Epidemia nietrafnych analogii – szczepienia a ruch drogowy

28

Od jakiegoś czasu, z wielkim niepokojem obserwuję nielogiczne porównywanie „obowiązku i przymusu szczepień” – zagadnienia zarówno etycznego, medycznego, społecznego jak i prawnego do różnych aspektów ruchu drogowego. Brak zrozumienia nietrafności tych analogii ma już skalę epidemii, zwłaszcza wśród wykształconych ludzi zajmujących się medycyną, bioetyką czy ustawodawstwem. Przykładów jest wiele. Zacznę od najbardziej znanego celebryty sceny wakcynologicznej – dr med. Pawła Grzesiowskiego, który na łamach Przewodnika Katolickiego w 2011 roku porównał szczepienia do jazdy w pasach bezpieczeństwa:

Dlatego szczepimy wiele dzieci, aby te nieliczne, które nie mogą być zaszczepione, mogły być bezpieczne dzięki odporności grupowej (zbiorowej). Można to porównać do jazdy w pasach – w 99 na 100 wypadków, pasy ratują nam życie, ale w 1 przypadku na 100 mogą być powodem większego urazu, czy to oznacza, że ta jedna ofiara została poświęcona dla pozostałych 99? Nie, to jest demagogia, bo bez pasów groźnym obrażeniom ulegnie znacznie więcej osób. Tak samo jest ze szczepieniami, jeśli nie ma szczepień, powikłania dotyczyć mogą nawet kilkuset dzieci rocznie, a po wprowadzeniu szczepień, gdy liczba zachorowań spada, powikłań jest także mniej.

Powyższa analogia jest błędna. Paweł Grzesiowski podaje jedynie przykład indywidualnej ochrony podczas używania pasów bezpieczeństwa i trudno sobie wyobrazić, że pasy bezpieczeństwa mają wpływ na innych uczestników ruchu drogowego. W tej analogii nie ma efektu odporności grupowej. Dużo lepszym punktem wyjścia do głębszego komentarza są prowokacyjne stwierdzenia Marcina Waligóry – bioetyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, na przykład komentarz na blogu bio-etyka.blogspot.com:

Obowiązek szczepienia uzasadniany jest bezpieczeństwem zdrowia publicznego. Jeżeli ktoś mu się nie podporządkowuje, zwiększa zagrożenia epidemiologiczne. Jak ktoś prowadzi auto zbyt szybko, to także stanowi zagrożenia innych użytkowników dróg. Wola i „widzimisię” kierowcy podlega w tym przypadku ograniczeniu. Podobnie jest z wolą rodziców, którzy zdecydowali, że nie będą szczepić swoich dzieci, bo ciocia im powiedziała, że to jest szkodliwe.

Faktycznie, utrzymywanie odpowiedniej prędkości, dystansu i przestrzeganie przepisów ruchu drogowego jest elementem bezpieczeństwa na drogach. W tej analogii znaleźć można efekt wpływu jednego kierowcy na bezpieczeństwo drugiego, czyli mechanizm podobny do odporności grupowej, które dają niektóre szczepionki. Na tym jednak kończą się podobieństwa i zgodność tych analogii. Analogia Marcina Waligóry zawiera kardynalne błędy logiczne i merytoryczne.

Poniżej przedstawiam argumenty, dlaczego ta i inne analogie (np. porównanie nieszczepienia do jazdy autostradą pod prąd) są ze swej natury błędne i prowadzą do fałszywych wniosków.

1. Szczepienie jako zabieg medyczny może być porównywane jedynie do innego zabiegu medycznego o podobnym charakterze

Szczepienie jest zabiegiem medycznym, a obowiązek szczepienia swoich dzieci czy siebie samego jest naruszeniem prawa pacjenta do zgody na zabiegi medyczne. Użytkowanie dróg czy samochodu nie jest zabiegiem medycznym, dlatego analogia z tak odmiennej dziedziny życia jest od początku kompletnie nieadekwatna. Równie nieadekwatne jest porównywanie szczepień, czyli zabiegów profilaktycznych z zabiegami ratującymi życie takimi jak np. transfuzja krwi czy zabiegi chirurgiczne.

Bardziej trafna (nadal nieidealna) byłaby analogia z obszaru medycyny, gdzie zabieg medyczny na jednej osobie z założenia może pomóc drugiej osobie, np. porównanie odebrania rodzicom prawa decyzji o szczepieniu własnych dzieci do odebrania rodzicom prawa decyzji o poddaniu swojego dziecka zabiegowi pobrania krwi do transfuzji dla innego dziecka lub odebrania rodzicom prawa decyzji, co stanie się z organami ich własnego dziecka po jego śmierci. Łatwo się domyślić, jaką burzę i sprzeciw wywołałaby inicjatywa przymusowego pobierania organów od zmarłych dzieci do transplantacji lub do celów naukowych, a przecież inaczej niż szczepienia ten zabieg jest wolny od ryzyka dla nieżyjącego dziecka.

