Wielki biznes i wielki rząd

0

Według ankiety przeprowadzonej w grudniu 2005 r., 90% Amerykanów uważa, że wielki biznes ma zbyt duży wpływ na decyzje Waszyngtonu. Każdego tygodnia nagłówki gazet ujawniają jakąś aferą wiążącą polityków, lobbystów, pieniądze korporacyjne i zarzuty łapówkarskie. Dyrektorzy firm bez przerwy spotykają się z senatorami, sekretarzami gabinetów czy prezydentami. Ustawodawcy i biurokraci płynnie i z niezwykłą szybkością zmieniają swe funkcje, to występując w roli urzędników państwowych, to znów w roli lobbystów korporacyjnych. Cokolwiek dzieje się podczas spotkań między szefami koncernów a senatorami nie może być niczym dobrym, w przeciwnym bowiem razie spotkania nie odbywałyby się za zamkniętymi drzwiami.

Jak właściwie przedstawiciele wielkiego biznesu zamierzają wykorzystać posiadane przez siebie wpływy? Istnieje wiele hipotez na temat tego, co wielki biznes chce sobie załatwić w Waszyngtonie. W 2003 r. ktoś stwierdził na przykład, że „gdy korporacje lobbują w rządzie, ich celem jest uniknięcie regulacji i obostrzeń prawnych”. Taki pogląd zgodny jest z obiegową opinią, jakoby działania podejmowane przez rząd służyły ochronie zwykłych obywateli przed zakusami wielkiego biznesu, który z kolei wolałby funkcjonować, nie mając nad sobą żadnej kontroli. Podobny pogląd wygłosił historyk Artur Schlesinger: „Liberalizm w Ameryce (tj. rozwój państwa opiekuńczego i coraz większa rola rządowej ingerencji w gospodarkę) zwykle był ruchem zawiązywanym przez część społeczeństwa pragnącą utrzymać ryzach wielki biznes”. [1] Fakty wskazują jednak na coś zupełnie innego:

– Enron niezmordowanie orędował na rzecz wprowadzenia surowych regulacji w dziedzinie energii, popieranych przez działaczy ochrony środowiska. Enron korzystał z posiadanego wpływu i działał tak, by trzymać urzędników, będących zwolennikami braku interwencji z dala od federalnych komisji regulujących funkcjonowanie przemysłu energetycznego.

– Philip Morris gorąco wspierał rozszerzenie regulacji federalnych dotyczących sprzedaży oraz reklamy tytoniu. W międzyczasie rząd federalny, który pozywał niegdyś „Big Tobacco”, dokłada obecnie wszelkich starań, by zapewnić ochronę wielkim kompaniom tytoniowym przed konkurencją lub przed pozwami sądowymi.

– Ostatnia podwyżka podatków w stanie Wirginia przeszła dzięki niestrudzonym staraniom liderów stanowego biznesu; warto również zaznaczyć, że wielki biznes ma za sobą długą historię popierania podwyżek podatków.

– General Motors zapewnił kluczowe poparcie nowym, surowszym regulacjom dotyczących czystości powietrza, których wprowadzenie w życie przyniosło koncernowi olbrzymie zyski.

Wielki mit

Mit, jakoby wielki biznes i wielki rząd rywalizowały ze sobą, tzn. że celem wielkiego biznesu jest ograniczony rząd, jest szeroko rozpowszechniony i głęboko zakorzeniony w społecznej świadomości.

Artykuł zamieszczony w 1935 r. w „Chicago Daily Tribune” sugerował, że oddanie głosu przeciw Franklinowi D. Rooseveltowi oznacza w istocie oddanie głosu na wielki biznes. „Zwolennicy Nowego Ładu pod wodzą prezydenta postanowili”- jak przekonywał dziennikarz – „podjąć się stojącego przed nimi zadania przekonani, że ludzie nie poprą zorganizowanego biznesu i zechcą dać drugą szansę programowi Roosevelta”.

