Sąd nad psychiatrią?

34

Poczynania psychiatrów sądowych zaangażowanych w sprawę Andersa Breivika, który w lipcu 2011 roku dokonał krwawych zamachów w Oslo i na wyspie Utoya, budzą wśród komentatorów na całym świecie coraz więcej wątpliwości. Dotyczą one nie tylko kondycji współczesnej psychiatrii, ale również niektórych jej funkcji społeczno-politycznych.

Przypomnijmy, że biegli psychiatrzy uznali początkowo Breivika za osobę niepoczytalną diagnozując u niego schizofrenię paranoidalną. „Breivik żyje w swoim urojonym świecie. Co do tego nie ma wątpliwości”, stwierdzili z przekonaniem lekarze. Jednak bardzo szybko diagnoza ta spotkała się z gwałtowną krytyką oraz sprzeciwem nie tylko ze strony polityków, mediów oraz dużej części opinii publicznej, ale również samego Breivika, który sam siebie uważa z za w pełni poczytalnego. Pod rosnąca presją norweski sąd wyznaczył nowych biegłych do zbadania stanu zdrowia „terrorysty” i tym razem, zgodnie z oczekiwaniami, orzekli oni, że Breivik jest całkowicie „zdrowy”. „Nie znaleźliśmy u niego żadnych oznak psychozy”, oświadczyli lekarze dodając, że zbrodnia, jakiej się dopuścił , była zbyt skomplikowana, aby mogła jej dokonać osoba psychotyczna.

Mamy zatem sytuację, w której opinia jednych psychiatrów unieważniła diagnozę postawioną przez drugich psychiatrów i nie do końca jest jasne, jakie były medyczne przyczyny tej nagłej zmiany. Co prawda, nie znamy danych klinicznych będących podstawą obu wykluczających się orzeczeń, ale wydaje się, że nie mogły być one solidne, skoro tak łatwo przyszło psychiatrom jedną diagnozę zamienić w drugą. Zakładając, że między jednym a drugim badaniem pacjent cudownie nie ozdrowiał, musimy przyjąć, że choroba a następnie jej brak u Breivika to stany powstałe wyłącznie z mocy opinii  psychiatrów, które same w sobie mają moc sprawczą i – niczym magiczne zaklęcia – „zdrowych” zamieniają w „chorych”, a „chorych” w „zdrowych”.

Na pierwszy rzut oka cała sprawa wydaje się co najmniej dziwna. Jednak powiedzmy sobie szczerze – ani sądowi, ani lekarzom nie chodzi ustalenie rzeczywistego stanu psychicznego Breivika, nie chodzi o postawienie mu prawdziwej diagnozy medycznej, ale o jej skutki prawne oraz wpływ na przebieg procesu. Jako „zdrowy” Breivik mógłby zostać skazany maksymalnie na 21 lat więzienia, natomiast jako „chory” uniknie procesu, ale zostanie umieszczony w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym na 3 lata z możliwością przedłużania tego okresu praktycznie do jego śmierci. Ale czy prawny kontekst całej sprawy powinien mieć jakiekolwiek znaczenie dla lekarzy, których zadaniem jest przecież diagnozowanie i leczenie chorych? Czy diagnoza medyczna powinna być zależna od oczekiwań opinii publicznej, zapisów kodeksu karnego lub przewinień pacjenta?

Diagnostyczne „kuglarstwo” sądowych psychiatrów rzuca cień na całą psychiatrię i pozwala wątpić, czy rzeczywiście należy ona w pełni do kategorii tzw. medycyny opartej na dowodach (ang. evidence based medicine). Warto zadać sobie pytanie, czy „psychiatryczna elastyczność” w diagnozowaniu byłaby równie dopuszczalna w przypadku innych specjalności medycznych. Czy po serii badań lekarze mogliby ogłosić Breivika chorym na serce, na gruźlicę, lub na cukrzycę, a następnie – np. pod presją opinii publicznej – po prostu zmienić zdanie? Wydaje się to niedorzeczne.

Na przykładzie „sprawy Breivika” widać, że psychiatria może funkcjonować nie tyle jako medycyna, ile jako instrument, którym państwo posługuje się dla osiągnięcia własnych celów, w tym wypadku dla wymierzenia „sprawiedliwości” przestępcy. Nie ulega wątpliwości, że Breivik popełnił odrażającą zbrodnię i zasłużył na najwyższy możliwy wymiar kary, ale dlaczego, zamiast sędziego, decydować mają o tym psychiatrzy? Czy „diagnozą i leczeniem psychiatrycznym” można w ogóle karać za zbrodnie, zwłaszcza te o podłożu politycznym (Breivik miał przecież konkretny program polityczno-ideologiczny)? A jeśli tak, to czy wciąż mówimy  jeszcze wtedy o leczeniu. Może prowadząc „wojnę z terrorem” zamiast żołnierzy i policjantów, zaczniemy wykorzystywać przede wszystkim psychiatrów w ramach globalnej, „antyterrorystycznej akcji psychiatrycznej”? Wydaje się, że oddając Breivika „w ręce psychiatrów” zbliżamy się niebezpiecznie blisko do urzeczywistnienia wizji „państwa terapeutycznego”, przed którą już w latach 70. XX w przestrzegał Thomas Szasz.

