Salvador de Madariaga „Francja – Niemcy”

0

Konflikt pomiędzy Niemcami i Francją, najsilniejszy bodaj i najbardziej trwały konflikt na kontynencie, stanowi główną cechę psychologicznego krajobrazu Europy. Rozłam, który dokonał się w Imperium Karola Wielkiego wyznaczył początek, ciągnącej się przez następne stulecia, rywalizacji dwóch gałęzi germańskiej społeczności. Rozłam ten w żadnym razie nie był prostym efektem podziału ojcowskiego majątku pomiędzy synów Karola. Był on najpewniej pochodną innych przyczyn i uwarunkowań historycznych. Wywołany został mentalnymi i moralnymi różnicami charakteru, które złożyły się na odrębny typ psychologiczny ludów zamieszkujących oba brzegi Renu.

Na wschodnim brzegu mieliśmy Niemców, lud żyjący na sposób koczujących plemion i stąd nawykły traktować życie jako coś podlegające ciągłym przemianom, nie dające się zakląć w trwały, spiżowy model; lud – w którego zbiorowej duszy idee i uczucia, niczym chmury gnane wiatrem po niebie, nieustannie i naprzemiennie falowały, bez szansy wytchnienia, bez nadziei na spoczynek i utrwalenie w ostatecznym kształcie.

Na zachodnim brzegu mieliśmy Francuzów, lud od zawsze zamykający przejawy swego życia w konkretnych i skończonych formach, do tego stopnia, że nawet najmniej znaczące zdarzenia codzienności regulowane były przez przykładnie długowieczne konwenanse. Za ich pomocą, przelotne, połyskujące własnym blaskiem witalności, momenty żywota – przemieniano w starannie i kunsztownie tworzone, a mimo to obiegowe i powtarzalne monety.

Prawem tego oto kontrastu pomiędzy dominującym typem umysłu u Niemców i Francuzów, obie nacje wydane zostały fatum trwałej rywalizacji, pełnej czyhających zagrożeń, lecz zarazem obfitującej w plony. W tym konflikcie franko-niemieckim manifestowała się różnica pomiędzy metalem ciekłym a metalem zastygłym w zawczasu sporządzonej matrycy, pomiędzy płynącym swobodnie nurtem rzeki a ograniczającymi go – betonową tamą i groblą.

Bo oto poczucie formy nakazuje Niemcom dążenie do ciągłej zmiany; poczucie formy czyni wstrętną wszelką zmianę Francuzom. Niemcy pozostają trwale związani ze źródłami swego nieustannie falującego życia, podczas gdy Francuzi – przeciwnie – zdają się zawsze poszukiwać końcowego przystanku na drodze żywota, miejsca spoczynku po odnalezieniu ostatecznej recepty na życie, kiedy wszystko już zostaje powiedziane, spełnione, pomyślane i (nade wszystko) niczego już nie potrzeba zmieniać (stąd ich przejęcie blaskiem, zmysł blichtru, wykończenia rzeczy). Dlatego też wydawać się może, że Niemcy wciąż pozostają barbarzyńcami, ludem stojącym na początku swej historycznej drogi, gotowym „maszerować” ku własnej Przyszłości; podczas gdy Francuzi przypominają raczej człowieka, który wypełnił własną misję i poza życzeniem, aby wygodnie usiąść i opowiadać anegdoty z myślą nie tyle nawet o ich treści, co o sposobie w jaki opowiadać je potrafi, nie posiada już żadnego innego pragnienia.

