Niewypowiedziana wojna Stanów Zjednoczonych przeciwko Iranowi

0

Iran to dzisiaj najgorętszy temat światowej polityki, geopolityczny obszar łączący Europę, Afrykę i Azję, skupiający w sobie najbogatsze  zasoby najtańszej ropy i gazu na świecie, kontrowersyjną politykę nuklearną i napięcia regionalne o najwyższym poziomie zagrożeń. To także obiekt największej w historii wojny handlowej i energetycznej, prowadzonej przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników.

*****

Rozgrywająca się na naszych oczach wojna handlowa z Iranem (z coraz intensywniejszymi nawoływaniami do ataku militarnego) pokazuje w jaki sposób embargo naftowe, wraz z innymi narzędziami nacisku, jest stosowane przez odbiorców ropy. Odwrotnie niż w 1973 roku – wtedy embargo OPEC stało się wzorcem zastosowania broni naftowej – dzisiejsze sankcje wobec Iranu to przykład siły rażenia jaką dysponują największe gospodarki świata wobec jednego z ważniejszych producentów ropy naftowej. Obejmują one cały irański przemysł jądrowy, także technologie związane z rakietami i środkami przenoszenia głowic jądrowych, co jest  oczywiste w świetle zarzutów stawianych Iranowi; ale to nie wszystko – w imię nierozprzestrzeniania broni jądrowej sankcje zostały rozszerzone na wiele innych strategicznych dla Iranu dziedzin gospodarki – przede wszystkim na handel ropą naftową.

Perska potęga energetyczna

Pierwsze skrzypce w tej wojnie bez armat gra energia, tak węglowodory, jak i technologia nuklearna. Stawką są ogromne irańskie zasoby ropy i gazu ziemnego, największe złoża  w rejonie Zatoki Perskiej i tylko  o włos ustępujące – licząc łączne rezerwy ropy naftowej i gazu ziemnego –  rosyjskim.  Mimo że Wenezuela, Arabia Saudyjska i Kanada posiadają większe zasoby ropy, a Rosja gazu ziemnego, to, biorąc pod uwagę zasoby obu tych surowców, właśnie Iran jest drugim na świecie państwem dysponującym takim energetycznym bogactwem. Jego potencjał rozwojowy (ponad 85% pól gazowych nie jest zagospodarowanych), a przede wszystkim niezwykła łatwość dostępu do złóż i tanie koszty wydobycia – czyni z tego kraju łakomy kąsek . Już dzisiaj to 5. eksporter (drugi w OPEC po Arabii Saudyjskiej) i 4. producent (po Rosji, Arabii Saudyjskiej, USA) ropy na świecie.

Węglowodory to niezwykle ważny, strategiczny punkt irańskiej gospodarki. Dochody z ropy naftowej są najcenniejszym źródłem twardej waluty  – eksport ropy to 90% eksportu i 70% wpływów budżetu. Także gaz ziemny (choć w znacznie mniejszym wymiarze – jedynie 4% eksportu energii)  – przynosi Iranowi 320 milionów dolarów miesięcznie.

Iran jest jedynym krajem Środkowego Wschodu, który posiada elektrownię jądrową – stał się regionalnym liderem w przełamywaniu nuklearnego monopolu Zachodu. Jej powstanie to najdłuższy projekt w historii energetyki jądrowej.  Rozpoczął się 39 lat temu, gdy Iran, pod rządami cesarza Rezy Pahlawiego, jeszcze jako strategiczny sojusznik USA, rozpoczął rozwój sektora nuklearnego. Plany  przewidywały budowę 20 bloków jądrowych i cieszyły się pełnym poparciem USA, Francji i Niemiec, które to państwa podpisały wielomiliardowe kontrakty na budowę irańskich elektrowni jądrowych. Niemcy i Francuzi zaczęli budowę w Bushehr w 1974 r. i do rewolucji islamskiej ukończono 85% projektu. Sojusz był tak mocny, że szef amerykańskiego sztabu zaproponował umieszczenie na terenie Iranu amerykańskiej broni jądrowej, do czego jednak nie doszło.  Prace zastopowała wojna z Irakiem, a w 1988 r. Siemens pod naciskiem USA wycofał się z budowy. W 1991 r. Iran porozumiał się z Rosją i Atomstroyexport rozpoczął całkowitą przebudowę dotychczasowych instalacji. 3 września 2011 pierwszy blok uzyskał pełną moc tysiąca megawatów. Drugi blok WWER 1000/446 jest w budowie.

Mimo iż irański program jądrowy, budowa i praca elektrowni w Bushehr, a także wzbogacanie uranu, są pod kontrolą Międzynarodowej Agencji Energii Jądrowej (IAEA), jej inspektorów i kamer przemysłowych, nie uśmierza to ciągnących się latami wątpliwości państw Zachodu w sprawie proliferacji (rozprzestrzenienia) broni jądrowej.

Nuklearne zagrożenie czy pretekst?

Iran, jak każde państwo, ma prawo do „rozwoju badań, produkcji i użytkowania energii jądrowej do celów pokojowych”, jeżeli działa w zgodzie z pierwszym i drugim artykułem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (Nuclear Non-Proliferation Treaty – NPT), czyli „nie produkuje ani nie nabywa broni jądrowej, nie stara się wejść w jej posiadanie ani nie udziela pomocy innym krajom w jej produkcji”. Przytoczony artykuł czwarty podkreśla wręcz, że „żadne zapisy NPT nie mogą być interpretowane na niekorzyść takiego państwa”. W Układzie nie ma zapisanego zakazu wzbogacania materiałów jądrowych. Iran podpisał Układ NPT i przyjął warunki narzucone przez członków Klubu Nuklearnego – posiadaczy broni jądrowej – chcących zapobiec jej rozprzestrzenieniu.

