Histeryczny makiawelizm, czyli dlaczego działania Rosji na Ukrainie polegają na cynicznym kopiowaniu Zachodu

0

W Rosji pojawiło się już kilka „politologicznych” wyjaśnień kryzysu w stosunkach pomiędzy Rosją a Ukrainą. I tak ofensywni realiści polityczni przypominają, że Rosja nie rozpoczęła tego konfliktu ni z tego, ni z owego, że prezydent Putin często mówił o ogromnym znaczeniu Ukrainy dla Rosji a zewnętrzne wsparcie dla kolejnej rewolucji demokratycznej oznaczałoby zagrożenie dla jego i jej (Rosji) interesów narodowych. Natomiast realiści defensywni, w osobie naszej młodej rodaczki Marii Sniegowej, im wtórują: plan polegał na tym, aby, nie dając Ukrainie przedrzeć się do świetlanej przyszłości, odebrać Rosji chęć na demokrację (to jest na rewolucję). W obu wyjaśnieniach jest ziarno prawdy, jednak zarówno jeden, jak i drugi realizm nie wyjaśnia szeregu zjawisk trudno zrozumiałych z racjonalnego punktu widzenia, to znaczy starającego się zidentyfikować racjonalne cele działań politycznych.

Skąd wziął się tak wysoki poziom emocjonalny tego konfliktu, skąd takie przejaskrawianie antagonizmu, retoryka hiperbol i filipik? A co za tym idzie, tak radykalne działania stron, przede wszystkim Rosji? I to nawet jeśli uznamy, że dryfowanie Ukrainy w stronę UE stanowi obiektywne zagrożenie dla interesów Rosji. Rację ma Sniegowaja, pisząc, że stowarzyszenie Ukrainy z Unią Europejską nie było tak niebezpieczne dla suwerenności Rosji jak wstąpienie krajów nadbałtyckich do NATO. Ponadto, o ile zagarnięcie Krymu można uznać za chytre i racjonalne posunięcie, to wojny w Donbasie już się za takie uznać nie da: jest to jakieś dziwaczne połączenie przemyślanej na chłodno „wojny hybrydowej” i, podgrzewanej przez media, emocjonalnej histerii, przenikającej zarówno świadomość bojowników, jak i wypowiedzi dyplomatów.

Czy wojna ta stanowi wyłącznie oręże chłodnego makiawelicznego planu? Bardzo wątpliwe, biorąc pod uwagę jej skalę i straty powodowane w społeczeństwie i gospodarce. Wydaje się, że nie zrozumiemy tej wojny, jeśli nie uwzględnimy elementów emocjonalnych i retorycznych, obecnych zresztą w każdym konflikcie, a w tym w szczególności.

Konflikt to nie tylko gra, której uczestnicy – jak zakłada politologiczna teoria gier – racjonalnie kalkulują zyski i straty. To również gra znaczeń, wymiana manipulacji retorycznych. Dla przykładu, jeśli ja wcześniej głośno zwymyślam X, a potem X zajmie jakąś moją wyspę, to z racjonalnego punktu widzenia X w pełni wygrywa, zaś z retorycznego – gra w moją grę, poddaje się mojej manipulacji i staje się „winnym” w konflikcie, co w dłuższej perspektywie odbija się negatywnie na jego reputacji. Dzieje się tak dlatego, że w państwie gra toczy się na różnych płaszczyznach: ja (polityk) mogę przegrać wojnę, ale jednocześnie dzięki przedstawieniu się jako ofiara wygrać wybory. Jeden i ten sam atak czołgowy może mieć znaczenie demonstracji („patrzcie, jak twardo reaguję: jak powiedziałem, tak zrobiłem”), prowokacji („i co teraz powiesz?”) lub pouczenia („nigdy więcej tak nie rób, tak nie wolno”). Zgodnie z tym w grze politycznej, poza interesem państwowym obecny jest interes kognitywny: gra retoryczna prowadzona jest wokół tego, czy wygrał scenariusz mój, czy też cudzy.

