Rozmyślania przy goleniu

1

Wiele lat temu, skandalizujący nieco Stanisław Dygat napisał cykl opowiadań pod wspólnym tytułem Rozmyślania przy goleniu. Czasy w których żył z dzisiejszej perspektywy budzą uśmiech rozczulenia. Jego sztandarowa powieść Disneyland burzyła w 1965 roku drętwą konwencję literacką tamtych czasów, a rodzice podejrzliwie spoglądali na swe nastoletnie latorośle, czytające takiego „skandalistę”. Dziś to klasyka, która mogłaby być lekturą obowiązkową w gimnazjum. Dygat odszedł w cień razem z tamtym poczciwym światem. Odeszła jego żona, Kalina Jędrusik, częstochowianka i gwiazda Kabaretu Starszych Panów.

Co pozostało? Do dziś większość facetów codziennie rano spogląda na swoje odbicie w lustrze i rozmyśla, trzymając w ręku narzędzia do golenia. Dzięki rozwojowi technik internetowych teraz takie rozmyślania możemy prowadzić wspólnie z całym światem. Poniżej przedstawiam niektóre z tych moich przemyśleń prezentowanych na forum Dobra Dieta. Dochodziłem do nich wspólnie z forumowiczami, których serdecznie pozdrawiam. Może staną się w Nowej Debacie zaczynem kolejnych dociekań.

***
Działanie estrogenów, to ciekawy temat.

Swego czasu opracowując wykład na temat diet ketogennych doszedłem do wniosku, że kobiety i dzieci ze względów fizjologicznych potrzebują więcej węglowodanów, a ponadto kobiety mniej białka niż mężczyźni. Temat zbyt obszerny, żeby tu się zmieścił, wszakże ubiegłowieczne badanie sposobu żywienia Masajów też to potwierdza. Ich kobiety i dzieci spożywają owoce, a mężczyźni praktycznie tylko orzechy. Tutaj okazuje się, że dodatkowo estrogeny, żeńskie hormony, przesuwają równowagę metaboliczną mięśni w kierunku spalania bardziej tłuszczów niż węglowodanów. Kobiety bardziej niż mężczyźni powinny być przystosowane do długotrwałego małego wysiłku. Nie jest im potrzebna zdolność do szybkiego biegu, bo raczej przez ostatnie 40 tys. lat nie polowały, tylko nieustannie krzątały się wokół domowego ogniska. Z badań fizjologicznych wiadomo, że ich mięśnie mają mniejszą maksymalną wydolność. Wiadomo z historii dopingu, że androgeny, męskie hormony, tę wydolność zwiększają. Również z tego powodu oraz z konieczności wyżywienia niemowlęcia, kobiety proporcjonalnie gromadzą większą tkankę tłuszczową niż mężczyźni.

Współczesne żywienie wysokowęglowodanowe zmusza niepotrzebnie mięśnie kobiet do spalania glukozy. Poród, to długotrwały wysiłek, a nie sprint. Kobiety, które przeszły na żywienie niskowęglowodanowe relacjonują, że poród odbył się szybko i sprawnie. Jak widać na każdym poziomie nasza mozaika metaboliczna układa się w spójny obraz. Ponieważ faceci, w przeciwieństwie do kobiet mają mało etrogenów i są przystosowani ewolucyjnie do maksymalnego, krótkotrwałego wysiłku, żeby złapać uciekający obiad, więc spalając glukozę osiągają lepsze krótkotrwałe wyniki. Po czym lubią zalec gdzieś w zaciszu ukochanego 3p – pilot telewizyjny, papucie i piwo. Co poniekąd ma metaboliczne uzasadnienie: zapasy glukozy są niewielkie w porównaniu z tłuszczami i trzeba je pieczołowicie odbudować przed następnym polowaniem.

