Nowe badania diety Polaków: solidna robota czy zwykła fuszerka?

24

Poznaliśmy niedawno pierwsze wyniki szeroko zakrojonego projektu badawczego pod nazwą „PONS Study” (Polish-Norwegian Study) współfinansowanego przez Polsko-Norweski Fundusz Badań Naukowych. Jak podają autorzy, celem projektu było „poszerzenie naszego rozumienia ważnych przyczyn zachorowalności i umieralności w Polsce, oraz ustanowienie solidnej bazy wiedzy dla prewencji tych głównych przyczyn przedwczesnej zachorowalności i umieralności”. Ważnym elementem tego projektu było zbadanie wpływu diety na zdrowie Polaków. Jednak z przeprowadzonych w ramach „PONS study” badań, podobnie jak z końcowych stwierdzeń, niewiele wynika. W mojej opinii w ramach projektu nie udało się osiągnąć wyznaczonych celów i tym samym zmarnowano przeznaczone na to przedsięwzięcie środki finansowe. Można odnieść wrażenie, że cały projekt wykonano tylko po to, by na siłę udowodnić zasadność lansowanych zaleceń dietetycznych.

Fundamentalną słabością badania PONS  jest jego metodologia. Polegała ona na tym, że na podstawie ankiet wypełnianych przez liczną grupę respondentów za pomocą specjalnego programu komputerowego wyliczono zawartość i spożycie 43 składników żywności. I tu mam najwięcej wątpliwości, albowiem metodologia tego typu badań pozostawia wiele do życzenia.

Wyliczanie spożycia poszczególnych makro- i mikroskładników w oparciu o ankiety i tabele składu chemicznego z zastosowaniem programu komputerowego obarczone jest bardzo dużym błędem. W większości opracowań (np. H. Kunachowicz, I Nadolna, B. Przygoda, K. Iwanow: „Wartość odżywcza wybranych produktów spożywczych i typowych potraw” ) przedstawiany jest z reguły skład chemiczny produktów spożywczych oryginalnych, „nie ulepszanych” dodatkami wiążącymi wodę (hydrokoloidami). Niestety nie wiadomo, z jakich materiałów korzystali autorzy projektu.

Warto pamiętać, że w mięsie i tradycyjnych wędlinach zawartość białka wynosi ok. 20%. W wędlinach produkowanych z zastosowaniem „wysokowydajnych technologii” zawartość białka wynosi zaledwie 11%, a w tym 2,5 % białka sojowego, które w dodatku nie jest pełnowartościowe ze względu na niską zawartość aminokwasów siarkowych. W podobny sposób „ulepszono” serki twarogowe, w których zawartość węglowodanów (najtańszy po wodzie i soli składnik żywności) jest z reguły ponad 2-krotnie większa niż sumaryczna zawartość białka i tłuszczu (informacje zawsze są podane na opakowaniu).

Nie wiemy, czy w PONS study uwzględniono faktyczny czy tabelaryczny, czyli nieaktualny skład żywności. Obawiam się, że w obliczeniach korzystano z danych tabelarycznych, które nie są aktualizowane, albowiem w literaturze naukowej problem „wysokowydajnych technologii” – czyli, mówiąc wprost, zafałszowań składu żywności – nie istnieje. Jest to temat niewygodny i „politycznie niepoprawny”.

Z  PONS study wynika, że w zasadzie proporcje białko/tłuszcz/węglowodany w diecie Polaków są zgodne z zaleceniami dietetycznymi, chociaż wyniki dotyczące spożycia białka nie do końca są wiarygodne ze względów opisanych  powyżej. Niemniej problem polega na tym, że zalecenia dietetyczne nie są zgodne z rzeczywistym zapotrzebowaniem organizmu człowieka. Potwierdza to wysoki odsetek ludzi otyłych, chorych na cukrzycę, nadciśnienie, miażdżycę, rosnąca zachorowalność na nowotwory i choroby neurologiczne. Wszystkie te schorzenia są dieto zależne.

Nie wiemy, czy wyliczone w badaniach PONS spożycie witamin uwzględnia ich aktywność. Wiadomo, że tzw. wysokowydajne technologie polegające na stosowaniu dodatków funkcjonalnych wiążących wodę (skrobie, karagen, fosforany, białko sojowe i in.) skutkują wysoką „aktywnością wody”, co z kolei (podobnie jak długotrwałe magazynowanie) powoduje szybką biodegradację aktywnych biologicznie składników. Ponieważ większość witamin jest nietrwała (są one inaktywowane w procesach technologicznych i podczas magazynowania) wyliczanie zawartości witamin na podstawie tabel mija się z celem.

Oczywiście nie wiadomo także, jakie było u badanych rzeczywiste spożycie witaminy E. Występuje ona w formie 8 związków chemicznych: 4 tokoferoli i 4 tokotrienoli,  z których tylko jeden tj. alfa-tokoferol jest aktywny w temperaturze ciała człowieka. Wszystkie pozostałe tokoferole i tokotrienole  nie są w temperaturze ciała człowieka aktywne, tym samym nie pełnią funkcji witaminy E. W tłuszczach roślinnych występują zarówno tokotrienole, jak też tokoferole, w tym niewielkie ilości alfa-tokoferolu. Natomiast w tłuszczach zwierzęcych obecny jest wyłącznie alfa-tokoferol będący biologicznie aktywną witaminą E. Skoro autorzy badań nie podają źródła witaminy E, to tak naprawdę nie można mówić o jej spożyciu. Z proporcji kwasów tłuszczowych nasyconych (SFA), jedno- (MUFA) i wielonienasyconych (PUFA) w dietach respondentów wynika, że konsumowano głównie tłuszcze roślinne, zawierające nieaktywne tokotrienole i tokoferole.

Badania dotyczące spożycia tłuszczów i profilu lipidowego krwi badanych  są fragmentaryczne, a tym samym bezsensowne. Z prezentowanych diagramów wynika, że przy wyższym spożyciu kwasów tłuszczowych wielonienasyconych (PUFA) poziom LDL-cholesterolu jest niższy. W tym stwierdzeniu nie ma nic odkrywczego. Jest sprawą oczywistą, że PUFA, które intensyfikują metabolizm cholesterolu właśnie tak działają. Jednak niższy poziom LDL-cholesterolu o niczym nie świadczy.

