Wyborca kłamie

0

Aż kilka razy musiałem minąć kolejką podmiejską ów napis na murze, widniejący na rogatkach stacji Gdańsk Główny, by się przekonać, że błędnie go rozszyfrowałem. Nie przedstawia on bowiem hasła wyborca kłamie”, jak mi się to początkowo wydawało, lecz oczywiście banalne hasło stworzone na użytek wyświechtanej antymichnikowszczyzny – „Wyborcza kłamie”. W międzyczasie, będąc pod wpływem tego błędnego rozszyfrowania – dorobiłem już sobie ideologię do hasła ze słowem „wyborca”. Oto wydawało mi się, że po raz pierwszy znalazła się w Polsce siła polityczna, która prostym lapidarnym, a przy tym przewrotnym sformułowaniem trafia w samo sedno. „Wyborca kłamie” to byłoby coś. Nie politycy, nie księża, nie dziennikarze, ale sam wyborca….

Hasło to demaskowałoby w sposób najbardziej bezpośredni fikcje demokratycznej polityki. Nie chodzi tu tylko o jej niewydolność, o fakt, że ludzie głosują na tych co więcej im obiecają, co wiedzie do rozdęcia systemu i rozbudza bieżącą konsumpcję. Z kolei trudne i wymagające reformy, jak choćby reforma ubezpieczeń społecznych, odkładane są w nieskończoność. „Nie ma większej ohydy niż tłuszcza” – jak mawiał Cyceron. Proces demokratyczny produkuje przecież polityków, świętych Mikołajów, którzy obiecują coś, czego nie są w stanie dotrzymać. Robią to wyłącznie po to, by zostać ponownie wybranymi. Na swoich wysokich stanowiskach wydają ponad miarę i pożyczają ponad miarę, nie zastanawiając się nawet, kto kiedy i z czego odda. Potem przychodzi rozczarowanie, jak choćby to mające miejsce w Grecji, skądinąd kolebce demokracji.

Chodzi tu jednak o coś więcej. Hasło „wyborca kłamie” ni mniej ni więcej dowodzi, że obywatele sami dla siebie generują kłamstwo, w które chcą uwierzyć, bądź w które udają, że wierzą. Przecież, jeżeli demokratyczny polityk musi okłamywać społeczeństwo bo inaczej nie wygrałby wyborów, to w przypadku jego demokratycznej legitymacji, możemy powiedzieć, że to wyborca okłamuje samego siebie. Żyje na koszt przyszłych pokoleń łudząc się, że ktoś kiedyś opłaci jego rachunki. Nie chce przyjąć do wiadomości, że jedynym źródłem dobrobytu jest ciężka praca, a nie pomoc udzielona z budżetu państwa.

W sukurs współczesnej demokracji przychodzą wynalazki współczesnej techniki, które umożliwiają taką cieplarnianą, pozbawioną refleksji egzystencję. W przeszłości człowiek pochłonięty był ciężką pracą w trudzie i znoju, która posiadała wręcz charakter katarktyczny. Współczesny człowiek żyjąc w przeświadczeniu, że historia się skończyła wyzbywa się swoich naturalnych instynktów, pragnąc jedynie sytości, opieki i bezpieczeństwa.

Obywatel przeczuwa jednak jaka jest prawda. On jedynie udaje, że wierzy politykom, którzy zapewniają, że potrafią go uchronić przed widmem kryzysu gospodarczego, ale mimo to woli produkować sam dla siebie złudzenie i w nim żyć. To rodzaj lenistwa umysłowego. Na takiej pobłażliwości względem samych siebie ufundowane zostały takie przymioty współczesnej kultury jak hedonizm, konsumpcjonizm – generalnie wszystko co sprzyja leisure society próżnowaniu, a umożliwione zostało dzięki wynalazkowi karty kredytowej i innych instrumentów umożliwiających życie na koszt przyszłych pokoleń: deficyt budżetowy, dług publiczny itd. Wiemy, że nie zasłużyliśmy sobie na coś własną pracą, ale próbujemy to ukryć i sięgamy ręce nie do swojej kieszeni, licząc, że inni tego nie zauważą. Twierdzimy, że nam się należy. Sąd ten jest przecież kłamstwem, gdyż wiemy, że się nie należy. Czynimy to oczywiście za pośrednictwem polityków, którzy kłamią dla nas, bo wybieramy tylko takich którzy kłamią. Inni są dla nas zbyt trudni, zbyt wymagający. Sami tworzymy te monstra. Taki polityk to lustro naszego oblicza.

Można na problem spojrzeć filozoficznie. Wielu współczesnych myślicieli stoi na stanowisku, iż emancypacja człowieka, która dokonuje się w kulturze europejskiej mniej więcej od dwóch stuleci wiedzie do powiększenia zakresu jego zniewolenia i opresji. Pokazuje to zresztą zależność pomiędzy zachodnią demokracją a rozwojem państwa opiekuńczego opartego na wysokim fiskalizmie. Jak słusznie stwierdza Zygmunt Bauman w pracy Etyka ponowoczesna – największych niegodziwości jest w stanie uczynić ten rodzaj władzy, który jest przeświadczony, iż działa wyłącznie z upoważnienia człowieka i dla jego dobra. Autor miał na myśli wytworzenie się tego rodzaju systemu legislacyjnego, który znajduje swoją legitymację w filozofii Immanuela Kanta. Podobnie wedle Michaela Foucaulta to my sami jesteśmy dla siebie źródłem władzy i hegemoni, która jest wszechobecna i nas otacza.

Kłamstwo jest naturą demokracji. W systemie tym musimy się nauczyć okłamywać samych siebie, wytwarzać owo złudzenie, że polityk to ktoś spoza nas samych. Tym samym maksyma „wyborca kłamie” jest niebezpieczna dla powyższego rozumowania i zabójcza dla demokracji. Naraz stawia nas ona przed Złem, które obwiniamy o nasze nieszczęścia. Niestety, po bliższym przyjrzeniu się obliczu tego Zła okazuje się, że patrzymy w lustro i widzimy samych siebie.

Michał Graban

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNiemcy w kleszczach unii walutowej (część 2)
Następny artykułEnteogeny, enteogeny
Autor książki pt. Gdynia wobec przeobrażeń cywilizacyjnych XX i XXI wieku. Ewolucja czynników rozwoju miasta, Wyd. WSKS w Gdyni, Gdynia 2012.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