odpowiedz
  • bez_świnki_i_nabiału

    Dzięki za tłumaczenie.A ja skleciłem kilka takich słów.Przeczytajcie.

    Oj daleko odeszliśmy od tego co jedli nasi pradziadowie.
    Wmówiono nam diety różnego rodzaju.
    A powinniśmy trzymać sie tego co matka ziemia nam daje.
    Zwierzęta przez cale życie wcinają dwie rzeczy albo trawy albo mięso.I żyja i nie choruja.Te na wolnośći oczywiście.
    GLUTEN (najwiecej w pszenicy) oprocz wyżej opisanych dolegliwości wykryto że spożycie glutenu pogarsza stany psychiczne u ludzi ze schizofrenią.Jak i brak glutenu w diecie przyczynia sie do ich poprawy.
    Wyeksploatowali krowe do końca : mięso + hormony i taka krowina daja 9 litrów mleka i teraz ile z tego mozna narobić różnego rodzaju jogurtow,maslanek i innych trucizn.
    Wszystko sie sprzeda.W polskich supermarketach uginaja sie od tego pólki.I tak po jednej stronie świnka i wszystko z niej a po drugiej nabiał.Żyć nie umierać.
    Aaaa bym zapomnial w alejce na poczatku owoce cytrusowe (miejsce pochodzenia nie zawsze znane) tak jak by ktoś tego w polsce potrzebował.No i w zamrażarkach ryby hodowlane z Wietnamu,Afryki jak Panga,Tilapia,ryba maślana i inne tak zwane białe filety.Przy produkcji stosowane antybiotyki,środki bakteriobójcze i hormony a karmione wiadomo czym,mączki kukurydziano-sojowe. Smacznego.

    Odpowiedz
    • gwoli scisłości

      „Zwierzęta przez cale życie wcinają dwie rzeczy albo trawy albo mięso.I żyja i nie choruja.Te na wolnośći oczywiście.”
      Są zwierzęta wszystkożerne np. niedźwiedzie.
      Na wolności też chorują. Tyle, że nie chodzą do weterynarzy. :-)

      Odpowiedz
    • Joanna_

      Zwierzeta, na przyklad psy, nigdy nie choruja na zawal i nie dostaja wylewu, poniewaz to miesozercy. Czlowiek nie jest miesozerca. Roznice miedzy miesozercami a roslinozercami sa chocby takie:

      Wszystkie miesozerne maja:

      1. jelito okolo 3-krotnie dluzsze od calego ciala, co pozwala na strawienie miesa w szybkim tempie.

      2. Zeby pozwalajace na szarpanie miesa.

      3. Miesozercy oddaja cieplo przez na przyklad zianie, na ogol nie maja gruczolow potowych, tak jak czlowiek.

      4. Same sa w stanie syntetyzowac witamine C.

      Roslinozercy, w tym czlowiek:

      1. Maja jelito ok 12 razy dluzsze od dlugosci ciala. Mozna sobie wyobrazic co dzieje sie z miesem w tak dlugim jelicie.

      2. Nie maja zebow stworzonych do rwania miesa.

      3. Chlodza cialo przede wszystkim przez pocenie sie.

      4. Musza miec dostarczana z pozywieniem wit C

      Czlowiek nie jest miesozerca.

      Odpowiedz
  • Maximus

    Kolejny lekarz, ktory potwierdza teorie szkodliwosci produktow zbozowych a dietetycy swoje.
    Kolega „Sarap”, podobnie jak dietetycy, widzi inny ( wazniejszy) aspekt problemu kwestie ekonomiczna ale z innego punktu widzenia. Prosze sie zastanowic albo przeliczyc ile kosztuje leczenie jednego pacjenta z choroba cukrzycy I-go czy tez II stopnia.
    Najgorsze w naszym spoleczenstwie jest to, ze ludzie nie majacy kompletnie wiedzy na temat dietetyki czy tez medycyny maja zawsze najwiecej do powiedzenia. Kilka przykladow widzimy wyzej.
    A wystarczy tylko poczytac troche biochemii Harpera, ktora jest podstawa wykrztalcenia lekarzy aby moc samemu stwierdzic, ze o tym sie juz pisalo latami, malo tego powiedzmy minimum pol wieku temu stwierdzono szkodliwy wplyw „rolnictwa” na zdrowie czlowieka.

    Bardzo dobrze, ze znalazl sie kolejny lekarz, ktory nie boi sie mafii farmaceutycznej czy rolniczej i pisze na ten temat ksiazki.

    Bo odpowiedzcie sobie sami na takie pytanie: jezeli tak zdrowo, jak to owczesni dietetycy mowia, jemy to dlaczego spoleczenstwo jest bardzie chore niz 50 lat temu?

    Odpowiedz
    • scape

      Wybacz, ale nie wydaje mi się żeby ogól społeczeństwa odżywiał się zgodnie z obecnie obowiązującymi zaleceniami dietetycznymi – to po pierwsze.
      Po drugie: jeśli demonizujemy szeroko pojęte ‚wytwory rolnictwa’ to czy nie należało by przy okazji wspomnieć jak wygląda obecnie przemysł mięsny? Ile mięsa jest w mięsie? :)
      Po trzecie: nie wydaje mi się aby popadanie w dietetyczne skrajności było korzystne(dieta wysokobiałkowa, wysokotłuszczowa, wysokowęglowodowanow), kluczowa dla naszego zdrowia jest równowaga i zróżnicowanie dietetyczne – badania przeprowadzone przez dr D.Ornish’a potwierdzają korzyści płynące z dietetycznego zróżnicowania.

      Odpowiedz
      • Mateusz

        Przykład dr Ornisha to akurat kontrprzykład w stosunku do tego, co postulujesz. Ornish jest znanym zwolennikiem bardzo radykalnej i skrajnej diety, ultraniskotłuszczowej i w zasadzie wegańskiej. Nie wiem, jak można nim uzasadniać potrzebę „zróżnicowania i równowagi dietetycznej”, o której piszesz, a które sama w sobie jest, moim zdaniem, pustym sloganem. Ornisha można nazywać zwolennikiem zróżnicowanej diety chyba tylko po to, aby promować pod tym hasłem weganizm.

        Odpowiedz
      • Dawid Wtorek

        „Moderation has been called a virtue to limit the ambition of great men, and to console undistinguished people for their want of fortune and their lack of merit.”

