Cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie – Jeźdźcy Apokalipsy III tysiąclecia, czyli jak przehandlowano nasze zdrowie.

24

A kiedy otworzył pieczęć trzecią, usłyszałem trzecie zwierzę mówiące: Przybywaj!
I zobaczyłem: oto koń czarny, a na nim jeździec trzymający wagę w ręku.
Apokalipsa św. Jana

Dwudziesty wiek jawi się w dziejach ludzkości jako okres niebywałego rozwoju cywilizacji a jednocześnie nasilonej ekspansji chorób cywilizacyjnych. Żyjemy pod znakiem cukrzycy, miażdżycy, nadciśnienia  – trzech współczesnych Jeźdźców Apokalipsy. Jest tak pomimo objęcia powszechną opieką medyczną większości ludzi w krajach rozwiniętych, czyli właśnie tam, gdzie te choroby zbierają największe żniwo. Skala tego zjawiska jest przerażająca. Szacuje się, że obecnie co szósty dorosły ma podwyższony poziom glukozy we krwi a co trzeci umrze na raka. Na pytanie, dlaczego tak jest pomimo rozwoju medycyny, pada bezradna odpowiedź: winna jest cywilizacja. Czyli Nikt. Z Nikim nie da się walczyć, Nikogo nie możemy pociągnąć do odpowiedzialności za spowodowanie chorób ani zmusić, żeby przestał nasze zdrowie niszczyć. Cywilizacji nie cofniemy. Nasze żony nie zechcą już prać lnianych koszul kijanką w rzece, nasze dzieci nie zrezygnują z przesiadywania przed monitorem komputera a my sami nie przesiądziemy się z samochodów na wozy drabiniaste. Czy zatem choroby cywilizacyjne to cena, jaką musimy płacić za cywilizacyjne udogodnienia? I czy nauka oraz technologia nie wymyślą czegoś, żeby tę epidemię opanować?

Płacimy całkiem niemałe podatki, również na naukę. Każdego dnia słyszymy o nowych odkryciach medycznych, o wyprodukowaniu nowych leków. Przejmujemy się losem holywoodzkich bohaterów, którym na koniec filmu scenarzyści znajdują dawcę i przeszczepiają wątrobę. Podziwiamy wirtuozerię filmowych chirurgów. Mniej zdajemy sobie sprawę z tego, że taki przeszczep jest odrzucany przeciętnie po pięciu, najdalej dziecięciu latach, a operacja to dopiero początek walki o życie i niczego nie kończy, odwrotnie, niż w cukierkowym filmie. Wierzymy w magiczną wiedzę lekarza, który przepisuje nam tabletki na nadciśnienie i autorytatywnie potwierdza, że trzeba je brać do końca życia. Dołączoną do tabletek ulotkę wyrzucamy do kosza, pomimo, że pisze na niej jak byk, że jest przeznaczona dla pacjenta i nie należy jej wyrzucać, aby móc przeczytać ponownie w razie potrzeby. I nie „jarzymy”, że coś jest nie tak z tym leczeniem, które nie leczy.

Leczenie objawowe, a do takich należy leczenie nadciśnienia, niczego nie leczy, jedynie zmusza organizm poprzez podawanie trucizn do zmiany jednego z trzech wskaźników: poziomu glukozy, poziomu lipidów oraz  ciśnienia krwi zwanego marketingowo w Polsce tętniczym. Przy czym nie chodzi o ustawienie odpowiednich poziomów tych wskaźników, ale wyłącznie o obniżenie poziomów wysokich poniżej pewnych wartości. Poziomy zbyt niskie medycyna traktuje po macoszemu i zajmuje się nimi sporadycznie, tylko, gdy zagrażają życiu. Czy stosowane leki są truciznami? Oczywiście. Schabowego możemy zjeść jedno deko albo cały kilogram i nic się nie stanie. A spróbujmy zjeść dziesięciokrotnie większą dawkę leku na nadciśnienie.

Skąd lekarz wie, jaki środek hipotensyjny (tak się w języku medycznym nazywa lek obniżający ciśnienie tętnicze krwi) należy zastosować? Nie musi nic wiedzieć. Leczenie objawowe od dawna jest zalgorytmizowane, tzn. podlega sztywnym schematom, podobnie jak program w kalkulatorze. Mierzymy ciśnienie krwi pacjenta i dalej wystarczy komputer, by przepisywać kolejne leki wg schematu, bowiem to właśnie komputery najlepiej realizują algorytmy. Skąd biorą się schematy leczenia, zwane czasem na wyrost procedurami? Formułują je różne gremia specjalistów na podstawie obserwacji i prac naukowych, klinicznych i tzw. wieloośrodkowych. Te zespoły są powoływane ad hoc lub na stałe przez agendy rządowe różnych państw oraz WHO – Światową Organizację Zdrowia.

Prześledźmy proces formułowania schematu leczenia nadciśnienia na klarownym przykładzie medycyny amerykańskiej. Tam funkcjonuje Narodowy Program Edukacji w Zakresie Nadciśnienia Krwi – National High Blood Pressure Education Program. Swoje zalecenia specjaliści przedstawili w pracy: „The Seventh Report of the Joint National Committee on Prevention, Detection, Evaluation, and Treatment of High Blood Pressure. NIH Publication No. 04-5230 August 2004. U. S. Department of Health and Human Services. This work was supported entirely by the National Heart, Lung, and Blood Institute.” („Siódmy Raport Narodowego Komitetu Zapobiegania, Wykrywania, Oceny i Leczenia Nadciśnienia Krwi. Departament Zdrowia USA. Ta praca powstała przy pełnym wsparciu Narodowego Instytutu Serca, Płuc i Układu Krwionośnego”).

