Petrodolary, czyli jak ropa naftowa dała początek globalnej niestabilności

0

Państwa eksportujące ropę naftową zarabiają ogromne pieniądze. W Polsce obiektem zainteresowania jest Rosja, której płacimy wysokie rachunki, i której od lat wróży się upadek, gdyby ceny ropy znacznie spadły. Jednak problem jest ciekawszy. Zjawisko petrodolarów nie ogranicza się do Rosji, bowiem losy bogactwa tworzonego dzięki surowcom energetycznym wpływają na światową politykę. Czym jest petrodolar, jaką rolę odgrywa w dzisiejszym świecie? Oto jego krótka historia.

Jak powstały petrodolary

W epoce bardzo wysokich cen ropy jej eksporterzy zarabiają niewiarygodnie wielkie pieniądze. Kraje OPEC osiągają dochody powyżej biliona, czyli tysiąca miliardów dolarów rocznie (dla porównania Polska osiąga z całego swojego eksportu 250 mld dolarów). Ogromna część tych pieniędzy przypada krajom Półwyspu Arabskiego, z czego większość – Arabii Saudyjskiej, największemu eksporterowi ropy na świecie, który w 2013 roku uzyskał za ropę 274 miliardy dolarów. Arabia Saudyjska – pustynny kraj, z 29 milionami mieszkańców – nie ma do zaoferowania światowej gospodarce nic oprócz ropy naftowej, a z PKB równym 750 miliardów dolarów ma gospodarkę o 50% większą niż Polska i prawie dwukrotnie większy dochód przypadający na mieszkańca.

Jednak szczególnie wielkie przychody z eksportu osiągają kraje o niewielkiej liczbie ludności i potężnych zasobach ropy czy gazu. W przeliczeniu na jednego mieszkańca mikroskopijny Katar zyskuje rocznie 40 tysięcy dolarów, Kuwejt – 30 tys., Emiraty Arabskie – 9 tysięcy. Kraje te osiągnęły najwyższy światowy poziom dobrobytu wyłącznie dzięki złożom ropy i gazu. Ta fontanna tryskająca pieniędzmi wyraża się ogromną nadwyżką na rachunku bieżącym wymiany międzynarodowej. Jeśli dodać do tego grona Rosję i Norwegię, ich łączne nadwyżki handlowe są większe niż krajów azjatyckich, czerpiących zyski z produkcji i eksportu dóbr przemysłowych. Na Bliskim Wschodzie i w rajach naftowych ma miejsce eksplozja bogactwa na niespotykaną skalę, pochodząca z dochodów eksportowych najcenniejszego surowca świata. Ma ona swoje źródła w dwóch wydarzeniach z początku lat 70. zeszłego wieku – upadku układu z Bretton Woods i odzyskaniu przez kraje arabskie władzy nad swoimi surowcami.

15 sierpnia 1971 roku prezydent USA Richard Nixon zatrzasnął „złote okno” ogłaszając, że państwa (zwłaszcza Francja), domagające się wymiany dolarów z nadwyżek handlowych na złoto po 35 dolarów za uncję, nie mogą już na to liczyć. Było to faktyczne ogłoszenie niewypłacalności Stanów Zjednoczonych Ameryki i zakończenie epoki układu z Bretton Woods, w której dolar był trwale powiązany ze złotem, a waluty innych krajów były wymieniane na dolara po sztywnych kursach. To także koniec epoki stałych kursów walut, cen surowców i wymiany handlowej, których stabilność uważano za niezbędny warunek rozwoju gospodarczego. Tym, którzy zgromadzili w dolarze rezerwy, Biały Dom złożył propozycję nie do odrzucenia – wprowadzenia 10-procentowych ceł chroniących amerykański rynek oraz osłabienia ich walut wobec dolara. W grudniu 1971 grupa G-10, najbardziej uprzemysłowionych państw świata, zgodziła się na takie właśnie warunki. Ten Smithsonian Agreement został przez Richarda Nixona określony jako „największe porozumienie monetarne w historii świata”.

Po 15 sierpnia 1971 r. nastąpiła nowa era, w której Ameryka cieszyła się wobec reszty świata nadmiernym, czy wręcz „bezwstydnym”, przywilejem („exorbitant privilège” według określenia Francuzów). Dolar stał się pieniądzem fiducjarnym (fiat currency), którego wartość była oparta na zaufaniu do emitenta, a nie na jego pokryciu w wartościach materialnych takich jak złoto. Ameryka zaś weszła w długi okres zawirowań gospodarczych trwający ponad 20 lat, kiedy to każdego roku wartość dolara spadała.