***
Na marginesie tych dywagacji.

Chmiel, stosowany do produkcji piwa zawiera dużo roślinnych estrogenów. Estrogeny, w przeciwieństwie do innych hormonów są nieswoiste, tzn. wywierają podobne działanie u wszystkich zwierząt, niezależnie od różnic gatunkowych i odmian estrogenów. W porze zbioru szyszek chmielowych zatrudnione kobiety miesiączkowały co dwa tygodnie.

Co grozi facetom przyjmującym duże ilości substancji czynnej – lupuliny, pochodzącej z ekstraktu szyszek chmielowych dodawanego do piwa? W zasadzie nic poza lekkim zniewieścieniem, zmniejszeniem zdolności do maksymalnego wysiłku, rozrostem tkanki tłuszczowej, złagodnieniem agresywnych zachowań i zmniejszeniem wydolności seksualnej. Z tym, że współczesne piwo, tak naprawdę, to sztuczny ersatz zrobiony z mieszaniny wody, ekstraktu smakowego, cukru i spirytusu, który nawet przez szybę nie widział chmielu czy drożdży piwnych.

***
Przeżywalność, to czysta matematyka. Wadera może urodzić jednorazowo, przyjmijmy, że tylko cztery wilczki, i niech będzie płodna tylko przez 5 lat. Razem wyda na świat 20 sztuk potomstwa, z czego przeżyją do rozrodu w następnym pokoleniu tylko 2 sztuki, 18 wymrze bezpotomnie. Czyli, skutecznie swoje geny przekaże krewnym zstępnym tylko co dziesiąty wilk. W rzeczywistości ta proporcja będzie jeszcze gorsza, bowiem przyjęliśmy na oko minimalne wielkości.

Zbliżone wartości otrzymamy dla wszystkich ptaków i ssaków z człowiekiem włącznie. Tzn. że z grona żywo urodzonego potomstwa w każdym pokoleniu kilkakrotnie więcej musi wymrzeć bezpotomnie, niż przeżyć.

Dopiero od dwustu lat rozwój gospodarczy umożliwił większą przeżywalność człowieka. Zaczęło przeżywać czworo dzieci zrodzonych z jednej kobiety, zamiast dwóch. Dlatego włączyły się niezawodne mechanizmy regulacyjne przyrody i spowodowały zmniejszenie dzietności w rodzinie do rozsądnej wielkości około dwojga dzieci na kobietę.

Reasumując, przeżywalność ssaków i ptaków, liczona w długoterminowych okresach, zawsze kształtuje się na poziomie kilku procent, w okresach wyjątkowej obfitości pożywienia na poziomie kilkunastu procent.

Wyjątkiem jest człowiek przez ostatnie dwieście lat, ale i to się szybko skończyło.

***
Bodajże Carl Gustav Jung opisywał taki przypadek. Miał pacjenta z astmą oporną na wszelkie terapie. Podczas seansów hipnotycznych i regresji do wczesnego dzieciństwa pacjent przypomniał sobie, że jako dziecko wpadł głową w zaspę śnieżną. Po wydobyciu tego zdarzenia z mroków niepamięci objawy astmy ustąpiły.

Z drugiej strony współczesna medycyna obserwuje, że astma i ogólnie alergie rozwijają się jako następstwo porodu przez cesarskie cięcie. Oczywiście można tutaj upatrywać traumy psychicznej większej, niż w przypadku naturalnego porodu. Wszakże przyjmuje się, że podczas cesarskiego cięcia układ pokarmowy noworodka zasiedlają bakterie patogenne i początkowo brakuje symbiotycznych pałeczek kwasu mlekowego z pochwy.