Poniżej członkowie Komitetu Wykonawczego tego gremium:

Chair – Przewodniczący

  • Aram V. Chobanian, M.D.- Boston University School of Medicine, Boston, MA

Executive Committee – Komitet Wykonawczy

  • George L. Bakris, M.D.  – Rush University Medical Center, Chicago, IL;
  • Henry R. Black, M.D. – Rush University Medical Center, Chicago, IL;
  • William C. Cushman, M.D. – Veterans Affairs Medical Center, Memphis, TN;
  • Lee A. Green, M.D., M.P.H. – University of Michigan, Ann Arbor, MI;
  • Joseph L. Izzo, Jr., M.D. – State University of New York at Buffalo School of Medicine, Buffalo
  • Daniel W. Jones, M.D. – University of Mississippi Medical Center, Jackson, MS;
  • Barry J. Materson, M.D., M.B.A. – University of Miami, Miami, FL;
  • Suzanne Oparil, M.D. – University of Alabama at Birmingham, Birmingham, AL;
  • Jackson T. Wright, Jr., M.D., Ph.D. – Case Western Reserve University, Cleveland, OH

 Executive Secretary – Sekretarz Komitetu

  • Edward J. Roccella, Ph.D., M.P.H. – National Heart, Lung, and Blood Institute, Bethesda, MD

Zwięzłe zalecenia autorzy przedstawiają na samym wstępie i są one zrozumiałe dla każdej osoby nieprzygotowanej medycznie.

  1. U osób powyżej 50-tego roku życia ciśnienie skurczowe ponad 140 mm Hg znacznie bardziej zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych niż podwyższone ciśnienie rozkurczowe.
  2. Ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, poczynając od wartości ciśnienia 115/75 mm Hg, podwaja się z każdym wzrostem ciśnienia o 20/10 mm Hg. [115 to ciśnienie skurczowe, 75 – rozkurczowe. Analogicznie 20/10 dotyczy wzrostu: 20-ciśn. skurczowego, 10-rozkurczowego. Przyp. JW.]
  3. Ciśnienie skurczowe w granicach 120-139 lub rozkurczowe 80-89 mm Hg powinno być traktowane jako podwyższone, wymagające obniżenia poprzez modyfikację trybu życia w celu obniżenia ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.
  4. Pacjenci z niepowikłanym ciśnieniem samoistnym w pierwszej kolejności powinni być leczeni diuretykami z grupy thiazydu albo pojedynczym lekiem z pozostałych grup, natomiast w przypadku współwystępowania cukrzycy lub chorób nerek należy obligatoryjnie stosować drugi lek z innej grupy.
  5. Większość pacjentów wymaga zazwyczaj dwóch lub więcej leków dla osiągnięcia właściwego ciśnienia (mniejszego niż 140/90 mm Hg albo mniejszego niż 130/80 w przypadku cukrzycy lub chorób nerek).
  6. Jeżeli ciśnienie przekracza założoną, prawidłową wartość o 20/10 mm Hg należy obligatoryjnie wprowadzić drugi lek, przy czym jednym z nich powinien być diuretyk (lek moczopędny).
  7. Terapia jest bardziej skuteczna, jeżeli pacjent ma zaufanie do swojego lekarza i jest zmotywowany pozytywnymi efektami leczenia, co z kolei zwiększa zaangażowanie i zaufanie leczonego.

Jak widać, schemat postępowania medycznego w przypadku nadciśnienia jest banalnie prosty i doskonale przygotowany do komputeryzacji.

Zapytajmy, na jakiej podstawie ustalane są takie schematy? Czym kierują się gremia je opracowujące? Z początków XX wieku wywodzi się prosta reguła, zgodnie z którą wszystko jest normą, co mieści się w obszarze tzw. dwukrotnego odchylenia standardowego, czyli  +/- 2SD – Standard Deviation – pole zielone na wykresie obejmujące 95,4% wszystkich wyników.

Jeżeli zaczniemy mierzyć dowolny parametr człowieka, np. wzrost, wagę, ciśnienie skurczowe, poziom glukozy, hemoglobiny itp. to okaże się, że otrzymamy podobny wykres, zgodny ze wzorem matematyka Gaussa.

Ten wykres dotyczy ciśnienia skurczowego wg danych z 1950 roku, kiedy na całym świecie żyło około 3,7 miliarda ludzi, czyli 3700 milionów albo 3’700’000’000 osób. W praktyce bada się kilka tysięcy ludzi, a potem wyniki odnosi do całej populacji. Wyobraźmy sobie jednak, że mierzymy ciśnienie skurczowe (tylko skurczowe) każdego człowieka, a następnie rysujemy na wykresie kropkę w miejscu, które odpowiada temu ciśnieniu. Okaże się, że ludzi mających ciśnienie 120 mm Hg będzie kilkadziesiąt milionów i tyle kropek jedna nad drugą postawimy ponad wartością 120. Analogicznie zliczymy ludzi, którzy mają ciśnienie 140 i tak samo umieścimy kropki nad liczbą 140. Podobnie postąpimy dla pośrednich wartości ciśnienia: 121, 122 … 130, 131 … 139, itd., dla wszystkich pozostałych wielkości od 60 do 180 mm Hg, a nawet powyżej. W ten sposób kropki na wykresie symbolizują poszczególne osoby. Jak widać, najwięcej kropek jest w pobliżu liczby 120, tzn., że najwięcej osób na świecie ma ciśnienie skurczowe około 120 mm Hg. Za wybiegające poza normę zdrowia, wg zasad z 1950 roku, uznamy osoby z ciśnieniem wykraczającym poza 2SD, czyli wyższym niż 160 mm lub niższym niż 60 mm Hg. Wg tamtej definicji, osób mających nadciśnienie będzie 2,3% czyli 85 milionów oraz taka sama będzie liczba osób z niedociśnieniem. Pozostałe 95,6% uznajemy za normę. Było tych zdrowych osób w 1950 roku ponad 3,5 mld.

