Głosy zza Odry (o wojnie nie-sprawiedliwej i operacji „Barbarossa“)

0

Jednym z najciekawszych periodyków intelektualnej prawicy niemieckiej jest wydawany w Bonn, „nieregularnik” „Etappe. Organon für Politik, Kultur und Wissenschaft“. Jego redaktorem naczelnym (i współzałożycielem) jest Heinz-Theo Homann, który w pierwszym okresie (do ósmego numeru ) redagował go wraz z Andreasem Raithelem a następnie z Günterem Maschke. Homann (ur.1950) w latach 1972-1974 odbywał nowicjat u jezuitów w Münster; doktoryzował się na wydziale teologii uniwersytetu w Bonn rozprawą Das funktionale Argument. Konzepte und Kritik funktionslogischer Religionsbegründung (580 s., Paderborn 1997). Jest autorem powieści historyczno-kryminalnej Mord im Wolfsturm (Wesseling 1992). Pisze zarówno na łamach „Etappe” jak i innych czasopism konserwatywnej prawicy. W 1994 r. pod jego redakcją ukazał się „Jahrbuch zur Konservativen Revolution”. Odpowiadając na pytanie tygodnika „Junge Freiheit”, „jaka książka wywarła na Pana trwały wpływ?”, odpowiedział „Książeczka czekowa mojej ciotki Barbary”. A jaka jest ulubiona muzyka „reakcyjnego ekspresjonisty” Homanna? Głośny, ciężki metal, Palestrina, Erik Satie, Cursed.

Drugi redaktor Günter Maschke (ur.1943) jako młody człowiek był ultralewicowcem, członkiem nielegalnej KPD, jednym z liderów anarcho-komunistycznej „Akcji Wywrotowej” w Tybindze, działaczem ruchu studenckiego 1968. Uciekł przed służbą wojskową do Wiednia (według niektórych był „wiedeńskim Rudim Dutschke”), a potem na Kubę, gdzie uzyskał azyl polityczny. Po wydaleniu z Kuby i powrocie do kraju został skazany za dezercję na rok więzienia. Dziś należy do najwnikliwszych interpretatorów i kontynuatorów myśli Carla Schmitta w Niemczech (redagował zbiory jego prac); tłumaczył na niemiecki Heberto Padillę, Juana Donoso Cortésa i Nicolása Gómeza Dávilę. W wydawnictwie Hohenheim Verlag był redaktorem serii „Edition Maschke” (m.in. Mircea Eliade, Pierre Drieu La Rochelle, Carl Schmitt, Bernard Willms) Razem z Jean-Jacques`em Langendorfem jest redaktorem serii „Biblioteka Reakcji” w Karolinger Verlag (m.in. de Maistre, Bloy, Leontiew, Metternich). Ideolodzy na usługach tajnych służb uważają go za „jawnego wroga konstytucji”, który RFN określa jako „totalitarną demokrację”, w której „tchórze i konformiści muszą codziennie na nowo odnosić zwycięstwo nad Hitlerem”, ustawę zasadniczą nazywa „więzieniem”, a wartości demokratyczne „humanitaryzmem kanibali i liberalizmem Cyganów”. Jürgen Habermas obdarzył go mianem „jedynego renegata ruchu 68 roku”.

Według relacji Homanna, początki pisma sięgają pierwszej połowy lat 80. zeszłego wieku, kiedy studenci i licealiści z Kolonii i okolic przejęci egzystencjalnymi kwestiami narodu i ożywiani pasją poznawania świata (idei) założyli nieformalny Krąg im. Roberta Michelsa – pochodzącego z Kolonii słynnego socjologa, odkrywcę „żelaznego prawa oligarchii”. Spotykali się w piwiarnianych piwnicach i włoskich restauracjach, dyskutowali zażarcie między sobą lub z zaproszonymi gośćmi, którymi byli zazwyczaj prawicowi dysydenci (Maschke, Sander, Oberlercher, Arndt, Willms). Na jednym z takich spotkań, przy barze między wódką a ginem, a może przy pisuarze, narodziła się idea powołania własnego czasopisma (młodzi prawicowcy byli niezadowoleni ze stylu i języka prawicowych czasopism poprzedniej generacji). W 1988 roku odbyło się zebranie założycielskie; najdłużej dyskutowano nad nazwą, wreszcie Peter B. wymyślił „Etappe”. Nie Front, nie Pochodnia, Gwardia, Młot, Błyskawica, Płomień, Zwycięstwo czy Orzeł, ale Etap. Nazwa miała symbolizować, że zawsze jesteśmy na jakimś etapie drogi, odnoszone zwycięstwo jest zawsze jedynie zwycięstwem etapowym, fragmentarycznym, przejściowym, nigdy ostatecznym; wiele prawd to często tylko „prawdy etapu”; najważniejsze, żeby dany sobie etap przebyć w jak najlepszym stylu. W drugim znaczeniu „etap” to „tyły”, miejsce za frontem, z którego posiłki i zaopatrzenie docierają na (ideowo-polityczny) front. Ale jest w też w tym autoironia: na tyłach frontu żołnierze służący w kwatermistrzostwie lub administracji żyją względnie wygodnie i bezpiecznie, dlatego prawdziwi żołnierze frontowi traktują ich z lekceważeniem lub pogardą nazywając „Etappenschweine”; zatem tytuł mówi: jesteśmy inteligenckimi dekownikami, którzy chowają się na tyłach nie biorąc bezpośredniego udziału w wojnie politycznej.

