Geje przeciw przedsiębiorstwu AIDS

2

Środowiska gejowskie, zwłaszcza w USA, odegrały bardzo istotną rolę w utrwaleniu i rozpropagowaniu paradygmatu „HIV = AIDS = Śmierć”. To m.in. ich naciski przyczyniły się do tego, że pierwotna nazwa AIDS – GRID (Gay Related ImmunoDeficiency) została uznana za nazwę dyskryminującą gejów i porzucona. To one wsparły propagandowo definicję „nowej” choroby i dzięki swoim wpływom przyczyniły się do jej upowszechnienia. Liderzy gejowscy pragnęli zapobiec temu, żeby szeroka publiczność widziała w AIDS „chorobę gejowską”, gdyż obawiali się „stygmatyzacji” gejów. Działali zatem aktywnie na rzecz tezy, że HIV przenoszony jest także na drodze stosunków heteroseksualnych, bo wtedy „wszyscy są zagrożeni”, i geje, jako niewielka grupa, nikną w masie zarażonych HIV. Chcieli zdjąć odium z gejów uznawanych (obok Afrykańczyków), wprost lub nie wprost, za źródło i rozsadnika epidemii, która pochłania miliony ofiar na całym świecie.

Od samego początku powstania AIDS do dzisiaj aktywiści gejowscy należeli do najbardziej zaangażowanych w „walkę z AIDS” i w walkę o podtrzymanie paradygmatu „HIV = AIDS = Śmierć”, stanowiąc silną grupę nacisku, która domaga się zwiększonego finansowania badań nad AIDS i wydatkowania coraz większych funduszy na jego zwalczanie. Aktywiści gejowscy weszli jako „czynnik społeczny” do instytucji zajmujących się AIDS lub pozostają z nimi w ścisłej symbiozie. Biurokracja ds. zdrowia publicznego znalazła w nich wpływowych, głośnych, potrafiących wykorzystywać media pomocników, zawsze gotowych naciskać na parlamentarzystów, organizować demonstracje, protesty i kampanie propagandowe. Kiedy na przykład Food and Drug Administration (FDA) zwlekała z dopuszczeniem na rynek leku AZT, kilka tysięcy aktywistów gejowskich demonstrowało przed budynkiem i na korytarzach siedziby FDA w Rockville (Maryland) żądając, aby nie wstrzymywać zezwolenia dla leku „przedłużającego życie zarażonym wirusem HIV”.

Nic, co jest związane z AIDS – żadna akcja, koncert charytatywny, wielka konferencja etc. – nie może się obejść bez obecności gejowskich aktywistów. Są oni integralną i wpływową frakcją w łonie całego aparatu zbudowanego na HIV/AIDS i mają swoje udziały w Przedsiębiorstwie AIDS. Wolno zakładać, że tak długo, jak długo będą oni udzielać wsparcia paradygmatowi „HIV = AIDS = Śmierć”, paradygmat ten nie zostanie obalony. Tym większa zatem jest rola gejowskich dysydentów –  naukowców, aktywistów, dziennikarzy, publicystów, którzy kwestionują paradygmat „HIV = AIDS = Śmierć” i aktywnie dążą do zastąpienia go paradygmatem właściwym, który, jak uważają, pozwoli przezwyciężyć kryzys zdrowotny środowisk gejowskich.  Według dysydentów, gejowscy zwolennicy teorii „HIV = AIDS = Śmierć” odegrali wręcz kluczową rolę w zdławieniu opozycji wobec tej teorii. Chcieli oni winę za kryzys zdrowotny wśród gejów zrzucić na wirusa wywołującego AIDS, gdyż pozwalało to na uniknięcie konfrontacji z bolesną prawdą, że „AIDS” może mieć coś wspólnego ze stylem życia popularnym w wielkomiejskich subkulturach gejowskich. Takich niepopularnych prawd establishment gejowski nie miał zamiaru upowszechniać, bojąc się oburzenia wśród „mas gejowskich”, utraty poparcia, wycofania ze sponsorowania inicjatyw i instytucji gejowskich. Dysydenci uważają, że gejowscy liderzy i aktywiści zdradzili gejów, stając się częścią systemu, wchodząc do mainstreamu, biorąc dobre posady w fundacjach i organizacjach „pozarządowych”, pełniąc rolę agentów aparatu zdrowia publicznego i marionetek firm farmaceutycznych: oficjalna prasa gejowska współpracuje z przemysłem farmaceutycznym, zarabia na wysokopłatnych reklamach leków, w tym reklam sponsorowanych przez ministerstwo zdrowia. Dawni gejowscy radykałowie przeszli na pozycje władzy, płacą tysiące dolarów, aby móc zjeść kolację z prezydentem, wysysają pieniądze zwykłych gejów do kas partyjnych Demokratów.

Dysydenci oskarżają gejowski establishment o to, że albo swoje prywatne interesy stawia wyżej niż dobro „szarego geja”, albo też bezwolnie poddaje się aparatowi AIDS i bezkrytycznie akceptuje jego teorie. W każdym przypadku oznacza to, że prawdziwe przyczyny kryzysu zdrowotnego gejów pozostają nierozpoznane i nie można go przeto przezwyciężyć. Dysydenci zauważają, że nie udało się zdjąć z AIDS odium „gejowskiej choroby”, gdyż według oficjalnej wykładni AIDS geje w USA i w Europie nadal stanowią grupę tzw. wysokiego ryzyka, co wynika z założenia, że stosunki homoseksualne w sposób szczególny sprzyjają zarażeniu się HIV.

AIDS dopiero wtedy przestanie być „chorobą gejowską”, twierdzą dysydenci, kiedy przyjmie się, że AIDS w ogóle nie jest żadną nową chorobą. Zamiast zrzucać winę na nieszkodliwego lub w ogóle nieistniejącego wirusa, geje muszą stanąć twarzą w twarz z bolesną i trudną do akceptacji prawdą, że to gejowska subkultura i jej ekscesy są przyczyną kryzysu zdrowotnego gejów określanego jako „AIDS”. Gejom potrzebna jest krytyczna autoanaliza, krytyczna refleksja nad gejowskimi  obyczajami, gejowskim stylem życia, konieczna jest bezlitośnie uczciwa analiza własnego środowiska, własnej tożsamości, niezbędne jest skupienie się na przyczynach kryzysu, a nie na symptomach. Geje muszą badać własne patologie, w tym psychopatologie, a nie winić za wszystko wirusa. Według dysydentów „wyzwolenie gejów” zakończyło się wejściem w toksyczny, niezdrowy styl życia: narkotyki wszelkiego rodzaju, „poppers” (największy „money maker” w świecie gejowskiego biznesu), rozmaite stymulanty i alkohol, dehumanizujące miejsca spotkań, niezdrowe praktyki seksualne, anonimowy seks, zdepersonalizowane kontakty, promiskuityzm, choroby weneryczne, coraz większe spożycie antybiotyków etc. „Wyzwolenie” zostało cynicznie skomercjalizowane, zamienione w hedonizm gejowskich łaźni i barów, które tak samo jak gejowski seksbiznes kontrolowane są w dużej mierze przez mafię, „odpalającej działkę” swoim gejowskim wspólnikom, „frontmanom” i figurantom.

Słuszna jest teza, że AIDS to realny skutek tzw. rewolucji seksualnej i „wyzwolenia gejów”, ale nie ze względu na nieszkodliwego wirusa HIV, ale ze względu na to, że rewolucje najczęściej prowadzą do katastrofy. Rewolucje społeczno-polityczno-gospodarcze prowadzą do katastrofy społeczno-polityczno-gospodarczej, natomiast rewolucja seksualna wśród gejów, która dokonała się na płaszczyźnie biologicznego i fizjologicznego funkcjonowania organizmu, przyniosła katastrofę na tej właśnie płaszczyźnie. Dysydenci uważają się za prawdziwych obrońców zwykłych gejów, ich los napełnia ich wielkim bólem, współcierpią razem z nimi i gotowi są dla ich dobra walczyć przeciw całemu światu. To wyjaśnia nadzwyczaj ostry, niekiedy wręcz brutalny, naszpikowany inwektywami, podyktowany gniewem i rozpaczą, pełen najwyższej furii ton ich polemik i ataków skierowany przeciw wszystkim bez wyjątku zwolennikom paradygmatu „HIV = AIDS = Śmierć”. Są oni w większości przypadków skłaniającymi się ku lewicy radykałami, którzy nie cofają się przed żadnymi potępieniami i oskarżeniami, wysuwają  polityczne postulaty w stylu „Gallo, Montagnier i inni przed sąd!”, „Norymberga dla wszystkich głównych uczestników AIDSgate”, i nie przebierają w słowach, np. gejowscy dysydenci z Wielkiej Brytanii nazwali Johna Maddoxa, redaktora naczelnego „Nature” Wielkim Bratem, Królową Mamusią Nauki Brytyjskiej, a w końcu, kiedy odmówił prawa do repliki Peterowi Duesbergowi, „faszystowską świnią”. Typowe hasła gejowskich dysydentów wydrukowali na swoich ulotkach działacze ACT UP z Hollywood Rex Pointdexter, Rod Knoll, Robert Harrigan, Cirilo Juarez: „Nie rób sobie testu!”, „Lekarstwa przeciw AIDS to trucizna”, „AIDS to kłamstwo”, „Powstańcie! Walczcie z aidsowską propagandą!”.

Do najbardziej znanych dysydenckich aktywistów i publicystów gejowskich należą: Michael Petrelis, David Pasquarelli, Andrea Lindsay – redaktorzy wychodzącego w San Francisco gejowskiego czasopisma „Magnus” (Pasquarelli aresztowany za udział w jednej z akcji zmarł na „AIDS” po wyjściu z więzienia, gdzie spędził ponad dwa miesiące), Mark Gabrish Conlan – redaktor wychodzącego w San Diego gejowskiego miesięcznika „Zenger’s”, Michael Bellefountaine, Steven D. Keller, Shawn O’Hearn, Michael Callen (zmarły na „AIDS”), Bud Weiss, Fred Cline, Tony Leuzzi, Michael Ellner, Charles Ortleb, Cass Mann, Michael Verney-Elliot, Bob Findley, Ostrom Neenyah, Jody Wells, Hank Wilson, Buddy Weiss, Michael Urs Baumgartner, Alex Russel – wydawca undergroundowego zina „Death Camp” i przez pewien czas lider ruchu Geje przeciw Ludobójstwu (zwalczającego AZT i inne leki antywirusowe), Huw Christie (zmarły na „AIDS”) – redaktor gejowskiego pisma „Continuum” (Londyn), które odegrało niezwykle ważną rolę w całym nurcie opozycyjnym wobec paradygmatu „HIV = AIDS = Śmierć”, publikując na swoich łamach zasadnicze teksty analizujące naukowe, polityczne i społeczne aspekty HIV i AIDS. Bardzo znaczącymi postaciami wśród dysydentów są weterani „ruchu wyzwolenia gejów” John Lauritsen i Ian Young. Lauritsen w 1969 roku przyłączył się do Gay Liberation Front, redagował pisma gejowskie „Come Out!” i „New York Native” (największy niezależny tygodnik gejowski w USA), pisał w „Gay Books Bulletin”, „Gay Times”, „Civil Liberties Review”, „Journal of Homosexuality”, „Christopher Street”, napisał The Early Homosexual Right Movement 1864-1965 (razem z Davidem Thorstadem, 1974), Male Love: A Problem in Greek Ethics and Other Writings (1983), oraz kilka książek i szereg artykułów ściśle związanych z tematyką AIDS (zob. Bibliografia). Poeta i psychohistoryk Ian Young wydał pierwszą antologię poetów-gejów The Male Muse (1973), napisał Common-or-Garden Gods (1976), The Male Homosexual in Literature (1982), Sex Magick (1986), The Stonewall Experiment: A gay psychohistory (1995), oraz książki i artykuły związane z HIV i AIDS (zob. Bibliografia). Na koniec wymieńmy zmarłego w 1994 gejowskiego poetę, psychohistoryka, psychiatrę, psychoanalityka, psychoterapeutę Caspera Schmidta z Nowego Jorku. Był on najprawdopodobniej pierwszym człowiekiem na świecie, który podał w wątpliwość hipotezę, że to wirus powoduje AIDS, i wskazał na inne możliwe przyczyny tego zjawiska. Jego niezwykły, profetyczny tekst opublikowany na łamach „The Journal of Psychohistory” (lato 1984),  napisany w dwa miesiące po słynnej konferencji prasowej pani minister Heckler i dra Roberta Gallo, zatytułowany The Group-Fantasy Origins of AIDS wywarł wielki wpływ na wszystkich dysydentów wywodzących się ze środowisk gejowskich.

