Polacy – Rosjanie: więcej publicystycznych stereotypów niż rzetelnej historii

2

Co pisze się w Rosji o Polsce? Krótka i jednoznaczna odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa – i dzięki Bogu. Dawno minęły już czasy, kiedy to cała prasa i społeczność ekspertów na żądanie „z góry” przełączały się na negatywny czy pozytywny ton. Nie minęły one wyłącznie w świadomości niektórych polskich ekspertów piszących o Rosji, gotowych w każdej przyjaznej czy przeciwnie – polonofobicznej replice rosyjskiego dziennikarza lub rosyjskiej agencji informacyjnej ujrzeć „rękę Kremla” i zmianę całej polityki Moskwy w stosunku do Warszawy.

O Polsce pisze się w Rosji dużo – w ciągu ostatnich dziesięciu lat pojawiła się rekordowa liczba  książek historycznych i publicystycznych, zbiorów dokumentów, monografii oraz stron internetowych. Istnieją cztery regularnie uzupełniane strony internetowe poświęcone samej tylko tematyce Katynia, a wszystkie związane z tą sprawą ważne dokumenty archiwum Politbiura zamieszczone są w Internecie. Pojawiają się głosy w pełni zgodne z polskim podejściem do kwestii Katynia, są i oponenci. Jedni i drudzy wypowiadają się swobodnie. Tak więc problem nie tkwi w zakazach. Problem tkwi w tym, że całe to rozległe morze informacji słabo dociera do przeciętnego Rosjanina, stale odciąganego przez bardziej dramatyczne historie, związane z USA, Bliskim Wschodem, czy, powiedzmy, z wojną w Gruzji 2008 roku.

„Asymetria” relacji rosyjsko-polskich w niczym nie przejawia się tak silnie, jak w wiedzy historycznej obu narodów o sobie nawzajem. O ile Polacy hołdują wielu stereotypom związanym z Rosjanami- jak okaże się w dalszej części artykułu, niektóre z nich mają dwieście lub nawet więcej lat, o tyle statystyczny Rosjanin nie ma żadnych stereotypów o Polakach. Jednak ten brak stereotypów wypływa nie z otwartości poglądów, lecz z braku elementarnej wiedzy o polskich realiach.

Dlaczego wiemy mało? Ponieważ nie chcemy wiedzieć!

Historycznie tak się złożyło, że obiektywnych informacji o Polsce w Rosji było mało, mimo ścisłego splotu historycznych losów obu krajów. Z czasów carskich pozostał stereotyp „pyszałkowatego Lacha”, odnoszącego się z pogardą do wschodnich braci Słowian i wschodniej (prawosławnej) gałęzi chrześcijaństwa. Pogarda ta ujawniła się w tragicznym dla Rosji początku wieku siedemnastego. Oddzielać państwo od ludu i wyjaśniać, że Polacy deklarują nienawiść właśnie wobec „caratu”, a nie narodu rosyjskiego, oficjalna carska propaganda ze zrozumiałych przyczyn nie chciała.

Z kolei w latach późnego Związku Radzieckiego Polacy byli przez Rosjan romantyzowani: polonofile-rewolucjoniści: Aleksander Hercen i Michaił Bakunin zostali wyniesieni do panteonu radzieckich „świętych”, ukazywany jako przykład dla młodzieży Feliks Dzierżyński stał się rekordzistą wszechczasów wśród Polaków pod względem liczby postawionych mu za granicą pomników. Zachwycająca się weteranami Armii Krajowej dysydencka inteligencja radziecka wykorzystywała tę oficjalną romantyzację Polski, żeby po cichu tłumaczyć Stanisława Jerzego Leca i wystawiać sztuki buntowniczych polskich dramaturgów.

Wolność słowa na szkodę przyjaźni i obiektywizmu

Wraz z końcem czasu zakazów, zakończył się również niestety okres rosyjsko-polskich sympatii. Jak się okazało, wolność – i w Rosji, i w Polsce – nie szła w parze z romantyzacją sąsiada. W Rosji, choć w niezbyt szerokich kręgach, zaczęły pojawiać się negatywne stereotypy dotyczące Polaków. Niepoślednią rolę odegrały w tym „starania” polityków i wybuchające regularnie rosyjsko-polskie „wojny medialne”. Interesujący się polityką Rosjanie często czerpią informacje o Polsce z nie do końca trafnych wypowiedzi niektórych polskich polityków i publicystów, a także tłumaczeń mistrzowskich w swojej negatywnej wymowie artykułów z polskiej prasy na portalu InoSMI.

