Interwencja w Mali – co tak naprawdę chce osiągnąć Francja?

0

Francja nie ma w Mali szczególnych interesów ekonomicznych, ale sąsiednie kraje – jak choćby Niger z jego zasobami uranu eksploatowanymi przez francuski koncern z branży energetyki jądrowej, Grupę Areva – mają dla niej strategiczne znaczenie. Stabilizacja w Mali pozwoliłaby ograniczyć niepokoje w całym regionie. Poprzez interwencję militarną François Hollande ma nadzieję na utrzymanie uwarunkowanej historycznie silnej pozycji Francji w Afryce, której zagrażają rosnące apetyty energetycznego Chin i Stanów Zjednoczonych. 

„Francja nie broni niczyich interesów ekonomicznych w Mali, Francja broni pokoju” – w przemówieniach François Holland odrzuca głosy krytyki wywołane zbrojną interwencją, która rozpoczęła się 11 stycznia 2013 r. Oficjalnie Francja ma trzy cele: zwalczać terroryzm, pomóc Mali odzyskać jedność terytorialną i chronić mieszkających tam obywateli francuskich.

I tak jest w istocie. Francja wkroczyła do Mali na prośbę prezydenta Dioncounda Traore potrzebującego pomocy w odparciu ofensywy rebeliantów z północy, którzy zdobyli miasto Konna i poważnie zagrażali Mopti (100 000 mieszkańców). Przy wsparciu Francji armia malijska odbiła Konnę już pierwszego dnia operacji. „Sytuacja w Mali jest poważna i pogarsza się w błyskawicznym tempie. Czas potrzebny organizacjom międzynarodowym na podjęcie odpowiednich decyzji został wykorzystany przez grupy terrorystyczne do przeprowadzenia ataku z zamiarem zdestabilizowania Mali. Trzeba było reagować natychmiast”, mówił Jean-Yves le Drian, minister obrony Francji. W podobnym tonie wypowiadał się premier Jean-Marc Ayrault, który określił cel misji jako „powstrzymanie terrorystów zagrażających nie tylko krajom afrykańskim, ale również Francji i Europie.”

Argument dotyczący walki z terroryzmem nie jest bezpodstawny. Już w grudniu 2012 r. Abdellah Chenikiti lider malijskich terrorystów, powiązanych z Al Kaidą z krajów Maghrebu (AQIM), groził, że w razie interwencji Francja będzie „kopać groby dla swoich obywateli i wysyłać swoje dzieci do piekła”. Groźby przerodziły się w czyny – 10 marca francuski zakładnik Philippe Verdon, porwany przez AQIM w listopadzie 2011 r. na północy Mali, został zabity. W środę 20 marca terroryści ogłosili powód egzekucji: „zabiliśmy go w odpowiedzi na interwencję Francji na północy kraju”.

Dziś prawie całe terytorium Mali znajduje się znów pod kontrolą rządu i Francja ma stopniowo, począwszy od końca kwietnia, wycofywać wojska. ONZ liczy na „stałą obecność” sił międzynarodowych w ramach „misji stabilizacyjnej” w Mali, która ma rozpocząć się w lipcu i zastąpić Międzynarodową Afrykańską Misję Wsparcia dla Mali oraz większość wojsk francuskich.

Mali mało interesujące ekonomicznie

Pomimo poważnego zagrożenia terrorystycznego w Mali i w całym regionie Sahelu trudno uwierzyć, aby jedynym celem wysłania francuskich żołnierzy do Afryki było uwolnienie zakładników i powstrzymanie ewentualnych zamachów. Tym bardziej, że interwencje zbrojne przynoszą zazwyczaj skutek odwrotny od zamierzonego.