Mając te i inne wątpliwości na uwadze,  słusznie zauważa J. David Goodman w artykule pt. “Psychiatry May Also Face Scrutiny at Norway Killer’s Trial”, opublikowanym w portalu „New York Times”, że proces Breivika będzie nie tylko sądem nad nim samym, ale również nad psychiatrią. Cierpliwie poczekajmy zatem na sprawiedliwy, miejmy nadzieję, wyrok.

Mateusz Rolik

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Obywatel szwedzki jako niewolnik”
Następny artykułWładysław Studnicki – myśliciel niepokorny
Z wykształcenia jestem anglistą (Uniwersytet Wrocławski), ukończyłem też stosunki międzynarodowe Unii Europejskiej (Loughborough University). W latach 2002-2003 byłem stypendystą w ramach programu Josepha Conrada (Chevening programme) ufundowanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Interesuję się sprawami międzynarodowymi, historią, gospodarką oraz szeroko pojętą polityką nauki. Ciekawi mnie też geneza i historia obowiązujących paradygmatów medycznych oraz mechanizmy, dzięki którym dominują. Czytam, piszę i tłumaczę teksty na te temat. Mieszkam i działam we Wrocławiu.

34 KOMENTARZE

  1. Ten soczysty cytat : „Co prawda, nie znamy danych klinicznych będących podstawą obu wykluczających się orzeczeń, ale wydaje się, że nie mogły być ona solidne, skoro tak łatwo przyszło psychiatrom jedną diagnozę zamienić w drugą. Zakładając, że między jednym a drugim badaniem pacjent cudownie nie ozdrowiał, musimy przyjąć, że choroba a następnie jej brak u Breivika to stany powstałe wyłącznie z mocy opinii psychiatrów, które same w sobie mają moc sprawczą i – niczym magiczne zaklęcia – „zdrowych” zamieniają w „chorych”, a „chorych” w „zdrowych” skazuje cały tekst na porażkę.

    Skoro autor przyznaje ,że nie zna danych klinicznych to kontynuacja wywodów każe autora uznać za zwolennika zwykłych spekulacji.

  2. Panie Bruford, dane kliniczne znali psychiatrzy badajacy Breivika. Diagnoza brzmiala:schizofrenia paranoidalna. Chory człowiek. Kolejni psychiatrzy,badajac kolejny raz Breivika na podstawie danych klinicznych nie znajduja zadnych psychoz.Człowiek okazuje się zdrowy. To są lekarze psychiatrzy, należy im wierzyć. Cóż więc stalo się z tą „psychiczną chorobą”w tak krotkim czasie? Ach ta psychiatria!

  3. Pani Renato , Pan autor zasadniczo rozwiązał wszak dylemat diagnozy psychiatrycznej Breivika i to nawet nie znając danych klinicznych – w świetle tego w ogóle można by postawić pytanie – po co one komu w ogóle , te dane? Wyprowadzanie spekulacji bez znajomości danych (tutaj akurat danych klinicznych) nie jest moją specjalnością ale skoro taki tu klimat zdaje się panować to popróbujmy ( inaczej jednak niż Pan autor ):
    1.biegli na użytek sądu mieli ocenić poczytalność Breivika – warto pamiętać ,że poczytalność a rozpoznanie choroby to oddzielne kwestie.Nie wdając się nadmiernie w szczegóły, w tym konkretnym przypadku podstawową kwestią jest przewlekłość postępowania Breivika. O ile psychozy o ostrym , nagłym początku , prowadzące w ostrym trybie do niepoczytalności, rozpoznać jest łatwo to w przypadku Breivika nie ma o tym mowy.Żeby uznać niepoczytalność Breivika należałoby rozpoznać psychozę w formie przewlekłej ew dysocjacyjne zaburzenie tożsamości ( skrajnie rzadkie)
    2.Rozpoznanie psychozy przewlekłej bywa niezmiernie trudne , objawy pojawiają się powoli , w zmiennym rytmie, z okresami remisji i zaostrzeń , bywają powierzchowne, itp itd.
    3.Rozróżnienie między przewlekłą schizofrenią paranoidalną a osobowością schizoidalną bywa niezmiernie trudne , objawy nieomal takie same ale to drugie nie prowadzi do niepoczytalności
    4.Nie jest prawdą jakoby pierwsza diagnoza była krytykowana jakoś wyłącznie przez media , polityków i opinię publiczną.Spotkała się przede wszystkim z miażdżącą oceną psychiatrów norweskich. ( psychoza przewlekła mimo wszystko nie pozwala wspiąć się na taki poziom organizacyjny jak Breivik)
    5.Wydaje się bardzo prawdopodobne ,że w kolejne , wyraźnie dłuższej obserwacji biegli przychylili się do rozpoznania osobowości schizoidalnej.W oczywisty sposób nie ma zatem żadnego „cudownego ozdrowienia” tylko zmiana kwalifikacji