Poniżej przytoczę  niektóre opinie i analizy autorstwa gejowskich dysydentów, z góry uprzedzając, że mogą one bulwersować, a niekiedy wręcz szokować polskiego odbiorcę, który nie miał jeszcze okazji zetknąć się z tego typu „ekstremalną” retoryką. Prezentuję je tutaj – nie kwestionując ich ani nie aprobując  – jako świadectwo istnienia i działania najbardziej radykalnego pod względem politycznym nurtu podważającego  oficjalny paradygmat „HIV = AIDS = Śmierć”. Nawet bowiem tak skrajne poglądy mogą przyczynić się do pogłębienia debaty na temat AIDS.

David Pasquarelli stwierdził, że obowiązująca teoria AIDS jest farsą i „pierdolonym, monstrualnym, manipulatorskim żartem”, obrażającym inteligencję każdego człowieka, wielkim gównem, które należy spłukać do klozetu wraz z całym dwudziestym wiekiem. Tylko cała nauka o AIDS przewyższa w lunatyzmie i deprawacji szaleństwo epidemiologii AIDS. Czekam z nadzieją, pisze Pasquarelli, na tę chwilę, kiedy ukarani zostaną tacy kryminaliści jak dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych Anthony Fauci, klown i herszt bandy gangsterów w jednej osobie. Walka z AIDS to marnotrawienie pieniędzy, czasu i ludzkiego życia. Kiedy wreszcie, pyta Pasquarelli, skończy się ta ciemna epoka aidsowskiej dezinformacji i mordu finansowanego z pieniędzy podatnika? W innym swoim artykule Pasqaurelli pisał, że geje nie powinni naiwnie sądzić, iż pastor Jerry Falwell i inni fundamentaliści, którzy grzmią przeciw gejom,  czymkolwiek różnią się od lekarzy, naukowców i aktywistów AIDS Industry; krucjata chrześcijańskiej prawicy przeciw gejom i działalność badaczy oraz lekarzy zaangażowanych w AIDS to tylko dwie strony tego samego medalu, metody są inne, ale cele te same: gettoizacja, izolacja, a w końcu eksterminacja gejów. Pierwsi chcą tego dokonać w imię swojej spaczonej wizji moralnej, drudzy w imię zwalczania fikcyjnego wirusa, który zagraża zdrowiu publicznemu. To, co się dzieje, to współczesny antygejowski pogrom, twierdzi Pasquarelli. AIDS Industry opiera swoją działalność na ignorancji społecznej w sprawach homoseksualizmu i na demonizacji gejowskiego seksu, piętnuje gejów jako źródło choroby i śmierci, aby zagrabić więcej szmalu. Zarówno klątwy rzucane na gejów przez prawicowych teleewangelistów, jak i działania AIDS Industry prowadzić mają do tych samych rezultatów: poprzez dehumanizujące gejów przesłanie nienawiści i nietolerancji zniszczyć gejowską kulturę, tożsamość i szacunek gejów do samych siebie, stworzyć klimat niezrozumienia, nienawiści i przemocy wobec nich.

Obecna teoria, że HIV powoduje AIDS, jest przejawem homofobii w najczystszym i najgorszym wydaniu. Geje muszą pojąć, że to, co nazywane jest „zdrowiem publicznym”, jest bronią używaną przeciwko nim, „zdrowie publiczne” nie chroni gejów, przeciwnie, uznaje ich za zagrożenie. Pod pretekstem zwalczania nieszkodliwego lub nieistniejącego wirusa, twierdzi Pasquarelli, prowadzi się niekończące się badania nad naszym zachowaniem, używa nas jako zwierząt doświadczalnych, deformuje nas fizycznie i torturuje trując powoli antywirusowymi lekami. My geje, uważa Pasquarelli, jesteśmy w trudnej sytuacji, nasi tak zwani liderzy mają doszczętnie wyprane mózgi, są całkowicie skorumpowani i pod wieloma względami są naszymi najgorszymi wrogami, nasza gejowska prasa głównego nurtu przekupiona przez korporacje farmaceutyczne całkowicie zatraciła zdolność krytycznego myślenia, zapomniała, co to jest dobre dziennikarstwo śledcze i pasiona forsą przez rządowe agencje powtarza te same antygejowskie slogany. Sponsorowana przez CDC wojna z HIV zniszczyła gejowską kulturę. Naszym celem, konkluduje Pasquarelli, jest położenie kresu oszustwu AIDS, odzyskanie godności i niezależności, powrót na drogę prawdziwego wyzwolenia gejów.

Michael Baumgartner uważa, że geje nie są zainfekowani, lecz zindoktrynowani, i pozwalają na to, żeby z nich robiono ludzkie świnki i męczono w halach współczesnej medycyny. Geje to pionki, którymi posługują się wielcy gracze z korporacji farmaceutycznych i mafii, zaopatrującej ich w narkotyki. Nic dziwnego, że teza, iż istnieje związek pomiędzy „AIDS” (kryzysem zdrowotnym) a narkotykami, które w dużych ilościach konsumuje środowisko gejowskie, nie cieszy się popularnością wsród bossów zorganizowanej przestępczości. Szefowie narkotykowej mafii skłaniają się raczej ku naukowej tezie, że to wirus HIV powoduje AIDS, a nie narkotyki, którymi handlują. Baumgartner uważa, że dawni gejowscy radykałowie i idealiści lat 60. i 70. zeszłego wieku zostali wyeliminowani i zastąpieni przez „nowych gejów”, którzy zdradzili ideały ruchu, wykorzystali szansę, jaką stworzył im AIDS i przeszli na posady w agencjach, fundacjach i organizacjach. AIDS stał się trampoliną dla młodych, ambitnych gejowskich karierowiczów, którzy za trochę forsy zawsze gotowi są do zagrania odpowiedniej roli na jakiejś gównianej konferencji i w czasie innych akcji organizowanych przez „AIDS-biznes”. AIDS stał się pierwszą gejowską maszynerią do robienia karier na tylko tej podstawie, że jest się gejem. Geje myślą, że są ważni, podczas gdy naprawdę wszystkim kręcą heterycy: heterycy kręcą biznesem rozrywkowym dla gejów i heterycy kręcą biznesem narkotykowym dla gejów. Na początku, kiedy „AIDS-biznes” dopiero powstawał, geje odegrali ważną rolę, ale w miarę upływu czasu im bardziej „AIDS-biznes” się rozkręcał, im większym szmalem zaczęto tam obracać, tym poważniejsi ludzie byli potrzebni do prowadzenia tego interesu, dlatego „nowi geje” muszą się zadowalać ochłapami rzucanymi im przez bossów „AIDS-biznesu”.

Bob Findley zwracając się do gejów przekonuje ich, że HIV nie powoduje AIDS. AIDS nie jest niczym innym jak medycznym konstruktem, dlatego nie ma sensu się go bać. Prawdziwe niebezpieczeństwo, które zagraża społeczności gejowskiej, to oparcie swojej tożsamości i kultury na HIV/AIDS. Ten proces już ma miejsce i w społeczności gejowskiej można obserwować paradoksalne zjawisko, że bycie „nosicielem HIV” nobilituje, utwierdza gejowską tożsamość, a tym samym utrwala rozpowszechniony stereotyp gej = HIV = gej. Jest to zjawisko niezwykle destrukcyjne dla społeczności gejowskiej, która pozwoliła, żeby eksperci, lekarze i naukowcy od AIDS narzucili jej taką autodefinicję. Findley uważa, że geje winni uświadomić sobie wreszcie, że cele, jakie chcą osiągnąć funkcjonariusze CDC, National Institutes of Health (NIH), korporacje farmaceutyczne, w żadnym razie nie pokrywają się z interesami społeczności gejowskiej. Findley uważa, że HIV/AIDS nie jest jedną z wielu medycznych pomyłek, ale świadomym oszustwem. Jesteśmy okłamywani metodycznie i celowo, pisze Findley, ta prawda jest trudna do zaakceptowania, bo nikt nie lubi przyznać, że dał z siebie zrobić durnia. Ze społeczności gejowskiej wypompowano przez wiele lat miliony dolarów pod pretekstem, że przeznaczone są na zbożny cel, jakim jest zwalczanie AIDS; straszliwe lekarstwa i niszczące życie terapie zabijają gejów. Ci, ze smutkiem stwierdza Findley, których kochaliśmy i podziwialiśmy, umarli rzekomo zarażeni przez HIV, a w rzeczywistości zabiły ich toksyczne leki, które niby mają zabijać wirusa. Ludzie o naprawdę zniszczonym systemie odpornościowym umierają, bo realne przyczyny ich stanu nie są rozpoznawane i usuwane, wszak winien jest wirus. Geje muszą porzucić fikcyjnego wirusa, tylko to może ich uratować. Rzecz jasna, AIDS Industry boi się utraty HIV nie tylko dlatego, że menedżerowie firmy utraciliby wówczas swoją zbudowaną na oszustwie sławę i swoje fortuny, ale przede wszystkim dlatego, że boją się oni, iż kiedy upadnie mit HIV, uderzy w nich fala gniewu i furii tych, których życie zniszczyli. Oni dobrze wiedzą, że za wszelką cenę muszą utrzymać HIV przy życiu, i utrzymają tak długo, jak długo będą kontrolować badania, fundusze, media. Oni mają pieniądze i pozycję, aby lansować to, co chcą, niezależnie od tego, jaka jest prawda. Udało im się to, stwierdza Findley, ponieważ im na to pozwoliliśmy, teraz zadaniem gejów jest pozbawić ich tych pieniędzy i tej pozycji. Dla nich walka z wirusem, którego szkodliwości czy wręcz istnienia nikt nigdy nie udowodnił, to kopalnia złota, ale dla nas gejów jest marnowaniem naszych pieniędzy, naszego czasu, naszego życia. My geje będziemy nadal umierać nie dlatego, że zabija nas HIV, ale dlatego, że tylu z nas wierzy w to, że „HIV = AIDS = Śmierć” Musimy zakończyć rzeź, jaka dokonywana jest na gejach, musimy wesprzeć opozycję, protestować, wyzwolić się od koszmaru HIV. Ludzie, nawołuje Findley gejów, otwórzcie swoje umysły, zobaczcie wreszcie, że odpowiedź na pytanie, czym naprawdę jest AIDS, została już dawno udzielona.