        Odpowiedz
  • scape

    Dr Ornish dopuszcza stosowanie chudego nabiału oraz spożywanie rybiego kwasu tłuszczowego Omega3 , więc trudno nazwać proponowaną przez niego dietę wegańską. Mam nadzieję, że dostrzegasz różnicę? Poza tym chodziło mi przed wszystkim o badania, które prowadził dr Ornish, które dotyczyły zmiany stylu życia, a to nie tylko dieta – również regularna aktywność fizyczna, medytacja jako technika radzenie sobie ze stresem oraz dieta. Program ten należy rozpatrywać całościowo wraz ze zróżnicowaną dietą. Rezultaty tych badań potwierdziły prozdrowotne działanie ‚protokołu dr Ornisha’
    http://edge.org/3rd_culture/ornish08/ornish08_index.html

    ps . Poza tym nie jestem za tym aby zbyt rygorystycznie trzymać się jakiejkolwiek diety, sposób w jaki się odżywiamy powinien być dopasowany do potrzeb naszego organizmu – moim zdaniem Ornish wskazuje dobry kierunek, a nie gotową receptę

    Odpowiedz
    • Mateusz

      Rzeczywiście wielka różnica. „Dr Ornish dopuszcza stosowanie chudego nabiału i spożywanie rybiego kwasu tłuszczowego Omega3″? To naprawdę łaskawość z jego strony … mógłby przecież i tego nie dopuszczać.

      Odpowiedz
  • pit

    Witam ponownie.

    Powyższe komentarze potwierdzają, to o czym pisałem wcześniej.

    Wszelkiej maści teorii i technik jest tyle, że nie wiadomo, która jest ok i którą wybrać. Jeden mówi „jedz to”, drugi mówi „jedz tamto”, wszystko oczywiście udokumentowane wynikami badań, publikacjami, wypowiedziami ludzi itp. Skąd mam wiedzieć, kto ma rację?

    Oczywiście ktoś powie – masz rozum, zastanów się.
    Ale ja nie jestem chemikiem/biologiem, nie znam się na tym.
    Zakładam tylko, że to co puszczają w tv, ale nie jestem w stanie analizować każdej diety/teorii jaką wynajdę w sieci (nie żebym szukał… to tylko taki przykład).

    Mam sporo znajomych, którzy po prostu „dali sobie spokój”.
    Ogrom informacji ich przytłacza, a i tak nie mają pewności, że droga którą pójdą jest właściwą…

    Brak autorytetów obiektywnych (zostały rozmienione na $$$) powoduje, że ludzie po prostu spuszczają głowę i dają sobie święty spokój.

    Pzdr.

    Odpowiedz
  • FoS

    @pit

    Ja mam taki sam problem, ale uwazam ze nie trzeba byc wyksztalconym w naukach biogicznych aby moc ocenic wplyw danej filozofii zywienia na sobie. Zadne opublikowane badania nie zastapia empircznego podejscia do indywidualnego, własnego organizmu. Uwazam ze nie ma jednego rozwiazania żywieniowego, które jest optymalne dla wszystkich, we wszystkich etapach życia, czy we wszystkich stanach zdrowia. Ja próbuje różnych „filozofii” (może to nieodpowiednie słowo, ale inne nie przychodzi mi do głowy), obserwuje jej wpływ na mój organizm, libido, tężyznę fizyczną i inne. Długi i żmudny proces, ale warto, no i wiedzę można przekazać potomkom, którzy już będą mieć łatwiej :)

    Odpowiedz
    • air

      [i]Długi i żmudny proces, ale warto, no i wiedzę można przekazać potomkom, którzy już będą mieć łatwiej [/i]
      O ile beda zainteresowani i beda chcieli sluchac…
      Ktos wczesniej napisal, ze watbi jakoby wiekszosc ludzi odzywiala sie zgodnie z zaleceniami – to prawda (moze to i lepiej). Osobiscie uwazam, ze dzieje sie tak z kilku powodow. Po pierwsze wiekszosc idzie do sklepu i kupuje to co jest na polkach, niejednokrotnie kieruja nimi wzgledy finansowe. Po drugie swiadomosc – znikoma. Dodatkowo zamieszanie jakie wprowadzaja rozne media gloszac wyrywkowo – chwalac, lub ganiac nowe lub stare teorie. Sam zauwazam jakie poglady maja w tej materii moi znajomi. Zawsze mowie, ze to tylko teorie i problem o wysokim stopniu zlozonosci i konieczne jest dodatkowo uwzglednienie kwestii osobniczych.
      Sam tez jak kolega wyzej – testuje. Bardzo sobie chwale diety low carb i ogolnie sklaniam sie ku pogladom np. Taubes’a – czuje, ze ten model mi sluzy. Moze dla kogos bedzie to cos innego w zaleznosci na przyklad od wrazliwosci insulinowej – model z ‚wysokimi weglami’.
      Bardzo jestem ciekaw jak wplyneloby na mnie wyeliminowanie pszenicy…

      Odpowiedz
  • Teresa Stachurska

    Sarap 14.10.,

    nic złego się nie dzieje? Może coś dla przykładu – http://www.stachurska.eu/?p=2712 ?

    Odpowiedz
  • madaglus

    Rolę i znaczenie otrąb-czy są równie szkodliwe,czy rzeczywiście
    zawarty w nich błonnik ma tak cenne właściwości
    Ktore są lepsze pszenne czy owsiane-
    Owsiane mają ok.20 % blonnika a pszenne ponad 40 % i dodatkowo
    dużo więcej witamin z grupy B a kg owsianych to ok.15 zl a pszennych 10 ????

    Odpowiedz
    • scape

      Otręby owsiane mają zdecydowanie właściwości zdrowotnych niż pszenne, błonnik jest tylko jednym z wielu składowych otrąb. Otręby owsiane są bogate w β-glukan: organiczny polisacharyd, utrudnia syntezę i przyswajanie cholesterolu i tłuszczy, zmniejsza ilość przyswojonej glukozy oraz równoważy szczyt glukozy we krwi, a tym samym zapobiega występowaniu cukrzycy typu 2; betaglukan wspomaga również układ immunologiczny w walce z nowotworami,
      Obniża efektywną kaloryczność oraz indeks glikemiczny posiłku. Poza tym w owsie znajdziemy duże ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych, minerały, witaminy.
      http://zrzucanienadwagi.blox.pl/2010/09/Dlaczego-otreby-owsiane-lepsze-sa-od-pszennych.html
      http://nutrina.pl/blog/tag/otreby-owsiane
      Dla mnie osobiście otręby owsiane są znacznie smaczniejsze niż pszenne i to jest dla mnie najważniejsze :)

      Odpowiedz
      • Łoś

        A tak zapytam bo zdajesz sie być kumaty, podwyższony cholesterol to skutek czegoś tam czy przyczyna problemów?

        Odpowiedz
  • Teresa Stachurska

    Ktoś tu o cukrzycy mówił? A wiedział – http://www.stachurska.eu/?p=5530 ?