Pierwszy numer ukazał się latem 1988 r., najnowszy w 2013 r. Do dziś ukazało się 21 numerów pisma, każdy liczący ok. 150 stron. Na jego łamach gościli politolodzy, historycy, pisarze, filozofowie, historycy idei, socjologowie, politolodzy, prawnicy, historycy literatury, pisarze, by wymienić takie nazwiska jak Hans-Christof Kraus, Stefan Hanz, Karlheinz Weißmann, Walter Seitter, Claus Wolfschlag, Michael Grossheim, Hendrik Hamacher, Christian Tilitzki, Bruno Bandulet, Axel Matthes, Julien Freund, Ulrich Fröschle, Vilmos Holczhauser, Manfred Lauermann, Siegfried Baur, Werner Mäder, Winfried Knörzer, Frank Böckelmann, Paul Gottfried, Ulrich Mutz, Piet Tommissen,, Wolfgang Schwiedrzik, Herbert Ammon, Hans-Joachim von Leesen, Gernot Hüttig, Pierre Chassard, Volkmar Weiss, Volker Beismann, Reinhard Farkas, Dirk Budde, Rolf Schilling, Josef Schüsslburner, Karl-Eckhard Hahn.

„Etappe” jest nieregularnikiem, ponieważ, według deklaracji redaktorów, ukazuje się wyłącznie wówczas, kiedy dojdą do wniosku, że mają coś istotnego do powiedzenia. Pismo mające ambicje bycia „magazynem drakońskiego myślenia”, jest całkowicie niezależne, nie podlega przymusowi regularnego ukazywania się, nie ma żadnych, choćby najluźniejszych, związków z partiami, instytucjami czy zorganizowanymi środowiskami politycznymi. Pełna niezależność pozwala redaktorom w spokoju skupiać się na zasadniczych kwestiach politycznych, polityczno-kulturalnych, polityczno-filozoficznych, polityczno-teologicznych, polityczno-historycznych, polityczno-estetycznych etc.

Każdy numer, oprócz esejów, artykułów, komentarzy i recenzji, przynosi rozmaite, wygrzebane w starych i zapomnianych książkach i periodykach, fragmenty, cytaty i kurioza polityczno-kulturalne np. „Upadek narodu niemieckiego” Rudolfa Borchardta z 1951 r., nieznany list Carla Schmitta do Alfonsa Otero, uwagi o sztuce kulinarnej późnych Greków Jakoba Burckahrdta, odezwa gen. Ludendorffa do polskich Żydów z 1914 r., łacińska wersja Horst Wessel Lied z 1933 r. W tej rubryce przeczytać można wywody Pierre-Josepha Proudhona o „władzy kobiet jako pornokracji”, Fryderyka Engelsa o „książętach, Żydach, kanclerzu i klechach”, którzy „dobierają się do oszczędności szarego człowieka”, Otffrieda Eberza o „feminizmie jako rządach ciotek” (Tantokratie) itp.

Profil intelektualny „Etappe” rozpoznać można już choćby po postaciach przywoływanych, omawianych i cytowanych w piśmie, by wymienić takie nazwiska jak Carl Schmitt, Ernst Jünger, Vilfredo Pareto, Juan Donoso Cortés, Schopenhauer, Nietzsche, Józef de Maistre, Stefan George, Søren Kierkegaard, Oswald Spengler, Reinhold Schneider, Max Scheler, Edmund Burke, Georg Simmel, Egon Friedell, Panajotis Kondylis, Ernst von Salomon, Ernst Nolte, Jean Baudrillard. Wyjaśnić tu należy, że „Etappe” przywołuje dawnych myślicieli i filozofów przede wszystkim w kontekście współczesności. Co z ich idei i koncepcji pozostaje aktualne dziś? Co Schmitt, Burke, Pareto, Scheler, Nietzsche czy Spengler mówią o współczesnym świecie? Czy i jak narzędzia intelektualne wypracowane w przeszłości mogą się nam przydać dla opisu i zrozumienia naszych czasów?

A oto niektóre tematy i problemy jakimi pismo się zajmowało się przez ćwierć wieku swojego istnienia: dysonans poznawczy jako problem polityczny, logika zbiorowego działania i nowy model elity, Bóg głosuje na Zielonych – chialistyczna teofantastyka antypolityczności, la recherche de la neutralité – o Politycznym romantyzmie Carla Schmitta, wojna i muzyka pop, Benito Mussolini – uczeń Makiawela-czarnoksiężnika, apologia mitu politycznego, suwerenność i konkretny ład polityczny (Carla Schmitta stosunek do pluralizmu), muzykofobia kontra muzykofilia – niemiecka odrębna droga, Marinetti i futuryzm, maski i metamorfozy T.S.Eliota, ideologia oporu – uwagi o Pojęciu polityczności Carla Schmitta, Jean Paul –transrealista, zmierzch bogów nowoczesności od Wagnera do Orwella, polityczna wiedza w Pieśni Nibelunga, dyskusja o Nietzschem w NRD, krytyka prasy od Lichtenberga do Henscheida, rodzaje pacyfizmu, doktryna Tradycji Integralnej, urząd Rosenberga przeciwko Carlowi Schmittowi, autobiografia jako historiozofia (o Henry Adamsie), kultura krytyki z ducha muzyki – sztuka i polityka u Pfitznera, teologia polityczna w Średniowieczu, Wagner-Vaihinger-Schmitt, poglądy polityczno-estetyczne Gottfrieda Benna, krytyka kultury między ekologią a technokracją, muzyka jako poetyzacja świata, Thomas Mann i Alfred Baeumler, Heidegger – vita ontologica, Kant – filozoficzna martwa natura, Carl Schmitt na uniwersytecie w Berlinie – działalność dydaktyczna i naukowa profesora na podstawie akt Wydziału Prawa z lat 1934-1944, egzystencjalna samotność Hermana Melville’a, menedżer jako współczesny typ panowania, geneza teologii politycznej, Heideggera krytyka narodowego socjalizmu, alchemia i Oświecenie (Mircei Eliadego krytyka mitów moderny), polityczna architektura Giuseppe Terragniego, Gerd Bergfleth o teorii rewolty, partyzant – filozoficzny obraz mobilności, malarstwo, muzyka i dziura w czasie, aktualne dyskusje o estetyce faszystowskiej, Schelling i Nietzsche, chimera Ameryki –krytyka cywilizacji u Howarda Phillipsa Lovercrafta, w strefach nicości – Ciorana sylogizmy goryczy, poszukiwanie śladów w labiryncie – publicystyka polityczna F.G. Jüngera, Rosja, Europa i Nowy Porządek Światowy Waszyngtonu, Carl Schmitt i Lew Szestow, teoria estetyczna Oswalda Spenglera, osłabianie instytucji państwa przez chiliazm i charyzmę, polityczny Robert Musil, negatywna teologia polityczna Jacoba Taubesa, o nędzy niemieckiego protestantyzmu, antyromantyczna krucjata barona Ernesta de Seillière, straty niemieckich dóbr kultury w latach 1939-1945, trywializacja tolerancji, czyli o liberalnej neutralizacji różnic kulturowych, wizerunek „nazisty” w filmach fantastycznych, idea Rzeszy u Ricardy Huch, cezaryzm Oswalda Spenglera jako krytyka politycznego rozumu, „człowiek” czy „obywatel” ? – sytuacja mniejszości w politycznej demokracji, wiecznie wczorajsi – spolityzowani inteligenci pomiędzy plebejską masą a klasą panującą, Niemcy jako o naród niezdolny do bycia narodem, wykształcenie jako towar na rynku i ornament ego, równość albo IQ – dylemat naukowców, Wallenstein Schillera – zbawca Rzeszy czy zdrajca stanu, sens świata i jego zanik, naród bez przestrzeni w przestrzeni bez narodu– współczesne myśli o Hansie Grimmie, stosunek młodego Lukácsa do Nietzschego i Marksa, zasada samostanowienia jako czynnik rozkładu państw, morfologia egzekucji od końca średniowiecza do współczesności, oświeceniowe i pozytywistyczne źródła rasizmu i antysemityzmu, rosyjska krytyka liberalizmu i pochwała narodowo-religijnej autokracji w wydaniu Konstantina Pobiedonoscewa, sekularyzacja jako następstwo 1968 r., teologia polityczna Republiki Federalnej Niemiec.

