Przyczyny I wojny światowej

0
Zmiana europejskiej konstelacji mocarstw

W ostatniej ćwierci XIX wieku europejski system państw zdominowany był przez pięć wielkich mocarstw: Anglię, Francję, Niemcy, Austro-Węgry i Rosję. Do 1890 r. sojusz trzech cesarzy – Niemiec, Austro-Węgier i Rosji gwarantował stabilny, pokojowy ład europejski. Pokonana w niemiecko-francuskiej wojnie 1870/1871 Francja, izolowana poprzez dyplomację Bismarcka, nie miała możliwości realizacji swoich planów rewanżu. Bismarck pielęgnował specjalne relacje z Petersburgiem, gdyż w dobrych stosunkach niemiecko-rosyjskich widział gwarancję bezpieczeństwa Rzeszy Niemieckiej. Po ustąpieniu Bismarcka w 1890r. jego następca Caprivi nie przedłużył układu reasekuracyjnego z Petersburgiem.[1] Rosja zbliżyła się wówczas do Francji, m.in. dlatego, że francuskie sfery finansowe były gotowe udzielić wysokich kredytów na industrializację państwa carów.[2]

W 1892 r. Paryż i Petersburg zawarły, mający charakter defensywny, pakt wojskowy. W Europie wytworzyła się następująca konstelacja sił: po jednej stronie sojusz Francja-Rosja, po drugiej przymierze, w skład którego wchodziły Niemcy, Austro-Węgry i Włochy (przy czym Rzym był słabym i niepewnym sojusznikiem). Pod względem militarnym pomiędzy tymi blokami władzy istniała mniej więcej równowaga. Wielka Brytania trwała w swojej „spledid isolation” i na razie pozostawała neutralna. Jednocześnie wytworzył się globalny układ sił, w którym rzeczywistymi mocarstwami światowymi były Imperium Brytyjskie (zajmujące wówczas jedną czwartą zamieszkałej planety), Imperium Rosyjskie, Stany Zjednoczone Ameryki oraz, odstające od reszty, francuskie imperium kolonialne.

W londyńskim Foreign Office panowało przekonanie, że wzrost potęgi USA i Rosji jest niepowstrzymany. Właściwa baza potęgi Imperium Brytyjskiego była bardzo wąska i opierała się przede wszystkim na angielskiej sile finansowej i flocie wojennej. Anglia nie dysponowała żadnymi środkami, aby przeciwstawić się politycznemu wzmocnieniu USA i Rosji. Pomiędzy nią a Imperium Rosyjskim występowały sprzeczności interesów w Azji, a mianowicie w Persji, Chinach i na północnych granicach Indii. W Londynie obawiano się zwłaszcza rosyjskiej ekspansji w kierunku północnych Indii. W momencie, kiedy Rosja ukończyłaby linię kolejową dochodzącą do północnej granicy Indii, militarna pozycja Anglii w tym kraju uległaby poważnemu osłabieniu. Była to czarna perspektywa, zważywszy na fakt, że Indie stanowiły najważniejszą posiadłość kolonialną Wielkiej Brytanii. W stosunkach angielsko-francuskich sprzeczności interesów dotyczyły kwestii kolonialnych w Afryce. W stosunkach między Wielką Brytanią i Niemcami pojawiały się od 1890 r. coraz silniejsze napięcia, których źródłem był gwałtowany wzrost gospodarczy Niemiec i rosnąca konkurencja pomiędzy tymi krajami na rynkach światowych.

Londyn miał zatem ważne powody, aby zrezygnować z polityki „spelndid isolation“ i szukać sojuszników. W roku 1900/1901 odbyły się niemiecko-angielskie rozmowy na temat sojuszu, zakończone jednak – z różnych skomplikowanych przyczyn – fiaskiem. W konsekwencji Londyn zdecydował się na porozumienie z Francją a w dłuższej perspektywie także z Rosją. W Foreign Office dominował pogląd, że musi dojść do układu z Petersburgiem w sprawie Azji i do pozyskania życzliwości Rosji, aby w ten sposób zabezpieczyć sobie posiadanie Indii. W 1904 r. osiągnięto porozumienie angielsko-francuskie, które, oprócz rozgraniczenia stref wpływów w koloniach, przewidywało defensywny sojusz przeciwko Niemcom. W 1907 r. doszło do ugody z Rosją w kwestii rozgraniczenia stref interesów w Azji. Natomiast stosunki angielsko-niemieckie były w tym okresie napięte. Główną przyczyną tych napięć była rozbudowa niemieckiej floty wojennej mająca na celu uczynienie z niej drugiej co wielkości (po angielskiej) floty świata. Było to przez Londyn odbierane jako rzucenie mu wyzwania i doprowadziło do niemiecko-angielskiego wyścigu zbrojeń morskich. Należy tu dodać, że niemiecka „flota pełnomorska“ miała w zamysłach jej twórcy admirała Alfreda von Tirpitza, służyć wyłącznie jako instrument odstraszania i była liczebnie zbyt słaba, aby poważyć się na złamanie brytyjskiego panowania na morzach. [3]

Natomiast o wiele głębsze były sprzeczności interesów gospodarczych pomiędzy Anglią i Niemcami. Niemiecki udział w handlu światowym wzrósł z 11% w roku 1890 do 12% w roku 1900 i w końcu do 12,9% w roku 1913. Niemieckie wyniki gospodarcze rosły w błyskawicznym tempie: w latach 1890-1910 produkcja stali zwiększyła się siedmiokrotnie. W 1893 r. Niemcy wyprzedziły Anglię w produkcji stali a w 1914 r. prześcignęły ją trzykrotnie. [4] O tym, jaki stosunek miała część przedstawicieli najwyższych kręgów angielskiej elity politycznej do sukcesów gospodarczych Niemiec, świadczy rozmowa, jaką w 1910 roku toczyli przywódca – będących wówczas w opozycji – torysów lord Balfour i ówczesny ambasador USA w Londynie Henry White. Lord Balfour wywodził: „Prawdopodobnie jesteśmy głupcami, że nie potrafimy znaleźć powodu, aby wypowiedzieć Niemcom wojnę, zanim zbudują zbyt dużo okrętów i odbiorą nam nasz handel”. Na to White: „Jest Pan w życiu prywatnym człowiekiem wspaniałomyślnym. Jakże więc jest to możliwe, że na płaszczyźnie politycznej rozważa Pan coś tak niemoralnego jak sprowokowanie wojny przeciw narodowi, który wam nie zagraża i który ma takie samo prawo posiadać flotę jak Pan. Jeśli chcecie konkurować z niemieckim handlem, to więcej pracujcie”. Balfour odpowiedział mu: „To by oznaczało obniżenie naszego standardu życia. Być może wojna byłaby dla nas czymś prostszym”. White: „Jestem przerażony, że akurat Pan wyznaje takie zasady”. Balfour: „Czy to jest kwestia prawa czy bezprawia? Możliwe, że jest to tylko kwestia naszej hegemonii”. Niezależnie od tych teoretycznych kombinacji lorda Balfoura na początku 1912 r. do Berlina udał się brytyjski minister wojny lord Haldane, aby negocjować układ o ograniczeniu niemiecko-angielskich zbrojeń morskich. Chociaż ostatecznie rozmowy nie zakończyły się podpisaniem układu, to w następnych latach obie strony trzymały się nieformalnej propozycji, aby stosunek brytyjskich i niemieckich pancerników wynosił 16:10. Stosunki niemiecko-angielskie stopniowo się poprawiały i wiosną 1914 r. doszło do, zakończonych sukcesem, rokowań dotyczących podziału portugalskich posiadłości kolonialnych w Afryce oraz uregulowania kwestii kolei bagdadzkiej.