John Lauritsen, jeden z najważniejszych inspiratorów ruchu kwestionującego obowiązującą teorię AIDS, uważa, że epidemia AIDS to epidemia kłamstw, w wyniku której zmarły setki tysięcy ludzi i nadal niepotrzebnie umierają; miliardy dolarów wydrenowano, Służba Zdrowia Publicznego okryła się hańbą, a naukowcy po prostu się skurwili. Oficjalny paradygmat AIDS jest największym błędem w historii medycyny. To nie jest Wojna z AIDS, ale Wojna AIDS, której towarzyszą straszne cierpienia, utrata życia, propaganda, histeria, pogłoski, paskarze, którzy się na niej dorabiają, szpiegowanie, cenzura, zarówno autocenzura, jak i cenzura zewnętrzna, oraz ta mieszcząca się pomiędzy nimi, fabrykowanie „okropieństw wojennych”, irracjonalizm. Reporterzy i dziennikarze piszący o AIDS są korespondentami wojennymi, a jak pokazał Phillip Knightley w swojej książce The First Casualty – From the Crimea to Vietnam: The War Correspondent as Hero, Propagandist and Myth Maker (1975), korespondenci wojenni rzadko troszczą się o fakty, ba, chętnie współpracują przy fabrykowaniu kłamstw nazywanych niekiedy „czarną propagandą”. Kiedy się czyta reportaże z Wojny AIDS, przypominają się obserwacje George’a Orwella z wojny domowej w Hiszpanii. Autor Folwarku zwierzęcego czytał tam artykuły w gazetach, które nie miały absolutnie żadnego związku z faktami, nawet takiego związku, który istnieje w przypadku zwykłego kłamstwa. Wojnę AIDS toczy armia głupców, sprzedajnych i niesprzedajnych, głupców kanciarzy i głupców uczciwych. W establishmencie AIDS są tacy, którzy dobrze wiedzą, co robią i czerpią z tego profity. Gdyby na świecie była sprawiedliwość, to, pisze Lauritsen, tych kryminalistów od AIDS postawiono by przed sądem, skazano i oddano katu. Lauritsen uważa, że stosuje się wyrafinowane techniki psychologiczne mające skłonić gejów do tego, aby postrzegali samych siebie jako chorych, aby chorowali i zostawali konsumentami AZT czy innych leków antywirusowych. Dokonywana jest, alarmuje Lauritsen, zaaprobowana przez rząd eutanazja gejów. To jest tak jak z zaklęciami voodoo: tylko ten, kto wierzy w zaklęcie, umiera; tak samo gej, który wierzy w HIV i w AIDS, naprawdę umiera.

Lauritsen uważa, że w obliczu „oszustwa AIDS” setki czy tysiące grup gejowskich w USA, gejowskie magazyny i gazety, rozgłośnie radiowe, programy telewizyjne są tylko jedną wielką patiomkinowską wsią. Lauritsen stwierdza, że debata nad całym paradygmatem „HIV = AIDS = Śmierć” to okładanie batem martwego konia, cały ten absurd został, według niego, kompletnie obnażony już 20 lat temu. Wszystkie organizowane co dwa lata gigantyczne konferencje na temat AIDS, podczas których leją się miliony słów, nie służą naukowej debacie, krytycznemu myśleniu, weryfikacji idei, ale są środkami ordynarnej indoktrynacji. Lauritsen wyznał: „Naprawdę wierzę, że kiedy pewnego dnia wyjdzie na jaw, iż HIV i AZT były dwoma największymi błędami, oszustwami, szwindlami w całej historii medycyny, wówczas przyszli historycy będą badać dokumenty tych wszystkich konferencji na temat AIDS i z rozbawieniem kontemplować, do jakiego stopnia ludzie dobrej woli i skądinąd inteligentni są zdolni do samooszukiwania się”.

Gejowski psychoanalityk i psychohistoryk, jeden z dyrektorów nowojorskiego Institute of Psychohistory, Casper Schmidt jako pierwszy już w 1984 roku wyraził wątpliwość, czy rzeczywiście wirus powoduje AIDS, i wskazał na psychosocjalne tło kryzysu zdrowotnego gejów. Niestety, nie rozwinął on szerzej swoich idei, a zapowiadany przez niego obszerny tekst, mający być rozszerzeniem i uzupełnieniem artykułu The Group-Fantasy Origins of AIDS o aspekty medyczne AIDS, nie został napisany – zresztą wszystkie należące do Schmidta kartoteki pacjentów, manuskrypty, zapisy i notatki z badań znikły po jego śmierci (Schmidt umarł oczywiście na „AIDS” wiosną 1994 roku – jeszcze jeden przykład lekarza, który nie potrafił sam siebie wyleczyć). Według Schmidta, z punktu widzenia psychohistoryka starającego się dotrzeć do najgłębszych pokładów nieświadomych motywacji grup ludzkich, AIDS jest jednym z wielu przypadków epidemicznej histerii, która, tak samo jak wcześniejsze, organizuje się wokół  fantazji o zatruciu. U podstaw AIDS leży nieświadoma grupowa iluzja, będąca  grupową fantazją związaną z rytuałem kozła ofiarnego. AIDS pojawia się jako reakcja na procesy przemian obyczajowo-kulturalnych w USA i rozpatrywany być musi w kontekście zwrotu na prawo, jaki zaczyna się w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku i doprowadza do przejęcia władzy przez Ronalda Reagana. Lata 60. i 70. to okres bardzo burzliwych zmian w etosie kulturalnym i psychologii społecznej w USA. Upowszechnienie środków antykoncepcyjnych, które przewyższają wszystko, co w tej dziedzinie było do tej pory dostępne, umożliwiło eksplozję „rekreacyjnego” seksu, czyli seksu oderwanego od prokreacji. Zaczyna formować się i aktywnie działać tzw. ruch wyzwolenia kobiet,  ściśle związany z wchodzeniem kobiet w różne dziedziny życia społecznego, politycznego i ekonomicznego, i z podważeniem tradycyjnego podziału ról na męskie i kobiece, co rodzi frustrację i lęk u części mężczyzn oraz szereg innych zjawisk „kryzysu płci”. I wreszcie tzw. ruch wyzwolenia homoseksualistów doprowadza do tego, że, nazywani teraz „gejami”, homoseksualiści stają się widzialni i głośni, i stworzona zostaje „mniejszość gejowska”. Kolejnym czynnikiem jest upowszechnienie zarówno „miękkich”, jak i „twardych” narkotyków.

W drugiej połowie lat 70. zaczyna się reakcja na te procesy, w ramach której tzw. Moralna Większość i inne grupy chrześcijańskiej prawicy toczą kampanię propagandową przeciw gejom oskarżając ich o to, że są przyczyną zepsucia moralnego i rozkładu obyczajów (sygnał daje kampania Anity Bryant rozpoczęta w 1977 roku). Homoseksualiści mają odpowiadać za to, że „Ameryka zamieniła się w Sodomę i Gomorę”. Rysuje się obraz bojowych kolumn homoseksualistów chcących podbić Amerykę i zniszczyć wszystko, co w niej dobre i święte, w kierunku gejów kierowane są oskarżenia i groźby. Rozpoczyna się polowanie na czarownice, w którym Moralna Większość i inne grupy prawicy działają jako myśliwi, a geje i narkomani jako zwierzyna. Analogie znajduje Schmidt w prohibicji, która była reakcją na rozluźnienie obyczajów po I wojnie światowej, i w maccartyzmie stanowiącym  reakcję na raport Kinseya (według Schmidta działania senatora McCarthy’ego i szefa FBI Hoovera dyktowane były ich silnie stłumionymi skłonnościami homoerotycznymi).

Na powierzchni życia społecznego odbywa się rytuał będący manifestacją turbulencji w głębokich pokładach amerykańskiej psyche, podświadome emocje, impulsy i pragnienia znajdują swoje ujście poprzez ich projekcję na dwie grupy najbardziej „oddane rozkoszom” – gejom i zażywającym narkotyki (pierwsza połowa lat 80. zeszłego stulecia to zaostrzająca się Wojna z Narkotykami wypowiedziana przez Nancy Reagan). Występuje też kilka innych zjawisk istotnych jako kontekst dla AIDS, na przykład przypadająca na lata 1982-83 panika wokół genitalnej opryszczki (herpes) wywoływanej przez wirusa przenoszonego drogą płciową. Pod koniec 1982 roku herpes trafia na okładkę magazynu „Time”, gdzie znajdziemy komentarz, że wirus zakończy erę bezmyślnego promiskuityzmu. Przez następnych kilka miesięcy prasa amerykańska i telewizja opowiada rozmaite historie o ludziach chorych na herpes. Na swojej okładce „Reader Digest” pytał „Czy herpes przywróci moralność w Ameryce?” i postulował nową etykę seksualną. W tych latach miał też miejsce w USA „Wielki Reaganowski Alert Truciźniany”: prasa i telewizja siały panikę na temat rozmaitych trucizn i zatruć – trucizny krążyły w „amerykańskim ciele politycznym”.

Ważne były też pewne obsesje nowego przywódcy Ameryki. Kolega Schmidta psychohistoryk Lloyd de Mause zwrócił uwagę na to, że w przemówieniach prezydenta Reagana pojawiała się dość często metaforyka związana z „wirusem”, „trucizną”, „chorobą”, zaś jeden z jego biografów zauważył, że najlepsze filmowe role Ronalda Reagana to role chorych. Pierwsza połowa lat 80. zeszłego stulecia jest w Ameryce poniekąd spełnieniem obaw pułkownika Jacka Rippera z filmu Stanleya Kubricka Dr Strangelove (1964), który przestrzegał przed komunistami-zboczeńcami zatruwającymi nasze „drogocenne cielesne płyny”. Już w 1950 roku szef FBI John Edgar Hoover napisał gościnnie editorial w „Journal of American Medical Association”, w którym stwierdził, że „bakterie obcej ideologii – komunizmu, próbują zaszkodzić krwiobiegowi amerykańskiego życia”. W przypadku AIDS, wirusa zatruwającego „drogocenne cielesne płyny” Amerykanów roznoszą geje, w latach 50. i 60. ubiegłego wieku oskarżani przez prawicę , że są „piątą kolumną” Moskwy.

Na przełomie lat 70. i 80. zeszłego wieku geje czują się coraz bardziej zagrożeni przez Nową Prawicę i stają się jej masochistycznym partnerem w rytuale kozła ofiarnego. Nowa Prawica wchodzi w rolę „Superego”, które reprezentuje rygoryzm moralny i restrykcje nałożone na promiskuityzm i ekscesy seksualne poprzednich dekad, uosabiane przez gejów. Jest ona sadystycznym partnerem rytuału, reszta społeczeństwa obserwuje rytuał odgrywany przez obie te „skrajne” grupy. Geje w większości poddają się rytuałowi i zaczynają nosić różowe trójkąty podobne do tych, które musieli nosić homoseksualiści w obozach koncentracyjnych. Te trójkąty sygnalizują wszystkim: „jesteśmy gotowi na to, żeby złożono nas w ofierze”. Wybucha wśród nich epidemia depresji  mająca swoje źródło w wywołanym przez Nową Prawicę poczuciu wstydu i winy. Ponadto, ich furia i gniew wobec atakujących kierują się  głównie do wewnątrz, co działa autodestrukcyjnie zarówno na ich psyche, jak i ciało.

Poczucie winy i wstydu istnieje również w szerszych kręgach społecznych i rozładowywane jest poprzez jego projekcję na kozła ofiarnego, w którego osobie tłumione i karane są pragnienia większości społeczeństwa odczuwającej niedozwoloną skłonność do „rozkoszy” i w pewnym zakresie korzystającej z premisywizmu i rozluźnienia rygorów obyczajowych. W osobach gejów, którzy reprezentują „Id”, „Superego” (Moralna Większość) potępia i karze całe społeczeństwo, czyli te jego pożądania i impulsy, które powinny zostać stłumione. Epidemia jest rozwiązaniem rozdzierających grupową podświadomość konfliktów, rytuał kozła ofiarnego ma przywrócić zachwianą moralną równowagę, nałożyć restrykcje na wyzwolone przez „rewolucję seksualną” popędy („Time” z 9 kwietnia 1982: The Revolution is Over, „Newsweek” z 8 sierpnia 1983: AIDS may mean: the party is over ). W grupowej fantazji AIDS powodowany jest przez promiskuityzm lub nadużywanie narkotyków (fantazja o moralnej deprawacji i zepsuciu), wirus ulokowany jest w krwi (fantazja o zatrutej krwi) i w cielesnych wydzielinach, głównie w spermie (fantazja o zatrutej spermie). Triada promiskuityzm, zatruta krew i zatruta sperma występowała w przeszłości przy wyjaśnianiu przyczyn trądu (trędowaci jako kozły ofiarne). W przypadku AIDS zostaje ona przełożona na język naukowej medycyny. Naukowy dyskurs, uważa Schmidt, przeniknięty jest tymi fantazjami; wywierają one wpływ także na umysły naukowców, co powoduje, że błędnie interpretują oni dowody, a niekiedy są one wręcz produktem „naukowych halucynacji”. Zresztą cała grupowa psychologia Ameryki ulega w przypadku AIDS regresji do stanu swoistego transu, czego świadectwem jest rezygnacja z logicznych wyjaśnień zjawiska, obecna również w literaturze medycznej.