Mimo wysokiego spożycia tłuszczów roślinnych, badanie PONS w ogóle nie uwzględnia poziomu sztucznych izomerów trans, które są wyjątkowo szkodliwe dla zdrowia. Z kolei oceniając profil lipidowy krwi nie uwzględniono poziomu trójglicerydów oraz  HDL-cholesterolu, a także proporcji LDL do HDL i nie wiem, czy stało się to celowo czy przez przypadek. Mogę się mylić, ale domyślam się, że celowo.

Jest niemal pewne, że przy wysokim spożyciu cukrów i tłuszczów roślinnych poziom trójglicerydów był wysoki, natomiast  HDL-cholesterolu niski. Wysokie spożycie cukrów oraz sztucznych izomerów trans powoduje spadek  HDL-cholesterolu, tym samym pogorszenie proporcji LDL do HDL-cholesterolu. Ponadto, przy braku równowagi pro- i antyoksydacyjnej (tłuszcze roślinne zwiększają od 10 do 100-krotnie zapotrzebowanie na antyoksydanty) LDL-cholesterol, podobnie jak nienasycone kwasy tłuszczowe i sterole obecne w olejach, bardzo łatwo ulega oksydacji (utlenianiu). Utlenione sterole i kwasy tłuszczowe zwiększają ryzyko wystąpienia nowotworów. Natomiast utleniony LDL-cholesterol twardnieje i tworzy blaszkę miażdżycową. Zatem nie poziom LDL-cholesterolu, lecz równowaga pro- i antyoksydacyjna jest dla zdrowia najistotniejsza, a zapewnienie jej przy wysokim spożyciu tłuszczów roślinnych  jest praktycznie niemożliwe. Natomiast przy spożyciu tłuszczów zwierzęcych oksydacja cholesterolu jest mało prawdopodobna, ze względu na obecność bardzo aktywnych antyoksydantów (m.in. alfa-tokoferolu). Poza tym nasycone kwasy tłuszczowe powodują wzrost zarówno LDL- jak też HDL-cholesterolu, dzięki czemu ich proporcje są dla zdrowia optymalne.

W PONS study brakuje również danych o stanie zdrowia respondentów (odsetek otyłych, chorych na cukrzycę i nadciśnienie) w zależności od spożycia sztucznych izomerów trans (brak danych), węglowodanów a także od spożycia tłuszczów roślinnych i zwierzęcych (również brak danych). Można się natomiast domyślać, że mimo stosowania diety niskokalorycznej (1300 – 1400 kcal) i niskiego spożycia sodu (2296 – 2594) nie wszyscy respondenci byli zdrowi.

Mówiąc o badaniach PONS musimy pamiętać, że zalecenia dietetyczne sporządzane są często przez ekspertów pod dyktando koncernów spożywczych. Mamy na to wiele dowodów. Po pierwsze, wiele do życzenia pozostawia proponowany sposób znakowania żywności wartością odżywczą, w którym producent informuje o wartości kalorycznej, o proporcjach kwasów tłuszczowych nasyconych, jedno- i wielonienasyconych (zalecane proporcje 1:1:1), o zawartości izomerów trans (bez rozróżniania prozdrowotnych- naturalnych od szkodliwych dla zdrowia sztucznych) oraz o zawartości cukrów (prostych) i węglowodanów (cukry złożone).

Przy dzisiejszej formie oznakowania żywności konsument nie ma pojęcia jakie tłuszcze zjada w konkretnym produkcie: czy są to bogate w antyoksydanty tłuszcze zwierzęce, czy też podatne na utlenianie, bardzo często już utlenione, tłuszcze roślinne? Przy sporządzaniu przepisów prawnych dot. znakowania wartością odżywczą nie pomyślano o zapotrzebowaniu na antyoksydanty- przy wysokim spożyciu nienasyconych kwasów tłuszczowych jest ono 10-100 większe niż przy spożyciu tłuszczów zwierzęcych. Ponadto źródłem biologicznie aktywnych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych są tłuszcze rybie, a nie oleje roślinne. Rzeczywiste zapotrzebowanie na biologicznie aktywne Niezbędne Nienasycone KT omega-3 wynosi 200 mg dziennie (2 porcje tłustych ryb morskich tygodniowo albo 2 kapsułki tranu dziennie). Nadmiar olejów roślinnych w diecie prowadzi do niedoboru antyoksydantów, co jest przyczyną rosnącej zachorowalności na nowotwory i schorzenia neurologiczne oraz neurodegeneracyjne.

Po drugie, zalecenia dietetyczne dotyczące spożycia białka, zostały niedawno zmienione (4-5 lat temu). Zamiast 1-1,5 g białka/kg masy ciała aktualnie zaleca się zaledwie 0,8g/kg masy ciała. Wielu dietetyków i żywieniowców, których znam, nie znają powodów tej zmiany. W mojej opinii pretekstem do podjęcia tej decyzji jest rosnąca zachorowalność na alergie. Z kolei przyczyną rosnącej zachorowalności na alergie jest wszechobecna w naszej diecie genetycznie modyfikowana soja, stosowana w wyrobach garmażeryjnych i wędlinach (nawet w kabanosach), w mięsie, a także w słodyczach i pieczywie. GM soja zawiera inhibitor trypsyny w ilości 5-7 krotnie większej niż soja tradycyjna. Blokując enzymy trawienne inhibitor trypsyny wydłuża czas trawienia pokarmu. Im dłużej niestrawione białko zalega w przewodzie pokarmowym tym większe zagrożenie nie tylko alergią, ale również  chorobami układu pokarmowego (zachorowalność na raka jelita grubego oraz chorobę Leśniowskiego-Crohna wzrosła w ciągu ostatnich 20 lat ok. 5-krotnie). Ponadto, prawdopodobieństwo  alergii  zwiększa obecność GM białek, których nasz organizm nie rozpoznaje i nie toleruje.

Tak więc, oczywiście w „trosce o konsumenta”, zamiast zlikwidować przyczyny zagrożeń zdrowotnych (żywność genetycznie modyfikowana), zmniejszono w zaleceniach dietetycznych ilość białka nie licząc się wcale ze skutkami niedoboru białka w diecie. Warto wiedzieć, że białko (zwłaszcza zwierzęce) jest najcenniejszym składnikiem żywności.