***
Przede wszystkim zbyt mało uwagi poświęcamy okresowi prenatalnemu. Z nielicznych badań wynika, że wcześniaki częściej cierpią na agorafobię, a dzieci urodzone zbyt późno na klaustrofobię. Oczywiście XX wiek, to okres dziwacznych i szkodliwych pomysłów na rodzenie i wychowywanie dzieci, które to pomysły przyczyniły się do zniszczenia więzi społecznych i rozlicznych schorzeń wieku dojrzałego. Jak pisałem, doceniam rolę psychiki w alergiach. Wszakże mając od lat możliwość obserwacji wpływu żywienia na psyche i somę dostrzegam w żywieniu rolę fundamentu. Bez właściwego żywienia nie pomoże ani farmakoterapia, ani psychoterapia, ani samodoskonalenie. Często skuteczność terapii polega właśnie na spowodowaniu nieuświadamianej zmiany preferencji żywieniowych w dobrą stronę.

***
Na roboczo można by przyjąć definicję, że o nadmiarze błonnika w pożywieniu świadczy nadmierne wytwarzanie gazów jelitowych, odczuwane już jako dyskomfort. Bowiem to właśnie bakterie jelitowe przetwarzają błonnik na nasycone kwasy tłuszczowe i gazy, głównie dwutlenek węgla.

***
Lektyny, to specyficzne białka roślinne wykazujące swoiste działanie w stosunku do antygenów oraz innych białek. Tzn. lektyny powodują aglutynację określonych komórek i białek. W handlu jest kilkadziesiąt lektyn służących do różnych testów biologicznych, ekstrahowania związków chemicznych, wyodrębniania komórek rakowych i innych. Klasyczną chorobą jest fawizm, niedokrwistość hemolityczna u osób spożywających duże ilości bobu i fasoli, które jednocześnie nie mają odpowiednich enzymów do trawienia. Lektyny przechodzą wówczas do krwiobiegu i powodują zlepianie krwinek czerwonych.

***

Jak wiemy z codziennego życia, prawo jest dla łobuzów. Porządni ludzie obywają się bez prawa. Pierwszy z brzegu  przykład: Lucy i Czerepak z kolejnego odcinka serialu „Ranczo”. Rządy zawsze bardzo chętnie pod płaszczykiem prawa sięgały do wnętrza rodzin, bo tylko rodziny zawsze były ostoją niezależności od władzy. Najłatwiej rozbić tradycyjne więzi za pośrednictwem dzieci, których psychika dopiero się kształtuje. Dzieci nie mają doświadczenia w kontaktach z psychopatami i nie wytworzyły mechanizmów obronnych.

Przykład z dawnych czasów: chętnie pomijana milczeniem krucjata dziecięca zorganizowana przez bogobojnych Wenecjan. Z bliższych czasów: komuniści i ich sztandarowy młodzik Pawka Morozow. (Dawne to dzieje, więc przypomnę. Pawka doniósł na swojego ojca do NKWD, że ten ukrył gdzieś zboże. Pawka stał się idolem komsomolców, dzięki komunistycznej hagiografii. Ponieważ dziś nawet 50-latki już nie jarzą, czym był komunizm, dodam, że z definicji taki ojciec przestępca musiał sczeznąć na Kołymie. Zresztą, nawet gdyby nic nie schował, to i tak musiałby zginąć dla użyźnienia fantazji pisarzy.)

Dziś, w czasach radosnego rozkwitu prawotwórstwa, dzieci mają mniej opieki niż dawniej.

Powoli ziści się na drodze pokojowej orwellowska wizja, dokładnie tak, jak pół wieku temu to proroczo opisywał autor. Zblazowani dorośli, przestraszeni widmem terroryzmu i przestępców, dla spokoju życia sybaryty i możliwości kupna piątej plazmy, trzeciego samochodu, dziesiątego żelu intymnego wraz z najmodniejszymi tipsami itp. oddadzą władzę nad swoimi rodzinami w ręce, pożal się Boże, specjalistów. To się dzieje na naszych oczach. Temu celowi służy skracanie wieku przedszkolnego i mnożenie przepisów, obłudnie tłumaczone dobrem dzieci.