Poincaré i rosyjska partia wojny

W styczniu 1914 r. premierem Francji został Raymond Poincaré, który wyznał kiedyś, że nie wiedziałby po co żyje, gdyby nie udało mu się odzyskać Alzacji-Lotaryngii. Odzyskanie tych utraconych prowincji było jednakże tylko pretekstem – w rzeczywistości francuscy rewanżyści nie mogli się pogodzić z dominacją niemiecką na kontynencie europejskim. Poincaré natychmiast przystąpił do przekształcania defensywnego sojuszu rosyjsko-francuskiego z 1892 r. w sojusz ofensywny. 16 lipca 1912 r. podpisano rosyjsko-francuską konwencję morską; ponadto Rosja otrzymała nowe francuskie kredyty mające umożliwić jej rozbudowę strategicznych linii kolejowych w zachodnich okręgach wojskowych, do granicy z Niemcami i Austro-Węgrami. Sztaby generalne obu mocarstw pracowały na wspólnym planem wojny.

Rosja, otrząsnąwszy się po klęsce w wojnie z Japonią oraz po rewolucji 1905 r., skoncentrowała teraz swoją politykę zagraniczną na Europie Południowo-Wschodniej. Odwiecznym rosyjskim celem było opanowania Konstantynopola i Dardaneli – cieśnin pomiędzy Morzem Czarnym a Morzem Śródziemnym. W memorandum do cara z początku grudnia 1913 r. rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Sazonow pisał: „Wątpliwości co do dalszego trwania Turcji i jej zdolności do życia ponownie ożywiają historyczną kwestię cieśnin morskich i jej wartości dla nas pod względem politycznym i gospodarczym. (…)

Czy wolno nam dopuścić do tego, aby inne państwo zawładnęło przejazdem przez cieśniny? Samo postawienie takiego pytania oznacza odpowiedzieć na nie przecząco. Pozostawienie cieśnin jakiemuś potężnemu państwu byłoby jednoznaczne z podporządkowaniem temu państwu całego gospodarczego rozwoju południowej Rosji. (…) Ponadto muszę powtórzyć, że kwestię cieśnin trudno byłoby posunąć o krok naprzód inaczej niż na drodze wiodącej poprzez europejskie komplikacje”. „Europejskie komplikacje“, o których mówił Sazonow, to nic innego jak wielka wojna. Jej wybuchem groziła również rosyjska polityka na Bałkanach.

W kwietniu 1913 r. car Mikołaj II zaprezentował angielskiemu ambasadorowi sir George`owi Buchananowi swoje wyobrażenia dotyczące rozpadu c. i k. monarchii i jej podziału. Buchanan zauważył, że bez wielkiej wojny raczej nie mogłoby do tego dojść. Wprawdzie samemu carowi taka idea nie przypadła specjalnie do gustu, ale na dworze w Petersburgu istniała wpływowa partia wojny, skupiona wokół wuja cara, Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza, szefa Sztabu Generalnego Januszkiewicza, ministra spraw zagranicznych Sazonowa i ambasadora Rosji w Paryżu Izwolskiego. Grupa ta miała nadzieję poprzez zwycięską wojnę uchronić Rosję przed nową rewolucją. Dążenia rosyjskiej partii wojny zbieżne były z dążeniami kręgu wokół Poincarégo, który w międzyczasie został wybrany na prezydenta Francji. Także odbicie Alzacji-Lotaryngii trudno byłoby sobie wyobrazić bez wojny.

C.i k. monarchia, o której rozpadzie i podziale wiele wówczas spekulowano, przeżywała wprawdzie w dziesięcioleciach poprzedzających wojnę światową szybki rozwój gospodarczy i rozkwit kulturalny, ale coraz mocniej trapiły ją konflikty narodowościowe. Szczególnie groźnie przedstawiała się sytuacja na południowym wschodzie monarchii, gdzie żyli Słoweńcy, Chorwaci, Bośniacy i Serbowie. Uwolniona spod panowania tureckiego w 1878 r. Serbia marzyła mianowicie o wyzwoleniu wszystkich południowo-słowiańskich braci z „habsburskiego więzienia narodów” i utworzeniu Wielkiej Serbii czy też Jugosławii. Serbska agitacja zagrażała egzystencji Austro-Węgier, ponieważ secesja południowo-słowiańskich poddanych pobudziłaby nacjonalizmy innych narodów i zainicjowała rozpad monarchii. Takiemu rozwojowi wydarzeń nie mogły sie spokojnie przyglądać Niemcy, które czuły się coraz bardziej okrążane a zarazem c. i k. monarchię uważały za jedynego pewnego sojusznika. Z drugiej strony Rosja występowała jako protektor słowiańsko-prawosławnych Serbów. Jakiś lokalny konflikt na Bałkanach mógł zatem wywołać wojnę pomiędzy Austro-Węgrami i Rosją, w którą, z powodu konstelacji interesów i zobowiązań sojuszniczych, musiałyby zostać wciągnięte Niemcy i Francja. Te zależności były całkowicie jasne dla rosyjskiej partii wojny. Rosyjski ambasador w Paryżu Izwolski przekupywał francuską prasę dużymi sumami, aby wywołać we Francji nastroje prowojenne; Francuzi mieli zostać tak urobieni, aby lokalne zawirowania na Bałkanach skłoniły ich do zaaprobowania wojny przeciwko Niemcom. Przekupywanie francuskiej prasy odbywało się za pełną zgodą i pod auspicjami Poincarégo.

Źródłem optymizmu francuskich i rosyjskich zwolenników wojny była liczebna przewaga ich armii. Rosja rozpoczęła w 1909 roku zwiększanie liczebności swoich sił zbrojnych; w 1917 r. liczebność wojsk rosyjskich i francuskich dawałaby im pełną przewagę na wojskami państw centralnych. Już w 1914 r. stosunek sił przedstawiał się następująco:

Niemcy                 812 000 żołnierzy
Austro-Węgry     424 000  –„–
Rosja                  1 300 000  –„–
Francja                 846 000  –„–

Warto zwrócić uwagę na fakt, że armia francuska była większa niż niemiecka, chociaż Francuzów było wówczas 40 milionów, a Niemców – 68 (w Rzeszy Niemieckiej tylko nieco ponad 50% wszystkich mężczyzn objętych poborem było rzeczywiście powoływanych do wojska). Zatem w sumie w okresie pokoju naprzeciwko 1 236 000 żołnierzy państw centralnych stało 2 146 000 żołnierzy Dwójprzymierza.

Brytyjsko-rosyjska konwencja morska i niemiecka koncepcja wojny prewencyjnej

Mimo to partie wojny w Paryżu i Petersburgu nie były pewne wygranej i próbowały przeciągnąć na swoją stronę, neutralną jeszcze wówczas, Anglię. Od 1906 r. regularnie odbywały się angielsko-francuskie narady sztabów generalnych. W lipcu 1912 r. udało się Poincarému, poprzez zawarcie konwencji morskiej ściślej związać Anglię z Francją. W listopadzie tego samego roku on i ambasador francuski w Londynie Paul Cambon potrafili uzyskać od angielskiego ministra spraw zagranicznych sir Edwarda Grey`a tajne przyrzeczenie, że w ewentualnej wojnie europejskiej Anglia na pewno stanie po stronie Francji. Brytyjskie Ministerstwo Wojny obiecało, że, gdyby Francja znalazła się w sytuacji kryzysowej, wesprze ją wysyłając korpus ekspedycyjny w sile 160 000 ludzi.

Jednakże Grey nie był gotowy przystąpić do wielkiej wojny europejskiej z powodu Alzacji-Lotaryngii lub Dardaneli. Dlatego Poincaré użył swoich wpływów w Londynie i Petersburgu, aby doprowadzić do zawarcia sojuszu angielsko-rosyjskiego i w ten sposób jeszcze ściślej związać Anglię z Dwójprzymierzem. Rosyjski minister spraw zagranicznych Sazonow naciskał na Foreign Office, aby podpisano oficjalny układ, ale Grey musiał odmówić ze względu na nastroje panujące w rządzie oraz w brytyjskiej opinii publicznej, ponieważ oficjalny sojusz w okresie pokoju sprzeczny był z angielską tradycją. Sazonow zaproponował, aby w zastępstwie układu zawrzeć brytyjsko-rosyjską konwencję morską. Ale także i tę propozycję Grey, przynajmniej na razie, odrzucił. Na początku kwietnia 1914 r. car Mikołaj II ponowił tę propozycję, i wiosną tego roku rozpoczęły się – z dyplomatycznym wsparciem Paryża – angielsko-rosyjskie negocjacje na temat wspólnego prowadzenia wojny na morzu. Planowana konwencja zakładała, że w przypadku wojny niemiecka flota pełnomorska zostanie zniszczona przez „Grand Fleet“ a brytyjskie siły morskie wedrą się na Bałtyk. Rosyjskie oddziały zostaną przewiezione przez angielskie okręty, wylądują na wybrzeżu Pomorza, skąd rozpoczną marsz na Berlin.