IAEA nadzoruje te reguły i jej raport z listopada 2003 r. zawierał zastrzeżenia wobec  niezgłoszenia pewnych, ciągnących się od lat 80-tych, „podejrzanych” działań, do czego  sygnatariusz NPT jest zobowiązany. Raport stwierdzał co prawda jednoznacznie, że „nie ma żadnych dowodów, że niezgłoszone materiały i działania… były związane z programem broni jądrowej”, jednak Agencja wyraziła wątpliwości, twierdząc, że „nie jest w stanie zweryfikować pokojowej natury irańskiego programu jądrowego”.

Negocjacje wzięły w swoje ręce państwa europejskie (Francja, Niemcy i W. Brytania) obawiając się, że jeśli USA podejmą się ich prowadzenia, powtórzy się świeżo zastosowany iracki model rozwiązywania tego typu problemów. Kluczowym momentem było spotkanie wiosną 2005 r. w Paryżu, w pałacu Quai d’Orsay – siedzibie francuskiego MSZ. Brytyjscy, francuscy i niemieccy negocjatorzy usłyszeli ofertę pełnej współpracy Iranu z Zachodem, czyli „obiektywne gwarancje” pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Iran nie chciał zrezygnować ze wzbogacania uranu, jednak gwarantował pozostanie członkiem NPT oraz pełne poddanie się kontroli inspektorów Agencji (łącznie z ich stałą obecnością we wszystkich punktach procesu wzbogacania). Nakładał na siebie dobrowolne ograniczenia ilości wzbogacanego materiału jądrowego, a jego religijni przywódcy mieli nałożyć klątwę na broń atomową. Jednak europejscy negocjatorzy wiedzieli (jak dzisiaj wspominają), że „nie było najmniejszej szansy, by prezydent Bush, jego republikańscy doradcy oraz izraelscy sojusznicy zgodzili się na takie rozwiązania. Europejczycy nie mogli rzucić im wyzwania, nie ryzykując potężnego konfliktu transatlantyckiego”. Postawiony warunek był upokarzający dla Irańczyków- natychmiastowa rezygnacja ze wzbogacania uranu. Upokarzająca, gdyż Iran byłby jedynym państwem NPT, w którym  obowiązywałby taki zakaz. Jak powiedział szef brytyjskiej delegacji sir John Sawers: „Amerykanie nigdy nie będą tolerować działania nawet jednej centryfugi w Iranie”.

Ostatnią znaczącą kartą rzuconą w tych negocjacjach była oferta prezydenta Ahmadineżada,  który 17 września 2005 r. na posiedzeniu Narodów Zjednoczonych zaproponował, by irański program wzbogacania uranu był prowadzony przez międzynarodowe konsorcjum, w którym udział miałyby inne państwa. Oferta ta została bez dyskusji odrzucona. Od tego momentu stało się oczywiste, że nie chodzi tu o poddanie się Iranu wymogom prawa międzynarodowego. Wyjaśnienia może dostarczyć długa historia tego konfliktu.

34 lata amerykańskich sankcji

Przed rewolucją islamską 1979 r. Iran był najlepszym sojusznikiem Ameryki w regionie Zatoki.  Obalenie szacha i ustanowienie republiki islamskiej dało początek, ciągnącej się do dziś, wojnie gospodarczej.  Od tego momentu zwiększa się stopniowo amerykański nacisk na Iran, rośnie zaangażowanie dyplomatyczne i militarne Ameryki w tamtym regionie. Sankcje narastały z latami i pogarszającymi się stosunkami a za główny cel miały od samego początku irański sektor naftowy. Trwają już 34 lata, a zaczęły się wraz z zajęciem amerykańskiej ambasady w Teheranie. przez studentów islamskich. Prezydent Carter 14 listopada 1979 r. zablokował wszystkie irańskie aktywa, będące w jurysdykcji USA, wynoszące wtedy 12 miliardów dolarów.  Istotniejsze jednak było wycofanie z Iranu amerykańskich firm naftowych , specjalistów, dostaw sprzętu i części zamiennych. Irański przemysł naftowy został z dnia na dzień unieruchomiony, wydobycie spadło do zera.

Jednak konflikt po 444 dniach został zakończony i wydawało się, że Ameryka zadowoli się sukcesem i, wraz z porozumieniem algierskim (Algiers Accords) z 19 stycznia 1981 r. , wzajemne stosunki ulegną normalizacji.  USA  zobowiązywały się nie interweniować ani bezpośrednio, ani  pośrednio, ani militarnie, ani politycznie w wewnętrzne sprawy Iranu. Jednak rozejm był  tylko chwilowy.

Blokada trwała, a Stany wspierały Irak, który, starając się wykorzystać osłabienie Iranu, rozpoczął przeciwko niemu działania wojenne. W 1984 r. USA wpisały Iran na listę państw popierających terroryzm (za wsparcie Hamasu i Hezbollahu), co zablokowało pomoc amerykańską i uniemożliwiło eksport towarów podwójnego zastosowania. W 1992 r., po pierwszej wojnie w Zatoce ,Iran został objęty restrykcjami razem ze swoim niedawnym wrogiem Irakiem (Iraq Iran Arms Nonproliferation Act). Jednak nie były one zbyt szczelne, wiele perskich produktów docierało do Ameryki, a zakazy pomagały omijać tak Emiraty Arabskie, jak i Kanada. Embargo obejmowało bowiem import ropy, ale już nie produktów naftowych. Amerykańskie firmy kupowały więc irańską ropę, przerabiały w rafineriach na Karaibach i dostarczały do USA.

