Zielony chiński smok

0

Ekspansja gospodarcza Chin zapiera dech w piersiach. Coroczny wzrost PKB o 10 proc. to marzenie każdej gospodarki a umiejętność zabezpieczenia źródeł energii i zasobów – nie tylko ropy i gazu, ale także aluminium, miedzi, ołowiu, niklu, cynku, cyny, rud żelaza – to wyzwanie dla każdej władzy.

Chiny wraz ze wzrostem produkcji i dobrobytu potrzebują coraz więcej energii. W ciągu ostatnich 20 lat jej zużycie wzrosło tam prawie czterokrotnie, podczas gdy np. w Polsce się nie zmieniło. Podobnie jest z ropą naftową – Chińczycy zużyli jej cztery razy więcej niż dwie dekady wcześniej. Udział Państwa Środka w zużyciu światowej energii wzrósł z 9 do 22 proc. Pół wieku temu kraj ten konsumował zaledwie 3 proc. globalnej energii – dwukrotnie tyle co Polska, dzisiaj jest to 25 razy więcej. Tylko w 2012 r. zwiększył zużycie ropy o 23,5 mln ton – to tyle, ile rocznie nasz kraj. Jeszcze bardziej zwiększył import – o 30 mln ton, co oznacza 86 proc. światowego wzrostu importu. Można powiedzieć, że od lat pod względem energetycznym rozwijają się głównie Chiny (dodać można jeszcze Indie, Brazylię i Arabię Saudyjską). Jednak po tylu latach szybkiego rozwoju Chińczyk wciąż konsumuje jedynie 20 proc. energii zużywanej przez przeciętnego Amerykanina.

Chiny nie tylko są największym konsumentem energii na świecie, ale w błyskawicznym tempie stały się także największym na świecie producentem i eksporterem energii odnawialnej. Jak udało się im to osiągnąć w tak krótkim czasie i to w tak technologicznie wyrafinowanej branży?

Czysta energia a światowa polityka

Energia odnawialna jest specyficzną dziedziną globalnej gospodarki, ponieważ jej istnienie jest całkowicie zależne od decyzji politycznych. Jest ona oparta na rządowych regulacjach: bez rządowego dofinansowania, bez przymusu dostarczania nie ma szans w starciu z dużo tańszą i pewniejszą energią z surowców kopalnych czy energią jądrową. Nie jest bowiem produktem „naturalnym”, nie powstaje na skutek możliwości zaspokojenia ludzkich potrzeb poprzez produkty efektywne technicznie i ekonomicznie. Nigdy nie stanowiła, i nadal nie stanowi, konkurencji dla surowców kopalnych: ani technicznie – ze względu na swoją nieprzewidywalność i uzależnienie od zmiennej pogody, ani ekonomicznie – z powodu wysokich kosztów. Pomimo dziesiątków lat rozwoju technicznego, zielona energia wciąż nie może spełnić obietnic osiągnięcia konkurencyjności wobec ropy, węgla czy gazu. I to niezależnie od tego czy ropa kosztuje kilkanaście, czy powyżej stu dolarów za baryłkę. Dlatego jest to dział światowego handlu bardzo wrażliwy politycznie, uzależniony od decyzji rządów, które muszą obciążać swoich obywateli podatkami i dodatkowymi opłatami, aby pokryć jej wysokie koszty.

Promocja energii odnawialnej wspomagana prognozami ocieplenia klimatu jest elementem wpierania przemysłu krajów rozwiniętych, przypudrowanym z lekka ideą czystej, czyli niskoemisyjnej, energii. Chiny potrafiły wykorzystać tę strategię do rozwoju technologii i produkcji. Rozpoczynały w niesprzyjających warunkach, a jednak zdołały odwrócić sytuację i stały się globalnym liderem produkcji, radząc sobie z wiekowymi zapóźnieniami w innowacyjności i technologiach. Zbudowały własną pozycję przemysłową wykorzystując międzynarodową strategię ratowania klimatu a jednocześnie zachowały węgiel jako podstawowe źródło taniej energii i fundament własnego rozwoju przemysłowego.