Tym niemniej również dzisiaj łatwo jest spotkać dorosłych Rosjan, którzy w ogóle nie słyszeli o tym, że nasz kraj ma jakieś problemy w relacjach z Polską. O wiele trudniej jest spotkać Polaków o równie niewinnych sercach. A zupełnie niedawno (jeszcze w latach dziewięćdziesiątych) tacy ludzie stanowili w Rosji większość. I jeśli istnieją jakieś pozytywne następstwa bezustannych rosyjsko-polskich utarczek, to nie polegają one na „powstrzymywaniu rosyjskiego imperialistycznego ekspansjonizmu”. Zasługi profesjonalistów na tym polu są w rzeczywistości niewielkie, ponieważ wspomnianego wyżej ekspansjonizmu w obecnej chwili po prostu nie ma: putinowska elita nie wyróżnia się demokratyzmem, jednak na pewno nie dąży do aneksji zewnętrznych.

Pozytywne następstwa niedawnych polsko-rosyjskich skandali polegają na tym, że do szerokich kręgów Rosjan dotarło w końcu, że Polacy żywią wobec Rosji wiele historycznych urazów. I zostały podjęte pierwsze próby rozprawienia się z historycznymi korzeniami tych urazów. Jest to ogromny postęp. Przecież wcześniej rosyjska historiografia znała tylko dwie odpowiedzi na polską rusofobię. Pierwszą stanowiło przyjęcie postawy obronnej pod tytułem: „a przecież wy też chcieliście nas podbić”. Metoda ta była wykorzystywana za cara, a obecnie pojawia się czasami w wypowiedziach niektórych rosyjskich polityków. Druga odpowiedź to romantyzacja Polski, przyjęcie z zachwytem wszystkich polskich koncepcji zapóźnienia Rosji i pełne usprawiedliwianie zachodniego sąsiada we wszystkich jego działaniach. Tradycja takiego bezkrytycznego odbioru sięga wspomnianych wyżej dziewiętnastowiecznych rewolucjonistów rosyjskich i polonofilów: Aleksandra Hercena (1812-1870) i Michaiła Bakunina (1814-1876). Przy całej sympatii dla tych bojowników przeciwko caratowi, nie można ich postrzegać jako źródła obiektywnej informacji o współczesnej im Rosji czy Polsce. Obaj „starcy z lwimi grzywami” byli już zbyt mocno zaangażowani w walkę. Zadziwiające jest jednak to, że współczesna prasa polska często kieruje się w swoim podejściu do Rosji Bakuninowskimi i Hercenowskimi stereotypami, chętnie powtarzanymi przez niektórych dzisiejszych krytyków prezydenta Putina, takich jak Waleria Nowodworska. Zaś prasa rosyjska sięga, chociaż o wiele rzadziej, po stare antypolskie sztandary z czasów Mikołaja I i wiersza Aleksandra Puszkina Oszczercom Rosji.

Źródło zła – ignorancja, a nie „imperializm”

Książka Jurija Borisienoka Michaił Bakunin i „polskaja intriga” wydana w 2001 roku przez wydawnictwo MK Kniga i opowiadająca o relacjach między emigrantem-rewolucjonistą Michaiłem Bakuninem a polską emigracją lat czterdziestych XIX wieku, proponuje w istocie rewolucyjną odpowiedź na pytanie o wszystkie rosyjsko-polskich sprzeczności. Odpowiedzią tą jest niedostateczna wiedza o sobie nawzajem, która towarzyszyła relacjom rosyjsko-polskim na przestrzeni całej ich historii.

Jurij Borisienok, redaktor naczelny czasopisma historycznego „Rodina” („Ojczyzna”), urodzony w białoruskim Połocku, w tej wzajemnej niewiedzy orientuje się znakomicie. Unikalność sytuacji Białorusi polega właśnie na tym, że z jej wciśniętego pomiędzy Rosję i Polskę terytorium łatwiej dostrzec wszystkie braki Polaków i Rosjan w wiedzy o sobie nawzajem.

