Wielki kryzys – wielka zagadka?

12

24 października 1929 roku przeszedł do historii gospodarczej jako Czarny Czwartek, dzień, w którym ówczesne finansowe serce świata – nowojorska giełda – bijące od miesięcy jak oszalałe, stanęło. W ciągu następnych dni zapanowała panika, kursy akcji, które jeszcze nie tak dawno szybowały gdzieś wysoko w przestworzach, zaczęły pikować w dół bez opamiętania, ci, co kupili je za 100 dolarów, teraz pozbywali się ich po 10, byle tylko coś uratować.  Giełdowy krach, który nastąpił po wielu miesiącach optymizmu i euforii, wiary, że kursy mogą iść tylko w górę, spowodował, że w ciągu dwóch miesięcy akcjonariusze stracili ponad 40 mld dolarów. Od krachu na Wall Street, światowa gospodarka weszła w okres nazywany w USA Wielką Depresją a w innych krajach Wielkim Kryzysem Gospodarczym. Produkcja w głównych krajach przemysłowych spadła od 30 do 50%, wartość handlu światowego była w 1932 roku o jedną trzecią niższa niż trzy lata wcześniej.  W 1933 roku 30 milionów ludzi było bez pracy, wszędzie zmniejszał się dochód narodowy brutto. Pomiędzy 1929 a 1932 rokiem przeciętny dochód amerykańskiej rodziny spadł o 40% – z 2300 do 1500 dolarów rocznie. Pomiędzy 1929 a 1933 rokiem upadło 10 000 z 25 000 komercyjnych banków USA.

Od momentu załamania się amerykańskiego rynku akcji kryzys rozprzestrzenił się z USA, które po wojnie przejęły rolę głównego centrum finansowo-gospodarczego świata, najpierw na uprzemysłowione kraje Europy, (najmocniej dotknął najważniejsze państwo na kontynencie – Niemcy), a potem dotarł do krajów eksportujących surowce, do europejskich kolonii. Gospodarka już wtedy była zglobalizowana, depresja rozszerzyła się na cały świat, docierając do Ameryki Południowej, Australii, Nowej Zelandii, do kolonii brytyjskich, holenderskich i francuskich, do najodleglejszych zakątków kuli ziemskiej. Nigdy jeszcze w historii gospodarki światowej nie zdarzyło się coś podobnego. Pod koniec 1930 roku Maynard Keynes stwierdził, że „ludzkość żyje w cieniu jednej z największych katastrof gospodarczych nowoczesnej historii”. Inny wybitny ekonomista brytyjski prof. Lionel Robbins z London School of Economics napisał w 1934 roku, że przed pierwszą wojną światową nigdy nie było tak poważnego zagrożenia dla systemu ekonomicznego świata jak to miało miejsce po roku 1929.

Choć w różnych krajach kryzys miał inny przebieg i zakres, inaczej zaczynał się i inaczej kończył, to można powiedzieć, że trwał on praktycznie przez całą dekadę, a nawet – jak uważają niektórzy – zakończył się dopiero na przełomie lat 40. i 50. XX wieku.  Epoka ta przyniosła zarówno niewyobrażalne ludzkie tragedie, jak i polityczne wstrząsy i wojny. Dlatego Wielki Kryzys uważany jest zgodnie za punkt zwrotny w historii USA i całego świata, i dlatego też od osiemdziesięciu lat stanowi przedmiot ciągle niezakończonego sporu wśród ekonomistów i historyków. Ciągle na nowo stawia się pytania: Co się naprawdę stało? Jak mogło dojść do czegoś takiego, czego nikt nie przewidywał, nie spodziewał się, co spadło jak grom z jasnego nieba? Dlaczego ekonomiści i analitycy o najwyższych kwalifikacjach nie przewidzieli krachu na giełdzie i bezprecedensowej depresji, jaka potem nastąpiła?  Jeszcze dziś mówią niektórzy, że Wielki Kryzys to tajemniczy i niewyjaśnialny fenomen, „jedna z największych zagadek historii XX wieku”. Ale zagadki ekonomiczne nie mogą przecież pozostać nierozwiązane, ekonomiczny kryzys na taką skalę jest czymś więcej niż „serią historycznych przypadków”.

Prehistoria Wielkiego Kryzysu

Cytowany wyżej Lionel Robbins pisał w swojej książce The Great Depression (London 1934), że kryzys światowy nie wybuchł nagle w 1929 roku,  ale trwał już od roku 1914.  Wojna światowa była straszliwą katastrofą dla ludzkości, przede wszystkim dla Europy; przyniosła ogromne gospodarcze i ludzkie zniszczenia; międzynarodowy podział pracy przestał funkcjonować, rozbiciu uległy światowe rynki. W państwach wojujących rozbudowano aparaty przemysłowe pracujące na rzecz gospodarki wojennej i pożerające ogromne kapitały. Państwa, aby sfinansować wydatki wojenne, zaciągały wielkie kredyty czy to w innych państwach, czy to u własnych obywateli. Po wojnie państwa zwycięskie musiały spłacać długi wojenne, a Niemcy reparacje. Do tego doszło zadłużenie na potrzeby odbudowy gospodarki, głównie poprzez kredyty zaciągane Stanów Zjednoczonych.