Węglowy fundament

Szybki rozwój przemysłowy wymaga tanich i niezawodnych źródeł energii. Chiński model gospodarki był prosty: pożyczać, inwestować, produkować, eksportować – z węglem w roli jedynego dostępnego i bezpiecznego surowca. Kraj ma jego potężne zasoby (trzecie co do wielkości po USA i Rosji) i intensywnie je wykorzystuje. W ubiegłym roku zużył ponad połowę (50,2 proc.) światowego wydobycia węgla – ponad czterokrotnie więcej niż Stany Zjednoczone. Jeszcze w 2007 r. Chiny były eksporterem węgla, obecnie są jego największym importerem (w 2011 r. wyprzedziły Japonię). Ilości importowanego węgla to zaledwie 182 mln ton, co, wobec 3,5 mld ton własnej produkcji, stanowi jedynie 5 proc. Mimo że są w stanie samodzielnie zaspokoić swoje potrzeby, to do regionów nadmorskich taniej jest dostarczyć węgiel z importu niż przewozić koleją z głębi kraju.

Węgiel, pomimo swoich wad i międzynarodowych nacisków na ograniczenie jego eksploatacji, zajmuje trwałe miejsce w bilansie energetycznym Państwa Środka – od lat wytwarza się z niego 65 proc. energii elektrycznej, głównie na potrzeby przemysłu. Podczas gdy w USA i UE, w tym w Polsce, udział przemysłu w całkowitym zużyciu energii szybko spada, w Chinach jest wręcz odwrotnie. W 1990 r. zużywał on 45 proc. energii, a w 2009 r. już 60 proc. I to pomimo wysokiego poziomu konwersji węgla na energię. Nowe elektrownie, które stanowią 60 proc. Krajowych mocy, mają wydajność energetyczną na poziomie 44 proc., podczas gdy najbardziej wydajne amerykańskie – osiągają zaledwie 40 proc. Ponadto w ciągu ostatnich 20 lat Chińczykom udało się zmniejszyć intensywność energetyczną w przemyśle o 5,5 proc. rocznie. Dla porównania kraje OECD osiągały współczynniki dwa razy niższe.

Węgiel ma jednak również swoje negatywne strony: tysiące górników ginących w kopalniach, miasta pogrążone w smogu, wysoka emisja dwutlenku węgla. Z powodu zagrożenia dla globalnego klimatu Chiny są naciskane przez Europę i USA, ale ich odpowiedź pokazuje, jak, stojąc na wydawałoby się straconych pozycjach, można z sukcesem obrócić międzynarodowy trend na swoją korzyść.

Polityka zmian klimatu

Chiny od początku sceptycznie podchodziły do globalnej strategii przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Podobnie jak USA i Indie nie podpisały Protokołu z Kyoto i sprzeciwiły się jego przedłużeniu w 2012 r. Uznały to za próbę zahamowania rozwoju swojego przemysłu. Argumentowały, że wiele państw już od XIX w. emituje zanieczyszczenia i rozwija swoje gospodarki, dzięki czemu ich społeczeństwa mogą żyć w dobrobycie. Natomiast ograniczanie emisji przez państwa rozwijające się uniemożliwia ograniczanie biedy w krajach Trzeciego Świata.

Pekin przez całe lata unikał podejmowania sztywnych zobowiązań ograniczenia emisji CO2 i ustalania klimatycznych celów, np. redukcji emisji o 50 proc. do 2050 r. na szczycie w Kopenhadze. Nie wiązał się także z klimatyczną polityką Zachodu i stawał po stronie krajów rozwijających się. Konkretne cele ograniczania emisji i oszczędności energii zostały wprowadzone dopiero w jedenastym planie pięcioletnim (2006-2010). Wobec zobowiązań międzynarodowych zachował jednak wstrzemięźliwość i w dalszym ciągu nie zmniejszał roli energochłonnych gałęzi przemysłu. W efekcie wyciągnął z nędzy setki milionów obywateli w niezwykle krótkim czasie. Pomimo nacisków i apeli Zachodu twardo trzymał się bowiem strategii „najpierw rozwój, później środowisko”. W 2007 r. wydał pierwszy narodowy program klimatyczny, ale priorytetem pozostaje gospodarka i sprawy społeczne:

 Zjawisko zmian klimatycznych jest fundamentalnym problemem postępu, który musi być rozwiązany w ramach zrównoważonego rozwoju. Międzynarodowa współpraca musi rozpoczynać się od właściwego ujęcia potrójnego powiązania: wzrostu gospodarczego, społecznego rozwoju i ochrony środowiska. I musi gwarantować rozwój gospodarczy jako podstawę.