2. Piętnowanie niezaszczepionego dziecka jako „zagrożenie epidemiologiczne” oznaczałoby piętnowanie każdego kierowcy jako “zagrożenie motoryzacyjne”

Faktem jest, że w przebiegu każdej infekcji, wraz z naturalnymi procesami takimi jak kichanie, kaszel czy nawet zwykłe oddychanie, dochodzi do rozsiewania zarazków. Jednak podatność na infekcje wszystkimi patogenami, również takimi jak np. wirus odry, wirus świnki, wirus różyczki czy bakterie B. pertussis jest naturalnym stanem człowieka, a bycie człowiekiem nie może być piętnowane jako „zagrożenie epidemiologiczne”. Takie wypaczenie naturalnego stanu człowieka pozwala na wprowadzenie niekończących się represji i dyskryminacji wobec każdej osoby w przypadku odmowy nawet jednego szczepienia. Do tej pory takie wypaczenie doprowadziło do wzniecenia społecznej agresji wobec garstki rodziców nieszczepiących swoich dzieci, mimo że równolegle występuje ogólnospołeczna akceptacja rezygnacji ze szczepień dla doroslych np. przeciwgrypowych wśród całego społeczeństwa a zwłaszcza wśród szczególnych grup zawodowych jak na przykład pracownicy służby zdrowia.

Wrócę do analogii motoryzacyjnej, aby pokazać, że nie ma podobieństwa między naturalnym stanem zdrowia człowieka a aspektami ruchu drogowego.

Zupełnie inną częścią życia jest świadome stawanie się kierowcą i użytkowanie wynalazków cywilizacji, jakim są drogi i samochód. Wszystkie te czynności są wynikiem woli przemieszczania się i wynikiem codziennych wyborów między najbezpieczniejszym transportem publicznym i najmniej bezpiecznym środkiem transportu czyli samochodem. Jednocześnie społeczne postrzeganie kierowcy jest zupełnym zaprzeczeniem postrzegania nieszczepionego dziecka. Żaden kierowca nie jest piętnowany jako „zagrożenie motoryzacyjne” od momentu zrobienia prawa jazdy lub zakupu samochodu, choć w każdej chwili może zmienić styl prowadzenia na “widzimisię”. Ponadto w naszym kraju nie można zmusić posiadacza odpowiednich uprawnień do rezygnacji z używania samochodu i przymusić go do korzystania z  transportu publicznego pod pretekstem “dla dobra twojego i innych”. Każdy kierowca podejmuje własne decyzje i dobiera środek transportu wg własnej indywidualnej kalkulacji korzyści i ryzyka, wybierając najczęściej wygodę i komfort w zamian za wyższe ryzyko indywidualne i zwiększenie ryzyka dla innych użytkowników dróg.

3. Nieporównywalny stosunek korzyści do ryzyka

Trudno jest doszukać się jakichkolwiek długofalowych indywidualnych czy kolektywnych pozytywów jazdy samochodem wg „widzimisię” i narażania siebie samego i innych użytkowników ruchu na ogromne ryzyko. Jazda po publicznych drogach wg „widzimisię” kierowcy jest bezdyskusyjnie zagrożeniem dla innych i wystarczy jeden pirat drogowy, aby spowodować ogromne niebezpieczeństwo dla wielu uczestników ruchu. Dlatego każdy, kto ma wolę przemieszczenia się po drogach publicznych samochodem musi akceptować i respektować reguły poruszania się po tych drogach, inaczej może zostać ukarany.

Zupełnie odwrotnie wygląda kwestia przechodzenia przez dzieci chorób określanych jako „choroby wieku dziecięcego”. Oczywiście nie ma infekcji bez ryzyka, ale używanie określenia „zagrożenie” w stosunku do np. odry, świnki, różyczki, ospy wietrznej, krztuśca jest wielką przesadą. Ponad 99% dzieci przechodzi to „zagrożenie” bez komplikacji, skąpoobjawowo a nawet bezobjawowo, pod warunkiem, że rodzice czy opiekunowie dbają odpowiednio o dziecko przed i w czasie każdej infekcji. Pozytywnym efektem końcowym naturalnej infekcji jest naturalne uodpornienie na wiele lat, a nawet dożywotnio, co daje ochronę indywidualną, ochronę osób z otoczenia, umożliwia bierne uodpornienie niemowląt przez matki i uniezależnienie od akceptacji szczepień wśród innych osób i przyszłych pokoleń (warto wiedzieć, że przynajmniej 10% osób szczepionych dwukrotnie przeciwko odrze nadal jest podatne na infekcję wirusem odry).

Jeśli ktoś nadal uważa, że analogia Marcina Waligóry jest prawidłowa, to proponuję przyjrzeć się jej spójności. Przyjmę, że według tej analogii nieszczepienie dzieci jest równoważne z jazdą wg „widzimisię” kierowcy, które jak wiadomo stanowi niebezpieczeństwo na drodze.

4. Brak spójności analogii motoryzacyjnej

W naszym kraju dominująca część populacji dorosłych jest podatna na wiele chorób, przeciwko którym szczepi się „obowiązkowo” jedynie dzieci (np. krztusiec). Nie ma obowiązku szczepień tej grupy wiekowej mimo, że w aptekach dostępne są odpowiednie preparaty (np. Adacel Boostrix przeciwko krztuścowi). Na dzień dzisiejszy nie ma też żadnych represji za rezygnację ze szczepień przez osobę dorosłą (np. lekarzy), nie ma też inicjatyw forsujących przymus szczepienia wszystkich dorosłych. Obowiązek szczepienia dzieci wraz z represjami za nieszczepienie tylko dla tej grupy wiekowej przeniesiony na motoryzacyjną analogię bioetyka Marcina Waligóry oznacza, że część użytkowników dróg np. kierowcy do 30 roku życia muszą pod groźbą kary jeździć wg przepisów, a dominująca reszta kierowców może bezkarnie jeździć wg „widzimisię”.