Drugim istotnym źródłem powstania systemu petrodolarów było odzyskanie przez kraje Bliskiego Wschodu władzy nad złożami, zarządzanymi wcześniej przez zachodnie koncerny naftowe, które w efekcie decydowały o cenie ropy, jedynie informując o niej kraje, w których eksploatowały swoje złoża. Państwa, które odzyskały własność, miały możliwość samodzielnego ustalania cen ropy. Aby zwiększyć dochody, państwa OPEC zdecydowały się na czterokrotny wzrost ceny – z ówczesnych 3 dolarów za baryłkę do 12 dolarów. Decyzja ta wynikała również z szybkiej dewaluacji dolara, powodującej gwałtowny spadek siły nabywczej zysków otrzymywanych ze sprzedaży ropy.

Skokowy wzrost kosztów ropy spowodował kryzys gospodarczy na skalę światową. Państwa bogate, płacąc wyższe rachunki za jej import, wyhamowały na wiele lat swój rozwój gospodarczy. Jednak ich nie dotknęło to tak mocno jak kraje biedniejsze, przeznaczające znacznie większą część swoich wydatków na zakup surowców. Wyższe rachunki za ropę, które były nie do uniknięcia, jeśli gospodarka miała normalnie funkcjonowała, spowodowały poważne zadłużenie. Była to dramatyczna dekada dla krajów Trzeciego Świata, a dodatkowo susza stulecia w latach 1974-75 zmusiła je do importu żywności z Europy po wysokich, wręcz spekulacyjnych, cenach.

Recycling, czyli „wtórny przerób”

Rozpoczął się okres wielkiego transferu bogactwa. Eksporterzy mieli potężne nadwyżki w bilansie handlowym, natomiast importerzy (USA, Europa, Japonia) – ogromną dziurę, a w efekcie odpływ środków finansowych. Ropa stała się bardzo droga, a potrzebujące energii gospodarki Zachodu musiały znacznie więcej za nią płacić. Skończyła się era tanich surowców, która napędzała rozwój. U eksporterów ropy z OPEC pojawiły się za to ogromne środki, których nie byli oni w stanie zagospodarować. Aby wróciły do źródeł, z których wypłynęły, stworzono mechanizm recyklingu, czyli odzyskiwania środków wydanych na ropę przez kraje zachodnie. Problem był światowy, więc zajęły się nim globalne instytucje finansowe zachodu, stworzone w Bretton Woods – Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) i Bank Światowy. W 1974 r. oficjalnie na gruncie międzynarodowym powstał mechanizm „wtórnego przerobu petrodolarów” (petrodollar recycling). Polegał on na umieszczaniu na globalnych rynkach finansowych dochodów z eksportu ropy nie wykorzystanych w lokalnej gospodarce. Mechanizm ten przynosi wiele korzyści bogatym krajom – importerom ropy. Pieniądze wydane na zakup surowca, pozostają w ich gestii, już nie jako środki własne, ale jako lokaty w ich bankach. Eksporterzy ropy finansują zachodnie deficyty handlowe, pożyczając swoje dochody na potrzeby konsumentów Zachodu. Poprzez swoje inwestycje podnoszą ceny akcji, obligacji, rośnie wartość rynków kapitałowych, a na dodatek obniżane są koszty kredytu dla krajów uprzemysłowionych. Taki mechanizm napędza gospodarkę poprzez kredytowanie konsumpcji, czyli podniesienie, a co najmniej podtrzymanie, poziomu dobrobytu w krajach zachodnich. Przynosi on także bezpośrednie zyski z zarządzania złożonymi w bankach pieniędzmi.

Nie do pogardzenia są także korzyści polityczne, jakie odnosi Zachód. Lokując tam swoje bogactwa, kraje OPEC związały się politycznie z Zachodem: dały mu do ręki mocne środki nacisku, czasami szantażu, a niekiedy wręcz narzędzie wymierzenia kary, gdyby podjęły działania nie akceptowane przez Zachód. Środki umieszczone w bankach mogą być bardzo łatwo zablokowane lub przejęte. Doświadczyła tego w 2011 roku Libia, gdy inwestycje finansowe w zachodnich instytucjach zostały objęte sankcjami. Podobny jest los naftowego majątku Iranu.