Za dostęp do swoich rynków Europa i USA żądały od Chin „wzięcia ciężarów ratowania globalnego klimatu” i przyjęcie stanowiska odpowiedzialnego udziałowca światowego systemu politycznego (responsible stakeholder). Powodem był aż osiemnastokrotny – licząc od 1965 r.–wzrost chińskich emisji CO2. Obecnie 26 proc. emisji ma pochodzenie przemysłowe, a Państwo Środka zostało największym światowym emitentem. Z przeliczenia emisji na jednego mieszkańca (co oddaje poziom dobrobytu) wynika jednak, że przeciętny Chińczyk emituje 5,8 ton CO2 rocznie, czyli jedną trzecią tego, co Amerykanin.

Emisyjni konsumenci

Chińczycy argumentują, że przy kalkulowaniu emisji w przeliczeniu na mieszkańca należy brać pod uwagę także konsumpcję. Przy obecnym sposobie liczenia kraje produkujące na eksport są obciążane emisją, choć produkty konsumują importerzy. I rzeczywiście: jeśli policzyć wielkość emisji CO2 nie w kraju wytwarzającym produkty, ale tam, gdzie je skonsumowano, to emisje produkcyjne rosną w Europie dość wolno – w Niemczech nawet spadają, ale te zawarte w konsumowanych produktach rosną szybko we wszystkich krajach. Kraje bogatsze eksportują „brudną” emisyjnie produkcję, a w światowym podziale pracy zajmują „czyste”, czyli niskoemisyjne miejsca pracy, np. w sektorze finansowym. W Chinach, fabryce świata, wielkość emisji rośnie, ponieważ podnosi się poziom produkcji i dobrobyt społeczeństwa. Jednakże 1/3 tego wzrostu konsumują importerzy chińskich produktów, czyli kraje rozwinięte.

Zmiany klimatu są strategicznym filarem dzisiejszego porządku światowego i znajdują się w agendzie wszystkich światowych organizacji, a także wśród politycznych warunków, jakie stawia Zachód przy nawiązywaniu kontaktów i podczas wymiany handlowej. Pekin, pomimo obaw o zahamowanie wzrostu, musiał znaleźć odpowiedź na tę strategię Zachodu. Zamiast jednak ograniczać rozwój, wykorzystał koniunkturę do budowy nowej branży gospodarki – energii odnawialnej. Zaskoczył tym Zachód i wykazał, że chińskie myślenie strategiczne dorosło do wyzwań współczesnego świata. Przyjrzyjmy się, w jaki sposób Chiny stały się liderem światowego zielonego przemysłu. Ten rewelacyjny sprint jest pouczającym przykładem przemyślanego nadrabiania zaległości w dziedzinie nowoczesnych technologii.

Jak Ameryka obudziła smoka

Globalne przemieszczenie sił, z Chinami w roli głównej, zawdzięczamy Stanom Zjednoczonym. W 1972 r. prezydent Richard Nixon zawitał w Pekinie, rozpoczynając dyplomację pingpongową i zbliżenie z komunistycznymi Chinami, by w 1979 r. mogły zostać wznowione pełne stosunki dyplomatyczne. USA usiłowały wyrwać Pekin z obozu komunistycznego, przede wszystkim jednak chciały otworzyć amerykańskim firmom drogę do ekspansji na tym niewiarygodnie wielkim rynku.

W latach 90. spośród 1,2 mld Chińczyków ponad 900 mln mieszkało na wsi, a 100 mln nie miało dostępu do elektryczności, Chiny były wymarzonym celem inwestycji. Po podpisaniu porozumień o wymianie naukowej i technicznej, kilkadziesiąt tysięcy młodych Chińczyków wyjechało na studia do USA. Zwiedzali laboratoria, biblioteki, linie montażowe, ucząc się pilnie i podpatrując kapitalistyczny świat. Wracali pełni nowej wiedzy, aby odbudować zniszczone w czasie rewolucji kulturalnej zasoby naukowe i technologiczne państwa. Uruchomiono liczne programy naukowe z udziałem Amerykanów, którzy mieli nawiązywać osobiste kontakty i zyskiwać wpływ na przyszłe decyzje inwestycyjne Chin.

Wreszcie Pekin otworzył się na zagraniczne inwestycje. W zamian za dostęp do swojego rynku oczekiwał przekazania swoim przedsiębiorstwom amerykańskich doświadczeń i technologii. Energia stanowiła jeden z kluczowych tematów: Stany zamierzały osłabić więzi technologiczne z blokiem komunistycznym (np. w kwestii radzieckich technologii nuklearnych) i jak najmocniej związać Chiny z Zachodem. Amerykańskie firmy sprzedały Pekinowi sprzęt górniczy warty dziesiątki milionów dolarów i podjęły się zbudowania największej na świecie kopalni odkrywkowej węgla. W 1975 r. zawarto, bardzo delikatne z politycznego punktu widzenia, porozumienie o współpracy w obszarze energii nuklearnej.

