Na fali: emigrując z Rosji

1

Wczesnym rankiem 20 października 2014 roku stałam z mężem na peronie Dworca Białoruskiego w Moskwie. Walizki, pies i dziesiątki wydrukowanych CV. Za chwilę mieliśmy odjechać pociągiem do Europy – w poszukiwaniu nowych nadziei i pracy. Jak się okazało, znaleźliśmy się pośród tych, których socjologowie już ochrzcili mianem nowej fali emigracji z Federacji Rosyjskiej.

Emigracja z Rosji w XX wieku

W historii Rosji przyjęło się do tej pory wymieniać cztery fale emigracji.

W latach 1918-1923, po rewolucji październikowej i zwycięstwie władzy sowieckiej w wojnie domowej, według różnych szacunków, z kraju uciekło od 1,4 do 5 milionów ludzi. Znaleźli się wśród nich działacze polityczni, wojskowi, duchowni cerkwi prawosławnej oraz wiele nazwisk światowej sławy – kompozytor Siergiej Rachmaninow, pisarz Iwan Bunin, filozof Nikołaj Bierdiajew. Głównymi miastami, które ich przyjęły, były Berlin, Paryż, Konstantynopol i Harbin.

Drugą falę, w latach 1941-1945, tworzyły osoby, które w trakcie II wojny światowej znalazły się poza granicami ZSRR i którym udało się uniknąć przymusowej repatriacji. Według aktu oskarżenia Procesu Norymberskiego liczba osób przymusowo wywiezionych z terytorium ZSRR przez władze niemieckie na roboty do Niemiec wyniosła 4 mln 979 tys. Spośród nich, od 700 tys. do 1 mln obywateli udało się na pozostać za granicą i nie wrócić do ojczyzny.

W wielu przypadkach „niepowracający” wyjaśniali swoje postępowanie strachem przed stalinowskimi represjami – w ZSRR funkcjonowało prawo, zgodnie z którym niewola, jak również wymuszona współpraca z nieprzyjacielem były równe zdradzie ojczyzny. Większości przymusowych robotników ze wschodu „pomagano” jednakże wrócić: zgodnie z porozumieniem podpisanym 11 lutego 1945 roku w trakcie konferencji jałtańskiej sojusznicy zgodzili się wydać Moskwie obywateli sowieckich, którzy znaleźli się we francuskiej, brytyjskiej i amerykańskiej strefie okupacyjnej, niezależnie od ich woli. Zgodnie z danymi archiwalnymi tylko 57% z nich wróciło do miejsca stałego zamieszkania w ZSRR. Pozostali, w wyniku kontroli NKWD, zostali zmobilizowani do armii, włączeni do batalionów pracy lub wysłani do łagrów. Ilu było tych ostatnich, po dziś dzień nie wiadomo. Różne źródła wskazują liczby od 66 do 450 tysięcy.

Trzecia fala emigracji zaczęła się już pod koniec lat czterdziestych i trwała przez cały okres zimnej wojny, aż do połowy lat osiemdziesiątych. Mowa o mniej więcej pół milionie emigrantów. Pośród nich byli dążący do lepszych warunków dla twórczości działacze kultury i nauki, a także dysydenci (często zmuszano ich do opuszczenia kraju). Emigrował tancerz baletu Michaił Barysznikow, poeta Josif Brodski, autor Archipelagu GUŁag Aleksander Sołżenicyn. Jednak w tej fali dominował czynnik etniczny. Z ZSRR wyjechało około 290 tys. Żydów, 105 tys. Niemców oraz 52 tys. Ormian. Jechali w większości do USA oraz Izraela.

Wreszcie od końca lat osiemdziesiątych do końca dziewięćdziesiątych Rosję ogarnęła czwarta fala emigracji. Przyjęto nazywać ją ekonomiczną, a nawet „kiełbasianą”. W okresie rozpadania się ZSRR i towarzyszacej temu politycznej niestabilności ludzie zaczęli wyjeżdżać w poszukiwaniu wyższych zarobków i wyższej jakości życia. Tylko z Rosji, a nie z całego Związku Radzieckiego jak we wcześniejszych okresach emigracyjnych, wyjechało w tym okresie ponad 800 tys. osób – do USA, Kanady, Izraela i Niemiec.

