Pearl Harbor – kontrowersja trwa

0

Kiedy tak mówię do was, matki i ojcowie, daję wam jeszcze jedno zapewnienie. Mówiłem to wcześniej, ale powiem to jeszcze wiele razy. Wasi chłopcy nie zostaną wysłani na żadną obcą wojnę.
Franklin Delano Roosevelt

W niedzielę 7 grudnia 1941 r. o godz. 7:53 rano Japończycy w sile 183 myśliwców, bombowców i torpedowców zaatakowali Amerykańską Flotę Pacyfiku w Pearl Harbor na Hawajach. Zginęło lub odniosło rany około 4500 Amerykanów. Kiedy rozeszły się wieści o niespodziewanym ataku, William F. Friedman, wojskowy szyfrant, który złamał japoński „purpurowy” kod dyplomatyczny, powiedział do żony: „Ależ oni wiedzieli, wiedzieli, wiedzieli!” W tym samym czasie brytyjski podwójny agent Dusko Popov przebywający na pokładzie jednego z frachtowców otrzymał niekompletny raport o ataku. Popov uważał, że Amerykanie byli przygotowani na atak Japończyków – to on właśnie przekazał FBI plany ich nalotu powietrznego. Tak wspomina tamten moment: „Byłem pewny, że flota amerykańska odniosła wielkie zwycięstwo nad Japończykami. Byłem bardzo dumny z tego, że to mnie właśnie udało się ostrzec Amerykanów z czteromiesięcznym wyprzedzeniem. Cóż za przyjęcie musiano zgotować Japończykom!”. W Singapurze, w dzień ataku, deszyfrant Marynarki Królewskiej Thomas Wisden pytał niedowierzająco: „W jaki sposób, mając wszystkie przekazywane im przez nas informacje, Amerykanie mogli dać się tak zaskoczyć?”.

Wiele dziesięcioleci po tamtym „dniu hańby” atak na Pearl Harbor pozostaje przedmiotem gorących sporów. Co kilka lat jakaś nowa wersja wypadków rozpala ogień dyskusji. Na przykład w 1982 r. John Toland, senior amerykańskich historyków wojennych, napisał w książce Infamy: Pearl Harbor And Its Aftermath (z której pochodzą pierwsze dwa opisane wyżej epizody): „Komedia omyłek w dniach 6 i 7 grudnia wygląda niewiarygodnie. Ma sens tylko jako teatr, przy założeniu, że Roosevelt i jego najbliższe otoczenie wiedzieli o ataku. W kilka dni po Pearl Harbor nastąpiło kompletne utajnienie sprawy, kiedy to – według pewnego oficera zbliżonego do szefa sztabu generała George`a C. Marshalla – rozkazał on jej zatuszowanie. «Panowie – powiedział Marshall grupie oficerów – zabierzemy to ze sobą do grobu»”.

Na kontrowersję wokół Pearl Harbor składają się w rzeczywistości trzy sporne kwestii, które – wymienione według kolejności odpowiednio do malejącego ciężaru gatunkowego – wymagają wyjaśnienia:

  • czy Roosevelt i jego najbliżsi doradcy wiedzieli o mającym nastąpić 7 grudnia ataku na Pearl Harbor;
  • czy wiedzieli o ataku na cele amerykańskie bądź brytyjskie gdzieś na Pacyfiku, i w końcu
  • czy polityka Roosevelta wobec Japończyków miała na celu sprowokowanie do akcji wymierzonej przeciw Ameryce, aby tym samym otworzyć „tylne drzwi do wojny” i uzyskać pełne poparcie opinii publicznej dla wysiłków wojennych.

Pierwsze i drugie pytanie sprowadza się do tego, co, ile i od kiedy wiedział FDR . Nikt nie odnalazł podpisanego przez Roosevelta dokumentu o treści: „Pearl Harbor zostanie zaatakowane 7 grudnia”. Lecz Toland sądzi, że prezydent wiedział o planowanym ataku. Wcześniejsi historycy-rewizjoniści byli przekonani, że od końca listopada Roosvelt wiedział o mającym nastąpić ataku na amerykańskie lub brytyjskie posiadłości na Pacyfiku oraz o Pearl Harbor jako jego prawdopodobnym celu ( potajemnie zapewniał o przystąpieniu USA do wojny, jeśli Japonia zaatakuje Wielką Brytanię lub przekroczy nieujawnioną linię na Pacyfiku).