Czas na zakończenie. Użycie analogii wymaga aby porównywane problemy wykazywały duże podobieństwo. W przypadku porównania nieszczepienia do wymienionych powyżej aspektów ruchu drogowego kluczowe elementy są zdecydowanie odmienne. Dlatego proponuję, aby w debacie dotyczącej etycznej, medycznej, społecznej i prawnej strony obowiązku szczepień i represji wobec nieszczepiących rodziców i nieszczepionych* dzieci porównania do aspektów ruchu drogowego były od razu odrzucane. Warto też rozważyć, czy użycie argumentów opartych na analogiach w przypadku tak kompleksowego zagadnienia  jak szczepienia ma w ogóle sens.

* Według klasyfikacji polskich sanepidów „nieszczepione” dziecko to każde dziecko, któremu brakuje przynajmniej jednej dawki wybranego szczepienia przewidzianego w najświeższym Programie Szczepień Ochronnych ogłaszanym w Komunikacie Głównego Inspektora Sanitarnego.

Justyna Socha

O autorce:

Doświadczyłam jak działa w Polsce system przymusu szczepień, wygrałam w sądzie z sanepidem, a obecnie działam na rzecz wolności wyboru zabiegów medycznych jakimi są szczepienia i pełnej informacji, zarówno o korzyściach, jak i ryzyku z nimi związanym.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku Twitterze! Wesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

28 KOMENTARZE

  1. Dziękuję uprzejmie za ciekawą polemikę. Zgadzam się z tym, że niektóre elementy metafory zagrożenia ruchu drogowego są nierelewantne.

    Zwracam uwagę, że nie da się jednak obronić tezy „szczepienie jako zabieg medyczny może być porównywane jedynie do innego zabiegu medycznego o podobnym charakterze”.

    Jeden z najbardziej znanych sposobów rozwiązywanie problemu to tworzenie modeli, metafor i analogii (np. Edward Nęcka, Trop. Twórcze rozwiązywanie problemów, Kraków: Impuls 1994). W etyce roi się od jak najmniej realistycznych metafor, które mają służyć zdystansowaniu się od utartych schematów myślowych (warunkiem jest jednak, że metafora zachowuje istotę analizowanego problemu).

    Od lat prowadzę w UJ CM seminarium „Metafora choroby”, które jest przeglądem metafor medycznych bynajmniej nie odwołujących się do innych procedur medycznych.
    Oto przykładowa literatura, która obrazuje ich użycie:
    Sontag S., Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory, PIW, Warszawa 1999, Miner H., Rytułały cielesne wśród Nacirema, w: Buchowski M. (red.), Amerykańska antropologia postmodernistyczna, IK, Warszawa 1999, s. 31-38, Dworkin R. W., Nowa ewangelia zdrowia, w: Sztompka P., Bogunia-Borowska M. (red.), Socjologia codzienności, Znak, Kraków 2008, s. 721-733, Thompson J., Obrona aborcji, w: Galewicz W. (red.), Początki ludzkiego życia, Universitas, Kraków 2010, s. 145-165.

    Broniłbym pewnej relewantności metafory zapinania pasów – niezapięty pasami pasażer stanowi realne zagrożenie dla współpasażerów. Można sobie obejrzeć na filmikach z tzw. crash-testów.
    Pozdrawiam

    • Tak, niezapięty pasażer, nawet jadący samotnie, może teoretycznie stworzyć zagrożenie również dla istot żywych oraz mienia znajdujących się poza jego/jej pojazdem. Na tym jednak analogia się kończy. I o tych ograniczeniach traktuje powyższy post. Jestem pod wrażeniem cytowanej listy wydawnictw naukowych z najróżniejszych zakątków ogólnie rozumianej humanistyki, choć uwadze wykształconego czytelnika raczej nie umknął fakt, że większość cytowanych pozycji odnosi się, delikatnie rzecz ujmując, ze sceptycyzmem wobec kulturowych metafor choroby.

      Pamiętamy przy tym, że artykuł dotyczył metaforyzowania procedury szczepienia, a nie procesu chorobowego. Chociaż… hm, oczom mojej wyobraźni ukazał się właśnie tytuł wystąpienia, powiedzmy, konferencyjnego: „Szczepienie jako proces chorobowy we współczesnym dyskursie naukowym / humanistycznym / publicznym [do wyboru]”. Ech. Dobrej nocy życzę.

    • Imponująca lista żródeł 😉 Czy to, że ludzie zajmują sie metoforami w związku z chorobami oznacza, że uprawnione jest stosowanie tych samych metafor odnośnie szczepień? Szczepienie nie jest chorobą, szczepi się osoby zdrowe (to jest warunek). Nieszczepienie nie równa się chorobie (choć wielu to sugeruje w tekstach propagandowo-zastraszających).
      Szczepienie bez wątpienia jest procedurą medyczną. Obowiązkowe szczepienia ochronne wykonuje się wyłacznie u dzieci zdrowych. Jest to więc procedura medyczna stosowana u osób zdrowych. Szczepienia ochronne traktowane sa jako profilaktyka.
      Pytanie brzmi raczej, czy stosowanie profilaktyki w formie procedury medycznej może być obowiązkowe? Czy powinien być stosowany przymus?
      Jakie matafory tutaj pasują?