Analiza języków obu nacji potwierdza powyższe impresje. Za zasadniczą cechę języka niemieckiego, którą warto wziąć tu pod rozwagę, należy uznać powszechność występowania słowa werden, z kolei język francuski charakteryzuje się dominacją przedimka partytywnego. Myśl znaczeniowa werden ujawnia się także w innych językach europejskich, w czasownikach takich jak anglojęzyczne become lub francuskojęzyczne derenir. Oba czasowniki, choć wcale często używane – trudno uznać za wszędobylskie. Język hiszpański nie zna odpowiednika słowa „stawać się” – który to fakt zasługuje na odrębne potraktowanie. Tymczasem w niemczyźnie, słowo werden jest najczęściej używanym czasownikiem, zyskującym dodatkowo na znaczeniu jako czasownik pomocniczy. Rzecz w języku niemieckim nie tyle jest zrobiona; ona staje się zrobioną. Tym samym język ten nabiera waloru ciągłości, podlega rytmowi zmienności i przepływu. Przymioty i stany rzeczy, wyrażane w nim przez czasowniki, nie mają cechy trwałości, „nie są” – „stają się”. Nie trwają niezmienne, przeobrażają się, wstępują w nowy etap rozwoju, który zapoczątkowuje jedynie kolejne stadium nieustannej przemiany. Stąd też niemczyzna redukuje do koniecznego minimum chwilę zwaną Teraźniejszością, włączając ją do płynnego procesu sukcesji chwil poprzedzających i następujących. Wynikiem tego jest rezygnacja ze stosowania sein, być, na rzecz werden, stawać się, po to, aby wyrazić ową płynność, która stanowi najgłębszą cechę niemieckiego życia. Właśnie fakt, że ten czasownik, tak odrębny w swym znaczeniu a zarazem ograniczony w użyciu gdzie indziej, gra w Niemczech rolę pierwszorzędną i jest tu wszechobecny, przenika tak język, jak i myśl niemiecką, przydając im szczególnej intelektualnej płynności. Co dla Anglii czy Francji jest jedynie jedną z wielu idei, co dla Hiszpanii w ogóle nie istnieje – w Niemczech stanowi samą esencję wszelkiego myślenia. Stąd zarówno język, jak i myśl mają w Niemczech płynność strumienia.

Tymczasem język francuski, pochwalić się może osobliwą, wyróżniającą go spośród innych europejskich języków, formą: przedimkiem partytywnym. Jest to rodzajnik, za pomocą którego charakteryzuje się substancje, to jest rzeczy, które zachowują własną nazwę po podziale na części. Mówimy de l’eau ponieważ każda cząsteczka wody jest w takim samym stopniu wodą jak cała woda, którą mamy na myśli. Zwraca naszą uwagę abstrakcyjny charakter rodzajnika. W innych językach słowo „woda” przesyła do naszego umysłu bez-pośrednią informację o konkretnym przedmiocie. Tymczasem francuski przedimek partytywny, pomiędzy przedmiotem i naszym umysłem „umieszcza” intelektualna kurtynę, która uniemożliwia nam bezpośrednie jego postrzeganie – a tym samym „odsyła” nas do medium w postaci idei danego przedmiotu. O ile woda jest konkretnym przedmiotem natury, o tyle l’eau stanowi abstrakcyjny koncept, formę lub właściwość natury, jest Boskim atrybutem – raczej jakością do kontemplowania za pomocą umysłu niźli przedmiotem cielesnych zabiegów i dotyku.

Stosowanie przedimka partytywnego nie kończy się w tym punkcie. Francuski ze swą skłonnością do tej formy, rozszerza obszar jego występowania. Nie tylko używa się przedimka partytywnego w wyrażeniach takich jak: de l’eau, de la pierre; ale i w zwrotach typu: il fait de l’allemand, il fait de la philosophie; a nawet w zwrotach typu: il fait de l’entérite czy il fait de la tuberculose. Jest to przejaw, właściwej językowi francuskiemu, tendencji do postrzegania rzeczy i faktów jako abstraktów. Stąd właśnie życie, które dla Niemców ma naturę wodnego żywiołu, dla Francuzów jawi się łańcuchem złożonym z uporządkowanych i subtelnie oszlifowanych kryształów. Cokolwiek jest, wydaje się Niemcom falować. Dla Francuzów z kolei, rzeczy definiowane są przez własną i trwałą rozciągłość i podlegają przemianie wyłącznie w drodze ponownej, nagłej (rewolucje) krystalizacji w odmienne, acz równie trwałe formy. Właśnie ten oto kontrast w sposobie widzenia i odczuwania świata wydaje się być główną przyczyną konfliktu obu nacji.

