„Tłusta dieta jest najzdrowsza”. Wywiad z Gary Taubesem. (część 2)

27

Zapraszamy do lektury drugiej części wywiadu z Gary Taubesem, amerykańskim dziennikarzem, historykiem  nauki, autorem książek poświęconych problematyce naukowej. Osoby zainteresowane całym wywiadem zachęcamy do zapoznania się najpierw z częścią pierwszą naszej rozmowy.

Tym razem Taubes omawia, między innymi, przyczyny otyłości i chorób przewlekłych w świetle tzw. teorii insulinowej, ocenia hipotezę o toksyczności środowiska naturalnego i zdradza swoje poglądy na temat przyszłości obowiązujących dogmatów dietetyczny.

Jest Pan zwolennikiem „węglowodanowej teorii” otyłości i chorób przewlekłych (zwanej również „teorią insulinową”). Zgodnie z nią za otyłość i różne schorzenia odpowiedzialne jest spożycie węglowodanów, zwłaszcza tych wysoko przetworzonych. Dlaczego to węglowodany, a nie tłuszcze, są Pana zdaniem, wyjątkowo tuczące? Jakie są najmocniejsze dowody naukowe na poparcie tej teorii? Dlaczego teoria węglowodanowa lepiej tłumaczy dzisiejszą epidemię otyłości i innych chorób cywilizacyjnych niż „hipoteza tłuszczowo-cholesterolowa”.

Hipoteza węglowodanowa jest stosunkowo prosta. Opiera się na fakcie, dobrze znanym i opisanym w literaturze naukowej, że insulina jest hormonem, który reguluje akumulację tłuszczu w organizmie, tj.  określa zawartość tłuszczu w naszej tkance tłuszczowej. Inny, równie dobrze znany i opisany w literaturze fakt jest taki, że stężenie insuliny we krwi zależy w dużym stopniu od ilości węglowodanów w naszej diecie. Zatem „hipoteza węglowodanowa” tylko łączy ze sobą te dwa fakty: skoro węglowodany wpływają  na poziom insuliny w surowicy, a insulina na gromadzenie się tłuszczu w tkance tłuszczowej, to – ogólnie rzecz ujmując – oznacza to, że spożywane węglowodany przyczyniają się do rozrostu tkanki tłuszczowej i tym samym sprawiają, że tyjemy.

Do ważnych dowodów na poparcie tej teorii zaliczyć można obserwacje populacji, które nigdy nie jadły zachodnich pokarmów, nie spożywały cukru i przetworzonych węglowodanów, które najmocniej stymulują wydzielanie insuliny. Populacje te są zwykle szczupłe. Jednak kiedy w ich diecie pojawi się cukier, mąka i przetworzone węglowodany, zaczynają one tyć i chorować na cukrzycę oraz choroby serca. Jak na korelacje, obserwacje te są bardzo przekonujące.

Ale to nie wszystko. Istnieją też badania eksperymentalne pokazujące, że zawsze kiedy ludzie przechodzą na diety niskowęglowodanowe, z łatwością tracą na wadze i dzieje się tak bez względu na liczbę spożywanych kalorii. Wiemy również, że kiedy podajemy cukrzykom typu 2 insulinę, zwykle przybierają na wadze. Natomiast kiedy podamy im leki ograniczające wydzielanie insuliny, chudną. Ten sam mechanizm można z łatwością wykazać u zwierząt.

Mamy zatem dowody różnego typu. Co więcej, teorię węglowodanową można by łatwo zweryfikować w rygorystycznie kontrolowanych eksperymentach, gdyby tylko środowisko medyczne i żywieniowe było tym zainteresowane. Ale nie jest.

Wielu obserwatorów uważa, że antytłuszczowa hipoteza tłuszczowo-cholesterolowa  jest nie tylko błędna pod względem naukowym, ale również przyczyniła się do powstania problemu otyłości, cukrzycy, chorób serca oraz innych dolegliwości powszechnych dziś na Zachodzie. Inaczej mówiąc, panujące niskotłuszczowe zalecenia żywieniowe stworzyły problemy, którym miały rzekomo zapobiegać. Czy zgadza się Pan z taką tezą?