Przez 40 lat przed wojną system finansowy czołowych przemysłowych krajów świata był na poziomie elementarnym jednością dzięki międzynarodowemu standardowi złota. W okresie wojny ta jedność zaczęła się rozpadać. Większość rządów europejskich faktycznie, (choć nie formalnie) porzuciła standard złota, aby móc finansować wydatki wojenne. Po wojnie nigdy już tej jedności nie odbudowano. Cały okres powojenny to konwulsje znajdującego się w agonii dawnego systemu finansowego świata. Dochodziło wówczas do tak niesłychanych zjawisk jak hiperinflacja w Niemczech w latach 1922-23. Załamanie systemu międzynarodowego standardu złota oznaczało koniec świata, jaki ludzie znali w XIX wieku. Ogólnie rzecz biorąc, można stwierdzić, że kryzys (depresja) po 1929 roku wydarzył się w okresie, kiedy gospodarka światowa oparta była na kruchych fundamentach, brak jej było stabilności i równowagi, stała się o wiele mniej elastyczna (kartelizacja przemysłu, zmniejszenie elastyczności rynku pracy, restrykcje w handlu międzynarodowym itd.). Jak wiadomo, niszczące skutki trzęsienia ziemi nie zależą tylko od jego siły, ale i od struktury budynków, które znalazły się w jego zasięgu. A struktura gospodarki światowej była nie była mocna, przeto kiedy uderzył kryzys, szybko stał się Wielkim Kryzysem, pogłębionym, wzmocnionym i przedłużonym przez rządy i parlamenty, które – nie potrafiąc właściwie rozpoznać jego źródeł – nie potrafiły znaleźć właściwych środków zaradczych.

Przyczyny Wielkiego Kryzysu

Wielkie procesy i zjawiska ekonomiczne ogarniające cały świat nie mają jednej przyczyny, lecz wiele, są wynikiem splotu różnych czynników i okoliczności. Jednak są przyczyny pierwszorzędne i drugorzędne, decyzje ważne i mniej ważne. Gdy chodzi o załamanie rynku akcji i kryzys, są tacy, którzy podkreślają negatywną rolę Banku Anglii, rządu brytyjskiego i londyńskiego City i  walki Brytyjczyków o odzyskanie pozycji światowego centrum finansowego, utraconego na rzecz Nowego Jorku. Inni chcieliby widzieć przyczyny w „chciwości spekulantów” i „rekinów z Wall Street”, jeszcze inni upatrują przyczynę w śmierci w październiku 1928 roku – znakomitego ich zdaniem – prezesa Banku Rezerwy Federalnej (Fed) w Nowym Jorku Benjamina Stronga, co spowodowało, że w kluczowym momencie zabrakło lidera zarządzającego sprawnie systemem monetarnym USA. Są i tacy krytycy Fed-u, którzy uważają, że Wielka Depresja była „produktem ubocznym ekonomiczne racjonalnego zachowania ze strony banków wchodzących w skład Fed-u dążących do zysku poprzez eliminację konkurentów”. Wszystko to jednak są czynniki drugo- lub trzeciorzędne. Nie psychologia, nie polityczne rozgrywki, nie instytucjonalne interesy, ale pieniądz, kredyt, stopy procentowe, struktura kapitału – tutaj trzeba szukać wyjaśnienia Wielkiego Kryzysu. Czyli dokładnie tam, gdzie należy szukać przyczyn obecnych problemów dręczących świat.

Należy przed wszystkim wziąć pod uwagę fakt, że krach na nowojorskiej giełdzie nie był przyczyną, lecz symptomem kryzysu, ujawnił tylko procesy trwające już wcześniej. Wzmiankowany wcześniej wybitny brytyjski ekonomista Lionel Robbins w The Great Depression napisał, iż na całym świecie, a co najważniejsze w Stanach Zjednoczonych, rosła podaż pieniądza – rozumianego w możliwie szerokim tego słowa znaczeniu – nie pieniądza  w normalnym obiegu, ale jego substytutów, będących  instrumentami ekspansji kredytowej (po latach tezy Robbinsa rozwinął i uzupełnił Murray Rothbard). Mieliśmy zatem do czynienia nie z inflacją taką jak np. w Niemczech w latach 1922-23, kiedy rząd drukował pieniądze i wprowadzał do obiegu, ale z ”inflację kredytową” za pośrednictwem banków kierowanych przez bank centralny. Utrzymywanie niskich stóp dyskontowych, zakup obligacji rządowych na otwartym rynku przez bank centralny, obniżanie obowiązkowych rezerw bankowych  i inne instrumenty finansowe służyły polityce „taniego kredytu”. Sytuację zaciemnia fakt, że ceny towarów generalnie nie poszły w górę (choć inflacja ujawniła się na rynku akcji), jak dzieje się wówczas, kiedy rząd po prostu drukuje pieniądze, wpuszczając je do powszechnego obiegu. Ale „tani kredyt” wlał się do branż produkujących dobra kapitałowe (inwestycyjne).