Od tamtych czasów konsekwentnie obniżane są normy zdrowia dotyczące trzech wskaźników: ciśnienia tętniczego krwi, poziomu glukozy i poziomu cholesterolu.Niewielkie obniżenie normy ciśnienia ze 160 mm Hg do 140 mm Hg, praktycznie niezauważalne przez opinię publiczną, lekarzy i samych chorych, zaowocowało w latach 70-tych zwiększeniem liczby osób kwalifikowanych do leczenia lekami hipotensyjnymi z 2,3% do 16% czyli blisko  siedmiokrotnie. Jak widać z wykresu, już nigdy nie uda się firmom farmaceutycznym osiągnąć tak znacznego zwielokrotnienia sprzedaży, jak wtenczas.

Nawet, gdyby zmuszono następnym razem wszystkich zdrowych ludzi do leczenia się, to i tak zwiększyłoby to sprzedaż leków tylko pięciokrotnie, z 842 mln do 4337 mln. A przecież nie można uznać 100 % ludzi za chorych, jakaś niewielka grupa musi mieć normalne ciśnienie.

W kolejnych latach polityka konsekwentnego obniżania norm zdrowia przyniosła dalszy wzrost liczby chorych i sprzedaży leków. Pewną rolę odegrał w tym przyrost demograficzny ludności świata, która prawie się podwoiła i liczy obecnie 6,8 mld. Jednak główną przyczyną jest obniżenie norm zdrowia, które spowodowało wzrost sprzedaży leków  z 2,3% do 60% populacji u której stwierdza się podwyższenie ryzyka różnych chorób związanych z nadciśnieniem krwi.

Oczywiście krzyczącą niesprawiedliwością i szkalowaniem dobrego imienia firm farmaceutycznych byłoby stwierdzenie, że to one wprowadziły normę 115 mm Hg dla ciśnienia skurczowego. Po pierwsze, firmy tylko produkują standaryzowane chemiczne substancje, powodujące obniżanie ciśnienia krwi, zwane  lekami i uczciwie uprzedzają, że te substancje nie leczą nadciśnienia a działają wyłącznie objawowo, wywierając przy okazji rozliczne szkodliwe efekty uboczne. Firmy nie ustalają same norm medycznych. Po drugie, obecnie zgodnie z przedstawionym schematem „leczenia” nadciśnienia, bezwzględnego podawania leków hipotensyjnych wymagają osoby zdrowe  z ciśnieniem ponad 140 mm Hg oraz diabetycy z ciśnieniem powyżej 130 mm Hg.

Do 115 mm Hg jeszcze dosyć daleko. Więc o co chodzi? Chodzi o punkt nr 2 powyższych zaleceń: Ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, poczynając od wartości ciśnienia 115/75 mm Hg, podwaja się z każdym wzrostem ciśnienia o 20/10 mm Hg. Przecież każdy chce być zdrowy, piękny i bogaty. Skoro ryzyko chorób podwaja się powyżej 115 mm Hg, słusznym jest to ciśnienie obniżać poniżej tej wartości. Zaniepokojony pacjent zażąda od lekarza recepty, a lekarz zgodnie ze schematem leczenia te środki hipotensyjne przepisze, bo nie jest samobójcą, który samotnie wypowie wojnę WHO, FDA, ichniej Izbie Lekarskiej itd.

Trend jest jasny, stopniowo normy są obniżane, i wcześniej, czy później wszyscy mający ciśnienie powyżej 115 mm Hg będą posłusznie łykać tabletki wierząc, że tylko dzięki nim ochronią swoje zdrowie.  Dzięki globalizacji ten trend obejmie cały świat. I to jest piękne. Dla producentów.

Jak widać na poniższym wykresie, dzięki obniżeniu norm, w przeciągu zaledwie pół wieku, liczba osób, którym należy podawać substancje hipotensyjne (obniżające sztucznie ciśnienie) wzrosła z 85 milionów do 4066 mln, blisko 48 razy (słownie: czterdzieści osiem).

W podobnej proporcji wzrosła lub wkrótce wzrośnie sprzedaż i zyski koncernów farmaceutycznych. Jednocześnie w tym samym okresie, pomimo eksplozji demograficznej, zmalała liczba osób kwalifikowanych jako zupełnie zdrowe z 3,5 miliarda do 2,6 mld. Najdalej za 20 lat wszyscy zapomną, że 120 mm Hg, to jest ciśnienie średnie, że połowa ludzkości musi mieć ciśnienie niższe, a połowa wyższe.

Tak więc najdalej za 20 lat wszyscy zapomną, że 120 mm Hg, to jest średnia, że połowa ludzkości musi mieć ciśnienie niższe, a połowa wyższe. Stopniowo wszyscy oswoją się ze świadomością, że substancje hipotensyjne trzeba podawać także niektórym przedszkolakom, tak, jak dziś podaje się psychotropy dzieciom z tzw. ADHD.  Z tak zwanym, ponieważ do niedawna uznawano za normalne, że dzieci są aktywne, pobudliwe i uwielbiają biegać.