Dlaczego więc Francja zdecydowała się wkroczyć do Mali? Ze względu na korzyści gospodarcze? Patrząc na niedawne interwencje międzynarodowe w Iraku i Libii, można by się pokusić o stwierdzenie, że tak. Ale jakich interesów ekonomicznych mogłaby bronić Francja w Mali? To przecież jeden z 25 najbiedniejszych krajów na świecie, gdzie 80% populacji pracuje w rolnictwie, a głównym towarem eksportowym jest bawełna. Wszelkie próby zachęcenia turystów do odwiedzania mauzoleów w Timbuktu i Kraju Dogonów zostały zniweczone przez walki zbrojne.

W Mali znajdują się zasoby złota, którego wydobycie generuje 15% PKB kraju. Kraj ten jest trzecim producentem złota w Afryce po RPA i Ghanie. Posiada również złoża rud żelaza, boksytu, fosforanów i marmuru. Jednak przemysł górniczy w Mali nie może się równać z potencjałem np. Republiki Kongo czy RPA.

Pozostaje ropa naftowa. Złoża tego cennego surowca odkryto na północy kraju, w części zajętej przez islamistów. Czarne złoto znajduje się w regionie Taoudenni, krainie leżącej na granicy Mauretanii, Algierii i Mali, jednak dotychczas nie udało się do tych pokładów dowiercić. Nie ma więc mowy o sytuacji libijskiej, gdzie stawką były największe zapasy ropy naftowej w Afryce.

Co zatem powodowało Francją? Mali nie jest dla kraju znad Sekwany ważnym partnerem handlowym. Według najnowszych danych francuskiego MSZ (z 2010 r.) Mali znajduje się na 87. pozycji, jeśli chodzi o Francuski eksport i zaledwie na 165., jeśli chodzi o import . Towary importowane z Mali to głównie złoto, bawełna i bydło – jednak wartość rocznego importu nie przekracza 10 milionów euro, co stanowi zaledwie 0,002% całego importu Francji, która wprawdzie była w 2010 r. czwartym najważniejszym dostawcą Mali (po Senegalu, Wybrzeżu Kości Słoniowej i Chinach), sprzedając towary za łączną sumę 280 milionów euro, ale stanowi to zaledwie 0,065% całego eksportu Francji.

Francuzi nie mają też wielu związków z Mali – w kraju znajduje się około 50 oddziałów firm kapitału francuskiego, głównie w Bamako. Łącznie zatrudniają one około 2000 osób. 65% z nich działa w usługach, 15% w przemyśle a 20% w handlu. Francja jest dopiero 111. inwestorem w Mali. W sumie mieszka tam niecałe 5000 Francuzów, podczas gdy we Francji mieszka 80 000 Malijczyków.

Niger, król strategicznego dla Francji uranu

Francja nie broni więc ważnych interesów ekonomicznych w samym Mali. Jednakże destabilizacja Sahelu odbiłaby się negatywnie na innych krajach regionu. Patrząc z tej perspektywy, stawka jest wysoka, bowiem  sąsiadujący z Mali Niger jest źródłem 1/3 dostaw uranu do francuskich elektrowni jądrowych.

Największe na świecie przedsiębiorstwo energetyki atomowej, francuska Grupa Areva, ma dwie kopalnie na terenie Nigru: w Arlit i w Akokan. Trzecia kopalnia budowana jest w Imouraren. Do 2020 r. kopalnia ma wydobywać 5000 ton urobku rocznie i stać się największą kopalnią uranu w Afryce. Niger, który w ten sposób stanie się drugim największym producentem uranu na świecie, dostarczałby połowę paliwa do francuskich elektrowni atomowych. Paryż nie może więc dopuścić do tego, żeby malijski konflikt rozszerzył na sąsiednie kraje i zagroził produkcji tego cennego surowca. Nigrowi również zależy na utrzymaniu równowagi – handel uranem przynosi rocznie 140 milionów dolarów, co stanowi 30% eksportu kraju.