Saudyjski układ

W negocjacje nad porozumieniem z eksporterami ropy były zaangażowane państwa uprzemysłowionego Zachodu, próbujące wypracować wspólne reguły. Jednak siła Ameryki była na tyle duża, że prowadziła ona własną politykę, odmienną od ustalonej z sojusznikami, którym obiecano, że petrodolarowe uzgodnienia nie będą podważane umowami bilateralnymi. Pomimo gwarancji w latach 1972 -1974 Biały Dom zawarł szereg umów z królewskim rodem Saudów, częściowo zapisanych w ogólnych sformułowaniach dwustronnej komisji, tzw. US- Saudi Arabian Joint Economic Commission (JEC), choć wiele z nich do dzisiaj pozostało tajnymi.

Arabia Saudyjska zobowiązywała się do sprzedaży ropy naftowej wyłącznie za dolary, a dzięki jej dominującej pozycji zostało to także przyjęte przez inne kraje OPEC. Dynastia Saudów zyskała w zamian polityczny parasol Ameryki, pomoc techniczną i wojskową, gwarantujące obronę przed zagrożeniami zewnętrznymi i wspierające jej dominującą rolę w regionie Bliskiego Wschodu.

Podstawą do porozumień był podpisany 30 lat wcześniej (także nieujawniany do dzisiaj) układ „ropa za bezpieczeństwo” zawarty między prezydentem Rooseveltem a saudyjskim królem Abdul Aziz (Ibn Saud) na okręcie „Quincy” 15 lutego 1945 roku. Powrót amerykańskiego prezydenta z Konferencji Jałtańskiej, gdzie dokonano podziału powojennego świata, symbolicznie łączył się z sojuszami na Bliskim Wschodzie, które miały przygotować zdominowany przez USA „nowy porządek światowy”.

Arabia Saudyjska stała się jednym z najbardziej lojalnych sojuszników Ameryki, konkurującym o wpływy z Izraelem. Jej potężne zdolności wydobywcze ropy pozwalają jej odgrywać rolę światowego tzw. swing producer, czyli producenta będącego w stanie zmniejszać lub zwiększać produkcję w zależności od sytuacji na rynku oraz od potrzeb i życzeń swego strategicznego zamorskiego sojusznika. Ostatnio Saudowie uratowali rynek ropy przed paniką, w czasie bombardowania Libii. Byli też pomocni wtedy, gdy Waszyngton i Bruksela obejmowały sankcjami irańską ropę. To daje Saudom ogromne wpływy, siłę polityczną, a także możliwość odparcia pomysłów zaszczepiania demokracji na Półwyspie Arabskim, które od czasu do czasu przychodzą do głowy wielkiemu sojusznikowi zza oceanu. Waszyngton stał się do pewnego stopnia zakładnikiem państwa Saudów, które stało się dlań niezastąpionym sojusznikiem w regionie, wyświadczającym mu nieocenione przysługi i potrafiącym obronić się przed wpływami Izraela.

Inicjatorem historycznego układu był ówczesny sekretarz stanu Henry Kissinger, jednak najwięcej pracy włożył weń sekretarz skarbu William Simon, który w 1974 roku wynegocjował poufną umowę z Saudami. Saudyjczycy, walcząc o swoje interesy, negocjowali twardo, odwołując się nawet do pomysłów handlu ropą za pomocą koszyka walut (Geneva I i II), jednak ani w 1973, ani w 1978 roku nie uzyskali takich ustępstw. Ameryka wydobywała wtedy dwa razy więcej ropy niż Saudyjczycy, a dzisiejszy Chevron miał jeszcze znaczące udziały w Saudi Aramco. Poza tym pozycja militarna Waszyngtonu była nie do podważenia, a Pentagon miał przygotowane plany zajęcia saudyjskich szybów naftowych, o czym szeroko informowano. W zamian za strategiczny sojusz i lojalność kolejne amerykańskie rządy (niezależnie czy republikański rząd Nixona, czy demokratyczny Cartera) przyznawały Saudom specjalne przywileje, jak choćby udzielenie dostępu Saudi Arabia Monetary Authority do specjalnych, tajnych aukcji amerykańskich papierów wartościowych. Później podobnego przywileju dostąpiła jedynie Japonia, do dziś będąca największym wierzycielem amerykańskiego Departamentu Skarbu. W 1978 roku Waszyngton, odrzucając kolejny pomysł odejścia od dolara, przyznał Arabii Saudyjskiej 3,5-krotnie większą siłę głosu w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Dodatkowo saudyjskie inwestycje w Stanach zostały zakwalifikowane przez CIA jako „top secret”.

