Debata o szczepieniach – błędne łączenie epidemiologii i matematyki

11

Przyglądając się argumentom używanym do uzasadnienia przymusu szczepień wśród dzieci (nigdy wśród dorosłych) stwierdziłam, że wiele z nich bazuje na nietrafionych porównaniach i wnioskach z takich porównań (patrz mój pierwszy tekst „Epidemia nietrafionych analogii…”). Niektóre z nich są obarczone błędami logiczno-merytorycznymi lub wybiórczo przedstawiają jedynie korzyści z masowych szczepień. Inne jeszcze sięgają do czasów epidemii nieporównywalnie cięższych chorób wywołanych wirusem ospy prawdziwej czy polio.

W kilku kolejnych tekstach spróbuję przedstawić moje spostrzeżenia i uzupełnić brakujące strony danego aspektu szczepień bądź wykazać, dlaczego uważam niektóre stanowiska za błędne. Całą serię rozpocznę komentarzem do argumentu często powtarzanego w dyskusjach między zwolennikami przymusu szczepień (cudzych dzieci) i rodzicami będącymi przeciwko przymusowi szczepień. W dyskusjach takich bezrefleksyjnie powtarzany jest wniosek epidemiologów o

pozytywnym bilansie korzyści szczepień (zmniejszenie ilości  powikłań poprzez zmniejszenie ilości zachorowań) i ryzyka szczepień (powikłań poszczepiennych) na poziomie populacji,

który jest następnie przekuwany na stwierdzenia typu:

według twardych dowodów naukowych prawdopodobieństwo powikłań pochorobowych u twojego dziecka jest [ileś tam razy] wyższe niż prawdopodobieństwo powikłań poszczepiennych.

Czy tylko ja widzę błąd polegający na łączeniu dwóch pojęć, które są ze sobą zupełnie niezwiązane?

  • Pierwsza część powyższej argumentacji odnosi się do wniosku na podstawie populacyjnych danych epidemiologicznych dotyczących powikłań pochorobowych różnych podgrup dzieci, w tym dzieci z obniżoną zdolnością układu immunologicznego do zapobiegania powikłaniom po chorobie, np.: dzieci niedożywionych, dzieci otyłych, dzieci matek palących/spożywających alkohol w ciąży, dzieci eksponowanych na bierne palenie, dzieci niekarmionych mlekiem matki, dzieci z wrodzonymi lub nabytymi immunologicznymi zaburzeniami i wielu innych. Co więcej, te dane zawierają także powikłania spowodowane przez błędne diagnozy lekarskie, zastosowanie przez lekarza nieskutecznego leczenia, skutki uboczne zastosowanego leczenia, a także zaniedbania rodzicielskie i rezygnację rodziców z odpowiedniego leczenia (np. historia zejścia śmiertelnego powiązanego z infekcją wirusa ospy wietrznej).
  • W drugiej części argumentacji wniosek z danych populacyjnych przekuwany jest przy pomocy rachunku prawdopodobieństwa na indywidualne ryzyko wystąpienia powikłań chorobowych. Jest to wielki błąd, ponieważ rachunek prawdopodobieństwa można stosować jedynie do zdarzeń losowych takich, jak losowanie kulek z totolotka, gdzie każda kulka ma takie same właściwości i taką samą szansę wylosowania. Wystąpienie lub brak powikłań chorobowych przy najczęściej dyskutowanych infekcjach, takich jak odra, różyczka, świnka, ospa wietrzna czy krztusiec, nie jest zdarzeniem losowym, ale wynikiem odpowiedniej „pielęgnacji” układu immunologicznego dziecka przed i w czasie infekcji. Odpowiednia „pielęgnacja” obejmuje nie tylko rodzicielski obowiązek codziennego dbania o zdrowie dziecka (od momentu poczęcia), ale także stosowanie odpowiednich metod diagnostycznych i skutecznych form leczenia danej infekcji.

Wyliczone przez epidemiologów korzyści i ryzyka masowych szczepień w postaci redukcji ilości powikłań pochorobowych na poziomie populacji i ilości powikłań poszczepiennych nie mogą być równoważone z bilansem korzyści dla każdego indywidualnego przypadku.

Osobiście jestem zdania, że każdy rodzic ma prawo, a nawet obowiązek wobec swojego dziecka, aby domagać się indywidualnego bilansu korzyści i ryzyka dla każdej szczepionki. Jednocześnie uważam, że rodzice rezygnujący z ochronnego działania szczepionek powinni liczyć się z możliwością infekcji nieszczepionego dziecka (np. odra, świnka, różyczka, krztusiec, ospa wietrzna) i być przygotowani na taką ewentualność.

Indywidualny bilans korzyści i ryzyka wybranego szczepienia dla konkretnego dziecka to jedna, bez wątpienia kluczowa, przesłanka do podjęcia decyzji w sprawie szczepień. Innym ważnym elementem jest nasze uczestnictwo w zjawisku zbiorowiskowej odporności, ale o tym innym razem.