Niger to kraj, który podobnie jak Mali, był areną walk z Tuaregami, a ich ewentualny powrót z Libii mógłby zagrozić równowadze politycznej w państwie. Jak na razie, niedobitki partyzantów zaangażowane są w walki u sąsiada, ale Niger nie próżnuje i prowadzi politykę integracji. Na przykład premierem Nigru jest Tuareg – Brigi Rafini. Jeżeli jednak Bamako wpadłoby w ręce islamistów, to ogień rewolucji mógłby się szybko rozprzestrzenić.

Po ostatnim porwaniu zakładników w pobliżu In Amenas w Algierii – 37 z 800 porwanych zostało zabitych w dniach 16-19 stycznia 2013 r., czyli dokładnie wtedy, kiedy Francja postanowiła zabezpieczyć swoje kopalnie w Nigrze. Pomimo wysokiego ryzyka porwań – czterech z pięciu pracowników firm Areva i Vinci porwanych 16 września 2010 r. w Arlit jest wciąż przetrzymywanych w regionie Sahelu przez AQIM – firmy francuskie nie zamierzają się wycofać. Nowa kopalnia w Imouraren przyciągnie więcej Francuzów, których liczba może wzrosnąć do 300. Prezydent Nigru, Mahamadou Issoufou zgodził się w związku z tym na obecność francuskich wojsk na swoim terytorium.

W najgorszym wypadku gdyby Francja straciła kopalnie w Nigrze, będzie mogła poszukać nowych źródeł w Kanadzie czy w Kazachstanie, lecz wtedy ceny surowca gwałtownie wzrosną – i bez tego,  między 2005 a 2012 r. cena surowców wydobywanych w Nigrze wzrosła już trzykrotnie. Znajdujące się zaledwie kilkaset kilometrów od granicy z Mali kopalnie uranu Arevy mają więc dla Francji strategiczne znaczenie.

Polityka z czasów de Gaulle’a

Stabilizacja Afryki celem pozyskania jej zasobów naturalnych i ich niezakłóconej eksploatacji to doktryna wprowadzona przez generała Charles’a de Gaulle’a pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. Każdy kolejny prezydent francuski uważał, że gwarancją mocarstwowości Francji jest jej niezależność energetyczna. Od początku lat 60. Francuzi instalowali nowych dyktatorów w Afryce, którzy w zamian za poparcie pozwalali francuskim przedsiębiorstwom eksploatować złoża surowców. Mechanizm ten został z czasem nazwany terminem „Françafrique” określającym zbieżność interesów politycznych i gospodarczych Francji w Afryce.

„Projekty energetyczne wybiegają wiele lat wprzód. Decyzja o eksploatacji złóż ropy naftowej zapada na 10 lat przed rozpoczęciem odwiertów. Konieczne są zatem gwarancje stabilności w krajach, w których prowadzimy interesy”, wyznał Loïk Le Floch-Prigent, dyrektor generalny Elf w latach 1989 – 1993, w filmie dokumentalnym pt. Françafrique Patricka Benqueta z 2010 r. „Stabilizacja konieczna jest zwłaszcza na poziomie politycznym.”

Stabilność polityczna Sahelu nie jest więc kwestią utrzymywania porządku w imię wielkiej idei światowej demokracji. Przede wszystkim chodzi o zachowanie równowagi niezbędnej do sprawnego funkcjonowania francuskiego przemysłu energetycznego.

Lobby nuklearne w działaniu

Energetyka nuklearna ma we Francji szczególne znaczenie. Zapoczątkowana przez generała de Gaulle’a, i uznana za główne źródło energii przez prezydenta Georges’a Pompidou, energetyka jądrowa jest akceptowana od co najmniej 30 lat przez wszystkie ugrupowania polityczne z wyjątkiem Zielonych. Choć wizje poszczególnych aktorów sceny politycznej co do przyszłości sektora jądrowego różnią się, zgodnie wysuwa się trzy zasadnicze powody, dla których Francja powinna pozostać przy energii jądrowej: niezależność energetyczna, stosunkowo niewielkie koszty oraz brak emisji gazów cieplarnianych.