Jeśli popatrzymy na taktykę rosyjskiego dowództwa zastosowaną na Ukrainie jako na serię gestów, to okaże się, że wszystko znajduje się na swoim miejscu, a racjonalne prowadzenie wojny ułoży się według tej samej matrycy, co jej irracjonalne wszczęcie w praktycznie pustej przestrzeni. Taktyka ta jest makiaweliczna: obliczona na wiele kroków do przodu, wykorzystuje dozowaną przemoc jako środek rozszerzenia i wzmocnienia władzy, łączy chytrość (lisa) i agresywność (lwa). Wielu traktuje makiawelizm jako swego rodzaju zdystansowany chłód, który pozwala manipulować innymi ludźmi. Jest zupełnie inaczej: Książę Machiavellego obfituje nie tylko w czysto taktyczne wskazówki, lecz odwołuje się również do uczuć, oscylując tym samym między cynizmem i patosem. Poza tym sama książka napisana jest przez byłego urzędnika republiki i ma charakter gestu retorycznego – stanowi albo prowokację republikanina w stosunku do nowych monarchów Florencji, albo ironiczną demonstrację lojalności wobec nich.

Działania Rosji na Ukrainie polegają na cynicznym kopiowaniu szeregu analogicznych akcji Zachodu. „Cynicznym” nie w znaczeniu „chłodno racjonalnym”, lecz w sensie „bezczelnie prowokacyjnym”. Wy wspieracie rewolucjonistów, realizując swoje interesy – to my też. Jeśli mówicie, że specjalnie wysyłamy rebeliantów, a sami wspieracie już walczących, to jest to hipokryzja; teraz w podstawionym przez nas lustrze możecie zobaczyć jej prawdziwą twarz. Dzięki tej retoryce osiągane są również cele wojenne, ponieważ obecnie trudniej jest – ze względów moralnych – bombardować miasta z kryjącymi się tam partyzantami, niż wspierać tych czy innych miłujących wolność partyzantów. To znaczy, że poza zajęciem wzgórz i sprzętu wojskowego celem jest również pokazanie przeciwnikowi, że jest on winien bardziej niż inni i że powinien przeprosić, a nasze niedobre, a nawet złe, czyny są tym, do czego sam nas doprowadził swoim – nawet nie uciskiem, a pełnym ignorowaniem naszej osoby. Nie chcę być genderowo niepoprawny, jednak bardzo przypomina to konflikty rodzinne, w których żona rzuca naczyniami w męża, przypisując mu całkowicie wymyślone przewinienia, ale sprawiedliwie zarzucając mu brak uwagi. Jak wielu z nas wie, w takich konfliktach stosowana jest określona taktyka i jedna ze stron w nich zwycięża, przy czym wcale nie wygrywa ten, kto celniej rzuca talerzami.

W ostatnich czasach nie tylko stosunki pomiędzy Zachodem a Rosją, ale również duża część światowej polityki, rozgryywane są według jednego scenariusza – rewolucja przeciwko tyranowi, wsparcie Ameryki, rewolucja przeciwko nowemu tyranowi, wsparcie represji przez Amerykę (wspomnijmy choćby Egipt). Przy czym Ameryka często – jak w Egipcie – wspiera rewolucje nawet wbrew swoim bezpośrednim interesom politycznym. Społeczeństwo amerykańskie lubi rewolucje, widzi w nich rękojmię demokracji i kompensację braku rewolucji w samej Ameryce (stąd rozdarcie w społeczeństwie amerykańskim w sprawie strefy Gazy). Nowość w taktyce rosyjskiej polega na inscenizowaniu całego tego schematu, przy zachowaniu jego formy, w odpowiedzi na dokładnie analogiczny łańcuch wydarzeń na Majdanie.