Departament Skarbu docenia trud i osiągnięcia sekretarza Simona i wyraża wdzięczność za wkład w rozwój amerykańskiej gospodarki w notatce ad memoriam informującej, że przekonał on kraje produkujące ropę, by ulokowały swoje petrodolarowe nadwyżki na depozytach banków USA, ale zniechęcił je do bezpośredniego inwestowania w amerykańskie korporacje”. Na tej samej stronie internetowej Departamentu dowiadujemy się, że Simon w polityce zagranicznej „kontynuował politykę Shultza: nacisku na Europę i blok wschodni za pomocą amerykańskiej broni ekonomicznej, zachowując w ten sposób międzynarodową inicjatywę polityczną w rękach USA”.

Dominacja dolara w obrocie ropą

Fundamentem siły petrodolara jest fakt, że ropa naftowa to towar strategiczny dla wszystkich państw i gospodarek świata. Jest dobrem rzadkim, dla którego nie udało się – zwłaszcza gdy chodzi o transport – znaleźć opłacalnej ekonomicznie alternatywy. To produkt decydujący o możliwościach rozwoju gospodarczego, ale także o zwycięstwie w wojnach, gdyż dzisiaj armia bez paliw skazana jest na porażkę. Tak było 40 lat temu i tak jest dzisiaj – nowoczesna gospodarka nie może obejść się bez ogromnych ilości ropy naftowej, których brak grozi załamaniem systemu. Strategia gwarantująca dolarowi światową pozycję poprzez związanie jego wartości z innym towarem, czyli ropą naftową, była wyborem prawidłowym – złoto to tylko wartościowy kruszec, ropa to surowiec niezbędny dla światowej gospodarki.

Konsekwencją saudyjskiego układu i jedną z najbardziej widocznych oznak dominacji dolara w świecie jest jego wyłączność na wyznaczanie ceny na giełdach i rozliczanie transakcji na rynku ropy naftowej, która ma największy udział w globalnym handlu. Na podstawie dolarowych płatności dla OPEC zbudowano także globalne kwotowania. Ceny różnych gatunków ropy – West Texas Intermediate, Brent czy Dubai – są notowane w dolarach, czy to w Nowym Jorku, Londynie, Singapurze czy Dubaju.

Dominacja amerykańskiej waluty w obrocie została narzucona pozostałym uczestnikom w sposób naturalny. Podstawą było zdominowanie rynku ropy przez Stany Zjednoczone od połowy XIX wieku aż do lat 50-tych XX wieku. Były one największym producentem i eksporterem ropy na świecie, obecnie zaś stały się największym importerem i rynkiem zbytu. Swoją ówczesną potęgę naftową wykorzystały do zrzucenia z tronu brytyjskiego funta jako waluty handlu międzynarodowego. To funt bowiem był pierwszą ofiarą saudyjskiego układu Po drugiej wojnie światowej brytyjska waluta miała duży udział w handlu ropą, co wynikało z dominującej roli Wielkiej Brytanii i brytyjskich firm w regionie Bliskiego Wschodu. Europa była podstawowym importerem ropy, za którą płatności były rozłożone między dolarem a funtem szterlingiem, z pewnym udziałem marki niemieckiej.

Kraje o większych związkach handlowych z Ameryką płaciły chętniej w dolarach, a państwa o stabilnej walucie (np. niemiecka marka) preferowały własny pieniądz. W tym okresie udział dolara w światowym imporcie jest szacowany przy dużej niepewności danych na 30%. Dlatego taki walutowy zamach stanu musiał być wsparty przez OPEC, do dzisiaj największego eksportera, dostarczającego 30-40% światowej ropy. Państwa arabskie pożegnały się z Brytyjczykami bez żalu, gdyż miały z nimi stare porachunki. Ich obecność na Bliskim Wschodzie nie pozostawiła po sobie najlepszych wspomnień.