AIDS, zdaniem Schmidta, winien być interpretowany jako fenomen biologiczno-psychiczno-społeczny. W tym zakresie, w jakim jest epidemiczną histerią, zamaskowaną głęboką depresją gejów, AIDS jest rzeczywiście upośledzeniem odporności – upośledzenie nie jest skutkiem wirusowej infekcji, ale somatycznym objawem tej depresji (Schmidt zauważa, że każda choroba, dla której nie potrafi się znaleźć właściwego wyjaśnienia, przypisywana jest dzisiaj wirusom). Geje umierają naprawdę na AIDS, rytuał kozła ofiarnego dokonuje się nie tylko na płaszczyźnie symboliczno-psychologicznej, ale realnej. Każdy, kto kwestionuje prawdę o wirusie, przewidywał trafnie już w 1984 roku Schmidt, będzie uważany za zagrożenie dla grupowej solidarności i spotka się z oporem i nienawiścią.

W listopadzie 1992 roku Schmidt udzielił wywiadu Ianowi Youngowi, w którym nawiązał do swoich tez zawartych w artykule z 1984 roku. Jego zdaniem, badania Petera Duesberga potwierdziły fakt, że wirus HIV nie ma żadnego znaczenia dla AIDS. Jeśli epidemia ograniczona jest de facto do pewnych socjokulturowych grup (tzw. grup wysokiego ryzyka), czyli gejów, narkomanów i hemofilików, to jest ona spowodowana właśnie czynnikami socjokulturowymi i psychologicznymi, a nie wirusem. Jako psychoterapeuta leczący gejów Schmidt wielokrotnie stwierdzał u swoich pacjentów problemy z tożsamością seksualną i z samooceną: raz są oni z siebie dumni, innym razem gardzą sobą. Geje nawiedzani są przez myśli samobójcze, ukrywają i maskują swoje uczucia, kierują swoje agresywne emocje przeciw samym sobie, nęka ich poczucie winy, pełni są wewnętrznych napięć, zablokowanych emocji, żyją w ciągłym lęku, w stresie wynikającym z poczucia bezsilności. Te wszystkie psychiczne procesy tłumione są w ciele i „somatyzowane”, co jest przyczyną zmian biofizycznych. Dotyczy to również narkomanów, a także hemofilików, którzy od dziecka poddani są ostremu reżimowi zachowania blokującemu wszelkie manifestacje agresywności. Podniesienie poziomu adrenaliny, endomorfiny, kortizolu, obniżenie poziomu DHEAS, obniżenie poziomu komórek T – wszystkie te zjawiska, zdaniem Schmidta, występują u ludzi należących do trzech „grup wysokiego ryzyka” i mają związek z upośledzeniem odporności,  nie majacego  nic wspólnego z wirusem.

Pytany o gejów „składanych w ofierze” w rytuale kozła ofiarnego, Schmidt odpowiada, że geje jako grupa weszli do głównego nurtu życia społecznego i politycznego, dlatego muszą znaleźć sobie miejsce w psychologii grupowej szerokich kręgów społecznych. Ale taka akceptacja nie jest możliwa bez kosztów, musi ona pochłonąć ofiary. Kryzys AIDS jest, zdaniem Schmidta, elementem procesu asymilacji gejów do życia politycznego i kulturalnego kraju jako całości. Po okresie ponoszenia ofiar geje zostaną zasymilowani i wrogość wobec nich będzie zanikać. Według Schmidta epidemia AIDS jako epidemia histeryczna powinna osiągnąć szczyt w 1988 roku i zaniknąć do 1996-97 roku. Ale tak się nie stanie, ponieważ Centers for Disease Control and Prevention (CDC) zmieniło definicję AIDS. Nowa definicja przedłuża trwanie dawnego AIDS,  wykazującego spadek od 1988 roku. CDC postąpiło tak dlatego, uważa Schmidt, aby móc dalej straszyć ludzi i aby nie zakończyło się składanie ofiar. Schmidt przypomina, że Aztecy układali z czaszek ofiar piramidy w taki sposób, że można je było z pewnego miejsca policzyć, wyobrażali sobie bowiem, iż bogowie liczą czaszki aż do chwili, kiedy uznają, że jest ich wystarczająca liczba i czas zakończyć składanie ofiar. Podobnie jest z tzw. Quiltem, gigantycznym płóciennym dywanem z kolorowych chust (quilt), które symbolizują zmarłych na AIDS – te chusty są ekwiwalentem azteckich czaszek. Wędrujący po Ameryce Quilt, rozpościerany jest horyzontalnie, tak aby bogowie mogli zobaczyć, czy już wystarczająca liczba ludzi została złożona w ofierze, bogowie mają dać znak: „Dość ofiar!”.

Ian Young pisze, że test na wykrycie przeciwciał HIV stał się najważniejszym rytuałem w życiu gejów, a hipnotyczna siła testu wzmacniana jest przez odgórną aprobatę władzy. Wynik „pozytywny” staje się pozytywny, choć jest dla testowanego negatywny, wynik „negatywny” staje się negatywny, choć jest dla niego pozytywny. Wirus HIV to demon czczony przez wielu gejów z nabożnym lękiem. Ceremonia testu jest skrajnie zrytualizowana, wymaga odwiedzin w sakralnym, przejmującym drżeniem miejscu – „punkcie testowania”, ceremonia zawiera element krwawej ofiary (pobieranie krwi), niektórzy inicjowani mdleją, odczytywane są święte teksty o AIDS, obecni są kapłani (lekarze, psychiatrzy, doradcy, „AIDS-workerzy”). Potem przychodzi czas próby – pełne drżenia oczekiwanie na wynik testu. Jeśli wynik jest „pozytywny”, następuje przyjęcie do „wspólnoty pozytywnych”, zyskuje się uwagę i zainteresowanie ze strony innych, odnosi rozmaite korzyści emocjonalne i materialne. „Nigdy nie myślałem, że jestem tak kochany aż do momentu, kiedy zachorowałem na AIDS” – to standardowy tekst „nowopozytywnego” geja. Jeśli test wypadł „negatywnie”, to znaczy negatywnie, należy go powtarzać tak długo, aż w końcu będzie „pozytywny”, czyli pozytywny – typowy przejaw przymusu powtarzania rytuału.

Jest niezwykle prawdopodobne, uważa Young, że testy reagują po prostu na kombinacje białek obecnych we krwi w różnych warunkach, zaś demon, którego taką zabobonną czcią otaczają geje, jest laboratoryjnym konstruktem, wyłącznie odbiciem naszej ignorancji. Nie byłby to pierwszy taki przypadek, gdyby początkowa medyczna hipoteza, utrzymywana uparcie jako niepodważalny dogmat, okazała się błędna. Kiedy już test wypadnie pozytywnie, czyli „pozytywnie”, następuje terapia AIDS będąca swego rodzaju socjalnym sakramentem. Young interpretuje tzw. koktaile przeciw HIV, czyli mieszaninę różnych leków mającą skuteczniej zabijać wirusa jako „cock+tail”, co oznacza też akt seksualny, w tym sensie antywirusowe koktajle (czyli mieszanka starych toksycznych leków i nowych, równie bezużytecznych i szkodliwych) zastępują akt seksualny, gdyż wielu mężczyzn biorących „koktajl” popada w impotencję. Terapia antywirusowa jest skrajnie zrytualizowaną terapią, zawiera ewidentne sakramentalne komponenty, „koktajl” staje się eliksirem, św. Graalem, drogą do odrodzenia.

Young uważa, że geje wpisali się w dominującą dziś „kulturę ofiar” i są naprawdę ofiarami, ale innymi ofiarami niż sami sobie wyobrażają: są ofiarami psychobiochemicznego ataku dokonującego się pod maską współczującego liberalizmu, ataku nie wynikającego ze świadomej intencji, ale będącego rezultatem polityki opartej na pewnych nieuświadamianych ideach. Nadszedł czas, pisze w innym swoim tekście Young, aby wreszcie uznać, iż organizacje gejowskie zajmujące się AIDS działają jako agenci rządu i rajfurzy korporacji farmaceutycznych. Dostajemy, uważa Young, medyczny dogmat zamiast nauki, propagandę zamiast informacji, jakieś oderwane strzępy zamiast rzetelnej analizy. Young apeluje, żeby geje stali się sceptyczni, tak jak byli sceptyczni wówczas, kiedy to medyczny establishment utrzymywał, że są mentalnie zaburzeni lub psychotyczni i w związku z tym należy im prać mózgi, poddawać elektrowstrząsom i lobotomii. Geje nie powinni dać się sprowadzić do roli tanich świnek doświadczalnych. Nasze pieniądze, stwierdza Young, powinny być dla naszej społeczności, dla rozwiązywania naszych problemów, wydawanie ich na „zwalczanie AIDS” jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Niemiecki lider gejowski Kurt Hiller ukuł slogan „Wyzwolenie homoseksualistów może być tylko dziełem samych homoseksualistów”, nie widzimy już dziś tego hasła, ale w obliczu panowania dogmatów „AIDS” jest ono bardziej prawdziwe niż kiedykolwiek. Wprawdzie, konstatuje Young, establishment AIDS broni zaciekle ruin swojej teorii, ale prędzej czy później ktoś te ruiny wyburzy do końca i posprząta.

Alex Russell (syn reżysera filmowego Kena Russella) ubolewa nad tym, że codziennie milionom ludzi wpycha się łyżeczką papkę o AIDS. Większość z tego, co napisano na temat HIV/AIDS to zmistyfikowana pseudo-science fiction albo odpowiednik archaicznej alchemii, wszystkie artykuły w prasie i książki na temat HIV/AIDS to słodko-cuchnąca mikstura sacharyny i gówna, wiara w HIV to zinternalizowana paranoja, taka sama jak ta, kiedy ktoś wyobraża sobie, że na jego ciało dokonano „inwazji”. AIDS to mentalna, a nie wirusowa infekcja, rodzaj kondomu naciągniętego na mózg. Naiwnym pokazuje się sfabrykowane fotografie wirusa, które mają taką samą wartość co zdjęcia potwora z Loch Ness, szalbiercza „nauka” o HIV jest destruktywna dla wszystkich form życia, farmaceutyczno-naukowo-medyczny kartel ponosi odpowiedzialność za łamanie praw człowieka na całym świecie, HIV i AIDS to socjopolityczne konstrukty stworzone po to, żeby móc kontrolować pewne sektory globalnej wspólnoty, wykreowana epidemia AIDS zagrażająca rzekomo rodzajowi ludzkiemu daje wreszcie pozbawionym serca i uczuć eksperymentatorom wyśmienitą okazję, żeby mogli zaprezentować się jako zbawcy ludzkości; drobnomieszczańscy mordercy ubrani w szaty cnoty obsługują maszynerię zbrodni, selekcjonują ludzi na „seropozytywnych” i „seronegatywnych”.