O treści tych ściśle tajnych rozmów prowadzonych w Londynie niemiecki kanclerz Theobald von Bethmann-Hollweg był doskonale poinformowany dzięki zdradzie pochodzącego z Kurlandii sekretarza ambasady rosyjskiej w Londynie Benno von Sieberta. Te sprawy trzymano w Berlinie w absolutnej tajemnicy – nie poinformowano o nich nawet cesarza. Niemieckie kierownictwo potraktowało rozmowy w Londynie jako potwierdzenie swoich, już od dawna żywionych, obaw, że Niemcy są okrążane. Pojawiła się groźba powstania potężnej koalicji, przeciwko której Rzesza nie miałaby już – także w obliczu rozbudowanych rosyjskich sił zbrojnych według stanu z 1917 r. – szans na zwycięstwo. Szef niemieckiego Sztabu Generalnego Helmuth v. Moltke (młodszy) od dłuższego czasu nosił się z koncepcją wojny prewencyjnej, do której usiłował także przekonać kanclerza. Początkowo kanclerz był jej przeciwny, ale latem 1914 r. zaczął w coraz większym stopniu brać ją pod uwagę na wypadek, gdyby nie udało się środkami polityczno-dyplomatycznymi zapobiec utworzeniu Trójprzymierza. W Berlinie kalkulowano, że lepiej prowadzić wojnę w momencie, w którym Niemcy mają jeszcze realne szanse na zwycięstwo. Bethmanna-Hollwega przepełniał z jednej strony głęboki pesymizm co do przyszłości, z drugiej zaś ufał, że wyższa jakość armii niemieckiej i plan Schlieffena umożliwią odniesienie szybkiego zwycięstwa nad Francję a następnie skuteczne odparcie Rosji.

Zamach w Sarajewie

W tej podskórnie bardzo napiętej sytuacji 28 czerwca 1914 r. doszło do zamachu na austriacko-węgierskiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego małżonkę księżnę Sophie von Hohenberg. Mordu dokonała serbska organizacja terrorystyczna Zjednoczenie albo Śmierć (Ujedinjenje ili Smrt); zamach został zorganizowany przez pułkownika Dragutina Dimitrijevića szefa wywiadu Sztabu Generalnego Serbii. Rosyjski attaché wojskowy w Belgradzie, pułkownik Artamanow, i prawdopodobnie także rosyjski poseł Hartwig, byli poinformowani o planowanym zamachu i, mając „krycie” z Petersburga, zaaprobowali go. Także serbski premier Nikola Pašić wiedział o planowanym zamachu na Franciszka Ferdynanda, ale zaniechał poważnego ostrzeżenia władz austriackich. Większość serbskich spiskowców uważała, że arcyksiążę Franciszek musi zostać usunięty, ponieważ gdyby udało mu się zrealizować dalekosiężne plany reformatorskie, mógłby zapewnić dalsze istnienie c. i k. monarchii, a to przekreśliłoby marzenia o Wielkiej Serbii.

Bardziej dalekowzroczni pośród spiskowców musieli być świadomi tego, że zamach może wywołać wojnę europejską. Rząd rosyjski przyrzekł Serbom nieograniczone poparcie na wypadek karnej ekspedycji wojskowej Austrii. Oznaczało to, że w ostatecznym rozrachunku, na drodze ogólnoeuropejskiego konfliktu i zwycięstwa Trójprzymierza nad państwami centralnymi, mogłoby się urzeczywistnić marzenie o państwie wszystkich południowych Słowian – Jugosławii. Oficjalnie rząd serbski zaprzeczał naturalnie jakiemukolwiek swojemu udziałowi w zamachu, ale w Wiedniu szef Sztabu Generalnego Franz Conrad von Hötzendorf i minister spraw zagranicznych Leopold von Berchtold czekali tylko na okazję do prewencyjnej wojny przeciwko Serbii, aby poskromić wielkoserbskie ambicje i odbudować prestiż c. i k. monarchii w Europie Południowo-Wschodniej. Bezpośrednio po zamachu w Sarajewie nastroje były przychylne dla Austro-Węgier, ponieważ cała europejska opinia publiczna (z wyjątkiem serbskiej) przyjęła mord z odrazą. Dla Wiednia w jego polityce wobec Serbii największe znaczenie miała asekuracja ze strony Niemiec. Faktycznie cesarz Wilhelm II był tak zaszokowany zamachem i tak zaniepokojony jego możliwymi negatywnymi skutkami dla stabilności c. i k. monarchii, że, w odpowiedzi na osobisty list cesarza Franza Josepha, przyrzekł Wiedniowi 6 lipca nieograniczone poparcie ze strony Niemiec. Conrad i Berchtold najchętniej od razu zaczęliby odwetową kampanię przeciwko Serbii, jednakże zostali wyhamowani przez węgierskiego premiera Stefana Tiszę. Berchtold polecił najpierw przeprowadzenie tajnego dochodzenia w kwestii odpowiedzialności za zamordowanie Franciszka Ferdynanda. Już 13 lipca wykazało ono, że ślady prowadzą do Belgradu.

W rezultacie austriackie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przystąpiło do formułowania ultimatum wobec Serbii. Jego sporządzenie przesunięto do 23 lipca, ponieważ rząd w Wiedniu chciał poczekać na wizytę francuskiego prezydenta Poincaré`go w Petersburgu, po której zresztą nie spodziewał się niczego dobrego. Francuski prezydent przybył do stolicy Rosji 20 lipca. O entuzjastycznych prowojennych nastrojach, w jakich odbywała się ta wizyta, relacjonuje w swoich wspomnieniach ambasador francuski Maurice Paleologue. Podczas kolacji rozmawiał z wielkimi księżnymi – Anastazją, żoną wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza, i Milicą, żoną Piotra Mikołajewicza. Anastazja rozprawiała z entuzjazmem:

Czy także i Pan wie, że przeżywamy historyczne dni, święte dni?…Jutro na przeglądzie wojsk orkiestry będą grać tylko „Marche Lorraine” i „Sambre et Meuse”…Otrzymałam dziś od mojego ojca [Mikołaj I, król Czarnogóry] telegram umówionym szyfrem; zapowiedział mi, że pod koniec miesiąca będziemy mieli wojnę…Jakiż bohater, mój ojciec!…Godzien jest Iliady…Niech Pan zaczeka, niech Pan spojrzy na tę szkatułkę, z którą się nigdy nie rozstaję, zawiera ziemię z Lotaryngii, tak, tak, ziemię z Lotaryngii, którą zebrałam po tamtej stronie granicy, kiedy przed trzema laty gościłam wraz z małżonkiem we Francji. I niech Pan przyjrzy się stołowi honorowemu; jest przystrojony ostami, nie chciałam, żeby były tam inne kwiaty. To chyba dobrze – to są osty z Lotaryngii…Wojna wybuchnie…z Austrii nic nie zostanie…Pan weźmie sobie z powrotem Alzację-Lotaryngię…Nasze armie połączą się w Berlinie…Niemcy zostaną zniszczone“. Nagle przerwała: „Muszę się mitygować, bo cesarz na mnie patrzy.

W trakcie rozmów w Petersburgu Poincaré dał carowi Mikołajowi i Sazonowowi przyrzeczenie, że Francja będzie bezwarunkowo popierać Rosję. Oba rządy zadeklarowały, że nie zgodzą się na naruszenie suwerenności Serbii. 23 lipca, kiedy francuski prezydent opuścił Petersburg, ambasada austriacka w Belgradzie przekazała rządowi serbskiemu wspomniane ultimatum. Wiedeń żądał w nim:

  • Stłumienia wszelkiej propagandy i wszystkich akcji wymierzonych w terytorium państwowe Austro-Węgier.
  • Sądowego dochodzenia przeciwko uczestnikom zamachu, o ile znajdują się w Serbii, przy współpracy austriackich urzędników.