    Odpowiedz
  • czarnarzepa

    wg mnie Nowa Debata wpada w tym temacie pułapkę, którą sama tępi w innych tematach: tzn. budowania „pięknej” i ogólnej teorii w oparciu o wycinkowe dane, które do tego nie uprawniają. faktycznie, pszenica jest chyba najbardziej alergizującym zbożem, które może sprawiać kłopoty (np. otyłym i przy wielu schorzeniach). ale są jeszcze inne zboża. jakieś zarzuty dla żyta? dlaczego większość ludzi nie tolerujących pszenicy, spokojnie toleruje orkisz (mimo, że zawiera podobne związki)? oprócz genetycznych modyfikacji, główną przyczyna szkodliwości pszenicy jest wcześniejsze spożywanie dużych ilości rafinowanej (białej) mąki oraz jedzenie produktów ze zjełczałej (starej) mąki (prawdopodobnie większość mąki na rynku – ziarna powinny być mielone na krótko przed przygotowaniem chleba). jedzenie oparte o zboża to przetestowana przez setki, czy tysiące lat dieta, która służy zdrowiu (patrz również wiele przetestowanych przepisów naturalnej medycyny). główny problem tkwi w przemysłowych praktykach z ostatniego stulecia, a nie generalnie w zbożach.

    Odpowiedz
    • Mateusz

      Sebastian, to nie Nowa Debata tylko Davis. Ale nie tylko on. Na przykład cała hipoteza paleo opiera się na odrzuceniu zbóż jako jednego z najgorszych pokarmów dla człowieka. Ja wiem że tu nie ma zgody, ale poważnych badaczy zwolenników tej hipotezy nie brakuje, podobnie jak literatury medycznej, ale również antropologicznej, historycznej itp. I w tym ujęciu nie chodzi to czy chlebek jest z takiej czy innej mąki, czy jest wypiekany w takim czy innym piecu, tradycyjnie „jak nasze babcie” ze sprawdzonej lokalnej piekarni, czy też nowocześnie jak dziś, bo problemem fundamentalnym są same zboża i ich wpływ na nasze zdrowie. I masz rację – niektórzy tolerują zboża. Ale chyba nie po to coś jemy żeby to tolerować. Różne toksyny tolerujemy, różni ludzie w różnych dawkach. Problem w tym, że zboża promowane są (głównie za sprawą silnego lobby rolniczego) jako „zdrowa żywność”, którą nie są. Stały się podstawą „zdrowej piramidy żywieniowej”. A jeśli chodzi o mądrości ludowe to na przykład Weston Price pisał, że w kulturach tradycyjnych zboża były zawsze poddawane różnym formom detoksyfikacji przed spożyciem. Ot taka mądrość ludowa. Często je się to, co jest dostępne, żeby nie umrzeć z głodu. I z całym szacunkiem do medycyny naturalnej (nie do końca wiadomo co się pod tym dzisiaj kryje, tak jak pod „żywnością ekologiczną”), to jednak chciałbym zobaczyć jakieś niezależne badania kontrolowane (nie obserwacyjne) potwierdzające prozdrowotny wpływ zbóż, zwłaszcza w długiej perspektywie. Bez tego Twoja teoria o zdrowotnych właściwościach zbóż też staje się piękna i ogólna a do tego nawet nieco sentymentalna, oparta na tęsknocie za smakiem babcinych wypieków… mniam mniam, aż mi ślinka pociekła ;-) Pozdrowienia!

      Odpowiedz
    • Dawid Wtorek

      Zboża weszły do naszej diety dopiero ok. 10 000 lat temu.Nie pisz więc, że jest to „sprawdzona od setek tysięcy lat część naszej diety”.

      Odpowiedz
    • Ebe

      Żyto, owies, pszenżyto, pszenica mają to do siebie, że zawierają gluten, który w głównej mierze jest sprawcą chorób. Przykładowo zatyka kosmki jelitowe, jest lektyną pokarmową. A w pszenicy jest go najwięcej. Co wcale nie znaczy, że inne zboża mogą być podstawą naszej diety.
      Dodatkowo oprócz glutenu jest jeszcze parę innych związków, które nie są zbyt przyjazne dla naszego organizmu.
      Ja od roku stosuję się do zaleceń zawartych na http://www.bioslone.pl i powiem tylko tyle, że żałuję ze tak późno tam trafiłem bo mogłem uniknąć parę nieprzyjemnych dolegliwości. Szczerze polecam.

      Odpowiedz
  • Maciek

    Wszystkie zboża są oczywiście szkodliwe – tyle, że jedne bardzo, drugie jeszcze bardziej.
    Oczywistym jest, że ludzie o wysokiej wartości biologicznej mogą całkiem nieźle ciągnąć nie tylko na zbożach, ale również na fast foodach, papierosach, alkoholu, etc. Są palące babcie, które dożywają setki. Ale to jeno wyjątek potwierdzający regułę.
    Reguła jest taka, że ludzie w ciągu jednego pokolenia mogą się bardzo negatywnie zmienić, patrząc na całe zbiorowości – Weston Price to pokazał. Wystarczy porównać piękne harmonijne twarze dawnych tradycyjnych Indian, proste białe zęby bez próchnicy z tymi, którzy przeszli na zachodni model żywienia.
    Po odstawieniu zbóż multum ludzi nie tylko osiąga szczupłe sylwetki, ale także pozbywa się licznych chorób, mniej poważnych i bardziej poważnych.
    Ale zboża to nie wszystko. Mleczne też są problematyczne dla wielu ludzi. „Przemysłowe” mięsa to też tragedia. Tylko dzikie i „grass-fed” zasługują na uwagę. Tylko dzikie tłuste morskie i oceaniczne ryby z dołu łańcucha pokarmowego zasługują na uwagę.
    A co jako źródło węglowodanów? No głównie warzywa i owoce, ekologiczne najlepiej, a a jeszcze lepiej dzikie. Też trochę dobrego miodu z pierzgą czy plastrów.
    Co do medycyny naturalnej – niektóre przepisy są oczywiście warte uwagi, ale wiele też tam szkodliwych zaleceń.

    Odpowiedz
    • Dawid Wtorek

      „Perfection is impossible but in striving for it you will find excellence.” -zdaje mi się, że to dobrycytatdotegocopowiedziałeś. Powinniśmy wiedzieć w jakim kierunku dążyć, jednak nie popadając w skrajność typu „nie dotknę mięsa ze sklepu”.

      Odpowiedz
    • krystyna

      Dokkładnie też tak uważam.

      Odpowiedz
  • niunia

    Jako stara celiaczka mogę powiedzieć, że na własnym organizmie przerobiłam „dobrodziejstwa” pszenicy i pełnoziarnistości. I nabiału.
    Moja teoria jest taka, że dopóki zboża były bliższe trawom i jedzono niskoglutenowe paćki, czy placki wszystko było ok. Jakiekolwiek były przyczyny – obowiązująca piramida zdrowia jest niewątpliwie piramidą bzdury.

    Odpowiedz
  • Ania

    witam
    ciekawy artykuł ale co z ŻYTEM? nie ma o nim ani słowa???
    ….
    dziękuję :)

    Odpowiedz
  • jugger

    Wiadomo cos na temat tego, czy ta ksiazka sie ukaze w Polsce?