Nigdy nie będzie szczepionki przeciw HIV, bo HIV nie istnieje, tymczasem poszukuje się szczepionki przeciw wirusowi-fantomowi, eksperymentując na ludziach i zwierzętach. Wypróbowuje się różne chemioterapie na gejach, którzy nie mają dzieci, a więc nic się nie wyda. Russell błaga swoich braci gejów, żeby nie brali udziału w żadnych eksperymentach medycznych związanych z AIDS, które mają na celu znalezienie szczepionki czy stworzenie nowych leków. Prawdziwą funkcją leków antywirusowych jest, zdaniem Russella, obrona teorii, że to HIV wywołuje AIDS i zabija. Ponieważ wirus nie wywołuje AIDS i nikogo nie zabija, bo jest tylko semantyczną fikcją, zatem nie czyni tego, co powinien czynić według teorii. Dlatego to, co miał uczynić wirus, zostaje osiągnięte za pomocą toksycznych leków typu AZT, które podaje się rzekomo po to, żeby zabiły (nieistniejącego) wirusa. Toksyczne leki żadnego wirusa nie zabijają, bo nie mają czego zabijać, ale wywołują objawy AIDS i powodują śmierć. W ten sposób początkowe założenie teorii zostaje, w nieco przewrotny sposób, uratowane i słuszność teorii potwierdzona empirycznie. Russell przypomina obserwację niemieckiego lekarza Heinricha Kremera, który zauważył, że 60% przypadków AIDS w 80-milionowej populacji Niemców odnotowuje się w sześciu miastach, gdzie znajdują się wielkie uniwersyteckie kliniki. Czy na pewno jest to czysto przypadkowa korelacja?

Russell opisuje kiczowatą „AIDS art”, będącą w rzeczywistości prymitywną propagandą,  odwołującą się do najniższego wspólnego mianownika: popularnego „złego smaku”;  wszystko jedno, czy chodzi tu o reklamę Benettona czy masturbatorski film Dereka Jarmana Błękit. W zaidsyzowanej kiczowatej kulturze panuje skrajny emocjonalizm i wulgarny sensacjonalizm, Liz Taylor szlocha nad dziewczynką chorą na AIDS, Liza Minelli śpiewa odpowiednią piosenkę, Andy Garcia, Whoopi Goldberg, księżniczka Diana, Miss Ameryki, Barbara Walters, Elton John fotografują się z chorymi i mają jeszcze jedną reklamową fotografię do swojej kolekcji.

Russell atakuje przemysł kulturalny oparty na HIV/AIDS, którego odbiorcami są geje, odsłania mechanizmy reklamy, marketingu, kupna i sprzedaży symbolicznych potrzeb i dóbr. HIV/AIDS jest jeszcze jednym towarem włączonym w normalne tryby kapitalistycznej gospodarki i podlegającym prawom produkcji i konsumpcji. Wielu gejów poddaje się symbolicznej władzy HIV/AIDS, która tworzy im nową tożsamość i zaspokaja ich narcyzm, nie są oni już homoseksualistami, ale homohivowcami, homoaidsowcami, dlatego właśnie, pisze Russell, wielu z nich reaguje bardzo emocjonalnie, z tak wielką niechęcią, kiedy mówi się im, że HIV jest błędem, abstrakcją, pustką, niczym. To tak, jakby ktoś im mówił, że oni sami są błędem, abstrakcją, pustką, niczym. Jeśli HIV nie istnieje, to i oni nie istnieją. Russell demaskuje gejowskich liderów, redaktorów gejowskich czasopism i aktywistów, wszystkie te osobistości sponsorowane przez państwo i koncerny farmaceutyczne, którym HIV otworzył drogę do lukratywnych karier. To nie geje, ale koncerny farmaceutyczne, uważa Russell, sprawują dziś symboliczną i ekonomiczną kontrolą nad kulturą gejowską.

Odwołując się do teorii Gramsciego, Russel stara się opisać “ekspansywną hegemonię” ideologii HIV. Nauka to nie tylko teoria, ale także polityka i „praxis”, czyli zbiór materialnych praktyk i warunków związanych z politycznymi ideologiami. Hegemoniczna zasada nie zwycięża poprzez swój „wewnętrzny logiczny charakter”, ale poprzez to, że staje się „ludową religią”. Reżim HIV jako klasa-hegemon wytwarza ideologiczny konsensus poprzez sojusz makro- i mikrogrup: koncernów farmaceutycznych, rządowych agend i instytucji ds. zdrowia, tzw. wspólnoty uczonych, „wspólnoty seropozytywnych”, „wspólnoty hemofilików”. Powstają rozmaite „networki”, po których krąży i w których jest reprodukowana dominująca ideologia. Paradygmat „HIV” jest ideologicznym cementem, utrzymuje on swoją hegemonistyczną pozycję dzięki tym „networkom”, które ją akceptują i propagują. Ideologia HIV wykuwana i upowszechniana jest przez „państwowe aparaty ideologiczne” (Louis Althusser), jako użyteczny politycznie paradygmat utrzymuje ona swoją hegemonię poprzez wytworzenie konsensusu via media, pisma naukowe, uniwersytety, ośrodki medyczne, instytucje edukacyjne, czasopisma naukowe etc.

Według Russella „HIV” operuje na trzech płaszczyznach: na płaszczyźnie metafizycznej jako „demon”, psychologicznej – jako wyfantazjowany obiekt pożądania, biochemicznej – jako amorficzna konstelacja nie-wirusowego materiału i nieswoistych białek. Szczególnie, jeśli chodzi o gejów, to mamy do czynienia z demonologią przebraną w kostium wirtualnej wirusologii, lekarze od „HIV” to czarownicy, którzy rzucają „złe spojrzenie” na przeklętego-zdiagnozowanego, co może równać się wyrokowi śmierci. Inkwizytorzy wierzyli w sabaty czarownic, tak samo jak badacze „HIV” ślepo wierzą, że „HIV” to śmiercionośny wirus-demon, którego należy wypędzić za pomocą leków antywirusowych typu AZT. Testy, liczenie komórek itp. to „wyrafinowana” forma postępowania z opętaniem przez wirusa-demona. Średniowieczni inkwizytorzy wierzyli, że niszcząc ciało ocalają duszę, współcześni lekarze chcą wytępić wirusa, nawet jeśli efektem uśmiercania wirusa miałoby być uśmiercenie pacjenta, ba, śmierć pacjenta jest ostatecznym dowodem na to, że demon „HIV” został wyegzorcyzmowany. Opętanie, krew, śmierć i seks – to łączy średniowieczną demonologię ze współczesną quasi-wirusologią. Tak samo jak wielu ludzi wierzyło, że Czarna Śmierć została wywołana przez czarownice, tak samo w latach 80. ubiegłego wieku „AIDS” uznany został przez wielu ludzi za „gejowską zarazę”. Geje znajdują się w paradoksalnej sytuacji: myślą i działają zgodnie z homofobicznymi fantazjami heteroseksualnych wirusologów i epidemiologów, którzy sprokurowali globalną panikę – pandemię opartą na ich własnej seksualnej fantazji o tym, że AIDS jest zarazą przenoszoną drogą płciową. Naturalnym sukcesorem Naczelnego Łowcy Czarownic w XVII-wiecznej Anglii Matthew Hopkinsa jest Naczelny Łowca Wirusów Robert Gallo, opisujący „AIDS” jako tygiel, w którym immunologia przejdzie swój chrzest ogniowy. Przypominający mafiosa Naczelny Łowca Gallo wysunął śmiałą hipotezę, że geje i narkomani są genetycznie predysponowani do wywoływania mutacji „HIV”. Komentując tę hipotezę, jego dawny kolega Peter Duesberg zauważył, że zgodnie z nią większość amerykańskich gejów i narkomanów to mutanci.

Opętanie przez demony było w przeszłości zawsze zrównywane z „demoniczną” aktywnością seksualną. Podobnie jest – twierdzi Russel – z diagnozowaniem infekcji „HIV”. Jeśli ktoś jest opętany przez demona „HIV”, jedyną drogą do zbawienia jest dlań przyznanie się do kontaktu z demonem, skrucha i ekspiacja. Umysł średniowieczny obsesyjnie zajmował się kwestią, ile diabłów może tańczyć na czubku szpilki, umysł współczesny ma obsesję na punkcie tego, ile cząsteczek wirusa-demona mieści się w kropli krwi: wirtualna wirusologia zajmuje miejsce teologii. Oskarżeni stojący przed trybunałem inkwizycyjnym fabrykowali mitomańskie historie, żeby zadowolić przesłuchujących, obecnie „seropozytywni” przyznają się przed lekarzami i konsultantami do fantastycznych historii o okolicznościach opętania ich przez demona. Żeby spełnić oczekiwania hivowskich inkwizytorów, potrafią nawet precyzyjnie określić moment, kiedy zostali opętani przez diabolicznego „HIV” – na przykład: tej i tej nocy, kiedy pękła prezerwatywa, tego i tego dnia, kiedy nastąpiło zetknięcie ze „złą krwią” itp. Taka precyzja bardzo cieszy inkwizytorów. Granie roli opętanego ma potężny psychologiczny wpływ na zdiagnozowanego „pozytywnie”. Kiedy psyche „seropozytywnego” zostanie zaprogramowana do odgrywania pewnej zdefiniowanej roli, jego ciało może na zasadzie „naśladownictwa” naprawdę wykazywać symptomy,  należące do tej roli. Już Jacques Lacan wskazywał na to, że nagła, radykalna zmiana w psychologicznej percepcji samego siebie może wywołać specyficzne zmiany biochemiczne i reakcje w systemie immunologicznym. „Pozytywny” wynik testu może wzbudzić podświadome pożądanie „aidsyzacji”, tak powszechne wśród gejów o skłonnościach masochistycznych, predysponowanych do poddania się freudowskiemu „popędowi śmierci”. „Pozytywny” wynik testu staje się katalizatorem aktywującym to, co stłumione, zapłonem dla psychosomatycznej choroby, intensyfikowanej potem poprzez terapię toksycznymi „lekami antywirusowymi”.

Kiedy dawni inkwizytorzy badali okoliczności, w jakich oskarżony po raz pierwszy spotkał Diabła, to ich dociekliwość kierowała się zawsze ku seksualnemu aspektowi tego spotkania. Opowieści o seksualnej aktywności zawarte w najbardziej niesamowitych i sensacyjnych zeznaniach rozwijały się zwykle ku fantasmagorycznym opisom orgiastycznego seksu. Podobnie jak inkwizytor sondował duszę, aby wypędzić demona, tak dzisiaj – zwraca uwagę Russel – lekarze i konsultanci mający obsesję na punkcie seksu analnego penetrują (realnie lub symbolicznie) odbyt jako sferę diabolicznej infekcji (proktologia zastosowana do demonologii), i rzucają anatemę na seks analny. Ta podglądacka obsesja na punkcie seksualnej diaboliczności czyni ich ślepymi na realne symptomy u pacjenta lub na ich brak. Demencja i choroba psychiczna były chętnie interpretowane przez inkwizytorów jako opętanie przez demona, co ciekawe, u pacjentów chorych na „AIDS” także występuje demencja, którą zabobonnie i błędnie przypisuje się wirusowi. Opętanie przez demona rozpoznawano na podstawie zewnętrznych oznak neurofizjologicznych i psychologicznych takich jak bezsenność, manie, bóle brzucha, demencja, gorączka, zmiany rysów twarzy, autoagresja aż po samobójstwo. Cóż za koincydencja: takie same symptomy (i na końcu śmierć) powoduje służący do wypędzenia demona-wirusa lek AZT! Za oznaki opętania uważano także histerię, podniecenie, konwulsje, wrzaski, szczękościsk. W dzisiejszych czasach te oznaki można zaobserwować u wyznawców „HIV”, dokładnie takie są ich reakcje, kiedy stykają się heretykami, nie akceptującymi ich dogmatów; są to symptomy „histerii HIV”, na którą cierpi wielu lekarzy, doradców, aktywistów.