Jednym słowem, mieliśmy do czynienia z nadmierną ekspansją kredytową, czyli błędną interwencją monetarną, dokonywaną głównie przez Fed i rząd amerykański; podobne zjawisko (w różnych formach i różnym zakresie) wystąpiło – zdaniem Lionela Robbinsa – w wielu innych krajach, miało więc zasięg światowy. Polityka „taniego kredytu” wysyła zachęcające, ale fałszywe sygnały do przedsiębiorców.  Pożyczają oni więcej niż pożyczyliby wówczas, gdyby cena kredytu była ustalana według praw podaży i popytu,  i inwestują  w dobra kapitałowe oraz produkcyjne. Tym samym zniekształcona zostaje struktura produkcji, powstaje sztuczny boom, pojawia się „nadprodukcja”, czyli niemożność sprzedania z zyskiem wyprodukowanych towarów. Gospodarcze załamanie było nieuchronną konsekwencją tej polityki – wywołany sztucznie boom inwestycyjny nie może trwać wiecznie, musi się kiedyś zakończyć. W USA, pomiędzy czerwcem 1921 roku a czerwcem 1929 – podaż pieniądza (kredytu) wzrosła o 61,7%.  Trwająca dekadę inflacyjna ekspansja kredytowa napędzana przez interwencję rządu i banku centralnego kończy się krachem na rynku akcji i długotrwałą depresją gospodarczą, w trakcie której  upadają  błędne inwestycje. Wszelkie próby zatrzymania tego procesu są na dłuższą metę daremne; podtrzymywanie przy życiu przynoszących straty inwestycji niedopuszczenie do obniżki płac jedynie przedłuża i zaostrza bolesną kurację, która nie byłaby potrzebna, gdyby nie błędna polityka monetarna i finansowa rządów i banków centralnych.

Rząd Stanów Zjednoczonych popełnił jeszcze drugi błąd, mający ogromnie negatywne skutki dla Ameryki i całego świata, mianowicie w czerwcu 1930 roku, kiedy kryzys trwa, uchwalona zostaje ustawa Smoota-Hawley`a, podwyższająca czterokrotnie cła na towary importowane do USA. Obejmuje ona ponad 20 000 produktów zarówno rolnych, jak i przemysłowych. Wprowadzenie tych ceł (najwyższych w historii USA) zainicjowało falę protekcjonizmu na całym świecie i zakłóciło handel międzynarodowy.  Zdławienie importu automatycznie – niezależnie od kroków odwetowych, czyli podniesienia ceł w krajach Europy i Ameryki Południowej – ograniczyło amerykański eksport i uderzyło w konsumenta. Efekt: pogłębienie depresji, jeszcze większy wzrost bezrobocia i spadek produkcji. W marcu 1933 roku handel międzynarodowy spadł do 33% poziomu z roku 1929.

Pamiętać należy, że rządy europejskie i europejskie banki centralne także prowadziły politykę „łatwego kredytu”, m.in. zaciągając kredyty w Stanach Zjednoczonych – największego kredytodawcy na świecie. Z powodu wysokich ceł nie mogły one sprzedawać towarów na rynki amerykańskie, stąd nie mogły wywiązać się ze zobowiązań, co rzecz jasna pogłębiło kryzys.

Podsumowując: światowa inflacja kredytowa i protekcjonizm zamiast wolnego handlu i kredytu z oszczędności ulokowanych w bankach – to była niezawodna recepta na kryzys światowy.

Skutki Wielkiego Kryzysu

Z pięćdziesięciu czterech państw, których waluta oparta była w latach 1925-1931 na międzynarodowym standardzie złota, w 1937 roku nie pozostało ani jedno. Świat podzielił się na lokalne terytoria i bloki walutowe. Jedność systemu finansowego świata rozpadła się ostatecznie, zapanował monetarny chaos. Rozbicie rynków światowych i załamanie międzynarodowego sytemu finansowego i handlowego, przygotowało grunt pod wojnę światową. Nie jest przesadą stwierdzenie, że cały gmach handlu światowego i światowych finansów uległ implozji. Nasiliły się niepokoje społeczne, kryzysy polityczne i konflikty pomiędzy elitami politycznymi różnych państw.

Brytyjski historyk Paul Johnson pisał:

Załamanie na Wall Street we wrześniu i październiku 1929 roku i następująca po nich Wielka Depresja należą do najważniejszych wydarzeń dwudziestego wieku. Sprawiły one, że druga wojna światowa, choć nie nieunikniona, stała się możliwa.

Kryzys, błędnie interpretowany, jako skutek mechanizmów rynkowych, podciął zaufanie do skuteczności wolnego rynku i systemu kapitalistycznego, stał się pożywką dla intelektualnej i politycznej fascynacji socjalistycznymi ideami ekonomicznymi i gospodarczym planowaniem, przychylniejszym okiem spoglądano na morderczy eksperyment sowieckiego komunizmu z likwidacją własności prywatnej.