Po trzecie, trzeba wiedzieć, że niedobory białka w diecie ograniczają sprawność intelektualną. Białka są bardzo istotne m.in. dla sprawności układu immunologicznego, a również dla prawidłowego funkcjonowania mózgu. Przy nadmiarze cukrów oraz niedoborach białka w diecie do mózgu wnika tylko tryptofan, z którego powstaje serotonina o działaniu uspakajającym, relaksującym. Cukry są dobre na stres, ale nie sprzyjają funkcjonowaniu mózgu. Być może dlatego dzieci i młodzież (studenci również) kiepsko myślą, źle kojarzą i podejmują studia humanistyczne zamiast zapewniających dobrą pracę studiów technicznych.

Zawsze korzystniejsza dla organizmu a zwłaszcza mózgu jest konsumpcja  jaj, sera, twarogu, mięsa albo ekologicznej wędliny (czyli bez GM soi),  masła z niewielką ilością pieczywa (max. 1 kromka) niż opychanie się bułami, drożdżówkami, pączkami, chipsami, batonami, ryżem, makaronem, pizzą, ziemniakami, frytkami. Jako przekąskę można przecież traktować jogurt, serek (najlepiej ziarnisty bo niesłodzony) lub owoce. Nadmiar węglowodanów w krótkim czasie prowadzi do otyłości, miażdżycy, cukrzycy ze wszystkimi jej konsekwencjami a także do chorób nowotworowych. Dziwnym trafem służba zdrowia wciąż walczy z cukrzycą, ale o profilaktyce jakby zapomniano, przynajmniej informacje o niej nie są dostatecznie popularyzowane.

W kwestii wpływu białka na zdrowie należy zauważyć, że krąży na ten temat wiele nieuzasadnionych opinii. Na przykład, od kilku lat lansowana jest teoria, zgodnie z którą białka zwierzęce powodują ubytki w fazie mineralnej kości, natomiast białka roślinne zwiększają absorpcję wapnia. Teoria ta zakłada, że dieta bogata w białka zwierzęce, ze względu na wysoką zawartość aminokwasów siarkowych prowadzi do zakwaszenia organizmu. To z kolei, powoduje wzmożone wydzielanie wapnia z moczem a w konsekwencji ubytki w fazie mineralnej kości. Jednakże białka, również zwierzęce, charakteryzują się dużą pojemnością buforową, dzięki czemu wysoka zawartość aminokwasów siarkowych nie prowadzi do zakwaszenia organizmu oraz do utraty wapnia z kości. Badania z udziałem kobiet po menopauzie dowodzą, że modyfikacja diety polegająca na zamianie białek mięsa na białka soi nie powoduje zmniejszenia utraty wapnia z moczem. Sojowy substytut mięsa nie powodował zatrzymywania wapnia w organizmie. Tak więc, nie ma logicznych i spójnych argumentów potwierdzających wyższość białek roślinnych nad zwierzęcymi odnośnie ich wpływu na metabolizm wapnia, ryzyko złamań kości czy też zachorowalność na osteoporozę. Twierdzenie, że aminokwasy siarkowe wpływają niekorzystnie na gospodarkę wapniową organizmu i metabolizm kości jest bezpodstawne.

Kolejna, lansowana teoria zakłada, że dieta wysokobiałkowa intensyfikuje metabolizm wapnia w kościach, przez co wpływa na jego niedobory w organizmie. Jednak w badaniach przeprowadzonych z udziałem młodych kobiet, które spożywały dietę niskobiałkową udowodniono zmniejszone wchłanianie wapnia w jelitach. Z kolei, w grupie kobiet i mężczyzn w wieku poniżej 50 lat a także w grupie kobiet po menopauzie (w wieku 50–75 lat) udowodniono, że dieta wysokobiałkowa wpływa na większą absorpcję wapnia w kościach. Jednak wzrost absorpcji wapnia z przewodu pokarmowego obserwowano dopiero po 5-9 tygodniach stosowania diety o zwiększonej zawartości białka . Również szczegółowa analiza wskaźników metabolizmu kości potwierdza dodatnią korelację pomiędzy ilością białka (zarówno roślinnego jak i zwierzęcego) w diecie a wytwarzaniem insulinozależnego hormonu wzrostu (IGF 1), który jest czynnikiem wzrostowym kości. Ryzyko złamań wynikających z osteoporozy wzrasta w wieku podeszłym. Obserwacje starszych pacjentów po urazach ortopedycznych wykazały, że dieta wysokobiałkowa powoduje większe przyrosty masy mięśniowej i szybszy powrót sprawności fizycznej. Odpowiednia masa mięśni i kondycja fizyczna determinują nie tylko prawidłową strukturę kości ale także znacznie zmniejszają ryzyko złamań i łagodzą skutki upadku. Konsekwencją niskiej zawartości białka w diecie jest utrata masy mięśniowej i redukcja poziomu przeciwciała IGF-1. Udokumentowano korzystny wpływ zwiększonej dawki kazeiny w przypadku pacjentów ze złamaniem biodra w porównaniu z pacjentami, u których ilość białka nie była kontrolowana. Wpływ diety wysokobiałkowej na masę mineralną kości był większy, gdy wraz z wapniem dostarczano odpowiednią ilość witaminy D3.

Najnowsze badania uwzględniające absorpcję jelitową i gospodarkę wapniową organizmu, a także poziom parathormonu (PTH) oraz insulinozależnego hormonu wzrostu (IGF 1) (wyznaczniki tempa metabolizmu kości) nie potwierdziły tezy o wpływie diety wysokobiałkowej na powstawanie niedoborów wapnia. Wykazano natomiast, że białko, wapń i witamina D3 spożywane w odpowiedniej ilości są niezależnymi czynnikami warunkującymi metabolizm kości. Właściwie zbilansowana dieta, gwarantująca pokrycie zapotrzebowania na wymienione składniki jest istotna zwłaszcza w przypadku dzieci i młodzieży a także osób starszych.

Powyższe teorie, krytyczne w stosunku do białek zwłaszcza pochodzenia zwierzęcego, są popularyzowane mimo, iż nigdy nie zostały potwierdzone w rzetelnych, wiarygodnych opracowaniach naukowych. Nie ma żadnych argumentów potwierdzających wyższość białek roślinnych nad zwierzęcymi odnośnie ich wpływu na metabolizm wapnia, ryzyko złamań kości czy też zachorowalność na osteoporozę. Poza tym, stosowanie diety wysokobiałkowej (2,5g białka/kg m.c./dobę) jest mało prawdopodobne. Albowiem przy masie ciała 70kg należałoby codziennie spożywać 875 g wysokobiałkowych produktów spożywczych zawierających średnio 20% białka.