W obszernym polityczno-historycznym eseju „Frank B. Kellog zwycięża nad Zatoką Perską. Spojrzenie na historię prawa międzynarodowego z okazji pierwszej wojny pacyfizmu” (nietrudno zgadnąć, że unosi się nad nim duch Carla Schmitta), opublikowanym w numerach 7 i 8 „Etappe” Günter Maschke dowodzi, że współczesne interwencje zbrojne prowadzone w imię „Praw Człowieka” (jak ta przeciwko Irakowi Saddama Husajna) stanowią zwieńczenie procesu rozpadu i likwidacji dawnego klasycznego prawa międzynarodowego ( Jus Publicum Europaeum), którego najważniejsze składniki to: jasne rozróżnienie między wojną a pokojem, uznanie wojny za legalny i prawowity środek polityki, zdolność ograniczenia zasięgu wojny, traktowanie wroga jako iustus hostis. W efekcie dawało ono możliwość zawarcia sprawiedliwego pokoju.

W 1919 roku w Wersalu zainaugurowana została era po-klasycznego prawa międzynarodowego, która przyniosła i przynosić będzie w przyszłości masakry światowej wojny domowej. Zaczęło się od pacyfistycznych haseł w rodzaju „Nigdy więcej wojny” i „Wojna wojnie” z okresu I wojny światowej. Uznanie cesarza Wilhelma II za przestępcę wojennego oznaczało zerwanie z tradycją, że wojna jest relacją między dwoma państwami i prowadzona jest przez państwa, a nie przez pojedynczych ludzi, także nie osobiście przez głowy państw. Uznaniu władcy za przestępcę towarzyszyło napiętnowanie zwyciężonego państwa jako wyłącznego winowajcy odpowiedzialnego za wywołanie wojny.. Odgrzano w ten sposób ideę „wojny sprawiedliwej”, którą w 1758 roku przezwyciężył Emmerich de Vattel. Przyjęcie przez zwycięzców z 1918 roku idei „wojny sprawiedliwej” było nawiązaniem do tradycji Rewolucji Francuskiej i zniszczyło klasyczne pojęcie wojny jako obustronnie usprawiedliwionego i wynikającego z suwerenności państwowej pojedynku wraz z jego ograniczeniami i prawem innych do neutralności. To pokazuje, że pojęcia teologiczne takie jak „wojna sprawiedliwa”, o której pisał św. Tomasz z Akwinu, nabierają demonicznej mocy, kiedy dostają się w ręce bluźnierczych sprawców i ich rzeczników z mass mediów.

W po-klasycznym prawie międzynarodowym występuje coraz silniejsza tendencja do kryminalizacji wroga, nie jest już on iustus hostis, ale staje się „wrogiem ludzkości”. W ten sposób zanika wojna w klasycznym sensie, po jednej stronie istnieje tylko przestępstwo agresji a po drugiej słuszne wymierzenie kary za to przestępstwo, najlepiej przy pomocy światowej policji. Ta tendencja znajduje swoje rozwinięcie w ideologii Ligi Narodów. Chciano (nieomal) znieść wojnę, a w rzeczywistości stworzono nowe, nieznane przedtem możliwości i powody do interwencji, zniesiono de facto prawo do zachowania neutralności. Już wówczas pojawiło się pragnienie, aby historia się zakończyła, świat został podzielony raz na zawsze, wojna (prawie) zabroniona, status quo uznane za tożsame z pokojem. Rzecz jasna, ta pacyfistyczna utopia doskonale współgrała z realnymi interesami mocarstw. Jednak najważniejszą innowacją Ligi Narodów było przygotowanie gruntu pod przyszłą wojnę totalną poprzez uznanie sankcji gospodarczych za właściwy i usprawiedliwiony środek polityczny. Wojna gospodarcza miała być bardziej „humanitarna” niż wojna przy użyciu środków militarnych. W rzeczywistości wojna gospodarcza oznaczała zintensyfikowanie wojny, gdyż wrogiem nie było już państwo reprezentowane przez armię, ale cała ludność, którą np. należało pozbawić żywności. Wojna między państwami przekształciła się w wojnę pomiędzy narodami. Wrogiem nie był tylko żołnierz, ale każdy obywatel, którego można było internować, skonfiskować jego majątek itd. Wszystkiemu musiała z konieczności towarzyszyć propaganda nienawiści zatruwająca również okres powojenny.