Kolejna fala napięć zaczęła się w 1995 r., gdy prezydent Clinton rozszerzył sankcje (Executive Order 12959), a w 1996 r podpisał „Iran Libya Sanctions Act” (ILSA), który uderzał w otwierający się na zagraniczne inwestycje sektor naftowy tych krajów zakazując inwestycji oraz handlu. Embargo objęło całą ropę i prawie wszystkie produkty, nakładając kary na przedsiębiorstwa,  tak amerykańskie, jak i zagraniczne, inwestujące w Iranie powyżej 20 milionów dolarów w sektorze naftowym. Uzasadnieniem dla tego posunięcia były obawy o rozprzestrzenianie broni jądrowej. Jednak wciąż  prowadzono tajne negocjacje, a na przełomie wieków doszło do chwilowego ocieplenia stosunków – dopuszczono irańskie wyroby luksusowe, a nawet zezwolono na płacenie za osobiste wydatki podczas podróży po Iranie kartami płatniczymi wydanymi w USA, co wcześniej było  niemożliwe.

Przełomem w polityce amerykańskiej stało się  zakwalifikowanie Iranu przez Georga W. Busha do „osi zła” razem z Irakiem i Koreą Północną w orędziu State of the Union 29 stycznia 2002.

Sankcje międzynarodowe 

Restrykcje amerykańskie miały do pewnego czasu charakter unilateralny, dopiero zwiększenie obaw o proliferację broni nuklearnej (raport IAEA z 2003 r.) spowodowało nadanie części z nich  międzynarodowego charakteru. Rada Bezpieczeństwa ONZ w 2006 roku przyjęła pierwszą rezolucję(nr 1696 z 31 lipca ) wzywającą Iran do wstrzymania wzbogacania uranu. Później była ona uzupełniana i rozszerzana,  i w efekcie zakazano dostarczania do Iranu wyposażenia do budowy broni jądrowej, środków jej przenoszenia oraz sprzętu o podwójnym zastosowaniu,  umożliwiono kontrolę statków irańskich oraz konfiskatę zakazanego sprzętu. Twarde stanowisko USA nie znalazło poparcia Francji i W. Brytanii, a Rosja i Chiny zdecydowanie przeciwstawiały się tak drastycznym sankcjom.

Mimo , iż nie wprowadzono tych restrykcji, rezolucje ONZ ,przez zawarte w nich zarzuty, dały podstawę do stosowania przez USA i Europę jednostronnych środków nacisku i nakładania własnych sankcji, uznanych przez Chiny i Rosję za niezgodne z prawem międzynarodowym. Stanowisko tych państw nie może dziwić: podporządkowanie Iranu amerykańskim wpływom spowodowałoby destabilizację w Azerbejdżanie i Turkmenistanie. Dla Chin dodatkowo oznaczałoby utratę jedynego niekontrolowanego przez USA źródła ropy z Zatoki Perskiej – ich podstawowego zaplecza naftowego.

Zaostrzenie konfliktu – 2007 rok

Prawdziwa kanonada rozpoczęła się w październiku 2007 r. Waszyngton nałożył sankcje na trzy irańskie banki, uznał Gwardię Rewolucyjną Iranu za organizację rozpowszechniającą broń masowego rażenia oraz zakazał interesów z 20 irańskimi firmami. Ówczesną presję polityków amerykańskich ilustruje chęć wpisania Gwardii na listę organizacji terrorystycznych przez dwóch senatorów (Kyle i Lieberman). Wtedy to Chuck Hagel (dzisiejszy sekretarz obrony) głosował przeciw, argumentując że jest absurdem uznawanie regularnych sił zbrojnych jakiegokolwiek państwa za organizację terrorystyczną.

W ciągu ostatnich 3 lat sankcje przybrały bardzo ostre formy. W lipcu 2010 r. prezydent Obama uderzył w irański import benzyny oraz system bankowy (Comprehensive Iran Sanctions, Accountability, and Divestment Act of 2010)- zakazano nie tylko firmom amerykańskim, ale także zagranicznym (głównie z Indii, Francji, Holandii) eksportu benzyny do Iranu (powyżej 5 mln dolarów rocznie). Zakaz obejmował również inwestycje w rafinerie – Iran został odcięty od dostaw zachodniego sprzętu i wyposażenia.

Oprócz ropy głównym celem uderzenia w Iran jest obieg pieniądza i dostęp do dolara – waluty światowego handlu. W listopadzie 2011 r., Teheran został oskarżony przez Departament Skarbu USA o pranie brudnych pieniędzy. Waszyngton zagroził zagranicznym bankom odcięciem dostępu do amerykańskiego systemu finansowego zmuszając je do wyboru : albo są obecne na największym rynku światowym, albo robią interesy z Iranem. W ten sposób udało się swego czasu zamrozić  aktywa Północnej Korei w banku w Macao- czyniąc go „radioaktywnym” dla światowego systemu bankowego. Kontynuowano więc te sprawdzone wzory; urzędnicy Departamentu Skarbu jeździli po świecie pokazując dowody i używając „języka ryzyka” w rozmowach z  bankowcami i  rządami. Ameryce udało się uczynić Iran światowym pariasem systemu finansowego.

Rok 2011 to wysyp kolejnych sankcji i rozszerzania ich zakresu. W maju Stany poddały sankcjom, za kontakty handlowe z Iranem,wenezuelską PDVSA i 6 mniejszych firm . W czerwcu zajęły majątek kilku jednostek państwowych Iranu, zabraniając Amerykanom robić z nimi interesy. 30 grudnia 2011 Senat jednogłośnie (100 za, 0 przeciw) podjął uchwałę zobowiązującą prezydenta do zastosowania sankcji wobec banku centralnego Iranu.  Obłożono nimi także transport irańskiej ropy (Iran Threat Reduction and Syria Human Rights Act of 2012), sprzedaż artykułów przemysłowych, transakcje finansowe w złocie i innych metalach szlachetnych. Niektóre z decyzji zawartych w ustawach są obowiązujące, inne dają prezydentowi  możliwość zastosowania środków nacisku.