***

Starsi czytelnicy to jeszcze pamiętają. W latach 60-tych zaaferowane mamy stały w kolejkach sklepowych a na zewnątrz, tak po prostu na chodniku, bezpiecznie parkowały wózeczki  z wrzeszczącymi pociechami. Dziś, w czasach Karty Praw Dziecka, Sądów Rodzinnych, rzeczników i niedorzeczników jest to nie do pomyślenia. Wystarczyło 40 lat, żeby zniszczyć naturalne instynkty opiekuńcze, właściwe wszystkim zwierzętom. Dziś każdy obcy przechodzień może stanowić zagrożenie dla malucha i nie znajdzie się nikt obcy, który o to bezpieczeństwo się zatroszczy w zastępstwie chwilowo nieobecnej mamy.

***
Jest takie żartobliwe powiedzenie: kobieta potrzebuje powodu, a facet miejsca. Po prostu, taka jest rola samca w przyrodzie. Naturalną funkcją płci żeńskiej jest cykl płodności i związane z tym wahania nastroju. Gdyby samiec też czekał, aż mu przyjdzie nastrój, wszystkie zwierzęta wyginęłyby. Samiec musi być zawsze gotowy do prokreacji. Pomimo ewolucyjnego rozwoju neocortex, nadal rządzi naszym zachowaniem międzymózgowie, emocje. Zwierz czasami z nas wyłazi, przyznajmy uczciwie.

***
Na Wyżynie Abisyńskiej żyje ciekawy gatunek pawianów, który ze względu na trudne warunki środowiskowe łączy się w „trójkąty”: jeden samiec – dwie samice. Te samice się wyraźnie nie lubią, chociaż muszą jakoś razem żyć.  Zresztą także samce wszystkich gatunków też nie przepadają za marksowską wspólnotą łoża. Wolą wyłączność na prokreację.

***

Poniekąd do tematu. Za rozerwane krocze i epidemię endometriozy jak najbardziej odpowiedzialna jest „nowoczesna” medycyna. Od czasu wyprodukowania oksytocyny nagminnie poród był przyspieszany z wiadomym skutkiem: następowało częste rozerwanie krocza. W związku z tym medycy mieli naoczny dowód, że trzeba nacinać krocze. To z kolei powodowało, że strzępki błony śluzowej macicy wrastały w krocze i krwawiły w cyklu menstruacyjnym. A trzeba było nie przyspieszać porodu.

***
Nie a propos. Żółtka są pomarańczowe wtenczas, gdy specjalnie karmi się nioski karotenem, np. paszą z dużą ilością marchwi. Podejrzewam jednak, że cwaniaczki raczej dodają do karmy syntetyczny karoten niż marchew.

***
Ostatnio w dzienniku TV przekazali sensacyjną informację, że wegetarianie znacznie częściej niż reszta populacji chorują na raka jelita grubego (sic!)  Naukowcy teraz próbują zrozumieć, dlaczego najlepszy sposób żywienia powoduje częstsze występowanie tego raka. Są zdumieni, jak to możliwe.

***

W nawiązaniu do jednego takiego artykułu.

A ryby to co? Rośliny czy mikroby?  Co właściwie miała autorka na myśli? Jaki wegetarianizm? Aczkolwiek nie polecamy tego, można się żywić samym mięsem, byle byłoby tłuste. Eskimosi to udowadniają od tysięcy lat. Z artykułu wynika, że samymi roślinami żywić się nie da. Trzeba skonsumować jakieś zwierzęta, albo ich jaja albo mleko. To jak człowiek może być wegetarianinem? Po co od 24 lat robi się ludziom wodę z mózgu celebrując dzień bez mięsa? Zresztą w naszej tradycji od tysięcy lat funkcjonuje piątkowy post. Widocznie teraz trzeba na siłę tworzyć laickie misteria, żeby doszczętnie zatomizować społeczeństwa i wyzuć z tradycyjnych, tworzonych przez tysiące lat struktur.