W Niemczech – państwie odgrywającym czołową rolę ekonomiczną i polityczną w Europie- już w 1929 gospodarka zaczęła się kurczyć, cały czas zaciągano kredyty zagraniczne, nad państwem wisiała stale groźba braku dewiz i niewypłacalności, boom drugiej połowy lat 20. był w dużej mierze boomem na kredyt. Kiedy dopływ kapitałów i kredytów do Niemiec wysechł, niemiecki eksport spadł z 13,5 na 5,7 mld reichsmarek, produkcja przemysłowa zmniejszyła się o ok.40%, przyszła fala bankructw firm i banków; bezrobocie pomiędzy wrześniem 1929 a początkiem 1933 roku wzrosło z 1,3 do 6 milionów, realne dochody spadły o jedną trzecią. W wyniku kryzysu gospodarczego Niemcy pogrążyły się w kryzysie politycznym, który zakończył się upadkiem całego systemu politycznego i przejęciem władzy przez narodowych socjalistów, a w konsekwencji upadkiem systemu powersalskiego w Europie i wojną.

Tytuł książeczki amerykańskiego publicysty ekonomicznego Gareta Garretta poświęconej krachowi na giełdzie i kryzysowi, A Bubble That Broke the World (Boston, 1932) okazał się proroczy. Świat rzeczywiście rozwalił się na kawałki.

Tomasz Gabiś

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku Twitterze! Wesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Przeczytaj również:

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Tłusta dieta jest najzdrowsza”. Wywiad z Gary Taubesem. (część 2)
Następny artykuł„Tajemniczy bank Goldman Sachs”
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/

12 KOMENTARZE

  1. Pisze pan: „Nie psychologia, nie polityczne rozgrywki, nie instytucjonalne interesy, ale pieniądz, kredyt, stopy procentowe, struktura kapitału – tutaj trzeba szukać wyjaśnienia Wielkiego Kryzysu. Czyli dokładnie tam, gdzie należy szukać przyczyn obecnych problemów dręczących świat”. Nieprawda, nie tam trzeba szukać przyczyn kryzysów. Jest to klasyczne spojrzenie na problem poprzez pryzmat ortodoksyjnej ekonomii, która nie objaśnia rzeczywistych przyczyn zjawisk, a jedynie wtórne posunięcia podejmowane w wyniku tych przyczyn. Klasyczna ekonomia jest ortodoksją podobną do nauk o żywieniu, które tutaj Państwo słusznie krytykujecie. Tłumaczenie kryzysów czynnikami makroekonomicznymi jest czymś podobnym do tłumaczenia otyłości bilansem energetycznym. Tak jak termodynamika nie wyjaśnia przyczyn otyłości, tak makroekonomia nie wyjaśnia przyczyn gospodarczych kryzysów. Pomijam tu fakt, że oparta jest ona na kilku ogólnych założeniach, z których każde jest obecnie kwestionowane przez współczesną naukę. Ekonomia np. w sposób zupełnie niefrasobliwy uwierzytelnia antropologiczny model człowieka znany jako homo oeconomicus i uznaje, że człowiek w swych decyzjach zawsze kieruje racjonalnym rozeznaniem problemu i w efekcie swoim ekonomicznym interesem. Fałszywość tego modelu udowodniono wielokrotnie (np. H. Leibstein i to właśnie na gruncie założeń teorii ekonomii klasycznej, Shiller, D. Kahneman i A. Tversky na gruncie ekonomii behawioralnej). Klasyczna ekonomia nie wyjaśnia kryzysów, ponieważ prawdziwe ich powody w ogólne nie są przedmiotem jej zainteresowania.

    Jednym z najważniejszych mankamentów klasycznej ekonomii jest bowiem jej hermetyczność, zamykanie się właśnie w obszarze kredytów, stóp procentowych, struktury kapitału i wysoce uproszczonych modeli zachowań ludzkich i próby wyjaśniania – w oparciu o te pojęcia – zjawisk tkwiących swoimi korzeniami w całkiem innym obszarze rzeczywistości. Stąd między innymi biorą się częste fatalne pomyłki ekonomistów próbujących komentować gospodarczą rzeczywistość. W praktyce zachowaniami gospodarczymi w dużej mierze kierują „zwierzęce instynkty”, czynniki daleko wychodzące poza sferę ekonomii: zaufanie i nastroje, poczucie sprawiedliwości i uczciwości, zachowania korupcyjne, zachowania antyspołeczne, złudzenia, co do wartości pieniądza (a więc jednak obszary psychologii, politycznych rozgrywek, instytucjonalnych interesów) Terminu „zwierzęcy instynkt” po raz pierwszy użył Keynes, a rozwijają go G.A. Akerlof, R. J. Schiller w swojej książce pod tym samym tytułem.