Początki były trudne: obie strony sobie nie ufały, a wymiana handlowa była mikroskopijna. Kluczowe stało się zapewnienie Chinom dostaw energii, a trzeba pamiętać, że technologie amerykańskie nie miały w tym czasie konkurencji. USA obawiały się jednak przekazywać sprzęt i urządzenia, które mogłyby zostać użyte w celach wojskowych, m.in. technologii sejsmicznych czy komputerowych. Dlatego domagały się jak najszerszego otwarcia rynku dla amerykańskich firm, oczekiwały zabezpieczenia swoich inwestycji, a także swobodnego przepływu zysków i ochrony patentów. Chińczycy zaakceptowali te reguły.

Dostęp warunkowy

Pomimo otwarcia na współpracę z Zachodempriorytetem chińskiej polityki pozostała suwerenność i brak zgody na zawieranie układów politycznych w zamian za udostępnienie technologii. To stanowisko jest aktualne i dzisiaj, wówczas jednak po drugiej stronie stały potęgi gospodarcze i militarne, a technologie były najpilniej strzeżonymi elementami kontraktów. Amerykanie zarządzali całym systemem kontroli eksportu, który nie pozwalał bez ich zgody na eksport technologii wrażliwych, np. podwójnego zastosowania(cywilnego i wojskowego). Narzędzia stosowane przy ich udostępnianiu, takie jak leasing, zarządzanie przez obywateli USA, zrzeczenie się dostaw w razie wycieku, miały zapobiec przejęciu dorobku intelektualnego i przemysłowego. Dziś wiemy, że system ten nie zadziałał prawidłowo.

Amerykanie od wielu lat używają technologii i nauki, jako narzędzia politycznego wpływu czy nacisku. Warunkowe udostępnianie nowoczesnych technologii było stosowane wobec krajów rozwijających się już za administracji prezydenta Cartera. Szczególny nacisk kładziono na otwarcie rynku dla dawcy technologii, tym samym utrwalając jego przewagę. Jednak skuteczność takiego narzędzia jest znacznie większa, gdy polityka ma jasne cele, np. nierozprzestrzenianie broni jądrowej, a także gdy potencjalni konkurenci chcą ze sobą współpracować. USA, Japonia i Europa Zachodnia kontrolowały eksport technologii do państw komunistycznych, szczególnie urządzeń nuklearnych czy zaawansowanych komputerów, poprzez istniejący wtedy COCOM (Coordination Committee). Chinom uchylono lekko drzwi zmniejszając restrykcje z Commodity Control List.

Amerykańskie firmy zainwestowały przede wszystkim w wydobycie ropy z dna chińskich mórz. Rząd USA wspierał je i poprzez Overseas Private Investment Corporation zabezpieczał przed ryzykiem politycznym. W latach 70. Stany eksportowały technologie wiertnicze za 30 mln dolarów, co dzisiaj wydaje się śmieszną kwotą. Robiły to z naiwną nadzieją, że Chiny nie będą potrzebowały wszystkich surowców, które wydobędą, a raczej staną się eksporterem ropy i węgla oraz zasilą Japonię czy Wietnam. Szacując zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego w połowie lat 90. nie przewidywały, że będą zmuszone do konkurowania z Chinami o światowe zasoby ropy naftowej. Nie śniło im się także, że przegrają z nimi wyścig w dziedzinie energii odnawialnej, gdzie technologicznie przewodzili światu od lat 70. W 1997 r. USA miały 43 proc. światowego rynku ogniw i modułów fotowoltaicznych, dziś mają zaledwie 4 proc.

Skromne początki i centralne planowanie

Fundamentem rozwoju chińskiego przemysłu opartego na wysokich technologiach był „Program 863” z 1986 r. Zainicjował go list czterech inżynierów, a inicjatywę podjął Deng Xiaoping. Rząd chiński przyjął za cel rozwój sektora zaawansowanych technologii. Pierwsze prace nad technologiami pozyskiwania energii z wiatru Chińczycy podejmowali jeszcze za czasów komunizmu, głównie aby dostarczać prąd na odległe tereny wiejskie. W latach 80. program rozwinięto w Mongolii Wewnętrznej, gdzie powstały ośrodki badań i rozwoju, przedsiębiorstwa produkcyjne, a jednocześnie importowano produkty z całego świata. Krajowe instalacje były niekonkurencyjne, dlatego jeszcze w latach 90. przeważał import z Ameryki, Niemiec i Danii, ale mniejsze turbiny wiatrowe chińskiej produkcji były już na tyle technologicznie dojrzałe, że zaczęły być eksportowane do Europy i Azji. W tym czasie chiński rynek zajęły urządzenia importowane z USA i Europy.