Po czwarte, wbrew tezom głoszonym przez oficjalną dietetykę, dieta niskowęglowodanowa sprzyja lepszemu zdrowiu, urodzie i dobrej sylwetce.  Zdaje mi się, że dietetycy i lekarze  są zbyt leniwi, aby zastanowić się dlaczego wszystkie wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe diety odchudzające są skuteczne. Z tego co mi wiadomo, nikt z odchudzających się na diecie niskowęglowodanowej uszczerbku na zdrowiu nie doznał, a wręcz przeciwnie. Osobiście znam takich osób kilkanaście, należy do nich m.in mój mąż. Na diecie optymalnej dr Jana Kwaśniewskiego nie tylko schudł  prawie 30 kg w ciągu 4 m-cy, ale również, co najważniejsze, bez farmakoterapii wyleczył się ze „skaczącego ciśnienia”.

Wprawdzie glukoza jest jedynym źródłem energii dla erytrocytów i neuronów, ale to nie oznacza, że musimy jeść cukry. Z glikogenu obecnego w mięsie, z laktozy obecnej w mleku, z cukrów obecnych w owocach i warzywach, wreszcie z przemian metabolicznych białek i lipidów w organizmie człowieka te niezbędne ilości glukozy są wytwarzane. Zainteresowanym dietą niskowęglowodanową (zwłaszcza diabetykom a także osobom  otyłym) polecam znakomitą książkę Wolfganga Lutza (1913-2010) i Christiana Allana pt. Życie bez pieczywa . Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie widzę ani potrzeby ani uzasadnienia, aby zgodnie z  zaleceniami dietetycznymi „tuczyć” się na węglowodanach i cukrach (największe zagrożenie stanowi dla nas syrop glukozowo-fruktozowy) tylko po to, aby potem odchudzać się na diecie wysokobiałkowej albo wysokotłuszczowej.

I warto zadać sobie pytanie: „kto ma w tym interes?” Czy nie zdrowiej i taniej zachować zdrowy rozsądek stosując dietę bogatą w białko, przy niewielkim (max. 40 g dziennie) spożyciu cukrów? Pamiętajmy, aby konsumować żywność o niskim stopniu przetworzenia, krótkim okresie przydatności do spożycia, bogatą w biologicznie aktywne składniki (warzywa, owoce – nie koniecznie egzotyczne), jaja (bez żadnych obaw można zjadać 2-3 dziennie), produkty mleczarskie nie ulepszane poprzez dodatek błonnika (ogranicza biodostępność wapnia) i oczywiście niesłodzone (twarogi, sery dojrzewające, jogurty zagęszczane białkami a nie hydrokoloidami), ekologiczne mięso i wędliny, tłuste morskie ryby albo tran. Bez najmniejszych obaw można, a nawet trzeba –  bo działa ono leczniczo na przewód pokarmowy, układ odpornościowy, zapobiega miażdżycy i nowotworom –  zjadać  dziennie 30 g masła (żadnych miksów) i smażyć na smalcu – oczywiście nie zbyt często. Mniej kaloryczne jest mięso upieczone w żaroodpornym naczyniu lub w folii niż smażone. Jednak smażone na smalcu jest mniej kaloryczne niż smażone na olejach, które charakteryzują się niższą temperaturą dymienia, w związku z czym bardziej wsiąkają w smażoną potrawę. Najgorsze jest jednak to, że oleje podczas obróbki termicznej utleniają się, a powstające produkty oksydacji nienasyconych kwasów tłuszczowych i steroli są rakotwórcze.

Warto też wiedzieć, że długołańcuchowe wielonienasycone kwasy tłuszczowe obecne w tłuszczach rybich są 5-6-krotnie skuteczniejsze w obniżaniu cholesterolu niż kwas oleinowy obecny w oleju rzepakowym, smalcu, maśle oraz w oliwie z oliwek (wynika to z ilości wiązań nienasyconych). Tak więc 1 g tłuszczu rybiego zapewnia ten sam efekt biologiczny w regulacji profilu lipidowego krwi co 5-6 g oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek, a jednocześnie  dostarcza 5-6 razy mniej kalorii. Jeśli chodzi o zalecenia praktyczne, pamiętajmy, by tran  przyjmować w trakcie posiłku (musi być zemulgowany) i nie łączyć go ze spożyciem bogatych w wapń produktów mleczarskich, ponieważ wapń, podobnie jak magnez, ogranicza biodostępność tranu.

Trzeba również pamiętać, że skład chemiczny (zawartość białka, tłuszczu, związków mineralnych i cukrów) ciała człowieka jest całkowitym zaprzeczeniem obowiązujących zaleceń dietetycznych i najlepszym potwierdzeniem faktu, że zapotrzebowanie na cukry jest naprawdę  niewielkie (z wyjątkiem pracowników fizycznych i sportowców, u których zapotrzebowanie na energię  jest znacznie większe).

Po piąte, nie ulega wątpliwości, że spożywamy za mało wapnia.  Jakie jest rzeczywiste spożycie wapnia wśród Polaków – nie do końca wiadomo. Z  monitoringu prowadzonego przez Instytut Żywności i Żywienia w Warszawie wynika, że statystyczny Polak i Polka zaspokajają dobowe zapotrzebowanie na wapń w zaledwie 44 i 41%. Natomiast z PONS study wynika, że ponad 60%. Niestety, niedobory wapnia potęgują wszechobecne w żywności fosforany (obecne w wędlinach, mięsie, słodyczach, przetworach owocowo-warzywnych, pieczywie, płatkach śniadaniowych, chipsach, kawie rozpuszczalnej, coli). Z  projektu „PONS study” wynika, że spożycie fosforanów (860-926) było każdorazowo większe niż spożycie wapnia (648,8 – 706,8), a powinno być odwrotnie (wapń w ilości 1,3 -2 razy większej niż fosfor) Niezależnie od tego niedobory wapnia potęguje wysokie spożycie kawy oraz błonnik, od niedawna stosowany także w produkcji mleka zagęszczonego. Przecież mleko i produkty mleczarskie są najlepszym źródłem biodostępnego wapnia, wobec tego po co dodawać błonnik ograniczający jego biodostępność? Takich absurdów żywieniowych jest mnóstwo w związku z modą na tzw. żywność funkcjonalną.