    Ale wracając do kryzysów. Po pierwsze, kryzysy są nieodłączną cechą kapitalizmu Jak piszą autorzy znakomitej książki „Ekonomia kryzysu”: „Od początków swego istnienia Stany Zjednoczone regularnie doświadczały gwałtownych kryzysów bankowych i innych finansowych katastrof. Przez cały XIX wiek i początek XX wieku raz za razem kraj ogarniała paraliżująca panika i pojawiały się gospodarcze depresje” [N. Roubini, S. Mihm, s. 301]. Sytuacje kryzysowe występowały m. in. w roku 1836, 1857, 1873, 1884. Najgroźniejszym z nich to prawdopodobnie kryzys w 1892 roku. Strajki objęły wówczas ok. 1500 największych przedsiębiorstw amerykańskich. Wzięło w nich udział pół miliona pracowników. Dochodziło do regularnych bitew między robotnikami a wynajmowanym przez korporacje agentami Pinkertona. Trup padał gęsto po obu stronach. Zniszczono 20 tysięcy wagonów kolejowych. Bezrobocie wzrosło 18,4% (w szczytowym okresie wielkiego kryzysu wynosiło ono w USA 25,6%). Następny, z trudem opanowany, kryzys wystąpił w roku 1907 i był bezpośrednią przyczyną powołania Rezerwy Federalnej [G. A Akerlof, R. J. Shiller, Zwierzęce instynkty, s. 93]. W kontekście przytoczonych zdarzeń, kryzys lat 30 nie był ani niczym nadzwyczajnym, ani żadną zagadką.

    Jak jest więc praprzyczyna kryzysów. Większość kryzysów ma swój początek w bańce spekulacyjnej, polegającej na tym, że cena określonego dobra zdecydowania przekracza jego rzeczywistą wewnętrzną wartość, po czy następuje gwałtowne pikowanie cen w dół a inwestorzy zostają z przysłowiową ręką w nocniku. Ale to nadal niczego nie wyjaśnia. Trzeba odpowiedzieć na pytanie: jakie są przyczyny baniek? Właściwie wszystkie z nich dotyczą ludzkich zachowań a więc sfery psychologii (natury ludzkiej). Jednym z nich jest tzw. inklinacja egotyczna, „czyli skłonność inwestorów do tego, by przyczyn wzrostu swoich dochodów w czasie boomu upatrywać nie w tym, że wraz z wieloma innymi naiwniakami pompują bankę spekulacyjną, lecz w swej wyjątkowej przenikliwości” [N. Roubini, S. Mihm, s. 65]. Jest to więc proces o charakterze psychologicznym, samonapędzający się mechanizm nieuzasadnionego wzrostu zaufania do własnych umiejętności i wiedzy. W kreowaniu kryzysów biorą zazwyczaj udział wszystkie wymienione wyżej zwierzęce instynkty. One są rzeczywistą przyczyna gospodarczych depresji. Wszystko co następuje potem, a więc namacalne zjawiska ekonomiczne, jest tylko ich pokłosiem. To tyle na dziś, bo chyba się za bardzo rozpisałem.

      • Dzieki za dobre slowo:) . Czytelników przepraszam za literówki, tekst pisałem szybko a zmęczony byłem po dość ciężkim dniu.

    • Mimo że polityka finansowa to absolutnie nie moje hobby, ale inne podejście do zagadnienia bardzo zaintrygowało mnie. Rewelacyjne. Myślę że to sedno problemu opisane w poście, lecz drążąc ten trop, doszło by się do polityki i systemów społecznych. I być może z tego powodu analizuje się powierzchowne przyczyny załamań finansowych, by nie odkryć prawdziwych. Intuicyjnie oceniałam że nie można pomijać ludzkiej natury w tym temacie. Finanse, to oczywiste, nie są dziedziną samodzielną bo kierowane są przez człowieka i tym samym podlegają emocjom i wspaniałe określenie; instynktom. Jeśli założymy że finanse są narzędziem dla realizacji instynktu władzy to celem będzie władza a nie stabilność finansów. Czyli przyczyna wzrostu dochodów inwestorów, nie wynika z ich bystrości, ale ze zwykłej pazerności i wyspecjalizowania się w tej sztuce. Upatruję również w „rywalizacji na wolnym rynku” podobny problem, gdzieś istnieje wątła granica za którą jest już tylko wojna. Czyli również krach „wolnego rynku” ?