      • Szanowny Panie Strach, Szanowna Pani Czytelniczko,

        Osią mojej wypowiedzi, mającej dowieść sens stosowania metafor i analogi jest następujące stwierdzenie: „Jeden z najbardziej znanych sposobów rozwiązywanie problemu to tworzenie modeli, metafor i analogii (np. Edward Nęcka, Trop. Twórcze rozwiązywanie problemów, Kraków: Impuls 1994). W etyce roi się od jak najmniej realistycznych metafor, które mają służyć zdystansowaniu się od utartych schematów myślowych (warunkiem jest jednak, że metafora zachowuje istotę analizowanego problemu)”. Podana literatura miała jedynie zilustrować istnienie tradycji używania, analizowania i tworzenia metafor w medycynie. Informuję, że metafory te nie dotyczą jedynie chorób, informuję także, że wśród przywołanych autorów są tacy, którzy odnoszą się do wybranych metafor z aprobatą, do innych zaś sceptycznie. Metafory i porównania dotyczące złożonych zjawisk (w tym medycznych) funkcjonują społecznie i mają dużą siłę oddziaływania, nie da się ich zupełnie wyeliminować. Możne natomiast starać się o eliminację metafor niepożądanych, co, jak sądzę, starała się robić p. Justyna Socha.

      • Hm, wygląda na to, że doszliśmy do pewnego konsensusu (proszę mnie poprawić, jeśli nie w pełni poprawnie podsumowuję wypowiedzi dyskutantów). Procedurę szczepienia |można| porównywać do różnych zjawisk (nie tylko, jak oponuje Pan Waligóra, do proponowanych przez Panią Sochę – przez wzgląd na ich bardziej oczywiste podobieństwo – innych procedur medycznych), należy jednak zachować daleko posuniętą ostrożność w tych porównaniach z powodu dalece niejednoznacznej natury samej metafory. Metafora, zarówno przez swą wieloznaczność jak i nieuniknioną niezborność z przedmiotem metaforyzowania, może łatwo zwieźć na manowce czy stać się narzędziem mniej lub bardziej uświadomionej manipulacji. Na co liczne i obrazowe przykłady odnajdziemy w przytoczonej powyżej literaturze.

    • Panie Waligóra,
      Pańskie gładkie i poparte literaturą dociekania jawią się niczym w zderzeniu z realnością jak wielonarządowe urazy osób uczestniczących w wypadkach z których nie są w stanie wyjść o własnych siłach. Zdaje się Pan stać po stronie tych, którzy uważają, że należny się zastosować do normy aby system uratował z opresji.
      Niestety w tej materii system nie ratuje a spycha. Problemem dla tego systemu jest każdy nieprzystający do modelu i modelowego zachowania. Dlatego rodzice obserwujący drastyczne zmiany w zachowaniu i rozwoju swoich dzieci są wyszydzani a przez to marginalizowani z czym Wy jako etycy zgadzacie się w imię jakiejś wyższej racji.
      Powtórzę to co napisałem w blogu Pana kolegi po fachu. Siedzicie w książkach o życiu a nie żyjecie.

    • Broniłbym użyteczności i przydatności analogii w każdej debacie, także tej o przymusie lub wolności człowieka do domowy szczepień dla siebie i swojego dziecka. Chodzi tylko o to, aby te analogie były trafne, ponieważ inaczej prowadzą nas na intelektualne i logiczne manowce. Mimo to, zgadzam się, że pierwszorzędne znaczenie w rozmowie o przymusie szczepień powinny mieć fakty i rzetelna informacja, a z tym bywa różnie, jak pokazuje ten przykład.

      Human papillomavirus (HPV) vaccine policy and evidence-based medicine: Are they at odds?

      (tłumaczenie abstraktu moje , tak na szybko):

      „„Wszystkie leki stwarzają pewne ryzyko związane z ich działaniem niepożądanym. Jednak szczepionki stanowią specjalną kategorię leków, gdyż podaje się je zwykle ludziom zdrowym. Dlatego w przypadku szczepień niepewność ich korzyści oznacza, że dopuszczalne ryzyko powinno być minimalne. Ponadto, etyka medyczna wymaga, aby szczepienia podawano pacjentom po udzieleniu im pełnej informacji oraz uzyskaniu ich zgody na szczepienie. To oznacza konieczność ujawniania przed pacjentem wszystkich znanych i dających się przewidzieć korzyści oraz zagrożeń. Tym czasem, sposób, w jaki promuje się wśród kobiet szczepionki przeciw HPV, pokazuje, że nie zawsze ujawnia się przed nimi wszystkie znane na ich temat informacje. Na przykład, o ile światowe autorytety medyczne twierdzą, że szczepionki przeciw HPV są ważnym narzędziem prewencji raka szyjki macicy, wykonane próby kliniczne nie potwierdzają, aby szczepienia te chroniły przed tym rodzajem nowotworu. Co więcej, wbrew twierdzeniom, że rak szyjki macicy jest drugim najbardziej powszechnym nowotworem wśród kobiet, posiadane dowody wskazują, że opinia ta jest prawdziwa wyłącznie w odniesieniu do krajów rozwijających się. W świecie zachodnim rak szyjki macicy jest schorzeniem rzadkim, w przypadku którego umieralność jest o wiele razy niższa niż liczba odnotowanych przypadków wystąpienia działań niepożądanych wskutek szczepienia przeciw HPV (w tym śmierci). W przyszłości polityka szczepień powinna zwracać większą uwagę na dowody uzyskiwane w ramach „medycyny opartej na dowodach” (tzw. evidence-based medcine) oraz uwzględniać wymogi etyczne dotyczące informowania i zgody pacjentów na szczepienie”