    Odpowiedz
  • jagna

    No to, co z tym żytem? Rozumiem, że Amerykanie go nie znają, ale może ktoś mógłby się na jego temat wypowiedzieć. Od pewnego czasu piekę sama żytni chleb na zakwasie, nie dodaję mąki pszennej. Czy jest on zdrowy, czy niezdrowy? Żyto jest modyfikowane, czy nie?

    Odpowiedz
    • Krokodyl

      Z żytem może być różnie. Ja nie mogę jeść żyta i pszenicy ( problemy z układem trawiennym, opryszczka i wiele innych). Natomiast moja żona nie toleruje tylko pszenicy, może natomiast jeść chleb żytni na zakwasie. Dzięki diecie bezpszenicznej wyleczyła się z alergii wziewnej, a było już tragicznie , tabletki niewiele pomagały i zużywała dziennie duży karton chusteczek. Parę innych dolegliwości też samoistnie ustąpiło.
      Zrobiłem również eksperyment na własnych kotach. Wyrzuciłem z diety wszystkie chrupki które zawierają pszenicę. Efekt to dwa otyłe koty znacznie schudły.

      Odpowiedz
  • schle

    Dieta proponowana prze Davisa jest dokładnie taką samą dietą jaką przebadał na sobie i poleca nasz dr Kwaśniewski. Jan Kwaśniewski. Stosuje ją od dwóch miesięcy i skutki są zadziwiające. Brak ciągłych bólów brzucha, biegunek, bolącej wątroby, ciągłego niedospania, brak problemów ze skórą. Nie męczę się przy bieganiu, jeździe na rowerze (znacznie wydłużył się dystans jazdy), brak „ściany biegacza”.

    Odpowiedz
    • vcom

      cześć, ja stosuję od 14-tu lat dietę tłuszczową choć z przerwami i różną dokładnością (mam 43 lata). Na pewno przez ten czas mogę powiedzieć że moja dieta jest niskowęglowodanowa.
      Wyniki HDL/LDL są bardzo dobre – chociaż oczywiście reagują od razu kiedy mamy okres „luzowania”. To luzowanie polega na większej ilości napojów chmielowych (ile tam pszenicy!) itp.
      Od ok 3 lat uprawiam więcej sportu (głównie bieganie). Na pierwszym maratonie nikt nie dawał mi szans na dobiegnięcie bez wzbogacenia diety o węglowodany. Oczywiście okazało się to mitem. Długoterminowy wysiłek oparty jest na pobieraniu energii z gromadzonych tłuszczów a niektóre węglowodany i białka są potrzebne w procesie produkcji energii – trzeba je uzupełniać podczas wysiłku (batony, isotoniki).
      Ostatnio zrobiłem kompleksowe badania kardiologiczne – lekarz pogratulował wyników i trybu życia.
      Najciekawsze jest to że tak naprawdę zdrowa dieta roślinna, wręcz wegańska przynosi podobne efekty, chociaż organizm musi się dostosować do przetwarzania roślin. Kluczem jest wybór źródła energii dostarczanej do organizmu – jeśli to będzie tłuszcz (zwięrzęcy albo roślinny) oraz cała reszta będzie zbilansowana i zdrowa (naturalna, nieprzetworzona) – to wydaje się, że następują niezwykłe zmiany w organizmie: z jednej strony uleczanie dolegliwości z drugiej wyraźne podniesienie możliwości fizycznych i umysłowych.

      Polecam np. ciekawą książkę „Ukryta siła” Rich Roll – historia człowieka, który w wieku 40 lat stał się ultramaratończykiem a był grubaskiem bliskim zawału. Co ciekawe w pierwszej fazie przemiany przeszedł na wegetarianizm oparty na zbożach (i snakach) i zakończyło się prawie katastrofą. Dopiero wprowadzenie zdrowej żywności z wyłączeniem zbóż z dodatkiem tłuszczów roślinnych zmieniło jego zdrowie i życie. Więcej http://www.richroll.com.

      A jak ktoś dostaje wysypki na słowo „weganizm” (bo rymuje się z „komunizm” :) ? ) to polecam poszukać więcej o diecie opartej na tłuszczach zwierzęcych.

      Dla zagubionych w tych wszystkich teoriach MOJE bezpieczne wnioski wydają się takie:

      - zdrowa żywność (nieprzetworzona, ekologiczna)
      - mało węglowodanów (jak już to złożone, pochodzące ze zdrowej żywności)
      - energia z tłuszczów roślinnych lub zwierzęcych wg upodobań

      PS. Uwaga: browar to też węglowodany ze zboża! ;)

      Pozdrawiam i zdrowia życzę

      Odpowiedz
  • Hania

    Autor obala mit, że pełnoziarniste produkty są zdrowe, opisując skutki jedzenia przetworzonych produktów opartych na oczyszczonej i bogatej w gluten pszenicy? Absurd!
    To tak jakby mówić, że śledź jest niezdrowy, bo ktoś zatruł się krewetkami…

    Jest wiele produktów pełnoziarnistych nie zawierających glutenu lub ubogich w ten rodzaj białka. Co do samej pszenicy ciągle przy odrobinie wysiłku można kupić mąkę z jej starych odmian. Na pewno przez internet dostępna jest płaskura i samopsza (jak również wypiekane z niej pieczywo), a masowo w sklepach orkisz. Wystarczy poszukać. Poza tym oprócz ogólnodostępnej oczyszczonej mąki pszennej mamy wybór w postaci pełnoziarnistej mąki typu 1850 (Graham). Niestety mało kto interesuje się tym co je. Dla większości chleb to chleb i tyle. Z byle jakim, słonym plastrem wędliny i śniadanie gotowe. I drugie śniadanie również. A niejednokrotnie tak wygląda i kolacja… Przy takiej diecie nie można być zdrowym! A z czego zrobiony jest ten chleb, to już nie ma znaczenia. Byle tanio.

    Ryż, kukurydza i proso też nie zawierają glutenu, więc nie widzę powodu, żeby tak demonizować. Nie wszystkie zboża są złe. Poza tym nie każdy cierpi na nietolerancję glutenu.