W swojej książce Borisienok przytacza cytaty z polskich wydawnictw emigracyjnych lat czterdziestych XIX wieku, które dzisiaj bez problemu mogłaby przedrukować „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita” czy „Gazeta Polska”. Ponadto pokazuje nie tylko konflikty wewnątrz ówczesnej emigracji polskiej (prawicowy Hotel Lambert przeciwko lewicowemu Towarzystwu Demokratycznemu Polskiemu), ale również dwa główne źródła polskich stereotypów związanych z Rosją, które pojawiły się już wówczas, w dziewiętnastym wieku. Pierwszym z nich było przypisywanie Moskwie najgorszych planów ekspansjonistycznych zjednoczenia Słowian pod berłem rosyjskiego cara (w rzeczywistości silnie przesadzonych – zarówno za Mikołaja I, jak i za Putina). Drugim – oczekiwanie na rewolucję, która jakoby była gotowa wybuchnąć w Rosji i miała przynieść Polakom same pozytywne skutki. Abstrahując- w tym elemencie polskiego podejścia między powstaniem dekabrystów 1825 roku, a mitingami na Placu Błotnym w 2011 roku nic się nie zmieniło.

„Powstały w latach 1840-1841 w rezultacie polemiki węgiersko-słowackiej termin «panslawizm», rozpowszechnił się szeroko w Europie (…) utożsamiano go z przewidywanym niebezpieczeństwem ze strony mikołajowskiego imperium, które niosło  Europie niezliczone klęski (…) Takie postrzeganie możliwości caratu nie miało realnych podstaw i wykorzystywane było przez kręgi rządzące państw germańskich do podsycania nastrojów antysłowiańskich” – pisze Borisienok (Michaił Bakunin i „polskaja intriga”, s. 105). Aby nie męczyć czytelnika tłumaczeniami z rosyjskiego z powrotem na język oryginału, nie będę przytaczać zebranych przez Borisienoka cytatów z ówczesnej polskiej prasy emigracyjnej, nazywającej panslawizm „panmoskalizmem”, oskarżającej carat o próby podbicia całej Europy lub wyprowadzającej genealogię Państwa Rosyjskiego od tatarskiej Złotej Ordy – wszystkie te idee są wszak znajome każdemu współczesnemu czytelnikowi polskich gazet. Szczególnie zabawne jest to, jak ówcześni polscy publicyści uchwycili się słów Bakunina o „prusko-tatarskiej istocie monarchii Romanowów” (aluzja jest zrozumiała: książęta moskiewscy w swoim czasie wybili się spośród innych dzięki kolaboracji z Tatarami, a siedemnastowieczni rosyjscy carowie żenili się niemal wyłącznie z Niemkami). Te ostre słowa Bakunina przypominają się dzisiaj, kiedy czytamy opinie o tym, że Putin jest prezydentem mniejszości narodowych Rosji (w Tatarstanie i Czeczenii otrzymał większy odsetek głosów niż we Włodzimierzu), lub sugestie, że Putin nie jest Rosjaninem, a „Niemcem na Kremlu”.

Autorzy cytowanego przez Borisienoka wydawnictwa emigracyjnego „Demokrata Polski” nie znali rzeczywistego stanu rzeczy w Rosji oraz jej historii. Dlatego tak łatwo wierzyli tezom Bakunina o gotowości niemalże całego narodu rosyjskiego do powszechnego zrywu rewolucyjnego, a także jego opowieściom o własnych „szerokich kontaktach” we wszystkich kręgach społeczeństwa rosyjskiego od Syberii do Brześcia, które w rzeczywistości okazały się mrzonką. Echa tych nastrojów można usłyszeć również dzisiaj w nadziejach współczesnych polskich publicystów na przerodzenie się demonstracji dziesięciu tysięcy moskiewskich blogerów na Placu Błotnym w „obalenie reżimu” czy zdobycie położonego nieopodal Kremla.