Wojny przybierają charakter krucjat ideologicznych i prowadzone są w imię obrony demokracji, wolności, cywilizacji przed barbarzyństwem itp. Przy takim poczuciu misji nie wystarcza pokonanie wroga, trzeba jeszcze zażądać jego bezwarunkowej kapitulacji i postawić go przed sądem. Wszystko to prowadzi do przedłużenia i brutalizacji wojny, co z kolei jest potwierdzeniem „winy” pokonanego. Wróg musi zostać zniszczony lub należy go „nawrócić” i reedukować, czyli zniszczyć duchowo. Trzeba jeszcze zniszczyć system polityczny wrogiego państwa, aby dostosować go do jedynie słusznego modelu, czyli tego, który obowiązuje w państwie zwycięskim. Ideologia genewskiej Ligi Narodów nie tylko zniosła de facto rozróżnienia między żołnierzem a cywilem, ale zatarła również różnicę pomiędzy wojną a pokojem. Powstał jakiś stan pośredni: ani wojna ani pokój, czy też – wedle ujęcia Carla Schmitta – zarówno wojna, jak i pokój.

Genewski pacyfizm zamienił pokój w kłamliwą fikcję niszcząc tym sposobem pierwsze i najbardziej fundamentalne pojęcie prawa międzynarodowego i każdego ładu międzynarodowego. Kulminacją całej tej ewolucji prawa międzynarodowego był, według Maschkego, tzw. pakt Kelloga podpisany 27 VIII 1928 roku w Paryżu i ratyfikowany w Waszyngtonie 24 VII 1929 roku przez 15 państw. Do 1938 roku przystąpiło do niego dalsze 48 państw. W pakcie tym zadekretowano potępienie każdej wojny i rezygnację z wojny jako środka polityki. Niedługo po ogłoszeniu uniwersalnego i globalnego obowiązywania pokoju wybuchła uniwersalna i globalna wojna.

Pakt Kelloga mający wykluczyć wojnę ze stosunków międzypaństwowych w rzeczywistości przywrócił pojęcie „wojny sprawiedliwej”. Ponieważ „zakazywał” wojny, likwidował też prawo wojenne. Każdy, kto uznany został za napastnika łamiącego pakt stawał się wyjętym spod prawa piratem i wrogiem ludzkości. Nastąpił tym samym rozkład klasycznego pojęcia neutralności. Wojna, w której jedna strona uznana zostaje za „wroga ludzkości”, wyklucza de facto neutralność, gdyż nikt nie może się uchylić od zajęcia stanowiska, gdy chodzi o walkę „Dobra” ze „Złem”. Nieprzyłączenie się do „wojny „sprawiedliwej” godne jest jedynie moralnego potępienia.

Maschke uważa, że pakt Kelloga mający zlikwidować wojnę w rzeczywistości zniszczył ostatnie bariery, które ją ograniczały. Chciano raz na zawsze spętać Marsa, a jedynie zerwano wszelkie więzy, które go jeszcze krępowały. Główne przesłanie tekstu Maschkego jest takie: wyrosłe z ducha pacyfizmu układy, pakty i deklaracje prowadzą do powrotu do stanu natury, do wojny wszystkich ze wszystkimi, paninterwencjonizmu, kamuflowania realnych interesów politycznych mocarstw, zaostrzenia i zintensyfikowania konfliktów wojennych i do zwiększenia prawdopodobieństwa ich wybuchu.

Jeśli łamanie Praw Człowieka uzasadnia interwencję militarną (wojnę), to nie tylko wzrasta wówczas konfliktowość w świecie, ale także prawo międzynarodowe de facto przestaje istnieć. Interwencja w imię Praw Człowieka byłaby doprowadzoną do ostatecznych konsekwencji „humanizacją” prawa międzynarodowego, dającą najsilniejszemu mocarstwu, wobec którego inni nie mogą zastosować sankcji, prawo do definiowania sytuacji ideologicznej i używania swoich pleins pouvoirs. Jeśli zwycięży doktryna Praw Człowieka, to reguła staną się wojny nazywane interwencjami w obronie pokoju i Praw Człowieka. Oznacza powrót do stanu natury w stosunkach międzypaństwowych i posłuży temu czy innemu mocarstwu do rozbijania innych państw. Dlatego, pisze Maschke, należy, w tym zakresie w jakim to jest możliwe, powrócić do dawnego Jus Publicum Europaeum, które uległo rozbiciu przez siły pozaeuropejskie. Wojna musi zostać uznana za prawowity sposób rozwiązywania konfliktów pomiędzy suwerennymi państwami, należy powrócić do dawnego pojęcia neutralności, wróg musi być uważany z równorzędnego pod względem moralnym a nie za wroga „ludzkości” czyli za pod-człowieka lub wręcz nie-człowieka. Trzeba odrzucić destrukcyjną wizję wiecznego pokoju, której pokłosiem są krwawe konflikty, i przywołać raz jeszcze klasyczne monteskiuszowskie pytanie: w jaki sposób różne narody mogą zadawać sobie jak najmniej zła.