Nie wykluczam, że i moja rodzina mogła spakować walizki właśnie wtedy. Jednak właśnie w tym okresie mój ojciec, tłumacz wojskowy, otrzymał kilka razy z rzędu delegacje zagraniczne. I tak oto powitaliśmy „paradę suwerenności” radzieckich republik w latach 1990-1991, sierpniowy pucz 1991 roku oraz samą wieść o zakończeniu istnienia ZSRR w Libii a już z Kuwejtu wysyłaliśmy paczki z jedzeniem i ubraniem do Moskwy, gdzie na sklepowych półkach królowała pustka, oraz śledziliśmy rozwój wojny w Czeczenii. W przerwach zaś pomiędzy delegacjami moja rodzina żyła na kredyt: w ojczyźnie żołnierze zarabiali słabo a wypłatę żołdu i tak opóźniano o kilka miesięcy.

Wymiana mózgów na ręce

Między wymienionymi „odpływami” obywateli z Rosji oraz po ostatnim z nich emigracja też miała miejsce, jednak nie nosiła charakteru masowego. Według danych Federalnej Służby Migracyjnej od początku obecnego wieku do dziś kraj corocznie opuszczało około 40-60 tys. osób. [1] Liczba ta sama w sobie nie jest wprawdzie duża dla 146-milionowej Rosji, ale jest istotna ze względu na jakościową strukturę tej emigracji, która przybrała charakter „ucieczki mózgów”. Zgodnie ze statystykami rosyjskimi corocznie z kraju wyjeżdża około 25% absolwentów kierunków matematycznych oraz młodych programistów. [2] Według danych strony Demographia.ru ponad 24 tys. spośród osób, które wyjechały w latach 2004-2008, zajmuje się obecnie nauką i nowymi technologiami w Europie, USA i Australii. Także setki specjalistów, którzy wyjechali na kontrakty czasowe, nie spieszą się z powrotem do ojczyzny.

Pośród tych ostatnich znalazł się również mój brat Anton, absolwent Wydziału Chemii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, doktor nauk biologicznych. W 2011 roku wyjechał do Waszyngtonu i został zatrudniony w Narodowym Instytucie Zdrowia (National Institutes of Health). Powodów do wyjazdu miał kilka. Po pierwsze nędzna pensja – jako laborant najlepszego rosyjskiego uniwersytetu zarabiał 10 tys. rubli (przy czym trzynastogodzinny dzień pracy nie był wcale rzadkością). Po drugie monstrualna biurokracja: żeby skorzystać z określonego sprzętu, trzeba było w kilku gabinetach zebrać dziesiątkę podpisów, a potem jeszcze czekać na swoją kolej. Po trzecie dostać materiał do przeprowadzania badań – dla biochemika to odczynniki – było zdecydowanie niełatwo.

„Większość odczynników nie jest produkowana w Rosji, trzeba je przywozić zza granicy – mówi Anton. – W rezultacie trzeba na nie czekać miesiącami, czasami nawet pół roku. Przy tym z powodów biurokratycznych i celnych mogą trafić do laboratorium już przeterminowane. Wtedy polowanie na odczynniki trzeba zaczynać od nowa. Natomiast tutaj, w USA, wszystko jest zorganizowane tak, że badacz zajmuje się nauką, a nie mnóstwem zbędnych działań.

„Brak równouprawnienia płci to drugi problem rosyjskiej nauki”- zauważa Jana, która wyjechała do Francji, by pisać rozprawę na Uniwersytecie w Strasbourgu. „Po ukończeniu Wydziału Fizyki Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego próbowałam dostać się tam na studia doktoranckie, jednak mój promotor mi odmówił. Powód nazwał szczerze – jestem dziewczyną, a więc współpracownikiem niepewnym – mogę wyjść za mąż, zajść w ciążę i praca zostanie wstrzymana…” – opowiada Jana. Chociaż obecnie większość studentów stanowią dziewczęta (56%), na studiach doktoranckich jest ich tylko 43%, a nad habilitacją pracuje zaledwie 36%. [3] Ponadto, mimo iż kobiety stanowią 67% wykładowców uczelni, wśród kierowników katedr jest ich ledwie 26%, a pośród rektorów – tylko 5%. [4]