Przeciwko Wierze, Carowi i Ojczyźnie

Tym niemniej, spojrzenie Borisienoka na polską emigrację oraz jej (i Michaiła Bakunina) poszukiwania, jest ogólnie pozytywne, pełne empatii. Jednak jako posiadający wiedzę historyka, Borisienok pokazuje, że przejaskrawione historie z rosyjskiej rzeczywistości, ochoczo rozpowszechniane przez Bakunina i Hercena oraz przedrukowywane w polskiej prasie, nie miały najczęściej podstaw – podobnie jak nie mają dzisiaj podstaw opowieści Nadieżdy Tołokonnikowej z Pussy Riot o „obozach zagłady” na rosyjskiej prowincji.

Zresztą prawosławna cerkiew, wzięta na celownik przez tancerki z Pussy Riot, również wówczas, w dziewiętnastym wieku, często stawała się celem Bakuninowskich i Hercenowskich demaskacji, podchwytywanych z chęcią przez polskie wydawnictwa emigracyjne i podziemne. Na przykład Bakunin w paryskim wydaniu „Constitutionnel” pisze o prześladowaniu unickich mniszek na terenie obecnej Białorusi: „Jedyne zapewniające zbawienie wyznanie grekoprawosławne głoszone tam było, jak wiadomo, z pomocą kartaczy i masowego bicia ludności (…) Ja sam w charakterze rosyjskiego oficera byłem świadkiem tak krwawego traktowania – dzięki Bogu, tylko świadkiem” – pisze Bakunin w roku 1850.

Oto, jak komentuje tę tezę przenikliwy Jurij Arkadiewicz Borisienok: „Rzeczywiście, duchowieństwo prawosławne, z biskupem Józefem Siemaszką na czele, rzuciło się na unitów, niepodporządkowujących się decyzjom Soboru Połockiego, który ogłosił 12 lutego 1839 roku zjednoczenie cerkwi prawosławnej i grekokatolickiej. Zachowało się wiele dokumentów o zmuszaniu białoruskich chłopów unickich do przechodzenia na prawosławie; co więcej, rosyjski Kodeks Karny, który wszedł w życie z dniem 1 stycznia 1848 roku, wprowadzał dwuletnią zsyłkę i kary cielesne za skłonienie osób prawosławnych do przejścia na inny odłam prawosławia. Jednak wspomniane awantury były związane z gorliwością w wypełnianiu ukazu z 1839 roku – a co za tym idzie, Bakunin, który opuścił służbę cztery lata wcześniej, mógł wydawać sądy o tych historiach jedynie na podstawie usłyszanych relacji, wykorzystując przede wszystkim informacje zaczerpnięte z prasy europejskiej”.

Ile podobnych i opartych na plotkach negatywnych „odkryć” dotyczących rosyjskich i polskich realiów pojawia się obecnie się w polskiej i rosyjskiej prasie? Cele pozostają identyczne: kościół „wyniosłego sąsiada”, jego elita polityczna, a przy okazji również negatywne cechy sąsiedzkiego charakteru narodowego. Z reguły są to te same cechy, które łatwo dostrzec również wśród własnych rodaków, jako że charaktery narodowe Polaków i Rosjan są do siebie przecież bardzo podobne. Możliwe, że zwyczaj celowania anegdotami w „Boga, Cara i Ojczyznę” sąsiada ma również  swoje źródło w minionych wiekach.

Wydaje się że historia postanowiła zakpić sobie z miłośników poszukiwania drzazgi w cudzym oku, a niewidzących jednocześnie belki w swoim. Borisienok odnotowuje bowiem „właściwy rosyjskiej myśli społecznej totalny negatywizm w stosunku do historycznych losów narodu polskiego” (s. 78-79). Totalny (i niesprawiedliwy!) negatywizm Rosjan znalazł swoje odbicie w równie totalnym negatywizmie polskim.