Cele Chin w tym czasie były bardzo skromne – w 2000 r. chciały osiągnąć jeden gigawat mocy wiatrowych (dzisiaj mają 75 GW). Jednocześnie z planowaniem rynku, Chińczycy tworzyli własne ogólnokrajowe i regionalne firmy państwowe. Po kryzysie zaopatrzenia w ropę w 1993 r. Pekin opracował strategię bezpieczeństwa energetycznego (nengyuan anquan), której nadano najwyższy priorytet. Wprawdzie podstawą pozostał krajowy węgiel i dostęp do światowych zasobów ropy, ale doceniono energię odnawialną i jej zalety: zmniejszenie uzależnienia od importu i neutralność wobec środowiska naturalnego. Chiny podeszły kompleksowo do wszystkich rodzajów energii odnawialnej. Opracowano strategie rozwoju dla każdej z nich – wiatrowej, słonecznej, hydroenergetyki, zaawansowanych technologii „czystego węgla”, energii jądrowej i nowej gałęzi przemysłu niskoemisyjnego . Jedynie biopaliwa nie zyskały przychylności władz ze względu na deficyt ziemi uprawnej, mogącej zaspokoić rosnące potrzeby żywnościowe.

Celem stało się zajęcie przez Chiny miejsca światowego lidera w technologiach i produkcji urządzeń niskoemisyjnych i energii odnawialnej. Przemysł zielonej energii został uznany przez Chińską Partię Komunistyczną za jeden z siedmiu „strategicznych przemysłów rozwojowych”, powstał plan budowania „narodowych liderów”, którzy zajmą miejsce na światowym rynku i poradzą sobie z międzynarodową konkurencją. Państwo ma ich wspierać, zasilać tanimi kredytami i koordynować rozwój, a także udzielać ulg podatkowych przy eksporcie. Dotychczasowi potentaci (USA, Japonia, Korea i Niemcy) już dawno zrealizowali strategie budowy zielonego przemysłu i jego międzynarodowej promocji, a energia odnawialna, produkcja turbin wiatrowych, paneli i baterii słonecznych zostały uznane za przyszłościowe. Chiny zrobiły to z wieloletnim opóźnieniem, ale za to na znacznie większą skalę.

W kolejnych planach pięcioletnich rządzący postawili kolejne cele przed nową energią: aktualnie jest to 15 proc. jej udziału w bilansie energetycznym. Przewidziano także oszczędności energii (według XI planu o 20 proc.). Używano do tego całego spektrum narzędzi, dostępnych tylko w unikalnym połączeniu rynkowej konkurencji i państwowego planowania. Osiąganie celów było obowiązkowe dla władz rządowych, ustalano je dla każdej prowincji, branże energochłonne obciążano podatkami. Jednocześnie zamykano stare elektrownie, fabryki cementu i huty żelaza.

Własna droga do rozwoju

Model chińskiego rozwoju jest bardzo daleki od rozwiązań rynkowych. Rząd twardą ręką trzyma całą branżą energetyczną, m.in. utrzymując na niskim poziomie ceny, co ma fundamentalne znaczenie dla przemysłu, który nie uniósłby wysokich cen energii i inwestycji w kosztowne urządzenia. W politykę taniej energii wkomponowano odnawialne źródła. Zobowiązano lokalne władze do zmiany miksu energetycznego, a dostawców energii do kupowania prądu od dostawców energii odnawialnej po wysokich cenach i sprzedawania według znacznie niższych urzędowych taryf. By taki zabieg miał ekonomiczny sens, trzeba uzyskać korzyści z produkcji urządzeń do generowania energii. Jedyną drogą jest zbudowanie własnego przemysłu, który – dzięki eksportowi swoich produktów – zrekompensuje koszt wyższych cen energii.

Aby nie dopuścić do przejęcia rynku przez zagranicznych konkurentów, w przetargach rządowych Chińczycy wprowadzili obowiązkowy udział krajowych produktów na poziomie do 70 proc. wartości („zasada 1204” lub „wymóg lokalnego wkładu”). Jedną z reguł była konieczność wchodzenia do przetargów wspólnie z lokalną firmą. Nacisk na jak najniższe ceny eliminował drogą konkurencję zagraniczną. Poza tym chińskie firmy były wspierane tanim kredytem z państwowych banków, a państwo przekazywało im za darmo ziemię i inne aktywa. W sektor nowej energii weszło wiele państwowych firm, także z sektora zbrojeniowego.