W ślad za tym obserwujemy szereg pochodnych napięć między nimi. Niemiec barbarzyńca zwyczajnie zakochany jest w wyrafinowanej, nieodwołalnie perfekcyjnej cywilizacji Francuzów. Nie ma Europejczyka, którego Niemiec kochałby i podziwiał bardziej niźli Francuza. I to bez cienia zawiści. Nie znaczy to, że Niemcom w ogóle obce jest uczucie zawiści. Co to, to nie. W innym miejscu zajmiemy się zawiścią Niemców, tyle że nie dotyczy ona ich stosunku do Francuzów. Nienawiść, pogarda, którą Niemcy tak chętnie okazują Francuzom, są jedynie cierniami różanego kwiatu ich miłości do Francji. W swym uczuciu wydają się zakłopotani, toteż wystawiając bukiet róż nadmiernie eksponują kolce. Pozbawiony formy przepływ kocha się w krysztale, jego wiecznie zmienne wody „przepełnia” głębokie, niezaspokojone pożądanie nieporuszonego zwierciadła francuskiego intelektu. W swym błotnym łożysku, niemiecka witalna siła szamoce się gwałtownie, skrępowana i onieśmielona świetnością i powabem Francji. Od czasu do czasu przelewa i przewala się ona na wskroś Francji, niczym potężna rzeka występująca z łożyska swymi zamulonymi wodami.

Pomimo tego, konflikt pomiędzy niemiecką siłą i francuskim wdziękiem nie jest starciem Kalibana z Arielem. Taka interpretacja nie oddaje sprawiedliwości Niemcom i uniemożliwia uchwycenie rozmaitości odcieni na barwnym obliczu Francji. Naturą Kalibana jest pozbawiona ducha gwałtowność, a Niemcom w żadnym razie nie brak duchowej mocy. Z kolei Ariel to duch lżejszego i bardziej ulotnego rodzaju niźli duch Francuzów. Znaczne są duchowe zasoby tak Francji, jak Niemiec i – pomimo dzielących je różnic – ich duch jest tożsamy co do rodzaju i istoty, podobnie jak chmury i kryształki śniegu (mimo różnic) są w istocie formami istnienia tej samej wody.

Prawdopodobnie właśnie tej głębinowej tożsamości, oba narody zawdzięczają swe bogate, rozwijające się pomimo dzielących je różnic, wzajemne związki i powinowactwa. W jaki sposób Francja reaguje na miłosne awanse Niemiec? Jednej rzeczy możemy być pewni: Francja nie jest zakochana w Niemczech. Lecz jest tak, dlatego że Francja w ogóle niełatwo się zakochuje. Jednakże, rezygnując z imputowania jej miłości, przyznać musimy, że Francja darzy Niemcy żarliwym i namacalnym przywiązaniem. Można by nawet rzec, abstrahując od względów militarnej czy politycznej natury, że właśnie Niemcy stanowią główny przedmiot jej uwagi i namysłu. Pierwszorzędnym uczuciem Francji względem Niemiec jest szacunek – wyrosły nie tyle z potrzeby uhonorowania i podniesienia Niemiec, co z obiektywnej oceny wysokich walorów specyficznych cech niemieckiego charakteru. Tak się bowiem składa, że szczególne talenty Francuzów czynią z nich najbardziej gorliwych, pośród europejskich narodów, rzeczników ducha niemieckiego, zaś relatywne różnice pomiędzy Francuzami i Niemcami jedynie stymulują ich wzajemne przyciąganie. Ze szczególnym respektem Francja odnosi się do siły swego wschodniego sąsiada, jako naturalnej konsekwencji warunkujących ją walorów niemieckiego charakteru. Dlatego nie należy dziwić się faktowi, że gdy jej wschodni adorator staje się butny i brutalny, najeżdża ją i niszczy, podskórny nurt zauroczenia wciąż jeszcze w zasadniczy sposób ogranicza wstręt i obrzydzenie francuskiej ofiary wobec prześladowcy.