Tak, zgadzam się. Pierwszy artykuł, jaki w 1999 roku opublikowałem na ten temat w magazynie „Science”, zatytułowany “The Soft Science of Dietary Fat” („Miękka nauka o tłuszczach w diecie”), poświęcony był temu, jak ewoluowało przeświadczenie, że niskotłuszczowe odżywianie jest zdrowe, w jaki sposób w latach 1977-1984 zostało przekształcone w nową „wiedzą obiegową”. Kiedy to się stało, przemysł spożywczy zaczął masowo produkować rozmaite „odtłuszczone” pokarmy, a ludzie uwierzyli, że dla swojego dobra powinni je kupować i spożywać. Jeśli jednak wyeliminujemy z diety tłuszcz, siłą rzeczy będziemy jeść więcej węglowodanów. Zatem nastąpiła tu fundamentalna zmiana: węglowodany, które w latach 60. postrzegane były jako wyjątkowo tuczące, w latach 80. zaczęto przedstawiać jako pokarmy „zdrowe dla serca”. W rezultacie podstawą słynnej piramidy zdrowego odżywiania, którą USDA [amerykańskie ministerstwo rolnictwa – przyp. tłum.] zaczęło promować w USA, stały się te wszystkie pokarmy, jakie pokolenie mojej babci uważało za niezwykle tuczące, w tym pieczywo, makarony, ziemniaki itp.  W międzyczasie zaczęło rosnąć również spożycie cukru. I częściowo przyczyniła się do tego popularna wówczas teoria, uważana za potwierdzenie zasadności niskotłuszczowej doktryny żywieniowej, zgodnie z którą jeśli jakiś pokarm nie zwiera tłuszczu, to nie może być tuczący. Tak więc cukier, jako pokarm beztłuszczowy, dostał od lekarzy i dietetyków taryfę ulgową.

Bardzo szybko pokarmy niskotłuszczowe, lecz bogate w cukier i łatwostrawne węglowodany, zaczęto reklamować jako „zdrowe dla serca”, a przemysł zaczął zalewać nimi rynek. I dziś łatwo dostrzec, że te zmiany w diecie Amerykanów zbiegły się w czasie z wybuchem epidemi otyłości. To właśnie w tym czasie zaczęliśmy spożywać nieco mniej tłuszczów, ale za to znacząco więcej węglowodanów i dużą ich częścią był cukier lub syrop glukozowo-fruktozowy (HFCS), które zresztą zasadniczo niczym się od siebie nie różnią. Mamy zatem dowody obserwacyjne na potwierdzenie hipotezy, że jeśli zwiększymy spożycie węglowodanów, a zwłaszcza cukru, tym samym zwiększamy w populacji liczbę osób otyłych.

Natomiast jeśli spojrzymy na dowody zgromadzone w badaniach eksperymentalnych, zobaczymy, że nie tylko obalają one „hipotezę tłuszczowo-cholesterolową”, ale wręcz pokazują, że diety, o których mówi się, że nas zabiją (tj. bogate w mięso, jaja, boczek, masło, śmietanę itd.), są w rzeczywistości najzdrowszym z możliwych modeli odżywiania. Eksperymenty, które dotychczas wykonano pokazują, że jeśli przejdziesz na dietę bogatą w tłuszcze i ubogą w węglowodany nie tylko schudniesz dzięki wyeliminowaniu tuczącej żywności, ale też poprawisz u siebie parametry uważane za czynniki ryzyka w chorobach układu sercowo-naczyniowego. I mam tu na myśli te czynniki, które współczesna nauka uważa dziś za istotne, a nie przestarzałe parametry z lat 70. takie jak cholesterol całkowity, LDL i inne wskaźniki nie mające żadnego znaczenia.

Do tzw. wiedzy obiegowej o przyczynach otyłości oraz chorób przewlekłych w ostatnich latach dołączyła teoria o toksyczności naszego środowiska. Zgodnie z nią ludzie tyją i chorują nie tylko dlatego, że się przejadają, lecz również dlatego, że nasze środowisko (tj. żywność, powietrze, woda itp.) staje się coraz bardziej toksyczne. Na przykład, przeciwnicy spożywania mięsa twierdzą, że tak dużo jest w nim dziś różnych antybiotyków i chemikaliów, że jego jedzenie wywołuje rozmaite choroby, włącznie z nowotworami. Jaka jest Pańska opinia na ten temat?

Ja również uważam, że nasze środowisko jest toksyczne, lecz nie jestem przekonany o słuszności tezy, że chemikalia i hormony w mięsie powodują epidemię otyłości i chorób serca. Dlaczego nie uważam? Między innymi dlatego, że istnieje wiele obserwacji dokonanych jeszcze przed rokiem 1960 pokazujących, że te same choroby przewlekłe, które trapią nas dzisiaj – tj. cała grupa schorzeń typu otyłość, cukrzyca, choroby serca, nowotwory, dna moczanowa, nadciśnienie tętnicze itp. – pojawiały się w rozmaitych, często odizolowanych od  świata populacjach niedługo po tym, jak zaczynały one spożywać cukier i mąkę. I choć to tylko korelacje, mamy wiele dowodów na to, że choroby, które chcielibyśmy wytłumaczyć toksycznością naszego mięsa, występowały na długo przed pojawieniem się tych substancji chemicznych i hormonów.