Dag Krienen jest autorem dużego artykułu na temat operacji „Barbarossa”, czyli niemieckiego ataku na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku („Etappe” nr 8 i 9). Przypomina on, że w historiografii niemieckiej przez lata dominował pogląd sformułowany przez Andreasa Hillgrubera i jego wielu uczniów, że decyzja Hitlera o ataku na Rosję Sowiecką motywowana była jego programem, tzn. miała przyczyny ideologiczne (zniszczenie „żydobolszewizmu”). Ten ideologiczny cel był, według Hillgrubera, elementem wypracowanego już w latach dwudziestych planu uzyskania przez Niemcy dominującej roli w Europie, a potem w świecie. Atak na Rosję Sowiecką stanowił kulminacją tego planu. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX w. zaczęto, dość zresztą ostrożnie (hillgruberowcy mieli poparcie mass mediów i silne wpływy w różnych instytucjach naukowych), kwestionować te poglądy. I tak Hartmut Schustereit w pracy Va banque. Atak Hitlera na Związek Sowiecki jako sposób pokonania Zachodu poprzez zwycięstwo na Wschodzie (Bonn 1988) podważył tezę o „programowo-ideologicznych” motywacjach wojny, a „etapowy plan” uzyskania przez Niemcy statusu światowego mocarstwa uznał za fikcję lub co najwyżej za nieudowodnioną hipotezę naukową. Zdaniem tego historyka u podłoża operacji „Barbarossa” leżała cała wiązka różnorodnych motywów natury politycznej, strategicznej i wojskowej, a ideologiczne usprawiedliwienie wojny zostało sformułowane już po podjęciu decyzji o ataku. Inny niemiecki historyk Bernd Stegemann w kilku artykułach opublikowanych na łamach czasopism historycznych przedstawił podobną interpretacją. Zarówno tezy Schustereita, jak i Stegemanna, jeśli potraktować je jako wstęp do ponownego zbadania przyczyn operacji „Barbarossa”, prowadzą do jedynego zasadniczego pytania, a mianowicie, dlaczego Hitler uważał, że w określonej sytuacji musi zagrać va banque, dlaczego stawiając wszystko na jedną kartę zdecydował się na rozstrzygający o losach wojny atak na ZSRR, co zostało, przy rozmaitych zastrzeżeniach, uznane za słuszne przez inne wojskowo-polityczne instancje kierownictwa Rzeszy. Zamiast szufladkować z góry decyzję Hitlera jako „ideologiczne szaleństwo” czy „imperialną hybris”, należy zbadać, na ile mieści się ona w ramach wykalkulowanej i racjonalnej polityki siły.

Interpretację wojny 1941 r. dokonaną przez Hillgrubera i jego uczniów zaczęli podważać także autorzy badający zamiary kierownictwa sowieckiego w okresie poprzedzającym wojnę. Dochodzili oni do wniosków łamiących schemat: po jednej stronie aktywne, działające według od dawna ustalonego planu Niemcy, po drugiej bierny, niczego się nie spodziewający Związek Sowiecki. Należy wymienić tu takich autorów jak austriacki politolog Ernest Topitsch, niemiecki historyk Joachim Hoffmann oraz Wiktor Suworow. Tu nadmieńmy, że już w połowie lat siedemdziesiątych niemiecki autor pułkownik w stanie spoczynku Erich Helmdach w książce Napad? (Neckargemünd 1975) starał się udowodnić tezę, że wojska niemieckie uprzedziły o dwa miesiące atak wojsk sowieckich. Tezy Suworowa dały asumpt niektórym autorom na prawicy do uznania ataku na ZSRR za „atak prewencyjny”. Główne argumenty „prewentystów” przedstawił Fritz Becker w książce Walka o Europę. Posunięcia Stalina przeciw Niemcom i Zachodowi (Graz-Stuttgart 1991).

W całej kontrowersji wokół wojny niemiecko-sowieckiej fronty przebiegały w dość skomplikowany sposób: zwolennicy „programowo-ideologicznego” charakteru wojny starli się ze zwolennikami wykalkulowanych i racjonalnych jej przyczyn, natomiast zwolennicy „podstępnego napadu na pokój miłujący Związek Radziecki” starli się ze zwolennikami tezy o agresywnym charakterze polityki Stalina (wśród tych ostatnich skrajne stanowisko zajmują ci, którzy bronią tezy o prewencyjnym charakterze ataku niemieckiego, podczas gdy „umiarkowani” wśród nich ograniczają się do postawienia na jednym poziomie „agresora” Hitlera i „agresora” Stalina).

Po drobiazgowej analizie tez Suworowa i pozostałych „prewentystów” Krienen dochodzi do wniosku, że nie można uznać ataku na ZSRR za „atak prewencyjny”, czyli podjęty nagle, w obliczu groźby bezpośredniego ataku wojsk sowieckich. Zwraca przy tym uwagę, że niektórzy ex-sowieccy historycy akceptując częściowo tezy Suworowa o planowanym ataku na Niemcy twierdzą, że to atak sowiecki miał być „atakiem prewencyjnym”. Krienen pokazuje, jak zawikłany był splot okoliczności i uwarunkowań (geo)politycznych, strategiczno-militarnych, wywiadowczych i propagandowych w sytuacji, gdy stały naprzeciw siebie dwie potęgi – nieufne, czujne i gotowe do możliwej konfrontacji. Krienen wskazuje na trudności w odtworzeniu wiedzy i motywów obu stron. Uważa na przykład, że dziwne zachowanie się Stalina w przededniu wojny, a polegające na traktowaniu ostrzeżeń przed zbliżającą się wojną za niewiarygodne, można wyjaśnić w ten sposób, że Stalin posunięcia niemieckie uważał za blef, mający na celu wymuszenie na nim koncesji politycznych. Stąd mógł odpowiedzieć kontr-blefem, który przez Suworowa potraktowany został jako przygotowanie do bezpośredniego ataku. Rekonstrukcja i wyjaśnienie rozmaitych posunięć jest możliwa tylko wówczas, gdy wiemy, co w danym momencie wiedziały o sobie obie strony i jak interpretowały tę wiedzę.