W tym momencie znika sprzeczność pomiędzy pozornym chłodem planu a „gorącymi” środkami jego realizacji. Zarówno „histeria” w mediach rosyjskich, jak i gwałtowne posunięcia oraz taktyka „wojny hybrydowej” wpisują się w jedną i tą samą logikę autentycznej histerii, która wprawia we wściekłość a zarazem uczy walczyć za pomocą prowokacyjnego upodobnienia się do przeciwnika. Co więcej, istotę histerii jako psychologicznego symptomu kompleksu stanowi obawa o własną tożsamość, która jest słaba i zależna od uznania przez podmioty zewnętrzne, czyli przez Innych. Kiedy jednak uznania zabraknie, histeria wyradza się w gwałtowną agresję przeciwko Innym. Przy braku silnej tożsamości pozostaje tylko naśladowanie Innego, co histeryk świetnie potrafi; na przykład cały nowy nacjonalizm rosyjski stopniowo wyrastał z uważnego, zazdrosnego obserwowania nacjonalizmu amerykańskiego (wymieńmy choćby sieć „Kanału Pierwszego” w TV, ustawę o „zagranicznych agentach”, artykuł Putina w „New York Timesie” itp.). Jednak w tym przypadku naśladowanie skierowane jest przeciwko modelowi, ma za zadanie „udowodnić” mu i pokazać go w możliwie najbardziej nieprzychylnym świetle, a także zwrócić na siebie uwagę.

Wszystkim tym relacjom upodabniania się i rozgrywania Innego towarzyszą burzliwe wybuchy energii emocjonalnej, które stanowią jak gdyby próby nawiązania z nim kontaktu, dotarcia do niego. Jednak Inny pozostaje obojętny – w tym wypadku są to elity Zachodu, wychodzące z zupełnie odmiennych od rosyjskich założeń egzystencjalnych. Charakterystyczny jest dla nich obłudny w pewnym stopniu moralizm i paternalizm, jednak w żadnym wypadku słabość: prędzej zbyt silne „ja”. Dlatego spotkanie Rosji z Zachodem (na chwilę przedstawimy je jako ucieleśnione postaci ich dyplomacji i polityki zagranicznej) przypomina parę z podręcznika psychoanalizy: obsesyjny neurotyk – histeryk. Jeden stara się sprowokować drugiego i obnażyć jego prawdziwe intencje, zaś drugi odbiera jego działania jako zaskakującą interwencję – efekty której należy minimalizować, wchodząc w racjonalną komunikację, budując dystans i reguły.

Co jest charakterystyczne dla histerii w jej współczesnym rozumieniu psychoanalitycznym? W punktach wygląda to następująco:

  • słabe i puste „ja”, nie posiadające twardego wypełnionego treścią rdzenia;
  • zależność od Innego, który jest dla histeryka ucieleśnioną zagadką („czego on chce?”);
    nieuznawanie i przypisywanie jej Innemu własnej agresji;
  • stłumienie emocji w jądrze osobowości przy jednoczesnym ostentacyjnym ich rozgrywaniu w formie teatralnej i hipertroficznej;
  • obiektywizacja życia emocjonalnego w cierpieniach fizycznych, w nieświadomych scenariuszach – z wyłączeniem „ja” i świadomości;
  • manipulatorskie podejście do innych ludzi, których histeryk wciąga w swoje scenariusze jako statystów;
  • łatwość rozprzestrzeniania się kanałami współczesnych mediów histerii w postaci różnych modnych chorób (zob. na przykład: E. Showalter, Hystories: Hysterical Epidemics and Modern Media, Columbia Univ. Press, Nowy Jork 1997) oraz teorii spiskowych. Niektórzy wbrew ogólnie przyjętemu podziałowi uważają nawet, że histeria łączy się z paranoją (na temat histerio-paranoi zob. D. Carveth, J. Carveth, Fugitives from Guilt: Postmodern De-Moralization and the New Hysterias, „American Imago” Vol. 60, No. 4,Winter 2003, s. 445-479)