Jednakże trzy dni wcześniej przewodniczący amerykańskiej Izby Gospodarczej wraz i grupą przedstawicieli środowiska biznesu spotkali się z Rooseveltem, by wyrazić swoje poparcie dla rozszerzenia programu Nowego Ładu. Niemalże 70 lat później komentator „New York Times” Paul Krugman atakował rząd George`a W. Busha tymi słowami: „Nowi chłopcy w mieście to twardogłowi konserwatyści – dla nich rząd posiadający zbyt dużo władzy to źródło wszelkiego zła; oni wierzą, że to, co dobre dla biznesu, jest zawsze dobre dla Ameryki, a każdy problem można rozwiązać, zmniejszając podatki i zezwalając na jeszcze większe zanieczyszczenie środowiska”.

W tym samym czasie w Wirginii środowisko wielkiego biznesu rozpoczynało kampanię na rzecz podwyższenia podatków, a Enron przekonywał najbliższych doradców Busha, by poparli Protokół z Kioto, dotyczący zmian klimatycznych. Miesiąc później, gdy Enron upadł, dziennikarze przypisali korupcję związaną z działalnością firmy i jej nieprzyzwoite wręcz zyski „anarchicznemu kapitalizmowi”, i utrzymywali, że „skandal wokół Enronu w oczywisty sposób dowodzi, że niczym nieograniczony wolny rynek nie działa”. W rzeczywistości Enron czuł się jak ryba w wodzie w świecie niezliczonych regulacji i błagał o rządową subwencję, ilekroć pojawiła się na nią szansa.

Gdy tylko komentatorzy życia publicznego dostrzegą, jak biznes nakłania rząd do wprowadzenia federalnych regulacji, uznają to za anomalię. Kiedy na przykład reporterka „Washington Post” odnotowała w 1987 r., że linie lotnicze same prosiły Kongres o pomoc, opatrzyła to wydarzenie takim oto komentarzem: „W zeszłym miesiącu, gdy przemysł lotniczy znalazł się w obliczu nacisków władz stanowych, pragnących uregulować jego rynek reklam, ten zaczął szukać pomocy w niespodziewanym miejscu – w Waszyngtonie”. Tymczasem kierownictwa firm lotniczych od dziesięcioleci stoją murem za federalnymi regulacjami i zdecydowanie sprzeciwiają się jakimkolwiek deregulacjom w dziedzinie przemysłu lotniczego. Co więcej, w zeszłym stuleciu dużo więcej gałęzi przemysłu funkcjonowało dzięki poparciu rozbudowanego rządu.

Historia wielkiego biznesu to historia wielkiego rządu

Wraz ze stopniowo rozrastającym się przez lata rządem, każda znacząca regulacja rządowa, nowy podatek czy dodatkowy wydatek z budżetu oznaczały korzyści dla wielkiego biznesu. Taki proceder ma miejscu już od czasów tzw. Ery Postępowej (lata między schyłkiem XIX w., a I wojną światową), najbardziej fałszywie przedstawianego okresu w dziejach państwowego interwencjonizmu.

Prezydent Theodore Roosevelt jest zwykle przedstawiany jako bożyszcze tego okresu amerykańskiej historii, a „rozbijanie trustów” jako główna działalność jego rządu. Książki historyczne uczą, że słynny Teddy upoważnił rząd federalny i Biały Dom do krucjaty przeciw wielkiemu biznesowi, który rozrósł się ponad miarę w czasach tzw. Gilded Age (czyli okresu od zakończenia wojny secesyjnej do początku XX w. – red.)

Jednakże gdy bliżej przyjrzymy się dziedzictwu Roosevelta oraz regulacjom tzw. ery postępowej, naszym oczom ukaże się zupełnie inny obraz. Otóż widok wielkiego biznesu zwracającego się ku wielkiemu rządowi po ochronę, jak miało to chociażby miejsce w przypadku przemysłu mięsnego, nie był wcale czymś rzadkim. Roosevelt skutecznie rozszerzył władzę Waszyngtonu, często z zamiarem pomocy najgrubszym z grubych ryb wielkiego biznesu.

