Zakazany islam. Reportaż z podziemnego meczetu

0

Według danych Ogólnorosyjskiego Spisu Ludności w Moskwie zamieszkuje około 350 tys. osób, reprezentujących narodowości wyznające islam. Federalna Służba Migracyjna dodaje do nich około miliona migrantów, z których większość to przybysze z Azji Środkowej. Jednak według danych nieoficjalnych w Moskwie mieszka do 2 milionów muzułmanów a, według niektórych szacunków, drugie tyle każdego dnia przyjeżdża tutaj do pracy z pobliskich obwodów. Wśród lokalnych mieszkańców muzułmanie budzą strach i niechęć, a w mnożących się jak grzyby po deszczu nieoficjalnych domach modlitewnych władze widzą ogniska radykalnego islamu. „The New Times” wybrał się do takiego „podziemnego” meczetu, aby porozmawiać z tymi, którzy w Moskwie czują się obco i którzy są odbierani jako obcy, oraz dowiedział się, jak podobne problemy rozwiązywane są w innych miastach europejskich.

Strefa przemysłowa w rejonie stacji metra Dubrowka, ponure hotele, linie tramwajowe, taksówkarz podejrzliwie popatrujący na brodatych mężczyzn, schodzących się ze wszystkich stron do niczym się niewyróżniającej brązowej bramy. „Kur…ka wodna, zamykali przecież tutaj ten meczet, a oni dalej przychodzą! Co to za ludzie?!” – burczy pod nosem.

Na bramie wisi ogłoszenie, że piątkowa modlitwa się nie odbędzie, a wierni proszeni są o znalezienie innego miejsca dla namazu. Jednak ludzie mimo to przychodzą: jak to tak bez modlitwy. Jesteśmy w jednym z licznych „nieoficjalnych” moskiewskich meczetów, które nie podporządkowują się muftiatowi. Przyjść tutaj może każdy, przy wejściu nikt nie pyta o narodowość, jednak zbierają się tu głównie Azerowie – sunnici-salafici – o długich brodach, skupionym spojrzeniu, czasem w tiubietiejkach [1]. Są też przybysze z państw Azji Środkowej, widać kilka słowiańskich twarzy.

Sam meczet to biały, piętrowy budynek za wysokim płotem: nieduży przedpokój, z półkami na obuwie i skrzynką na sadakę (ofiarę), wyposażony na potrzeby obmycia się, zasłana zieloną wykładziną sala modlitewna z drewnianym minarem (amboną) i książkami w niszach ścian (Koran po arabsku i rosyjsku, komentarze do niego oraz inne publikacje religijne). W oczekiwaniu na imama przybyli siadają na podłodze po turecku, biorą Koran i czytają modlitwy, bezdźwięcznie poruszając wargami. Pięcioletni chłopczyk, który przyszedł z ojcem, podchodzi do nieznajomego starszego mężczyzny i budzi go: „Ej, wujku, tu nie można spać”.

W końcu wchodzi imam, odziany w tradycyjną białą szatę z długimi połami. Meczet jest pełny, tylne rzędy słuchają kazania stojąc. Na obu piętrach mieści się do 400 osób, ani jeden telefon komórkowy nie zakłóca monotonnej mowy imama. „Każde działanie” – mówi – „powinno opierać się intencji miłej Bogu”. Na przykład podobnie jak nie należy po prostu obmywać się, nie skupiwszy się wcześniej na kontakcie z Bogiem, nie należy również czynić ani jednej rzeczy w życiu ze złymi intencjami. Co tydzień kazanie wygłasza inny imam. Dzisiejszy mówi po azersku, chociaż bywają również kazania po rosyjsku. Na koniec muezin intonuje zrozumiałe nawet dla niewtajemniczonego Allah akbar i rozpoczyna się sam namaz: uformowani w równe rzędy jak na grządkach mężczyźni to wstają na nogi, to opadają ponownie na kolana, czytając sury Koranu. Każdy jest teraz z Bogiem sam na sam, chociaż jednocześnie razem z innymi muzułmanami – podstawowa zasada każdej modlitwy, a w szczególności piątkowej, brzmi: im więcej ludu, tym większa nagroda od Boga.