Czy nie jest tak, że wszystko to opisuje w pewien sposób stosunki Rosji z Zachodem? Jak zauważył W. Morozow, niezależnie od głoszonego odejścia od partnerstwa z nimi, właśnie Europa i USA pozostają głównym punktem odniesienia polityki rosyjskiej – czy to pozytywnym, czy negatywnym. Proszę Czytelników, aby mnie dobrze zrozumieli – nie sprowadzam polityki Rosji do psychiki prezydenta Putina. Struktura histerii przerasta tu indywidualną psychikę i staje się podobną do maszyny matrycą, kierującą stosunkami międzynarodowymi. Histeria to niejako los Rosji, to znaczy scenariusz, w którym na zmianę odgrywa ona kilka ról (tłumi separatystów, wspiera separatystów, ingeruje w sprawy wewnętrzne, występuje przeciwko naruszaniu suwerenności). Podobnie jak w przypadku klasycznej histerii, w chwili gdy suwerenne „ja” wyprowadza siebie z gry, gra podlega obiektywizacji, a nawet staje się nieświadoma. Nie jest to nieświadomość w znaczeniu tego, co głęboko ukryte, lecz w sensie widocznej dla wszystkich powierzchni, którą histeryk widzi i demonstruje, jednak się do niej nie przyznaje, tak samo jak nie chce przyznać, że wojska rosyjskie operują na Ukrainie – o podobnym rozumieniu nieświadomego zob. S. Żiżek, Wzniosły obiekt ideologii, Moskwa 1999 (wyd.pol. Wrocław 2001 – uwaga tł.).

Jednocześnie nikt nie zanegował monarchistycznego (czyli jedynowładczego i spersonalizowanego) ustroju obecnego państwa rosyjskiego, a także mechanizmu projekcji psychologicznej. Władimir Putin, który może wydawać się krótkowzrocznemu obserwatorowi chłodnym pragmatykiem władzy (liberałowie często oskarżają go nawet o prywatyzację państwa na korzyść swoją i przyjaciół), w rzeczywistości, jak mówią o nim znający go ludzie w biograficznej książce W pierwszej osobie, jest „człowiekiem bardzo emocjonalnym”, który „kiedy trzeba, umie ukryć swoje uczucia”; człowiekiem z „obniżonym poczuciem zagrożenia”, który świadomie wypracował w sobie ostrożność, przekonanym rosyjskim nacjonalistą, który do czasu zakładał maskę liberała. Właśnie dlatego ten „pragmatyk”, pozostający na płaszczyźnie werbalnej chłodny i formalistyczny, już dawno zbudował system histeryzujących nacjonalistycznych mediów. Stanowią one obiektywną matrycę, która – by tak rzec– za niego odczuwa jego emocje. On sam wyraża je jedynie sporadycznie, przy czym z reguły w rozmyślnie nieudanych, jak gdyby niezgrabnych, a jednocześnie ekspresywnych formach (wcześniej, według relacji przyjaciół, zbyt się denerwował i w ogóle nie umiał występować publicznie). I właśnie z tą stłumioną, przebijającą się jakby ukradkiem na powierzchnię, ale oficjalnie nie uznawaną, emocją agresywnej proweniencji, identyfikuje się elektorat. Chłodny pragmatyk nie byłby przecież w stanie tak długo utrzymywać masowej popularności. Jeśli Putin jest makiawelistą, to w duchu prawdziwego Machiavellego, a nawet więcej, odbiciem cynicznej pozy florentyńczyka, której celem jest – w tym przypadku – przede wszystkim zdobycie poklasku histerycznych mas.