Kiedy z tekstem austriackiego ultimatum zapoznano się 24 lipca w Petersburgu, Sazonow powiedział, że oznacza to wojnę europejską. To, że zarówno Sazonow i rosyjska partia wojny, jak i Poincaré i francuscy rewanżyści byli gotowi zaryzykować latem 1914 roku wielka wojnę europejską wiązało się z zarysowującymi się zmianami w polityce angielskiej. Liberałowie byli zaniepokojeni zakresem podjętych przez sir Edwarda Greya zobowiązań wobec Francji i Rosji, których pełen wymiar mogli jedynie przeczuwać. Poza tym od początku 1914 r. można było obserwować pewne ocieplenie w stosunkach brytyjsko-niemieckich. Być może za rok polityka Greya stworzenia Trójprzymierza przeciw Niemcom i Austro-Węgrom nie byłaby już możliwa.

Dlatego wojna musiała wybuchnąć teraz albo też państwa centralne powinny przynajmniej ponieść dotkliwą porażkę dyplomatyczną. Tę sytuację dodatkowo komplikowała polityka kanclerza Bethmanna-Hollwega, który chciał wykorzystać kryzys wywołany zamachem w Sarajewie dla unaocznienia rządowi angielskiemu, jak ryzykowny jest sojusz z Francją z Rosją. Chciał, aby Grey był świadom, iż z powodu niejasnych wydarzeń na Bakanach może zostać wciągnięty w wielką wojnę. Bethmann-Hollweg pragnął użyć kryzysu lipcowego jako narzędzia do rozbicia Trójprzymierza. Dlatego też opowiedział się za polityką cesarza, żeby dać Austro-Węgrom nieograniczone pełnomocnictwa przeciwko Serbii. Brał przy tym pod uwagę ryzyko wybuchu wojny, zwłaszcza, że w obliczu nabierającej realnych kształtów i posiadającej przewagę nad Rzeszą, koalicji, kierownictwu polityczno-wojskowemu Niemiec tak czy inaczej pierwsze uderzenie wydawało się najbardziej korzystne. W tamtej napiętej atmosferze, w klimacie politycznym, w którym dominowały idee szowinizmu i socjaldarwinizmu, wielu polityków i wojskowych z różnych krajów uważało wojnę za nieuchronną.

Powszechna mobilizacja w Rosji

W Petersburgu rosyjska Rada Koronna zdecydowała 25 lipca o rozpoczęciu przygotowań do częściowej mobilizacji przeciwko Austro-Węgrom. Szef wydziału ds. mobilizacji w rosyjskim Sztabie Generalnym Siergiej Dobrowolski napisał w swoich wspomnieniach: „Wojna była już postanowioną sprawą.” Rząd Serbii, pewny poparcia Rosji i Francji, 25 lipca przekazał Wiedniowi odpowiedź na ultimatum, która – jeśli chodzi o formę – wydawała się wychodzić naprzeciw żądaniom austriackim, ale odrzucała decydujący punkt, czyli udział austriackich funkcjonariuszy w śledztwie dotyczącym mordu na Franciszku Ferdynandzie. W Wiedniu wcale nie płakano z powodu faktycznej odmowy Serbii. Conrad i Berchtold parli do odwetowej wojny przeciwko Serbii, mając jednak przy tym nadzieję, że da się ją ograniczyć do lokalnego starcia. Zarówno Austro-Węgry, jak i Serbia rozpoczęły 25 lipca mobilizację. Następnego dnia rosyjski minister wojny generał Suchomlinow i szef Sztabu Generalnego generał Januszkiewicz rozpoczęli tajne przygotowania do mobilizacji. 28 lipca Wiedeń wypowiedział wojnę Serbii. Tego samego dnia w Petersburgu zapadła decyzja o mobilizacji przeciw Austro-Węgrom 13 korpusu armijnego. Teraz szef Sztabu Generalnego Januszkiewicz naciskał na Sazonowa argumentując, że jeśli nie jest wykluczona wojna przeciwko Niemcom, to częściowa mobilizacja jest niewystarczająca i należy ogłosić powszechną. Jednakże – zgodnie z ówcześnie panującymi poglądami – powszechna mobilizacja w Rosji oznaczała, że Niemcy, jeśli nie chciały już na samym początku wojny zmarnować swoich rozstrzygających atutów, również musiały nakazać powszechną mobilizację, co automatycznie uruchamiało sekwencję: powszechna mobilizacja, koncentracja wojsk i rozpoczęcie działań wojennych.

25 lipca Sazonow otrzymuje od francuskiego ambasadora Paleologue zapewnienie, ze Francja aprobuje podjęte przez Rosję środki wojskowe. Ponadto – i to miało rozstrzygające znaczenie – 27 lipca brytyjski Pierwszy Lord Morski książę Louis Battenberg zarządził kontynuowanie stanu gotowości bojowej angielskiej floty, która właśnie odbywała wielkie manewry. W Paryżu i Petersburgu odczytano to jako sygnał, że Londyn pójdzie razem z Francją i Rosją. Rankiem 29 lipca Sazonow namówił cara do wydania rozkazu powszechnej mobilizacji, przy czym Mikołaj II nie zdawał sobie w pełni sprawy z konsekwencji tego kroku. W tym samym dniu car otrzymał telegram od cesarza Wilhelm II, w którym ten doradzał mu zachowanie umiaru i wyrażał nadzieję, że kryzys zostanie zażegnany środkami dyplomatycznymi. W reakcji na to car, któremu perspektywa wojny nie do końca się uśmiechała, odwołał rozkaz o powszechnej mobilizacji. Sytuacja w Petersburgu i Paryżu dramatycznie się zaostrzyła: Sazonow, minister wojny Suchomlinow i szef Sztabu Generalnego Januszkiewicz byli, podobnie jak przywódcy Francji zdecydowani na wojnę i użyli wszelkich sposobów perswazji, aby nakłonić cara do wycofaniu rozkazu o odwołaniu mobilizacji. Ich wysiłki zakończyły się powodzeniem: po południu 30 lipca car ostatecznie zezwala na powszechną mobilizację armii rosyjskiej przeciwko Niemcom i Austro-Węgrom. Generał Dobrowolski, szef wydziału ds. mobilizacji w rosyjskim Sztabie Generalnym tak pisał na ten temat: „Jeśli jednak ów moment [mobilizacji] zostanie raz wyznaczony, to jest już po wszystkim, nie ma już odwrotu: mechanicznie, z góry zakłada on rozpoczęcie wojny”.

Rosyjska powszechna mobilizacja zniweczyła wszystkie dyplomatyczne wysiłki na rzecz ograniczenia konfliktu do lokalnego starcia Austro-Węgier i Serbii. Od 26 lipca rządy w Berlinie i Londynie próbowały pośredniczyć pomiędzy rządami w Wiedniu i Petersburgu, aby podjęły bezpośrednie rozmowy w celu pokojowego rozwiązania kryzysu. Kanclerz Bethmann-Hollweg, który pierwotnie chciał wykorzystać kryzys lipcowy do rozbicia Trójprzymierza, zobaczył teraz, że zanosi się na katastrofę. Energicznie namawiał rząd Austrii do powściągliwości i przyjęcia propozycji pośrednictwa, ale przekonał się, że Wiedeń jest zdecydowany na wojnę przeciwko Serbii i praktycznie nie można już na niego wpłynąć. 31 lipca na wiadomość o krokach wojskowych podjętych przez Rosję, powszechną mobilizację zarządziły Austro-Węgry. Rząd niemiecki wprowadził stan zagrożenia wojennego i w ultymatywnej formie wezwał Petersburg do odwołania powszechnej mobilizacji w ciągu 12 godzin a także zaapelował do Paryża, aby zachował neutralność na wypadek wojny niemiecko-rosyjskiej. Z powodu braku reakcji następnego dnia tj. 1 sierpnia Berlin ogłosił powszechną mobilizację i wypowiedział wojnę Rosji, co było już tylko czystą formalnością. Tego samego dnia mobilizację zarządził Paryż. W tym momencie dla dalszego biegu wydarzeń decydujące było zachowanie Londynu.