Znaczenie wapnia w profilaktyce osteoporozy i próchnicy jest na ogół znane. Wapń pełni w organizmie człowieka szereg innych, bardzo istotnych funkcji biologicznych, dzięki czemu zapobiega większości schorzeń metabolicznych.Nadciśnienie tętnicze krwi to aktualnie problem bez mała 9 milionów Polaków. W większości przypadków problem ten można szybko (w czasie ok. 2-3 tygodni), tanio (bez farmakoterapii), a w dodatku skutecznie rozwiązać konsumując regularnie co najmniej 1 g wapnia dziennie. Ze względu na czynniki ograniczające biodostępność wapnia warto tę ilość zwiększyć do 1200-1300mg (dieta DASH). Regulacja ciśnienia tętniczego przez wapń polega na uelastycznianiu naczyń krwionośnych, blokowaniu hormonów stresu oraz zwiększonym wydzielaniu moczanu sodu. Oprócz wapnia w regulacji ciśnienia tętniczego krwi istotne są  biologicznie aktywne peptydy powstające z białek mleka a także obecna w mleku witamina D3. Z tego powodu żadne farmaceutyczne suplementy wapnia nie są w stanie zastąpić właściwie skomponowanej, bogatej w produkty mleczarskie, diety.

Niezależnie od regulacji ciśnienia tętniczego krwi wapń zapobiega otyłości, cukrzycy i nowotworom jelita grubego. Wapń reguluje też sekrecję insuliny, dlatego zmniejsza ryzyko zespołu metabolicznego i cukrzycy. Optymalne spożycie wapnia zmniejsza  prawdopodobieństwo otyłości oraz wczesnych zmian miażdżycowych.  Skutkiem otyłości jest bowiem wzrost poziomu leptyny, która ma zdolność uszkadzania śródbłonka naczyniowego. Natomiast skutkiem wiązania i wytrącania kwasów żółciowych i tłuszczowych przez wapń jest mniejsze zagrożenie chorobą nowotworową okrężnicy i jelita grubego. Z badań epidemiologicznych wynika, że u osób  przyjmujących w diecie 700 – 800 mg wapnia  dziennie ryzyko rozwoju raka okrężnicy i jelita grubego było o 40-50% mniejsze  w porównaniu z osobami, które przyjmowały zaledwie 500 mg wapnia.  Badania dotyczące tego problemu realizowano kilkanaście lat temu, kiedy spożycie dodatków do żywności m.in. fosforanów, skrobi modyfikowanych, karagenu i in. było znacznie mniejsze. Dlatego warto spożywać powyżej 1g wapnia dziennie, oczywiście w wysokobiałkowych produktach mleczarskich, a nie w postaci preparatów farmaceutycznych zawierających wapń o niskiej biodostępności.

Podsumowując, projekt PONS nie wnosi nic nowego do naszej wiedzy nt. diety Polaków. W zakresie spożycia białka i witamin wyniki badań są mało wiarygodne. Natomiast w zakresie wpływu tłuszczów na profil lipidowy są niekompletne, a tym samym nieprzydatne do zdefiniowania wpływu diety na schorzenia metaboliczne.

Prof. dr hab. inż. Grażyna Cichosz

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na FacebookuTwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

24 KOMENTARZE

  1. Jeśli temat warsztatów „chwyci” w redakcji Nowej Debaty – zapraszam do Warszawy, mogę zorganizować salę konferencyjną w centrum miasta:-)

    • Pomysł na warsztaty ciekawy, choć to byłaby to grubsza sprawa. Do przemyślenia. Jedno jest pewne – bez szerszego zaangażowania i wsparcia byłoby trudno. Pozdrawiamy!

    • @jugger: Możliwość wydruku jest pod każdym postem w pasku „share the knowledge”, druga ikona od prawej (print with PrintFriendly). Dziękujemy za uwagę, najwyraźniej powinniśmy tą funkcjonalność wykesponować, co też uczynimy w niedalekiej przyszłości.

  2. Pani Profesor,

    polecam: Nadmiar białka karcerogenny – http://www.stachurska.eu/?p=3359 . Organizm ze 100 g tego nadmiaru wytwarza 56 (albo 58, nie pamiętam) węglowodanów, zbędnym wysiłkiem i przykrymi skutkami dla organizmu. Tego się trzymam i dobrze na tym wychodzę 🙂 Od prawie siedmiu lat na Diecie Optymalnej. Trzymam się zasady dla leczenia chorób serca – http://www.stachurska.eu/?p=1970 . Przy adekwatnej ilości tłuszczu na talerzu organizm raczej nie przeszrżuje z zapotrzebowaniem na białko. Proszę również zwrócić uwagę na żródła energii dla człowieka – http://www.stachurska.eu/?p=3383 .

    PS. Brytyjskie Stowarzyszenie Dietetyczne: Inteligencja zależy od odżywiania – http://www.stachurska.eu/?p=6400

  3. Witam, jestem młodym dietetykiem.
    Bardzo intrygujący artykuł, informacje w nim zawarte trochę kolidują z moją wiedzą, zdobytą na studiach i chciałbym zgłębić temat od „tej” strony. Jeżeli istnieje możliwość przesłania na email linków do wyników badań przytoczonych w powyższym artykule to byłbym bardzo wdzięczny!

  4. DO dietetyka zajrzyj do książek tak wszystko masz napisane. A badania jak to badania, wyniki prawidłowe wnioski błędne 🙂

  5. Rezygnacja z węgli może przynieść wiele korzyści nie tylko podczas diety kulturystycznej, ale i w normalnej, codziennej, zdrowej diecie. “Piramida żywieniowa’ powinna być przewrócona o 180st.- 40 lat owej metodyki tylko pogłębiło choroby cywilizacyjne,- otyłość, cukrzycę itd. Społeczeństwu wmawia się się, że tłuszcze zwierzęce to zło, wywyższając węglowodany pod niebo. Tymczasem nie ma żadnych wiarygodnych badań nt. ’szkodliwości’ cholesterolu. Czy wiecie, że skład paszy dla świń nie różni się prawie wcale od dygmatowej diety, która ma ludzi odchudzić? Na szczęscie trend w żywieniu powoli się zmienia, ale nadal są to nieliczne głosy.