Ponadto, na naukę przeznacza się dziś w Rosji o wiele mniej pieniędzy niż w przodujących naukowo krajach. I tak dla przykładu Francja w roku 2015 wyda na badania 25,7 mld euro. Sama Narodowa Fundacja Nauki USA otrzyma od rządu 5,93 mld dolarów. W tym samym czasie ogólny budżet finansowania instytutów podporządkowanych Federalnej Agencji Instytucji Naukowych Rosji wyniesie w 2015 roku 92 mld rubli (czyli około 1,1 mld euro, bądź 1,3 mld dolarów). Rezultat – brak nowoczesnego wyposażenia i słabe zabezpieczenie procesu badawczego.

Wyjątkiem w nauce rosyjskiej miało stać się innowacyjne centrum Skołkowo. Przewidywano, że na budowę naukowego miasteczka zostanie do 2020 roku wydane z budżetu państwa 125,2 mld rubli. Planowano, że na powierzchni 2,5 mln metrów kwadratowych będzie mieszkać i pracować około 25 tysięcy specjalistów. Jednak już dzisiaj można stwierdzić, że projekt poniósł kilka spektakularnych porażek. W lutym 2013 roku Komitet Śledczy rozpoczął postępowanie karne w sprawie byłego dyrektora działu finansów fundacji Skołkowo Kiryła Ługowcewa, oskarżając go o niezgodne z prawem wydatkowanie 24 mln rubli. Dodatkowo w październiku 2013 roku w szeregu gazet pojawiły się publikacje o wyjawieniu przez prokuraturę bezprawnego wydatkowania i kradzieży 125 mld rubli.

„Wszystkie te nieprzyjemne szczegóły w najambitniejszym projekcie naukowym Moskwy ostatnich lat raczej nie sprzyjają powrotowi specjalistów z emigracji”- uważa Anton.

Rosja ma jeszcze jeden ambitny projekt: powiększenie na wielką skalę Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego imienia Łomonosowa (MGU), co również ma przyciągnąć z powrotem do kraju uczonych. Na terytorium ponad 240 ha do końca 2018 roku powinna pojawić się naukowo-technologiczna dolina MGU. Znajdą się tu budynki wykładowe, akademiki oraz około 550 tys. metrów kwadratowych mieszkań. Projekt deweloperski szacowany jest na minimum 110 mld rubli.

Na realne owoce tych projektów trzeba jeszcze poczekać. Jednak na razie, rosyjskie demograficzne „dziury” trzeba zatykać – w większości zarobkowymi emigrantami z krajów WNP. Dzisiejsza Rosja znajduje się na drugim miejscu na świecie w rankingu państw najbardziej atrakcyjnych dla migranów (pierwsze zajmują Stany Zjednoczone). I tak w roku 2013 przybyło tutaj ponad 315 tys. osób, w większości z byłych republik radzieckich. A w ciągu pierwszych miesięcy (styczeń – sierpień) 2014 roku jeszcze więcej – około 361 tys. osób. Jednakże nie da się wykluczyć, że w przyszłości zainteresowanie migrantów zarobkowych przyjazdem do Rosji może się zmiejszyć:

„Kryzys i spadek kursu rubla mogą wprowadzić zmiany w planach migrantów wszystkich kategorii – twierdzi kierownik Centrum Badania Problemów Ludnośći Wydziału Ekonomii MGU, profesor Katedry Demografii Wyższej Szkoły Ekonomicznej, Walery Jelizarow. – Ponieważ część migrantów zarobkowych straciła zainteresowanie pracą w Rosji z powodu nagłego spadku siły nabywczej ich rublowych pensji przy wymianie na inne waluty. Zaostrzenie prawa migracyjnego – na przykład pozbawienie prawa do wjazdu na terytorium Rosji osób, które naruszyły zasady meldunku i przebywania w kraju i były z niego deportowane – również mogą zmniejszyć legalną migrację zarobkową”.