Amerykańscy politycy są jednak ciągle bardzo aktywni we wprowadzaniu coraz to nowych narzędzi nacisku. W marcu 2013 uchwalili zakaz zakupów gazu eksportowanego przez Iran. Same Stany go nie kupują, jednak takie kraje jak Turcja czy Pakistan „muszą się zdecydować, czy są sojusznikami Ameryki i Europy przeciwko Iranowi czy będą subsydiować nielegalne irańskie operacje”, jak oświadczył senator Joe Manchin – autor przyjętej przez Senat ustawy.

Ostatnie propozycje, złożone w Kongresie 17 lutego (H.R. 850) zmierzają ku totalnej wojnie handlowej. Politycy proponują amerykańskiemu Goliatowi zastosować w walce z irańskim Dawidem takie narzędzia jak: ograniczenie kontaktów dyplomatycznych, zabronienie lotów do – i z Iranu, międzynarodowy zakaz pożyczek i operacji finansowych , zakaz finansowania handlu, zakaz wszelkich inwestycji w sektor energetyczny Iranu (niezależnie od wielkości), zabronienie ubezpieczania statków irańskich, zakaz sprzedaży jakiejkolwiek broni (dzisiaj funkcjonuje oenzetowski zakaz wobec pewnych systemów broni, głównie rakietowych), światowy zakaz handlu ropą i gazem , a w końcu – całkowity światowy zakaz handlu jakimikolwiek artykułami z Iranem.

Działania Waszyngtonu pokazują jaką broń w wojnach gospodarczych stanowi wielkość własnego rynku czy siła waluty, i jak można je wykorzystać aby zmusić także zagraniczne firmy do podporządkowania się  polityce hegemona.

Amerykańskie wątpliwości

W waszyngtońskich elitach władzy istnieje jednak głęboki opór wobec wojny z Iranem. Senat i Izba Reprezentantów stanowią motor nakładania coraz to nowych sankcji,  mitygowani są jednak przez Biały Dom oraz amerykańską armię. Pomimo powszechnie głoszonej tezy, że Iran jest na progu posiadania broni atomowej, służby wywiadowcze USA od ponad 5 lat przedstawiają odmienną ocenę. Raport połączonych sił wywiadu USA (National Intelligence Estimate 2007) stwierdzał, że Iran od 2003 roku nie prowadzi prac nad bronią jądrową. Te oceny powtórzono w raporcie z 2012 roku, a w marcu 2013 James Clapper – szef National Intelligence – stwierdził, że wywiad ma „wysoki poziom pewności”, co do tego że Iran wstrzymał prace nad bronią jądrową w 2003 r. Poza tym ocenił strategię wojskową Iranu nie jako ofensywną, ale „nastawioną na obronę przed zewnętrznymi zagrożeniami, szczególnie ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela” oraz skoncentrowaną na „uniknięciu bezpośredniej konfrontacji, inwazji i osiągnięciu dyplomatycznych rozwiązań”. Ponadto zapowiedział, że każdy ruch w kierunku posiadania broni jądrowej zostanie wykryty na długo przed  powstaniem takiej bomby.

Wobec wojennych planów wstrzemięźliwa jest także władza wykonawcza, skupiająca się na powstrzymywaniu Izraela, którego atak nieuchronnie wciągnąłby USA w kolejną wojnę w tym regionie. Prezydent Obama wielokrotnie odpierał naciski prowojennych grup nacisku. Także dzisiejszy sekretarz stanu John Kerry, w wywiadzie dla FT w czerwcu 2009 r. określił politykę G.W. Busha w sprawie Iranu jako „bombastyczną dyplomację” i stwierdził, że Iran „ma prawo do pokojowego użycia energii jądrowej i wzbogacania uranu w tym celu”.  Stany Zjednoczone jednak są pchane do wojny z Iranem przez naciski Izraela oraz wewnętrzne lobby złożone z polityków z obu wielkich partii.

Jak ujął to amerykański generał James Mattis, dowódca Central Command – strategicznym celem polityki USA wobec Iranu jest zlikwidowanie tego regionalnego ośrodka siły, który nie podporządkowuje się regułom wspólnoty międzynarodowej oraz strategicznym celom USA i Izraela w rejonie Zatoki Perskiej. Istota zagrożenia  polega na tym, że choć Iran nie pracuje obecnie nad bronią atomową, to rozwój wiedzy, technologii  i możliwości ich zastosowania przez rozwinięty samodzielny przemysł nuklearny, stwarza potencjał do bardzo szybkiego wejścia w posiadanie broni jądrowej, jeśli tylko podejmie taką decyzję. Przybliża go do tego osiąganie coraz wyższych poziomów wzbogacania uranu. I choć od dzisiejszych 20% do potrzebnych dla broni jądrowej 95% droga jest daleka, to przy rozwiniętym własnym przemyśle bardzo się skraca .