Ograniczenia te wprowadzono w 2003 r., a zakończono sześć lat później. Na początku Chiny produkowały bardzo drogo i nie mogły konkurować z zaawansowanymi produktami zachodnimi. Jednak dzięki wielkiej skali produkcji na lokalnym rynku, w ciągu kilku lat stały się najtańszym producentem na świecie. W 2009 r. ochrona rynku czy wspieranie lokalnych wytwórców nie były już potrzebne. Pomimo ostrego traktowania, firmy zagraniczne rzadko się skarżyły czy też odwoływały do sądów, bowiem nawet w tych warunkach ich sprzedaż rosła i eksportowały coraz więcej swoich wyrobów.

Na skutek uzyskania przewagi cenowej i nadrobienia zaległości technologicznych chińscy producenci odzyskali rynek krajowy. Udział zagranicznych dostawców spadł z 75 proc. w 2004 r. do 11 proc. w 2011 r. Przez lata Pekin godził się na rolę odbiorcy technologii, by wreszcie zrealizować strategię rozwoju własnej produkcji.

Konsekwentna polityka

Stabilność chińskiej polityki różni się od, stosowanych na Zachodzie, krótkotrwałych ulg podatkowych czy krótkookresowych programów rozwoju. Stany nie mają dalekosiężnych programów instalacji, jak Chiny, które do 2020 r. zamierzają wytwarzać 150 gigawatów energii wiatrowej i 50 gigawatów słonecznej. Nawet UE ma mniej konkretne plany. Stąd chińscy producenci i inwestorzy energii odnawialnej nie są poddani cyklowi wzrostów i spadków, których doświadcza branża w USA i Europie. Wręcz przeciwnie, mają pewność długotrwałego popytu.

Chińczycy szybko poradzili sobie z wiekowymi zaległościami w zakresie wiedzy i technicznym know-how, którymi dysponują dojrzałe gospodarki. Wykorzystując atrakcyjność swojego rynku dla zachodnich inwestorów, nawiązali współpracę naukową i technologiczną. Dzięki angażowaniu inwestorów zagranicznych we wspólne przedsięwzięcia z krajowymi przedsiębiorstwami, genialnej wprost umiejętności kopiowania i udoskonalania rozwiązań oraz wątłej ochronie własności intelektualnej, ich słabość została szybko przezwyciężona. Dochodziło co prawda do sytuacji krytycznych, gdy chińskie firmy udostępnione technologie po prostu kradły. Oskarżenia amerykańskiej AMSC czy duńskiej Mita-Teknik wobec chińskiej firmy Sinovel pokazują, że czasami Chińczycy przekraczali granicę wytrzymałości inwestorów. Praktyki te wzmagały polityczny nacisk Europy i USA na ochronę własności intelektualnej, na który Pekin jak zwykle odpowiadał z dużym spokojem. W ten sposób zyskiwał czas na zmniejszenie przewagi Zachodu, po czym nieśpiesznie porzucał zaskarżane praktyki.

Chińskie firmy mają ogromną przewagę niskich kosztów pracy – kluczową w produkcji urządzeń o dużym wkładzie pracy, ale także korzystniejsze od Zachodu warunki produkcji ze względu na łagodne przepisy ekologiczne, tanią energię i monopolistyczną pozycję w obszarze metali ziem rzadkich niezbędnych dla tego przemysłu (w ich rękach znajduje się 90 proc. światowych zasobów). Aby te przewagi uruchomić, potrzebny jest tani kapitał dla producentów. Jego głównym dostarczycielem jest państwo, preferujące potentatów rynkowych i nie troszczące się o małe czy prywatne przedsiębiorstwa. Powtarza się tu – zwieńczony sukcesem – model zastosowany przy tworzeniu gigantycznych chińskich firm naftowych, realizujących państwową politykę walki o dostęp do światowych złóż ropy i gazu. Jednak w energii odnawialnej czynniki geopolityczne nie są tak istotne, bardziej liczy się innowacyjność, wynalazczość technologiczna i baza przemysłowa. Chińczycy są bardzo mocni w produkcji, jednak europejskie czy amerykańskie firmy są w dalszym ciągu bezkonkurencyjne w innowacyjności, standaryzacji, integracji systemów i urządzeniach produkcyjnych. Pytanie, jak „zielony energetyczny smok” poradzi sobie z tymi przewagami konkurentów.