Zgodnie z danymi Centrum Badania Problemów Ludności Wydziału Ekonomii MGU już w styczniu – listopadzie 2014 roku w porównaniu z rokiem 2013 migracyjny przyrost ludności Rosji zmniejszył się o 16,2 tys. osób (5,8%).

Piąta fala?

Jednocześnie, jak stwierdzają demografowie, emigracja z Rosji rośnie. Niektórzy eksperci dyskutują już nad narodzinami piątej fali. W ciągu 2013 roku kraj opuściło ponad 186 tys. osób. Jest to najwyższy wskaźnik od momentu zakończenia czwartej fali, kiedy to w roku 1999 wyjechało prawie 215 tys. osób. A jak zauważa Walerij Jelizarow, od stycznia do listopada 2014 roku liczba opuszczających Rosję wzrosła o 107,5 tys. osób (61%). Jednakże, zdaniem eksperta, liczby nie dają jasnego obrazu procesów migracyjnych. Rzecz w tym, że rosyjskie służby migracyjne wrzucają wszystkich do jednego worka: nie tylko obywateli Rosji wyjeżdżających z kraju na zawsze, lecz również wszystkich cudzoziemców (głównie wychodźców z WNP) – jeśli ci wcześniej zameldowali się w FR na okres dłuższy niż 9 miesięcy. Zgodnie z nowymi zasadami prowadzenia statystyk z roku 2011 oni również są uznawani za stałą ludność kraju. A kiedy, zarobiwszy określoną kwotę, wracają do domu, Rosstat ]5] zalicza ich do emigrujących Rosjan.

Tak oto w ciągu 11 miesięcy 2014 roku do emigrantów zaliczono 86 tys. osób, które wyjechały do Uzbekistanu, oraz 33 tys. – do Tadżykistanu.

„Interpretowanie tych danych jako rosnącej emigracji byłoby nieprawdziwe. Przecież większa część takich migrantów od początku nie planowała zostawać w Rosji na zawsze” – mówi Jelizarow. Jednak, nawet nie uwzględniając powracających do domu cudzoziemców, specjaliści i tak odnotowują wzrost liczby Rosjan wyjeżdżających do krajów „dalekiej zagranicy”.[6]

Tak oto w roku 2011 było to 14,6 tys. osób z ogólnej liczby 36,4 tys.. [7] Jak zauważa Walery Jelizarow, w 2012 roku było ich już 27,2 tys. spośród 122,8 tys., a w 2013 – 38,5 tys. ze 186,4 tys.[8] Eksperci oceniają, że w rzeczywistości liczby te powinny być większe, niż wykazują oficjalne statystyki. Rzecz w tym, że spośród Rosjan, którzy wyjechali, rosyjskie instytucje za emigrantów uważają tylko tych, którzy zostali wykreśleni z rejestrów Federalnej Służby Migracyjnej. Jednak dzisiaj większość wyjeżdżających preferuje zachowanie rosyjskiego paszportu i meldunku.

„Nie ma dzisiaj dokładnych statystyk, które mówiłyby o tym, ile osób, zachowawszy rosyjskie obywatelstwo, wyjechało za granicę do pracy lub na staż, otrzymuje zgodę na pobyt stały, ubiega się o drugie obywatelstwo, kupuje nieruchomości i pozostaje, by zamieszkać za granicą na długo lub nawet na zawsze – zauważa Jelizarow. – To emigracja ukryta, która na razie nie jest uwzględniana”. Przy uwzględnieniu tego typu emigracji nowa fala mogłaby porażać swoimi rozmiarami. Przytoczmy przykład: według danych służb wizowo-paszportowych MSW w 2013 r. do Unii Europejskiej przeprowadziło się 9,4 tys. Rosjan. Zaś według danych Eurostatu w krajach UE wydano zgody na pobyt ponad 73,1 tys. Rosjan. [9] To bardzo znacząca różnica.