Według dzisiejszych książek historycznych, przeprowadzenie reformy przerobu mięsa zawdzięczamy – należącemu do grupy autorów „grzebiących się w brudach” (muckrakres) – powieściopisarzowi Uptonowi Sinclairowi, który w swoich książkach opisywał ciemne strony współczesnej mu Ameryki. Jednakże sam Sinclair stanowczo odrzucił te pochwały. „Federalna inspekcja mięsa została, historycznie rzecz biorąc, utworzona na żądanie przetwórców” – pisał w artykule z 1906 r. – „Jest ona utrzymywana i opłacana przez naród Stanów Zjednoczonych, który tym samym składa się na korzyści dla przetwórców”.

Zgadza się z tym Gabriel Kolko, historyk zajmujący się erą postępową, który stwierdza: „Rzeczywisty obraz przedstawia się następująco: wielcy przetwórcy byli zwolennikami wszelkich regulacji, przede wszystkim wtedy, gdy miały one uderzyć szczególnie mocno w liczne, małe przetwórnie stanowiące dla nich konkurencję”. Faktycznie, Thomas E. Wilson, reprezentujący wspomnianych przez Sinclaira przetwórców mięsa, zeznając w tamtym czasie przed Komisją Kongresu oświadczył: „Stoimy i zawsze staliśmy na stanowisku, że należy rozszerzać inspekcje oraz kontrole sanitarne, których zadaniem jest zapewnienie możliwie jak najlepszych warunków”. Jak się okazało, mali przedsiębiorcy odczuli brzemię regulacji dużo bardziej niż wielkie firmy.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej historii jednego z najsławniejszych amerykańskich trustów w Ameryce: US Steel. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX w., szybko łączące się przedsiębiorstwa przemysłu stalowego utworzyły gigantyczny US Steel, w którego skład weszło ostatecznie 138 firm stalowych. Jednakże w pierwszych latach nowego stulecia dochody koncernu zaczęły spadać. Troska o przyszły los firmy doprowadziła do spotkania o nader doniosłym znaczeniu. 21 listopada 1907 r. w eleganckim nowojorskim hotelu Waldorf-Astoria spotkało się na obiedzie 49 szefów czołowych przedsiębiorstw branży stalowej. Gospodarzem był przewodniczący US Steel sędzia Elbert Gary. Zebranie, pierwsze z serii „obiadów u Gary`ego”, miało doprowadzić do zawarcia dżentelmeńskiej umowy mającej zapobiec obniżce cen stali. Jak relacjonuje sam Gary, na drugim spotkaniu w kilka tygodni później, „wszyscy obecni tam producenci stwierdzili, że nie ma ani potrzeby, ani racjonalnego powodu, by w obecnej sytuacji dalej obniżać ceny”.

Rekiny wielkiego biznesu odbywały jawne spotkania – w obecności przedstawicieli Departamentu Sprawiedliwości z administracji Teddy`ego Roosevelta – aby ustalać ceny. Jednak nie przyniosło to spodziewanych rezultatów. Jak pisze Kolko, „w maju 1908 r. jednolity front przemysłu stalowego zaczął się powoli rozsypywać”. Niektórzy przedsiębiorcy zaczęli podważać uzgodnioną wcześniej umowę sprzedając stal po niższej cenie. „Z końcem czerwca 1908r. postanowienia umowy Gary`ego były martwe i nie miały żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mniejsze firmy zaczęły obniżać ceny”. US Steel utracił udział w rynku, a za powstałą sytuację Kolko obwinia „jego technologiczny konserwatyzm i brak elastycznego przywództwa”. Tak naprawdę, zgodnie z tym co pisze Kolko, „US Steel nigdy nie posiadało szczególnej przewagi technologicznej nad konkurencją, co dotyczyło też dużych firm w innych branżach przemysłu”.