    A najlepiej byłoby się wypowiadać mając dane kliniczne 🙂

  4. Czytając komentarze Pana Bruforda można odnieść wrażenie, że kompletnie nie rozumie on problemu zaangażowania psychiatrii w proces Breivika. Być może powodem jest to, że jest lekarzem (stąd pan „doktor”?), a problem wykracza poza zagadnienia medyczne ( w zasadzie nie dotyczy medycyny a bardziej polityki). Podstawowy problem dotyczy zaangażowania przez machinę państwową psychiatrii na rzecz osiągania swoich celów. Czy psychiatria może być elementem systemu represji. Czy zbrodnia polityczna objawem choroby psychicznej? Wykorzystanie psychiatrii przez państwo ( a ściślej przez rządzące nim grupy) jest to możliwe tylko dlatego, że w psychiatrii nie ma czegoś takiego jak obiektywne „dane kliniczne” w takim sensie, w jakim są np. w dermatologii, kardiologii czy okulistyce etc., w których na podstawie testów można określić dane parametry. W psychiatrii „dane kliniczne” ( a tym samym choroby) zależą głównie od badającego (lekarza), który je określa. Dlatego, na przykład, psychiatrią chętnie posługiwały się władze ZSSR budując sieć psychuszek dla myślących inaczej. Dlatego też, jak na zamówienie, Breivik mógł raz być uznany za chorego, a raz za zdrowego i nie ma to żadnego związku z jego stanem zdrowia. Meandry diagnoz psychiatrycznych, o których pisze Pan Bruford, są właśnie rezultatem subiektywności psychiatrii, w której „choroby” mają często charakter umowny i powstają na mocy konsensusu ciał eksperckich. Ma racje Pan Bruford że w psychiatrii bardzo trudno o trafną diagnozę. Skąd zatem pewność która diagnoza w przypadku Breivika jest słuszna – pierwsza czy druga? Czy można to w ogóle rozstrzygnąć poza wszelką wątpliwość? Z tym że oczywiście nie o to tak naprawdę chodzi. Liczy się to, w jakiej formule Breivika najlepiej skazać za morderstwo, i do tej decyzji dopasuje się jego diagnozę.

    Pan Bruford próbuje zabłysnąć żargonem medycznym i przykryć główny problem wątkami pobocznymi, które mają odciągnąć uwagę czytelników od problemów zasadniczych. Nie wiadomo, czy robi to specjalnie, czy jest to skutkiem tego, że nie jest w stanie ogarnąć bardziej złożonych zagadnień i pisze tylko to, co wie ( a ma silną potrzebę wyrażenia swojej opinii, bo jest przecież człowiekiem wykształconym). Miejmy nadzieję, że jako lekarz potrafi spojrzeć z szerszej perspektywy na pacjenta i stawia diagnozy rzetelniejsze od diagnoz psychiatrycznych. No chyba że sam jest psychiatrą, wtedy gorzej.

    • Bardzo mi się podoba Pański komentarz. Zazdroszczę, że nie pojawił się on w moim artykule w witrynie opsychiatrii.pl – http://opsychiatrii.pl/newsy/breivik-przed-sadem-oto-jakich-ludzi-diagnozuje-sie-jako-schizofrenikow/, gdzie staram się dzielić moimi obserwacjami wynikłymi m. in. z mojego osobistego doświadczenia z psychiatrią. Uważam, że w tej dziedzinie medycyny mamy do czynienia z wielką patologią medykalizacji nie tylko przestępstw (na zasadzie: „No bo przecież nie może być normalny ktoś, kto zabił innego człowieka, więc jest jest niepoczytalny”), ale też medykalizacji wszelakich innych aspektów życia, a głównie smutku (rozdawnictwo antydepresantów), gniewu, frustracji, konfliktów społecznych (np. wystawianie diagnozy psychiatrycznej „schizofrenia” z powodu konfliktu/nieposłuszeństwa nastolatka wobec jego rodziców).