Wypełnianie Koranu

Po modlitwie mężczyźni nie rozchodzą się od razu, zbierają się w grupki na dworze i w samym meczecie, aby porozmawiać. Nie można powiedzieć, żeby na Rosjan patrzono tutaj z jakimś szczególnym zainteresowaniem; jeśli jednak przyszliście po raz pierwszy, wówczas ktoś do was podejdzie i zapyta, co słychać, czy nie macie jakichś pytań. Osiemnastoletni Azer, Kenan, student, przyszły architekt, który przyjechał do Moskwy razem z rodzicami z Nieftiejugańska, proponuje posmarowanie nadgarstków aromatycznym olejkiem: „Będziesz ładnie pachnieć, bracie”. Dowiedziawszy się o celu wizyty, mówi: „Chwała Najwyższemu, że są ludzie, którzy nie boją się do nas przychodzić, piszą o nas, że nie jesteśmy terrorystami”. Kenan uważnie patrzy ogromnymi brązowymi oczami, w których oprócz zainteresowania kimś nowym błyszczy wdzięczność oraz pewnego rodzaju spokój, właściwy wielu religijnym osobom, niezależnie od wyznania. „Jestem przekonany, bracie, że jeśli będziesz pisać o religii, sam zostaniesz muzułmaninem” – mówi Kenan i zaczyna opowiadać o wierze, o islamie, o Proroku. Pomaga mu inny Azer, który przedstawił się jako Renat: „Jeśli chcesz pisać o muzułmanach, czytaj Koran. Najlepiej w tłumaczeniu Almira Kulijewa”. W ogóle o Bogu mówi się tu dużo: prozelityzm jest jednym z najważniejszych zadań islamu. Wielu wierzy, że osoba, której uda się nawrócić chociaż jednego niewiernego, ma zagwarantowane miejsce w raju.

Cytują zresztą nie tylko Koran. Ku zdziwieniu korespondenta „The New Times”, Kenan nagle zaczyna deklamować… Puszkina:

Ziemia w bezruchu – ogrom nieba
Podpierasz, Stwórco, barki swemi,
Iżby nie runął, nie pogrzebał (…)
On – Koran w blaskach wspaniałości
Przed Mahometa odkrył okiem,
I my przystąpmy do światłości,
By opadł mrok przed naszym wzrokiem.

                      (Tłum. Julian Tuwim)

„Tak, nawet Puszkin pisał o wszechmocy Pańskiej!” – wykrzykuje niemalże teatralnie Kenan, a jego głos dźwięczy w chłodnym jesiennym powietrzu.

Nie taki salafita straszny…

Oczywiście meczecie na Dubrowce za jedyny prawdziwy kierunek islamu uważany jest salafizm – „Salafici kroczą drogą salafizmu, drogą czystości, jak to jest napisane w Koranie, bez jakichkolwiek dodatków”. Pragnienie powrotu do źródeł, pojawiające się w wielu religiach, nie jest czymś obcym także dla islamu. „To tak, jakby chrześcijanin kierował się żywotami apostołów i starał się postępować dosłownie według Ewangelii” – wyjaśnia „The New Times” przewodniczący Islamskiego Komitetu Rosji Gejdar Dżemal (także narodowości azerskiej)– „Salafizm to nauka o skażonej, szatańskiej, niesprawiedliwej naturze współczesnego porządku świata, w którym islam to jedyna doktryna, jedyna wspólnota walcząca o Bożą sprawiedliwość, wyspa prawdy pośród oceanu korupcji i niesprawiedliwości. Salafizm jest uniwersalny, stanowi środek wyrazu dla zdesperowanych mas”.

Salfizm jako kierunek ukształtował się w połowie XX wieku, a żelazną kurtynę państw byłego ZSRR przeniknął dopiero w latach osiemdziesiątych. „Pierwsza wspólnota salaficka pojawiła się w Dagestanie w latach osiemdziesiątych – opowiada „The New Times” pracownik naukowy Instytutu Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk, Ahmed Jarłykapow – jednak jej członków okrzyknięto „wahabitami” i szybko ją rozwiązano. Potem były wojny w Czeczenii i wahabitami zaczęto omyłkowo nazywać „leśnych bojowników”, a tę samą etykietkę terrorystów i ekstremistów zaczęto przyklejać również salafitom”.

Według uczonego ruch salaficki jest niejednorodny. Za ogólnie radykalnym i dosłownym przestrzeganiem zasad szariatu mogą opowiadać się zarówno asceci-salafici żyjący pokojowo w krajach zachodnich, jak i wojownicy Al-Kaidy, których główny cel stanowi święty dżihad o ustanowienie rządów muzułmańskich na całym świecie. „Radykałów gotowych do tego, by chwycić za broń, nie jest tak wielu, tym bardziej w Moskwie” – zapewnia Jarłykapow – „W przypadku większości nie jest to radykalizm, lecz po prostu nieoczekiwanie obudzone uczucie religijne, a neofici, jak wiadomo, zawsze mają ogień w sercach”.