To, co wkrótce stanie się z nadciśnieniem, już stało się z cholesterolem. Przeciętny dorosły człowiek zazwyczaj ma poziom cholesterolu całkowitego 220-250 mg/100 ml. Ustanowiono więc normę na 200, a w przypadku występowania chorób niedokrwiennych nawet, gdy pacjent ma poziom 180 mg% nadal przepisuje się odpowiednie leki obniżające ten wskaźnik. Magiczną liczbę 200 tak pijarzy wbili wszystkim do głów, że obecnie spotykamy kobiety szczerze zaniepokojone swoim podwyższonym poziomem cholesterolu. Na pytanie, jak bardzo, pada odpowiedź: 205 mg%. Sic! Dwieście pięć jest powodem do troski! Tymczasem 20 lat temu (właśnie przed 20 laty) uznawano za normę poziom do 280 mg%. Ponadto młode kobiety są chronione przed miażdżycą przez estrogeny. A wreszcie, poziom cholesterolu nie ma bezpośredniego związku z chorobą. Można mieć 350 mg% i elastyczne naczynia, a można 160 mg% i przebyć zawał. Naczyniowcy, w przeciwieństwie do kardiologów, traktują badania cholesterolowe racjonalnie, bez histerii. Zapewne dlatego, że naocznie na swoim ekranie ultrasonografu widzą brak związku poziomu cholesterolu z miażdżycą, ale to już inna historia.

Podobnie dzieje się z normami poziomu glukozy we krwi. Przez długi czas uznawano za prawidłowy poranny poziom do 120 mg% na czczo, a i wyższy traktowano pobłażliwie. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ po przeciętnym posiłku ten poziom wzrasta do 180 mg%. Skoro jest to powszechne zjawisko, znaczy to, że 180 mg% nijak nie jest ilością szkodliwą czy toksyczną. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy taki poziom utrzymuje się samoistnie przez dłuższy czas. Niestety, obecnie coraz częściej spotykamy osoby, które są leczone dlatego, że mają poziom glukozy na czczo zaledwie 105 mg% i biorą na wszelki wypadek leki, żeby uniknąć cukrzycy. Taki sposób profilaktyki na pewno te cukrzycę spowoduje, ponieważ przyzwyczai organizm do tychże leków.

Powszechny nacisk na obniżanie w/w trzech norm medycznych nawzajem się wspiera i powiększa liczbę osób kwalifikowanych do leczenia. Zauważmy, że w przypadku podwyższonego ciśnienia zawsze zaleca się diuretyki a dopiero w drugiej kolejności inne leki. Otóż właśnie diuretyki – substancje moczopędne – podwyższają poziom glukozy we krwi. Przy obecnej tendencji do traktowania poziomu glukozy powyżej 110 mg% jako patologii, oczywistym jest korzyść z terapii diuretykami. Dosyć szybko doprowadzają do podwyższenia poziomu glukozy i konieczności przepisania leków przeciwcukrzycowych, bo lekarz prowadzący nie jest samobójcą, który samotnie wypowie wojnę WHO… itd. Leki przeciwcukrzycowe zastosowane w cukrzycy II nie dość, że niczego nie leczą, a tylko działają objawowo, to jeszcze utrwalają nietolerancję glukozy i powodują rozwój choroby. Zamiast zmienić leki i zmniejszyć spożycie węglowodanów, których organizm już nie przyjmuje, zwiększa się sztucznie ilość insuliny we krwi. Insulina jest niezbędna do życia, ale w nadmiernej ilości powoduje miażdżycę, angiopatie, niegojące się rany itd. Standardowo diabetyk ma badany poziom cholesterolu, ponieważ wszyscy wiedzą, że ten poziom będzie podwyższony. Gdy do tego dojdzie, poziom cholesterolu obniża się sztucznie, podając substancje zatruwające wątrobę, dawniej fibraty, obecnie statyny. Ponieważ są szkodliwe dla wątroby, więc po kilku miesiącach pogarszają się próby wątrobowe i wątroba coraz gorzej radzi sobie z utrzymywaniem właściwego poziomu glukozy we krwi, bowiem to ona, a nie trzustka jest za to odpowiedzialna w pierwszym rzędzie. I tak dalej. Kółeczko się zamyka.

A zaczyna się od tego, że obniżone normy ciśnienia powodują, iż w zasadzie zdrowy człowiek zaczyna przyjmować diuretyki, które podnoszą poziom glukozy. Dzięki obniżeniu norm glukozy oraz diuretykom pacjent kwalifikowany jest wówczas do terapii przeciwcukrzycowej, która utrwala wysoki poziom glukozy i pogarsza wskaźniki cholesterolowe. Pogorszone wskaźniki cholesterolowe wymuszają podawanie fibratów lub statyn, które to substancje obciążają wątrobę i utrudniają jej sprawne metabolizowanie tłuszczów oraz glukozy, co musi doprowadzić do utrwalenia cukrzycy i zaburzeń lipidowych. Przy okazji pojawia się arytmia serca, depresja, otyłość, impotencja. No właśnie, także i viagra znajdzie zastosowanie.

Sam pacjent jest szczęśliwy, że ktoś mu to wszystko w porę wykrył. Bo jak by nie wykrył, to… to co? Właściwie, to nic. Nic mu nie groziło. Z badań japońskich wynika, że przeciętni Japończycy mają wyższe ciśnienie krwi i gorsze wskaźniki cholesterolowe niż Amerykanie w USA. Pomimo tego znacznie rzadziej się leczą i dłużej żyją w lepszym zdrowiu.