      Myślę, że poruszanie tego tematu jest ważne, ponieważ uważam, że w psychiatrii mamy wielką tragedię niezrozumienia, łamiącą życia wielu młodym ludziom poprzez przyczepianie etykietek psychiatrycznych za pomocą wprowadzania w błąd, że takie rzeczy jak odczuwanie smutku jest „chorobą depresją”, a młodzieńczy bunt i zagubienie życiowe są „schizofrenią”. Dlatego otworzyłem witrynę Opsychiatrii.pl – być może zainteresuje ona Pana. Zapraszam Pana i innych do dyskusji, która jest otwarta na różne poglądy. Liczą się argumenty.

      Pozdrawiam
      Dawid Biel

  5. Dokładnie o to chodzi – czy psychiatria powinna być dla państwa ostatnią linią represji, kiedy wszystkie inne kodeksy i środki przymusu zawodzą lub są niezadowalające dla władzy. A jeśli tak, to czy wciąż mówimy o medycynie? Inne wątki i detale, na których z entuzjazmem koncentruje się dr Bruford, są całkowicie marginalne dla istoty sprawy. Pozdrawiam.

  6. Ciekawy tekst. Dodam, że aby określić społeczne role i funkcje medycyny ( w tym psychiatrii) musimy na nią spojrzeć z zewnątrz. Oznacza to również konieczność użycia „zewnętrznego” języka. Nie można ani właściwie zrozumieć, ani zanalizować krytycznie psychiatrii używając języka, pojęć i kategorii wygenerowanych przez psychiatrię, ponieważ nie przewidują one krytyki siebie samej. Żaden system nie generuje języka i kategorii, które pozwoliłyby go obiektywnie skrytykować, raczej uzasadnia jego istnienie i podkreśla jego znaczenie (pozwala mu „trwać”) To tak na marginesie, ale to ważne, bo język jest ważny.

  7. Ciekawy wpis.Te urocze , drobne złośliwości…:). Zasadne pozostaje pytanie dlaczego Pan Marek wyczytuje z moich komentarzy wątki tam nieobecne ?
    Otóż nigdzie nie napisałem , że manipulacja sądowo-psychiatryczna w tym konkretnym przypadku nie jest możliwa. Sekwencja zdarzeń zdaje się nawet podsuwać gotowy scenariusz.Tylko ,że to jest przypuszczenie. Przypuszczenie. A nie jak chce Pan autor , praktyczna pewność.Truizmy o subiektywnym wymiarze psychiatrii tudzież precedensach sowieckiej psychiatrii wszak nie są dowodem w sprawie norweskiej.Oczywiście , lekceważąc konkretne dane kliniczne czy choćby jakąś podstawową wiedzę odnośnie tego konkretnego przypadku można bez zastrzeżeń kupić gotowy scenariusz. Należy jednak mieć nadzieję , że Pan Marek inne swoje zakupy wykonuje bardziej przemyślanie.

  8. A jeśli idzie o p Mateusza, to wątki i detale , które uznał za marginalne , takimi nie są. Są podstawowe,chyba ,że chce się na siłę kupić gotowy scenariusz.Albo była manipulacja sądowo-psychiatryczna albo błąd diagnosty (subiektywny lub obiektywny). Jak się odpowie na to pytanie (a tu się od żargonu psychiatrycznego nie da uciec) to można dopiero rozważać – czy i na ile casus norweski faktycznie odnosi się do relacji władza-psychiatria.

    • A ma Pan doktor wątpliwości, że się odnosi? Przecież w sprawie Breivika psychiatrzy jawnie i z mocy prawa współpracują z sądem (władzą sądowniczą). Czy relacja psychiatria-władza może być jeszcze bardzie oczywista niż w wypadku psychiatrii sądowej? Pan tej relacji nie dostrzega?

  9. Dostrzegam potencjał relacji w takim rozumieniu w jakim chce Pan to widzieć.Ale tylko potencjał – na razie. Bo istnienie potrzeby ,by sąd , zanim oceni stopień poczytalności , zasięgał opinii psychiatrów to chyba i dla Pana pozostaje oczywiste (no chyba ,że nie– wtedy inna sprawa). Fakt współpracy w ramach prawnych nie oznacza z automatu służebności. Reasumując : uznał Pan ,że zmiana opinii o stanie psychicznym Breivika jest tak fundamentalna ,że musi wynikać ze służebności „procesowej” psychiatrów sądowych.W rzeczywistości (i jest to dość nawet prawdopodobne) równie dobrze mogła być wynikiem błędnej oceny ,zwłaszcza uwzględniając specyfikę casusu tudzież wcale nie oznaczała żadnego „cudownego ozdrowienia”. Tego nie wziął Pan pod uwagę w ogóle.I co ciekawe , najwyraźniej nie miał Pan zamiaru wziąć.