Żadne przyznanie się do winy przed inkwizycyjnym trybunałem nie było pełne, jeśli nie zawierało nazwisk innych uczestników sabatu, w ten sposób maszyneria inkwizycji mogła rozszerzać swoje śledztwo, co dawało jej gwarancję dalszego funkcjonowania. Podobnie dziś, doktorzy od „HIV” chcą znać dokładnie drogę przenoszenia się wirusa, a zatem muszą poznać kontakty seksualne „opętanego”, prześledzić okoliczności, w jakich do nich dochodziło, ustalić tożsamość tych, którzy zainfekowali demonem opętanego pacjenta i tych, których on zainfekował. Stanowi to dokładny odpowiednik nacisku wywieranego na czarownicę, aby zadenuncjowała innych uczestników tajemnych zgromadzeń. Analizując techniki stosowane przez lekarzy i psychologów wobec opętania przez wirusa-demona, łatwo zauważyć, że pokrywają się one z tymi stosowanymi podczas procesów czarownic: ustalenie faktu opętania = pozytywny wynik testu na obecność przeciwciał HIV; przyznanie się do uprawiania seksu z Diabłem = przyznanie się do uprawiania seksu analnego bez prezerwatywy; identyfikacja innych uczestników sabatu = ustalenie łańcucha osób przenoszących „HIV”; reedukacja lub odpokutowanie czynu = praktykowanie „bezpiecznego seksu” przez resztę życia; postęp na drodze ku życiu w harmonii = „życie z HIV”; ostateczne wyznanie: „podpisałam własną krwią pakt z Diabłem” = „praktykowałem niebezpieczny seks, w którym krew lub sperma miesza się z krwią”; rytualna ofiara przebłagalna, auto-da-fé = jatrogeniczna śmierć w wyniku przyjmowania leków antywirusowych.

Geje, nie będący w stanie rozerwać uścisku, dławiącego ich psyche, ulegają zastosowanym wobec nich psychotechnikom i zostają zindoktrynowani do tego stopnia, że wierzą, iż są opętani przez demona (noszą w sobie „HIV”). Geje, którzy nie potrafią przezwyciężyć tego stanu umysłu, sami pozwalają na to, żeby ich rytualnie stracono. Doktorzy od „HIV” wzmacniają wirtualną chorobę u pacjentów poprzez hipnozę voodoo i w końcu dokonują egzekucji za pomocą „antywirusowych” leków. Każdy gej, pragnący ocalić życie, powinien unikać ich jak zarazy. Tego niestety nie uczynili Derek Jarman, Rudolf Nureyew, Freddie Mercury i tylu, tylu innych, dlatego zmarli po rzuceniu na nich przekleństwa voodoo przez „Inkwizytorów HIV” – psychologów, lekarzy, dziennikarzy. Ci zaczarowani, „seropozytywni” męczennicy umierają za wiarę w „HIV”, ponieważ stali się bezwolnymi niewolnikami „Kleru HIV”. Gotowość wielu gejów do wejścia w stan „Niewolnictwa HIV” wynika z lęku, poczucia winy i z ignorancji sprzężonej z pragnieniem, aby być członkiem „Ruchu”, współwyznawcą doktryny wiary. Akceptacja statusu „seropozytywnego” jest znakiem psychotycznej regresji, uległości i pasywności. Namiętna pasja służenia „Sprawie HIV” oznacza rozpłynięcie się w „pierwotnej hordzie HIV”, rezygnację ze zdolności do krytycznego myślenia i wejście w stan czysto wegetatywnej egzystencji. Być może lacanowska lub freudowska psychoanaliza pomogłaby tym pogrążonym w grupowym transie ludziom odzyskać zdolność krytycznego myślenia i powrócić do statusu autonomicznej jednostki.

W innym swoim tekście Russell, wychodząc od idei Michela Foucaulta, pisze o  episteme panującej w reżimie „HIV”. Episteme jest warunkiem możliwości dyskursu w określonej epoce, jest danym a priori zbiorem reguł, które pozwalają dyskursowi funkcjonować, pozwalają wypowiadać rzeczy i tematy w jednym czasie, a nie pozwalają w innym. Należy podważyć zespół reguł, konstytuujących i legitymizujących episteme „HIV”, odsłonić metafizyczną retorykę panującego dyskursu. Episteme „HIV” jako „wola metafizyki” jest tym, co Heidegger nazwał „zapytywaniem o nicość”, reżim „HIV” jako „Wola Mocy” jest przejawem działania sił reaktywnych opisywanych przez Nietzschego, wyrazem mentalności trzody i niewolników, wolą anihilacji, wolą nicości. Metafizyczny tekst teorii „HIV/AIDS” musi podlegać derridiańskiej dekonstrukcji, należy pokazać, że jego centralne tematy mające oznaczać „realne” byty i esencje są sztucznymi produktami, syntetycznymi konstruktami, które niczego nie znaczą. Metafizyczny, fantastyczny, amorficzny, mgławicowy język episteme „HIV” sieje ziarna swojej własnej destrukcji. Dekonstruktywistyczny krytycyzm rozkłada na części skrót „HIV”, wykazuje, że „HIV” nie jest żadną samoistną molekularną całością, ale komórkowym gruzem, nieswoistym materiałem białkowym, z którego skonstruowano za pomocą „naukowych procedur” fikcyjny byt i nazwano go, nie jest to niczym nadzwyczajnym, wystarczy przypomnieć sobie, co w Z genealogii moralności pisał Nietzsche o władzy nadawania nazw i przypisywania znaczeń przedmiotom, jaką dysponują potężni.

Czasopisma naukowe „Nature”, „Science”, „New England Journal of Medicine”, „British Medical Journal”, „Lancet” i inne bezkrytycznie aprobują, lansują i legitymizują episteme „HIV”, są niekończącymi się liniami produkcyjnymi, bezustannie wytwarzającymi „dyskurs HIV”. Nie idzie tu o zewnętrzną kontrolę nauki przez władzę, ale o to, jak efekty władzy cyrkulują pośród „naukowych twierdzeń”, wewnątrz reżimu władzy (polityka/zysk/prestiż). Każdy opór, pisze Russell, zawarty jest immanentnie w stosunkach władzy, dysydenci tworzą symboliczne bloki mikrowładzy, ustanawiają „wielość mikrorelacji” (Foucault), stawiających opór sile emanującej z episteme reżimu „HIV”. Dysydenci praktykują to, co Foucault nazywał „parezją” – mówienie kontrprawdy, uprawianie polityki prawdy, ale w konfliktowym kontekście, w obliczu niebezpieczeństwa.

Ponieważ „HIV”, uważa Russell, nie istnieje, retrowirusolodzy tym bardziej go potrzebują dla podtrzymania własnej egzystencji. Aby mogli przetrwać, „HIV” musi istnieć. HIV, SIV, FIV, MIV to artefakty retrowirusowej episteme. Możemy zapytać, jak to się stało, że dopiero wówczas, kiedy hipotetyczne retrowirusy stały się „znane”, zaczęły być „patogenne”. Czekały tysiące lat (na technologię, która pozwoli je zidentyfikować), zanim „zdecydowały się” na to, żeby wywoływać chorobę. Alessandra Tessini w artykule Kultura biotechnologii opublikowanym na łamach „Radical Philosphy” (wrzesień/październik 1998) napisała, że żyjemy dziś w świecie zaludnionym przez biologiczne byty, dosłownie wyprodukowanych w laboratoriach. Jednak w przypadku „HIV” nie chodzi o rzeczywisty byt biologiczny, ale o odpowiednio źle zinterpretowany artefakt ludzkich i małpich kultur komórkowych; to pewne właściwości komórek i ich aktywność w określonych warunkach zostały nazwane „HIV”. „HIV” to molekuły „podobne do wirusa”, to „imitacja wirusa”; być może cała grupa retrowirusów, do której zalicza się HIV, w ogóle nie istnieje jako zbiór odrębnych bytów biologicznych.

„HIV” istnieje wyłącznie jako nazwa;  Slavoj Žižek we Wzniosłym obiekcie ideologii pisał o tym, że nazwę odnosi się do przedmiotu, bo przedmiot tak został nazwany: skoro jest nazwa, to musi być i obiekt,  noszący tę nazwę. Pojawia się kwestia, kto ma władzę nazywania, które jest, jak uważa Mark Cousins, „narzuconą z zewnątrz formą biurokratycznej rejestracji”. Dokładnie tak było w przypadku „HIV”. Za tą nazwą nic się nie kryje, skrót „HIV” nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości, posiada „znaczące”, ale nie posiada „znaczonego”, „HIV” jest symulacją w hiperrzeczywistości, jest „prawdziwym apokryfem”, „oryginalnym fałszerstwem”, „kopią bez oryginału”, baudrillardowskim simulakrum. To nazwa „HIV” stała się dowodem na istnienie „HIV”, nazwa utrzymuje swoją hegemonię poprzez wytworzenie w umysłach tych, którzy jej używają lub z nią pracują, przekonania, iż jest ona dowodem na rzeczywiste istnienie tego, co oznacza. Retrowirusolodzy prowadzą niekończące się polowanie na „HIV”, ale jest to polowanie na „zobiektywizowaną pustkę”. Im więcej powstaje prac i artykułów napisanych „W Imieniu HIV”, tym wyraźniej odsłania się rozziew pomiędzy „znaczącym” (HIV) i „znaczonym” (nie-HIV). Badacze daremnie usiłują nadążyć za kiczowatą kinetyką zachowującego się jak kamikadze „HIV”; im bardziej „znaczone” (nie-HIV) staje się zdyslokowane i rozproszone, tym usilniej badacze próbują je spenetrować, ale jest to penetracja podążająca ku nicości, zatem w końcu jedyne, co im pozostanie, to tylko symboliczne „znaczące” (nazwa). Taksonomiczna konstrukcja „HIV” jest, według Russella, sadystycznym oszustwem, gdyż może służyć jako przekleństwo (klątwa, urok) rzucane na ludzi. To nie wirus zabija, bo wirus naprawdę nie istnieje, to nazwa pozbawiona swojego przedmiotu może zabijać.

Hivizm jest nowym totalitarnym prądem; ludobójcza biurokracja organizująca inicjacyjne rytuały krwi (testy) sankcjonowana jest przez totalitarną naukę. Gejowscy biurokraci, gejowscy lekarze, gejowscy dziennikarze, gejowscy liderzy uczestniczą w jatrogenicznej i psychogenicznej anihilacji swoich gejowskich braci, w tym straszliwym, jak to ujmuje Russell, „pedałobójstwie” (faggocide). Co za tragedia: „geje zabijają gejów”! Lekarze i doradcy-psychologowie, uważa Russell, to dwie największe grupy ryzyka dla gejów – pierwsi są odpowiedzialni za jatrogeniczny AIDS, drudzy za psychogeniczny AIDS, czerwone wstążeczki, które sobie dumnie przypinają, są czerwone od przelanej krwi ich braci gejów. Propagandyści hivizmu używają niezwykle emocjonalnej epidemicznej histerii, aby pobudzić irracjonalne lęki wśród mas i uciekają się do ataków ad hominem wobec dysydentów, rozbijających hivowskie iluzje. Niezbędne jest nowe wyzwolenie gejów, wyzwolenie spod władzy hivizmu. Geje muszą zniszczyć to, co Heidegger nazywał „nieautentycznością”, muszą na nowo odkryć swoją tożsamość,  zafałszowaną i zniekształconą dziś przez „HIV”, który przecież naprawdę w ogóle nie istnieje. Hivowscy kapłani voodoo zlobotomizowali trzodę „HIV” do statusu zombies, armia zombies z filmu George’a Romero Noc żywych trupów jest dobrą metaforą tych „martwych-żywych”, którzy zainfekowali się hivowskim transem. My geje, nawołuje Russell, musimy praktykować „bezpieczne myślenie”, aby ochronić się przed hipnotyczną infekcją hivowskiej klątwy voodoo. Cała socjalna maszyneria AIDS Industry jest u swych korzeni systemem totalitarnym, to znaczy istnieje centralna ideologia, która chce dominować absolutnie i w tym celu metodycznie eliminuje każdą kontrideę. Imperializm „HIV” jako forma globalnej dominacji realizowany jest na płaszczyźnie makrowładzy przez UNAIDS, WHO, CDC, Bank Światowy i inne instytucje pozostające w sojuszu z koncernami farmaceutycznymi; ich etos jest etosem totalitarnego, jednopartyjnego państwa, ale uścisk tego państwa nie jest nigdy całkowity i totalny, władza jest zawsze produktywna: produkuje kontrdyskurs, kontrstrategie i kontrprawdy. Trzeba, apeluje Russell, powołać trybunał dla ukarania zbrodni popełnionych na Wojnie z AIDS. Curran, Gallo, Weiss, Fauci, Delaney, Ho, Montagnier i inni winni stanąć przed trybunałem oskarżeni o to, że dopuszczają się permanentnego globalnego oszustwa. W 1980 roku Robert Gallo „odkrył” pierwszego ludzkiego retrowirusa HL23V, ale po pewnym czasie „wirus” ten został zaklasyfikowany jako nieistniejący. Więcej szczęścia miał Gallo z wirusem „HIV”. Trzeba z nim zrobić to samo co z „HL23V” – uznać za nieistniejący. Geje, nawołuje Russell, powinni spalić swoje hivowskie karty powołania, bo nie ma ludzi „seropozytywnych”. Nasze czasopisma, nasz akcje, pisze Russell, są jak szrapnele wbite w ciało polityczne „AIDS”, ta eksplozywna krytyka uderza w wygodne kłamstwa bezmyślnej wiary „HIV/AIDS”. Trzeba stale podważać totalizujący dyskurs „HIV/AIDS”, którego agentami są redaktorzy czasopism naukowych typu „Lancet”, „Science”, „Nature”. Russell nawołuje gejów: „Nie rób sobie testów!”, „Nie daj się nabrać na kłamstwo o HIV!”, „Spal Quilt!”, „Zniszcz punkty testowania”, „Zdejmij czerwoną wstążeczkę!”.