W taki właśnie sposób wolny rynek działa jak korektor. Chociaż korzyści skali pozwalają korporacyjnym gigantom prowadzić bardziej elastyczną politykę finansową i mogą spowodować obniżkę kosztów, potężny rozmiar firm zwykle powoduje bezwładność i sztywność w podejmowaniu działań. US Steel traktował siebie jako bezbronnego giganta, któremu zagraża nieprzewidywalny wolny rynek, a nieudane starania Gary`ego mające na celu „racjonalizację” przemysłu stalowego skończyły się tym, że koncernowi pozostała tylko jedna, ostatnia linia obrony. „Po porażce na płaszczyźnie gospodarczej”, pisze Kolko, „wysiłki US Steel zwróciły się ku polityce”. I rzeczywiście, 15 lutego 1909 r. magnat stalowy Andrew Carnegie napisał list do „New York Timesa”, w którym przychylnie wypowiedział się o „rządowej kontroli” przemysłu stalowego. Dwa lata później, Gary odwołał się do tego listu przed obliczem komisji kongresu: „Wierzę, że nadszedł czas, kiedy musimy nagłośnić, a następnie wprowadzić kontrolę rządową(…) nawet w dziedzinie cen”.

Za wprowadzonymi przez Komisję Handlu Międzystanowego regulacjami dotyczącymi przemysłu kolejowego optowały głównie same firmy kolejowe. Redaktor „Wall Street Journal” zdumiony takim niespodziewanym obrotem spraw napisał w wydaniu z 28 grudnia 1904r.: „Nie ma nic bardziej godnego uwagi niż fakt, że poparcie udzielone przez prezydenta Roosevelta rządowym regulacjom opłat pobieranych przez kompanie kolejowe oraz rekomendacja pełnomocnika rządu ds. korporacji [Jamesa R.] Garfielda na rzecz federalnej kontroli firm międzystanowych spotkały się z tak pozytywnym odzewem wśród dyrektorów przedsiębiorstw przemysłowych”.

Po raz kolejny, wielki biznes poparł rządowe ograniczenia nakładane na gospodarkę, a dziennikarze znowu byli zdumieni. Odwołując się do przykładu „baptystów i przemytników”[2], można powiedzieć, że tropiciele brudów, korupcji i wyzysku w rodzaju Sinclaira są „baptystami”, którzy sądzą, iż za rządową kontrolą powinny stać względy moralne. Wielcy przetwórcy mięsa, kompanie kolejowe i firmy przemysłu stalowego są natomiast „przemytnikami”, pragnącymi zbić fortunę na rządowym interwencjonizmie. Theodore Roosevelt stanął po stronie „przemytników”, czyli w tym przypadku wielkich przetwórców mięsa. Chcąc wprowadzić w życie regulacje federalne, zawarł jednak także tymczasowy, pragmatyczny sojusz z Sinclairem, choć nie miał o nim i jemu podobnym dobrego zdania (zdarzyło mu się nawet nazwać go „świrem”).

Wszystkie te okoliczności doprowadziły Gabriela Kolko, którego trudno przecież uznać za zaciekłego przeciwnika rządowej interwencji, do następującego wniosku: „Amerykańskie życie polityczne na początku [dwudziestego] stulecia w decydującym stopniu ukształtowała walka prowadzona przez wielki biznes o wprowadzenie federalnych regulacji w gospodarce”.

U progu I wojny światowej nic nie wskazywało na to, że starania te chociaż trochę osłabną. Oto na przykład wszystkim, którzy zebrali się w Departamencie Wojny 6 grudnia 1916 r. ukazał się niezwykle zaskakujący zestaw gości. Przywódca związkowy Samuel Gompers zasiadł przy stole wraz z prezydentem Wilsonem oraz pięcioma członkami jego gabinetu. Oprócz polityków partii demokratycznej z Gompersem do stołu zasiedli również prezes Baltimore and Ohio Railroad Daniel Willard, prezes Hudson Motor Corporation Howard Coffin, finansista z Wall Street Bernard Baruch, prezes Sears, Roebuck & Company Julius Rosenwald oraz kilku innych biznesmenów. To niezwykłe spotkanie było pierwszym zebraniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN), utworzonej przez Kongres i Prezydenta Wilsona w celu zorganizowania „całego mechanizmu przemysłowego (…) w najbardziej efektywny sposób”.