Ropa jest produktem dość jednolitym. Mimo że w światowym obrocie istnieją setki jej rodzajów, to można je wzajemnie zastępować, więc jedna waluta wyceny jest bardzo wygodna. Można porównywać jej różne rodzaje, co daje przejrzystość kalkulacji i elastyczność przerabiania różnych gatunków, a tym samym zwiększa możliwość uzyskiwania najlepszych wyników finansowych. Te zalety jednej waluty spowodowały, ze kiedy przekroczona została masa krytyczna obrotów w dolarach, nastąpił efekt sieciowy – koszty i ryzyko związane z używaniem innych, konkurencyjnych walut były na tyle duże, że pomysły takie porzucono. Oczywiście nie jest to w stu procentach jednorodny rynek. Zawierane są transakcje, a także wykonywane płatności także w innych walutach. Niektóre rodzaje kanadyjskiej ropy są kwotowane w kanadyjskich dolarach, chińskie koncerny wyceniają ropę w dolarach, jednak w kontraktach krajowych prowadzą rozliczenia w juanach. Na giełdzie w Tokio część kontraktów futures jest kwotowana w jenach. Jest to jednak nieznaczący margines globalnego rynku.

Fundusze majątkowe

Gospodarki, obdarowane tak nagłymi i przewyższającymi możliwości wchłonięcia dochodami z eksportu ropy, mogą je spożytkować na dwa sposoby – wydać od razu na pożądane dobra lub zaoszczędzić. Jeśli dobrze ustali się warunki działania, obie te drogi mogą być korzystne dla Zachodu. Zarówno konsumpcja (import) eksporterów ropy, jak i ich oszczędności mogą się przyczynić do wzbogacenia państw uprzemysłowionych, a przynajmniej do zminimalizowania negatywnych skutków ich deficytów w handlu międzynarodowym.

Najprostszą metodą odzyskiwania petrodolarów było lokowanie nadwyżek na rachunkach w bankach komercyjnych, więc pierwszymi beneficjentami systemu petrodolarów były banki Londynu i Nowego Jorku, gdzie zaksięgowano jako lokatę to, co było zobowiązaniem z tytułu importu ropy. Pozycja pośrednika między dostawcami dolarów z Zatoki Perskiej a pożyczkobiorcami, głównie zadłużonymi krajami Trzeciego Świata, wzmocniła zachodnie instytucje finansowe. Pierwszy napływ petrodolarów na rynki finansowe w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. spowodował gorączkę pożyczkową i wiele krajów rozwijających się, zwłaszcza w Ameryce Południowej, popadło w zadłużenie znane jako „południowoamerykański kryzys zadłużeniowy” lat osiemdziesiątych.

Inną formą lokowania petrodolarów jest wykupywanie obligacji rządowych. Dzisiaj eksporterzy ropy oficjalnie wyłożyli 261 miliardów dolarów na rządowe obligacje USA. Jednak to niecałe 5% z 6 bilionów zadłużenia Departamentu Skarbu, daleko mniej niż Chiny (1265 mld dolarów) czy Japonia (1219 mld). Jednak nie wszystkie środki są lokowane bezpośrednio przez rządowe instytucje krajów OPEC, część bowiem przechodzi przez raje podatkowe (np. Karaiby – 314 mld dolarów, banki brytyjskie i banki typu offshore – 173 mld). Ogólna suma finansowania Ameryki pieniędzmi z ropy naftowej jest z pewnością wyższa, choć trudno ją oszacować, szczególnie, że jest objęta klauzulą „top secret”.

Zyski z takich lokat nie były zbyt atrakcyjne, dlatego producenci ropy dążyli do zwiększenia kontroli nad użytkowaniem swoich pieniędzy. Kraje arabskie zaczęły tworzyć własne instytucje finansowe, gdzie lokuje się nadwyżki kapitału i inwestuje w aktywa na całym świecie, dające właścicielom znacznie większy poziom kontroli i zysków.

Rozpowszechniły się państwowe fundusze majątkowe (Sovereign Wealth Funds – SWF). Pierwszy z nich – Kuwait Investment Board – powstał w 1953 roku, jeszcze przed uzyskaniem przez Kuwejt niepodległości, w czasach brytyjskiego panowania na Bliskim Wschodzie. Biuro ulokowano w Londynie, a jego celem było„inwestowanie nadwyżek dochodów naftowych, by zmniejszyć zależność Kuwejtu od nieodnawialnych zasobów ropy”. Jak widać, nic się nie zmieniło: cel inwestycji pozostał aktualny, choć Kuwejt jest dziś uzależniony od dochodów z ropy tak samo jak 60 lat temu. Natomiast dla Zachodu głównym celem było i jest zasilanie własnych zadłużonych gospodarek.