    Na dietę tłuszczowo-białkową przerzuciłęm się dość niedawno.
    Praktycznie od razu, po krótkim okresie adaptacji zauważyłem masę korzyści; koniec wzdęć, nadmuchanego brzucha, o wiele lepsze samopoczucie, przestały piec mnie oczy, nie są już zaczerwienione (co na prawdę było ogromnym problemem). Od zawsze także miałem sine, zimne dłonie,- aktualnie krążęnie się poprawiło a ów przyczyna zanikła. Miałem tez ogromny problem z nadpotliwością,- lało się ze mnie jak z rynny, lecz teraz jest coraz lepiej.
    A przedewszystkim koniec z TRĄDZIKIEM! Mimo, że wcześniej przebyłem roczną kurację Izotretynoiną- co jakiś czas wyskakiwały nowe syfy. Przez pewien okres z braku czasu,- żywiłem się ‘normalnie’ tak jak wcześniej- czyli śniadanie/kolacja kanapki, normalny obiad, w międzyczasie jakieś szybkie ww. Efekt- po 1,5 tyg SYFY WITAJCIE! Szybko powróciłem do starego modelu żywienia i zażegnałem problem. Dla świętej pewności po miesiącu powtórzyłem ‘eksperyment’… -oczywiście pryszcze wróciły

    Pierwszym krokiem w przestawieniu mojej diety było wyeliminowanie pieczywa. Zacząłem spożywać więcej jajek i nabiału. Na węgle pozwalałem sobie tylko w porze obiadowej,- głównie ziemniaki. Z biegiem czasu do swojego arsenału żywieniowego wprowadzałem coraz więcej dań. Tego modelu żywienia po prostu trzeba się nauczyć i nie da się tego zrobić w 1 dzień! Z czasem węgle uciąłem całkowicie (ew. dodaje trochę w postaci panierki do mięs),- po prostu nie czuję głodu i chęci na słodkie. Na początku było ciężko,- mimo, że zjadłem porządny kawał mięcha to czułem ogromnyyy głód, mimo, że żołądek był pełen (należy nie zapominać o tłuszczach). Wytrzymałem 2-3 dni i organizm się całkowicie przestawił

    Wcinam ryby, mięso, jaja nabiał i warzywa. Węglowodany obciąłem praktycznie do zera. Średnia podaż białka to ok 2g~/kg Żyję zdrowo i smacznie 🙂

    Niedawno zrobiłem morfologię- cholesterol w górę, HGL w dół, tr-glicerydy także:) Niebawem przebadam także hormony by upewnić się czy gospodarka hormonalna już się ustabilizowała.

    • Bardzo cenny głos. Relacja bezpośrednia z praktyki i mogę przyrównać własne wyniki z doświadczenia dietetycznego na sobie 🙂 . U mnie przy podobnej diecie, cholesterol w górę ale również spadły idealnie gliceryd a HDL podniósł się ok 62% do starych wyników a LDL ok niecałe 50 % W mojej diecie są obecne zieleniny sałata, pietrucha ziel, szpinak, pomidor, orzechy itp., co parę dni ziemniaczek. Produkty mączne wyeliminowałam oraz z mleka jedynie obecna jest śmietana president 30% i masło klarowane, jako że u mnie jest nietolerancja mleka.

  6. jesli chodzi o wapn, czy jedynym jego zrodlem jest nabial? (nie jadam nabialu..)
    jak to jest z jego przyswajalnoscia? na pewno lepszy jest wapn z „prawdziwego jedzenia” niz ze sztucznie wyprodukowanych tabletek ale czy na pewno ten z nabialu jest najlepiej przyswajalny? gdzies czytalam, ze jeszcze lepszy jest wapn roslinny np wystepujacy w jarmuzu… czy to moze byc prawda?
    ogolnie produkty pochodzenia zwierzecego sa lepiej przyswajane przez czlowieka… jak to jest z wapniem?

  7. Większość żywności optymalnej posiada w przeliczeniu na 100g stosunek Ca/P od 1do 3-4, zastanawiające jest więc ile aż trzeba zjeść i czego by doprowadzić ten stosunek do wielkości Ca/P 1,3-2/1, jak pokazuje Autorka.

  8. Czy zalecanie nabiału przez Panią Profesor ma związek z katedrą którą Pani zarządza? Czy naprawdę jest on taki zdrowy? Nie mam oporów przed jedzeniem produktów z mleka pasteryzowanego z dodatkami odtłuszczonego mleka w proszku, bo tylko takie znajduję w sklepach, ale jest to dla mnie zastanawiające.

  9. „z dodatkami odtłuszczonego mleka w proszku, bo tylko takie znajduję w sklepach, ale jest to dla mnie zastanawiające.”
    Podaj firmę, zadzwoń, nagraj to, zgłoś doniesienie do prokuratury 🙂
    Na pewno tylko takie…. hmm…

  10. Ja proszę Panią profesor by usiadła i popatrzyła na tabele. Ktoś kto nie lubi mleka i go nie jada lub ktoś kto nie może np. przez alergie pokarmowe niech się mlekiem nie katuje ani produktami mlecznymi. Należałoby wziąść pierwszą z brzegu książkę z dietetyki i spojrzeć na kilka tabel: ilość wapnia w poszczególnych artykułach spożywczych, ilość wg obecnej wiedzy wchłaniania wapnia z poszczególnych art.spożywczych a także co przeszkadza we wchłanianiu wapnia wg aktualnej wiedzy. Jak to wszystko weźmiemy pod uwagę okaże się, że wcale produkty mleczne nie są nam niezbędne do życia. I jeszcze jedno ważne zalecenie osoby, które mają odpowiednimi badaniami stwierdzone uczulenie na gluten i muszą przejść na dietę bezglutenową niech zapamiętają, że przy uszkodzeniu kosmków jelitowych a tak bywa w większości przypadków gdy wykryje się uczulenie na gluten należy zaprzestać na jakiś czas spożywania produktów mlecznych by kosmki jelitowe się zregenerowały. Ale by dojść do takich wniosków pacjent taki jak ja ,który niedługo bo niecałe 10 miesięcy uczy się w prywatnej szkole na kursie dietetyki musiał dojść sam przez 6 lat prywatnego czytania i studiowania o dietach m.in. takich książek jak podaje Pan Mateusz współtwórca tej strony. Podstawa programowa czy ze studiów z dietetyki czy rocznych itp. szkół nie nauczy niczego z wiedzy jaką można poczytać na Nowa Debata. Ja też się o tym przekonuję bo nauczycielkę z dietetyki mam wyjątkową i ciągle Nam dopowiada nowinki , których w programie nie ma, których ona się uczy na szkoleniach i warsztatach oraz ze swojej praktyki dietetyka mówi o dietach, z którymi się nawet nie zgadza. Pocieszające jest to, że gdy już zostaje się dietetykiem można klienta „uzdrawiać” jak się chce. Patrz pewna firma, która w wolnym tłumaczeniu nazywa się po polsku Dom Natury zaleca OGRANICZENIE WĘGLOWODANÓW. Kolega ze szkoły który uczy się na kucharza własnie już dobre kilka widocznych kilogramów tak zrzucił. Żeby było lepiej za mnóstwo kasy nie otrzymał jadłospisu!!!! tylko ogólne zalecenie co jeść czego nie jeść. Pozdrawiam

  11. A propos artykułu Pani prof. Cichosz dla GW http://wyborcza.pl/1,76842,7717475,My_chcemy_masla_a_nie_margaryny.html

    Komentarz ze strony http://wiemycojemy.org/ W skład rady naukowej wchodzą wybitni specjaliści z zakresu nowoczesnej medycyny i dietetyki (niektórzy także z profesorskimi stopniami naukowymi).