Powyższe rozważania dotyczą większości pacjentów. Nieliczna mniejszość z bardzo zaburzonymi wskaźnikami musi oczywiście być intensywnie leczona, ale to jest kilka procent populacji, a nie 60%.

Na koniec, warto dodać, że, inaczej niż u nas, w USA prawo wymusza podawanie źródeł finansowania autorów takich publikacji, jak omawiany raport o nadciśnieniu. Niechętnie, ale jednak autorzy ujawnili, od kogo brali pieniądze. Zrobili to tylko w pełnej wersji raportu. W wersji raportu skróconej dla pielęgniarek niczego już nie ujawniali, widocznie uznając, że średniemu personelowi medycznemu informacje o jakichś tam finansach nie są potrzebne. Ponieważ lista donacji jest długa, my tutaj ujawnimy tylko mały fragment, żeby nie zajmować niepotrzebnie miejsca.

Financial Disclosures – Ujawnienie źródeł finansowania

  • Przewodniczący Dr. Chobanian – otrzymywał honoraria za prelekcje od firm: Monarch, Wyeth, Astra- Zeneca, Solvay, and Bristol-Myers Squibb.
  • Dr. Bakris – otrzymywał honoraria za prelekcje od firm: Astra-Zeneca, Abbott, Alteon, Biovail, Boerhinger-Ingelheim, Bristol-Myers Squibb, Forest, GlaxoSmithKline, Merck, Novartis, Sanofi, Sankyo i Solvay oraz wsparcie finansowe dla swoich badań od National Institutes of Health i firm: Astra- Zeneca, Abbott, Alteon, Boerhinger-Ingelheim, Forest, GlaxoSmithKline, Merck, Novartis, Sankyo i Solvay; otrzymywał honoraria jako konsultant/doradca od firm: Astra-Zeneca, Abbott, Alteon, Biovail, Boerhinger-Ingelheim, Bristol-Myers Squibb, Forest, GlaxoSmithKline, Merck, Novartis, Sanofi, Sankyo i Solvay.
  • Dr. Black otrzymywał honoraria za prelekcje od firm: Astra-Zeneca, Bristol-Myers Squibb, Novartis, Pfizer, Pharmacia, and Wyeth-Ayerst.
  • Itd.

Większość członków Komitetu Wykonawczego otrzymywała podobne honoraria i wsparcie dla badań od w/w firm, wśród których Czytelnik bez trudu dostrzeże największe koncerny farmaceutyczne.

Witold Jarmołowicz
Akademia Zdrowia Dan-Wit
jw@danwit.pl

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na FacebookuTwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

24 KOMENTARZE

    • Moim zdaniem opodatkowanie cukru to bardzo niedobry pomysł. Jeśli godzimy się na „zdrowotne” podatki, tym samym godzimy się na to, żeby pod byle pretekstem opodatkowali dowolne pokarmy. Zresztą już to robią – opodatkowali masło, śmietanę i ogólnie tłuszcze nasycone pod pseudonaukowym pretekstem, że niby powodują choroby serca. Zamiast podatkować, regulować, lepiej propagujmy rzetelną informacją opartą na faktach naukowych.

      • Wszystko fajnie, tylko skąd wziąć tę rzetelną informację opartą na faktach naukowych, skoro większość naukowców ma sponsorów, a jak wiadomo, sponsorom nie zależy na faktach lecz na udowodnieniu ich tezy?

  1. „Zdrowotne” podatki mamy od dawna, np akcyza do papierosów. Opodatkowanie akcyzą cukru dałoby jego użytkownikom bardziej „dostępną” informację o szkodliwości niż wszystkie inne działalności łącznie. I może do rządzących dotarłoby że nie masło a cukry są szkodliwe. Poza tym mamy wielomiesięczne kolejki do lekarza z powodu braku pieniędzy na opiekę zdrowotną, więc akcyza do cukru po pierwsze zasiliłaby kasę NFZ na potrzeby chorujących, po drugie chorych byłoby mniej gdyby cukier nie był tak tani jak jest.

    • I to bardzo niedobrze, że „zdrowotne” podatki w ogóle istnieją. Dziś opodatkowują cukier i tłuszcze, a jutro mięsa, nabiał, wysoki cholesterol we krwi itp. To obłęd jakiś/. Biurokracja zawsze sobie znajdzie jakiś pseudonaukowy pretekst, żeby wprowadzać coraz nowe podatki i ingerować prywatne życie ludzi.

    • Co to za bzdura łączyć cenę cukru ze zdrowiem!? No większej głupoty, to ja w życiu nie słyszałam!!!
      Akcyza ma uświadamiać? Chciałabym poznać te Akcyzę osobiście i usłyszeć jej rzeczowe argumenty 😉
      Kobieto, czy Ty przeczytałaś ze zrozumieniem to co napisałaś?
      Ludzie nie spożywają cukru bo jest tani, tylko dlatego, że lubią słodką herbatę.

  2. Opodatkują cukier, następnie przyjdzie kolei na tłuszcze – bo przecież są nie zdrowe i powodują otyłość i choroby serca.
    Zostaną zboża, warzywka i owoce i … świadomość szkodliwości cukru i tłuszczu.
    Piramida żywienia, zostanie w takiej samej formie na długie lata. Jej przeciwnicy teraz mają grubszy mur do zburzenia.
    No bo jak przekonać ludzi, że tłuszcz nie jest taki zły, w obliczu gdy dietetyka, medycyna i rząd ma inne zdanie ?