W latach 70. i 80. XX w. czołowi epidemiolodzy specjalizujący sie w badaniu nowotworów krytykowali rozmaite ruchy proekologiczne za to, że dokonały one „skoku” na dane epidemiologiczne łączące występowanie nowotworów z niektórymi aspektami środowiska naturalnego. O ile naukowcy akcentowali kwestie związane z odżywianiem i stylem życia, o tyle organizacje zielonych obwiniały substancje chemiczne i skutecznie uwrażliwiały opinię publiczną na kwestię zanieczyszczenia chemikaliami mimo tego, że przy ich pomocy można było wyjaśnić jedynie niewielki procent zachorowalności na nowotwory. Tak więc hipoteza o toksyczności środowiska jako przyczyny epidemii otyłości i chorób cywilizacyjnych może i jest prawdziwa, ale zanim bym zaakceptował taki pogląd, chciałbym znaleźć i przyjrzeć się  populacji, która nie spożywała cukru, ani przetworzonych zbóż, a jednocześnie miała u siebie taką jak my ilość zanieczyszczeń środowiska, hormonów w mięsie itp. Na takiej podstawie moglibyśmy stwierdzić, które choroby spowodowane są czynnikami środowiskowymi, a nie wyłącznie spożywaniem cukru i wysoko przetworzonych zbóż oraz ich oddziaływaniem na poziom insuliny.

Niedawno opublikował Pan w „New York Times” obszerny artykuł pt. „Is Sugar Toxic” („Czy cukier jest toksyną”) poświęcony wpływowi cukru na zdrowie i przemianę materii. [Artykuł ten omawialiśmy na Nowej Debacie w tekście pt. „Gorzki posmak cukru” – przyp. tłum. ] Dlaczego zagadnienie to jest, według Pana, takie istotne?

Mamy dane historyczne pokazujące, że kiedy jakieś populacje zaczynają spożywać duże ilości cukru i przetworzonych zbóż, zaczynają chorować na te same choroby, jakie prześladują nas obecnie. Jednak ciekawe jest to, że z jednej strony istnieją populacje, które chorują na otyłość i cukrzycę, i których diety są bardzo bogate w węglowodany (np. mieszkańcy Karaibów i wysp na Południowym Pacyfiku). Z drugiej strony mamy populacje, które również spożywają głównie węglowodany, a mimo to prawie nie chorują na cukrzycę lub otyłość, na przykład mieszkańcy południowo-wschodniej Azji.

W świetle takich obserwacji musimy postawić pytanie: czym różnią się te dwa modele? Jedna możliwość jest taka, że jestem w błędzie i zawartość węglowodanów w diecie nie ma żadnego znaczenia dla naszego zdrowia. Inna możliwość jest taka, że zasadnicza różnica między opisanymi wyżej modelami dotyczy spożycia cukru. Jeśli tak jest, to te populacje, które jedzą dużo cukru, chorują, a te, które jedzą mało cukru, nie chorują. Tak więc południowo-wschodni Azjaci, których dieta była tradycyjnie uboga w cukier, rzadko chorowali na cukrzycę i otyłość mimo tego, że spożywali duże ilości węglowodanów. I z tego właśnie względu, problematyka oddziaływania cukru na człowieka ma takie duże znaczenie. Jednym z elementów hipotezy węglowodanowej jest  bowiem założenie, że cukier w diecie jest niezbędny do tego, aby wywołać insulinooporność.

Zatem różnica między wspomnianymi wyżej modelami zawiera się w koncepcji, że fundamentalnym problemem jest spożycie cukru. Gdybyśmy nigdy nie jedli cukru, gdyby nie spożywali go nasi rodzice, wtedy być może moglibyśmy jeść bezkarnie wszystkie inne węglowodany. Jednak kiedy zaczniemy jeść znaczące ilości cukru, a określenie tej ilości pozostaje kwestią otwartą, wtedy wszystkie inne węglowodany mogą wywoływać problemy zdrowotne.

W książce Good Calories Bad Calories udokumentował Pan bardzo dużą ilość materiału naukowego pokazującego, z jednej strony, że obowiązujące niskotłuszczowe zalecenia żywieniowe są błędne, a z drugiej strony, dlaczego „hipoteza węglowodanowa” jest lepszym sposobem na pokonanie otyłości i wielu chorób przewlekłych. Czym różnić się będzie od GCBC Pańska nowa książką pt. Why We Get Fat (Dlaczego tyjemy). Co chciał Pan osiągnąć za jej pomocą? Jak zachęciłby Pan polskich czytelników do przeczytania książki Why We Get Fat, która ma się lada dzień ukazać na polskim rynku?