Po nową wiarę

Neofitów jest tu rzeczywiście wielu. Kenan zaczął czytać namaz dopiero pół roku temu. Jego rodzice nie są religijni, więc z początku patrzyli na syna krzywo. Jego rosyjski kolega Siergiej, również z Nieftiejuganska, piłkarz i student jednej ze stołecznych uczelni, przyjął islam zaledwie dwa tygodnie temu. „Wcześniej chodziłem do cerkwi, jednak było mi tam źle. Jakiś taki stały nacisk. Nie wytrzymywałem tego. A w meczecie czuję się spokojnie i dobrze”. Rodzice Siergieja nie zaakceptowali jego nowej wiary, a wielu znajomych wręcz się od niego odwróciło. „Patrzą na mnie jak na wariata. Mówią, że trafiłem do jakiejś sekty. А ja po prostu zacząłem żyć zgodnie z Prawem. Wcześniej żyłem źle, robiłem złe rzeczy”. Na pytanie, co to za złe rzeczy, Siergiej odpowiada: „Piłem, paliłem, chodziłem na dyskoteki”.

Podobne historie mają również starsi przybysze. Pięćdziesięciotrzyletni opiekun meczetu, Azer Magomied, przyjechał z Irkucka. Wcześniej pracował przez całe życie jako kierowca (bez prawa jazdy), miał żonę i córkę, jednak dużo pił i stracił zarówno pracę, jak i rodzinę. Islam go ocalił – teraz nie pije, modli się, stara się zdać egzamin na prawo jazdy. Jego czterdziestoletni przyjaciel Ilham, również Azer, tyle że z Ulianowska, pierwszy namaz przeczytał sześć lat temu. On również w pewnym momencie stracił firmę i rodzinę: „Było wszystko i nagle nie zostało nic. To Pan doprowadził mnie do tego, żebym wkroczył na dobrą drogę”. I tylko Tadżyk Kurban, który dosiadł się do naszej grupy, powiedział, że czyta namaz od czwartej klasy, modlitw uczył go dziadek, a do meczetu na Dubrowce chodzi dlatego, że ma blisko z domu. Kurban trzyma w rękach Koran po arabsku. Nie umie mówić w tym języku, jednak czytać potrafi. „U nas, w Tadżykistanie, jeden brat jeździł uczyć się do Pakistanu, potem wrócił i nauczył mnie czytać. Lubię czytanie po arabsku, uspokaja mnie”.

Islam w wielkim mieście

Zresztą do meczetu wiodą muzułmanów nie tylko życiowe zawirowania czy młodzieńczy mistycyzm. Dla wielu przyjezdnych wiara staje się jedynym elementem samoidentyfikacji. „Wcześniej byli Awarcami, Inguszami, Nogajcami, a kiedy znaleźli się w wielkim mieście, nagle uświadomili sobie, że są muzułmanami i ta muzułmańska tożsamość stała się najważniejsza” – wyjaśnia Jarłykapow – „Poza tym wspólnoty islamskie są bardzo aktywne, ludzie znajdują tam wsparcie, moralną pociechę. Wszystko to powoduje, że ludzie stają się nagle aktywnymi wierzącymi. Jakaś ich część radykalizuje się, zaczyna podążać za bardziej radykalnymi nurtami. Kiedy powracają do ojczyzny, sprawiają problemy, ponieważ zaczynają myśleć, że w domu islam nie jest do końca taki jak należy”.