    • Naprawdę dostrzega Pan wyłącznie „potencjał relacji”, zaś nie samą relację, w sytuacji, w której sąd zleca badania biegłym psychiatrom? Wyznawana przez Pana doktora „teoria błędu” jest możliwa, ale jest nieweryfikowalna (na czym konkretnie polegał ten błąd? Kto i jak ma to stwierdzić?) i w zasadzie można ją kontynuować w nieskończoność. Jeśli pierwszy zespół psychiatryczny się pomylił, to równie dobrze pomylić się mógł drugi zespół biegłych. Kto będzie to weryfikował? Trzeci zespół? Przecież oni też się mogą pomylić. I tak w kółko (dzięki temu Breivika można by badać i diagnozować do jego śmierci – może o to własnie chodzi? 🙂 ), a wszystko dlatego, że psychiatria, w przeciwieństwie do innych dziedzin medycyny, dopuszcza wyjątkową „elastyczność diagnostyczną”. I tak właściwą diagnozę postawi władza (sąd), ale to chyba już nie będzie diagnoza „medyczna”.

  10. Tym się chyba różnimy ,że ja nie „wyznaję teorii błędu” tylko , cokolwiek mając pojęcia o materii , dopuszczam jej możliwość. Skoro sam Pan stwierdził , że jest możliwa to już w zasadzie przyznał mi Pan rację. A „teorię błędu” można zweryfikować wyłącznie w oparciu o dane kliniczne, czyż nie? Teraz kwestia weryfikowalności.Najlepiej byłoby odesłać Pana do literatury fachowej ale krótko:
    twierdzenie ,że psychiatria operuje innymi narzędziami niż medycyna somatyczna i jest od nich znacznie bardziej subiektywna w działaniu to nic nie wnoszący truizm.Jest i co z tego? Choć margines błędu jest wyraźnie większy (eksperyment Rosenhama !) to jednak obiektywizacja rozpoznania jest możliwa – dłużej , żmudniej ale jest.Tylko się trzeba cofnąć do Jaspersa i uświadomić sobie jak działa diagnozowanie psychiatryczne.No chyba ,że jest Pan wyznawcą nurtu antypsychiatrii np Szasza , który postulował całkowite zaprzestanie orzekania o poczytalności na potrzeby sądów.Tylko antypsychiatria położyła się finalnie na jednej prostej sprawie – choroby psychiczne istnieją.

    • Każdy człowiek, który wyznaje jakąś teorię, wierzy, że robi to „mając pojęcie o materii”. Nie trzeba tego nawet mówić, bo to jasne. Każda teoria, która nie stoi w oczywistej sprzeczności z prawami natury (np. fizyki) jest potencjalnie możliwa, ale to nie znaczy, że jest od razu prawdziwa lub nawet prawdopodobna. To dopiero truizm. Jak słusznie zauważył wyżej Pan Marek, dane kliniczne w psychiatrii bardziej zależą od badającego niż od stanu badanego, zatem „obiektywizacja” zawsze będzie subiektywna itd. itp. Pan tego nie dostrzega, więc nasza rozmowa robi się jałowa. Zatem, zanim całkiem już zgubimy istotę rzeczy, grzęznąc w detalach technicznych oraz psychiatryczno-biurokratycznych definicjach (to też pokazuje jak język „rządzi”), czas naszą wymianę zdań zakończyć, żeby do reszty nie zanudzać. Pozdrawiam i zachęcam Pana doktora do dalszego czytania oraz komentowania artykułów na ND 🙂

  11. Panie nadredaktorze , oczywiście ,że czuje się zachęcony odpowiednio 😉 Kończąc zatem , jedna uwaga : tu nie ma mowy o teorii błędu. Jest oczywista możliwość błędu.Dane kliniczne w psychiatrii nie zależą bardziej od badającego niż stanu badanego jak chce respondent na którego się Pan powołuje.To raczej owego respondenta wyobrażenie o psychiatrii.W różnych formach antypsychiatrii lub przy wykorzystywaniu psychiatrii do działań przestępczych to już owszem. Zachęcam Pana nadredaktora do przyjrzenia się czy będzie to sąd nad psychiatrią czy sąd nad Trogeirem Husby , sprawcą pierwszej diagnozy 🙂

    • Dziękuję Panie naddoktorze. Nawet jeśli Pan Marek się myli, to Pańskie wyobrażenie psychiatrii ujmuje poczciwością i to się ceni. Będziemy śledzić proces i obserwować jak sprawcy jednej diagnozy osądzają sprawców drugiej diagnozy. Nigdy za dużo optymizmu i pogody ducha w tych trudnych czasach. Tylko żeby sąd nie zmienił zdania, bo Breivik ponownie „zachoruje” i oskarżony zmieni się oskarżyciela. Ot i taka to sprawa 🙂