Za dużo publicystyki, za mało historii

Gdybyśmy spróbowali podsumować „dwudziestolecie wolności” w historiografii rosyjsko-polskiej (a wolność druku w Polsce i Związku Radzieckim pojawiła się niemal jednocześnie – mniej więcej w latach 1988-1989), moglibyśmy zdiagnozować „chorobę wolności” w sposób następujący: za dużo publicystyki, za mało historii. Powstało mnóstwo demagogicznych książek, a w Rosji wydano wiele haniebnych publikacji na temat rozstrzelania w Katyniu. W niektórych z nich podejmowane są próby zanegowania udowodnionego tysiącami dokumentów przestępstwa NKWD. W innych – próby porównania liczby zgonów radzieckich jeńców wojennych po wojnie 1920 roku i polskich po internowaniu polskich oddziałów w latach 1939-1940.

Trzeba jednak zauważyć, że uczciwe, oparte na dokumentach książki o Katyniu – takie jak kilka prac historyka Natalii Lebiediewej z Instytutu Historii Powszechnej RAN – stanowią jednak, dzięki Bogu, większość.

Z tym większą przyjemnością i zainteresowaniem warto więc odnotować udane książki historyczne, do których należy rewelacyjnie wydana i udokumentowana tysiącami odwołań do archiwów książka Borysa Władimirowicza Nosowa Ustanowienie władzy rosyjskiej w Rzeczypospolitej. Lata 1756-1768 (ros.-Ustanowlienije rossijskogo gospodstwa w Rieczi Polspolitoj.1756-1768.)

Publikacja Nosowa przypomina o tym, że rozbiór 1772 roku był skutkiem nie tylko podstępnych zamysłów Katarzyny II, lecz przede wszystkim nieodpowiedzialnego postępowania polskiej szlachty. Zresztą nad czym tu się zastanawiać, skoro jeden z sejmów jeszcze przed rozbiorem 1772 roku, z powodu ogromnego wpływu rosyjskiego feldmarszałka i ambasadora w Polsce Nikołaja Riepnina na jego uczestników, został wręcz nazwany „sejmem Riepnina”. To właśnie sprawia, że książka Nosowa stanowi bardzo interesującą lekturę również pod względem lepszego zrozumienia problemów Rosji: nie tylko w Rosji elita zachowywała się nieodpowiedzialnie w stosunku do własnych „poddanych”, przegrywając ich w karty i stawiając współrodaków o kilka stopni niżej w drabinie społecznej niż przyjezdnych „cywilizowanych mieszkańców” ziem niemieckich czy francuskich.

Podobny stosunek „elity” do „bydła” (jedyne polskie słowo, które weszło do współczesnego słownika rosyjskiego, oznaczające tych, których w Polsce nazywa się chamami) nie został przezwyciężony ani w Rosji, ani nawet w Polsce. Jednym z kroków ku temu mógłby stać się oparty na szacunku i życzliwości stosunek do sąsiadów – Polaków do Rosjan i Rosjan do Polaków. W przeciwnym razie pozostaniemy wiecznie ukazującymi wzajemną niechęć lustrzanymi odbiciami.

Dmitrij Babicz

przekład z j. rosyjskiego  – p.t.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

2 KOMENTARZE

  1. Wszystkich Rosjan (Władimir Bukowski i Siergiej Koroliew nie spotykają się, jakąkolwiek uwagą a Politkowska została zamordowana) łączy przekonanie, że lepsza Rosja to większa Rosja. Tu łączą się zwolennicy Putina, Żirinowskiego i Ziuganowa.

  2. Buczyński , nie bredż i nie obrażaj ! Wróć do prasy pisowskiej durniu . Że też to bydło pleni się nawet na tak wysublimowanych stronach ! Straszne !
    Art. p. Babicza jest jednostronnie uległy i autor bije się tylko w „ruskie ” piersi . Co do najazdów Buczyński , to na Rosję napadał Zachód częściej niż odwrotnie . Ba , za Jelcyna mało jej nie rozebrali zachodni banksterzy . A i teraz sytuacja na Ukrainie zapoczątkowana obalaniem konstytucyjnego prezydenta sterowana jest przez USA/NATO/UE .
    Pomijam zupełnie absurdalne przekonanie sporej części idiotów o rosjskie sprawstwo katastrofy smoleńskiej i plugawą rusofobię „elit ” solidarnościowych przy jednoczesnym zamieceniu pod dywan ludobójstwa zbrodniczego bbanderowców ! Pełen odlot jak u Buczyńskiego z Zambrowa !

ZOSTAW ODPOWIEDŹ