Radykalizacja muzułmanów jest po części winą władz rosyjskich, de facto prześladujących mniejszości muzułmańskie. Ogłoszenie o odwołaniu piątkowej modlitwy pojawiło na bramie meczetu na Dubrowce nieprzypadkowo: w piątek, 7 czerwca [2013r. – przyp. red.], pojawili się tutaj pracownicy organów porządkowych i zatrzymali 300 osób. Podobna obława miała miejsce również w innej moskiewskiej wspólnocie muzułmańskiej: Darul Arqam na Tulskiej. 26 kwietnia funkcjonariusze policji i Federalnej Służby Migracyjnej przez kilka godzin blokowali wyjście i kontrolowali dokumenty. W samym meczecie przeprowadzono rewizję, zatrzymując 140 osób. Dzisiaj na bramie Darul Arqam również wisi ogłoszenie, że nie ma piątkowej modlitwy, chociaż w rzeczywistości jest ona prowadzona tyle że dla ograniczonej liczby wiernych. „Wasi dziennikarze piszą o tym, że zatrzymano 140 radykałów, ale o tym, że wszystkich wypuszczono, już nie piszą” – skarży się jeden z członków wspólnoty, Adam. Według rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW) wśród 140 zatrzymanych znalazły się dwie osoby poszukiwane międzynarodowym listem gończym za przestępstwa o charakterze ekstremistycznym, a siedem osób zostało pociągniętych do odpowiedzialności za naruszenie przepisów migracyjnych. Adam pochodzi z Czeczenii, namaz zaczął czytać zaledwie kilka lat temu. „Oczywiście mieszkańcom nie podobało się, kiedy w piątek zbierało się tu po dwa tysiące osób, wszystkie parkingi były zajęte, a wielu modliło się za bramą. Ale gdzie oni mieli pójść?” Wcześniej w Darul Arqamie odbywały się wykłady, było przedszkole i szkoła islamska, obecnie wspólnota, aby móc kontynuować działalność, choćby nawet na ograniczoną skalę, musi przejść procedurę powtórnej rejestracji. „Mówią nam, że ludzie od nas wyjeżdżają do Dagestanu, by tam walczyć” – mówi Adam – „ale gdzie w tym nasza wina? Nie wiemy, co dzieje się w umysłach tych, którzy tu przychodzą. W kazaniach nikt tu nie wzywa do tego, by iść do lasu. Niech przychodzą policjanci, słuchają, nam to nie przeszkadza”.

W samym MSW nikt nie chciał odpowiedzieć na pytania „The New Times” – otrzymaliśmy jedynie informację przez telefon, że problemu z podziemnymi meczetami nie ma, a wszystkie obławy prowadzone są jedynie w celu identyfikacji osób łamiących prawo paszportowe. Jednak praktyka pokazuje, że to nie do końca prawda.

Zakaz modlitwy

Kiedy mer Moskwy Siergiej Sobianin obiecał na początku lata [2013 r. –przyp. red.] zaprowadzenie porządku na stołecznych bazarach, nastąpiły po tym nie tylko masowe zatrzymania migrantów, lecz również masowe zamykanie sal modlitewnych oraz meczetów. „Musimy czytać namaz pięć razy dziennie” – wyjaśnia „The New Times” Hadżi Murat, który przyjechał tu z Tadżykistanu jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, a obecnie jest właścicielem kawiarni halal [2] na jednym z moskiewskich rynków – „Obowiązkowo należy być w meczecie tylko w piątek – na kazaniu, w zwykłe dni można modlić się gdziekolwiek, jednak najlepiej wspólnie”. Sprzedawcy na rynkach składali się i wynajmowali pojedyncze pawilony na sale modlitewne. W większości przypadków umieszczano w nich kamery, żeby nikt nie miał wątpliwości co do celu spotkań. Jednak w ciągu ostatnich trzech miesięcy administratorzy większości rynków zerwali kontrakty najmu pawilonów modlitewnych i zakazali modlenia się. „Administracji jest wszystko jedno, tam rządzą górscy Żydzi” [3] – mówi Hadżi Murat – „Zadzwonili do nich z FSB i dostali, co chcieli. Ale co tam bazary! Mam dom za miastem, świętowaliśmy Id al-Fitr [4], siedzieliśmy w kilka rodzin, dwanaście osób, kobiety, dzieci… A tu przychodzi dzielnicowy sprawdzać dokumenty. Mówi, że był donos na zebranie tysiąca radykałów. Pokazuję mu, że nie ma radykałów, są tylko dzieci. On sprawdza paszporty i odchodzi, ale święto już jest zepsute. Jak można przyjść tak do kogoś do domu bez nakazu, bez niczego? Dobrze, że chociaż trafił się uprzejmy”.

Zresztą, zdaniem Gajdara Dżemala, zamknięcie sal i domów modlitewnych to normalny proces w kraju, w którym pracownicy organów siłowych muszą za coś zdobywać gwiazdki, a w pozostałym czasie wyciskać z bazarów pieniądze.