Good Calories, Bad Calories to obszerny, pięćsetstronnicowy tom. Napisałem go z myślą o tym, aby przedstawić jak najwięcej argumentów na rzecz hipotezy węglowodanowej i przekonać do niej władze zajmujące się zdrowiem publicznym. Nie chciałem, żeby ktokolwiek musiał brać na wiarę to, co głoszę.  Niestety mam skłonność do tego, aby zawsze przytaczać jak najwięcej dowodów, zatem moja książka podaje liczne szczegóły i podąża wieloma tropami zarówno czysto naukowymi, jak i historyczno-politycznymi. Dopiero po napisaniu Good Calories, Bad Calories uświadomiłem sobie, że mało kto ma dziś czas, żeby przeczytać taką obszerną pozycję, która ponadto dowodzi, że  wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy o odżywianiu, jest błędne. Przeczytanie takiej książki jest szczególnie trudne dla ekspertów.

W dodatku zacząłem otrzymywać liczne emaile od czytelników mówiących: “Ta książka zmieniła moje życie. To najważniejsza książka, jaką kiedykolwiek w życiu czytałem. Czy mógłby Pan teraz napisać podobną, z tym że taką, którą zdołałby przeczytać mój mąż? Albo mój syn? Albo mój lekarz?” Otrzymywałem też listy od lekarzy pytających mnie: “Czy mógłby Pan napisać teraz książkę, którą mógłbym dać do przeczytania swoim pacjentom? Taką, która nie miałaby 500 stron, a jednocześnie zawierałaby te same argumenty napisane w prostszej formie, tak żeby łatwiej się ją czytało? Coś co można przeczytać podczas długiego lotu samolotem z jednego wybrzeża na drugie?”

I z tych właśnie względów postanowiłem napisać Why We Get Fat (Dlaczego tyjemy). Ta książka jest bardziej rzeczowa, mniej historyczna, przedstawia cały problem tak, jakbym był prokuratorem występującym w sądzie przed ławą przysięgłych w sprawie kryminalnej. Jest też stosunkowo krótka, mniej „naładowa” szczegółami naukowymi, więc, mam nadzieje, łatwiejsza w odbiorze. Myślę również, że dzięki Dlaczego tyjemy uda mi się mocniej wpłynąć na to, jak ludzie postrzegają tę problematykę.

Zdarza się, że badacz chce pełnić rolę „doradcy księcia”. Czy dla Pana ważniejszy jest wpływ na władze odpowiedzialne za politykę zdrowotną i żywieniową, czy raczej widzi Pan swoją działalność jako walkę o prawdę na płaszczyźnie czysto intelektualnej? 

Myślę, że po części i jedno i drugie. Kiedy człowiek uświadomi sobie (bądź ubzdura, jeśli nie mam racji), że niemal całe środowisko medyczne i badawcze na całym świecie jest w błędzie, że źle rozumie, źle leczy, i źle zapobiega najważniejszym dolegliwościom naszych czasów (np. w USA otyłość i cukrzyca przygniatają dziś cały system opieki zdrowotnej),  to bardzo trudno jest przejść obok tego obojętnie i nie próbować czegoś z tym zrobić. Prawda i jej upowszechnianie jest ważne, lecz kiedy uznasz, że poznałeś prawdę na jakiś istotny temat, odczuwasz naturalną chęć, żeby działać na jej rzecz. I tak też robię.

Nie wiem, czy określiłbym  swoją rolę jako “doradcy księcia”, lecz z pewnością chcę wpłynąć na władze odpowiedzialne za nasze zdrowie i ich politykę tak, abyśmy mogli rozwiązać gnębiące nas problemy zdrowotne i za 20,30,40 lat mieć to już za sobą. Uważam, że otyłość i cukrzyca to problemy, które można rozwiązać w prosty sposób pod warunkiem, że środowisko medyczne zrozumie ich przyczyny. To chcę osiągnąć i mam nadzieję, że  mam rację.

Jako autor best-sellerów na tematy związane z funkcjonowaniem nauki dużo Pan podróżuje wygłaszając prelekcje i wykłady zarówno dla studentów, specjalistów jak i urzędników zajmujących się zdrowiem publicznym. Zapraszają Pana uniwersytety i ośrodki badawcze w całych Stanach. Pojawia się Pan też w głównych mediach debatując na tematy zdrowotne z lekarzami i dietetykami. Jak odbierają pańską działalność amerykańskie środowiska medyczne i rozmaite władze publiczne?

Widzę, że koncepcje, które promuję, upowszechniają się. Robimy zdecydowany postęp w USA i na świecie. Mam teraz cały zespół, który pomaga mi rozpowszechniać moje argumenty. Codziennie dostaję wiadomości od ludzi, którzy przeczytali moje książki. Odzywają się do mnie lekarze i badacze, profesorowie i władze różnych uniwersytetów, a także studenci. Wszyscy oni piszą, że argumenty i fakty, które zaprezentowałem w swoich książkach, są dla nich bardzo przekonujące.