    • Widzę tutaj kilka niedomówień:
      „„Od początków swego istnienia Stany Zjednoczone regularnie doświadczały gwałtownych kryzysów bankowych i innych finansowych katastrof. Przez cały XIX wiek i początek XX wieku raz za razem kraj ogarniała paraliżująca panika i pojawiały się gospodarcze depresje””
      Odpowiem krótko: PKB realne zdeflowane do wartości dolara z 2008 w czasie tych „gwałtownych kryzysów” (lata 1800-1913) wzrosło 75-krotnie.
      „Najgroźniejszym z nich to prawdopodobnie kryzys w 1892 roku. Strajki objęły wówczas ok. 1500 największych przedsiębiorstw amerykańskich. Wzięło w nich udział pół miliona pracowników. Dochodziło do regularnych bitew między robotnikami a wynajmowanym przez korporacje agentami Pinkertona. Trup padał gęsto po obu stronach. Zniszczono 20 tysięcy wagonów kolejowych. Bezrobocie wzrosło 18,4% (w szczytowym okresie wielkiego kryzysu wynosiło ono w USA 25,6%). ”
      Jako główną przyczynę tego kryzysu wymienia się:
      a) nałożenie przez rząd USA opłat za wywóz złota;
      b) przyczyną takiej decyzji a) był Sherman Silver Purchase Act, który spowodował nakręcenie się bańki. Rząd USA odkupywał srebro za swoje banknoty, które wymienialne były na srebro i złoto. Oczywiście zgodnie z prawem Grashama-Kopernika ludzie wymieniali banknoty na złoto, doprowadziło to do:
      c) „wysuszenia” zasobów złota w Skarbie USA i w konsekwencji do wybuchu obaw o porzucenie standardu złota (de facto a nie de iure).
      d) Nałożenie taryf celnych McKinleya.
      Ekonomiści klasyczni z XIX wieku wskazali, że skutkiem kryzysów gospodarczych są manipulacje monetarne i celne rządów. Takie podejście rozwija właśnie szkoła austriacka.
      Wracając do paniki 1893. PKB realne spadło między 1892-1895 o 10 % aby w 1896 wrócić do poziomów przedrecesyjnych. Tymczasem PKB w czasie „Wielkiej Depresji” spadło o 30% i minęło 10 lat (a nie 4) aby wrócić do poziomów przedrecesyjnych.
      Co do strajku Pullmana zginęło 14 robotników. Zapewne dużo więcej czarnych zginęło, zostało zlinczowanych, spalonych, zastrzelonych w latach 50 i 60-tych.
      „Następny, z trudem opanowany, kryzys wystąpił w roku 1907 i był bezpośrednią przyczyną powołania Rezerwy Federalnej [G. A Akerlof, R. J. Shiller, Zwierzęce instynkty, s. 93]”
      PKB przed powstaniem Fed spadło wtedy w 1907 roku o 10 % by natychmiast wrócić do poziomów przedrecesyjnych, bezrobocie wzrosło do 8%. Tymczasem za czasów Fed w 1929-1933 PKB spadło o ponad 30 % a bezrobocie osiągało momentami 30% i dokładnie 10 lat zajęła odbudowa gospodarcza.
      „W kontekście przytoczonych zdarzeń, kryzys lat 30 nie był ani niczym nadzwyczajnym, ani żadną zagadką. ”
      Kryzys pozostaje czymś nadzwyczajnym ponieważ żaden kryzys przed, ani po nie był tak długotrwały ani tak potężny (proszę zajrzeć do badań kliometrycznych).
      ” Trzeba odpowiedzieć na pytanie: jakie są przyczyny baniek?”
      Na przykład:
      – ustalenie stóp procentowych poniżej ich naturalnych poziomów?
      – manipulowanie rynkiem przez polityków, biurokratów owładniętymi zwierzęcymi instynktami?
      Nie, dlaczego?

      Proszę też poczytać sobie o szkole austriackiej, neoinstytucjonalnej czy publicznego wyboru. Szkoły te są albo ultra-wolnorynkowe albo pro-wolnorynkowe, a nie traktują ekonomi jako nauki ścisłej czy przyrodniczej. Tak BTW: kontynuatorzy myśli Keynsa (model Samuelsona, krzywe IL-SM) podchodza w taki mechanistyczny sposób do ekonomii.

    • Jeszcze dodając kilka faktów: według pracy Geary-Khamisa panika 1893 roku zakończyła się około 8% spadkiem PKB a gospodarka odbudowała się po 2 latach. W 1907 spadek wyniósł 10 % ale gospodarka była tak prężna, że w przeciągu JEDNEGO roku zdołała całkowicie się odbudować, bezrobocie nawet nie miało okazji przekroczyć 8% (prace Romer). Wg. Lebergotta bezrobocie w USA przez cały XIX wiek utrzymywało się albo poniżej 3% albo w okolicach 5% z rzadka przekraczając 8%. Nie zanotowano wtedy zwiększonej inflacji za wyjątkiem okresu rządowej emisji asygnat (zielonogrzebitków) w czasie wojny o niepodległość i secesyjnej, co więcej, dolar praktycznie nie stracił na swojej wartości przez ten okres.
      Te fakty stoją w jaskrawej sprzeczności z tym co Pan tutaj pisze (a raczej cytuje).
      Kryzysy wybuchały dokładnie tak często jak po 1945;
      – gasły bardzo szybko, dzięki dużej elastyczności gospodarki;
      – bardzo często były skutkiem nadmiernej ekspansji rządowego długu bądź manipulacji systemem monetarnym lub skutkiem wojen celnych;
      – PKB realne wzrastało wtedy bardzo szybko.
      No cóż, nawet Romer przyznała ostatnio, że okres 1865-1913 był okresem najbardziej szybkiego, trwałego i stabilnego wzrostu gospodarczego.
      Jednak dalej są ekonomiści, którzy uważają się za najmądrzejszych i chcą z pozycji rządowych sterować w sposób zgodny z własnym widzimisię rynkiem.