Sir Edward Grey decyduje się na wojnę

Podejmując tajne zobowiązania wobec Francji, o których nie informował nawet innych członków gabinetu, Grey związał politykę Anglii z polityką Francji. 22 listopada 1912 r. brytyjski minister spraw wewnętrznych pisemnie przyrzekł ambasadorowi Francji Paulowi Cambonowi, że w wypadku wojny europejskiej Anglia stanie pod stronie Francji. Sazonow i Poincaré nie odważyliby się zaryzykować wojny, gdyby nie mogli liczyć na poparcie Grey`a. Dwie ważne osobistości w brytyjskim MSZ – podsekretarze stanu sir Arthur Nicholson i sir Eyre Crow naciskali na udział Anglii w wojnie argumentując, że Londyn musi bezwarunkowo żyć w przyjaźni z Rosją ze względu na swoje zagrożone posiadłości kolonialne w Azji (już po wojnie admirał Tirpitz i rosyjski minister wojny Suchomlinow wyrazili przypuszczenie, że Londynowi chodziło w rzeczywistości o to, żeby Niemcy i Rosja nawzajem się rozszarpały; w ten sposób za jednym zamachem Anglia pozbyłaby się dwóch uciążliwych konkurentów). Sir Edward Grey początkowo się wahał, ale później, pod naciskiem partii wojny, ustąpił. Problemem, przed którym stanął to, jak przystąpienie do wojny usprawiedliwić przed resztą gabinetu i opinią publiczną. Nadzieje pokładał w tym, że Niemcy pogwałcą neutralność Belgii, co rzeczywiście zakładał niemiecki plan wojenny. [5] Wielka Brytania mogłaby wtedy odegrać rolę protektora małego neutralnego narodu i tym sposobem znaleźć pretekst do wojny. 30 lipca kanclerz Bethmann-Hollweg przez brytyjskiego ambasadora w Berlinie złożył Londynowi propozycję mówiącą, że Niemcy gwarantują nienaruszalność terytorialną Francji, jeśli Anglia pozostanie neutralna. Gray odrzucił tę propozycję.

Cesarz Wilhelm II uważał, że w polityka angielska stanowi potwierdzenie wszystkich najgorszych obaw przed okrążeniem Niemiec przez trójprzymierze. 30 lipca napisał:

Anglia, Rosja i Francja umówiły się…aby wykorzystać konflikt austriacko- serbski do prowadzenia przeciwko nam wojny na wyniszczenie. Stąd cyniczna uwaga Greya do Lichnowsky`ego, że dopóki wojna ograniczyłaby się do Rosji i Austrii, Anglia siedziałaby cicho, dopiero gdybyśmy wmieszali się my i Francuzi, byłby zmuszony działać przeciwko nam. Tzn. mielibyśmy albo nikczemnie zdradzić naszego sojusznika i wydać go na łup Rosji… albo za naszą wierność sojuszowi zostać wspólnie napadniętym i ukaranym przez Trójententę, przy czym ich zawiść zostałaby w końcu zaspokojona dzięki temu, że nas wspólnie całkowicie zrujnują. Taka jest in nuce, prawdziwa, naga sytuacja…A przy tym z głupoty i niezręczności naszego sprzymierzeńca zastawia się na nas sidła. Zatem słynne „okrążenie“ Niemiec stało się więc obecnie w pełni faktem, mimo wszelkich wysiłków naszych polityków i dyplomatów, aby mu zapobiec. Nagle zaciągnięto nam sieć nad głową i Anglia, z szyderczym uśmiechem, cieszy się wyśmienitym sukcesem swojej wytrwale prowadzonej, czysto antyniemieckiej polityki światowej, wobec której okazaliśmy się bezsilni, to jak wyizolowała nas trzepoczących się w sieci, może budzić podziw nawet u nas, którym zgotowała zgubę!

1 sierpnia niemiecki ambasador w Londynie książę Lichnowsky odbył rozmowę z Greyem i zaproponował, że Niemcy będą respektować neutralność Belgii, jeśli Anglia ze swej strony pozostanie neutralna. Grey odpowiedział wymijająco, na co Lichnowsky zapytał, jakie warunki winny spełnić Niemcy, żeby Anglia pozostała neutralna. Niemiecki ambasador zaoferował, że Berlin mógłby zagwarantować terytorialną integralność Francji i jej kolonii. Grey znowu odpowiedział wymijająco. W tym momencie dalsze propozycje niemieckie nie miały już sensu. Niemieckie nadzieje na szybkie zwycięstwo opierały się na planie Schlieffena, który przewidywał zmasowane uderzenie przez Belgię na obszar północnej Francji, aby następnie wielkim manewrem oskrzydlającym zniszczyć armię francuską; potem masa sił niemieckich miała zwrócić się przeciwko Rosji; do tego momentu planowano na wschodzie jedynie utrzymać linię obrony powstrzymując wojska rosyjskie.

Naruszenie neutralności Belgii było więc warunkiem szybkiego zwycięstwa Niemiec. Ale jednocześnie dawało to Greyowi upragniony pretekst do przystąpienia do wojny, który mógł przedstawić brytyjskiej opinii publicznej. 4 sierpnia Londyn postawił Berlinowi ultimatum, w którym żądał respektowania neutralności Belgii i wycofania oddziałów niemieckich. Po upływie terminu ultimatum Londyn zerwał stosunki dyplomatyczne z Berlinem, co w praktyce równało się wypowiedzeniu wojny. Podczas gdy w Niemczech i na ulicach innych miast europejskich tłumy wiwatowały na cześć wojny, w kręgach kierowniczych Rzeszy Niemieckiej panowało przygnębienie. Sir Edward Grey wypowiedział słynne zdanie: w Europie pogasły teraz światła.

Walter Post

Przeł. Tomasz Gabiś

Bibliografia:

Harry E. Barnes, Die Entstehung des Weltkrieges, Berlin und Leipzig 1928.
Die Britischen Amtlichen Dokumente über den Ursprung des Weltkrieges 1898-1924, Berlin 1926.
Die Deutschen Dokumente zum Kriegsausbruch 1914, Berlin 1922.
Sergei Dobrowolski, Die Mobilmachung der russischen Armee 1914, Berlin 1922.
Sidney B. Fay, Der Ursprung des Weltkrieges, Berlin 1930.
Georg Franz-Willing, Der Zweite Weltkrieg, Leoni 1979.
Erwin Hölzle, Die Selbstentmachtung Europas, Göttingen 1975.
Ljuba Jovanović, The Murder of Sarajevo, Belgrade 1924.
Stefan T. Possony, Zur Bewältigung der Kriegsschuldfrage, Köln 1968.
Friedrich Stieve, Iswolski und der Weltkrieg, Berlin 1924.
Kurt Riezler, Tagebücher-Aufsätze-Dokumente, Göttingen 1972.
Serbiens Außenpolitik 1908-1918. Diplomatische Akten des serbischen Außenministeriums in deutscher Übersetzung, Wien 1945.
Wladimir A. Suchomlinow, Erinnerungen, Berlin 1924.
Alfred von Tirpitz, Erinnerungen, Leipzig 1919.
Hans Übersberger, Der Saloniki-Prozeß, Berlin 1933.

Zamieszczony powyżej artykuł zatytułowany „Die Ursachen des Ersten Weltkrieges” ukazał się w 80. rocznicę wybuchu wojny na łamach konserwatywnego monachijskiego dwumiesięcznika „Criticón” nr 143 (1994).  W bieżącym roku Post opublikował książkę 1914 – niepotrzebna wojna (1914 – Der unnötige Krieg, Gilching 2014).