Niestety tych nieprzekonanych  jest wciąż o wiele więcej. Na przykład niedawno „New York Times” opublikował artykuł napisany przez dziennikarkę zajmującą się problematyką zdrowotną, Tare Parker-Pope, na temat tłuszczów w diecie. Autorka informuje czytelników, że nie jest w stanie schudnąć niezależnie od tego co by w tym celu robiła. Ten artykuł powtarza wciąż te same, stare teorie o bilansie energetycznym i liczeniu kalorii. A przecież to właśnie dla „New York Times” napisałem niektóre z moich najważniejszych artykułów! Mimo to nie mogę przekonać nawet redaktorów tego pisma, lub piszących dla NYT autorów, takich jak Parker-Pope, o tym, że istnieje alternatywna teoria otyłości. Jest jasne, że jeśli chodzi o przekonywanie ludzi przed nami mnóstwo pracy, i może to potrwać 10 lub nawet 50 lat.

Dodam, że codziennie przybywa nam zwolenników, ale wciąż jest ich za mało. Mój współpracownik, Peter Attia, uważa, powołując się na Malcolma Gladwella, że musimy przekonać do naszych poglądów 10-20 procent lekarzy, bo dopiero wtedy możemy sprawić, że cały paradygmat, w jakim funkcjonuje publiczna polityka zdrowotna, zacznie się zmieniać na rzerszą skalę. Moim zdaniem mamy dziś sto a może i tysiąc razy więcej zwolenników niż 4 lata temu, kiedy ukazała się książka Good Calories Bad Calories, jednak to wciąż mniej niż 1% tych, których musimy przekonać. Zatem daleka droga przed nami.

Widać już dziś wyraźnie, że obowiązujący paradygmat to kolos na glinianych nogach. Z jednej strony pojawiają się coraz to nowe badania poddające w wątpliwość popularne powtarzane nam od lat dogmaty dotyczące „zdrowej diety”. Z drugiej strony, coraz więcej „zwykłych ludzi” czuje się zawiedzionych niskotłuszczowymi zaleceniami żywieniowymi i coraz chętniej zwraca się ku różnym rodzajom modelom życia i odżywiania niskowęglowodanowego, czego przykładem jest rosnąca popularność „hipotezy paleo„. Jaka jest, Pana zdaniem, przyszłość obowiązującego niskotłuszczowego paradygmatu? Czy czeka go całkowity upadek, czy zostanie zastąpiony innym, czy spadnie do rangi jednej z wielu konkurujących ze sobą teorii o żywieniu? Czy establishment i biurokracja zdrowotna, która narosła wokół teorii tłuszczowo-cholesterolowej, będzie stawiać opór jakiejkolwiek rewizji obowiązujących zaleceń, czy może obóz ten zdecyduje się dokonać niewielkich modyfikacji w nadziei, że uda się w ten sposób uratować cały system?

Na pytanie to odpowiedziałem obszernie pod koniec mojej książki Good Calories Bad Calories i do dziś zasadniczo nie zmieniłem zdania. Myślę, że końcowy rezultat będzie kompromisem. Władze zaakceptują pogląd, że niektóre węglowodany są szkodliwe – jedne z uwagi na ich oddziaływanie na insulinę, inne z uwagi na to, że zawierają gluten. Niektóre tłuszcze, tłuszcze nasycone, będą nadal uznawane za szkodliwe; teoria o ich szkodliwości zostanie zachowana, ponieważ władze popierają ją od samego początku, więc trudno będzie się im z niej wycofać. Można powiedzieć, że z naukowego punktu widzenia sytuacja, na tle tego, co jest dziś, nieco się poprawi. Obecnie widać już, że to się dzieje.

Nad czym Pan pracuje obecnie? Czy będzie Pan nadal zajmował się problematyką zdrowia i odżywiania, czy może uważa Pan swoje zadanie za zakończone, jeśli chodzi o ten temat? Co szykuje swoim czytelnikom Gary Taubes?

Otrzymałem zaliczkę na napisanie książki poświęconej historii spożycia cukru i syropu glukozowo-fruktozowego (HFCS), ich wpływowi na zdrowie oraz aspektom politycznym upowszechnienia tych produktów w naszej diecie. Mam nadzieję, że książkę na ten temat skończę w przyszłym roku, choć jest to założenie nader optymistyczne.  Poza tym wraz z bardzo inteligentnymi i mądrymi współpracownikami zakładam organizację non-profit, której celem będzie edukowanie opinii publicznej w zakresie informacji zawartych w moich książkach, a także zbieranie funduszy na rzecz wykonania eksperymentów naukowych, które uważamy za konieczne.  Mam nadzieję że organizacja ta, o nazwie „Nutrition Science Initiative” (NuSI), już w marcu br. będzie funkcjonować . Zobaczymy wtedy, na ile i czy w ogóle uda nam się wpływać na establishment medyczny oraz władze zajmujące się zdrowiem publicznym oraz sprawić, aby środowiska te zrozumiały, czym tak naprawdę jest otyłość, cukrzyca i wszystkie związane z nimi choroby przewlekłe.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Mateusz Rolik i Tomasz Gabiś,  grudzień, 2011. Przełożył Mateusz Rolik. Współpraca: Dominik Rozwadowski