  12. Panie Bruford – cenię Pana wyczerpujące wyjaśnienia w pięciu punktach.Tym bardziej, własnie Pana, chciałabym prosić o odpowiedz na moje pytanie.Czy diagnozę „schizofrenia paranoidalna” można definitywnie wyeliminowac w tak krotkim czasie? Proszę o jasną odpowiedz, najlepiej tak lub nie, jeśli to możliwe. Wszystko inne, o czym Pan pisze, jest dla mnie jasne, chociaż nie dotyczy problemu poruszonego w artykule. Pozdrawiam

  13. Pani Renato.W skrócie : czas potrzebny na zweryfikowanie diagnozy zależy najogólniej rzecz biorąc od objawów jakie demonstruje człowiek.Teoretycznie odpowiadam : można.Przy czym w przypadku Breivika nikt go nie „uzdrowił”. Rozpoznano zespół zaburzeń osobowości , bez cech psychozy.Problem zaś poruszony w artykule jest bezpośrednio odnoszony do casusu Breivika zatem wszystko co odnosi się do danych klinicznych Breivika , siłą rzeczy , odnosi się do artykułu , mimo pociesznych manewrów Pana nadredaktora.

  14. Ale Bruford musi się nagimnastykować. Aż miło poczytać, choć niewiele z tego wynika. I tak dalej nie wiemy, czy Breivik jest/był zdrowy/chory praktycznie, czy tylko teoretycznie.

  15. Widzę, że Pan Bruford wciąż pisze tak jakby nie rozumiał w czym jest problem, a do tego nie pisze całej prawdy. Nie jest prawdą, że „diagnoza zależy najogólniej rzecz biorąc od objawów jakie demonstruje człowiek”, tylko od tego, jak badający je „lekarz” ( w sensie psychiatra) zechce te objawy demonstrowane przez człowieka zinterpretować (a nawet czy zechce je zauważyć lub zignorować). Można uznać, że Breivik „udawał chorego” tj. demonstrował objawy choroby, ale to stwarza kolejne problemy. Może wtedy nie udawał, a teraz udaje? Skąd to wiemy? Ale chyba nie udawał, bo przecież sam kwestionował diagnozę uważając się za zdrowego. Czy Breivik mógłby udawać tj. demonstrować objawy cukrzycy na przykład? A może Pan Bruford, podobnie jak Breivik za pierwszym razem (lub drugim – cholera wie), też teraz udaje, że nie ogarnia istoty problemu 🙂

  16. Panie Marek 🙂 , skutecznie Pana ominęła lektura dyskusji na temat tej całej sprawy , a warto bo się wypowiadają psychiatrzy (nie tylko norwescy) czy choćby antropolog kultury.Powodzenia w ogarnianiu lektury 🙂

  17. Panie Bruford – teoretycznie staram się zrozumieć Pana komentarz. Przyznam się szczerze, że mam trudności. Ja w tym artykule czytam o głębokim, wieloaspektowym problemie psychiatrii. I to jest bardzo niepokojące dla mnie. Ale dobrze, że sie różnimy. Pozdrawiam.

    • Poruszono tu kwestie naukowośći psychiatrii otóż obecna psychiatria biologiczna opiera się XIX letnim dogmacie który głosi że „choroba” psychiczna jest spowodowana chorobą mózgu/ patologiami w jego budowie . Krótko mówiąc po 200 latach badań i bilionom wydanym na ten cel wyznawcy tego kierunku w psychiatrii jedyne co mogą nam zaoferować to nieweryfikowalne hipotezy , teorie zaprzeczające poprzednim… Oczywiśćie dziwne zachowania , dziwactwa , szaleństwa istnieją tylko że używanie pojęcia choroba do określenia tego zjawiska to pewnego rodzaju nadużycie Ogólnie to temat rzeka ale myśle żę każdy niezależnie myślący człowiek powinien zapoznać się z historią powstania tej instytucji i zagrożeniom jakie mogą wyniknąć z połączenia siły państwa ( aparat przymusu) i psychiatrii . I proszę nie mieć złudzeń co do głównego celu jaki ma psychiatria w państwie: kontrola zachowań , ochrona porządku społecznego to fundament działąnia tej instytucji i niech żargon medyczny i wątpliwej jakośći naddbudowa naukowa nikogo nie zmylą .

  18. Podobno w całych Chinach, psychiatrów jest jedynie ok 4 tys. Nie ma też wydziałów psychiatrii w szkołach medycznych. Ich medycyna zakłada iż zaburzenia umysłu są końcowym skutkiem choroby innego organu, albo, są to jednostki wrogie systemowi społecznemu. Tych ostatnich kierowano do ciężkich prac. (terapia pracą 😉
    Z tego wynika iż groźniejsze i wyrachowane środki represji psychicznej na społeczeństwo stosuje kultura zachodnia, narzędziem jakim jest psychiatria?