Czterdziestokroć czterdzieści [5]

W wywiadzie dla Radio Swoboda (z 11 października 2010 r.) imam Meczetu Memorialnego na Pokłonnej Górze Szamil Aliautdinow stwierdził, że tylko dla dwóch milionów muzułmanów – obywateli Federacji Rosyjskiej mieszkających w Moskwie – niezbędne jest zbudowanie minimum stu meczetów na 5-10 tys. osób każdy. Winą za to, że meczety nie są budowane, muftiat obarcza urzędników, chociaż niezbyt konsekwentnie. „Muftiat nie wypełnia swoich zadań ochrony interesów wspólnoty” – uważa z kolei Gajdar Dżemal. „ Są to tchórzliwi tatarscy urzędnicy ds. religii, którzy troszczą się wyłącznie o własne przetrwanie. Siedzą w swoim biurokratycznym getcie, w „piekarniku”, jak je nazywa ulica, i ciągną pieniądze”. Praktyka pokazuje zresztą, że budowa choćby jednego meczetu pociągnęłaby za sobą ostre protesty lokalnych mieszkańców. Na przykład w roku 2010 społeczność muzułmańska zebrała pieniądze i uzyskała zgodę władz moskiewskich na budowę meczetu przy Bulwarze Wołżańskim. Jednak po licznych protestach urząd miasta zmienił zdanie i meczet nie został zbudowany. Jako oficjalną przyczynę podano zachowanie parku, na miejscu którego miał stanąć. Pracownicy prefektury anonimowo powiedzieli „The New Times”, że w rzeczywistości nikt nie życzy sobie, aby muzułmanie zapuścili korzenie w Moskwie: „Najpierw meczet, potem cmentarz muzułmański, a potem co? Dopóki meczetu nie ma, istnieje możliwość wysiedlenia migrantów. Kiedy zostanie zbudowany, trzeba będzie żyć obok nich. A Rosjanie gdzie mają się podziać?”.

Zdaniem przedstawicieli samej wspólnoty muzułmańskiej problemy z lokalnymi mieszkańcami są wymyślone. „Wszystko to było zorganizowane przez Ruch Przeciwko Nielegalnej Migracji i inne ruchy nacjonalistyczne. Przedstawiciele muftiatu chodzili po mieszkaniach, pytali mieszkańców, większości było to obojętne”. Informację tę potwierdził przedstawiciel Duchowego Zarządu Muzułmanów Azjatyckiej Części Rosji, mufti Nafigułła Aszyrow: „Wszystkie te protesty są stymulowane przez władze. W rzeczywistości z mieszkańcami zawsze można się dogadać. Kiedy u nas burzą zabytki i budują na ich miejscu centra handlowe, nikt nie zwraca uwagi na protesty, a w naszym przypadku władze się uwzięły”. Ten punkt widzenia podziela również etnograf i politolog Emil Pain. Jego zdaniem polityka rozniecania wrogości na tle narodowościowym i religijnym jest świadomie wspierana przez władze. „Istnieje możliwość organizowania modłów w parkach czy innych miejscach publicznych. Wzbudzi to oczywiście niezadowolenie mieszkańców, wzmacniane przez różnego rodzaju uprzedzenia. Jednakże nie każdy protest społeczny zasługuje na wsparcie” – uważa uczony – „Trzeba uczyć większej tolerancji w stosunku do manifestowania uczuć religijnych, inaczej religijna konfrontacja może zakończyć się rzezią”.

Oficjalną linię władz miasta przedstawił 16. września [2013 r. – przyp. red] Siergiej Sobianin na spotkaniu międzynarodowego klubu dyskusyjnego „Wałdaj”. Jego zdaniem dodatkowe meczety nie są Moskwie potrzebne, a to, że istniejące są przepełnione, spowodowane jest napływem migrantów. „Moskwian jest tam 20–25 %” – stwierdził mer, nie tłumacząc jednak, dlaczego migrantom należy odmawiać prawa do sprawowania kultu.

Wskazując liczbę 100 meczetów, Szamil Aliautdinow najprawdopodobniej nie uwzględnił wyznawców innych nurtów islamu i tych, którzy nie chcą modlić się w meczetach kontrolowanych przez muftiat. „Od czasów rozpadu ZSRR moskiewska społeczność muzułmańska zmieniła się radykalnie” – wyjaśnia Ahmed Jarłykapow – „O ile wcześniej mieszkali tu głównie Tatarzy, zwolennicy dość liberalnej szkoły hanafickiej, o tyle w ostatnim czasie przyjechało wielu salafitów z Północnego Kaukazu. Czasami modlą się razem z hanafickim imamem, jednak później na wszelki wypadek urządzają dodatkową modlitwę ze swoim imamem. Szamil Aliautdinow musiał nawet wydać specjalną fatwę mówiącą o tym, że modlić należy się razem”. W Moskwie są również szyici (głównie Azerowie), którzy wolą nie modlić się w ogóle w meczetach sunnickich. Również salafici z Dubrowki nie przepadają za oficjalnymi meczetami: „Mówią tam wiele niepotrzebnych rzeczy” – kręci głową Renat – „a do tego odchodzą od zasad, twierdzą, że nie trzeba obowiązkowo nosić brody”.