Read the original version in English

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku i TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGary Taubes on why we get fat and the future of nutritional advice. Interview (part 2).
Następny artykułWielki kryzys – wielka zagadka?
Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

27 KOMENTARZE

  1. Z natury jestem szczupłą osobą, tony węglowodanów nie zalewają mnie tłuszczem, mimo to i tak unikam ich jak ognia. (Podstawa to jajka z boczkiem:) ) Więc kieruję zaś pytanie ‚z drugiego bieguna’- JAK PRZYTYĆ? Odpowiedź jest niby jest oczywista- dieta wysokobiałkowa +odpowiedni trening siłowy.
    Jaka to jest dieta wysokobiałkowa? Na większości forum kulturystycznych przetarł się mit iż prawo dynamiki tłumaczy wszystko. Chcesz przytyć? jedz 500kcal więcej, chcesz schudnąć?- jedz 500kcal mniej. W takim razie niech ktoś mi wytłumaczy jak ja,- osoba ważąca 70kg, jedząca dziennie 1kg ryżu, 2g białka, 1,5g tłuszczów,- razem / kgmc ok 5000kcal+ nie może przybrać na masie ani ciutki?
    Na szczęście nie stosuję się już do podobnych herezji, w przeciwnym wypadku za kilka lat cukrzyca zapukała by sama.
    W polskojęzycznym jest kilka miejsc gdzie możemy znaleźć z goła odmienny pogląd iż 2g białka/ kgmc to głodowa porcja dla osoby, która chce budować masę mięśniową,- zalecane widełki na początek to 3,5g~ i do tej opcji skłaniałbym się bardziej. Mimo to te osoby nie radzą ograniczać węgli, by białko nie szło na cele energetyczne. Ja się więc pytam- nie możemy ich CAŁKIEM zastąpić tłuszczami i tym samym skutecznie budować masę mięśniową? pozdrawiam

  2. Ciekawy wywiad, choć w dużej mierze zawierał treści z którymi mogliśmy już zapoznać się na łamach ND. Najbardziej zaciekawił mnie temat eksperymentów, które planuje G. Taubes i jego fundacja? Dlaczego ten wątek nie został pociągnięty ? Wiadomo coś na temat szczegółów tych eksperymentów ? Jak ? Gdzie ? Kiedy ? Kto je sfinansuje..?

  3. Teoria teorią a mnie ciągle brakuje linkow do artykułów opisujących współczesne badania na rzecz tej hipotezy.Liczę, że znajdę je w bibliografii Why we get fat;)

    • Na własnym organiźmie doświadczam dobrodziejstw żywienia wysokotłuszczowego i niskoweglowodanowego. Już od 12-tu lat (między innymi schudłem 30 kg).

      Wielkie dzięki dla dr Kwaśniewskiego, że podzielił się swoja wiedzą.

      Kto chce to i znajdzie.

      Pozdrawiam

  4. @Adam Brzeziński, ciekawe info pod podanym przez ciebie linkiem. Dzięki. Jak znasz inne przykłady polemiki z hipotezami G. Taubesa to będę wdzięczny za podzielenie się.

  5. Nie rozumiem za bardzo ataku na dietę węglowodanową. Żaden węglowodanowiec, przy odrobinie wiedzy i zdrowych zmysłach, nie będzie jadł pokarmów zawierających cukier czy białą mąkę. Chyba, że zupełnie incydentalnie.

  6. Jestem po lekturze książki Taubes’a. Bardzo dobra robota! Konkluzja na temat otyłości (traktowanej przez autora jako zaburzenie metaboliczne) naprawdę daje dużo do myślenia. Ludzie nie dlatego są otyli ponieważ za dużo jedzą i za mało się ruszają. Jest odwrotnie: to otyłość sprawia że ruszają się za mało i za dużo jedzą.
    Jednego co mi w niej brakuje to chociażby próba zdefiniowania otyłości. W domyśle rozumiem, że dla autora osoba otyła ma wysoki poziom tkanki tłuszczowej. Niestety większość laików za wskaźnik otyłości traktuje BMI, który nie oddaje otyłości w sensie rozumianym przez autora. Uważam, że krótkie rozwinięcie tematu tzw. „składu ciała” byłoby wskazane.

