Szaleństwo antydepresantów

6

W artykule pt. „Antidepressant Use Has Gone Crazy: Bad News From the CDC” („Nowe szaleństwo: leki antydepresyjne. Złe wieści od CDC”), opublikowanym na portalu pisma „Psychiatric Times”, psychiatra Allen Frances, szef grupy, która opracowała czwartą edycję klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, tzw. DSM-IV , omawia nowy raport amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób (CDC) poświęcony lekom przeciwdepresyjnym w USA. Dokument przynosi alarmistyczne dane na temat gwałtownego wzrostu ich spożycia. Okazuje się, że środki przeciwdepresyjne przyjmuje dziś aż 11% całej amerykańskiej populacji. Antydepresanty stały się trzecią najbardziej popularną kategorią leków, a w grupie wiekowej 18-44 lat są na pierwszym miejscu. Tylko w ostatnich 15 latach nastąpił 400% wzrost zastosowania tych środków. Według Allena przy obecnym systemie masowe nadużywanie przeciwdepresantów nie powinno być dla nikogo niespodzianką i jest m.in. skutkiem przemożnego wpływu oraz nadmiernej swobody działania przemysłu farmaceutycznego.

Oto kilka tez raportu CDC, jakie podnosi Frances:

  • Zbyt często antydepresanty przepisuje się ludziom, którzy ich nie potrzebują, natomiast osoby, którym leki mogłyby pomóc, ich w większości nie przyjmują. Ponad 2/3 wszystkich osób przyjmujących te środki nie ma depresji.
  • Ponieważ w przypadku łagodnej depresji stosowanie placebo ma 50% skuteczności, u wielu osób przeciwdepresanty działają jak placebo. Osoby takie narażają się na działanie skutków ubocznych leków, nie odnosząc żadnych korzyści związanych z działaniem zawartych w nich substancji aktywnych.
  • Wiele osób przyjmuje antydepresanty zbyt długo  – ponad 60% badanych przez ponad 2 lata i ponad 14% badanych przez ponad 10 lat. Jest to szczególnie niekorzystne u osób z  łagodną depresją, a właśnie w tej grupie nastąpiło gwałtowne spożycie przeciwdepresantów. To sugeruje, że osoby te, a nawet ludzie zdrowi przyjmują te  środki wyłącznie w związku z efektem placebo. Robią to zatem zbytecznie.
  • Antydepresanty przepisywane są przez lekarzy zbyt swobodnie, podczas krótkich wizyt lekarskich, zbyt często przez lekarzy pierwszego kontaktu, którzy nie mają wystarczającej wiedzy w tym zakresie i łatwiej poddają się sugestiom przedstawicieli handlowych firm farmaceutycznych.

Zdaniem Francesa nadużywanie przeciwdepresantów (oraz antypsychotyków) rozpoczęło się 15 lat temu, kiedy producentom tych leków pozwolono kierować reklamy w TV, radiu, prasie i Internecie bezpośrednio do pacjentów. Wówczas firmy te zaczęły również agresywnie promować swoje produkty wśród lekarzy, zwłaszcza pierwszego kontaktu. Udało się ich „wyedukować”, że depresja zbyt często umyka uwadze lekarzy, oraz że polega na zwykłej nierównowadze chemicznej w mózgu, którą można łatwo skorygować za pomocą tabletek. W konsekwencji tego, pisze Frances, w wielu przypadkach doszło do „medykalizacji normalności, wskutek której za chorych uznano ludzi z normalnymi objawami życia codziennego”.

Rezultaty były łatwe do przewidzenia, twierdzi Frances. Firmy farmaceutyczne zarobiły krocie na produktach, które „niedokształceni lekarze” przepisywali pacjentom,  przekonanym za pomocą kampanii reklamowych, że ich potrzebują. Wmówiono zwykłym ludziom, że  bez leków nie poradzą sobie z problemami codziennego życia. I choć nie chodziło tak naprawdę o depresję, efekt placebo przyjmowanych leków sprawił, że wiele osób uwierzyło w swoją chorobę i stało się lojalnymi, dożywotnimi klientami firm farmaceutycznych, pisze Frances.