Głównym celem Krienena nie jest jednak wykazanie, że atak niemiecki nie był atakiem prewencyjnym, lecz krytyka moralistyczno-ideologicznego podejścia do polityki na przykładzie wojny niemiecko-sowieckiej. W przypadku kontrowersji na temat operacji „Barbarossa” zamiast skupiać się na przyczynach działań i reakcji obu aktorów mówi się o „winie” lub o tym, kto jest „zły”, a kto „dobry”. Jedni mówią, że „winny” jest „zły” Hitler, który „napadł” na „dobrego” i „niewinnego” Stalina, inni twierdzą, że „wina” leży po obu stronach („zły” Hitler napadł „złego” Stalina), a jeszcze inni mówią o wojnie prewencyjnej, by moralnie ją usprawiedliwić. Wszyscy oni czynią całą dyskusję intelektualnie bezpłodną, albowiem dokonują absolutnego zmoralizowania rzeczywistości politycznej. Dyskusja zamienia się w walkę z cieniem. Redukcja historii politycznej do jej moralnych aspektów sprawia (i oto właśnie chodzi wielu dyskutantom), że zasadnicze pytania o przyczyny operacji „Barbarossa” tkwiące przede wszystkim w polityce siły i logice siły w ogóle nie stają się przedmiotem dyskusji, która tym samym sprowadzona zostaje do opisu „moralnego układu sił” i porusza się w błędnym kole pytań, kto z antagonistów był „winny”, a kto „niewinny” lub kto był „winny”, a kto „bardziej winny”. Puszczona zostaje w ruch karuzela oskarżeń i „spychania winy” mająca na celu ominięcie pytania o (geo)polityczne przyczyny i (geo)polityczne racje operacji „Barbarossa”.

Na „starej” i „nowej” prawicy jest wielu takich, którzy gotowi są ochoczo wpaść w moralną pułapkę interpretowania sowieckiej operacji „Burza” jako nie sprowokowanego zamiaru ofensywy na Niemcy, aby w ten sposób usprawiedliwić operację „Barbarossa” jako wojnę prewencyjną lub quasi-prewencyjną. Uzyskanie dowodu „niewinności” własnego narodu („działaliśmy w samooboronie”) jest nazbyt kuszącym celem, choć przecież polityczna egzystencja zakłada nieodwracalną polityczno-moralną deflorację.

Krienen uważa, że duchowy klimat panujący w Niemczech sprzyja „bagatelizującemu” podejściu do polityki. Pamięć o roszczeniach Niemiec do odgrywania roli mocarstwowej jest dla wielu psychologicznie „nie do zniesienia”. Klasyfikowanie tych roszczeń jako „szaleństwa” jest dla wielu Niemców czymś oczywistym i wewnętrznie zaakceptowanym. Nie chcą oni brać pod uwagę przypuszczenia, że ich dziadowie nie mieli w ówczesnej sytuacji innej możliwości jak realizowanie jakiejś formy niemieckiej egzystencji politycznej jako mocarstwa, aby przetrwać politycznie w niebezpiecznym świecie. Oczywiście takie postawienie sprawy nie zwalnia od odpowiedzi na pytanie, dlaczego ta forma mocarstwowej egzystencji okazała się w końcu głupia, brutalna i doprowadziła do spektakularnej klęski.

Zarówno w szerokich masach, jak wśród politycznych i kulturalnych „elit” dominuje „dyskurs”, który wypiera potencjalnie destrukcyjne strony władzy i polityki, a więc również człowieka i własnego narodu, czyniąc politykę i historię przedmiotem wyłącznie moralizujących rozważań. Wewnętrzna logika działań politycznych i realnych konieczności, które musi brać pod uwagę każdy, kto podejmuje polityczne decyzje, zamieniona zostaje w dowolne i określane na podstawie czysto moralnych kryteriów opcje. Każde przypomnienie konieczności utrzymania politycznej egzystencji narodu i państwa zostaje wyparte. Dlatego też świat przeszłych i obecnych realiów politycznych staje się dla wielu współczesnych ludzi nie do zniesienia. Jednak w polityce rozróżniało się i rozróżnia nadal pomiędzy wrogami a sojusznikami, a nie pomiędzy dobrymi a złymi ludźmi, co sprawia, że substancja politycznych rozróżnień nie ma charakteru moralnego, lecz „egzystencjalny”, tzn. każda wspólnota polityczna musi sama rozstrzygać, co uważa za absolutnie konieczne dla swojej dalszej egzystencji. Tego nie można zrzucić na żadną naukową, moralną czy religijną instancję. Ostateczna powaga ludzkiego życia, jego dramatyczne, „przedwczesne” skrócenie nie może wykluczyć polityki, której świat jest światem wolności i do której należy także i to, że ludzie in politicis sami sięgać muszą po środki straszne i okrutne, a odpowiedzialność za sięgnięcie po nie, nie daje się ująć w system boskich przykazań lub nakazów uniwersalnej moralności.

Dystansowanie się od, osiągającej w narodowym socjalizmie swoją kulminację, mocarstwowej, „ciemnej” strony historyczno-politycznej egzystencji Niemiec jest zrozumiałe o tyle, że chodziło o szczególnie głupi wariant polityki siły, ale jest bezsensowne, jeśli przy okazji wypiera się ze świadomości zasadnicze kwestie polityczno-egzystencjalne, leżące u podstaw każdej polityki siły. Bezustanna gadanina o winie jest świadectwem głębokiej wrogości wobec historii i polityki pojmowanych jako „królestwo konieczności”. Niezależnie od tego, jakie są motywy – czy historia używana jest jako „krytyczny” instrument pozbawiania Niemców historycznej tożsamości, aby przygotować ich na nadejście „liberalnej” cywilizacji wielokulturowego państwa światowego ugruntowanego na „uniwersalistycznej moralności”, czy też chodzi o polityczno-taktyczne dopasowanie się do potrzeby „obłaskawiania” i „bagatelizowania” rzeczywistości politycznej żywionej przez masy, których dziadkowie czy rodzice zostali wprawdzie uwiedzeni przez kilku złych narodowych socjalistów, ale ich dobrotliwa natura nie została mimo wszystko zdeprawowana – w każdym przypadku historia zredukowana zostaje do mieszaniny czysto moralnych opcji dokonywanych w pozornie pokojowym świecie.