Pomimo różnic między historykami, wielu z nich zgadza się w następujących, obciążających Roosevelta, punktach:

  1. Franklin Delano Roosevelt i jego najbliżsi doradcy posiadali tajne depesze japońskie, które powinny im co najmniej zasugerować (jeśli nie czyniły tego wprost), że Pearl Harbor zostanie zaatakowane o świcie 7 grudnia.
  2. Dowódcy w Pearl Harbor, z których uczyniono potem kozły ofiarne, zostali w niewybaczalny sposób pozbawieni zasadniczych informacji wywiadowczych, które spowodowałyby przedsięwzięcie odpowiednich środków ostrożności, zniweczyłyby efekt zaskoczenia i być może zapobiegły samemu atakowi.

Stany Zjednoczone mogły śledzić zamiary Japończyków dzięki złamaniu szyfru, w jakim pisali oni swoje depesze dyplomatyczne i wojskowe. Kluczowe komunikaty zawierały podział Pearl Harbor na geometryczną siatkę, najwidoczniej w związku z planem ataku (komunikat o „spisku bombowym” deszyfrowany 9 października); wiadomość o zbliżającym się ataku Japończyków na USA (komunikat „sianie wiatrów” z 4 grudnia); system sygnalizowania o ruchach i pozycji okrętów amerykańskich w Pearl Harbor (6 grudnia) oraz tekst i czas odrzucenia przez Japonię ultimatum Stanów Zjednoczonych (6 i 7 grudnia). (Czytając tekst odrzucający ultimatum wieczorem 6 grudnia, Roosevelt powiedział swemu głównemu doradcy Harry Hopkinsowi: „To oznacza wojnę”). Żadna z tych depesz, z wyjątkiem ostatniej, nie została przekazana dowódcom w Pearl Harbor. A i ta czekała na wysłanie przez Marshalla do ostatniej minuty i została nadana przez Western Union zamiast szybszymi środkami łączności. Kiedy telegram dotarł do Hawajów, atak trwał.

Końcowe pytanie – o prowokacjach – jest mniej kontrowersyjne. Nawet wielbiciele Roosevelta przyznają obecnie, że przy pomocy kłamstw pchnął kraj do wojny. Musiał tak zrobić, powiadają, ponieważ Amerykanie byli zbyt krótkowzroczni, by poprzeć interwencję. Hitler, mimo amerykańskich prowokacji, nie chciał zaatakować Stanów Zjednoczonych. Zatem prezydent nie miał innego wyboru niż – jak to zapisał w swoim dzienniku pod datą 25 listopada sekretarz wojny Henry L. Stimson – „wmanewrowanie ich [Japończyków] w pozycję tego, który strzela pierwszy”.

Owo „wmanewrowywanie” Japończyków rozpoczęło się znacznie wcześniej. Polegało ono na systematycznym zaciskaniu pętli wokół Japonii. Dla kraju , pozbawionego zasobów naturalnych, dla którego import koniecznych surowców był sprawą życia lub śmierci, musiało to oznaczać wojnę. Część polityków amerykańskich darzyła Japonię niechęcią, częściowo z powodu rasizmu, częściowo z powodu rywalizacji ekonomicznej. Podobnie jak dziś, niektórzy z nich byli zaniepokojeni obecnością japońskich towarów w amerykańskich sklepach. I choć handel japońsko-amerykański był znacznie większy niż handel amerykańsko-chiński, wielu ludzi myślało, że pewnego dnia Chiny otworzą swój ogromny rynek dla amerykańskich przedsiębiorców – jeśli tylko Japończycy nie wejdą tam pierwsi. Stąd, kiedy w latach 30. Japonia rozpoczęła działania wrogie wobec Chin, w USA zapanował niepokój.

Już w 1938 r. Roosvelt cichaczem badał, wraz z Brytyjczykami, możliwość wojny z Japonią. Japońskie zabiegi w celu nawiązania w 1940 r. rozmów wraz z ofertą wycofania się z Chin i opuszczenia Paktu Osi zostały odrzucone. W lipcu 1940 r. Roosevelt nakładając embargo na towary strategiczne rozpoczął realizację programu wojny ekonomicznej. We wrześniu zakazał eksportu żelaza i złomu stalowego do Japonii. W czerwcu 1941 r. ograniczył dostawy ropy. Jakiś miesiąc później zamroził aktywa japońskie w Stanach Zjednoczonych. Zaraz potem nastąpiło ostrzeżenie Japonii, że kontynuowanie przez nią ekspansjonistycznej polityki zmusi USA do obrony własnego bezpieczeństwa. Roosevelt odmówił spotkania się z premierem Japonii, Konoye. Wkrótce potem rząd Konoye’go upadł a nowym premierem został generał Tojo.