  7. Insulina jest wydzielana przy dostarczeniu z pożywienia białka , lecz jest jeden bardzo ważny wyjątek wydziela się również glukagon, dzięki temu mamy homeostazę. W przypadku konsumowania węglowodanów obserwujemy wydzielanie tylko insuliny, a glukagon będzie stłamszony póki insuliny będzie dużo w krwioobiegu. Pisał o tym Dr Eades. Gary Taubes zrobił kawał znakomitej roboty i chwała mu za to, że miał ochotę i czas grzebać w tak potężnej literaturze. Wielu z Nas powinno korzystać z tego dorobku wiedzy.

  8. Przeczytałem. Swierdzam, że Panu Taubesowi przydałaby się pomoc. Myślący ludzie napisali już tyle książek zawierających wiedzę na temat żywienia ( dla jasności – wiedza to znajomość przyczyn rzeczy). Niektórzy przeprowadzili nawet badania. Może Pan Taubes zerknie jeszcze raz, zaoszczędzi mu to pracy. Ot chociażby „Życie bez pieczywa”, wszystkie książki na temat „diety optymalnej” czy omawiany na tym adresie „Buszujący z zbożu”. Wystarczy trochę pomyślec, sprawdzić na sobie i sprawa załatwiona. Już od dawna tzw. „nauka” nie jest nauką. Pan Taubes się o tym nie przekonał w okresie zainteresowania fizyką? (fizyka kwantowa – powstała na drodze konsensusu!!, a jej przeciwnicy uciszeni.)
    Żródłem pokarmu dla człowieka mogą być węglowadany, białko i tłuszcze. Można jejść dużo węglowodanów ( cukier), mało białka, mało tłuszczu i długo być zdrowym ( azjaci ). Można jejść mało węglowodanów (cukrów),mało białka i dużo tłuszczów i jeszcze dłużej być zdrowym. Dużo białka jejść nie należy . Różnica najważniejsza, to ilość energii otrzymywanej z wegla ( weglowodany) i wodoru ( tłuszcze).

  9. Zgadzam się z Andrzejem. Część rewolucyjnych stwierdzeń pana Taubsa jest oczywista, jak np. jedzenie wysoko przetworzonych węglowodanów nie jest dobre dla zdrowia.
    Co do diety opartej na tłuszczach – raczej ciężko mi zgodzić się z tą teorią, bo uważam, że wysoko przetworzone tłuszcze są równie zdrowe co wysoko przetworzone węglowodany. Można zatem spożywać nieprzetworzone tłuszcze, ale kto przy zdrowych zmysłach wytrzyma na diecie złożonej z oliwy, boczku i awokado?
    Poza tym w artykule określenie „cukier” jest dość niekonkretne – owoce to przecież w większości cukier. Ktoś mi powie, że owoce są szkodliwe i powodują otyłość? Srsly?

    • Andrzej i Agnieszka, wiecie, trochę nieładnie z waszej strony ;).

      Facet (Taubes) spędził dobrą część swojego życia nad napisaniem tej książki. A teraz tak po prostu w paru zdaniach stwierdzanie, że bodajże 3 lata, które spędził nad pisaniem tej książki to stracony czas? 🙂

      Przydałoby się okazać trochę serca.

      Żartuję.

      Mi akurat się podoba to, co zrobił.

      Przecież jest powszechne przekonanie, że tyje się przez ilość spożywanych kalorii. Wszyscy, co dbają o linię zliczają kalorie. Broń boże za dużo tłuszczy, czy czegoś innego, co ma dużo kalorii w sobie. Bo przytyję!!!!!!!!

      Więć, gdyby tak było, powininem dużo przytyć, gdy zacząłem jeść zmiksowane z kawą masło, średnio pół masła dziennie. Powinienem przytyć, gdy zacząłem jeść codziennie 1-2 awokado. Powinienem przytyć, gdy zacząłem do kawy dolewać również 2 łyżki oleju MCT. Powinienem również przytyć po tym, jak zacząłem więcej jeść oleju kokosowego.

      I? Nie przytyłem, więcej… schudłem z 15kg. I odżywiam się w ten sposób od około roku.

      A przestałem jeść praktycznie całkowicie węglowodany. I zacząłem jeść więcej tego, co zawiera zdrowe tłuszcze, głównie masło, olej kokosowy, olej MCT, surowe żółtka itd.

  10. roszę podajcie co jeść konkretnie na śniadanie -obiad – kolację .Mam 117 kg i prztplątała się dna moczanowa ,palec już nie boli ,proszę prześlijcie jakieś przepisy żeby schudnąć,naprawdę proszę.

  11. Grześ,

    tyje się od nadmiaru węglowodanów, bialka, alkoholu – http://www.stachurska.eu/?p=10999 .

    Dieta powinna zawierać jedno źródło energii: albo węglowodany – http://www.stachurska.eu/?p=9928 (wysokowęglowodanowa), albo tłuszcze – http://www.stachurska.eu/?p=3383 (wysokotłuszczowa). Różnica to możliwa do wytworzenia przez osobistą wątrobę ATP, co można mieć za istotne. Jakość białek ma znaczenie, bo im lepsze się jada tym mniej go trzeba sobie dostarczać. Proporcje między B, T i W decydują o wynikach.