  2. Proponuję zamiast wymyślać analogie i traktować je jako argument za lub przeciw, skoncentrować się na merytorycznych aspektach problemu. Śledząc dyskusje na temat szczepień dostrzegam ogromny chaos informacyjny. Adwersarze nie ustalają o jakim aspekcie rozmawiają. Czy mówimy o szkodliwości szczepionek? Czy o przymusie szczepienia? Czy rozmowa dotyczy ryzyka szczepienia lub niezaszczepienia? i tak dalej i tak dalej. Jest to niezwykle istotne o ile w dyskusji biorą ludzie dobrej woli, chcący szukać rowiązania problemu lub poszerzenia wiedzy a nie egotyczni, zakochani we własnym intelekcie, sprawni retorycznie bufoni. Przerzucanie się argumentami z dziedziny etyki, biologii, medycyny, socjologii, prawa itp. w celu udowodnienia prawidłowej odpowiedzi na pytanie szczepić czy nie szczepić jest niekończącym się procesem, wojną przynoszącą straty po obu stronach. W trakcie tego procesu umiera szybko idea rozwoju wiedzy i nauki na rzecz dobra człowieka. Ludzie, którzy chcą odpowiedzieć tak lub nie na tak złożone zjawisko, obecne na tylu płąszczyznach człowieczego życia, to najcześciej ci, którzy dzieją poglądy na własne i nieprawdziwe, którzy poczucie własnej wartości identyfikują z posiadaniem racji.
    Rodzic, który staje w obliczu takiego pytania, przyglądając się takim dyskusjom staje ogłupiały. Jest manipulowany najprostrzą techniką jaką jest dezinformacja, demogogia i strach. Jeśli ma dość sił to zaczyna pytać szczegółowo a odpowiedzi na konkretne pytania wymagają konkretów. Podsumowując, jesli chcemy dojść do jakiegokolwiek porozumienia, przestańmy się posługiwać mniej lub bardziej trafnymi czy poetyckimi parabolami. Jeśli mówimy o etyce to cytujmy filozofów. Jeśli pytamy o bezpieczeństwo danej szczepionki to powołujmy się na wiedzę o wpływie poszczególnych jej składników na organizm żywy. Jeśli mówimy o ryzyku szczepienia vs ryzyku powikłań po chorobie zakaźnej to powołujmy się na dane epidemiologiczne i medyczne. Twierdzenie w jednym zdaniu, że szczepionki są dobrem ludzkości i że dobro ludzkości wymaga ofiar ponieważ choroby wieku dziecięcego są śmiertelnym zagrożeniem dla populacji to nie argument ale obelga dla inteligentnego człowieka. To hasło kiepskiej reklamy opartej na nieświadomości konsumenta.

  3. Bravo Pani Justyno! Wymuszanie procedur medycznych „dla wiekszego dobra” jest tym za co Dr. Mengele byl scigany do konca zycia. A o katastrofalnych skutkach szczepien moge powiedziec jako lekarz ktory widzi takich pacjentow codziennie. Zgodnie z zasada wolnosci — kazdy czlowiek jest wolny — nie jestem przeciwko szczepieniom. JESTEM PRZECIWKO PRZYMUSOWYM SZCZEPIENIOM. http://www.youtube.com/watch?v=bBZ1G-FHz38

  4. Popisy kiepskiej demagogii nie zmienią faktów: szczepienia są śmiertelnie niebezpieczne. Powodują autyzm, padaczkę, alergie, choroby autoimmunologiczne, a nawet śmierć. Kartele farmaceutyczne płacą tym demagogom za naganianie klienteli pod igłę, ale wy, drodzy rodzice maluchów nie macie z tego nic. Dlatego radzę Wam zapoznać się z obiektywnymi danymi, jak choćby statystyki. Przede wszystkim spytajcie, gdzie leżą stosy trupów niezaszczepionych dzieci, a ja Wam pokażę, gdzie są ofiary szczepień. Nie dajcie się nabrać, a tym bardziej zastraszyć. Od chorób wieku dziecięcego dziś się nie umiera. Dziś umiera się od szczepień.

    Wielbiciele przymusu zdradzają zapędy totalitarne. Albo

  5. Tym wpisem oraz tolerowaniem komentarzy pod nim Nowa Debata niestety kontynuuje staczanie się w otchłań przesądów. Zaczęliście nieźle te parę miesięcy temu, od Gary Taubesa; chyba dam mu znać, swoją drogą, z czym wywiad z nim sąsiaduje w waszym serwisie. Coraz bardziej widoczne staje się, że – zamiast faktycznego poszukiwania prawdy i możliwie najlepszego odzwierciedlenia rzeczywistości – Waszą ambicją jest budowanie ogólniejszej teorii spiskowej i antyestabliszmentowej, co prowadzi was niestety w kontakt z doktorem Kwaśniewskim, „doktorem” Kuliszem i zupełnie już nie doktorem Astromarią. Jeśli nie widzicie w tym problemu, to – bon voyage.

  6. PS. Wróciłam, żeby wszystkim oszukanymi zastraszonym przez lobby szczepionkowe pokazać przerażającą prawdę o tym, jaki jest prawdziwy cel masowych szczepień: szczepienia są jednym ze sposobów depopulacji! Ktoś (kto ma prawo do takich decyzji???) uznał, że jest nas za dużo, więc trzeba nas wybić jak robactwo. Oto „filantrop” i „dobroczyńca ludzkości” Bill Gates opowiada o szczepieniach na zamkniętej dla szerokiej publiczności konferencji TED 2010 w Long Beach w Kalifornii (fragment):

    „Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent”.