    Odpowiedz
  • Bronisław

    Nie będę wdawał się w polemiki z internautami na temat diet.Mam 72 lata na diecie Kwaśniewskiego jestem 16 lat mogę swoje spostrzeżenia na ten temat napisać .Kiedyś jeszcze przed obecną dietą trapiły mnie różne dolegliwości ,wysokie ciśnienie , otyłość wysoki holesterol podwyższony poziom cukru we krwi,mimo że prowadziłem sportowy tryb życia,biegi ,gimnastyka niewiele to pomagało.O diecie Kwaśniewskiego wiedziałem już wcześniej dopiero po przeczytaniu jego książki DIETA OPTYMALNA postanowiłem spróbować.Już po miesiącu w moim organiżmie zaszły zmiany ,straciłem na wadze 5 kg,unormowało się ciśnienie,dziś mając 72 lata moja waga w granicach 75-78 kg,wróciła sportowa sylwetka nie mówiąc dobrym samopoczuciu,nie trapią mnie choroby.Ostatnie moje kompleksowe badania,krew , mocz , prostata ekg,ciśnienie, usg, prześwietlenie wszystko w normie ,nawet p. doktor była zaszokowana wynikami.Moja dieta naprawdę tłusta rano pół litra podgrzanej wody niegazowanej ,sniadanie 6 żółtek jajecznica na boczku,chleb żytni symboliczne ,pasztet, żółty ser do tego gorzka herbata,obiad podobnie sztuka tłustego mięsa,kapusty,surówki ,jeden ziemniak lub frytki na maśle lub smalcu pół litra rosołu.Wieczorem orzechy słonecznik lub coś co ma błonnik,,zero cukru, słodyczy , kawa, gorzka czekolada.Nie mam zamiaru nikogo namawiać,każdy decyduje za siebie.Czytam uwagi zamieszczane na necie jak też artykuły na temat żywienia .Artykuł PSZENICZNY BRZUCH skłonił mnie do zajęcia stanowiska w tej sprawie.

    Odpowiedz
    • MEA

      Zgadzam sie z Panem Bronislawem, dieta dr. Kwasniewskiego jest znakomita, Bliskie mi osoby skazane przez medycyne konwencjonalna na smierc zyja dzieki tej diecie.
      W ogole znakomity tekst i warty rozpowszechniania, to kolejny dowod na to, ze dieta niskoweglowodanowa jest najzdrowsza dieta. Na potwierdzenie powyzszego tekstu polecam goraco ksiazke Wolfganga Lutza „Zycie bez pieczywa”, gdzie doktor opisuje wlasna droge do zdrowia i uzdrawianie swoich pacjentow dieta wysokotluszczowa i odstawieniu pieczywa.

      Odpowiedz
  • JoAnna

    Ja mam celiakię, więc nie mam problemów z pszenicą. natomiast mam problem z zakupem bezglutenowych produktów. Bo gluten jest we wszystkim, od jogurtów po wędliny.

    Natomiast jest faktem, że nie mam problemów z wagą, odkąd nie jem chleba, makaronów i innych mącznych produktów, od których tyłam, choć i tak jadłam ich niewiele.

    Odpowiedz
  • Magda

    W pszenicy jak i w innych popularnych zbożach chodzi nie tylko o ich obecną modyfikację genetyczną, ale przede wszystkim o zawartość glutenu, na który, jak wynika z najnowszych amerykańskich badań, większość z nas ma alergię lub nietolernację. Chodzi o to, że te podstawowe zboża (pszenica, żyto, jęczmień) są stosunkowo nowym pokarmem w naszej diecie i poprostu niezdążylismy jeszcze (a raczej nasz organizm) nauczyć sie je odpowiednio trawić i przyswajać. Stąd wynika wiele współczesnych chorób. A składniki odżywcze zawarte w tych zbożach można spokojnie pozyskiwać w łatwy sposób z innych źródeł. W samych Stanach Zjednoczonych i w Zachodniej Europie jest juz na ten temat o wiele większa świadomość a zdrowa dieta bezglutenowa coraz bardziej popularna. Zapraszam wszystkich zainteresowanych tym tematem na Zero Glutenu.

    Odpowiedz
  • Danuta

    Odkrylam swego czasu diete Dukana – proteinowa czyli w ostrej postaci zero weglowodanow. Czyli sila rzeczy bezpszeniczna. Po pierwsze – stosujac ja przez tydzien na wczasach odchudzajacych schudlam 3.5 kg, czujac sie swietnie.
    Nie stosuje jej na co dzien, nie stosuje odmian posrednich. Natomiast stosuje systematycznie jeden dzien z ostrym Dukanem tygodniowo. Musze powiedziec, ze w te dni czuje sie swietnie!
    Przeczytawszy wywiad stwierdzam, ze cos musi byc na rzeczy…

    Odpowiedz
  • Anna

    Witam,
    Jestem technologiem żywności i dietetykiem (czynnym zawodowo oczywiście) i nie czuję członkiem „aparatu państwowo-medyczno-dietetyczno-farmaceutycznego”. Od lat edukuję żywieniowo i wzbudzam kontrowersje narażając się środowisku zawodowemu, ponieważ poglądami odbiegam od większości polskich standardów dietetycznych. Przykro jest, kiedy odnosi sie wrażenie, że zbawią żywieniowo nas amerykańscy lekarze. Z przykrością stwierdzam, że brakuje mi polskich realiów w artkule. Z równie wielką- może jeszcze większą- przykrością muszę powiedzieć o tym, że lekarze przez lata nie mieli dietetyki w programie swoich studów. Wysnuwają więc różne teorie, na które niemal natychmiast pojawia się odpowiedź w postaci koncenów farmaceutycznych. Dietetyka miała za zadanie zawsze stawiać na prostotę i funkcjonalność pokarmu (nie mylić z żywnością) i dostosować ją do potrzeb danego człowieka. Dietetyk kompetentny będzie zawsze stał w kontrze do lekarza i farmaceuty. Cieszę się, że coraz więcej lekarzy po latach praktyki przychodzi do mnie i mówi wrost, że po latach pracy z pacjentami są w szoku, że cos takiego jak odpowiednia dieta jest w stanie pomóc skuteczniej niż leczenie farmakologiczne. Chciałam napisać zdanie podsumowania, ale tego nie zrobię, niech każdy sam uczciwie przyzna przed sobą, że w każdej dziedzinie nauki są specjalisci (choć to słowo się „wyświechtało” niestety) i tacy, ktorzy po prostu weszli w zawód i w nim bezmyślnie tkwią. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Jarvis

    Jak można nabrać się na dietę optymalną? Przecież te złote proporcje są tak samo idiotyczne jak opychanie się glutenem i marketowym nabiałem z probówki. Oczywiście to pytanie retoryczne – wystarczy nie mieć wiedzy o zdrowiu i funkcjonowaniu organizmu. Tak więc polecam zacząć słuchać tego, który wie wszystko najlepiej, obalając idiotyczne teorie legionów nałukowców i medycyniarzy – ORGANIZMU.

    http://www.bioslone.pl to jedyne miejsce gdzie nacisk położony jest na zdobycie wiedzy oraz słuchanie własnego organizmu, a nie na słuchanie idiotów.