Podczas negocjacji z Japonią sekretarz stanu Cordell Hull zażądał wycofania Japonii z Chin i Indochin, a także opuszczenia innych krajów (łącznie z koloniami, które Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Holandia upolowały w rezultacie wcześniejszych imperialnych kampanii i uznawały za swoją nietykalną własność) oraz rezygnacji ze stworzenia Strefy Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej. Japończycy byli gotowi do ustępstw, jednak amerykańską odpowiedź odczytali jako dowód braku gotowości USA do porozumienia.

Złapani w ekonomiczne imadło Japończycy zaczęli mówić o wojnie, jeśli strony nie osiągną porozumienia do końca listopada. Dzięki złamaniu japońskich szyfrów i przechwytywaniu depesz dyplomatycznych, urzędnicy amerykańscy wiedzieli o tych wewnętrznych dyskusjach. 20 listopada Japonia wystąpiła z propozycją przywrócenia pokoju pomiędzy nią a Chinami oraz wyjścia wojsk japońskich z Indochin w zamian za normalizacje handlu ( jednocześnie wojska japońskie posuwały się w kierunku amerykańskich, brytyjskich i holenderskich kolonii, na wypadek gdyby oferta została odrzucona. Hull określił ofertę jako “absolutnie nie do zaakceptowania”. Mimo iż amerykańscy wojskowi chcieli dodatkowego czasu na przygotowania a Roosevelt chciał sześciomiesięcznej zwłoki, Hull wystosował do Japończyków ultimatum żądając całkowitego wycofania z Chin i Indochin. Zdając sobie sprawę z tego, że zgoda na przyjecie ultimatum oznaczałaby upokorzenie Japończyków, Hull wiedział, że nie będzie ono przyjęte. I miał rację – rząd Japonii odrzucił ultimatum. Następnego dnia Hull powiedział sekretarzowi wojny Stimsonowi: „Wszystko jest teraz w rękach twoich i (sekretarza marynarki) Knoxa – armii i marynarki”. Na Hawaje wysłano słabe, niejasne „ostrzeżenia wojenne”, mówiące o groźbie sabotażu. Depesze japońskie przechwycone w następnych dniach przewidywały zerwanie negocjacji i nakazywały zniszczenie szyfrogramów ambasady.

26 listopada japońskie siły uderzeniowe wypłynęły z Wysp Kurylskich. 2 grudnia wydano, opatrzoną zastrzeżeniem na wypadek wznowienia negocjacji, ostateczną decyzję o ataku. Rankiem 7 grudnia w Waszyngtonie Roosevelt dowiedział się, że Japonia odrzuci ultimatum Hulla dokładnie o 1 po południu czasu waszyngtońskiego. W tym czasie świtać będzie tylko w jednym miejscu na Pacyfiku – na Hawajach

Czy był to końcowy rezultat świadomej polityki Roosevelta czy „jedynie” monumentalna niekompetencja? Być może, otwarcie amerykańskich i angielskich archiwów, ciągle jeszcze skrywanych przed Amerykanami i Anglikami, pomoże pewnego dnia rozwiązać tę zagadkę. Oczywiście, o ile wszystkie najistotniejsze dokumenty nie zostały w międzyczasie spalone, pocięte w niszczarkach lub zmanipulowane.

Sheldon L. Richman

tł. (am), źródło: „Freedom Daily”

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułArnold Gehlen, czyli konserwatywna antropologia
Następny artykułO Joannie Bator, Godzilli, Andrzeju Falkiewiczu, Umberto Eco i Jerzym Kosińskim
Sheldon L. Richman jest amerykańskim pisarzem politycznym i publicystą, wiceprezesem The Future of Freedom Foundation (http://fff.org) i redaktorem wydawanego przez tę fundację miesięcznika „Future of Freedom” (dawniej „Freedom Daily”). Wcześniej działał w The Cato Institute i The Institute for Humane Studies. Przez piętnaście lat był redaktorem miesięcznika „The Freeman” wydawanego przez Foundation for Economic Education (Irvington, New York). Jest autorem książek: Separating School and State: How to Liberate America's Families; Your Money or Your Life: Why We Must Abolish the Income Tax; Tethered Citizens: Time to Repeal the Welfare State. Jego artykuły ukazywały się na łamach „Washington Post”, „Wall Street Journal”, „American Scholar”, „Chicago Tribune”, „USA Today”, „Washington Times”, „The American Conservative”, „Insight”, „Cato Policy Report”, „Journal of Economic Development”, „The Freeman”, „The World & I”, „Reason”, „Washington Report on Middle East Affairs”, „Middle East Policy”, „Liberty”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