***

Najważniejsze jest pięć pierwszych lat w rozwoju dziecka. Pięć albo sześć, tutaj nie ma jednomyślności. Poza tym z powodu obniżenia wieku szkolnego do 6 lat, już przewiduje się, że przedszkola będą przygotowywały pięciolatków do szkoły. Ponadto w danym roczniku w jednej klasie spotykają się dzieci różniące się wiekiem prawie o rok. I właśnie o to chodzi, żeby jak najwcześniej wyrwać dzieci spod wpływu rodziców. Przecież ci, którzy tworzą takie plany, to nie są debile. Osiągnęli wysokie stanowiska decyzyjne dzięki inteligencji emocjonalnej i doskonale wiedzą, co robią.

Szkoła ma jawną funkcję nauczania. Jednak jej podstawowa funkcja jest niejawna i polega, jak już wspomniano, na wdrożeniu do dyscypliny czasowej, podporządkowaniu życia zegarowi i wychowaniu zastępów posłusznych pracowników fabrycznych. Na razie nic lepszego niż szkoła nie wymyślono. Za to z poświęceniem różne wpływowe bęcwały próbują zniszczyć rolę edukacyjną szkoły poprzez wymyślanie taryf ulgowych, bo jeden z drugim półgłówek miał inteligencję psychopatyczną, natomiast do matematyki ani w ząb. Niszcząc funkcję edukacyjną, jednocześnie bez żadnego pożytku dla tejże edukacji, decydenci obniżają wiek szkolny. Po co, skoro świadomie rolę edukacyjną niszczą? Tylko i wyłącznie, żeby dobrać się do okresu wpajania występującego u naszych dzieci. Przecież to się na tym nie skończy.

***

Moja najprostsza definicja wolności jest taka, że każdy może robić wszystko, co nie narusza wolności pozostałych ludzi. Z tego można, jak z konstytucji, wywieść wszystkie szczegółowe zasady z ochroną środowiska i systemem penitencjarnym włącznie.

***

Gdzieś chyba już o tym pisałem, ale podam taki przykład. W pięcioksiągu Mojżeszowym jest m.in. takie zalecenie. Jeżeli poświadczyłeś dług komuś spoza swojego plemienia, nie jedz, nie śpij, tylko biegnij czym prędzej i odbierz poświadczenie.(sic!)  Już w czasach biblijnych żyrowanie było aktem nieroztropnym. A ja sobie dawniej wyobrażałem, że dopiero system rynkowy zniszczył etos uczciwości i solidności. Że dopiero Francuzi i Brytyjczycy budując giełdy papierów wartościowych zdegradowali uczciwość, a Amerykanie doprowadzili szwindel do finezji. A tu już w czasach proroków!

***

Stłumić można wszystko. Natomiast owocuje to później nerwicą, ponieważ stłumione emocje domagają się wyjścia na powierzchnię i manifestują się w postaci objawów neurotycznych.  Wszakże człowiek jest zwierzęciem stadnym, musi współpracować z innymi. Celebrowanie własnych emocji często przeradza się w cwaniactwo i wymuszanie na innych, żeby akceptowali naszą wolę, bo my coś tam odczuwamy. Dzieci zostawione samym sobie tworzą dosyć autorytarne, często patologiczne stado, znęcające się nad swoimi członkami. Nie ma lekko, trzeba się napracować nad tworzeniem zdrowych interakcji społecznych.

***

Najsilniejszych instynktów nie da się stłumić. Muszą wówczas wystąpić wszystkie opisane przez psychoanalityków mechanizmy, przeniesienie, projekcja, agresja, autoagresja, sublimacja, natręctwa, stany lękowe, regresja itd.  Brytyjczycy zawsze mieli największe skłonności do zinstytucjonalizowanej pruderii. Może dlatego najwięcej morderców na tle seksualnym wywodzi się spośród białych Anglosasów.