    Odpowiedz
    • MEA

      Ojojoj, ale ktos sie zdenerwowal, a tu nie ma czym i nie ma powodu! Od razu idioci, medycyniarze, teoretycy. Trzeba poznac najpierw zeby pisac o czymkolwiek, czy to teoria tylko czy moze jednak nie. Pisanie o kims nie jest merytoryczne w kontekscie tego artykulu. A wszelkie epitety swiadcza raczej o piszacym a nie opisywanym! Dieta Optymalna jest znaakomita, jesli wlasnie zachowuje sie proporcje i nie odstepuje od zasad. Te „idiotyczne zlote proporcje” sa wziete z natury, bowiem nawet zwykle jajo, ma proporcje tluszczu i bialka, dokladnie takie jakie sa w diecie optymalnej. Czyli jest to doskonala ilosc i bialka i tluszczu dla wyzywinia zdrowego i doskonalego kurczatka. Sluchanie wlasnego organizmu jest wspaniala umiejetnoscia lecz niewielu ja posiada w swiecie zdominowanym przez media glowneg nurtu, ktore praktycznie angazuja sie w kazda dziedizne zycia ludzkiego, doradzajac co jest dla tegoz czlowieka najlepsze. Zdobywanie wiedzy nie jest zagwarantowane zadnym portalem, bo zalezy od poziomu swiadomosci osoby szukajacej informacji!

      Odpowiedz
  • Bartek

    @MEA, możesz z łaski swojej stosować się do NETYKIETY i używać polskich ogonków. Czy wiesz ile czasu człowiek traci jak ma przeczytać tekst nie w normalnym tempie? Dodatkowo traci się czas za każdym razem na pisanie tekstu takiego jak ten teraz. Naciskaj ten ALT i nie bądź leniem.

    Odpowiedz
    • MEA

      Bartek, leniem jest ten kto uwaza, ze na cos traci czas… Niepotrzebnie mnie tez zaszufladkowales…to nie kwestia nie naciskania ALT. Nie mam polskiej klawiatury i raczej miec nie bede. Jesli moja wypowiedz bedzie dla kogos interesujaca to nawet nie zauwazy braku „polskich ogonkow” Pozdrawiam

      Odpowiedz
  • Ala

    Również czekam na czyjąś „sensowną” wypowiedź w kwestii żyta

    Odpowiedz
  • Emilia

    No ok, wszystko ładnie, pięknie, ale nie zapominajmy, ze to właśnie dzięki rewolucji neolitycznej – rozpowszechnieniu rolnictwa i uprawy zbóż możliwy był rozwój cywilizacji. Również uważam, że problem nie leży w zbożach jako takich, ale w ich współczesnych modyfikacjach genetyczny i o wiele większej zawartości glutenu w dzisiejszej „pszenicy”.

    Odpowiedz
  • Ewa

    Dieta orkiszowa Świętej Hildegardy z Bingen – oparta jest na „przodkach”pszenicy( orkiszu) i pomaga wielu ludziom, wiele osób o niej pewnie słyszało. We współczesnej dietetyce biała mąka i przetwory z niej nie są mile postrzegane , ale jeśli chodzi o pełnoziarniste produkty zbożowe są zalecane.

    Odpowiedz
  • Teresa Stachurska

    Pełnoziarnste zawierają więcej popiołu? Orkisz na rynek trafił za szerokim wsparciem marketingowym i co w nim jest (patrz pszenica) nie wie nikt.

    Dla osób na diecie wysokotłuszczowej produkty zbożowe pożądane nie są – http://www.stachurska.eu/?p=3383 .

    Na wysokowęglowodanowej też bez przesady – http://www.stachurska.eu/?p=10999 .

    Odpowiedz
  • Martyna

    a ja mam pytanie i zastanawiam się czy ktoś mi będzie umiał odpowiedzieć, mam 24 lata i od 5 lat choruję na cukrzycę. zawsze byłam osobą bardzo szczupłą jednak nigdy nie dbałam o dietę(produktów mącznych jem dość dużo), ale za to dużo się ruszałam. po zachorowaniu dość mocno dbam o dietę, wychodząc ze szpitala i z każdej wizyty u diabetologa, lekarz przypomina mi żebym nie wpadła na głupi pomysł i nie odstawiała węglowodanów bo muszę brać zastrzyki! nie wiem jak to się ma do diety bez pieczywa, na śniadanie ryż? ziemniaki? coś z węglowodanami skoro muszę wziąć insulinę?

    Odpowiedz
    • MEA

      Witaj Martynko,
      zainteresuj sie jak leczy cukrzyce (kazdego stopnia) dr. Kwasniewski swoja Dieta Optymalna. Weglowodany ktpre spozywasz to cukry. Dlatego nie masz szans na wyjscie z choroby. trzeba jesc minimalna ilosc weglowodanow (wystaczy 70 gram dzienne -rownowazne jednej kromce chleba, jako dzienna porcja weglowodanow) Za to sporo tluszczy (zoltka, smalec, maslo, ….
      Polcam Ci ksiazke „dieta Optymalna” lub „Tluste zycie” – obie autorstwa dr. Jana Kwasniewskiego, Lub „Zycie bez pieczywa” Wolfganga Lutza, ktory takze leczyl cukrzykow wlasnie stosujac diete tlusta! Ksiazki dr. Jana Kwasniewskiego sa napisane bardzo przystepnie „pochloniesz” je bardzo szybko. Tlumaczy w sposob bardzo jasny dlaczego tluszcze powoduja regulacje pracy watroby,trzustki, jak to sie dzieje, ze obnizaja poziom cukru itp. I jesli tylko zastosujesz sie do zalecen przez tydzien zauwazysz roznice! Jeszcze tylko dodam, ze obecnie konwencjonalne leczenie cukrzycy wlasciwie nie jest kuracja, jest utrzymywaniem pacjentow przy zyciu i przywiazaniem ich na wieki do regularnych wizyt w gabinetach lekarskich bez nadzei na poprawe. Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz
    • ziuta

      Eliminując węglowodany, masz szansę wyeliminować insulinę.

      Odpowiedz
    • Teresa Stachurska

      Coś dla przykładu:

      - Cukrzyca – http://www.stachurska.eu/?p=7710

      - Cukrzycę można wyleczyć – http://www.stachurska.eu/?p=5530

      - Nowa dieta dla diabetyka – http://www.stachurska.eu/?p=12340 (mainstreamowa)

      - Innej drogi nie ma – o prądach selektywnych i optymalnym żywieniu – http://www.stachurska.eu/?p=9905 .

      Odpowiedz
  • Teresa Stachurska

    Jeszcze: Żywienie przy dysfunkcji trzustki – http://www.stachurska.eu/?p=8897 .