Russell uważa, że trzeba wszelkimi sposobami, łącznie z użyciem siły, zwalczać hivowską juntę, która jest tym samym, co reżim kolonialny. Dlatego wskazania Frantza Fanona i innych teoretyków ruchów wyzwoleńczych są jak najbardziej aktualne dla ludzi żyjących w Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku. Intelektualnymi przewodnikami w walce z reżimem hivowskim dostarczającymi użytecznych narzędzi poznawczych dysydentom są, zdaniem Russella, Hegel, Nietzsche, Heidegger, Céline, Ernst Jünger, Gramsci, Virillio, Deleuze, Adorno, Foucalt, Fanon, Žižek, Freud, Lacan.

W jednym ze swoich tekstów Michael Ellner przywołuje obraz planety X, na której wszystko stoi na głowie: lekarze niszczą zdrowie, psychiatrzy niszczą umysły, prawnicy niszczą prawo, główne media niszczą informację, religie niszczą duchowość, a jednak mieszkańcy planety X sądzą, że żyją w zdrowiu i sprawiedliwości, że mają prawdziwe informacje, są wolni i uduchowieni. Wynika z tego, że żyją oni w zbiorowej autohipnozie i sami siebie oszukują. Władcy planety X mówią im, że istnieje śmiercionośny wirus powodujący chorobę nazywaną AIDS. Jest to kusząca i podniecająca mieszanina seksu, szczególnie seksu analnego, zagrożenia przenoszonego drogą płciową, choroby, śmierci i narkotyków. Inżynierowie socjalni i naukowcy-behawioryści pracujący dla kompleksu wojskowo-przemysłowo-medycznego, działający pod maską „nauki” i „zdrowia publicznego” stworzyli wyimaginowaną wirusową „maszynę do zabijania”, ogłosili jej istnienie na konferencji prasowej i ostrzegli urzędników, lekarzy i wszystkich mieszkańców planety X, że ten nowy przenoszony drogą płciową potwór grozi śmiercią wszystkim ludziom. Powtarzali to histerycznie, powtarzali tak długo, aż w końcu każdy poczuł się zagrożony. Mieszkańcy planety X byli już tak wytresowani, że wierzyli we wszystko, co napisze najważniejsza gazeta na planecie X nazywająca się „New York Times”, oraz we wszystko, co widzą w telewizji. Dlatego względnie łatwo było ich przekonać, że „seks równa się śmierć”, szczególnie, że dziewięciu na dziesięciu ekspertów to potwierdzało. Mieszkańcy planety X zostali już wcześniej zaprogramowani tak, że bez szemrania oddali władzę ekspertom i innym urzędnikom, którzy wiedzą, co jest dla nich najlepsze; krotko mówiąc: mieszkańcy planety X wierzyli w AIDS dzięki praniu mózgów, jakiemu zostali poddani, dzięki obronnej głupocie (zob. Orwell, 1984)  i samooszustwu.

AIDS na planecie X jest zbiorową halucynacją, grupową fantazją, epidemiczną histerią, Wielkim Kłamstwem, halucynacją napędzaną przez seksualny terroryzm posługujący się medycznym ludobójstwem. Żyjący w  transie mieszkańcy planety X  hipnotyzują się i rehiponotyzują, nie są zdolni do porzucenia swoich słodkich mitów i sfabrykowanych legend, kontrolują sami swoje myśli, swoje zachowanie i siebie nawzajem, instynktownie ignorują i odrzucają wszystko, co groziłoby odkryciem samooszustwa, po prostu powtarzają sobie stale „jesteśmy wolni” i wierzą w to. Gdyby ktoś obalił ich fantazje, musieliby inaczej spojrzeć na samych siebie, co byłoby bolesnym procesem, musieliby bowiem odkryć inny pogląd na wolność i społeczną odpowiedzialność, wolą zatem trwać w samooszustwie i nie dostrzegać brutalnej rzeczywistości, która spowodowała zjawiska określane jako „AIDS” i równocześnie wytworzyła potrzebę samooszukiwania się. Na tej ignorancji rozkwitają różne „Wellcome Glaxo”, ukryte grupy interesów ciągną kolosalne zyski z psychospirytualnych, politycznych i ekonomicznych nadużyć, zatruwają planetę, zatruwają wodę, ziemię i powietrze, zatruwają pożywienie, a w końcu zatruwają serca, umysły i dusze. Niestety, mieszkańcy planety X nie rozumieją, że oszustwo „HIV = AIDS = Śmierć” jest najbardziej śmiercionośnym oszustwem w historii, wplecionym w system społeczny będący jego wyrazem.

Diagnoza AIDS jest jak w kulcie voodoo wyrokiem śmierci wydanym na „seropozytywnych” przez establishment medyczny. Plemienny czarownik wskazuje kością na ofiarę, która posłusznie idzie do domu i umiera. Lekarz od HIV mówi ci, że masz jeszcze kilka lat życia, więc twój zegar biologiczny, twój zegar życia dostosowuje się do prognozy i proroctwo samo się spełnia. Kość, której używa szaman, nie ma fizycznej siły, aby zabić, a jednak zabija, „HIV” nie ma fizycznej siły, aby zabić, ale wewnątrz Strefy AIDS sama wiara w śmiercionośnego wirusa HIV może być zabójcza. Ludzie żyjący w Strefie AIDS, żyją w strefie, gdzie panuje kulturalna hipnoza, grupowa fantazja, grupowa histeria, grupowy trans, psychogeniczna śmierć.

Jeśli jesteś gejem, twoim zadaniem jest grać swoją rolę w hivowskim transie: zachorować na AIDS i umrzeć. Rolą lekarza jest zrobienie ci testu na obecność przeciwciał HIV, ze zdrowego zrobienie chorego, a z chorego trupa. Rolą gejowskiego aktywisty jest dopilnować, żeby nowe leki wprowadzone zostały do ciał jak największej liczby gejów i żeby każdy używał kondomów, rolą funkcjonariusza organizacji aidsowskiej jest doprowadzenie „nosicieli HIV” do farmaceutycznych komór gazowych i krematoriów i zamknięcie ust każdemu, kto kwestionuje to szaleństwo, rolą wszystkich pozostałych jest przypinanie czerwonej wstążki i zakładanie kondomów. „AIDS” działa, ponieważ każdy ma tu coś do roboty. AIDS służy do tego, aby odwrócić naszą uwagę od tego, co naprawdę dzieje się na świecie. Tak nas zaprogramowano, pisze Ellner, że bez sprzeciwu oddajemy władzę bakteriom, ekspertom i urzędnikom, którzy wiedzą, co jest dla nas najlepsze, im powierzamy swoje zdrowie, choć sama medycyna np. w USA zabija co najmniej kilka razy więcej ludzi niż jest zgonów przypisywanych AIDS. Ludzie jak lunatycy poruszają się w Strefie AIDS, zrzekłszy się odpowiedzialności za własne zdrowie i szczęście. Epidemiczna histeria maskuje prawdziwe ryzyko dla naszego zdrowia i życia, maskowanie jest socjalną funkcją „HIV”. Trzeba zedrzeć maskę „HIV”, zobaczymy wtedy więcej realnego świata, gdyż wyimaginowane monstrum „HIV” odciąga naszą uwagę od zła, które nas otacza. Walczymy z nim, zamiast walczyć z prawdziwymi monstrami. Uciekajmy ze Strefy AIDS, apeluje Ellner.

W innym swoim tekście Ellner pisze o Pierwszym Kościele HIV i jego dogmatach, o religii AIDS, będącej ukoronowaniem procesu trwającego przez ostatnie 100 lat, w trakcie którego konwencjonalna medycyna stała się największą i najpotężniejszą religią na naszej planecie, święte prawdy jej najwyższych kapłanów wcielane są w życie przy użyciu siły, jaką dysponują najsilniejsze rządy świata. Gdyby wyszło na jaw, że doktorzy od HIV i inni światowej klasy uczeni całkowicie się pomylili lub świadomie kłamali w kwestii AIDS, to czy ludzie nie pomyśleliby sobie, że mylą się oni także lub kłamią w kwestii raka, cukrzycy, artretyzmu, a nawet zwykłej grypy? Dlaczego, zapytaliby ludzie, mamy ufać instytucjom „zdrowia publicznego” i utrzymywać je z naszych podatków? A wówczas zagrożone byłyby inne święte prawdy współczesnej medycyny i jej gmach mógłby runąć. Słusznie mówi się, pisze Ellner, że AIDS jest kwestią narodowego i międzynarodowego bezpieczeństwa. Idzie o utrzymanie mitu AIDS, o obronę podstawowego dogmatu religii aidsowskiej (HIV powoduje AIDS). AIDS jest rzeczywiście kwestią bezpieczeństwa, ale bezpieczeństwa ministrów, wyższych urzędników, funkcjonariuszy od „zdrowia publicznego”, którym groziłyby procesy z powództwa cywilnego, a nawet sprawy karne. Chodzi o bezpieczeństwo gigantów farmaceutycznych, które chyba by zbankrutowały, gdyby musiały zapłacić olbrzymie odszkodowania rodzinom ludzi otrutych przez nie lekami antywirusowymi.

Kościół AIDS, utrzymuje Ellner, zbudowany jest na lotnych piaskach, jego kapłani dobrze wiedzą, że nie potrzeba być lekarzem, aby wiedzieć, jakim ryzykiem dla zdrowia są warunki życia na przykład w Afryce, że nie potrzeba być naukowcem, żeby zrozumieć, iż sfabrykowane korelacje, podejrzane testy, sensacyjne liczby to nie naukowe dowody. Deklaracja przyjęta w Durbanie miała na celu wzmocnienie dławiącego uścisku, w jakim kapłani religii AIDS trzymają ludzką psyche. Obawiano się, że prezydent Mbeki kwestionując obowiązujący paradygmat, może rozwalić najbardziej finansowo opłacalne oszustwo w historii, a mianowicie to, że tzw. naukowa medycyna oparta jest na naukowych podstawach. Ale dlaczego ktoś miałby poszukiwać prawdy o AIDS, jeśli „New York Times” zapewnia go, że głupi i niegodny zaufania Mbeki jest „zagrożeniem dla zdrowia publicznego”? Pamiętajmy, że ideologia jest władzą i jest wielce użyteczna pod względem politycznym, społecznym i finansowym, jeśli ukrywa się pod maską „zdrowia publicznego”. Kto, tak jak Mbeki, kwestionuje władzę „ostatniego słowa” posiadaną przez transnarodowy kartel funkcjonariuszy „zdrowia publicznego”, ten stwarza dla ludzkości szansę uwolnienia się od potworów, które sama stworzyła. Przemysł medyczny, pisze Ellner, zależy od naszej wiary w jego zbankrutowane instytucje. Musimy sobie powiedzieć, że naukowe czasopisma i główne media zdradziły nas, nadużyły naszego zaufania, zobaczmy krew na ich rękach, są one częścią aidsowskiego establishmentu, który jest częścią problemu AIDS, a nie jego rozwiązaniem, sensacyjne nagłówki i jawna cenzura mają tchnąć życie w gnijącą opowieść o AIDS i w inne opowieści, czasopisma naukowe i media działają jako front obrony legendy AIDS, są drukowaną lub elektroniczną prezerwatywą chroniącą oszustwo o HIV.