Innym elementem, który należy wziąć pod uwagę, jest znaczenie gospodarcze energetyki nuklearnej we Francji. Elektrownie jądrowe zapewniają Francji 78% elektryczności (dla porównania, w Japonii odsetek ten wynosi 25% a w USA – 20%). Na stronie internetowej francuskiej Komisji Energii Nuklearnej (CEA) czytamy: „Dzięki 58 reaktorom jądrowym, Francja cieszy się niezależnością energetyczną na poziomie 50%, co gwarantuje dużą stabilność dostaw prądu”. Elektrownie jądrowe dają pracę około 200 000 osób, od pracowników zakładów energetycznych, producentów pieców i turbin po kontrolerów i konserwatorów. Francuskie przedsiębiorstwa energii atomowej zaliczają się do największych w tej branży na świecie. Dla przykładu, Areva jest światowym potentatem o obrotach rzędu 8,9 miliarda euro (2011).

Według informacji zdobytych przez dziennikarzy Le Nouvel Observateur” i Le Monde lobby nuklearne jest jednym z najbardziej wpływowych w kraju i to zarówno po lewej, jak i po prawej stronie parlamentu. Według źródeł organizacji przeciwnych propagowaniu energii nuklearnej liderami tego lobby są  Electricité de France (EDF) oraz związek zawodowy Confédération générale du travail (CGT). Pozostali członkowie to na przykład Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA), francuska Komisja Energii Atomowej (CEA) oraz grupa Areva i jej spółki-córki: Areva NC – specjalizująca się w dostawach i zarządzaniu paliwem i Areva NP, spółka budowlana realizująca projekty nowych elektrowni. Greenpeace twierdzi, że to właśnie lobby nuklearne steruje polityką energetyczną rządu Francji.

Trudno dziś jeszcze powiedzieć, na ile nacisk lobby nuklearnego przyczynił się do podjęcia przez prezydenta Hollande’a decyzji o interwencji w Mali. Bez wątpienia jednak francuska akcja wojskowa pozwoli ustabilizować sytuację w regionie i zabezpieczyć kopalnie Arevy w Nigrze.

Wzmocnienie pozycji Francji w Afryce

Interwencja w Mali jest również sposobem na wzmocnienie pozycji Francji w regionie, w którym coraz większą rolę zaczęły odgrywać Chiny, Kanada, a także kraje Zatoki Perskiej. Według informacji podanych przez francuski dziennik Marianne o wspieranie terrorystów z północy Mali podejrzewany jest Katar

Również i Chiny nie kryją swojego apetytu na wpływy w Afryce. Wymiana handlowa między Państwem Środka a Afryką intensyfikuje się w błyskawicznym tempie  –  w 2009 roku Chiny stały się głównym partnerem handlowym Afryki. Pekin ogłosił, że zamierza do końca 2015 r. zainwestować na Czarnym Lądzie równowartość 20 miliardów dolarów (16,3 miliarda euro) w formie pożyczek.

W niektórych sektorach gospodarki Chiny okazały się partnerem wprost niezastąpionym. W zamian za pożyczki na realizację projektów Pekin podpisuje lukratywne kontrakty na dostawy surowców, które są obopólnie korzystne dla zainteresowanych stron. Większość chińskich inwestycji w Afryce związana jest z zasobami naturalnymi kontynentu. Chiny obecne są już w Sudanie, Angoli i Nigerii (ropa naftowa), w RPA (węgiel i platyna) oraz w Kongo i Zambii (miedź i kobalt).