Dzisiaj, oprócz meczetu na Pokłonnej Górze, w Moskwie działa Meczet Historyczny na ulicy Bolszaja Tatarskaja oraz meczet w Ostradnem. Meczet moskiewski na Prospekcie Mira od 2005 r. „jest remontowany” – stary budynek z 1904 roku został zburzony, a nowy zmienił się w wieczną budowę. „Na jego budowę zostały zebrane ogromne środki wśród muzułmanów, nie ma tam żadnych środków publicznych. Jednak wszystko zostało rozkradzione przez muftiat!” – wykrzykuje Gejdar Dżemal. Zresztą nawet niedokończony meczet gromadzi każdego piątku do dziesięciu tysięcy osób, co niewątpliwie znalazło swoje odbicie w infrastrukturze dzielnicy: na każdym kroku znajdują się sklepiki halal, w okolicy działa kilka restauracji halal, w których można zjeść obiad po namazie. Staruszkowie sprzedają foliowe podściółki pod nogi, inni – pocięte kawałki tapety, służące jako dywaniki modlitewne, a jeszcze inni po prostu proszą o jałmużnę „braci muzułmanów”. I tylko modlić się nie ma za bardzo gdzie. W prowizorycznej drewnianej przybudówce nie mieszczą się nawet setki osób, dlatego muzułmanie, po przejściu kontroli wykrywaczami metalu, rozkładają swoje dywaniki bezpośrednio na asfalcie – tu właśnie przydają się foliowe torebki od staruszków.

Moskiewska jesień niespecjalnie sprzyja ulicznej modlitwie. Deszcz pada prosto na dywaniki, wiatr podrywa rozesłane na ziemi gazety, budowlany pył zmienia się w breję pod nogami, tak że czy kładziesz na niego gazetę, czy nie, i tak pobrudzisz spodnie. Sądząc po twarzach, większość stanowią przybysze z Azji Środkowej, chociaż są również postawni Azerowie w eleganckich garniturach czy młodzi Ingusze w zwężanych beżowych spodniach z nowymi białymi iPhone’ami: wszyscy są równi przed Allahem, również w moskiewskim brudzie.

Kazanie głoszone jest w dwóch językach tatarskim i rosyjskim, chociaż, jak mówią przybyli Uzbecy, dla wielu są one zbyt trudne. Jednak najważniejsze jest to, by modlić się razem. Namaz nieoczekiwanie zostaje przerwany bieganiną policjantów: okazuje się, że wierni zablokowali wjazd na budowę. „Wasza mać, coście znowu tutaj wleźli? Kto was tutaj zapraszał? Tam jest wasze miejsce!” – krzyczy policjant, rozkładając ręce, bo nie jest w stanie nikogo wygonić. „Nie wleźliśmy, przyszliśmy się pomodlić, wyjdziemy za dziesięć minut” – odpowiadają mu. Policjant nadal przeklina, jego koledzy zapobiegliwie biegają tam i z powrotem, w końcu odchodzą, zostawiając na straży młodego sierżanta. Cisza. Deszcz. Z głośników płyną arabskie modlitwy. Błękitnooki sierżant obojętnie stoi pośrodku morza pleców, rozciągającego się pośród armatury, ogrodzeń, betonowych bloków i brudu. Ich nie obchodzi sierżant. Prowadzą swoją rozmowę.

Siergiej Chazow

Źródło: www.newtimes.ru ( październik 2013 r.)

Przypisy:

[1] Tiubietiejka – ozdobne nakrycie głowy, tradycyjne w krajach Azji Centralnej.
[2] Halal – pojęcie oznaczające wszystko, co jest zgodne z prawem szariatu.
[3] na temat Żydów górskich (dżuchurów) zob. http://www.kaukaz.net/narody/zydzi_N.html
[4] W islamie święto dziękczynienia na koniec postu – Ramadanu.
[5] O znaczeniu terminu „cорок сороков” zob.: http://dic.academic.ru/dic.nsf/ruwiki/1402796
Wszystkie przypisy pochodzą od redakcji ND.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