    • Tutaj bardzo ciekawy komentarz:
      http://mises.org/daily/6055/Charting-Fun-with-Krugman
      o ten:
      ” we get that the average „output loss” (measured in the units Romer defines in the chart{chodzi o sumy procentowych spadków produkcji przemysłowej mdm]) during recessions from the pre-Fed era was 158.1, while in the post-Fed era it was 356.4.”
      A więc w latach 1886-1916 (większa wolność gospodarcza, więcej wolnego rynku) notowano mniejsze średnie spadki niż w latach mniejszej wolności gospdarczej.

  2. Powiedziałbym tak: powierzchowność analiz, fatalne błędy w ocenie zjawisk gospodarczych, nie mówiąc już o prognozach wynikają przede wszystkim z bardzo niestety niekompletnej wiedzy ekonomistów i wręcz ich zarozumialstwa, także upartego dążenia do traktowania ekonomii jako nauki przyrodniczej, którą nigdy nie była i nie będzie. Dotyczy to szczególnie finansistów, (np. różnych „głównych ekonomistów” banków, występujących często w mediach), którym się wydaje, że pozjadali wszystkie rozumy, podczas gdy zakres ich wiedzy jest strasznie wąski i jest to wiedza niesamowicie płytka. „Ekonomiści” ci, czasem nawet z profesorskimi tytułami, spełniają raczej kryteria kogoś, kogo nazywamy celebrytą niż naukowego autorytetu.
    W mediach można usłyszeć i przeczytać codziennie o „rynkach”, które zareagują tak lub inaczej na to czy tamto. A „rynki” nie podejmują przecież żadnych decyzji, to co się dzieje na „rynkach” wynika z decyzji ludzi. Podstawą wysuwania różnych ekonomicznych prognoz – najczęściej chybionych – jest założenie milcząco przyjmowane przez klasycznych ekonomistów, że człowiek zawsze postępuje zgodnie ze swym ekonomicznym interesem (model homo oeconomicus). Problem polega na tym, ze człowiek nie jest istotą w pełni racjonalną; ulega wpływom, emocjom i różnym iluzjom (kieruje się instynktami), korzysta z tzw. heurystyk, które mogą być błędne. W wielu przypadkach nie może podjąć racjonalnej decyzji nawet jeśliby chciał, ponieważ ma albo za mało, albo za dużo informacji, której nie jest w stanie przetworzyć. Przykłady takich nieracjonalnych decyzji można mnożyć odnosząc się tylko do rynku kapitałowego (giełdy papierów wartościowych), który charakteryzuje się tym, że nie brakuje na nim rzetelnych informacji; spółki giełdowe mają obowiązek informowania inwestorów o swoich wynikach i strategiach. Na przykład wystarczyło ogłosić w Polsce, że jeden z czołowych biznesmenów był agentem służb, by wartość jego spółek spadła o około 30%. Co to ma wspólnego z racjonalnym działaniem inwestorów? Ano – nic. Natomiast może mieć dużo wspólnego z interesami tych nielicznych ekspertów, którzy nie do końca wierzą w „rynki”, natomiast znają się na ludzkiej naturze i rozpowszechniają tego typu informacje. Każdą giełdową bańkę, która może być przyczyna kryzysu poprzedzają nieracjonalne działania ludzkie.
    T. Gruszecki, jeden z mniej znanych (jako że nie jest celebrytą), a przy tym znakomitych polskich ekonomistów napisał mniej więcej tak: „Ekonomię można podzielić na dwa główne nurty: subtelną ekonomię teoretyczną, której przedstawiciele zdają sobie sprawę z ułomności stosowanych w niej narzędzi i olbrzymich uproszczeń i „ekonomię popularną”. Ta druga występuje w postaci gotowych formułek (w tym matematycznych) opisywanych w podręcznikach i ekonomicznej prasie. Niestety to „ekonomii popularnej” uczą się kolejne roczniki studentów, pozostaje ona w ich umysłach i kształtuje ich poglądy i wiedzę, którą oni uważają za naukową prawdę, która jednakowoż żadną naukową prawdą nie jest. W końcu, w postaci stereotypów rozpowszechnianych przez media, tworzy ona wiedzę potoczną wyznawaną przez różnego rodzaju decydentów w tym polityków. Ten rodzaj ekonomii odrywa się od swojej wyrafinowanej etiologii, gdzie istnieje świadomość wszystkich wątpliwości i ograniczeń i zaczyna funkcjonować w postaci prostackich sądów i formułek. Wyznawca takiej ekonomii zamyka się w świecie zasłyszanych pojęć i zależności prostych teoretycznie, ale zupełnie nieużytecznych praktycznie, nie kontroluje rzeczywistości tylko wytwory własnego umysłu, będąc przy tym przekonanym o swojej absolutnej słuszności”.
    Taka ekonomia oczywiście nie tylko nie opisuje wiernie rzeczywistej gospodarki i zachowań ekonomicznych człowieka, ale kultywuje wiele mitów, które są powtarzane w nieskończoność przez nieświadomych tego ludzi (lub świadomych, robiących to z premedytacją). Prowadzi to często do zupełnie opacznej wizji gospodarki i podporządkowania jej jedynej podobno prawdziwej ideologii, np. ortodoksji rynkowej. W rzeczywistości tzw. gospodarka wolnorynkowa ma wiele wad, o których się – ze względów ideologicznych – w ogóle nie mówi. Ale mankamenty wolnego rynku zostawmy może na inną okazję.
    Pozdrawiam