***

To taki banał, ale naprawdę jesteśmy jednością psychofizyczną. Soma i psyche są nierozerwalnie związane ze sobą na każdym poziomie. Od spalania w mitochondriach po wpływ kortyzolu na mózg. Stres powoduje zwiększone wydzielanie kortyzolu, który nasila spalanie białek i gromadzenie tłuszczów. Ale odwrotnie też to działa, żywienie wpływa na profil hormonalny. Stres, załamanie poczucia własnej wartości podcina nam skrzydła, utrudnia wyjście z opresji. Kółko się zamyka. Nie ma jednej recepty, wszakże od czegoś trzeba zacząć, żeby przerwać błędne koło. Można zacząć od psychoterapii. Łatwiej i skuteczniej w takim wypadku zastosować trening relaksacyjny lub pokrewne systemy joga. Najprościej zastosować właściwe żywienie, które przesunie profil hormonalny w stronę mniejszego wydzielania hormonów stresu, a dopiero potem sięgnąć po psychoterapię.

***

Nie pamiętam, czy gdzieś o tym już pisałem. W każdym razie moim zdaniem, logicznie rzecz biorąc, bezpieczeństwo socjalne i dostatek wytwarzają ciśnienie ewolucyjne promujące większy odsetek psychopatów niż we wspólnotach pierwotnych. Psychopata jest pozbawiony zdolności do empatii. W związku z tym realizuje wyłącznie swoje cele, bezwzględnie wykorzystując wszystkich innych. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, w trudnych warunkach przeżywa tylko dzięki kooperacji i poświęceniu członków swojej grupy. Grupy wspólnot pierwotnych liczące kilkadziesiąt osób uzyskiwały energię niezbędną do przeżycia i nic ponadto, żadnych nadwyżek. Jeżeli pojawiał się psychopata, który próbował zabrać część energii dla siebie, to osłabiał grupę i niszczył ją, a w konsekwencji sam też ginął. Jeżeli był trochę słabszy, to z kolei grupa skazywała go na banicję i też ginął, ponieważ człowiek jest zwierzęciem stadnym, etc. W obu wypadkach ciśnienie ewolucyjne działało w kierunku eliminacji psychopatów. Doskonale ten mechanizm jest opisany w beletryzowanej książce Farleya Moweta Ginące plemię. Tam występował ewidentnie psychopatyczny czarownik Pomela, którego grupa przestała wreszcie tolerować. Nie musieli go zabijać, wystarczyło, że nikt mu nie pomógł i w tych trudnych warunkach arktycznych oznaczało to wyrok śmierci.

Obecnie istnieje nadwyżka energii, którą można zabrać każdemu członkowi społeczeństwa bez szkody dla przetrwania. W związku z tym psychopaci zabierając tę nadwyżkę nie niszczą grupy. Co więcej, oni mają lepsze predyspozycje do pobierania tej nadwyżki niż ludzie normalni, mając odpowiednie cechy psychiczne do tego procederu. Ponadto obecnie istnieją pieniądze, uniwersalny substytut energii życiowej ludzi. Abstrakcyjny pieniądz ułatwia ograbianie ludzi z ich nadwyżki energetycznej, ponieważ psychopata nie musi się osobiście fatygować po kłopotliwe dary w naturze. Wystarczy, że kumuluje ich równowartość w niekłopotliwym pieniądzu, współcześnie wirtualnym, na kontach bankowych. Dlatego obecnie ciśnienie ewolucyjne promuje większy odsetek psychopatów niż dawniej.

***

Pełne bezpieczeństwo socjalne i darmowa energia zniszczą ludzkość. W takich warunkach wszystkim zwierzątkom, z ludźmi włącznie, zaczynają się pieprzyć w głowie króliczki. Z nudów nie wiedzą już, co jeszcze wymyślić, no i wymyślają to, czego mają najwięcej w łepetynach – perwersje erotyczne, ekshibicjonizm telewizyjny, obżarstwo i rozpad więzi społecznych. Pracowita rasa żółta nie doszła jeszcze do tego etapu, dlatego pewnie zdominuje świat do czasu, kiedy z kolei zastąpi ich rasa czarna albo Indianie. Choć tego nie byłbym już pewien.