Dzisiejsze fundusze majątkowe są ogromnymi instytucjami finansowymi. Największym z nich jest norweski Government Pension Fund, mający 893 miliardów dolarów aktywów (27% ogółu aktywów SWF), drugi to Abu Dhabi Investment Authority ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – z 773 mld aktywów, a trzecie miejsce zajmuje SAMA Foreign Holdings z Arabii Saudyjskiej z 757 mld. Wszystkie trzy fundusze powstają z dochodów z ropy i gazu. Dwa kolejne fundusze to chińska China Investment Corporation (653 mld dolarów) i SAFE Investment Company        (568mld). Podobnie jak i następne – koreańskie, singapurskie czy malezyjskie – kumulują zyski z eksportu towarów przemysłowych głównie na rynek amerykański. Jednak nawet dzisiaj, w epoce „sino-dolara”, 60% kapitału tych funduszy pochodzi z handlu węglowodorami.

Należy jednak pamiętać, że państwowe fundusze majątkowe nie są jednak największymi graczami na globalnych rynkach finansowych. Najpotężniejsze są fundusze emerytalne, znacznie większe są też fundusze wzajemne, firmy ubezpieczeniowe, fundusze hedgingowe oraz indywidualni gracze. W 1990 roku majątek SWF-ów szacowano na 500 miliardów dolarów, w 2007 na ich kontach było 3,2 biliona dolarów, we wrześniu 2014 suma ta podwoiła się do 6,8 biliona. To jednak wciąż pozostaje w granicach 2-3% globalnego rynku finansowego.

Fundusze to instytucje działające głównie na zachodnich rynkach finansowych, tam nabywające aktywa, podlegające prawu i lokalnym ograniczeniom. Jednak dla państw uprzemysłowionych nie jest to wystarczająca forma kontroli. G7 zobowiązało w październiku 2007 Międzynarodowy Fundusz Walutowy do kontroli SWF-ów, ustalenia dla nich standardów i wprowadzenie ich w życie. IMF posiada konieczne doświadczenie, zdobyte przy wcześniejszym regulowaniu innej formy kredytowania – rezerw walutowych. OECD zaś wypracowuje wspólną politykę swoich członków wobec inwestycji tych państwowych funduszy.

Aby to osiągnąć, konieczna jest wiedza, dlatego stawia się wymóg przejrzystości, która zapewnia nie tylko dostęp do informacji, ale także wpływ na politykę inwestowania środków. W tym celu zakłada się indeksy przejrzystości (np. Linaburg-Maduell Transparency Index), tak by wiedzieć, gdzie fundusze inwestują i interweniować w przypadku niechętnie widzianych działań. Wspieranie właściwych branż i projektów, odmawianie środków niewłaściwym inwestycjom – to potężna broń w konkurencji gospodarczej i politycznej. Odpowiedni nacisk na takie instytucje kształtuje kierunek światowego strumienia środków. Norwegia, która czerpie swoje bogactwo z ropy naftowej i gazu, rezygnuje z inwestycji swojego, wzorowo prowadzonego, funduszu w paliwa kopalne i wspiera energię odnawialną. To nie tylko promocja rozwiniętych technologii, ale także blokowanie innym krajom możliwości rozwoju tych zasobów, dzięki którym Norwegia stała się bogata. Trudno takie zachowanie nazwać etycznym, ale właśnie tak jest ono uzasadniane.

Przypadek Rosji jest charakterystyczny dla „miękkiego” oddziaływania na przeznaczenie środków. Wprowadzono tam prawne nakazy lokowania znaczącej części przychodów z eksportu surowców w zachodnich instytucjach finansowych. Gdy prezydent Putin próbował poluzować te więzi, uzasadniając to koniecznością inwestycji krajowych lub tańszym kredytem dla przedsiębiorstw, podnosiły się protesty opozycji, organizacji społecznych (najczęściej zresztą uznawanych przez rosyjskie prawo za „zagranicznych agentów”). W pewnym zakresie udało się to dopiero ostatnio, po wprowadzeniu przez USA i Europę sankcji finansowych, co dało klarowny powód do przekierowania środków na własne potrzeby. Już wcześniej – i to wbrew oporowi środowisk liberalnych, także w sferach rządowych – Rosja zmniejszyła do 65% udział dolarów w swoich rezerwach walutowych. Przykład ten pokazuje jak za pomocą „miękkiej siły”, poprzez wpływ „społeczeństwa obywatelskiego” za granicą, można uzyskać finansowanie własnej gospodarki.