Z drugiej strony wielkim zagrożeniem jest szok naftowy, jakiego świat może doznać w razie wojny. Już brak ,eksportowanych przez Iran ,2,5 miliona baryłek ropy dziennie może  wywołać skok cen do poziomów nieznanych w historii. W razie  ostrego konfliktu Iran może zablokować Cieśninę Ormuz. Przez ten wąski przesmyk między Zatoką Perską a Oceanem Indyjskim  przepływa ,głównie do Azji ,17 milionów baryłek ropy dziennie – 20% światowego wydobycia,. Cieśniny strzeże flota amerykańska z baz w Bahrajnie. W ostatnich latach rozwinął się także transport z Kataru do Europy i Azji skroplonego gazu LNG. Ormuz to najgorętszy punkt transportu morskiego na świecie. Jego wagę próbuje się zmniejszyć przez budowę rurociągów, wyprowadzających ropę poza Cieśninę. Jednak możliwości są ograniczone, a w przypadku LNG nie ma w ogóle takich szans, więc wszyscy odbiorcy – Japonia, Europa, także już niedługo  Polska – mogą być ofiarami prostej do wykonania operacji wojskowej. Dodatkowo pola naftowe, instalacje skraplania LNG, porty i terminale Zatoki Perskiej są w zasięgu rażenia sił irańskich. Iran ma w ręku potężna naftową broń, mogącą doprowadzić do zapaści światową gospodarkę. To powstrzymuje Amerykę, odpowiedzialną za stabilność światowych rynków energetycznych.

Pozostałe narzędzia tej wojny

Przypadek Iranu pokazuje, jak szeroka (oprócz sankcji naftowych) może być paleta środków nacisku stosowanych w celu zmuszenia państwa do podporządkowania się woli Ameryki (Zachodu).  Na Iran wywierany jest nacisk poprzez media, zalewające świat informacjami o zagrożeniu nuklearnym, o bliskiej perspektywie posiadania broni jądrowej, o łamaniu demokracji i praw człowieka.  To co dzisiaj widzimy w mediach, nie jest jednak niczym nowym. Trwa  już od ponad dziesięciu lat, a gdy weźmie się pod uwagę, że pierwszym medialnym ostrzeżeniem przed nuklearnym Iranem była informacja Jane’s Defense Weekly z 1984 r., że  zbuduje on bombę jądrową w ciągu dwóch lat (źródłem miał być niemiecki wywiad), można z racjonalnej perspektywy spojrzeć na dzisiejsze sensacje; ta wojna informacyjna rozpoczęła się 29 lat temu.

„Medialny pręgierz” buduje w społeczeństwach Zachodu obraz Iranu jako państwa „osi zła” i wzmaga nacisk obywateli na polityków, by podjęli zdecydowane działania przeciwko „reżimowi ajatollahów” (takim określeniem  powszechnie się operuje). Przez środki masowego przekazu przepływają fale tyleż sensacyjnych, co nie sprawdzonych informacji, które żyją kilka dni, a gdy zostaną zweryfikowane negatywnie, nikt już się nimi bliżej nie zajmuje. Ale i tak wchodzą do kanonu monotonnie powtarzanych „prawd”. Do najbardziej znanych „memów” tej wojny propagandowej należy oskarżanie prezydenta  Ahmadineżada o to, że pragnie „zetrzeć Izrael z mapy świata”. Pomimo wielu wyjaśnień, pomimo wskazywania, że popełniono błąd w tłumaczeniu i pominięto kontekst tej wypowiedzi, wciąż jest ona przytaczana, jako dowód na irańskie zagrożenie. Jak to określił anonimowy amerykański oficjel: „podtrzymują temperaturę w kociołku, ale zupy jeszcze nie gotują”.

Sensacje na temat bliskiego zbudowania przez Iran bomby jądrowej czy rakiet balistycznych, mogących je przenieść przez oceany, nielegalnych zakupów uranu czy bomby atomowej od Korei – powtarzają się w cyklach odpowiadających aktualnej fazie stosunków z Zachodem. Mamy w tym i polski element; otóż oficjalnym uzasadnieniem dla budowy tarczy nuklearnej w Polsce, była irańska broń atomowa, którą mogłyby być zaatakowane Stany. Ani broni, ani środków jej przenoszenia do dzisiaj nie ma, jednak  uzasadnienie to jest nadal powtarzane z całkowitą powagą przez najwyższe czynniki państwowe.

Do środków nacisku należą także demonstracje siły wojskowej , jak choćby manewry marynarki wojennej ćwiczącej blokadę morską  przy brzegach Iranu. We wszystkich krajach sąsiadujących z Iranem stacjonują wojska amerykańskie i siły NATO, po drugiej stronie Zatoki stacjonuje V Flota. Towarzyszy temu ogromna ilość broni, sprzedawanej, głównie przez USA, wszystkim krajom w tym regionie, za wyjątkiem Iranu. Ostatnio sprzedano broń wartości 10 miliardów dolarów Izraelowi i arabskim sojusznikom. Siły militarne Iranu są 8-krotnie mniejsze niż jego arabskich sąsiadów.

Najbardziej agresywnym elementem nacisku są zamachy na naukowców irańskich pracujących przy programie nuklearnym. To już jest element cichej, ale realnej wojny, zmierzającej do fizycznej eliminacji przeciwnika. W ciągu ostatnich lat z rąk zamachowców zginęło kilku znaczących naukowców, pracujących nad programem nuklearnym Iranu. Elementem tej wojny są także wybuchy w instalacjach energetycznych, często położonych w obiektach wojskowych.

Zupełnie nową jakość wniosło zastosowanie przeciw Iranowi wirusa Stuxnet – specjalnie przygotowanego do niszczenia systemów sterowania przemysłu nuklearnego. Wymagał on lat pracy, znajomości instalacji przemysłowych produkcji Siemensa, toteż specjaliści zajmujący się bezpieczeństwem systemów są przekonani, że autorem tak skomplikowanego i kosztownego programu mogły być jedynie instytucje państwowe. Jednoznacznie  wskazywali na autorstwo Izraela i prawdopodobną pomoc USA w tej operacji. Stuxnet został zastosowany w 2009 roku i prawdopodobnie zatrzymał około tysiąca centryfug zagęszczających uran w ośrodku Natanz, co powstrzymało jego wzbogacanie  na około rok.