    I drugi gwóźdź do trumny: „Niesamowicie efektywna metoda redukcji populacji czyli szczepienia” – to również słowa Billa Gatesa.

    „Widzimy teraz, że istnieje rodzaj pomocy zagranicznej, realizującej się poprzez szczepienia i leczenie AIDS, które są niesamowicie efektywne. One wszystkie skupiają się na ratowaniu życia. I dobrą wiadomością jest to, że dokonując tych przełomów populacja w kraju spada. [Bill Gates dla CNN]”

    Reszta w tym filmie:

    Zainteresowanych nagą prawdą na temat szczepień zapraszam na mój log „Szczepionkowe ludobójstwo”: http://vaccgenocide.wordpress.com/

  7. Trafna obserwacja Pani Justyno.Sam odpowiadałem na podobne i nawet chciałem je tu zacytować ale okazało się, że z forum gazety zniknęła moja odpowiedź oraz post cytujący mój. Ciekawostka.
    To jest tu: http://forum.gazeta.pl/forum/w,67,132572996,,_Szczepienia_noworodkow_to_rosyjska_ruletka_.html?v=2
    Cyt. „kazda technologia ma jakis poziom zawodnosci – nie ma cudow – np. stosowanie w komunikacji samochodowej – w Polsce – powoduje chyba z 7 wypadkow smiertelnych dziennie + ze 2 x tyle ciezko rannych – ale nikt nie protestuje przeciwko samochodom”

    Poruszanie się pojazdami nie jest obowiązkowe.
    Producenci samochodów nie załatwiają z rządami kontraktów na zakup obowiązkowych samochodów.
    Producenci samochodów nie są zwolnieni od odpowiedzialności za niezgodne z oczekiwaniami działanie ich produktu.

  8. Astromario, wiele osób które jest przeciwnikiem przymusu szczepień ma już dość twoich wpisów o ludobójstwie, billu gatesie, i typowych tyrad jakie wklejasz wszędzie. Dość. Dość. Kobieto, uszanowuj wysiłek ludzi którzy chcą wskazać na słabość merytoryczną i brak logiki w wielu argumentach przymusu szczepień (patrz tekst J. Sochy). Najepszym wyrazem takiego szacunku będzie niekomentowanie przez ciebie tego i możliwych następnych tekstów J. Sochy.

  9. Powyższy komentarz p. Tomasza T. nie zawiera żadnej merytorycznej treści, jest zatem wypowiedzią „od rzeczy”, opinia polityczną w tym sensie, że zajmuje się ludźmi Nowej Debaty, przestrzega ich przed „staczaniem się w otchłań przesądów”, ostrzega, że doniesie na nas Garemu Taubesowi – Gary Taubes jako Przewodniczący Kongregacji Doktryny Wiary Żywieniowej? – demaskuje nas jako zwolenników ogólnej teorii spiskowej i zaciekłych wrogów establishmentu, identyfikuje ludzi takich jak Kwaśniewski, Astomaria, Kulisz, od których należy się trzymać z daleka – czyżby byli trędowaci? Innymi słowy p.Tomasz T. wszedł w rolę nadzorcy ideologiczno-politycznego i wydaje się, że ta rola sprawia mu ogromną przyjemność. Zasadniczą cechą nadzorcy ideologiczno-politycznego jest to, że mówi o kimś, ale nie do niego, traktuje go jak przedmiot, z którym się nie rozmawia, nie debatuje, lecz ocenia, ostrzega i oskarża. Postawa p. Tomasza T. jest absolutnym przeciwieństwem tego wszystkiego, czym chciałaby być Nowa Debata. Jego deklaracja, że chodzi mu o poszukiwanie prawdy i możliwie najlepsze odzwierciedlenia rzeczywistości, wprowadza w błąd, chodzi mu bowiem nie o prawdę, lecz o władzę ideologiczną skrywaną pod maską nauki. Stąd też jakakolwiek polemika z Nim nie ma sensu. Niemniej jednak pragniemy przy tej okazji w kilku punktach streścić główne zasady, jakimi kieruje się Nowa Debata. Po pierwsze, obszar komentarzy Nowej Debaty jest rodzajem Hyde Parku, wszyscy komentatorzy mają tu takie same prawa pod warunkiem, że nie przekraczają powszechnie akceptowanych standardów dobrego wychowania i piszą (mniej więcej) na temat. Jedynie wypowiedzi wulgarne są banowane. Po drugie, doskonale zdając sobie sprawę, że istnieli i istnieją rządzący i rządzeni, wielcy i mali, potężni i słabi czyli establishment i wszyscy pozostali, przyjmujemy jako założenie, że w kwestiach dotyczących poszukiwania prawdy taki podział nie istnieje; nie obchodzi nas zatem, czy jakąś myśl, pogląd , hipotezę sformułował prof. dr hab. z uniwersytetu X czy też pasjonat, badacz-amator, hobbysta trawiący najlepsze lata swojego życia na ślęczeniu nad rozwiązaniem jakiegoś problemu, nie obchodzi nas czy dany pogląd propaguje „New York Times”, „Gazeta Wyborcza” czy też jakieś niszowe pisemko lub strona internetowa, na która nie zajrzał nikt poza nami. Jeśli uznamy coś za słuszne, będziemy to propagować. Jest nam najzupełniej obojętne, kto i gdzie wyraził jakiś pogląd, liczy się tylko to, co mówi. po trzecie, nie zamierzamy zajmować się wszystkimi możliwymi poglądami na wszystkie możliwe tematy, bo się na wszystkim nie znamy. Poglądów wielu ludzi np. pp. Kulisza i Astromarii ani nie krytykujemy, ani nie uznajemy za swoje. Oni idą swoją drogą, my swoją. Jedno jest pewne: to nie ich poglądy stanowią dziś problem, ale poglądy lansowane przez wielkie aparaty propagandowe rządów, potężne grupy interesów, narodowe i ponadnarodowe organizacje i światowe media po czwarte, opowiadamy się za jak największym zakresem wolności dla jednostki. Nawet więc, gdybyśmy byli absolutnie przekonani, że szczepionki są dobrodziejstwem dla ludzkości, to i tak sprzeciwilibyśmy się przymusowi szczepień. W czasach, kiedy każdy dzień przynosi nowe zakazy i nakazy, w obliczu gwałtownej ekspansji państwa terapeutycznego powinno to być oczywiste. Dzisiaj ktoś każe nam wprowadzać do organizmu jakieś substancje chemiczne, jutro będzie chciał pod przymusem wprowadzać w nasze umysły substancje duchowe i intelektualne. A na to nigdy się nie zgodzimy.