Analizując przyczyny ataku Hitlera na Związek Sowiecki, Krienen odrzuca kwalifikowanie tego ataku jako „napadu” wynikającego z czystej żądzy władzy lub ideologicznego zaślepienia i pozbawionego jakichkolwiek racjonalnych motywacji (geo)politycznych. Uważa, że faza między majem 1940 a grudniem 1941 roku wypełniona była rozstrzygnięciami, które miały służyć zabezpieczeniu i rozszerzeniu mocarstwowej pozycji Rzeszy Niemieckiej i stanowiły w ogóle kulminacyjny moment jej egzystencji jako mocarstwa. Wówczas udało się, prawie niemożliwe do odwrócenia, osiągnięcie mocarstwowej imperialnej pozycji, która ostatecznie zagwarantować miała, wcześniej zawsze kruchą, suwerenną politycznie egzystencję Rzeszy Niemieckiej, do czego w różnej formie i różnymi sposobami dążyły wszystkie po-bismarckowskie elity polityczne Niemiec.

Prawie wszyscy uczestnicy kontrowersji wokół „Barbarossy”, zarówno ci z prawicy, jak i ci z lewicy, nie chcą (bo jest to sprzeczne z interesami elit i psychologicznymi potrzebami mas) dostrzec w narodowosocjalistycznej polityce zagranicznej a w ataku na Związek Sowiecki w szczególności, racjonalnego jądra przynajmniej w sensie racji stanu. Jednak narodowosocjalistyczna polityka mocarstwowa winna również, zdaniem Krienena, zostać uznana za formę niemieckiej polityki mocarstwowej, nawet jeśli była to polityka zła. O jej (geo)polityczne „racje” należy pytać wbrew wszelkim tabuizacjom. Nie da się zaprzeczyć, że polityczny system III Rzeszy z powodu swej polikratycznej struktury niezdolny był do ustalenia długofalowych, sensownych priorytetów i do optymalnego skoordynowania gospodarczych, socjalnych i militarnych zasobów i wysiłków. Jest jasne, że ta Rzesza wbrew swoim propagandowym roszczeniom była bardzo kaleką formą suwerennej politycznej egzystencji i do wyniesienia Niemiec do roli mocarstwa światowego po prostu się nie nadawała. Jednakże różne etapy niemieckiej ekspansji w latach 1938-41 nie były wynikiem oportunistycznego, „szalonego” ekspansjonizmu dla samego ekspansjonizmu, nie były też efektem indywidualnego lub typowo niemieckiego światopoglądu, ale spowodowane były logiką sytuacji politycznej, w której ideologiczne obsesje i samozawinione konieczności odgrywały wprawdzie pewną rolę, ale która wynikała ze stałych i zmiennych czynników każdej możliwej wówczas mocarstwowej polityki Niemiec wychodzącej z założenia, że istnieje konieczność sięgnięcia po środki militarne.

Decyzja ataku na ZSRR była według Krienena przemyślanym posunięciem opartym na racjonalnych przesłankach. Podjęta została w sytuacji, w której zawiodła bezpośrednia strategia przeciw Anglii, istniało wielkie prawdopodobieństwo przystąpienia USA do wojny, umacniała się stale pozycja Związku Sowieckiego przesuwającego swoją strefę wpływów na zachód. Przy kontynuacji wojny z Anglią pozycja ZSRR rosła kosztem Rzeszy do tego stopnia, że groziło to, iż bezwartościowe okażą się wszystkie cele osiągnięte do tej pory przez Rzeszę na drodze do umocnienia i rozszerzenia jej mocarstwowej pozycji. Atak Hitlera na Rosję Sowiecką był hazardowym zagraniem va banque, mającym na celu błyskawiczne wyeliminowanie ostatniego potencjalnego sojusznika Anglosasów na kontynencie i uzyskanie swobody działania przeciw pozycji Anglii jako światowego mocarstwa. Celem „Barbarossy” było zmuszenie jej do kompromisu i zapobieżenie przystąpieniu Ameryki do wojny (na Dalekim Wschodzie Rosja wiązała siły japońskie, w związku z czym Japonia nie mogła wiązać sił amerykańskich, a to dawało Ameryce wolną rękę wobec Niemiec).

Błyskawiczne zniszczenie Związku Sowieckiego stanowiło jedyną i ostatnią szansą uniknięcia konieczności prowadzenia wojny na dwa fronty. W tym sensie operacja „Barbarossa” była mieszczącym się w granicach politycznego „raison”, wymuszonym przez konkretną sytuację aktem i o tyle nie była czynem zbrodniczym lub szalonym. Oczywiście po tym, jak operacja została podjęta, cały szereg ideologicznych szaleństw nadał jej zbrodnicze wymiary. To jednak nie zmienia faktu, że może ona być rozpatrywana z punktu widzenia racji stanu, nawet jeśli forma jej przeprowadzenia była szalona i zbrodnicza. Decydującym błędem politycznym w 1941 roku był nie sam atak na ZSRR, ale jego niedostateczne przygotowanie wojskowe i przestępcza polityka „pacyfikacji” okupowanych terytoriów wroga. Być może błędem jeszcze bardziej zasadniczym było szukanie w 1939 roku rozwiązania militarnego zamiast próby optymalnej koordynacji i wykorzystania politycznych możliwości wpływu i nacisku. Ale po tym jak w 1939 roku podjęta została taka decyzja, operacja „Barbarossa” w 1941 roku była czymś praktycznie nieuniknionym, jeśli Rzesza miała utrzymać swoją suwerenną, mocarstwową pozycję polityczną, a więc w ogóle swoją polityczną egzystencję.

Odrzucając pogląd o ideologicznych motywacjach „Barbarossy” Krienen przypuszcza, że także nie-bolszewicka Rosja mogłaby zostać zaatakowana przez Rzeszę i także nie-narodowosocjalistyczna Rzesza postawiona zostałaby przed takimi samymi strategicznymi alternatywami jak Hitler, co nie oznacza, że dokonałaby takiego samego wyboru. Z perspektywy Berlina ZSRR musiał zostać zniszczony nie ze względów ideologiczno-rasowych i nie ze względu na chęć uzyskania „przestrzeni życiowej na Wschodzie”, ale zniszczony jako mocarstwo, aby Rzesza mogła jeszcze mieć szansę wygrania wojny tzn. utrzymania swojej mocarstwowej pozycji. W 1939 roku Hitler nie miał żadnych oporów w zawarciu układu z „żydobolszewicką” Rosją i ribbentropowska idea niemiecko-sowieckiego bloku kontynentalnego skierowanego przeciw anglosaskim potęgom morskim nie została odrzucona jako alternatywa aż do listopada 1940 roku, czyli do wizyty Mołotowa w Berlinie, w czasie której zażądał on włączenia do sowieckiej strefy wpływów cieśnin tureckich, Skandynawii i Bałkanów, co, gdyby zostało zrealizowane, uzależniłoby całkowicie Rzeszę od Rosji.