    Odpowiedz
  • Barski

    No wlasnie ,dr Kwasniewski powinin miec satysfakcje .On o szkodliwosci produktow macznych mowil okolo 30 lat temu .Ja mu uwierzylem juz dawno i czuje sie dobrze .Cukrzyce mozna opanowac i kontrolowac pez insuliny i innych wynalaskow modernej medycyny w tej materi
    W Davis ma duzo racji

    Odpowiedz
  • gosia

    Jeśli chodzi o przypuszczenie, że pszenica genetycznie manipulowana została celowo uzbrojona w agresywniejsze formy glutenu i innych składników, to trudno sobie coś innego wyobrazić, wiedząc ile pracy potrzeba w genetyce, by coś osiągnąć.
    Pomysł osiągania dochodów i władzy poprzez szkodzenie odbiorcom produktów nieodzownych, jest stary jak świat. Jeden z jego przejawów możemy poznać w tzw. „Raporcie z Iron Mountain”, będącym od jego opublikowania nową biblią ludzi rządnych władzy i pieniędzy na całym świecie. Ten scenariusz realizuje się od pięćdziesięciu lat na naszych oczach. Niegdyś powoli, teraz w coraz szybszym tempie. Zalecam ciekawą lekturę:
    http://www.teachpeace.com/Report_from_Iron_Mountain.pdf

    Odpowiedz
  • leon

    Do admina:
    Pierwsze dwa z brzegu linki pod artykulem nie dzialaja, innych nie probowalem….
    **Jak szybko i łatwo zostać cukrzykiem
    **Dlaczego apetyt rośnie w miarę jedzenia

    Odpowiedz
  • Leonek

    Serdecznie witam,
    tekst, który miałem przyjemność przeczytać, jedynie potwierdza zaadność działania pewnego portalu:
    http://portal.bioslone.pl/piramida_zdrowego_odzywiania
    jako piramida żywienia, oraz ZZO ( zasady zdrowego odżywiania) na tym portalu.
    Pozdrawiam,
    Leonek

    Odpowiedz
  • Saba

    Jestem po lekturze książki Davisa. Zaskakująca i bardzo ciekawa. Zastanawiające, że autor pisze o różnych chorobach i – głównie – cukrzycowym wymiarze efektów jego diety. Niewiele, jak na kardiologa, porusza temat ewentualnego nadciśnienia u chorych. Ten aspekt ciekawi mnie szczególnie. Czy może to oznaczać, że na przykład taki rodzaj żywienia nie daje spektakularnych wyników w walce z nadciśnieniem właśnie? Pewnie, bardzo otyłe osoby miewające problemy z nadciśnieniem ze względu na wagę w dużym stopniu pozbywają się problemu chudnąc po prostu. Ale co z takimi, o których nadwagi właściwie prawie w ogóle nie ma, a istnieje problem nadciśnienia właśnie. Bo na przykład słynne żywienie optymalne w swoim założeniach ma „spadek ciśnienia”…Mają Państwo jakąś wiedzę jak to może być przy żywieniu bezpszenicznym?

    Odpowiedz
    • T'aiChi-nka

      @Saba
      Może nie ma wprost o nadciśnieniu, ale jest o zespole metabolicznym, a nadciśnienie tętnicze jest jednym z jego symptomów. Skoro dieta bez pszenicy (i bez glutenu ogólnie) łagodzi ten zespół, wpływa też pozytywnie na regulację ciśnienia.
      Nie skończyłam jeszcze czytać „Diety bez pszenicy” W. Davisa (czekam jeszcze na jego „Kuchnię bez pszenicy” – dostępna w październiku), ale to, co dotąd przeczytałam, bardzo do mnie przemawia (do mojej rodziny, w tym dzieci, też). Wprowadziłam dietę bez pszenicy, choć naprawdę trudno spotkać produkty niezawierające tych niekorzystnych składników (nawet gumy do żucia, pomadki, jogurty smakowe), ale naprawdę nie głoduje się eliminując to z diety. Ja polecam.

      Odpowiedz
  • Teresa Stachurska

    Saba,

    idźmy tym tropem. Rzecz w proporcjach B : T : W :

    - albo dieta wysokotłuszczowa – http://www.stachurska.eu/?p=3383

    - albo dieta wysokowęglowodanowa – http://www.stachurska.eu/?p=9928 .

    Wysokotłuszczowa to większy dostęp do ATP.

    Odpowiedz
  • ja46743

    Poniżej linki do międzynarodowych petycji przeciw Monsanto i GMO na stronach AVAAZ:

    http://www.avaaz.org/pl/monsanto_vs_mother_earth_loc/?slideshow

    http://avaaz.org/pl/save_the_bees_global/?fp

    http://www.avaaz.org/pl/bye_bye_bee_killers_poland/?fp

    http://www.avaaz.org/pl/stop_frankenfish_r/?fpbr

    https://secure.avaaz.org/en/stop_monsanto_nddon/

    Myslę że warto podpisać, tyle każdy z nas może zrobić, a korporacje przejmują sie swoim wizerunkiem i protestami.

    Odpowiedz
  • Danuta

    Dzien dobry,
    Bardzo sie przejelam tym artykulem i wyrzucilam totalnie wszystkie zboza glutenowe z diety. Przez miesiac patrzylam w sklepie na make i chleb jak na trucizne i omijalam szerokim lukiem.
    Po miesiacu stwierdzam, ze efekty byly zerowe – ani nie schudlam ani nie poprawilo mi sie jakos nadzwyczajnie samopoczucie – moze dlatego, ze zawsze je mam swietne… ;-) .
    Natomiast mojej Mamie (79 lat) bardzo ta dieta odpowiada i stwierdza jej dobroczynne efekty – chyba byla jakos lekko uczulona na gluten…
    Konkluzja: zaszkodzic nie zaszkodzi, ale pomoc moze. Trzeba po prostu sprobowac.

    Odpowiedz
    • T'aiChi-nka

      Mnie taka dieta odpowiada i pomaga, a odżywiam się w taki sposób (bez pszenicy i jako takiej skrobi w ogóle) trochę ponad tydzień. W połączeniu z ćwiczeniami (znaaaaacznie dłużej) T’ai Chi widzę pozytywne efekty: luźniejsze ciuchy (co najmniej 1 rozmiar, a niektóre „miejsca” nawet więcej), dobrze śpię, nie mam napadów głodu, nie ciągnie mnie w ogóle do słodyczy (uwielbiałam czekoladę gorzką). Zawsze czytałam skład produktów przed włożeniem do koszyka, ale teraz zwracam uwagę na to szczególnie. Na przykład wczoraj miałam kupić ketchup i tylko jeden się nadawał. Jeden – na kilkanaście różnych w sklepie. Z jogurtami, serkami z owocami itd. jest podobnie. Teraz widzę, jakie błędy robiłam, gdy byłam wegetarianką – jadłam za dużo nabiału i tzw. „pełnego” pieczywa. Moja dieta teraz jest bliska wegetarianizmowi, choć nie do końca, ponieważ dopuszczam od czasu do czasu drób i ryby. Jem świadomie i to głównie to, co rośnie w ogrodzie i sadzie (moim) z dodatkiem jajek, tłuszczów roślinnych i trochę drobiowo-rybnych składników.

      Odpowiedz
      • Leon

        Wróć całkiem na łono natury i przestań się wygłupiać z tym wegetarianizmem, dorzuć do tej swojej diety, źródła glicyny (kości skóra). Tzn gęste rosoły gotowane na nóżkach i skórze. W tej chwili masz dietę z przewagą metioniny (mięśnie, jaja) a powinniśmy jeść całe zwierzęta jak to czynili nasi protoplaści. Poprawia się skóra, elastyczności stawów itd.