  10. Wszystkie teksty o szczepionkowym ludobójstwie wklejam wyłącznie na moim własnym blogu i nigdzie więcej. Nikogo nie zmuszam do czytania tego, co piszę u siebie. Mimo licznych błagań z ich strony nigdy nie komentuję blogów „racjonalistów” i totalitarystów dowolnego rodzaju i niczego tam nie wklejam.
    W tych filmach, do których podałam linki występuje Bill Gates OSOBIŚCIE i osobiście mówi to, co mówi – ja się za niego nie przebrałam, to on sam, we własnej osobie. Radzę każdemu to obejrzeć i wyciągnąć z tego własne wnioski – chyba, że życie wam zbrzydło. Wtedy schowajcie głowę w piasek i udawajcie, że nic nie wiecie.
    Zawsze się sprzeciwiałam totalitaryzmom dowolnego rodzaju i dalej będę to robić, bez względu na to, czy się to komuś podoba, czy nie. Nie zgadzam się na wprowadzanie przymusu szczepień ani określonego rodzaju leczenia ani na naruszanie mojej nietykalności cielesnej. Nie zgadzam się więc na przymus leczenia alopatycznego i na zakaz stosowania medycyny naturalnej. Jeśli ktoś chce się leczyć chemią i naświetlaniami i jeśli lubi, żeby mu wycinano kolejne narządy, to ja mu tego nie zabraniam, to jego wybór i ja to szanuję i tego samego, czyli szacunku dla moich wyborów żądam od innych. O ile leczenie dotyczy ludzi chorych, o tyle szczepienia serwuje się ludziom zdrowym. I dlatego szczególnie ważne jest przestrzeganie zasady, żeby nie szkodzić. Bo jeśli takiej gwarancji nie ma, to znaczy, że szczepienia mogą zamieniać ludzi zdrowych na chorych, a to już jest zbrodnia. Co więcej, kartele farmaceutyczne umywają ręce i zrzekają się wszelkiej odpowiedzialności za skutki działań ich medykamentów.
    Opowiadam się za bezwzględną wolnością i prawem wyboru w każdej dziedzinie: religii, światopoglądu, sposobu odżywiania, filozofii życiowej oraz sposobu dbania o swoje osobiste zdrowie. Dlatego nigdy nie zgodzę się na dyktaturę religijną, ateistyczną, polityczną, naukową, racjonalistyczną czy zdrowotną. Niech każdy żyje tak, jak chce i niech sam ponosi odpowiedzialność za swoje wybory oraz ich skutki. W przeciwnym wypadku uznam, że rządzi nami mafia, która zmusza obywateli do korzystania z jej „opieki”. Tak czyniła mafia chicagowska, podkładając bomby w tych firmach, które nie życzyły sobie jej „opieki”. Dziś mafia medyczna zaczyna stosować te same metody. Dorosły człowiek ma prawo decydować o sobie i o sprawach swojej rodziny i państwo musi to uszanować.

  11. W odpowiedzi doRedakcji.

    Teoretycznie ,opowiadacie się zatem za czymś w rodzaju „neutralności poglądowej”. Ciekawe , z pewnością nie służy temu publikowanie abstraktu z pracy Tomljenovica, znanego antyszczepionkowca. Może by tak odnieść się do całości rzeczonej pracy bo nie od dziś wiadomo ,że lobby antyszczepionkowe z lubością źle odczytuje dane z bazy VAERS

    • Nie opowiadamy się za żadną „neutralnością światopoglądową”, lecz za wolnością różnych poglądów. To zupełnie co innego. Określenie „znany antyszczepionkowiec” jest zwykłą „etykietą” mającą zdyskredytować argument poprzez atak na jego autora. Jednak taka łatka nie wystarczy do tego, aby automatycznie uznać, że argumenty są błędne. W ten sam sposób można by podważać argumenty „znanych proszczepionkowców” uznając, że celowo naginają oni dane, tak aby pasowały do ich własnych przedsądów i poglądów. Dyskutowanie na etykiety to droga donikąd i nic nie wnosi do naszej wiedzy. Jeśli ktoś popełnia błędy, przekłamuje, proszę to wykazać konkretnie. Wtedy wszyscy się czegoś nauczymy.