*****

Uwagi tłumacza:

[1] Na temat nieodnowienia paktu reasekuracyjnego z Rosją istnieje nieprzebrana literatura naukowa. Bardzo często przypisuje się temu faktowi nadmierne znaczenie, twierdząc jakoby to on właśnie zapoczątkował serię wydarzeń prowadzących w ostatecznej konsekwencji do I wojny światowej. Należy przypomnieć, że układ reasekuracyjny zakładał życzliwą neutralność obu partnerów w sytuacji, gdyby jeden prowadził wojnę z Francją a drugi z Austro-Węgrami. Zastąpił on wcześniejszy Sojusz Trzech Cesarzy, który rozpadł się (zerwała go Rosja), ponieważ przestał odpowiadać zmieniającej się międzynarodowej konstelacji politycznej. Podobnie nieprzedłużenie paktu reasekuracyjnego było nie tyle przyczyną zmiany sytuacji w polityce europejskiej i światowej, co jej wyrazem czy skutkiem. Po prostu pakt tracił swoją geopolityczną wartość w obliczu np. polepszania się stosunków francusko-rosyjskich i narastającego konfliktu Austro-Węgier z Rosją na Bałkanach. Berlin zmuszony do wyboru pomiędzy dwoma sojusznikami wybrał pełny sojusz z Austro-Węgrami. Ponadto do rozluźnienia stosunków z Rosją przyczynił się konflikt rosyjsko-angielski w Azji Środkowej i wokół kwestii Dardaneli. Ponieważ w Berlinie chciano zbliżenia z Londynem, uważano, że warunkiem tego jest ochłodzenie stosunków z Petersburgiem. Wszystko to nie znaczy, że nowy kanclerz Leo von Caprivi, mimo iż miał racjonalne przesłanki do nieprzedłużania paktu reasekuracyjnego, nie popełnił błędu nazbyt się z tym posunięciem pospieszając. W ostatecznym rozrachunku jego kalkulacje okazały się bowiem nietrafne.

[2] Francuzi oferowali Rosji kredyty na budowę przemysłu ciężkiego i linii kolejowych.

[3] Niemcy (zgodnie z planem Tirpitza) wyznaczyli sobie za cel osiągnięcie stosunku 2:3 wobec brytyjskich sił morskich; brytyjski program zbrojeń morskich rozpoczęty w 1909 r. sprawił, że cel ten nigdy nie został zrealizowany. W największej bitwie morskiej okresu I wojny światowej na Skagerraku Brytyjczycy mieli przewagę 8:5. We wcześniejszej literaturze przyjmowano, że brytyjski program zbrojeń morskich był przede wszystkim reakcją na budowę niemieckich pancerników, jednakże nowsze badania pokazują, że obejmował on szereg innych ulepszeń technicznych i konstrukcyjnych, był zakrojony na szerszą skalę i miał zneutralizować wiele innych zagrożeń. Należy też uwzględniać fakt, że flota niemiecka także ze względu na położenie geograficzne Niemiec nie była w stanie realnie zagrozić flocie brytyjskiej. Nie flota niemiecka była w oczach Brytyjczyków zagrożeniem, ale cały potencjał gospodarczo-handlowy Niemiec i ich pozycja lidera kontynentalnej Europy.

W tym samym numerze „Criticónu”, w którym ukazał się, opublikowany wyżej, artykuł Waltera Posta, znalazł się, stanowiący jego dobre uzupełnienie, tekst Joachima F. Webera Schlachtschiffe, eine Machtprobe und der Krieg (Pancerniki, próba sił i wojna) będący omówieniem książki amerykańskiego historyka Roberta K. Massie Dreadnought. Britain, Germany, and the coming of the Great War (New York 1991).

W swojej książce, pisze Weber, Massie szczegółowo przedstawia szczegółowo główne linie ewolucji polityki brytyjskiej aż do przystąpienia Wielkiej Brytanii do wojny przeciwko Niemcom w sierpniu 1914 r. Robi to z uwzględnieniem zasadniczych aspektów geopolitycznych, odpowiedzialnych za pogorszenie stosunków pomiędzy oboma państwami: kwestii potęgi morskiej i swobody manewru Niemiec w polityce światowej. Uwagę skupia na niemiecko-brytyjskim wyścigu zbrojeń morskich. Przed 1914 r. Wielkiej Brytanii przypadła specjalna rola – w latach po zjednoczeniu Niemiec była jedynym z pięciu ówczesnych mocarstw, które nie musiało znaleźć się automatycznie w określonym obozie.

Nie ma żadnych wątpliwości co do notorycznie wrogiego stosunku Francji do Rzeszy Niemieckiej, aż po pragnienie wojennego rewanżu za klęskę 1870 r. oraz ponownego zajęcia Alzacji-Lotaryngii. Faktem było również pogorszenie stosunków rosyjsko-austriackich, a tym samym rosyjsko niemieckich. Choćby ze względu na wspólnotę narodowo-kulturową Rzesza Bismarcka i monarchia habsburska były naturalnymi sprzymierzeńcami i od lat 80. XIX w. żadne z nich nie mogło sobie pozwolić na porzucenie drugiego. Stąd też przebieg frontu „dwóch przeciwko dwom” był z góry określony, co stało się jasne od powstania Dwójprzymierza w 1894 r., jeśli nie już w momencie zawarcia w 1890 r. rosyjsko-francuskiej konwencji wojskowej. Jak zachowała się Anglia wobec zaostrzających się sprzeczności politycznych na kontynencie? Od ok. 1890 r. zrezygnowała ze „splendid isolation”, i najpóźniej od końca wieku powoli, ale konsekwentnie przesuwała się do obozu wrogów Rzeszy Niemieckiej i ostatecznie przystąpiła do wojny jako mocarstwo Ententy. Uzasadnione jest pytanie, czy musiało do tego dojść i jak do tego doszło.

Teza Massie`go w największym skrócie brzmi następująco: Rzesza Niemiecka jako – według niego – niekwestionowana pierwsza siła na kontynencie poprzez prowokującą budowę floty wojennej, której realnie nie potrzebowała („flota jako luksus” według określenia Churchilla), spowodowała, że Wielka Brytania najpierw stała się jej przeciwnikiem a potem wrogiem, czego rezultatem była wojna, w gruncie rzeczy niepotrzebna. O żadnym „spisku Niemiec przeciwko pokojowi światowemu” lub o zamiarze „podbojów w Europie”, nie ma oczywiście u Massie`go mowy. Analizuje on bez emocji, rzeczowo i spokojnie politykę Niemiec, twierdząc, że popełniła wiele błędów, nie posiadała jasnych priorytetów i celów, a z brytyjskiej perspektywy była prowokująca. Osąd Massie`go, pisze Weber, jest w dużej mierze fair: w okresie rządów Wilhelma II w Rzeszy było za dużo polityki prestiżu i mocarstwowych pretensji, a za mało polityki baczącej pilnie na układ interesów i kalkulującej na zimno zyski i straty. Jeśli chodzi o politykę brytyjską, to także na przełomie wieków wierna była swojej historycznej linii, polegającej na występowaniu zawsze przeciwko najsilniejszemu mocarstwu na kontynencie, zwłaszcza gdy to mocartswo „nauczyło się pływać”, jednakże w coraz większym stopniu kierowała się, racjonalnie nieuzasadnionymi, antyniemieckimi resentymentami.

Podkreślając rzeczowość i obiektywność Massie`go Weber zauważa jednak, że i jemu nie udaje się napisać historii tamtego konfliktu bez przyjęcia założeń, które są naturalne i oczywiste dla strony brytyjskiej, ale nie są ani oczywiste, ani naturalne dla strony niemieckiej (i nie tylko niemieckiej). Tym założeniem jest, w żadnym momencie nie podlegający dyskusji, fakt przewyższającej innych pozycji Wielkiej Brytanii jako potęgi morskiej i światowej. Nie dziwi więc, że książka zaczyna się prologiem o bitwie pod Trafalgarem, inicjującej stuletnie, niepodzielne panowanie Anglii nad morzami i oceanami, nie kwestionowane przez nikogo aż do chwili, kiedy Niemcy budując własną silną flotę wojenną, temu status quo zagroziły. I dlatego – twierdzi Massie – zostały przez nią uznane za wroga.