  3. ” No bo jak przekonać ludzi, że tłuszcz nie jest taki zły, w obliczu gdy dietetyka, medycyna i rząd ma inne zdanie ? ” – Marian
    ——————————————————-
    Jak to mówią, nic na siłę bo efekty będą odwrotne od zamierzeń. Trzeba przywołać tu wypowiedź prof. W. Sedlaka ,że ludziom można jedynie coś zaproponować a nie do czegoś zmuszać. Podobnie wyraża się w tym temacie dr J. Kwaśniewski twórca żywienia optymalnego.
    Moje zdanie w tym temacie jest podobne do wyżej wymienionych z dodatkiem ,że tylko pozytywne efekty zmiany sposobu żywienia mogą niejako wymusić zmiany paradygmtów żywieniowych wśród decydentów. Oczywiście będzie to proces wolniejszy od tego ,który byśmy sobie życzyli ale droga na skróty w tej materii usiana jest agresją przeciwników tracących wpływy i pieniądze. Trzeba przyjąć do wiadomości ,że za obecnym modelem żywienia ludzi stąją gigantyczne pieniądze i jak na razie ten obezwładniający czynnik będzie górował. Ludzie nie oddadzą tak łatwo tego co zdobyli. Wiedzieć też trzeba ,że radykalna zmiana modelu żywienia wywraca praktycznie cały świat gospodarczy ” do góry nogami ” ( zasadniczo postawi go na nogi ) a on nie podda się bez walki – to jest przykry aspekt tej sprawy.
    Jak na razie istnieją i to dobrze coraz to częstsze alternatywne spojrzenia na tą tematykę jednak mało kto z publicystów , naukowców, lekarzy zdaje sobie sprawę z konsekwencji.
    Doktor J. Kwaśniewski w swojej twórczości literackiej na polu dietetyczno- medyczno-kulturowym wskazuje na podstawowe przyczyny i konsekwencje takiej a nie innej diety , modelu żywienia oraz co robić, aby to dla dobra ludzkości zmienić w zgodny z naturą sposób.
    Tylko ,że ludzie wyrażając się słowami klasyka ” boją się zmain , nawet na lepsze”.
    Pracą u podstaw dla mnie jest przykład osobisty istniejącego i rozrastającego się środowiska ludzi żyjących zgodnie z zaleceniami Doktora Wszech Czasów, Jana Kwaśniewskiego.Tylko w pokojowy sposób można doprowadzić dzieło naprawy ludzkości do szczęśliwego finału. Oby tylko ludzkość do tego czasu nie spowodowała katastrofy samounicestwiającej życie na Ziemi.
    Co jak pokazują ostatnie wydarzenia na świecie zbliża się milowymi krokami. Prawda jest zawsze prosta , kłamstwa skomplikowane. Obyśmy w zdrowiu doczekali lepszych czasów.

  4. Niestety, to przykra prawda. Medycyna akademicka XXI wieku nadal zmierza w kierunka zanurzania chorych w marynacie chemicznej…Czas się opamiętać..Panowie doktorzy…

  5. @ Władysław Nawoływanie do opamiętania jest utopią. Kto zrezygnuje z kolosalnych zysków, zwłaszcza że i tak nie rosną już one w tym samym tempie, co na początku wprowadzania diabelskiego zamysłu (patrz wykresy), bowiem doszło do nasycenia. Chyba że sięgną po rezerwy w postaci przedszkolaków, co zapewne słusznie przewiduje Autor.
    @ OPTY Kolejną utopią jest wiara w Doktora Wszech Czasów. „Każdy człowiek powinien leczyć siebie sam” – czyjeż to słowa? Dla ułatwienia dodam, że mają jakieś 2,5 tysiąca lat.

    Wyrazy uznania dla Autora za kolejny z wielu interesujących punktów widzenia.

  6. ” @ OPTY Kolejną utopią jest wiara w Doktora Wszech Czasów. „- Grażyna
    ———————————————
    Tylko nie wiara , nie wiara. To nie wiara i utopia skutecznie uleczyła tysiące ludzi tylko wiedza prawdziwa. Wiedza , która sprawdza się w rzeczywistości jest wiedzą prawdziwą, mówimy tu o żywieniu optymalnym nie o czym innym. A to, że ludzie skutecznie uleczeni nadają swojemu dobroczyńcy takie lub inne przydomki nie jest niczym dziwnym . Znam faceta i książkę , który napisał ją i wydał w Polsce dedykując ją właśnie Doktorowi Janowi Kwaśnieskiemu.
    ” Książkę tę dedykuję tytanowi medycyny, Doktorowi Janowi Kwaśniewskiemu. To on uleczył moje chore oczy. Dziekuję. ” – Paweł Szydłowski – ” Tajemnice Pisma Świetego ” -(Kanada)
    Bardzo ciekawawa i nowatorska w sensie spojrzenia na historię świata pozycja . Podobnie jak Doktor , wywraca do góry nogami stereotypy wpajane na uczelniach przez wszystkowiedzące zakute pały historyczne. Pełna kontrowersji i przez to zmusza do myślenia i rewizjii dotychczasowych schematów w tej dziedzinie. Polecam.
    Poza tym utopia to coś niemożliwego do zrealizowania , a żywienie optymalne jest realizowane i to z powodzeniem , oczywiście na niewielką jak na razie skalę ,ale jak myślę ” przyjdzie na to czas ,przyjdzie czas ….” itd
    Pozdrawiam koleżankę o imieniu starolitewskim w znaczeniu ” piękna „.