  12. Szczerze mówiąc miałem nadzieję ,że to właśnie szanowana redakcja będzie w stanie odnieść się do całości artykułu nie zaś abstraktu.Dotarcie do artykułu zajmie mi trochę czasu. A warto bo popularnym błędem (mystyfikacją? ) jest wadliwa interpretacja danych VAERS. Ciekaw jestem jak autor zdołał zweryfikować liczbę zgonów po HPV a także jak pogodził z logiką porównywanie umieralności na raka szyjki z ogólną liczbą działań niepożądanych szczepienia?

    • Przecież to Pan atakuje autora jako niewiarygodnego, nie my, a ciężar dowodu spoczywa zwykle na oskarżycielu. Dlaczego my mielibyśmy weryfikować Pańskie oskarżenia? Proszę samemu to zrobić. I koniecznie proszę się tutaj podzielić swoimi ustaleniami. Z góry dziękujemy.

      • No cóż , jednak moje wątpliwości były słuszne.Doskonale to oddaje np komentarz na Medscape’ie. O ile rozważania autorów co do cost-effectiveness szczepionki HPV należy uznać za zasadne w odniesieniu do populacji amerykańskiej to jednak nie dają się przenieść na grunt krajów rozwijających się , w tym Polski. Nadto , cytowane przez autorów dane nt poważnych powikłań , wzięte wprost z bazy VAERS należy uznać za mylące. Jest to nadal powszechna i częsta nadinterpretacja. VAERS to baza pasywna , nie ustalająca bezpośrednio związku przyczynowo-skutkowego.

        • Ze spokojem, zgłaszalność NOP do VAERS i tak jest znikoma (a to tylko Ameryka…)

          Czekamy, aż jakiś rząd (?) stworzy bazę aktywną. Bo przecież głos obywateli-laików zawsze będzie nieważny.

    • Skoro temat schodzi z wątku głównego „nietrafione analogie” do wątku o HPV i zacytowanej publikacji to warto podzielić ogólnodostępny abstrakt na kawałki i odnieść się do nich po kolei. Moja ocena:

      1) „Na przykład, o ile światowe autorytety medyczne twierdzą, że szczepionki przeciw HPV są ważnym narzędziem prewencji raka szyjki macicy, wykonane próby kliniczne nie potwierdzają, aby szczepienia te chroniły przed tym rodzajem nowotworu.”
      >> bezapealcyjna zgoda z autorem. W każdej opinii wydawanej przez Agencje Oceny Techonologii Medycznych jest to podkreślane ” ale brak jest obecnie wiarygodnych danych na temat ich wpływu na zachorowalność i śmiertelność z powodu raka szyjki macicy”, np.: http://www.aotm.gov.pl/assets/files/rada/stanowisko_RK_51_15_2009_szepionki_HPV.pdf

      2) „Co więcej, wbrew twierdzeniom, że rak szyjki macicy jest drugim najbardziej powszechnym nowotworem wśród kobiet, posiadane dowody wskazują, że opinia ta jest prawdziwa wyłącznie w odniesieniu do krajów rozwijających się.”
      >> zgadza się zwłaszcza dla USA. W Polsce gdzie ok. 70% kobiet ignoruje regularne badania profilaktyczne niestety rak szyjki macicy zbiera inne żniwo.

      3) W świecie zachodnim rak szyjki macicy jest schorzeniem rzadkim, w przypadku którego umieralność jest o wiele razy niższa niż liczba odnotowanych przypadków wystąpienia działań niepożądanych wskutek szczepienia przeciw HPV (w tym śmierci).
      >> Nie da się zrobić takiego porównania, ponadto takie porównanie na poziomie populacji nie powinno być żadną wskazówką dla rodzica rozważającego szczepienie. Liczy się indywidualny wynik korzyści/ryzyka dla indywidualnego dziecka, tyle że ten też jest trudno policzalny.

      4) W przyszłości polityka szczepień powinna zwracać większą uwagę na dowody uzyskiwane w ramach „medycyny opartej na dowodach” (tzw. evidence-based medcine) oraz uwzględniać wymogi etyczne dotyczące informowania i zgody pacjentów na szczepienie”
      >> trudno się z tym nie zgodzić.

  13. Pani Justyna pisze o innych nieidealnych analogiach, np. „zabieg medyczny na jednej osobie z założenia może pomóc drugiej osobie, np. porównanie odebrania rodzicom prawa decyzji o szczepieniu własnych dzieci do odebrania rodzicom prawa decyzji o poddaniu swojego dziecka zabiegowi pobrania krwi do transfuzji dla innego dziecka”. Próbowano już czegoś podobnego, patrz : http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110902/BYDGOSZCZ01/112362885. „, Krwią zapłać za operację w bydgoskim „Juraszu”:
    „A mowa o zaświadczeniach o oddaniu krwi, które, jak twierdzą pacjenci, trzeba było okazać, aby trafić na stół operacyjny w szpitalu im. Jurasza. Wymóg taki stawiano chorym dzień przed planowanym zabiegiem. – W pewnym momencie usłyszałem, że jeśli ktoś z moich bliskich nie odda krwi, do operacji nie dojdzie – opowiada jeden z pacjentów kliniki ortopedii bydgoskiej lecznicy……- Jestem zszokowana! – komentuje Barbara Nawrocka, rzeczniczka prasowa regionalnego oddziału NFZ. – Takie praktyki są niedopuszczalne. Nie można warunkować wykonania operacji od oddania krwi. Zbulwersowana sytuacją jest również Danuta Boguszyńska, zastępca dyrektora RCKiK. – Krew oddaje się dobrowolnie – tłumaczy. – Dlatego praktyki, o których słyszę, są poważnym nadużyciem.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