AIDS jako element public relations, jest w USA tym samym, czym była kiedyś panika „czerwonego niebezpieczeństwa”, której towarzyszyła  rozbudowa aparatu militarnego, rozwój broni masowego rażenia, miliardy dolarów na obronę, na tajne operacje itd.; dziś mamy „wirusowe zagrożenie”, czyli wielomiliardowy biznes Wojny z AIDS, inwestowanie w medycznych ekspertów, w działania instytucji zdrowia publicznego i w chemioterapię (broń masowego rażenia skierowaną przeciwko własnym obywatelom). Społeczną funkcją doktryn AIDS/HIV, tego „Big Lie” jest symplifikowanie spraw i problemów, trywializowanie i bagatelizowanie roli negatywnych socjalnych, ekonomicznych i środowiskowych czynników wpływających na ludzi, nałożenie restrykcji na formy seksualnej ekspresji i dostarczenie naukowego pretekstu dla kontroli ludności. Amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention (CDC) jest instytucją wojskową,  w ostatecznym rozrachunku służącą wzmocnieniu globalnej władzy USA w imię „zdrowia publicznego”. W naszych czasach, uważa Ellner, nauka i technologia stały się Bogiem, a współczesna medycyna jest jego uniwersalną religią. Cała sprawa z AIDS uświadamia nam, że świat przekroczył pewną granicę, że stał się światem, w którym wszystkie żywe organizmy są lub będą zagrożone, bo ich naturalne mechanizmy obronne, ich naturalna odporność ulegną załamaniu. Żyjemy dziś w strukturze władzy „ekspertów”,  desperacko walczących  o utrzymanie swoich upadłych już de facto instytucji, aby móc kontynuować swoje panowanie nad transnarodowym porządkiem społecznym. Sami oddaliśmy „ekspertom” władzę nad naszym życiem, naszym zdrowiem i nad prawdą, cena, jaką przychodzi nam płacić za pozbycie się odpowiedzialności, jest straszliwa, musimy zrobić wszystko, żeby wyzwolić się z psychicznej niewoli, od medycznej i naukowej ideologii, aby zakończyć oparte na nich psychoniewolnictwo i wyzysk.

Opracował Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, nr 40/41,  2004 (wersja nieco poprawiona).

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

BIBLIOGRAFIA

  • Michael Baumgartner, To AIDS Activism – thanks for nothing!, „Continuum”, lipiec-sierpień  1996.
  • Tenże, The Gay Community’s Need for „HIV”, „Continuum”, maj-czerwiec 1996.
  • Tenże, The History and Consequences of the HIV/AIDS – Hypothesis, „Continuum”, czerwiec-lipiec  1995.
  • Tenże, Existence of „hiv” disputed, „Continuum”, lato 1998.
  • Tenże, Human Wasting in so-called HIV Research, „Continuum”, wrzesień-październik  1996.
  • Tenże, Common medical practice as seen in aids, „Continuum”, zima 1998.
  • Tenże, AIDS: A Matter of National Security, „Continuum”, październik 2000.
  • Michael Bellefountaine, AIDS, Africa and the Democratic Party, „Magnus”,  marzec-kwiecień 2000.
  • Huw Christie, False Negative? False alarm, „Continuum”, maj-czerwiec 1996.
  • Tenże, Poppers, „Continuum”, lipiec-sierpień 1996 .
  • Tenże, HIVpositive?It depends where you live. Take a look on the criteria that determine a positive Hiv-test results, „Continuum”, wrzesień-październik 1996.
  • Fred Cline, Anal sex and AIDS. A dissenting view, „Continuum”, listopad-grudzień  1996.
  •  Mark Gabrish Conlan , Controversial Warrior of „The AIDS War”, „Gay and Lesbian Times”, 19.08.1993 (wywiad z Johnem Lauritsenem).
  • Tenże, AIDS: A Second Opinion: a Survey of Alternative and Dissident Views on AIDS, „Zenger’s”, grudzień 1998.
  • Kevin Corbett, Beyond „Self-Help”: Developing a Social Movement to Defeat Medical Orthodoxy and Dismantle „AIDS”, „Continuum”, wiosna 1998.
  • Thomas DiFernando, Dirty Words. The AIDS Fraud in Context [w:] HEAL Comprehensive Information Packet, Nowy Jork 1996.
  • Michael Ellner , Choosing a Doctor in the Age of AIDS?, „Continuum”, jesien 1997.
  • Tenże, Protective Stupidity: Epidemic Hysteria, Mass Hypnosis and Escaping from the AIDS Zone, „Continuum”, zima 1997-1998.
  • Tenże, The Social Function of Self-Deception, „Continuum”, lato  1999.
  • Michael Ellner, Thomas DiFernando, Deconstructing AIDS. The Advanced Iatrogenic Disease Syndrome [w:] HEAL Comprehensive Information Packet, Nowy Jork 1996.
  •  Michael Ellner, Thomas DiFernando, Unmasking HIV. AIDS, Hope and the Psychospiritual Healing Crisis [w:] HEAL Comprehensive Information Packet, Nowy Jork 1996.
  • Neville Hodgkinson, New evidence links gay sex drug to AIDS, „The Sunday Times”, 10.04.1994.
  • Steven D. Keller,  AIDS Science at War with Gay Men, „Magnus”, listopad 1999.
  • John Lauritsen , AIDS Epidemiology and Risk-Reduction Guidelines, Nowy Jork 1990.
  • Tenże , The AIDS War: Lies and Censorship in Coverage of the Epidemic, „New York Native”, 12.08.1991.
  • Tenże, The AIDS War: Propaganda, Profiteering and Genocide from the Medical-Industrial Complex, Provincetown (Mass.) 1993.
  • Tenże, Dissent at the Berlin AIDS Conference, „Rethinking AIDS”, 1993, nr 7.
  • Tenże, Petrushka was poisoned. Did AZT Contribute to Nureyev’s Untimely Death?, „New York Native”, 01.02.1993.
  • Tenże, Poison by Prescription: The AZT Story, Nowy Jork 1990.
  • Tenże, The Poppers-KS Connection, „New York Native”, 13.06.1994.
  • Tenże, FDA Documents Show Fraud in AZT Trials, „New York Native”, 30.03.1992.
  • Tenże, AIDS: A Death Cult, „Gay and Lesbian Humanist”, zima 2003.
  • John Lauritsen , Hank Wilson, Death Rush: Poppers and AIDS, Nowy Jork 1985.
  • John Lauritsen, Ian Young (ed.), The AIDS Cult: Essays on the Gay Health Crisis, Provincetown (Mass.) 1997, [tutaj:] Casper Schmidt, The Group-Fantasy Origins of AIDS, John Lauritsen, Psychological and Toxicological Causes of AIDS, George Hazlehurst, AIDS as Information Disease, Casper Schmidt, The Psychohistorical Origins of AIDS, Michael Ellner, Andrew Cort, Programmed to Die: Cultural Hypnosis & AIDS, Cass Mann, Deadly Counsels: The Necrophiliacs of „AIDS”, John Lauritsen, HIV Voodoo from Burroughs – Wellcome, Michael Callen, Long Term Survival, Ian Young, Thinking Positive: The AIDS Cult and Its Seroconverts.
  • Cass Mann, Poppers: High Time to Think Again?, „Continuum”, wrzesień-październik 1995.
  • Lloyd de Mause Reagan’s America, Nowy Jork 1984.
  • Shawn O’Hearn , Death is not a „Side Effect”, „Magnus”, grudzień 1999.
  • Charles L. Ortleb, Gallo’s Epidemic of Lies, „New York Native”, 06.06.1992.
  • Tenże, Iron Peter: A Year in the Mythopoetic Life of New Jork City, Nowy Jork 1998.
  • David Pasquarelli , Stop Funding AIDS Fear, „Magnus”, marzec-kwiecień 2000.
  • Tenże, The Modern Anti-Gay Pogrom, „Magnus”, listopad 1999.
  • Tenże, The AIDS Joke, „Magnus”, styczeń 2000.
  • Alex Russell, „HIV” Witchboys: Confession, Possession, Obsession, „Continuum”, jesień 1997.
  • Tenże, Outlaw „HIV” Testing: Refuse and Resist!, „Death Camp”,  styczeń 1998, nr 19.
  • Tenże „HIV Belief” as a Totalitarian Movement, „Death Camp”, marzec-kwiecień 1996, nr 10.
  • Tenże, „HIV” Junt’’s Man-Made Mass Death, „Death Camp”, maj 1998, nr 20.
  • Tenże, AIDS-related Kitsch, „Continuum”, maj-czerwiec 1996.
  • Tenże, The HIV Haute Couture Habitus, „Continuum”, wiosna 1998.
  • Tenże, Communicable disease, „Continuum”, czerwiec-lipiec  1997.
  • Tenże, HIV Does Not Exist, „Positive Nation”, grudzień 1997-styczeń 1998.
  • Tenże, Activating an Alternative anti-aids Archive, „Continuum”, lato 1999.
  • Tenże The Political Taxonomy of „HIV”: Selling a Signifier Without a Signified, „Continuum”, zima 1998-1999.
  • Tenże, „HIV” Hegemony: Paradigm Protectionism and the Politics of Peer Review, „Death Camp”, styczeń 1999, nr 22.
  • Tenże, Putting Pressure on the „HIV” Paradigm Protector Publications, „Death Camp”, kwiecień 1999, nr 23.
  • Tenże, The „HIV Homofascist” Identity, „Magnus”, marzec-kwiecień  2000.
  • Tenże, Straight to the point: where is the UK heterosexual „AIDS” Epidemic?, „Outcast Magazine”, czerwiec  2001.
  • Casper Schmidt, The Group-Fantasy Origins of AIDS, “Journal of Psychohistory”, lato 1984.
  • Michael Verney-Elliott, AIDS: Designer Science, Virtual Virology and Dodgy Crystal Balls, „Continuum”, styczeń-luty 1996.
  • Tenże, AIDS – What A Phoney War, „Continuum”, wiosna 1998.
  • Tenże, Deconstructing the „Immune System”, „Continuum”, lato 1999.
  • Ian Young , AIDS Dissidents: An Annotated Bibliography, Lanham (Maryland) 1993.
  • Tenże , Challenging the Mainstream Consensus: AIDS Dissidents [w:] Raymond A. Smith (ed.): Encyclopedia of AIDS: A Social, Political, Cultural and Scientific Record of the HIV Epidemic, Chicago 1998.
  • Tenże, Cocktails for One: AIDS Treatment as a Social Sacrament, „The HIV Realist”, grudzień 1998.
  • Tenże, Testing, Testing: A Look at Our Most Popular Ritual, „Icon” (Toronto), marzec 1997.
  • Tenże, The Poppers Story: The Rise and Fall of „the Gay Drug”, „Steam”, zima 1994.
  • Tenże, Rock Hudson and Mr. Hyde: A Gay Psychodrama, „Honcho”, październik  1992.
  • Tenże, Prescription for Suicide: Gays, AZT and Mind Control, „New York Native”, 12.09.1988.
  • Tenże, The Stonewall Experiment: A Gay Psychohistory, Londyn-Nowy Jork 1995.
  • Tenże, A Supplement to the Annotated Bibliography (1993-2000), Toronto 2000.

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBilans zysków i strat programu szczepień cz. I – NOP
Następny artykułFrancuska myśl geopolityczna wobec Niemiec
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/