Oprócz mediów, demonstracji siły, zamachów na naukowców czy wirusów komputerowych,  przeciw Iranowi używane są hasła  demokracji i praw człowieka- od 2004 r. USA przeznacza co roku kilkadziesiąt milionów dolarów na wspieranie irańskiej opozycji i „instytucji oraz osób wewnątrz Iranu walczących o demokrację i prawa człowieka w Iranie”. USA zwiększyły  aktywność swoich ambasad wokół Iranu (same zerwały z nim stosunki dyplomatyczne w 1980 roku ). W 2002 r. utworzono także wspólnie przez instytucje rządowe, Radio Wolna Europa i Głos Ameryki – Radio Farda („Jutro”), zatrudniające 59 pracowników. Nowoczesne środki komunikacji takie jak strony internetowe czy serwisy na Twitterze są także wykorzystywane w polityce Waszyngtonu wobec Teheranu a Departament Stanu dofinansowuje oprogramowanie, które ma pomóc młodym Irańczykom przełamywać zabezpieczenia stosowane w irańskim Internecie wobec tzw. wrogich treści.

Globalna presja

USA po rewolucji islamskiej 1979 r. odcięły się od irańskiej gospodarki i polityki, ich przedsiębiorstwa nie mogły prowadzić tam interesów (co oburzało amerykański biznes)  a na ich miejsce wchodziły firmy z Europy i Azji. Jednakże wkrótce zaczęto uniemożliwiać firmom z innych krajów handel i inwestycje w Iranie grożąc im zablokowaniem  interesów w USA, a  firmom naftowym – zakazem sprzedaży paliw i  ropy dla Strategic Petroleum Reserve (SPR) oraz dla administracji i armii. Zaczęło się to już w 1996 r. (ILSA).  Rozszerzanie sankcji na zagraniczne firmy, uderzając  głównie w sojuszników USA – Europę, Japonię, Koreę –  wywołało jednak  gwałtowne protesty i konieczność łagodzenia sytuacji przez Stany.

Formą nacisku na inne kraje jest grożenie restrykcjami, o ile nie zastosują się do polityki Waszyngtonu. Dla złagodzenia szoku przy ich wprowadzaniu  stosowane są czasowe zawieszania sankcji, gwarantujące, że pomimo utrzymywania handlu z Iranem, kraje te nie zostaną odcięte od amerykańskiego systemu finansowego.  Co pół roku Biały Dom je odnawia i jest to czas przekonywania do zaniechania zakupów ropy, nacisków i targów.  Kraje te muszą więc się starać, by spełnić oczekiwania Waszyngtonu ograniczając handel i współpracę z Irańczykami. Takimi obostrzeniami jest objęte 20 państw, w tym Chiny, Japonia, Korea Południowa, a także kraje europejskie: Belgia, Wielka Brytania, Czechy, Francja, Niemcy, Grecja, Włochy, Holandia czy Hiszpania. Na tej liście wyjątków jest m.in. Polska. Oczywiście odmówienie takiego statusu Chinom czy Indiom spowodowałoby nieprzewidywalne konsekwencje, ale nacisk na sojuszników uzależnionych od amerykańskiej ochrony militarnej (jak Japonia czy Korea) może okazać się skuteczny.

Jednak do krajów Azji idzie połowa irańskiej ropy, będącej dla odbiorców znaczącym zabezpieczeniem dostaw. Zastopowanie ich wymaga zastąpienia Teheranu innym dostawcą, co znacznie podnosi koszty (np. inwestycje w rafineriach, by dostosować je do nowych rodzajów ropy). Dlatego USA przez ostatnie miesiące bardzo intensywnie naciskają na kraje Azji, by mimo to zerwały więzi naftowe z Iranem. Od swego najważniejszego sojusznika – Japonii – otrzymały już obietnice powolnego zmniejszaniu zakupów.

Naciski te zostały zignorowane przez Chiny, które wykorzystują sankcje zachodnie do budowania własnych wpływów i więzi z Iranem. Europejski zakaz ubezpieczania statków z irańską ropą pozwolił na zastąpienie ich chińskimi ubezpieczycielami, którzy już wcześniej opanowali ,wymagającą mniejszych kapitałów, niszę transportu produktów petrochemicznych. Dodatkowo Chiny przeszły w handlu z Iranem na swoje juany.  To zmniejsza wprawdzie elastyczność handlu, ale wyjmuje  kolejne jego obszary spod amerykańskiej kontroli, sprawowanej dzięki rozliczeniom w dolarach.

Dużym problemem dla amerykańskiej dyplomacji są Indie, intensywnie, i jak dotąd bezskutecznie ,przekonywane do zaniechania kupna irańskiej ropy. Powody tej porażki są dość jasne. Iran jest sojusznikiem Indii w  konflikcie z Pakistanem i w sprawie Afganistanu, który Indie starają się przeciągnąć na swoją stronę,  inwestując tam gospodarczo. Konflikt Delhi z Iranem skazałby te wysiłki na klęskę, a otworzyłby szeroko drzwi Pakistanowi do budowania sojuszu z zachodnim sąsiadem. Indie nie mogą sobie pozwolić na konflikt z tak ważnym graczem regionalnym. Iran jest też najbliższym geograficznie wielkim producentem ropy (12% indyjskiego importu), a odległość ma duże znaczenie w bezpieczeństwie energetycznym – odwrócenie się od sąsiadów posiadających ropę, niesie ze sobą koszty i wydłuża łańcuch dostaw. Indie nie mogą sobie  pozwolić na droższe dostawy ropy, gdyż i tak ich gospodarka jest bardzo obciążona kosztami importu, przekraczającymi 5% PKB. To prawie dwukrotnie więcej w Japonii, czy Chinach, nie mówiąc już o USA czy Unii. Podniesienie tych kosztów to zagrożenie dla indyjskiej gospodarki,  odnoszącej  znaczne korzyści z handlu z Iranem,  którego 45% odbywa się w rupiach (Irański eksport do Indii to 7,6 miliarda euro, import – 1,9 miliarda), co gwarantuje polepszenie indyjskiego deficytu handlowego, poważnego problemu tej wielkiej i szybko rozwijającej się gospodarki. Nic dziwnego, że Indie nie chcą tracić swojego podstawowego regionu handlu, wartego 100 miliardów dolarów. Warto też pamiętać, że w rejonie Zatoki żyje 6 milionów Hindusów.