Stany Zjednoczone jako główny beneficjent systemu petrodolara

USA w największym stopniu spośród państw Zachodu finansują się dzięki eksporterom ropy i dóbr przemysłowych. Nie wymienia z nimi odpowiedniej ilości dóbr i usług poprzez eksport, oznaczałoby to bowiem konieczność obniżenia poziomu konsumpcji, a więc i poziomu życia ludności, co w demokracji grozi kryzysem politycznym. Dlatego USA używają swojej siły politycznej (a czasami militarnej), by osłabić negatywne skutki światowego braku zbilansowania własnej gospodarki, wyrażającym się zadłużeniem w astronomicznej wysokości 17 bilionów dolarów, przewyższającym dochód narodowy brutto. Kraje-eksporterzy są zachęcane, bądź wręcz zmuszane, by dostosowały swoją politykę do wymagań „wspólnoty międzynarodowej” poprzez zwiększony import, pożyczanie pieniędzy czy upłynnienie swojej waluty.

Dla Stanów Zjednoczonych ekonomiczną korzyścią płynącą z systemu petrodolara jest możliwość nieograniczonego do dzisiaj zadłużania się wobec innych gospodarek świata, a przy tym obniżenie kosztów własnego długu, gdyż petrodolary wpływając na rynki finansowe tworzą popyt na papiery wartościowe, obniżający ich zyskowność dla wierzyciela, a tym samym koszt dla dłużnika. Ten mechanizm działa wobec wszystkich krajów-importerów, jednak Ameryka ma większe zyski dzięki dominacji dolara, otrzymuje od świata podwójną pożyczkę. Pierwsza pochodzi z zakupów ropy – amerykański bank centralny FED może emitować środki potrzebne na jej zakup, a amerykańska gospodarka nie musi wyprodukować towarów i usług, którymi powinna za nie zapłacić. Druga część pożyczki pochodzi od innych państw, które muszą nabywać ropę, a dzisiaj i inne towary, płacąc za nie dolarami. Aby je pozyskać musiały wcześniej wyprodukować i wyeksportować produkty do Ameryki, a pod groźbą inflacji nie mogły wyemitować dodatkowych ilości własnej waluty, by zakupić dolary. Dolary amerykańskie wchodzą w międzynarodowy obieg i nie trzeba ich „wykupywać” towarami czy usługami. Dzięki temu mechanizmowi Amerykanie mogą zwiększać swoją konsumpcję i nie muszą uszczuplać jej przez eksport. Działał on będzie dopóki OPEC będzie handlował ropą wyłącznie w dolarach. Zaprzestanie tego obrotu zmniejszy zapotrzebowanie na ilość amerykańskiej waluty w obrocie i spowoduje zwrot środków do emitenta.

Poprzez zadłużanie się na potężną skalę, układ ten pozwala do dzisiaj Ameryce finansować życie ponad stan, czyli konsumowanie więcej niż się wytwarza. Świat bowiem potrzebuje dolarów do handlu. Chociaż nie chodzi wyłącznie o ropę, to była ona kołem zamachowym systemu, który następnie objął inne towary i rozbudował się w wyniku konieczności magazynowania przez wszystkie kraje świata dolarów jako podstawowego składnika swoich rezerw walutowych. Taki mechanizm sztucznie utrzymuje popyt na dolara na wysokim poziomie. Ameryka jest wielkim pożyczkobiorcą, muszącym każdego roku pożyczać oszczędności całego świata, zadłużając się na wiele sposobów. Mając bowiem w wymianie handlowej i finansowej ujemne saldo obrotów, jak to w 2005 roku powiedział Ben Bernanke, „amerykańskie przedsiębiorstwa, obywatele i państwo muszą zebrać 650 miliardów dolarów netto na międzynarodowych rynkach finansowych”. Amerykańskie społeczeństwo nie oszczędza, a konsumuje, pożyczając i użytkując oszczędności Chińczyków, Japończyków czy Niemców.