  7. Debata? nowa debata? nad czym tu debatować? Pierwszy przeczytany artykuł na stronie (znajomość tematu skierowała mnie do tego działu) i od razu kompletne bzdury. Śpieszę z wyjaśnieniem. Debatować można o poglądach, o rzeczach niewyjaśnionych (niepopartych faktami), spierać się co jest lepsze w oparciu o fakty etc.. W tym przypadku fakty, w postaci wiarygodnych badań, mówią same za siebie. Proszę o wybaczenie, jednak nie zmusiłem się do przeczytania całego tekstu, ponieważ uważam to za czystą stratę czasu, a komentuję tylko po to, aby ktoś być może się opamiętał i nie dał wiary tezom przedstawionym w tekście. Nie komentuję więc wszystkich punktów zawartych w tychże wypocinach.
    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że autor pomimo znajomości matematyki matematyki nie zna, ot taki paradoks. Poprawnie stosuje krzywą gaussa. Jednak interpretując ją należałby dodać że obrazuje wyłącznie rozkład cechy w społeczeństwie. Nie mówi nic o prawidłowych wartościach (przyjmowanych arbitralnie*) a tylko o wartościach normalnych w społeczeństwie i tych, które znacznie odstają.
    *-zapyta ktoś, czemu wartości są ustalane arbitralnie? Otóż jak zauważono, od poziomu ciśnienia skurczowego 115 występuje korelacja – im wyższe ciśnienie tym większa częstość chorób. Wydaje się logicznym więc, że osoby poza tą granicą są wskazane do leczenia: w końcu są wystawione na wyższe ryzyko zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego niż cała reszta populacji. Podobnie ma się rzecz, z rzeczywiście traktowanym po macoszemu, ciśnieniu za niskim. Dopiero ostatnio okazało się że istnieje coś takiego jak „krzywa J”, tj. występowanie chorób przy za niskim i za wysokim ciśnieniu (zainteresowanych odsyłam do google grafika, „J curve” ).
    Poza tym częstość nadciśnienia w społeczeństwie wzrasta. Zgodnie z zasadami matematyki krzywa Gaussa będzie się przesuwać w prawo ku wyższym wartościom ciśnienia średniego w populacji ( nawiasem zauważam nieścisłość w operowaniu pojęciami: średnia nie znaczy że dokładnie połowa osób ma wartość wyższą a połowa niższą, autorowi pojęcie średniej pomyliło się w tym przypadku z medianą). Skoro krzywa się przesuwa, to znaczy że nadciśnienie to odpowiednio wyższe wartości ciśnienia. Idąc tym tokiem myślenia dochodzimy do sytuacji, gdzie ciśnienie 115+ w populacji jest coraz częstsze (bo nic z tym nie robimy), ergo częstość chorób wzrasta.
    Prostszy przykład: czy to że jest coraz więcej osób z nadwagą i otyłych znaczy że powinniśmy przesunąć wartości graniczne BMI? Odpowiedź jest prosta i identyczna j/w : nie, ponieważ są to wartości fizjologiczne, tj. takie w których organizm się czuje najlepiej tj. występuje najmniej chorób, więc i koszty są najmniejsze.
    Co do kosztów: zapobieganie zawsze będzie tańsze niż leczenie chorób, bądź powikłań.
    Co do związku diuretyków z cukrzycą: tak, pewne rodzaje diuretyków powodują upośledzenie gospodarki glukozowej. Jednak należy zaznaczyć, że: nie jest to jedyna grupa leków na nadciśnienie, inna grupa (beta-blokery) również ma podobny skutek uboczny, nowe rodzaje diuretyków tego skutku ubocznego nie mają, bowiem dąży się aby skutki uboczne eliminować (tak, medycyna ma na celu uzdrowienie pacjenta, minimalnym kosztem jeśli można ). A diuretyki stosuje się w pierwszym rzucie dlatego, że wielu pacjentów je toleruje bardzo dobrze i mają mało! skutków ubocznych.

    Poza tym powiedzmy sobie wprost: 85% nadciśnienia to nadciśnienie pierwotne: z którego większość sami sobie hodujemy. Dlatego osobom z granicznym nadciśnieniem daje się 6mcy na interwencję żywieniową i zmianę nawyków- która może ciśnienie znormalizować bez jakiejkolwiek interwencji.

    • Wielka szkoda, że nie zmusił się Pan do przeczytania całego tekstu, a także innych tekstów zamieszczonych na tej stronie. Autorzy zadali sobie trud pokazywania zjawiska określanego czasem jako bad science, które pojawia się coraz powszechniej w naszej rzeczywistości. I choć być może czasami sie mylą, to jednak debatować jest o czym i jest to debata ważna. Ale odnosząc się do meriutum. Krzywa Gaussa rzeczyście pokazuje rozkład cechy w zbiorowości, ale czy nie mówi nic na temat wartości prawidłowych? Należałoby zapytać, czy w latach pięćdziesiątych ub wieku – czyli wtedy gdy uważano, że ciśnienie 160 to jeszcze norma – było realtywnie mniej, czy więcej przypadków chorób serca w populacji. Na to pytanie autor rzeczywiście nie odpowiada, ale według mojej wiedzy było ich jednak mniej. Poza tym proszę podać badania, z których wynika korelacja miedzy cisnieniem powyżej 115, a chorobami serca. Ja wtedy podam Panu wyniki badań prowadzonych równiez w Polsce, z których wynika, że ludzie z wyższym ciśnieniem żyją dłużej, od tych co mają np. 120. Podobnie rzecz ma się z choresterolem. Chorzy na chorobę wieńcową dzielą się na dwie grupy: tych z wysokim oraz tych z niskim LDL. Jest ich równo po połowie. Po co więc arbitralnie obniżać normy cholesterolu, jesli nie ma a to żadnego znaczenia ? Zarzuty, że robia to „eksperci” kierujac przesłankami innymi niż naukowe nie sa więc bezpodstawne. Efekt tego jest taki, że obecnie nagminnie „leczy” sie ludzi zdrowych, ku wielkiej radości firm farmaceutycznych, których brzydkie praktyki raz po raz opisuje prasa. I jeszcze jedno. Czy, jako znawca matematyki dopuszcza Pan taką możliwość, że: średnia = mediana = dominanta? Jesli jest to możliwe to czy czasem nie zachodzi taki przypadek w zbiorowości opisanej krzywą normalną? Jeśli tak, to czy błędem jest powiedzenie, że średnia w takim przypadku dzieli populację na dwie równe części?