Biznesmeni, którzy uczestniczyli w spotkaniu z 1916 r., przewidywali dla RBN zadania, które zarówno pod względem zakresu, jak i czasu trwania, wykraczały daleko poza, zbliżające się wielkimi krokami, zaangażowanie w I wojnę światową. „Mamy nadzieję” – napisał Coffin w liście wysłanym do DuPonta kilka dni przed spotkaniem – „że możemy już przygotowywać grunt pod zwartą strukturę przemysłową, cywilną i wojskową, która każdemu myślącemu Amerykaninowi zda się niezbędną dla przyszłego życia tego kraju w okresie pokoju i swobodnego handlu nie mniej niż w czasie potencjalnej wojny”.

RBN, dając początek projektowi rządowej kontroli nad przemysłem, przekazała wiele ze swoich uprawnień nowo powstałej w lipcu 1917r. Komisji Przemysłu Wojennego (KPW, ang. War Industries Board). Ta koalicja kapitanów przemysłu i przywódców politycznych coraz śmielej ingerowała we wszystkie aspekty gospodarki. Członek KPW i historyk Grosvenor Clarkson stwierdził, że KPW usiłowała „skupić w jedno handel, przemysł i całość władz państwowych”. Clarkson nie ukrywał swojej radości z faktu, że „czułki KPW sięgały do najskrytszych zakamarków przemysłu. (…) Nigdy jeszcze na kontynencie nie podjęto takiej próby, aby wiedzieć o wszystkim, co dzieje się w sprawach gospodarczych”.

Cele biznesmenów wchodzących w skład KPW były dalece ambitniejsze niż zdobycie rządowych kontraktów i z pewnością nie lobbowali oni za wprowadzeniem w życie zasad leseferyzmu. Jak ujął to Clarkson, „biznes sam wymógł swoje poddaństwo, sam wykuł więzy, którymi został spętany i sam nadzorował swoje własne podporządkowanie”. W efekcie wielki biznes wręcz błagał Waszyngton: „Ureguluj mnie!” Biznesmeni zwrócili się do rządu, by zaczął kontrolować zarówno godziny pracy i płace pracowników, jak i szczegóły procesu produkcji.

W dziesięć lat później podobnie postąpił prezydent Herbert Hoover. Celem jego rządu było nie tyle pozostawienie biznesu w spokoju, ale uczynienie z rządu aktywnego członka drużyny. Jako sekretarz handlu w latach dwudziestych ubiegłego stulecia, późniejszy prezydent pomógł utworzyć kartele w wielu gałęziach przemysłu amerykańskiego, nawet w tych, które zajmowały się sprzedażą kawy czy kauczuku. Jak napisał historyk gospodarczy Murray Rothbard, w imię utrzymania status quo Hoover „współpracował z większością firm przemysłu naftowego na rzecz ograniczeń w produkcji ropy naftowej”.

Już jako rezydent Białego Domu Hoover (w książkach historycznych opisywany jako bezwzględny i bezduszny wyznawca leseferyzmu) zareagował na pierwsze objawy nadchodzącego Wielkiego Kryzysu apelując do przedstawicieli wielkiego biznesu, by nie bali się zamrozić płac. Miało to zapobiec dalszemu spadkowi płac, który spowodowała wcześniejsza recesja. Henry Ford, Pierre DuPont, Julius Rosenwald, dyrektor General Motors Alfred Sloan, dyrektor Standard Oil Walter Teagle oraz dyrektor General Electric Owen D. Young – wszyscy przyjęli politykę utrzymania wysokich stawek płacowych, chociaż gospodarka popadała w coraz głębszy kryzys. Hoover chwalił ich współpracę jako „postęp we wzajemnych relacjach biznesu i dobra wspólnego (…) jakże dalekich od arbitralnego i krwiożerczo nastawionego (…) świata gospodarki, który istniał trzydzieści czy czterdzieści lat temu”.