Możemy obecnie spróbować rozplątać supły wzajemnych kompleksów niższości, które przywiązały do siebie obie nacje. Miłość, którą Niemcy darzą Francję nasycona jest wstydliwością a nawet uniżonością. Z kolei szacunek dla Niemiec, żywiony przez Francję, wyrasta z poczucia słabości i podrzędności. Każdy z narodów podziwia i poszukuje w drugim tego, czego – jak mniema – nie posiada, lub czego mu niedostaje. Lecz chociaż ich uczucia podlegają prawu symetrii, skutki tych uczuć nie stosują się do niego. Niemcy, po długotrwałych okresach admiracji i zalotów, z nagła stają się brutalni, biorą Francję przemocą i pragną zachować ją pod swym jarzmem. Francuzi trwają w stanie permanentnego i powściągliwego szacunku, ubolewając, jak się zdaje, z braku bardziej serdecznych stosunków; stan ten, zgodnie ze swoją przeintelektualizowaną naturą, Francuzi racjonalizują i starają się rzeczowo uzasadnić.

Tu dotykamy równocześnie wspólnego korzenia wojennego ducha Niemiec oraz pacyfizmu Francji, w ich prawdziwej naturze jako trwałych cech charakteru, całkiem niezależnych od narzucanych narodom grymasów królów, imperatorów i tyranów. Dla Niemców wojna jest tym, czym wylew dla rzeki, okresowym przesileniem ich przemagającej się siły. Nawet w zwyczajnych czasach, Niemcy „falują” rodzajem ciągłego napierającego ruchu (nie koniecznie ubarwionego i uzasadnionego socjologiczną ideą postępu), ruchu naprzód, bardzo przypominającego falowanie rzeki, lecz zawsze gotowego przybrać kształt maszerującej armii. Stąd znaczenie idei, aktu i słowa marschieren w życiu niemieckim. Przeciwnie Francuzi, najbardziej osiadły z narodów. Nigdy nie odczuwają przemożnego impulsu, aby porzucić swe wygodne domostwa, gdzie wszystko – ze szczególnym uwzględnieniem posiłków – wydarza się we właściwym czasie i porządku. Dlatego wojna dla Francuzów jest zdarzeniem najbardziej ze wszystkich niemiłym, nie dlatego że obfituje w niebezpieczeństwa, bo Francuzi są dzielni, ale dlatego, że dezorganizuje porządek i sensowność życia. Toteż jeśli już muszą iść na front, Francuzi bez reszty angażują swe serca w poszukiwanie pokoju, który uniemożliwi prowadzenie kolejnych wojen.

Stąd też zasadniczą dźwignią i sednem polityki zagranicznej Francji jest poszukiwanie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo jest cri du coeur ich zasiedzenia i zakorzenienia. W bezpieczeństwie, Francuz widzi triumf rozumu nad pierwotnymi siłami natury rozpętanymi przez wojnę – podczas gdy Niemiec wietrzy w nim pułapkę, zaporę z papieru i zasad, zagradzającą drogę nieprzerwanemu przedzieraniu się naprzód witalnej mocy w kierunku niezbadanej Przyszłości.

Salvador de Madariaga

Tłum. Andrzej Maśnica [za:] Salvador de Madariaga Portrait of Europe, Nowy Jork 1955.

Salvador de Madariaga (1886-1978) –hiszpański dyplomata, autor wielu książek z dziedziny historii politycznej, stosunków międzynarodowych, historii literatury, psychologii społecznej.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