    Żeby sprostać sytuacji trzeba by Pan wiedział na ile jest Pan konsekwentny oraz lubi się uczyć.

  12. a ja wlasnie mam zamiar przestawic sie na diete optymalna. mam 32 lata i przez ostatnie 15 ciagle borykalam sie z mojaw waga(w gore i w dol, w gore i w dol). Ta cala chwiejnosc mojego organizmu i stres przy tym zwiazany sprawil ze mam obsesje na punkcie kazdego kg ktory zaokragli moje cialo. Ostatnio znowu jestem w tym gorszym okresie wazac swoje 73-74 kg.
    Za mna masa diet, utrata wagi, a nastepnie ponowne skoki ktore rujnowaly moje zdrowie psychiczne.
    Niedawno poczytalam sobie o tej diecie. Wszytsko jest ok, Nawet zaczynam wierzyc ze moze to wlasnie to. Kupilam ksiazke, przeczytam i jako krolik doswiadczalny zaczynam ja od jutra. Mowiac krotko i tak nie mam nic do stracenia.
    Planuje wytrwac na niej conajmniej 2 miesiace, trzymajac sie wszystkich proporcjii jak podaja w ksiazce. Jezeli ta dieta nie pomoze mi ustabilizowac mojej wagi na dluzszy okres i poprawic mojego zdrowia to bedzie to ostateczna dieta w moim zyciu.

  13. Dr Kwaśniewski już 20 lat przed Taubesem wykazał, że węglowodany plus tłuszcz to nadwaga i choroby. I to nie teoretycznie, tylko praktycznie – swoją „tłustą dietą” wyleczył ponad 18 tysięcy ludzi i ma na to dokumentację! Do niczego nie namawiam, ale warto przeczytać jego książkę „Dieta optymalna”, wyciągnąć wnioski i podjąć decyzję. Jestem na tej diecie 12 lat, w ciągu 1,5 roku powoli zrzucałem kilogramy i pozbyłem się 14 kg nadwagi i mam swoje stabilne 71 kg na 176 cm wzrostu.
    Nigdy nie jestem głodny, bo ta dieta daje niesamowitą energię na wiele godzin. Nie będę podawał swoich wyników badań, bo po co, ale lekarz sportowy (trochę nurkuję), był zaskoczony wynikami 56-latka…
    Co do tłuszczu – warto pamiętać, że ten OK – to pochodzenia zwierzęcego, a nie roślinnego (z małymi wyjątkami). Ten pół-sztuczny roślinny (typu trans) jest toksyczny i przemyca się niepostrzeżenie z różnymi potrawami. Amerykanie powoli przyznają się, że przez lata promowali niebezpieczną dietę i chcą te tłuszcze zakazać! Artykuł na ten temat znalazłem tu: http://www.altermedium.pl/home/tluszcze-trans/
    I jeszcze jedno – w tłuszczach zwierzęcych są niezbędne witaminy (np. B12), których nie ma w innych produktach żywnościowych.
    Do Grzesia: podaj maila – prześlę Ci książkę, a co dalej – zdecydujesz sam.

  14. Gary Taubes zrobił ogrom ciężkiej pracy przechodząc przez większość zgromadzonego do tej pory materiału naukowego na temat obowiązującej, oficjalnej teorii żywieniowej i cieszę się, że jego książka pojawiła się w naszym kraju – świadomość ludzi na pewno się powiększa. Przedstawił jako jeden z pierwszych autorów, że wcale nie duża i intensywna aktywność fizyczna w połączeniu z niską kalorycznością diety są jedyną receptą na bycie szczupłym i zdrowym człowiekiem.

    Zdecydowanie podpisuje się pod tym, że najzdrowsze tłuszcze po, które warto sięgać to: olej kokosowy, masło pełnotłuste (najlepiej ekologiczne), awokado, orzechy, oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia, tłuste ryby morskie, żółtko jaj, smalec z wytopionej słonin, masło klarowane oraz mięso naturalnie zawierające tłuszcz (wieprzowina, wołowina).

    Więcej informacji można również znaleźć na moim portalu: http://www.odiecieizdrowiu.pl

  15. Podpiszę się również pod pytaniem:
    JAK PRZYTYĆ zachowując jednocześnie zdrowy układ krążeniowo-naczyniowy, nie zapychając się węglami? Na razie przychodzi mi tylko do głowy dieta białkowo-tłuszczowa (z przewagą strączków) + ćwiczednia fizyczne (na masę).
    Doświadoczonych proszę o radę.
    Krzysiek
    P.S. ważę ok. 65kg przy wzroście 182 (wiek 35)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