***

Od pierwszej prabakterii występuje ten sam metabolizm 20-tu aminokwasów w białkach. Mnie osobiście dziwi, że jest jeszcze wiele osób, które się oburzają na pokrewieństwo człowieka do szympansa czy pawiana. Przecież nawet z psem domowym wchodzimy w interakcje psychiczne. Jest wiele bardzo ciekawych obserwacji etologicznych, może kiedyś będzie trochę czasu na to. Odnosząc kwestię do pawianów, nawet w naszym potocznym języku funkcjonują idiomy: nadstawiać tyłka, chronić tyłek, „dupochron” i kilka innych mniej cenzuralnych. Gdyby pawiany umiały mówić, pewnie powiedziałyby to samo. (Każdy członek stada przechodząc w pobliżu szefa jest zobowiązany do okazania szacunku. Salut w wykonaniu pawianiego samca polega na kornym wypięciu tyłka w symbolicznym zaproszeniu do kopulacji. Podobnie, jak w społeczeństwie ludzkim, pawiany stojące wysoko w hierarchii stada mogą sobie pozwolić na pewną nonszalancję i niedbałość, natomiast te z nizin społecznych muszą salutować gorliwie i wyraziście. Wszystkie jednak salutować muszą, bowiem szef stada spod przymkniętych powiek pilnie śledzi wszelkie objawy niesubordynacji i rozwścieczony natychmiast wymierza karę.)

***

Przeciętni faceci mają smykałkę do techniki i komputerów, rzadziej gubią się w lesie, łatwiej i szybciej radzą sobie z mapą, szybciej jeżdżą samochodami nie bacząc na ryzyko. Te wszystkie cechy są niezbędne w zdobywaniu uciekającego pożywienia. Roślinożercom są niepotrzebne. Te cechy niestety powodują, że faceci mniej troszczą się o własne bezpieczeństwo. Wśród dwudziestolatków umiera czterokrotnie więcej mężczyzn niż kobiet. Ta dysproporcja maleje z wiekiem, a po dziewięćdziesiątym roku życia odwraca się, umiera wówczas więcej kobiet, niż mężczyzn. Jednocześnie faceci wykazują mierną inteligencję emocjonalną, są raczej ślepi i głusi w dziedzinie interakcji emocjonalnych. Przeciętny facet stanie na głowie, żeby przeprowadzić swoją rodzinę przez amazońską dżunglę, ale będzie bezradny w obliczu rozgrymaszonego niemowlaka albo nadąsanych nastolatek.

To się dzieje każdego dnia na naszych oczach i zdumiewające jest, jak w XX wieku udało się ogłupić kobiety i mężczyzn, że przestali widzieć te różnice, a nawet zaczęli stosować represje w stosunku do osób te różnice dostrzegających.

***

Wszyscy jesteśmy nie tylko dziećmi wszechświata, ale przede wszystkim dziećmi naszych matek. Nie ma jak u mamy, śpiewał Wojciech Młynarski. Dlaczego? Bez matczynego zaangażowania żaden maluszek nie przeżyłby. Ani mała foczka, ani świeżo wykluta sójka ani żadne ludzkie niemowlę. To one, mamy, opiekunki potomstwa każdego gatunku, nieustannie walczące o swoje dzieci zapewniają ciągłość gatunku. Całkowicie i bez reszty poświęcone swoim dzieciom. Gatunek ludzki jest gatunkiem stadnym, odwrotnie niż kotowate i niedźwiedzie. Przez miliony lat kobiety musiały integrować swoje środowisko rodzinne, żeby skutecznie wychować swoje dzieci. Wychowanie i wyżywienie dzieci to ogromny wysiłek wymagający współpracy obu rodziców, a nawet dziadków. Rolą facetów jest obrona rodziny, polowanie i dostarczanie pożywienia, niezbędnego do przeżycia. Rolą kobiety jest wychowanie dzieci oraz integracja rodziny.