  8. skończyłam medycynę 20 lat temu, i rzeczywiście uczono mnie, że norma cholesterolu to 250, nadciśnienie górne liczyło się wiek + 100, czyli 60- latek górne miał prawo mieć 160
    co do cukru nie jestem pewna, wydaje mi się, że było niżej, poranna glukoza 70-80, może ktoś mnie poprawi ?

  9. Panowie – źródła proszę. Dane statystyczne dotyczące ciśnienia skurczowego wyssane z palca i to palca, który nigdy w życiu ciśnieniomierza nie widział. Ciśnienie skurczowe poniżej 90mmHg to wykładnik wstrząsu – człowiek wtedy walczy o życie, walczy o każdy mililitr krwi, by wtłoczyć ją do mózgu. Ciśnienie skurczowe poniżej 70 jest ciśnieniem tzw. nieoznaczalnym- znaczy, że człowiek po tym,jak już był na zimno spocony, blady i bez kontaktu jest w stanie agonalnym. Na pewno nie stoi na własnych nogach – bo fizjologiczne odruchy powodują przyjęcie pozycji horyzontalnej – następuje odruchowe zwiotczenie mięśni szkieletowych i padamy – by utrzymać przepływ w mózgu. A Wy piszecie, że 85 mln ludzi w latach 50 miało takie ciśnienie jako norma? Jeśli reszta art. jest pisana na podstawie takich danych to znaczy że szerzycie dezinformację.

    • Nie jestem fachowcem ale przejrzałem zasoby internetu, gdzie można znaleźć opisy wielu przypadków ludzi funkcjonujących z ciśnieniem skurczowym 80. W jednym przypadku opisywane było takie ciśnienie w trakcie szybkiego marszu. Nie znalazłem też nigdzie w tym artykule zapisu „że 85 mln ludzi w latach 50 miało takie ciśnienie jako norma”.

  10. Wasz autor stawia tezę o spisku farmaceutyczno-lekarskim który ma na celu obniżanie norm biochemicznych w celu „leczenia” jak największej rzeszy ludzi. Jaka szkoda, że oparł swoją teorią na podstawie wytycznych amerykańskich (sic!) z 2004 roku (drugie sic!). Wydawało mi się, że mamy już 2013 rok. W medycynie to lata świetlne. Do rzeczy. Po pierwsze: odrzucono założenie o pożądanym ciśnieniu tętniczym poniżej 120/80 i powrócono do 140/90. Autor NIE zainteresował się najnowszymi wytycznymi opartymi bo po co? Nie pasowałoby to do jego teorii. Stawia to Waszą „debatę” pod znakiem zapytania, bo owszem, medycyna popełnia błędy – jednak stara się je korygować (tak jak z ciśnieniem – badania wykazały złe działanie obniżania ciśnienia do 120/80 stąd je cofnięto). Natomiast Wy korzystacie ze źródeł takich jakie Wam odpowiadają w celu potwierdzenia z góry założonej hipotezy.

  11. Poczekajmy na efekty długofalowe postępu medycyny.
    Medycyna myliła się nie raz, zawsze obiecując cudowne tabletki. Nie wiem, czy mam ochotę, żeby coś na mnie testowali.

  12. ODCHUDZANIE PRZY OTYŁOŚCI (CHOLESTEROL) / NADWADZE / CUKRZYCY / NADCIŚNIENIU / CHOROBACH SERCA: INTELIGENTNE, TAKIE POLECAM. *****

    1. Jemy niskotłuszczowo czyli:
    INDEKS ŻYWIENIOWY TJ. IŻ PRODUKTU.

    2. Niskowęglowodanowo, a zatem (energetyczne):
    NISKIE WĘGLOWODANY TJ. DO 26% WZROSTU.

    3. Puenta to tabele:
    IŻ PRODUKTU.

    P. S. Realizując klasyfikację IŻ, organizm sam wykorzystuje złogi trójglicerydów w żyłach, oczyszczając je. Zwyczajne biologiczne reakcje, które równocześnie eliminują miażdżycę i nadciśnienie, a także cukrzycę typu 2. Spożycie CHLEBA NA OSTEOPOROZĘ-IRL, szprotek wędzonych oraz fasoli czyli produktów o dużej zawartości wapnia wyjaśnia celowość umieszczenia tych produktów jako zalecane.

    4. Wykluczamy jednak z diety (niezdrowe dla człowieka) tzw:
    WYSOKIE WĘGLOWODANY TJ. OD 26,01% WZROSTU.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