Lekarz nie jest przeciwnikiem stosowania leków antydepresyjnych co do zasady. Krytykuje jedynie powstały system, w którym potrzebujący ich nie przyjmują, a niepotrzebujący masowo nadużywają. A niepotrzebujących jest znacznie więcej i dlatego producentom leków taka sytuacja bardziej się opłaca. Frances przestrzega przed samodzielnym odstawianiem antydepresantów, gdyż może to wywołać poważne skutki uboczne związane z „efektem odstawienia”. Z tego powodu leki antydepresyjne należy odstawiać zawsze pod opieką specjalisty, podkreśla.

Frances proponuje zakazać w USA kierowania reklam antydepresantów bezpośrednio do pacjentów, podobnie jak to jest na całym świecie.  Jego zdaniem lekarzy powinno się „reedukować ”, tak aby koncentrowali się na przypadkach ostrej depresji i pozbyli się nawyku wypisywania recept „lekką ręką”.  Z kolei opinię publiczną należy ponownie przekonać, że „nie każdy smutek w codziennym życiu wymaga lekarstwa”, i że w przypadkach łagodnej depresji magia tabletek antydepresyjnych polega tak naprawdę na efekcie placebo.

W opinii Francesa mająca się wkrótce ukazać nowa edycja klasyfikacji zaburzeń psychicznych DSM-5 będzie krokiem w złym kierunku, ponieważ wprowadzi zmiany, które jeszcze bardziej upowszechnią stosowanie przeciwdepresantów. Do zmian tych należą m.in. rosnąca medykalizacja smutku, obniżenie progów dotyczących zaburzeń lękowych oraz wprowadzenie nowych, wysoce dyskusyjnych kategorii zaburzeń, np. „zespół gwałtownego objadania się” (ang. binge eating). Jego zdaniem nadszedł już czas, aby „zawężać, a nie poszerzać  zasięg diagnoz psychiatrycznych” i koncentrować wysiłki na tym, aby jak najlepiej pomagać ludziom z prawdziwymi problemami.

Mateusz Rolik

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na FacebookuTwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Na ten temat przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGorzki posmak cukru
Następny artykułStatyny, medyczna pomyłka?
Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

6 KOMENTARZE

  1. Oglądając swego czasu film dokumentalny „Chemiczny spokój” zdałem sobie sprawę jaka jest skala tego zjawiska i jak wpływa na osoby, które masowo faszeruje się antydepresantami.

    Może następny artykuł zaproponuje czytelnikom naturalne metody leczenia depresji?

    • Witam. Dziękuję za ten komentarz. Nowa Debata nie ma ani ambicji, ani tytułu do tego, aby komukolwiek cokolwiek proponować, zwłaszcza w tak ważnych sprawach jak zdrowie. W takich sprawach należy zawsze i bezwzględnie konsultować się z lekarzem, najlepiej z dobrym lekarzem.

      Mamy jedynie skromną nadzieję, że swoimi tekstami choć trochę pomagamy naszym czytelnikom zrozumieć złożoność problematyki i szeroki kontekst, w jakim funkcjonuje współczesna medycyna, dzięki czemu ułatwiamy dokonywanie dobrych, samodzielnych woborów.

      Pozdrowienia!

  2. Nie ma naturalnych metod leczenia ciężkiej depresji – to są zmiany chemii w mózgu i to fakt, mozna sie oczywiscie wspomagac – swieze powietrze, spacerek, przyjemnosci, haha, sęk w tym, ze nic wtedy nie sprawia przyjemnosci! Mozna wypróbowac metodę na 3 bezsenne noce z rzędu-ale to pomaga na kilka tygodni. Więc trzeba brac leki, a gdy te nie pomagają pozostają elektrowstrząsy…

  3. Swego czasu miałam okropne bóle głowy i problemy ze snem. Byłem u wielu lekarzy – naurologów. Każdy z nich – KAŻDY przepisywał mi od razu antydepesanty, bez zastanowienia. A problem wynikał z zwyrodnienia kręgosłupa szyjnego a nie depresji. Dzisiaj lekarze mają jakąś manię przepisywania na wszystko tabletek na depresję, które mają poważne skutki uboczne!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