Wyrazem tej historycznej samoświadomości na temat znaczenia pozycji morskiej Wielkiej Brytanii jest następująca teza Massie`go, która jest słuszna i oczywista z „subiektywnej”, brytyjskiej perspektywy: potęga morska Anglii była zawsze defensywna, podczas gdy niemiecka ofensywna i wywołująca zagrożenie. W tezie tej tkwi ziarno prawdy, i wokół niej krąży całość ocen na temat stosunków niemiecko-brytyjskich przed 1914 r. Różnica perspektyw zależy przy tym od kwestii, kto już coś ma, a kto jeszcze tego nie ma. Anglia już miała, mianowicie pewną formę „panowania nad światem”. Średniej wielkości wyspiarski naród był obecny na wszystkich oceanach świata i nikt jego pozycji nie podważał. Jego kolonialne imperium miało w szczytowym momencie powierzchnię 21 milionów kilometrów kwadratowych; Rosja liczyła16 milionów km kwadratowych a na trzecim miejscu byli Francuzi. Po tym jak przez kilka stuleci Brytyjczycy używając wszelkich metod i środków przemocy, intrygi, podstępu wywalczyli światowy Pax Britannica, mogli ze spokojnym sumieniem nastawić się na defensywę, mianowicie na obronę wszystkich swoich zdobyczy. Aczkolwiek zdarzały się wyjątki, gdyż brytyjskie imperium światowe dalej dążyło do „zaokrąglenia” swoich granic, zwłaszcza kiedy następowały interesujące zmiany sytuacji np. odkrycia złóż złota i diamentów. W każdym razie Burowie, których republiki zostały najpierw „półoficjalnie” (Jameson-raid) a potem, od 1904/1905 r., oficjalnie uszczęśliwione krwawą „wojną agresywną“, raczej nie zgodziliby się z tezą, że polityka angielska była „defensywna“.

Niemcy jako „spóźnione” – także wskutek oporu sąsiadów – państwo narodowe nie miały, w przeciwieństwie do innych mocarstw europejskich żadnych zamorskich posiadłości. W miarę jednak jak stawały się wysokorozwiniętym państwem przemysłowym, zapragnęły i one swojego „miejsca pod słońcem”. I nie dlatego, żeby się opalać na urlopie – takiej mody jeszcze wówczas nie było – ale żeby zdobyć rynki zbytu i zagwarantować sobie dostęp do surowców. Ponieważ jednak rzeczywiście cenne kolonie były już rozdzielone, to flota mogła być jedynym instrumentem dla osiągnięcia równouprawnienia w stosunkach z już istniejącymi mocarstwami i dla wzmocnienia politycznego prestiżu. W epoce mocarstwowej polityki zamorskiej flota była tej polityki zasadniczym atrybutem. Trzeźwo kalkulujący Brytyjczycy nie mogli oczywiście pojąć, że z takich powodów buduje się flotę i wietrzyli autentyczne zagrożenie, z kolei Niemcy – nie mający wcale agresywnych zamiarów wobec Wielkiej Brytanii – nie rozumieli, że ktoś może się czuć zagrożony przez instrument służący do osiągnięcia równorzędnej pozycji. Nawet najbardziej zdecydowani zwolennicy polityki morskiej jak admirał Tirpitz widzieli we flocie środek, który sprawi, że Niemcy zostaną uznane za mocarstwo światowe, że będą mogły być atrakcyjnym sojusznikiem i korzystać z uczestnictwa w europejskim panowaniu nad światem. Dla Anglików, którzy już to wszystko mieli, było to nie do zaakceptowania, bo oznaczało konieczność podzielenia się władzą z innymi.

Czy z punktu widzenia Anglii możliwa była dla Niemiec inna droga? Ależ oczywiście, pisze Weber. Niemcy musiałyby jedynie „dobrowolnie” zrezygnować z ekspansji kolonialnej a przede wszystkim z budowy marynarki wojennej. Ale co by dała taka rezygnacja w sytuacji, gdy młoda Rzesza jako najbardziej dynamicznie rozwijający się kraj Europy, z najbardziej innowacyjną gospodarką, z gwałtownie rosnącą liczbą ludności, przodująca w nauce i technice, w 1914 r. przegoniła ojczyznę rewolucji przemysłowej w produkcji węgla, żelaza i stali? Jej eksport rósł bardzo szybko i stale zwiększał się jej udział w handlu światowym. Niemiecka flota handlowa operowała w skali globalnej, była drugą co do wielkości po brytyjskiej i szykowała się do zajęcia pierwszego miejsca (po 1918 r. Niemcy musieli wydać większość statków krajom Ententy). Dzięki wojnie 1914 r. Anglia pozbyła się wielu problemów.

Patrząc z tej perspektywy, trudno nie przyznać racji Tirpitzowi, który w swoich wspomnieniach stawia pytanie, czy rzeczywiście ktoś na serio wierzy, że Anglia bez sprzeciwu przyjęłaby wejście, nie posiadających floty, Niemiec na pozycję pierwszej potęgi handlowej świata. „Raczej prędzej niż później” – pisze Tirpitz – „by nas zatrzymano”. Brytyjczycy mogliby łatwo dyktować każdorazowo warunki handlu światowego. A w razie konfliktu znakomita armia pruska nie popłynęłaby przecież na Wyspy Brytyjskie. Z punktu widzenia Anglików sprawa była prosta: na flocie, czyli na niepodzielnym władaniu morzami, spoczywała władza, majestat, potęga i chwała Imperium Brytyjskiego. Tą „władzą nad falami” nie zamierzali się z nikim dzielić, a już na pewno nie z uciążliwymi kuzynami z kontynentu, którzy – co należy uczciwie przyznać – nierzadko zachowywali się jak źle wychowani nuworysze. Dlatego próba sił z 1914 r. była czymś w rodzaju fatum. Nie zakończyła się w 1918 r., ale była kontynuowana w latach 1939–45, z jeszcze bardziej fatalnymi skutkami. Potem się zakończyła, ponieważ nie było już ani Rzeszy Niemieckiej, ani Imperium Brytyjskiego.

[4] O szybkim rozwoju przemysłowym, technologicznym i naukowym Niemiec przed 1914 r. – jego symbolem może być pierwszy na świecie tramwaj elektryczny zbudowany przez Wernera von Siemensa, który pierwszą jazdę próbną odbył 16 maja 1881 r. w Lichterfelde koło Berlina – pisano już wielokrotnie, ale niezbyt często podkreślano, że to wejście Niemiec na szczyt mogło nie podobać się sąsiadom i motywować ich do działań mających temu zapobiec.

David Landes w książce The Unbound Prometheus. Technological Change and Industrial Development in Western Europe from 1750 to the Present, (New York 1969) pokazuje, jak przebiegał rozwój przemysłowy Europy i jak od lat 70. XIX w. Wielka Brytania popadała w stagnację, jeśli jej rozwój porównywać z kontynentalnym, a w szczególności niemieckim, dynamizmem nowego rodzaju postępu technologicznego opartego na odkryciach naukowych i wysiłkach wyspecjalizowanych instytucji naukowych i edukacyjnych – w Historii Anglików (Gdańsk 1995, s.357) Paul Johnson podaje, że w roku 1914 w Niemczech było 58 000 studentów uniwersytetów i 16 000 studentów politechnik, podczas gdy w Anglii odpowiednio 9 tysięcy oraz 4 tysiące (na temat rozwoju kulturalno-naukowego Niemiec zob. też Peter Watson, The German Genius: Europe’s Third Renaissance, the Second Scientific Revolution and the Twentieth Century, New York 2010). Symbolem przejścia technologicznego przywództwa z rąk Anglików do rąk Niemców może być, podany przez Johnsona, fakt, że w przededniu I wojny światowej 90% barwników syntetycznych sprowadzanych do Wielkiej Brytanii pochodziło z Niemiec.