    • @Zofia:

      zakłada iż zaburzenia umysłu są końcowym skutkiem choroby innego organu

      Bardzo ciekawa obserwacja, z którą właściwie to się zgadzam, ale ponieważ pisze Pani „innego organu, to zaznaczam, że umysł nie jest „organem”. Umysł to nie to samo co mózgu. Umysł to nie coś fizycznego, tylko stan emocjonalny, myśli. Zatem sam umysł nie może być chory – no chyba, że komuś się nie podoba co myślimy, więc określa to przenośnią „Masz chore myśli”.
      Natomiast, ponieważ nic się nie dzieje bez przyczyny, to określony stan emocjonalny i myśli z czegoś wynikają. I teraz psychiatria stara się chemią korygować niepożądane stany emocjonalne. Tłumienie za pomocą psychotropów może być szybszą metodą jeśli się chce np. szybko kogoś „spacyfikować”, nałożyć mu „chemiczny kaftan bezpieczeństwa”, ale czy właściwe jest wmawianie osobom np. czującym smutek, że to z powody choroby, na którą konieczne są antydepresanty? Czyż to nie kierowanie na fałszywy trop?

      No to gdzie przyczyna? Moim zdaniem przyczyny mogą być różne – również leżące również w mózgu – w postaci np. deficytu intelektualnego, ale zauważmy też, że psychotropy tego i tak nie leczą, tylko służą do korygowania samego stanu emocjonalnego „pacjenta”.
      Przyczyny mogą być też psychospołeczne – np.:
      – ktoś ma określone poglądy polityczne – jak Breivik; – ktoś inny przechodzi przez burzliwy okres dojrzewania i buntuje się przeciw nadopiekuńczym rodzicom; – jeszcze inna osoba jest mniej atrakcyjna, więc ma problem ze znalezieniem miłości, więc jest smutna i załamana z powodu samotności. Czy nie jest patologią medykalizowanie tego – nazywanie tego „chorobami”?

      • Tak, czymkolwiek, jest umysł nie jest organem 🙂 Temat ogromnie skomplikowany i nie łatwy, ogromny jak ocean 🙂 Podstawowe pytanie , do jakich wzorców”normalności” przyrównuje psychiatria diagnozując taką a nie inną chorobę „psychiczną” P. Brewik w świetle społecznych zasad jest mordercą. Kierował się pewną ideologią, swoistym patriotyzmem i w efekcie popełnił czyny przestępcze. Kim w analogicznym temacie jest USA które podobnego czynu dokonują ‚walcząc” z islamem już na arenie światowej i mordując niewspółmiernie więcej ludzi ? Czy to klub Brewików? Jaką mają diagnozę? Czy ich działania są przestępstwem czy cierpią na schizofrenię? Czy też w ich wydaniu jest to normalnością?
        Cywilizacja, nasza kultura rodzi ogromną moc problemów natury emocjonalno, logicznej i powoduje zamęt w ludzkich umysłach. Wg mnie osoby z fizycznymi wadami mózgu, można rozpatrywać jako psychicznie upośledzeni. Niemniej jednak, nigdy prawo nie powinno bardziej chronić takiej postaci ponad społeczeństwo w razie zagrożenia. Inne negatywne wpływy to testosteron. Hormon ten jest w świetle wielu prac winnym wielu agresywnych zachowań, niejednokrotnie chętnie diagnozowane jako choroba psychiczna czy dewiacje. A to często brak kontroli nad emocjami, fakt, że emocjami potężnymi. Brak panowania nad instynktem, brak dyscypliny itp.
        Brak morale, podwójna moralność brak empatii, brak kultury, poszanowania, lęk, w naszej cywilizacji powoduje wzrost depresji na świecie. To jest niepokojące, bo smutek żal, gniew, jest naturalnym stanem człowieka te sygnały sugerują iż ludzkość ogólnie popadła w emocjonalny ciężki dołek i nie może się dźwignąć. Depresanty przytrzymują ludzkie emocje w zamknięciu. Psychiatria uczy iż emocje te przykre są stanem chorobowym, nadmierny entuzjazm również ma swoją etykietkę. Jeśli jeszcze uzmysłowimy sobie iż żal jest bezsilnym gniewem to sytuacja jest bardziej niepokojąca. Medycyna lecząc chemicznie zalążki żalu i utrzymując ludzkość w nieskończonej „depresji”, tak na prawdę zabija gniew i bunt ludzki. Czy to nie o taki cel chodzi?
        Problemy kulturowe, społeczne jak i religijne wg mnie są potężnym źródłem ludzkich konfliktów i w konsekwencji zakłóceń funkcjonowania psychicznego i braku rozwoju osobistego. Wg psychiatrii dzieci z ADHD winno się leczyć psychotropami. Nikt nie wpadł na normalny pomysł że dzieci te są zazwyczaj niewychowane, poprzez słabość rodziców? Schizofrenia wg mnie to taki wielki mikołajowy wór w który psychiatria upycha wszystkie irracjonalne, emocjonalne, niekontrolowane, lub buntownicze (słuszne lub nie ), niewygodne ludzkie zachowania.
        Wg mnie to nie jest „fałszywy trop”, aplikowanie ludzkości psychotropów, ale raczej premedytacja zatrzymywania ludzkości w rozwoju emocjonalnym i psychicznym, intelektualnym, empatycznym. Oczywiście nie podejrzewam lekarzy od umysłu o świadomą złą wolę. Ot, zwyczajnie, też wymagają często diagnozy. he he. Tylko przez kogo?