Zielony lider

Chiny prowadzą w światowym bilansie energetycznym uwzględniającym odnawialne źródła energii. Należy do nich 23,6 proc. światowego potencjału, podczas gdy USA ma 16 proc., a Niemcy 11 proc. (głównie dzięki energii słonecznej). Są liderem w dwóch najważniejszych źródłach: elektrowniach wiatrowych (27 proc. zainstalowanych mocy) i w małych elektrowniach wodnych (aż 34 proc.). Drugie w kolejności USA mają w tych obszarach prawie dwukrotnie mniejsze moce. W pozyskiwaniu energii z wiatru Chińczycy zostali światowym liderem w 2009 r., kiedy to wyprzedzili USA. Podobnie jest z produkcją, gdzie największe cztery chińskie firmy – Goldwind, Sinovel, United Power i Mingyang – zajmują ponad 25 proc. rynku. Nie są jednak jego liderami, ustępują m.in. duńskiemu producentowi Vestas.

Chińczycy są również pierwsi w użyciu energii słonecznej do celów grzewczych – mają aż dwie trzecie światowych mocy, a około 200 mln domów ogrzewanych jest kolektorami słonecznymi. Także ta gałąź czystej energii rośnie w Chinach także najszybciej – w 2010 r. aż 81 proc. mocy powstałych na świecie pochodzi z Państwa Środka.

Ze względu na wysokie koszty Pekin powoli rozwija energię elektryczną z instalacji fotowoltaicznych (4,4 proc. światowych mocy w 2011 r. w porównaniu z 36 proc. Niemców). Jednak jest niekwestionowanym liderem w produkcji tych urządzeń – dziesięć największych firm chińskich (do liderów należą Suntech Power i Yingli Green Energy) dostarcza 30 proc. produkcji. W 2002 r. startowali od zera., by już w 2008 r. produkować 55 proc. światowej fotowoltaiki, z czego 75 proc. eksportować (do niedawna było to aż 95 proc.!).

Zielone technologie są znacznie bardziej pracochłonne niż klasyczne, dlatego ich sukces przyniósł ogromną ilość miejsc pracy. Jeśli światowe zatrudnienie w energii odnawialnej szacuje się na 5,7 mln miejsc pracy (2012 r.), to Chińczyków pracuje w tej branży aż 1,75 mln. Najwięcej miejsc pracy przyniosły energia słoneczna, grzewcza (800 tys.) i fotowoltaika (300 tys.).

Wyjście na świat

Po opanowaniu krajowego rynku rozpoczęło się wielkie wyjście w świat. Chińczycy, chcąc ograniczyć ryzyko, zaczęli kupować firmy w krajach rozwijających produkcję zielonej energii i zdobywali w ten sposób bezpieczny dostęp do ich rynków. Zachętą była europejska i amerykańska polityka zobowiązująca do inwestycji w odnawialne źródła i gwarantująca z nich wysokie zwroty. W połączeniu z niskimi cenami chińskich produktów pojawiła się niebywała okazja do ekspansji. Szczególnie, że chińskie banki zaczęły finansować zarówno inwestycje komercyjne, jak i pomoc dla krajów biednych. Dzięki temu Chińczycy są największymi dostawcami i budowniczymi energetyki wodnej – prowadzą aż 18 z 24 światowych projektów. Największe firmy państwowe, jak Sinohydro, wygrały przetargi w Kambodży, Laosie, Nigerii i Etiopii. Przy takich inwestycjach kluczowa jest polityka zagraniczna dostawcy, a Pekin włącza doświadczenia wielkich przedsiębiorstw do swoich narzędzi polityki zagranicznej. Szczególnie w energetyce wodnej oraz ogrzewaniu solarnym, gdzie chińskie technologie są znacznie bliższe poziomowi rozwoju krajów biedniejszych niż wyrafinowane rozwiązania zachodnie.

Przewagą takiej dyplomacji jest brak charakterystycznej dla Zachodu warunkowości udzielania pomocy(conditionality), gdy odbiorcy otrzymują ją pod specjalnymi warunkami, np. dotyczącymi ustroju politycznego czy kwestii obyczajowych. Pekin jest zwolennikiem zasady nieingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw, i tego samego domaga się od innych, np. w sprawie Tybetu czy Tajwanu. Taka polityka dla wielu rządów jest atrakcyjną alternatywą wobec oferty Zachodu. W krajach rozwijających się pomocny jest także sposób inwestycji, włączający w ich realizację lokalne przedsiębiorstwa.