Justyna Socha

O autorce:

Doświadczyłam jak działa w Polsce system przymusu szczepień, wygrałam w sądzie z sanepidem, a obecnie działam na rzecz wolności wyboru zabiegów medycznych jakimi są szczepienia i pełnej informacji, zarówno o korzyściach, jak i ryzyku z nimi związanym.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

11 KOMENTARZE

  1. „rachunek prawdopodobieństwa można stosować jedynie do zdarzeń losowych takich, jak losowanie kulek z totolotka, gdzie każda kulka ma takie same właściwości i taką samą szansę wylosowania. Wystąpienie lub brak powikłań chorobowych przy najczęściej dyskutowanych infekcjach, takich jak odra, różyczka, świnka, ospa wietrzna czy krztusiec, nie jest zdarzeniem losowym, ale wynikiem odpowiedniej „pielęgnacji” układu immunologicznego dziecka przed i w czasie infekcji.” – świetnie napisane! To jest takie myślenie, które określam jako głos rozsądku.

  2. Zgrabnie. Zwolenników mieszania probabilistyki w sprawę przymusu bądź innej agitacji w ramach marketingu wakcynacji można jeszcz zapoznać z następującymi wyliczeniami:
    – prawdopodobieństwo zachorowania = 50% – albo się zachoruje albo nie
    – prawdopodobieństwo powikłań = 25% – jeśli się już zachoruje to szansa że dojdzie do powikłań to 50% z tych poprzednich 50%.

    – prawdopodobieństwo NOP = 50% albo będzie albo nie
    – prawdopodobieństwo wyleczenia po NOP = 25% – analogicznie jak z powikłaniami

  3. Świetny artykuł, z całą pewnością zamieszcze go na swoim blogu – będzie rewelacyjnym uzupełnieniem tego dotychczas tam napisałem i zamieściłem na ten temat.

    Z niecierpliwością czekam na ewentualny dalszy ciąg wywodów.

  4. życie mojej znajomej zostało zniszczone przez obowiazkowe szczepienie dzieci. jej córka około 1985 roku zaszczepiona wg rozdzielnika przeżyła wstrząs poszczepienny. W wyniku tego szczepienia normalnie rozwijające sie dziecko zapadło na niesamowity zespół chorób. Tylko nadludzkim wysiłkiem rodzice przez ponad 20 lat utrzymywali ja przy zyciu, Znajoma przez ten czas mie mogła podjąć pracy bo zajmowała się dzieckiem 24 godz. na dobe. Dziewczyna zmarła w wieku dwudziestu kilku lat. Spróbujcie wyobrazic sobie traume rodziców.

  5. Jak ktoś chce coś udowodnić, to zawsze znajdzie właściwe argumenty. Choćby nie wiadomo jak idiotyczne by nie były i jak bardzo wyssane z palca. Tyczy się to wszystkich. Warto mieć tego świadomość.

    W każdym bądź razie – autorka bardzo dobrze oddała istotę błędu logicznego jaki jest powielany przez grupę ‚pro’. Choć nie wynika on de facto z probabilistyki jako takiej, tylko raczej z błędnych założeń, złego doboru próbki. A że próbkę ciężko będzie dobrać, aby była porównywalna… to i głupoty wychodzą:)

  6. Moim zdaniem tak wielka ilość szczepień jest nie tylko zbyteczna lecz i szkodliwa. Jako dziecko chorowałam na odrę, ospę, różyczkę i kilka innych dziecięcych chorób. Dziś mam 65 lat i twierdzę, że moje dziecięce choroby dały mi sporo odporności. Natomiast, kiedy wyjeżdżałam na wschód kilka szczepień z dzieciństwa musiałam powtórzyć, gdyż przestały już działać łącznie ze szczepieniem na tzw. czarną ospę. Z tego wynika, że te szczepienia nie zabezpieczają nas na całe życie, natomiast najlepszym zabezpieczeniem jest nabycie odporności no i, oczywiście prawidłowy tryb życia.

  7. Zdumiewa mnie sam fakt pomylenia przez autorkę statystyki z rachunkiem prawdopodobieństwa. W skrócie tłumacząc: nie wiedząc NIC o danym dziecku z badań populacyjnych możemy stwierdzić jakie jest prawdopodobieństwo czegoś co wystepowało wcześniej w takim samym układzie. I to nie jest prawdopodobieństwo „losowe” tylko jesli 100 na 100000 dzieci ma alergię na truskawki to wskazując dowolne wybrane dziecko mozemy powiedzieć, że jest 0.1% szans, ze ono ma alergię na truskawki. Statystyka jest od tego, zeby w sytuacji gdy nie wiemy wszystkiego ocenić co się może stać.

    • To o czym Piszesz Łukasz, to raczej prawdopodobieństwo subiektywistyczne wynikające z twierdzenia Bayesa. Poznaj je i paradoksy wynikające z niego.

  8. „rachunek prawdopodobieństwa można stosować jedynie do zdarzeń losowych takich, jak losowanie kulek z totolotka, gdzie każda kulka ma takie same właściwości i taką samą szansę wylosowania”

    Idąc tym tropem myślenia, to każda kula nie ma takich samych właściwości i nie ma takiej samej szansy wylosowania. Każda znajduje się w innym miejscu i jest przez to poddawana zupełnie innym siłom. Więc tak rozumując w ogóle należałoby porzucić rachunek prawdopodobieństwa… wait!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