        Dietę w której skład wchodzą jelita, skórki, chrząstki, świńskie nogi stosują mieszkańcy Okinawy jedni z najdłużej żyjących ludzi na ziemi. Jawie to przeczy temu, że mięso jest szkodliwe, żyje tam najwięcej stulatków na 1000 osób.

        Podejrzewam, że nie wyobrażasz sobie jedzenia „takich rzeczy”, więc możesz kupić sobie paleo żelatynę/kolagen.

        http://www.greatlakesgelatin.com
        http://www.upgradedself.com/proteins/collagen.html

        Rozrabiasz i gotowe.

        Eliminacja pszenicy z diety to najlepsze co można zrobić dla siebie, wiem po tym jak też to zrobiłem.

        Odpowiedz
        • T'aiChi-nka

          Napisałam, że moja dieta jest bliska wegetarianizmowi, a nie że jestem (bo już nie) wegetarianką. Poza tym wyobrażam sobie „taakie rzeczy”, ale za wieprzowiną generalnie nie przepadam, chociaż moja babcia robiła rewelacyjne „zimne nóżki”. Wolę jednak jagnięcinę (jeśli uda mi się zdobyć) i kupuję też, choć rzadziej, wołowinę (cielęcinę). Uprzedziłam jednak niezamierzenie Twój wpis i wczoraj kupiłam wieprzowinę na niedzielny obiad, a moja mama ma zrobić „nóżki” wg przepisu swojej mamy właśnie.

          Odpowiedz
          • Leon

            Normalnie TVN zyskał w moich oczach a już nie widziałem nic pozytywnego w tej telewizji.

            http://lifestyle.wp.tv/i,Pszenica-a-zdrowie,mid,1302054,index.html?ticaid=611566#m1302054

            To dobrze. że przestałaś sobie robić krzywdę:).

            Gotuję taki żelatynowy rosołek bogaty w glicynę raz na jakiś czas. Kości (cielęce), kości wieprzowe, nóżki, golonka, antrykot, imbir, czosnek, przyprawy od masali po curry, anyż, cynamon, (ale zawsze dużo) koto co lubi + ogromy gar, gotuję to na wolnym ogniu 10 -12 godzin, potem obieram dzielę na porcję i zamrażam. Mam idealną podstawę do zupy na szybko, rozmrażam porcję, daje warzywa i gotowe. Można też dać mleko kokosowe, liście kafiru, chili, limonę, kolendrę i 15 mam wypasiony orientalny obiad, można też jajko, kiełki, super cienki plastry dymki, grzyby shitake i sos sojowy, wychodzi trochę chińszczyzna. Smaków tyle co pomysłów, jak ktoś lubi makaron polecam shirataki (100 gr zawiera 0 B, 0 T, 0,3 W) można jeść do woli bez wyrzutów sumienia, choć 250 g 12 zł ale cóż, czysty bezkaloryczny błonnik masowo używany w Japonii.
            Ta zupka oprócz tego że rewelacyjnie smakuje to dobrze wpływa na stawy i ścięgna.
            Najwięcej jem wołowiny, choć ostatnio też sporo wieprzowiny. Kiedyś nie jadłem ale teraz mam dostęp do mięsa świń z wolnego wybiegu.
            Zwiększyłem ilość tłuszczu w diecie, coś na kształt diety Kwaśniewskiego i tak dobrze się dawno nie czułem. Nie podchodzę do tego zbyt fanatycznie i nie przestrzegam złotej recepty optymalnych (co za denna nazwa) BTW, skłaniam się raczej ku tłustemu paleo, uważam że kopiowanie odżywianie łowców zbieraczy to najbardziej sensowna rzecz jaką możemy zrobić. Jak mam dosyć tłustej diety to dorzucam trochę węglowodanów (ziemniaki/bataty rzadko coś z cieciorki bardzo rzadko), latem jak są owoce sezonowe to sobie nie żałuje.
            Jednak jesienią i zimą króluje w mojej diecie mięso i tłuszcz + sporo jajek, mało ale kalorycznie, wtedy . Nabiał lubię ale jem bardzo rzadko – szkodzi mi cerę:), jak już to tłuste sery.
            Oczywiście nie urodziłem się by cierpieć i od czasu jem poza paleo ale nie jam nic co mam pszenicę.

  • agata

    Polecam uwadze dwa krytyczne artykułu napisane przez naukowców polskich na temat ksiażek Davisa, zawarte w http://ppic.pl/index.php/rocznik-2013/674-listopad-2013.html, Bezpardonowy atak na chleb. Czy Grzegorz Lewicki to truciciel? – Henryk Piesiewicz oraz Wheat Belly. Dieta bez pszenicy? – Anna Diowksz

    Odpowiedz
  • ivka

    Odstawiłam pszenicę i nabiał na miesiąc i to przeszło moje oczekiwania…
    Nigdy lekarze nie proponowali zmiany diety, zawsze przepisują tabletki itp…może warto więc spróbować jeść zdrowo?

    Odpowiedz
  • Donata RUDZKA, Łódź

    PRAWIDŁOWA BIOLOGICZNIE, PROZDROWOTNA METODA ODŻYWIANIA:
    Tzw. dla współczesnego człowieka powinna akceptować wszelkie uwarunkowania naszej przyrody, ewolucją narzucone reguły. Stanowi to trudny problem, ale bez badań; krew, wydzieliny, wydaliny, pierwiastki włosa, jest to absolutnie niemożliwe.

    WTEDY MOŻNA TYLKO PRZERZUCAĆ SIĘ PSEUDO REGUŁAMI:
    Na węch i czucie, również przypuszczenia. Kto zada sobie trud i zbada jak podnosi się poziom cukru przy poszczególnych produktach, jaki jest wpływ tłuszczów i jak, tj. w jakiej ilości się odkładają, jak organizm oddziaływuje na rodzaje białek itd. to wyniki dla wszystkich ludzi są niemal identyczne ew. drobna skala technicznego błędu.

    A WIĘC; PRZY ZWALCZANIU WSZELKICH CHORÓB / OTYŁOŚCI, RÓWNIEŻ CUKRZYCY TYPU 2, WAŻNA JEST WIEDZA:
    Klasyfikująca pożywienie na kategorie uwzględniające zawartość tłuszczów, NISKICH WĘGLOWODANÓW, WYSOKICH WĘGLOWODANÓW; tj. tych które sprzyjają powstawaniu otyłości i cukrzycy typu 2, a które nie, oraz pozostałych składników. Stosunkowo prostym jest zaznajomić się z tabelami pożywienia wg tzw. INDEKSU ŻYWIENIOWEGO TJ. IŻ PRODUKTU. To wystarcza, aby samemu decydować o łatwym doborze składników swojej diety, co stanowi na szczęście, rozwiązanie trudnego problemu dotyczącego zwalczania obu chorób. Lekarz rodzinny zdecydowanie, też nam to potwierdzi.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz


© 2010-2013 Nowa Debata. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Przewiń w góre