    „Wypowiedź Pani prof. Cichosz jest mieszaniną:
    – bardzo słusznych i dobrze udokumentowanych informacji, całkowicie zgodnych z zasadami evidence-based medicine (np. o szkodliwości tłuszczów trans, czy zbyt wysokich stosunków kwasów Omega 6 do Omega 3 w niektórych olejach roślinnych)

    – pseudoinformacji czy niedopowiedzeń, które wprowadzają czytelnika w błąd (CYTAT: „Przeciwnicy spożywania tłuszczów zwierzęcych pomijają fakt, że przy spożyciu masła czy smalcu wzrasta poziom zarówno złego LDL, jak też dobrego HDL cholesterolu.” SPROSTOWANIE : Owszem, jest to prawda, ale nie ma to znaczenia dla rozwoju procesu chorobowego, jakim jest miażdżyca, która – pomimo wzrostu cholesterolu HDL przy spożyciu masła czy innych tłuszczów nasyconych – i tak postępuje i się rozwija. Dlatego też wszystkie towarzystwa kardiologiczne na świecie jak i inne organizacja takie jak np. European Food Safety Authority zalecają minimalizację nie tylko tłuszczu trans ale też tłuszczu nasyconego w diecie: http://www.efsa.europa.eu/en/efsajournal/doc/1461.pdf. Jednocześnie na diecie bezcholesterowej, z bardzo niską zawartością nasyconych kwasów tłuszczowych miażdżyca się cofa, pomimo obniżenia stężeń cholesteorlu HDL, jaki zazwyczaj towarzyszy obniżeniu stężeń cholesterolu LDL: http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PII0140-6736(90)91656-U/abstract)

    – wybierania kilku badań w celu udowodnienia swojej tezy, a ignorowania większości badań, które wykazały zupełnie przeciwną zależność lub cytowanej zależności nie wykazały w ogóle. Po angielsku zjawisko to nazywane jest „wybieraniem wisienek”, tzw. „cherry picking”. (np. przytoczona przez Panią Cichosz teoria na temat zwiększenia ryzyka zaburzeń psychiatrycznych związanych z niższymi stężeniami cholesterolu we krwi nie dotyczy w żadnej mierze naturalnie niskich stężeń cholesterolu spowodowanych poprzez dietę opartą o produkty roślinne – tę kwestię dokładniej omówimy na naszej stronie internetowej. Szerzej na ten temat w przeglądzie badań: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11191718)

    – braku zrozumienia metodologii badań epidemiologicznych, a szczególnie podstawowej różnicy pomiędzy korelacją a związkiem przyczynowo skutkowym (CYTAT: „Izraelczycy eksportują drogą oliwę z oliwek, natomiast w swojej diecie stosują znacznie tańszy olej słonecznikowy. Dzięki temu przy niskim poziomie cholesterolu mieszkańcy Izraela mają najwyższy wskaźnik nowotworów.” SPROSTOWANIE: Pomijając brak precyzji Pani Profesor w określeniu – czy jest to wskaźnik umieralności, zachorowalności, na jakie nowotwory, kiedy, w stosunku do jakich regionów – nigdy nie udowodniono związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy spożywaniem oleju słonecznikowego a zachorowalnością na jakikolwiek nowotwór. W epidemiologii żywienia badania ekologiczne – czyli korelacje pomiędzy spożyciem jakiegoś produktu na poziomie populacyjnym a zachorowalnością na nowotwory – stoją najniżej w hierarchii badań naukowych i absolutnie nie mogą być użyte jako dowód na zależność przyczynowo-skutkową. Na temat udowodnionych związków pomiędzy dietą a ryzykiem nowotworów można przeczytać na stronie World Cancer Research Fund: http://www.dietandcancerreport.org/)

    – jak również informacji zupełnie niesprawdzonych i niepotwierdzonych w żadnych badaniach
    (CYTAT: „Prawdą jest, że spożycie tłuszczów zwierzęcych może powodować wzrost cholesterolu. Jeżeli jednak w diecie obecne są biologicznie aktywne kwasy omega-3 obecne w tłuszczu rybim, to nawet przy wysokim spożyciu tłuszczów zwierzęcych nie istnieje żadne zagrożenie miażdżycą – to tzw. paradoks grenlandzki”. SPROSTOWANIE: Nawet u Eskimosów żyjących kilka tysięcy lat temu, czyli na oryginalnej diecie z tego regionu, udokumentowano zaawansową miażdżycę w bardzo dobrze zachowanych poprzez zamrożenie ciałach tej grupy etnicznej: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1749564/pdf/bullnyacadmed00163-0036.pdf)

    – czy wręcz informacji kuriozalnych (CYTAT: „Środowisko lekarskie jest podzielone na dwa fankluby: masła i margaryny. Z tą różnicą, że fanklub margaryny dostaje ogromne środki na propagowanie swoich idei, natomiast fanklub masła nie ma tych środków i nie ma siły przebicia”)

    Podsumowując, wypowiedź Pani prof. Cichosz jest jednym z wielu przykładów dezinformacji na temat związków diety z naszym zdrowiem, tak często niestety obecnej w dzisiejszych mediach. Dezinformacji wynikającej z braku zrozumienia zasad evidence-based medicine szczególnie w dziedzinie epidemiologii żywienia i wynikającego z tego braku obiektywizmu. Przyczyną braku obiektywizmu Pani prof. Cichosz może być również ewidentnie występujący w tej sytuacji konflikt interesów, wynikający z charakteru samego Jej miesca pracy – Katedry Mleczarstwa i Zarządzania Jakością (do 1998 roku znanego m.in. jako Instytut Rozwoju Mleczarstwa).”