Na temat tego, dlaczego akurat w Rosji rozpowszechniona jest tego rodzaju histeria, można jak na razie tylko spekulować, a w przyszłości prowadzić badania nad tym zjawiskiem. Zaryzykuję hipotezę, że jest ona związana z rozpadem sowieckich instytucji legitymizacji, uznania i kontroli (Wielkiego Innego), oraz poszukiwania autorytetu, któremu można byłoby się poskarżyć, którego można byłoby i kochać, i oskarżać. Warto również uwzględnić rolę atomizacji jako wzrostu wzajemnej obcości ludzi, którzy utracili funkcjonujący wcześniej system społecznej bliskości i przejrzystości. Prowadzi to z jednej strony do ciągłego i daremnego domagania się od otoczenia uwagi i otwartości, a z drugiej do podejrzliwości w stosunku do niego (która z kolei wzmacnia poczucie wyobcowania).

Jednak, jak to zwykle bywa w społeczeństwie masowym, poszukiwany przez histeryka autorytet stanowi równocześnie obiekt identyfikacji. Dlatego rozdający uznanie lider wygląda równie amorficznie i niepewnie, co sam podmiot, zaś histeria nabiera charakteru łańcuchowego: histeryk poszukuje uznania u histeryka, ten również u histeryka i tak dalej. A propos, histeryczny charakter nosi nie tylko wsparcie udzielane Putinowi, lecz również niedawne protesty przeciwko niemu (na płaszczyźnie retorycznej adresowane do niego!).

Wszystko to nie jest czymś bezprecedensowym, co nie znaczy, że nie jest groźne. Historia zna przypadki, kiedy histeryczne pragnienie, by koniecznie postąpić na przekór moralizatorskim pouczeniom, doprowadziło do triumfu świadomego zła (historia z Niemcami po Wersalu). Trzeba na czas zatrzymać tę lawinę. Jest kwestią polityczną, jak jednym zdecydowanym gestem przerwać łańcuch histerii. Wiemy, że histeryk swoim zachowaniem niejako prosi się o „lanie”, zaś ludowy sposób polega na daniu mu tego, czego się domaga, czyli na okazaniu siły. No, ale to byłoby, rzecz jasna, wysoce „niepedagogiczne”.

Jakie zatem są możliwości? Zachód miał oczywiście możliwość wprowadzenia wojsk na Ukrainę – byłby to dokładnie ten gest, którego, świadomie czy nie, oczekiwała Rosja. Mógłby on emocjonalnie rozładować sytuację (zaognić ją w wymiarze wojennym), jednak byłby równocześnie porażką Zachodu na polu retoryki – grałby on wówczas według reguł narzuconych przez Rosję. Skuteczniejszą terapią dla histeryka byłoby poddanie go psychoanalizie. W tym przypadku takim seansem psychoanalitycznym mogłaby stać się poważna międzynarodowa konferencja pokojowa, w trakcie której wszystkie strony konfliktu (plus inne kraje) porozmawiałyby na poważnie i wypracowały nowe reguły stosunków międzynarodowych. Brak ogólnie uznanych zasad stwarza sytuację, w której zamiast prawa rządzi los, czyli histeryczny teatr, w którym aktorzy stale wymieniają się rolami i zasadami.

Artiemij Magun

Tekst pierwotnie opublikowany na portalu Slon.ru, przekład z j. rosyjskiego – p.w.

Obraz: „Fenomen twarzy i czaszy z owocami”, Salvador Dali

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPrzyczyny I wojny światowej
Następny artykułGomułka jako Pétain, Bierut jako „swołocz”, Jünger i Varga jako wzory do naśladowania
Artemij Władymirowicz Magun - doktor politologii (Uniwersytet w Michigan), doktor filozofii (Uniwersytet w Strasburgu), docent na fakultecie sztuk wyzwolonych Petersburgiego Uniwersytetu Państwowego. Wykłada także polityczną teorię demokracji w Europejskim Uniwersytecie w Sankt- Petersburgu. Jest autorem książki pt. „Rewolucja negatywna” (Wydawnictwo Europejskiego Uniwersytetu w Sankt- Petersburgu 2008) oraz wielu artykułów w czasopismach: Temps Modernes, Telos, History of Political Thought, Modern Language Notes, Polis, Kosmopolis.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