Jeszcze przed objęciem prezydentury przez Franklina D. Roosevelta, Hoover stworzył podwaliny pod Nowy Ład tworząc Amerykańską Korporację Rekonstrukcji Finansów (Reconstruction Finance Corporation), która zwiększyła kredyty udzielane bankom i przemysłowi kolejowemu. Co ciekawe, przewodniczący AKRF Eugene Meyer, był również prezesem Rezerwy Federalnej, zaś jego szwagier George Blumenthal, wysokim urzędnikiem koncernu J.P. Morgan & Co., posiadającego duży pakiet akcji firm kolejowych.

Nowy Ład i lata późniejsze

Po pionierskich działaniach postępowców w rodzaju Wilsona i Hoovera, sojusz wielkiego biznesu i wielkiego rządu trwał nieprzerwanie przez cały dwudziesty wiek.

– Franklin D. Roosevelt wdrożył podczas drugiej wojny światowej ten sam rodzaj rządowej kontroli gospodarki, łącznie z racjonowaniem i kontrolą cen, który Wilson zaprowadził podczas pierwszej. Wielki biznes czerpał dochody z regulowanej gospodarki w ten sam sposób tak, jak miało to miejsce za czasów administracji Wilsona.

– Prezydent Harry Truman chciał, aby w przemówieniu jego sekretarza stanu z 5 czerwca 1947 r., które zostało wygłoszone podczas uroczystości rozdania dyplomów na Harvardzie, nie padło ani jedno słowo o planach odbudowy Europy. Nie udało się. Zarówno „New York Times”, jak i „Washington Post” zamieściły relację na pierwszych stronach. W przeciągu kilku dni, cały świat dowiedział się o planie Marshalla. Jednak niewielu wiedziało, że całym pomysłem stała koteria złożona w większości z biznesowej elity, zwana „prezydencką komisją ds. pomocy zagranicznej”. Obradom komisji przewodniczył sekretarz ds. handlu W. Averell Harriman – syn magnata kolejowego E. H. Harrimana, jednocześnie były prezes Union Pacific Railroad i Illinois Central Railroad. Oprócz niego w jej składzie zasiadało 9 biznesmenów. „Przez cały ten czas, przedstawiciele biznesu – szczególnie Harriman – ustalali program i nadawali ton pracy całej grupy” – pisze historyk Kim McQuaid – „Bez polityków powiązanych z korporacjami, wysiłki Trumana spełzłyby na niczym. Ludzie pokroju [barona bawełny Willa] Claytona i Harrimana ubrali ideę pomocy zagranicznej w kostium prokapitalizmu i antykomunizmu”.

– Pewnego niedzielnego wieczora, 15 sierpnia 1971 r. miliony Amerykanów obejrzały Richarda Nixona przedstawiającego wytyczne Nowej Polityki Gospodarczej. Choć Nixon cieszył się reputacją zagorzałego konserwatysty, to jego Nowa Polityka Gospodarcza (co ciekawe, termin zapożyczony od Włodzimierza Lenina) dowiodła, że w istocie był on całkowicie innym człowiekiem. Otóż według założeń NPG, rząd federalny miał zakazać jakiejkolwiek podwyżki płac, cen czy czynszów przez następne 90 dni. Po tym okresie, rada ds. płac i cen miała przekazać środowiskom biznesowym instrukcje, kiedy i o ile mogą podnieść płace, pensje i ceny. Nazajutrz po wystąpieniu Nixona prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów W. P. Gullander oświadczył, że „odważny ruch, jakim chce wzmocnić amerykańską gospodarkę prezydent, zasługuje na poparcie i współpracę ze strony wszystkich grup”. Ta reakcja była typowa wśród ludzi biznesu. Jak donosił „New York Times” w wydaniu z 17 sierpnia 1971 r.: „Liderzy biznesu zaakceptowali, choć z różnym stopniem entuzjazmu, daleko idące propozycje, które obwieścił wczoraj wieczorem prezydent Nixon”.