Europa wobec polityki USA

Europa w latach 90. prowadziła samodzielną politykę wobec Iranu i zdecydowanie sprzeciwiała się amerykańskim sankcjom, którym mialy podporządkować się także firmy europejskie. Zakaz handlu i inwestycji (ILSA) z 1996 r. wywołał  protesty Francji, W. Brytanii i Niemiec prowadzących  w tym regionie szerokie inwestycje i handel. Unia Europejska oficjalnie groziła Stanom sprawą w Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO), a sama próbowała ostrożnie współpracować z Iranem,  nazywając to „krytycznym dialogiem”. Powód był oczywisty: geograficzna bliskość i historyczne związki Europy z tym atrakcyjnym gospodarczo regionem.

Stanowisko Unii ma kluczowe znaczenie dla powodzenia sankcji, więc Amerykanie chcą, by poświęciła swoje interesy na rzecz wspólnej transatlantyckiej polityki. I nie szczędzą nacisków. W 2012 r. Senat USA uchwalił prawo zabraniające obsługi przekazów z  irańskich banków, wskutek czego Unia musiała odłączyć irańskie banki od, umożliwiającego szybkie elektroniczne przesyłanie środków, systemu SWIFT

W marcu 2013 Senat USA przyjął ustawę, mającą zablokować irańskie operacje bankowe prowadzone w euro. Irańskie banki, mając zablokowane operacje w dolarach, lokują  swoje rezerwy  w wielu bankach świata w euro i dzięki temu mogą operować na rynkach międzynarodowych.  Takie decyzje leżą jednak w gestii Rady Europy, więc senatorzy wysłali list, wzywający do pilnego „zamknięcia Euro-luki prawnej”. Jak powiedział senator Mark Kirk: „Amerykański senat się wypowiedział, teraz Unia powinna przystąpić do działania”. Podsekretarz skarbu USA David Cohen stwierdził: “Będziemy naciskać Europejski Bank Centralny, by odciął clearing lub nałożył nań podobne ograniczenia jakie Europa wprowadziła wobec irańskiego biznesu”.

Działania Unii mają dla Teheranu dużo większe znaczenie niż sankcje amerykańskie.  Nie ma on bowiem żadnych związków gospodarczych z USA, natomiast Unia Europejska była jego największym partnerem handlowym i eksportował do niej w 2011 r. towary za 15 miliardów euro, co stanowiło  16 % jego obrotów handlowych. Dla samej Unii to margines – Iran zajmował jedynie 1 procent w handlu unijnym, a obecnie udział ten zmniejszył się trzykrotnie. Oznacza to coraz słabszą wymianę handlową –  w 2012 r. import skurczył się o 70% (ropa naftowa) a eksport o 30%. Pomimo największego od II Wojny kryzysu gospodarczego, Europa podjęła kosztowną dla siebie grę, w której europejskie firmy mają wiele do stracenia: niemiecki Mercedes i Volkswagen, francuski Renault, Peugeot, Renault, włoska ENI, i wiele innych od lat inwestowały w Iranie. Dzisiaj są na cenzurowanym, a ich miejsce zajmują na perskim rynku firmy azjatyckie, głównie z Chin, ale także z Turcji, Korei Płd. czy Indii. Gdy Kongres i Senat amerykański uchwaliły utrudnienia eksportu benzyny do Iranu, uderzyło to głównie w koncern naftowy BP, szwajcarskich traderów Glencore i Vitol, indyjską Reliance i francuską Trafigura. Jednak Unia nie broniła prawa swoich firm do robienia interesów w krajach objętych amerykańskimi sankcjami, lecz wprowadziła podobne zakazy.

Europa próbowała samodzielności w polityce wobec Iranu. W projekcie rurociągu Nabucco proponowano włączenie irańskiego gazu, gdyż zasoby Azerbejdżanu są niewystarczające. Jednak Waszyngton zdecydowanie się sprzeciwił, podobnie jak w przypadku rurociągu naftowego z Azerbejdżanu – opcja irańska, pomimo że najtańsza i najkrótsza, została zablokowana- powstał rurociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan. Amerykańskie interesy strategiczne wygrały z rachunkiem ekonomicznym, a siła wpływu Waszyngtonu spowodowała, że straty państw europejskich przy wprowadzaniu sankcji i embarga na ropę nie były brane od uwagę. Przypadek Grecji, państwa w największym kryzysie gospodarczym, któremu odcięto bardzo korzystne dostawy irańskiej ropy (jedna trzecia potrzeb) jest znamienny. Podobnie Włochy, współpracujące wcześniej  z Iranem: ENI zainwestowała i jej zwrot inwestycji oraz pożyczek wielkości 2 miliardów dolarów jest wciąż poważnie zagrożony przez sankcje.