Owe światowe oszczędności opłacają po części Amerykę jako światowego policjanta. USA przeznaczają 5% swojego PKB na wydatki wojskowe i podobną wielkość ma od wielu lat deficyt handlowy, finansowany właśnie przez świat. Amerykańskie korporacje także odnoszą korzyści, ponosząc mniejsze ryzyka (np. zmiany kursów) przy rozliczaniu transakcji międzynarodowych.

Kontrakt z OPEC pozwolił Ameryce uzyskać także przewagę nad Europą i Japonią, które nie mają własnych zasobów ropy i są zależne od importu w stopniu znacznie większym niż USA. W tym systemie są od nich uzależnione podwójnie – nie tylko od dolara jako waluty światowej, ale także od, kontrolowanych politycznie i militarnie przez Waszyngton, zasobów surowców Bliskiego Wschodu. Europa próbuje się uniezależnić przez zakupy ropy i gazu od Rosji, a Unia Europejska – największy podmiot światowej gospodarki ­­– zdecydowała się w końcu na własną walutę.

Groźna nierównowaga

System petrodolara daje ogromne korzyści, ale tworzy także zależność od pożyczkodawcy, która dzisiaj jest równoważona przez potęgę polityczną i militarną USA. Także przewaga ekonomiczna odgrywa znaczącą rolę, gdyż w warunkach globalnego rynku największy gracz może skutecznie używać sankcji gospodarczych do osiągania swoich celów politycznych. Wojny gospodarcze, coraz częściej wywoływane przez Waszyngton, czy inwazje militarne, realizowane są głównie w rejonie Bliskiego Wschodu, będącym obszarem najbogatszym w ropę. Ostatnio rozszerzają się jednak na cały świat.

Dolar nie jest globalną potęgą dzięki ropie naftowej. Jest nią, ponieważ Stany Zjednoczone to światowy hegemon – tak polityczny, gospodarczy, jak i militarny. Mechanizm petrodolara jedynie umożliwił – po epoce Bretton Woods – umocnienie globalnej dominacji Waszyngtonu, opartej już nie na złocie, ale na światowej gospodarce. Dzisiaj głównym filarem najpotężniejszej (ale jednocześnie najbardziej zagrożonej) waluty świata nie jest już petrodolar, lecz raczej „sino-dolar”, czyli konsumpcja pod pożyczki największego producenta światowego, Chin, oraz bardzo wydajnych gospodarek azjatyckich.

Petrodolar dał początek zjawisku, które jest dzisiaj podstawowym wyzwaniem dla świata, określanym fachowo jako „globalna nierównowaga w bilansie płatniczym” (global current account imbalances). Z powodu życia ponad stan – nadmiernej konsumpcji, spadku oszczędności i ciągłego zadłużania się Ameryki – cały świat siedzi na tykającej bombie walutowej, która z pewnością wybuchnie. Nie wiadomo tylko kiedy. Dotychczasowe remedium – emisja dolarów, poddanych światowemu recyklingowi – dawno przestało być bezpieczne. Coraz głośniejsze są obawy, czy system gospodarki światowej wytrzyma taki zalew dolarów. Dopóki Ameryka żyć będzie na kredyt udzielany jej przez cały świat, dopóty sytuacja będzie groźna, a podejrzenia, czy nie zechce rozwiązać swoich problemów przez globalny konflikt, będą wciąż odżywały.

Andrzej Szczęśniak

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGomułka jako Pétain, Bierut jako „swołocz”, Jünger i Varga jako wzory do naśladowania
Następny artykułKsiążki pod choinkę
Ekspert rynku ropy naftowej i paliw, gazu ziemnego i energii oraz bezpieczeństwa energetycznego. Lat 55. Prowadzi ekspercki portal branżowy NaftaGaz.pl (www.NaftaGaz.pl) poświęcony sprawom sektora oil&gas oraz bezpieczeństwa energetycznego oraz blog www.szczesniak.pl "Paliwa, Energia, Polityka". Od 1991 roku w sektorze naftowym, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych w latach 1995 – 2001. Jako prezes zarządu Konsorcjum Gdańskiego SA 1999 – 2002 brał udział w prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej. W latach 2002 - 2006 w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. 2006 - 2007 r. prezes zarządu Lotos Partner w Grupie Lotos S.A. Obecnie analityk sektora naftowego i gazowego i wydawca serwisów branżowych. Często komentujący bieżące wydarzenia w mediach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