– Działając w imię „współczującego konserwatyzmu”, George W. Bush wyświadczył wielkiemu biznesowi liczne przysługi. Na przykład za pośrednictwem rządowego programu opieki medycznej zapewnił mu zyski ze sprzedaży leków na receptę. Przeforsował także ustawę o polityce energetycznej, gwarantującej liczne uznaniowe zwolnienia podatkowe oraz subsydia dla firm energetycznych, a także obietnicę pożyczki mającą ułatwić prowadzenie interesów z firmami zajmującymi się energią atomową w Chinach. Według raportu dyrektorów Programu Reformy Służby Zdrowia przy University’s School of Public Health w Bostonie „około 61,1% dolarów pochodzących z rządowego programu opieki zdrowotnej, które zostaną wydane na zakup większej niż wcześniej zakładano ilości leków na receptę, pozostanie w kieszeniach przemysłu farmaceutycznego w formie dodatkowego zysku. Ten nieoczekiwany przypływ gotówki, rozciągnięty na osiem kolejnych lat, przekłada się na dodatkowe 139 miliardów dolarów w kieszeniach firm związanych z tą najrentowniejszą gałęzią przemysłu”.

Keyser Söze, bohater filmu Podejrzani, stwierdza w jednej ze scen: „Najlepsza sztuczka diabła polegała na przekonaniu całego świata, że diabeł nie istnieje”. Podobnie wielki biznes i wielkie państwo świetnie prosperują dzięki temu, że w społeczeństwie pokutuje przekonanie, iż te dwa ośrodki są rywalami, a nie – jak jest naprawdę – wspólnikami (w grabieży). Historia wielkiego biznesu jest historią współpracy z aparatem wielkiego państwa. Do najważniejszych zmian rozszerzających uprawnienia rządu dochodziło ku zadowoleniu – i na żądanie – wielkiego biznesu.

Choć może to zabrzmieć jak atak na wielki biznes, to nie taki był zamiar autora. Niniejszy artykuł ten jest raczej atakiem na pewne praktyki, których dopuszcza się środowisko biznesowe. Bowiem gdy biznes posługuje się szemranymi instrumentami politycznymi, zawsze traci na tym szary obywatel. Wina jest jednak po stronie tych, którzy stworzyli te zasady. Posługując się hiphopowym językiem, można by więc powiedzieć: dont hate the players, hate the game.

Timothy P. Carney

Tłum. Marcin M. Sołtysik

Artykuł The Big Business and Big Government ukazał się w „Cato Policy Report” (lipiec/sierpień 2006). Publikujemy go za: „Laissez Faire. Pismo Konserwatywno-Anarchistyczne”, nr 9 (maj 2007). Timothy P. Carney jest autorem książki The Big Ripoff: How Big Business and Big Government Steal Your Money (2006).

Przypisy

[1] Przypominamy Czytelnikom, że w Stanach Zjednoczonych określenie liberalizm nabrało zupełnie przeciwnego znaczenia niż pierwotnie posiadało – przyp. red.

[2] Teoria wyjaśniająca fenomen wprowadzania rozmaitych regulacji zaproponowana po raz pierwszy przez Bruce’a Yandle’a w artykule opublikowanym w piśmie „Regulation”. Yandle, wówczas przewodniczący amerykańskiej Federal Trade Commission, twierdził, że regulacje wprowadzane są jako reakcja na popyt płynący ze strony dwóch różnych grup: baptystów, którzy potrzebę regulacji uzasadniają zawsze wyższymi względami moralnymi, oraz przemytników, którzy na wprowadzeniu rozporządzeń spodziewają się po prostu zarobić. Nazwa teorii jest inspirowana faktycznymi wydarzeniami, kiedy to poszczególne stany usiłowały wprowadzić zakaz spożywania alkoholu. Baptyści sprzyjali zakazom ze względów moralnych a przemytnicy spodziewali się dzięki nim ograniczenia konkurencji – przyp. red.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