Efektem takiej polityki jest osłabienie wpływów Europy w rejonie Zatoki. Jedynym jej sojusznikiem pozostają w tym regionie Palestyńczycy.  Poza tym dominują wpływy amerykańskie. Biorąc pod uwagę zasoby węglowodorów, potencjał rozwojowy, wielkość zakupów broni w tym regionie – straty gospodarcze i polityczne są ogromne.

Wojna!

A jednak to właśnie Europa odgrywa główną rolę w najnowszej fazie wojny handlowej z Iranem. I jest to – podkreślmy – największa wojna handlowa Unii Europejskiej w jej historii. W czerwcu 2008 wprowadzono pierwsze blokady majątków i ograniczenia ruchu osób, restrykcje na pożyczki międzynarodowe oraz zajęcie środków instytucji finansowych, takich jak Bank Mellat, największy bank irański, który został oskarżony o wspieranie programów nuklearnych i finansowanie działalności terrorystów. W czerwcu 2010 r. przyjęto restrykcje, podobne do amerykańskich, zakazujące inwestycji i współpracy z irańskim sektorem energetycznym. W styczniu 2012 r. wprowadzono zakaz importu ropy naftowej, gazu ziemnego oraz zamrożenie aktywów irańskiego banku centralnego.

Od 1 lipca 2012 wprowadzono zakaz ubezpieczania statków z irańską ropą naftową. Europa jest potęgą w ubezpieczeniach – to 90% światowych ubezpieczeń morskich. Uderzyło to nie tylko w europejskich czy irańskich przewoźników, ale także w azjatyckich, obniżając chwilowo eksport ropy o połowę. Jednak Indie, Japonia i Korea utworzyły rządowe fundusze ubezpieczeniowe, które przejęły rolę europejskich ubezpieczycieli i umożliwiły transport morski ropy do swoich rafinerii.  Najnowsze sankcje z 1 kwietnia 2013 r. zakazują ubezpieczenia rafinerii, przerabiającej ropę z Iranu. Szczególnie dotyka to rafinerii w Korei Płd i Indiach.

Rezultaty i perspektywy

Restrykcje handlowe nie zadziałają oczywiście w 100 procentach. Rynek ma swoje prawa i jeśli są kontrahenci i towar do sprzedania, to zawsze  znajdą się chętni do zarobienia na omijaniu zakazów. Celem jest jednak odebranie Iranowi dochodów z ropy,  podwyższenie kosztów handlu, maksymalizacja opłaty za omijanie sankcji, tak by uderzyło to w rząd Iranu.  Sankcje wyczerpują irańskie zasoby, podkopują poparcie społeczeństwa i lojalność elit  wobec władzy.

Blokada handlu ropą już głęboko dotknęła Iran. Gdy eksport w 2011 roku wynosił 2,5 mln b/d – w marcu 2013 r spadł o połowę. To  przy cenach powyżej 100 $/bbl strata każdego dnia 130 milionów dolarów z niezrealizowanego eksportu ropy. W 2012 r. Iran uzyskał 69 miliardów dolarów z eksportu ropy, o 30% mniej niż rok wcześniej, choć ceny ropy były takie same. Ten spadek dochodów „zawdzięcza”  głównie Unii Europejskiej, która jako jedyna z dużych importerów zastosowała się w pełni do amerykańskich żądań. Z kolei uderzenie w irański sektor bankowy, włącznie z bankiem centralnym, spowodowało spadek wartości irańskiej waluty oraz wzrost kosztów życia. Powoduje to pogorszenie sytuacji biedniejszych warstw społecznych oraz incydentalne zamieszki społeczne.

W przypadku Iraku Saddama sankcje bardzo osłabiły władzę, która na skutek tego nie była zdolna do obrony. Libia to mały kraj, który w pewnym momencie potrafił wykupić się z sankcji, co nie uchroniło go jednak od obalenia rządu. Pytanie, na ile sankcje osłabią Iran, a na ile przyspieszą spadek wpływów zachodnich mocarstw, które zaangażowały się w gospodarczą wojnę na ogromną skalę. W jakiej kondycji będą instytucje, które służyły do budowania światowego systemu współpracy, a stały się narzędziem walki z jednym z uczestników tego systemu.  Oznacza to osłabienie tych narzędzi światowego ładu – zaufanie do nich maleje a rośnie siła struktur alternatywnych. Sankcje te mają, w obliczu rosnącej potęgi państw azjatyckich i ekspansji chińskiej w poszukiwaniu surowców energetycznych,  słabe perspektywy. Zachód odcina się od rynku irańskiego nie mając narzędzi, by zapobiec współpracy Iranu z Chinami, Rosją, a nawet z Pakistanem.

Czy więc sankcje, podobne do tych stosowanych wobec Iraku czy Libii, prowadzą do tego samego celu – do wojny? Bardzo prawdopodobne, Byle nie była to III wojna światowa.

Andrzej Szczęśniak

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNiemcy w kleszczach unii walutowej (część 4)
Następny artykułDemokratyczne wojny totalne
Ekspert rynku ropy naftowej i paliw, gazu ziemnego i energii oraz bezpieczeństwa energetycznego. Lat 55. Prowadzi ekspercki portal branżowy NaftaGaz.pl (www.NaftaGaz.pl) poświęcony sprawom sektora oil&gas oraz bezpieczeństwa energetycznego oraz blog www.szczesniak.pl "Paliwa, Energia, Polityka". Od 1991 roku w sektorze naftowym, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych w latach 1995 – 2001. Jako prezes zarządu Konsorcjum Gdańskiego SA 1999 – 2002 brał udział w prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej. W latach 2002 - 2006 w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. 2006 - 2007 r. prezes zarządu Lotos Partner w Grupie Lotos S.A. Obecnie analityk sektora naftowego i gazowego i wydawca serwisów branżowych. Często komentujący bieżące wydarzenia w mediach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