Więc nie dziwmy się, że faceci mają w mózgu rozwinięte zdolności do abstrakcji, geometrii, orientację przestrzenną i reagują na ruch. Więc nie dziwmy się, że kobiety są wyczulone na emocje i interakcje społeczne. Bez inteligencji emocjonalnej kobiet nasi przodkowie wyginęliby, jak ślepe kocięta.

***

Nie da się w sensowny, naturalny sposób rozbudować mięśni, zachowując jednocześnie zdrowie i harmonijny rozwój całego ciała. Naturalny sposób, tzn. taki który przez miliony lat wykształciła ewolucja u naszych przodków nie posługujących się jeszcze ogniem i przetwórstwem żywności, bowiem to oni, a nie rolnicy stanowią miażdżącą większość wśród antenatów współczesnego Homo sapiens sapiens. Oni nie jedli zbóż ani roślin motylkowych, nie jedli soi, nie jedli warzyw, bo ich nie uprawiali. Mając krótki układ pokarmowy nie mogli jeść trawy. Przypomnijmy, że trawożerne to też drapieżniki odżywiające się nie roślinami, ale prawie wyłącznie jednokomórkowymi zwierzętami przetwarzającymi tę zjedzoną trawę. Dzikie owoce, nawet w tropikach, gdzie występują przez cały rok, nie mogły stanowić podstawy wyżywienia, bo mają za mało białka w stosunku do węglowodanów. Pozostają tylko orzechy i nasiona. Nasi przodkowie musieli zjadać jakieś mięso w dowolnej postaci, od robali począwszy, a na antylopach i padlinie skończywszy. Wszystkie współczesne zboża i motylkowe, zawierające dostateczną ilość białka, zostały sztucznie stworzone metodą długotrwałej selekcji, a od niedawna poprzez modyfikacje genetyczne. Więc nasi przodkowie nie mogli być wegetarianami. Współczesny bezmięsny ortodoksyjny wegetarianizm, to intelektualny twór, który nigdy nie istniał. Pożywienie czysto roślinne należy uzupełniać o syntetyczną witaminę B12 oraz opierać na sztucznych roślinach takich jak soja, pszenica, ryż. Jak ktoś chce rozbudować mięśnie ponad naturalne potrzeby swojego organizmu, musi spożyć więcej białka w postaci koncentratów sojowych itp. Nasi przodkowie tego nie mieli. Natomiast mieli zawsze mięso do dyspozycji. Nasze współczesne mięso, trochę skażone, jednak nadal jest bardzo podobne do tamtego, czego nie można powiedzieć o kotletach sojowych, których nigdy wcześniej nie było. Więc w tym sensie nie da się rozbudować mięśni naturalnym pożywieniem roślinnym, trzeba wówczas oprzeć swoją dietę o sztuczne wytwory typu pszenica, soja i ewentualnie koncentraty. A efekt, tu sądzę, że wszyscy się zgadzają, i tak będzie gorszy niż na diecie zwierzęcej.

Witold Jarmołowicz
Akademia Zdrowia Dan-Wit
jw@danwit.pl

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku Twitterze! Wesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

1 KOMENTARZ

  1. „Najważniejsze jest pięć pierwszych lat w rozwoju dziecka. Pięć albo sześć, tutaj nie ma jednomyślności.” Otóż pamiętam, że w jakimś wywiadzie dr Tomasz Witkowski twierdził dość wyraźnie, że twierdzenie, że najważniejsze jest pierwsze x lat dzieciństwa jest bzdurą i wynika z bezkrytycznego przyjęcia za pewnik hipotezy Konrada Lorenza. Wspominana było coś o zagniazdownikach. Źródła niestety nie pomnę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