  12. równie dobrze ktoś mógłby Wam zarzucić „promowanie” drogiej żywności organicznej poprzez pisanie takich artykułów; nie zapominajmy, że „każdy kij ma 2 końce”.

    Nie zapominajmy, że chleb przede wszystkim stanowi symbol dobrobytu, płodności, jest efektem ciężkiej pracy i jest otoczony kultem religijnym.
    Zawsze chleb był tanim zapychaczem i produktem nr 1.

    Kiedyś ludzie uprawiali zboża sami, mełli i piekli.
    Pracowali fizycznie, otyłość była zjawiskiem niezwykle rzadkim i była związana z bogactwem, dobrobytem i brakiem pracy fizycznej. Mało tego, jakość chleba ewoluowała, obecnie ciężko nazwać wyrób piekarniczy „chlebem”.

    Tak więc zastanowiłabym się nieco głębiej nad tematem pieczywa, zbóż.Obecnie zmiana trybu życia idzie równolegle z postępem technologicznym i dąży do wzorowania się na polipie, który przechyla się tylko w różne strony pod wpływem prądów wody- wyręczani jesteśmy niemal we wszystkim- nie musimy polować, prać, sprzątać, zmywać- wszystko robią za nas maszyny. Chodzić też nie musimy, bo możemy pojechać autem albo autobusem i to jest sensowna przyczyna zaburzeń gospodarki hormonalnej organizmu, chorób nowotworowych, otyłości. Nie bodźcujemy go ruchem, nie używamy aparatu mięśniowego! Jak coś nie działa jak powinno, reszta musi się przeorganizować, żeby się dostosować.

    Ciągle piszecie o jakości żywności- racja, jest tragicznie i to pogłębia zły stan rzeczy. Ale ważniejszą przyczyną złego stanu zdrowia miliardów ludzi jest brak ruchu! Komputery, praca biurowa, samochody. Żądza pieniądza- nieważne, że trzeba siedzieć w pracy 15-20h, ważne, że dzięki temu będzie więcej pieniędzy!
    Skoro koncerny spożywcze mają chytry plan naciągania nas na pieniądze, wpychania niezdrowych produktów, fałszowania badań, to chciałabym wiedzieć, czy ludzie sterujący tą całą machiną kłamstw są szczupli, zdrowi i kierują się zasadami, które sami sygnują a może z dziką satysfakcją, że są sprytni, odżywiają się w sposób, który promuje ten artykuł?

    Poza tym nadal będę twierdzić, że zdobycie żywności organicznej dla przeciętnego człowieka, który ma niskie dochody i niewiele wolnego czasu- jest nierealne.
    Smalec ze sklepu? Ryby morskie, które są nafaszerowane rtęcią i Bóg wie jakim (za przeproszeniem) syfem ? Mięso ze sklepu nafaszerowane antybiotykami i konserwantami???

    W takim razie jak powinna wyglądać prawidłowa dieta? Orzechy, jaja, nabiał (???) warzywa i mięso? Oczywiście wszystko uprawiane i hodowane własnymi rękoma?
    Reasumując- „porzućmy miasta, załóżmy gospodarstwa”.
    Nierealne…

  13. Znowu zero holistyki i poszatkowana wiedza, np. badania w których zamieniono mięso na soję i nie zmniejszył się ubytek wapnia, mają one dowodzić, że białko roślinne powoduje taki sam ubytek wapnia? Czyli białko soi to jedyne białko roślinne jakie ma natura do zaoferowania? Czemu wybrano akurat soję, która jest bardzo bogata w kwas fitowy, powodujący ubytki minerałów, w tym wapnia. Cały artykuł jest pseudo-naukowy, pozbawione kontekstu wycinki badań upstrzone są własnymi przemyśleniami typu „wybieranie kierunków humanistycznych jako wynik niedoboru białka w diecie” 😀 albo podział lekarzy na fanów masła i margaryny, tak jakby pokrywanie pieczywa tłuszczem było życiową koniecznością i jeśli ktoś nie je masła no to MUSI czymś smarować, bo jak? tak na sucho?

  14. „Nadmiar olejów roślinnych w diecie prowadzi do niedoboru antyoksydantów, co jest przyczyną rosnącej zachorowalności na nowotwory i schorzenia neurologiczne oraz neurodegeneracyjne.”

    Ciekawe ja kto się ma do diety Dr. Budwig, która ma leczyć nowotwory i choroby cywilizacyjne (lub profilaktycznie bronić przed zachorowaniem) i ma wiele w tym sukcesów (opienie można znaleźć). Dieta opiera się w dużej mierze o olej z siemienia lnianego (omega-3), weglowodany, warzywa, owoce i minimalizację tłuszczów trans, tłuszczów zwierzęcych tj. mięsa (zwłaszcza przetworzonego).

    „Dr Budwig swoją dietę określiła jako dietę olejowo-białkową( „oil protein diet”- ang ., „Öl-Eiweiß-Kost” – niem.). Olejową, ponieważ jej głównym składnikiem jest olej lniany i zawarte w nim kwasy tłuszczowe z grupy omega – 3. Białkową, ponieważ do diety dr Budwig wykorzystywany jest chudy twaróg z zawartością około 20% białka. Połączenie tych dwóch składników w diecie dr Budwig znane jest pod nazwą pasty dr Budwig. Pasta ta stała się charakterystycznym elementem rozpoznawczym tej diety.”

  15. „Bez najmniejszych obaw można, a nawet trzeba – bo działa ono leczniczo na przewód pokarmowy, układ odpornościowy, zapobiega miażdżycy i nowotworom – zjadać dziennie 30 g masła (żadnych miksów) i smażyć na smalcu – oczywiście nie zbyt często. Mniej kaloryczne jest mięso upieczone w żaroodpornym naczyniu lub w folii niż smażone. Jednak smażone na smalcu jest mniej kaloryczne niż smażone na olejach, które charakteryzują się niższą temperaturą dymienia, w związku z czym bardziej wsiąkają w smażoną potrawę. Najgorsze jest jednak to, że oleje podczas obróbki termicznej utleniają się, a powstające produkty oksydacji nienasyconych kwasów tłuszczowych i steroli są rakotwórcze.”

    Fragment, co bądź, niejasny. Ja rozumiem ogólny sens, ale składniowo jest słabo i można się pogubić. I nie rozumiem tej wstawki o kaloryczności – diety, acz wolę określenie „sposób odżywiania”, niskowęglowodanowe i zdrowe, mające odżywiać, wiążą się z nieliczeniem kalorii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