  3. „a przykład wystarczyło ogłosić w Polsce, że jeden z czołowych biznesmenów był agentem służb, by wartość jego spółek spadła o około 30%.”
    A zna Pan wzór na racjonalny spadek wartości danych walorów pod wpływem takich informacji? Odpowiem krótko – inni też nie znają, więc na zasadzie prób i swobodnej gry popyt-podaż cena taka się ustala. Nie ma to nic wspólnego z „racjonalizmem” (był taki system co próbował racjonalnie a nie ekonomicznie kalkulować ceny).
    „Natomiast może mieć dużo wspólnego z interesami tych nielicznych ekspertów, którzy nie do końca wierzą w „rynki”, natomiast znają się na ludzkiej naturze i rozpowszechniają tego typu informacje.”
    Czyli sami są częścią rynku, podobnie jak taksówkarz, który mówi Panu: Panie akcje XYZ to jest to!
    ” W rzeczywistości tzw. gospodarka wolnorynkowa ma wiele wad, o których się – ze względów ideologicznych – w ogóle nie mówi.”
    Na prawdę? Chyba żyjemy na rożnych planetach 🙂 Na razie to ja widzę natłok ideologów ortodoksji pro-interwencjonistycznej. Proszę poczytać blogi Krugmana, De Longa, Sumnersa vel „ChuckNoris 5% NGPD”, Summersa (ten chyba bloga nie ma), proszę poczytać sobie kolejne pomysły na „Walkę z kryzysem (oczywiście kapitalizmu)”.
    A teraz, skoro tak o wadach rozmawiamy, porozmawiajmy o jeszcze większych wadach gospodarki mieszane, o których – ze względu ideologicznych – się nie mówi.

    • Wypisał Pan tyle zarzutów, ze aż nie wiem od czego zacząć. Ograniczę się chyba do dość ogólnych stwierdzeń. Po pierwsze, potrzymuje swój pogląd, że większość jeśli nie wszystkie kryzysy wynikaja z nieracjonalności ludzkich zachowań. Inaczej mówiąc są one (zachowania) zupełnie nieadekwatne do sytuacji. I nie jest ważne jaki impuls wywołuje takie zachowania. Oczywiście, że spadek akcji o 30% z powodów całkowicie pozarynkowych jest działaniem zupełnie nieracjonalnym i świadczy o ułomności gry rynkowej jako alokatora dóbr. Nijak to sie ma do jakiś wzorów. Po drugie, widzi Pan natłok ideologii pro-interwenistycznej? Ja u Pana wiedzę „przegięcie ” w drugą stronę. Jako ortodoksyjny zwolennik szkoły autriackiej zawsze będzie go Pan widział i zawsze bedzie Pan wybierał tylko te obajaśnienia, ktore pasuja do wyznawanej szkoły . A Autriacy nie mają monopolu na rację, zwłaszcza, że ich tezy – prawdę mówiąc – nigdy nie zostały sprawdzone w praktyce. Ekonomia nie jest nauką dedukcyjną a prakseologia dawno już miała swoje 5 minut. „Ludzkie działanie” Misesa jest w zasadzie publikacją, którą można zaliczyć do kategorii historii ekonomii. Nawiasem mowiąc ksiażkę tę czytałem kilkadziesiat lat temu „odbitą” na tzw. powielaczu. Wie Pan co to powielacz?

  4. Wielkie zagadki czasami łatwiej rozwiązać obserwatorowi z poza okładu. Takim jest na pewno Song Hongbing, chiński analityk finansowy.
    Skąd się biorą kryzysy finansowe? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba postawić kilka innych: kto kontroluje emisję waluty? Kto zyskuje na inflacji? Komu zależy na drukowaniu papierowego pieniądza bez pokrycia w złocie? Kto pragnie uzależniać ludzi od kredytów? Do kogo należy amerykańska Rezerwa Federalna? Po co stworzono Międzynarodowy Fundusz Walutowy? A przede wszystkim: w jaki sposób prowadzona jest globalna wojna o pieniądz?
    W książce Wojna o pieniadz znajdują się odpowiedzi , których nie ośmieli się publicznie przedstawić żaden analityk z wewnątrz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