Krienen uważa, że także wojna Anglosasów przeciw Rzeszy nie była motywowana ideologicznie tzn. wrogością do narodowego socjalizmu i nie była reakcją na prawdziwe i rzekome zbrodnie, ale miała na celu niedopuszczenie do osiągnięcia przez Rzeszę Niemiecką mocarstwowej pozycji politycznej oraz zabezpieczenie i rozszerzenie swojej własnej mocarstwowej pozycji. Również działania Stalina w latach 1939-41 w niewielkim stopniu wynikały z pobudek ideologicznych (rewolucja światowa i rozszerzanie zasięgu panowania komunizmu), lecz zgodne były z rozpoznaniem mocarstwowych interesów ZSRR. Dlatego nie należy (tak, jak czyni to np. Suworow), wyjaśniać działań Rosji Sowieckiej ideologią leninowsko-stalinowskiego komunizmu, ale uwzględniać trzeba przede wszystkim czynniki geostrategiczne i ogólnopolityczne, a także tradycje dawnej rosyjskiej polityki mocarstwowej. Jeśli Stalin, jak chce Suworow, Topitsch i inni, rzeczywiście planował atak na Niemcy, to wynikało to z obawy, że po niemieckim zwycięstwie nad Anglią lub nawet po osiągnięciu remisowego pokoju Rosja popadłaby w zależność od Niemiec. Istniałaby wówczas także ewentualność rzucenia przez Hitlera wszystkich sił przeciw Rosji przy równoczesnym jej zagrożeniu ze strony Japonii.

Krienen kieruje swoje wywody przeciw tym autorom na niemieckiej prawicy, którzy atakowi na ZSRR pragną nadać charakter „wojny prewencyjnej”, aby w ten sposób moralnie ją usprawiedliwić (przejmując tym samym angloamerykańską koncepcję, że „wojna obronna” to „dobra i sprawiedliwa wojna”). Poruszają się oni w kręgu tych samych pojęć i kryteriów, jakimi operują ci, którzy w operacji „Barbarossa” widzą jedynie bezrozumny lub ideologicznie motywowany „napad”. Obie strony pozostają na płaszczyźnie irrealnych ocen moralnych. Tymczasem operacja „Barbarossa” mieściła się w ramach logiki władzy i siły, a nie moralności. Pozostając w ramach tej logiki można pytać, czy wojskowy atak w tym momencie, lub w ogóle, był właściwym sposobem rozwiązania problemu, czy nie stwarzał raczej nowych problemów, czy niedocenienie sowieckiej zdolności oporu i przecenianie wartości możliwych do zdobycia zasobów nie dyskwalifikuje kierownictwa Rzeszy. Historycznie rzecz biorąc jedyną i rozstrzygającą kwestią jest kwestia mądrzejszej polityki, a ta została już rozstrzygnięta. „Historia świata jako sąd nad światem” wydała wyrok skazujący na narodowosocjalistyczną formę niemieckiego dążenia do osiągnięcia statusu mocarstwa, a więc równocześnie na sposób przeprowadzenia operacji „Barbarossa”. Ale stało się tak nie dlatego, że samo dążenie do osiągnięcia takiego statusu i sama wojna jako takie są zbrodnicze i złe, ale dlatego, że sięgnięto po „głupie” tj. niewłaściwe metody i formy polityki. Być może przejawem tej „głupoty” było to, że marzenie o mocarstwowej pozycji od początku było nazbyt ambitne przynajmniej o tyle, o ile wierzono, że można i trzeba sięgnąć po środki militarne – ale tylko być może.

Tego typu podejścia do polityki nie akceptuje wielu współczesnych, dla których wojna i polityka mocarstwowa są per se zbrodnicze. Jednak nie jest to „zbrodnią” tak długo, jak długo wojna, będąca pojedynkiem, uznawana jest za zgodne z prawem narodów ultima ratio utrzymania suwerenności państwa. Dlatego wojnę i politykę mocarstwową oceniać można jako „zbrodniczą” tylko na płaszczyźnie prywatnych, moralnych przekonań, podobnie jak tylko na płaszczyźnie prywatnych, moralnych przekonań twierdzić można, że „wojna jest ojcem wszystkich rzeczy”. Krienen przestrzega niemiecką prawicę przed kierowaniem się resentymentami w podejściu do historii. Ci, którzy starają się moralnie usprawiedliwić atak na ZSRR nadając mu charakter wojny prewencyjnej, czyli obronnej, a więc sprawiedliwej, wpadają w pułapkę moralizowania tak samo jak zwolennicy tezy o „szaleńczym i zbrodniczym napadzie”. W ten sposób wszyscy uczestnicy kontrowersji mogą uniknąć pytania o (geo)polityczne przyczyny i (geo)polityczne racje „Barbarossy”.

Krienen, wyrażając poglądy środowiska skupionego wokół „Etappe”, apeluje, aby porzucić traktowanie polityki międzynarodowej jako walki „Dobra” ze „Złem” służące moralnemu usprawiedliwieniu własnych działań politycznych i moralnemu zdyskwalifikowaniu działań wroga. Takie widzenie rzeczywistości jest całkowicie bezpłodne poznawczo i czyni ślepym na rzeczywiste sprężyny i mechanizmy działań politycznych.

Tomasz Gabiś

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWielki biznes i wielki rząd
Następny artykułCytaty i anegdoty
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