Chińska „gorączka złota” idzie w parze z utratą przez dawne mocarstwa kolonialne wpływów w tej części świata. Niektórzy specjaliści podkreślają, że w interesie tych państw leży wyolbrzymianie zagrożenia stwarzanego przez terrorystów, aby uzasadnić swoją obecność militarną w regionie, tak jak miało to miejsce w Iraku, kiedy administracja Busha twierdziła, że Saddam Hussein posiada broń masowego rażenia. Mehdi Taje, geopolityk i specjalista do spraw Afryki z Instytutu Badań Strategicznych Akademii Wojskowej w Paryżu, uważa, że „zagrożenie terroryzmem jest wyolbrzymiane, a co za tym idzie – podsycane. Interwencja militarna pozwala agresorowi na przejęcie kontroli nad zasobami, a także ustanowienie przyczółka ekonomicznego i militarnego na strategicznej linii łączącej Ocean Atlantycki z Morzem Czerwonym.” Możemy być pewni, że te działania to dopiero początek. Interwencja w Mali pozwoli Francji wzmocnić swoją pozycję na kontynencie afrykańskim, który Paryż uważa za swoją uprzywilejowaną strefę wpływów.

Rola Stanów Zjednoczonych

W kontekście walki o surowce naturalne Francja nie może za bardzo liczyć na pomoc innych zachodnich mocarstw. Stany Zjednoczone są tego doskonałym przykładem. Po zakończeniu Zimnej Wojny, USA rozpoczęły w latach 90.  intensywną kampanię w Afryce nie mogąc dłużej ignorować tak dużego i bogatego regionu świata. Żądne bogactw naturalnych Afryki USA próbują zniwelować rosnące tam wpływy Chin.

W 2007 r. USA powołało dowództwo armii amerykańskiej Africom, którego zadaniem była walka z terroryzmem w Afryce. Powodem tego działania była niepewna sytuacja w Sudanie, pojawienie się radykalnych ugrupowań islamskich w Nigerii i Somalii oraz wzrost wpływów Al Kaidy w regionie Sahary i Sahelu. USA kusiły również kraje afrykańskie hojnymi zapomogami gospodarczymi dystrybuowanymi w ramach African Growth and Opportunity Act z 2000 r. oraz akcjami humanitarnymi szeroko promowanymi w mediach. Trudności gospodarcze oraz przedłużające się konflikty w Iraku i w Afganistanie zmusiły jednak Amerykanów do ograniczenia swoich ambicji.

W przypadku Mali USA zareagowały początkowo z dużą rezerwą. Pomimo słów poparcia dla ogólnych celów militarnych Francji Waszyngton odmówił udzielenia pomocy logistycznej i technicznej, o którą prosił Paryż. Sekretarz obrony, Chuck Hagel, wyjaśniał, że AQIM nie stanowi „bezpośredniego zagrożenia dla terytorium Stanów Zjednoczonych”. Tylko była sekretarz stanu, Hillary Clinton jako jedyna powiedziała, że „Nie możemy dopuścić, żeby Mali stało się nowym azylem dla terrorystów.”

USA są ostrożne z powodu swoich własnych porażek w regionie, w którym zainwestowały już 370 milionów euro w walkę z islamistami z Sahelu i Sahary. Trudno więc oczekiwać, że mocarstwo poświęci się porządkowaniu Afryki, kiedy większym zagrożeniem wydają się być terroryści z Afganistanu, Pakistanu, Jemenu czy Somalii. Ostatecznie Amerykanie pomogli Francuzom w misjach zwiadowczych, udostępniając swoje bezzałogowe pojazdy latające.

Misją Francji w Mali jest zatem ochrona swoich interesów ekonomicznych i wzmacnianie pozycji w Afryce coraz bardziej zdominowanej przez Chiny i USA.

Benjamin Hutter

Zdjęcie wpisu – magazyn The World, tłumaczenie z j. francuskiego – j.k.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułO polityce i rzeczach pokrewnych (część 2)
Następny artykułNiemcy w kleszczach unii walutowej (część 4)
Francuski dziennikarz, z wykształcenia historyk zajmujący się historią współczesną. W przeszłości pracował jako dziennikarz śledczy w licznych mediach regionalnych. Obecnie mieszka w Moskwie, pisze dla Ria Novosti, Le Figaro (Francja) i Le Soir (Belgia). Specjalizuje się w polityce i geopolityce francuskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here