        • Według psychiatrii Brevik jest zdrowy.
          Bardzo trafna diagnoza.

          Zofia, czemu ma to służyć w takim razie? Swoisty system kontroli głów, którego możemy w tym szukać.
          Przed czym Lekarze Dusz powstrzymują człowieka?

  19. U nich po prostu przyczyny psychiczne maja zrodlo w fizycznych a w kolebce psychiatrii, USA, dawno temu, w latach 50 rozdzielono jedno od drugiego, ze wzgledu na granty i zatrudnienie – co dwa instytuty to nie jeden. Kazdy moze dostac kase 🙂

  20. O Brewiku nie powiem ani słowa ale o psychiatrii. To jest może pedagogika ale nie medycyna. Podejrzenie o usługowość jest aktualne od 17 wieku. Ci ludzie żyją sobie na ciepłych posadkach, biorą się za tych których społeczeństwo odrzuca. No i jak czarodzieje wypowiadają swoje słowo i wykolejają ludzi, ich rodziny i co najgorsze nie umieją wielu spraw dojrzeć, są bez uczuć, powierzchowni ale eliminują z życia jak dawni…kaci. Kto się da nabrać że psychiatria to pomoc to juz jego problem. Mądrość i piękne słowa to tam w książkach bo dorabiają. Od środka to znieczulica i nieudolność.

  21. Bardzo trafny komentarz Kristin,psychiatrzy niczego nie leczą a jedynie potegują/wywołują choroby jeśli tylko zechca. Tym co psychiatrzy nazywali do niedawna schizofrnią paranoidalną psychiatra Thmas Szasz okreslił krótko i w ten sposób: „Jesli modlisz siedo Boga jestes katolikiem- jesli Bóg do ciebie mówi jesteś schizofrenikiem ” Tyle i aż tyle w temacie schizofrenii a psychiatrzy leczą coś co potem po lekach wywołuje mysli samobójcze, halucynacje a nawe samobójstwa czy niewyjaśnione zgony.to leki pote ,po dłu.ższym i nieumiejętnym braniu wywolując stany tzw chorobowe. Dzisiaj natomiast mozna odpowiednio niewygodnego człowieka wprowadzić w takie stany zdalną technologia, że schizofrenia wysiada ,ta klasyczna/A psychiatria ma się nadal coraz lepiej i nie narzeka na brak pacjentów gdyż ‚produkcja ‚ schizofeników jest na bardzo dzisiaj zaawansowana.Pozdrawiam wszystkich tych którzy uwierzyli w moc psychiatrii i życzę szybkiego otrzeźwienia

  22. Bardzo trafny komentarz Kristin,psychiatrzy niczego nie leczą a jedynie potegują/wywołują choroby jeśli tylko zechca. Tym co psychiatrzy nazywali do niedawna schizofrnią paranoidalną psychiatra Thmas Szasz okreslił krótko i w ten sposób: „Jesli modlisz siedo Boga jestes katolikiem- jesli Bóg do ciebie mówi jesteś schizofrenikiem ” Tyle i aż tyle w temacie schizofrenii a psychiatrzy leczą coś co potem po lekach wywołuje mysli samobójcze, halucynacje a nawe samobójstwa czy niewyjaśnione zgony.to leki pote ,po dłu.ższym i nieumiejętnym braniu wywolując stany tzw chorobowe. Dzisiaj natomiast mozna odpowiednio niewygodnego człowieka wprowadzić w takie stany zdalną technologia, że schizofrenia wysiada ,taka klasyczna/A psychiatria ma się nadal coraz lepiej i nie narzeka na brak pacjentów gdyż ‚produkcja ‚ schizofeników jest na bardzo dzisiaj zaawansowana.Pozdrawiam wszystkich tych którzy uwierzyli w moc psychiatrii i życzę szybkiego otrzeźwienia

  23. jestem pomawiany o stalking. Mam dowody swojej niewinności. Mam świadków . Powołano biegłych. Okazało się, że jestem ksobny. Jeśli nie zaprzeczę temu, że jestem ksobny to znaczy, że się przyznaję. Jeśli zaprzeczę to znaczy, że jestem ksobny. Genialne! Nowa wersja PARAGRAF 22 Joseph Hellera

ZOSTAW ODPOWIEDŹ