Posunięcia antydumpingowe

Gdy Chiny zalewały zagraniczne rynki tańszymi produktami, w krajach OECD narastał sprzeciw. Rozwijane od 1973 r. technologie odnawialne miały być siłą Zachodu, ich eksport miał kompensować wysokie koszty zielonej energii, dawać pracę i dochody z handlu. Tymczasem stało się inaczej. Amerykanie, mając podobne doświadczenia z okresu wojny handlowej z Japonią w przemyśle półprzewodników sprzed 30 lat, już wcześniej podjęli działania chroniące własne firmy i nie oddali przewagi technologicznej, zmuszając chińskie władze do rezygnacji z preferowania własnych przedsiębiorstw przed Światową Organizacją Handlu (WTO). Zatem gdy w 2011 r. amerykańskie firmy zwróciły się do rządu o ochronę przed dumpingiem modułów fotowoltaicznych, w marcu 2012 r. Biały Dom wprowadził cła na zaporowym poziomie (między 31 a 250 proc.). Razem z Europą i Japonią próbuje też zmusić Pekin do skończenia z ekologicznymi ograniczeniami eksportu metali ziem rzadkich, mających kluczowe znaczenie w podnoszeniu sprawności urządzeń w energetyce odnawialnej.

We wrześniu 2012 r. także UE podjęła dochodzenie antydumpingowe i 8 maja 2013 r. wprowadziła ochronę europejskich wytwórców poprzez 47-procentowe cło na import chińskich baterii słonecznych. Mimo że energia odnawialna ma jeszcze niewielki udział w handlu międzynarodowym, to ryzyko wojny celnej istnieje. Jeśli Chiny odpowiedzą blokadą znacznie większych sektorów, np. chemicznego czy samochodowego, to straty dla Europy (szczególnie dla Niemiec) będą znacznie bardziej dotkliwe niż utracony zielony eksport.

Poprzez wojny celne do hegemonii G-3?

W sytuacji gdy państwo stosuje administracyjne metody kreowania rynku i budowania własnego odnawialnego przemysłu, obciąża gospodarkę dodatkowymi kosztami. Globalna konkurencja, nieuchronnie rodzi konflikty, gdy wchodzi do niej taki potężny gracz jak Chiny. Sprzeczności interesów, walka o dostęp do rynków i podział kosztów prowadzą do protekcjonizmu. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Oczywiście. Zmowa wielkich: albo globalnie do porozumienia, jak rozwiązać narastające problemy, albo wojny handlowe staną się codziennością.

Jest to jednak niebezpieczny scenariusz. Jeśli przełamane zostaną dzisiejsze konflikty i dojdzie do wielkiego podziału tortu, może powstać zielone G-3: Chiny-USA-UE. Ta grupa może być znacznie bardziej efektywna w narzucaniu całemu światu energii z nowych technologii. Na użytek publiczny uzasadnieniem takiej strategii mogą być zmiany klimatyczne. Jednak realnymi motywami i wspólnym interesem wielkich eksporterów nowoczesnych technologii energetycznych są bezpieczeństwo energetyczne i korzyści z handlu. Ich wymagania wobec odbiorców – takich jak Polska – mogą być o wiele trudniejsze do spełnienia niż warunki arabskich czy rosyjskich producentów ropy.

Czy czeka nas nowy energetyczny porządek światowy? Zobaczymy.

Andrzej Szczęśniak

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułUchwycić odmienne trajektorie, czyli rzecz o stosunkach rosyjsko-gruzińskich.
Następny artykułAfrykańska szachownica
Ekspert rynku ropy naftowej i paliw, gazu ziemnego i energii oraz bezpieczeństwa energetycznego. Lat 55. Prowadzi ekspercki portal branżowy NaftaGaz.pl (www.NaftaGaz.pl) poświęcony sprawom sektora oil&gas oraz bezpieczeństwa energetycznego oraz blog www.szczesniak.pl "Paliwa, Energia, Polityka". Od 1991 roku w sektorze naftowym, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych w latach 1995 – 2001. Jako prezes zarządu Konsorcjum Gdańskiego SA 1999 – 2002 brał udział w prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej. W latach 2002 - 2006 w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. 2006 - 2007 r. prezes zarządu Lotos Partner w Grupie Lotos S.A. Obecnie analityk sektora naftowego i gazowego i wydawca serwisów branżowych. Często komentujący bieżące wydarzenia w mediach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