Zacytujmy jeszcze fragmenty książki Modrisa Eksteinsa Święto wiosny. Wielka Wojna i narodziny nowego wieku (przeł. K.Rabińska, Poznań 2014, rozdz.II „Berlin”):

 Budulcem nowej przemysłowej ery były żelazo i stal. W początkach lat siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku produkcja żelaza w Wielkiej Brytanii nadal czterokrotnie przewyższała produkcję żelaza w Niemczech, a produkcja stali była dwukrotnie wyższa. Do roku 1914 jednak produkcja stali w Niemczech osiągnęła poziom łącznej produkcji Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji. Około roku 1910 Wielka Brytania, przez całe stulecie główny eksporter żelaza i stali na świat, zaczęła importować stal z Zagłębia Ruhry. Kolejnym wskaźnikiem rozwoju przemysłowego jest zużycie energii. W Wielkiej Brytanii w latach 1861-1913 zużycie węgla wzrosło dwa i pół razy, podczas gdy w tym samym okresie w Niemczech wzrosło ono trzynaście i pół razy i prawie dorównało brytyjskiemu. Niemniej to w nowych gałęziach przemysłu, takich jak chemiczny i elektryczny, które w naszej erze stały się fundamentem dalszego rozwoju, postęp, jaki nastąpił w Niemczech na przełomie wieków, był najbardziej zadziwiający i zarazem wskazujący na niezwykły potencjał niemieckiej gospodarki.

W 1900 roku w Wielkiej Brytanii produkcja kwasu siarkowego (stosowanego w rafineriach ropy oraz do produkcji, między innymi, nawozów sztucznych, materiałów wybuchowych, tekstyliów i barwników) nadal około dwukrotnie przewyższała ilość kwasu wytwarzanego w Niemczech, lecz w ciągu trzynastu lat proporcje prawie się odwróciły. Przed rokiem 1913 Niemcy produkowały 1,7 miliona ton, a Wielka Brytania 1,1 miliona. W produkcji barwników firmy niemieckie, głównie Badische Anilin, Hoechst i AGFA, już przed rokiem 1900 opanowały 90% rynku światowego. Wyniki w przemyśle elektrycznym były równie oszałamiające. Wartość produkcji niemieckiego przemysłu elektrycznego do 1913 roku była dwa razy większa niż w Wielkiej Brytanii i prawie dziesięć razy większa niż we Francji; eksport niemiecki w tej gałęzi przemysłu był największy na świecie, prawie trzykrotnie wyższy od eksportu Stanów Zjednoczonych. Od 1890 do 1913 roku wartość niemieckiego eksportu wzrosła trzykrotnie.

Za życia trochę więcej niż jednego pokolenia i trochę mniej niż długowiecznej jednostki Niemcy przekształciły się z geograficznej składanki o ograniczonych powiązaniach gospodarczych pomiędzy poszczególnymi częściami w największą przemysłową, i oczywiście militarną, potęgę w Europie. Aby tego dokonać, potrzebne były gigantyczne zmiany wzorców demograficznych, przekształcenie struktury społecznej i ekonomicznej oraz dopływ siły roboczej. Ludność Niemiec wzrosła z 42,5 miliona z 1875 roku do 49 milionów w 1890 roku i 65 milionów w 1913 roku. Dla porównania, w tym ostatnim okresie ludność Wielkiej Brytanii wzrosła z 38 milionów do 45, a Francji z 37 milionów do 39 zaledwie. W przeddzień Wielkiej Wojny wydawało się, że już wkrótce na jednego Francuza będzie przypadało dwóch Niemców. W 1870 roku dwie trzecie Niemców żyło na wsi; do roku 1914 proporcje odwróciły się i dwie trzecie ludności mieszkało już w miastach. W 1871 roku było w Niemczech zaledwie osiem miast liczących ponad 100 tysięcy mieszkańców, podczas gdy w 1890 roku już dwadzieścia sześć, a do 1913 roku czterdzieści osiem. W tym samym czasie dwukrotnie więcej ludzi niż w rolnictwie było już zatrudnionych w przemyśle, a ponad jedną trzecią całej populacji stanowili robotnicy przemysłowi i ich rodziny. Jeszcze jedną z uderzających cech była koncentracja przemysłu. Do 1910 roku prawie połowa pracowników była zatrudniona w zakładach liczących ponad pięćdziesięciu ludzi, a kapitalizacja przeciętnej firmy niemieckiej następowała trzykrotnie szybciej niż przeciętnej firmy brytyjskiej(…)

To w dużej mierze ów dominujący nacisk na środki i technikę był podstawą dokonanych w dziewiętnastym wieku w Niemczech osiągnięć w dziedzinie szkolnictwa, które z kolei, w przeciwieństwie do zwykłej dostępności do surowców materialnych, było najważniejszym ludzkim czynnikiem w procesie wspinania się Niemiec na pozycję przemysłowej i militarnej potęgi w Europie przed 1914 rokiem. (…) Niemieckie szkolnictwo średnie było bardziej wszechstronne niż gdzie indziej, a uniwersytety były nie tylko najbardziej otwarte i „demokratyczne” w całej Europie, lecz stanowiły także cieszące się najwyższą renomą ośrodki kształcenia i badań. W 1844 roku Henry Hallam powiedział: „Sto lat temu żaden profesor z Oksfordu nie uznałby znajomości niemieckiego za konieczną dla literata, obecnie żaden nie może się bez niej obejść”. W kilka lat później historyk John Seeley zauważył: „Dobre książki są po niemiecku”. Jeszcze przed zjednoczeniem państewka niemieckie angażowały się w zakładanie i promowanie instytutów nauki i ośrodków badań, a po zjednoczeniu zaangażowanie państwa wzrosło. Ponadto kształcenia technicznego i zawodowego nie pozostawiono w rękach prywatnych, jak w zasadzie było w Wielkiej Brytanii, lecz uczyniono z niego przedmiot regionalnej i ogólnonarodowej troski. Naukowe i techniczne osiągnięcia Niemiec od połowy dziewiętnastego wieku do roku 1914 są powszechnie znane, lecz mniej doceniany jest fakt, że Einstein, Planck, Roentgen i inni naukowcy o międzynarodowej sławie są jedynie najsławniejszymi z całej bardzo licznej i aktywnie działającej grupy. Rządowa promocja wykształcenia technicznego i badań przyniosła zaskakujące żniwo. Jedną z dziedzin rozwoju technicznego, jakie z samej swojej natury nie wzbudzają sensacji i może z tego właśnie powodu są bardziej godne przyjrzenia się im z bliska, jest produkcja smoły. W latach 1886-1900 sześć największych niemieckich zakładów opracowało 948 patentów, gdy w tym samym czasie firmy brytyjskie zgłosiły zaledwie 86.

[5] Neutralność Belgii była de facto formą zależności od polityki brytyjskiej nakierowanej na kontrolę wybrzeża naprzeciwko Londynu (północna Belgia, ujście Renu); w sensie geostrategicznym ten obszar „należał” do Wielkiej Brytanii.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSkąd się wzięli „naziści”
Następny artykułHisteryczny makiawelizm, czyli dlaczego działania Rosji na Ukrainie polegają na cynicznym kopiowaniu Zachodu
Dr Walter Post (ur.1954) studiował nauki polityczne, historię najnowszą i filozofię, doktoryzował się z tematu „sowiecka polityka wobec Chin w epoce Breżniewa”. W latach 1990-1994 wykładał stosunki międzynarodowe w Instytucie im. Rodzeństwa Scholl na Uniwersytecie im. Ludwika Maksymiliana w Monachium. Od 1995 r. działa jako niezależny historyk i publicysta. Oprócz licznych artykułów w czasopismach i książkach zbiorowych opublikował: Unternehmen Barbarossa. Deutsche und sowjetische Angriffspläne 1940/41 (Hamburg 1995), Die verleumdete Armee. Wehrmacht und Anti-Wehrmacht-Propaganda (Selent 1999), Die Ursachen des Zweiten Weltkrieges. Ein Grundriß der Diplomatie von Versailles bis Pearl Harbour (Tübingen 2003), Hitlers Europa. Die europäische Wirtschaftsgemeinschaft 1940–1945, (Stegen am Ammersee 2011). Przełożył i opracował niemieckie wydanie opublikowanej po raz pierwszy w 1947 r. w Nowym Jorku książki George`a Morgensterna Pearl Harbour: Story of the Secret War 1941 (George Morgenstern, Pearl Harbour 1941. Eine amerikanische Katastrophe, München 1998).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here