Niepokój budzą również dane o nastrojach emigracyjnych wśród mieszkańców Rosji. Według sondażu Centrum im. Lewady w maju zeszłego roku chęć wyjazdu na pobyt stały za granicę wyraziło 17% Rosjan.[10] Według kierownika działu badań socjokulturowych Centrum, Aleksieja Lewinsona, około 20% Rosjan chciałoby pracować, a dodatkowe 15% – uczyć się za granicą. Przy czym w tej drugiej grupie około 47% to przedstawiciele zdolnej młodzieży. ]11] Jak wskazują rezultaty badań firm The Boston Consulting Group, HeadHunter i The Network, na wyjazd do innego kraju do pracy zgodziłoby się około 41% Rosjan. [12]

Rosyjscy eksperci podkreślają, że w ostatnim czasie bardziej skłonnymi do podjęcia próby zamieszkania za granicą są przede wszystkim mieszkańcy Moskwy i miast o liczebności około 100-500 tys. osób (28%). [13] Nastroje emigracyjne są szczególnie popularne wśród tych, którzy w ostatnich wyborach prezydenckich głosowali na biznesmena Michaiła Prochorowa (38%) oraz przedstawiciela Partii Liberalno-Demokratycznej Władimira Żyrinowskiego (30%).[14]

Emigrujący z Rosji z każdym rokiem stają się młodsi. Na przykład, o ile w początkach XXI wieku grupa wiekowa pomiędzy 18 a 25 rokiem życia, wyjeżdżająca do popularnych wśród Rosjan Niemiec, wynosiła tylko 24%, o tyle w 2010 roku liczyła już 42%.[15] Drugą cechą emigranta z Rosji jest wysoki poziom wykształcenia. Na początku pierwszej dekady XXI w. 43% emigrujących posiadało wyższe wykształcenie.[16]

Ponadto, do wyjazdu za granicę bardziej skłonne są rosyjskie kobiety niż mężczyźni. W znacznej mierze jest to związane z zamążpójściem za cudzoziemca. Dla przykładu: wśród kobiet, które wyemigrowały do Francji w pierwszej dekadzie XXI wieku, ten powód podało aż 30%. [17]

Zgodnie z zaprezentowanymi powyżej badaniami ja również okazałam się statystyczną Rosjanką z nastrojem emigracyjnym: moskwiczanka, 27 lat, dwa fakultety, mąż Francuz, w ostatnich wyborach prezydenckich nie zagłosowała na Władimira Putina. Nawet to, że w pewnym sensie zaliczam się do klasy średniej, również odegrało swoją rolę.

Klasa średnia: w poszukiwaniu lepszego losu

Zgodnie ze statystyką 54% Rosjan nie zmienia nie tylko kraju, lecz również miasta, w którym się urodzili. [18] Najmniej mobilną grupą ludności są mieszkańcy małych miast i ubodzy w wielkich aglomeracjach, chociaż to właśnie im powinno najbardziej zależeć na wyrwaniu się z ciężkich warunków życiowych. Jednak nie znają oni języków obcych, nie mają ani kontaktów, ani widoków na pracę za granicą. Te atuty posiadają ludzie lepiej wykształceni.

Wraz z rozwojem klasy średniej zwiększa się liczba chętnych do emigracji, zauważa starszy pracownik naukowy Instytutu Socjologii RAN Lieontij Byzow. „Chociaż w Rosji na tle większości wiedzie się im całkiem dobrze, posiadają wysokie oczekiwania wobec warunków życia” – wskazuje ekspert. I mowa nie tylko o wysokich pensjach za granicą, lecz również i o ogólnym poczuciu bezpieczeństwa, przestrzeganiu ich praw.

Przyczyny, które pchnęły mnie do podjęcia niełatwej decyzji o wyjeździe, okazały się w zbieżne z tymi, które motywowały pozostałych rodaków do wyjazdu lub jego planowania. Zgodnie z danymi Centrum Lewady są wśród nich [19]:

  1. ogólne niezadowolenie z warunków życia w kraju (46%)
  2. chęć zapewnienia dzieciom godnej i pewnej przyszłości (31%)
  3. niestabilność sytuacji ekonomicznej w Rosji (29%)
  4. brak ochrony przed samowolą władz i urzędników (16%)
  5. warunki prowadzenia biznesu w kraju (16%)
  6. możliwość uzyskania za granicą dostępu do wyższej jakości usług medycznych (14%)
  7. przestępczość, terroryzm, zagrożenie życia w Rosji (12%)
  8. istniejąca sytuacja polityczna w Rosji (11%)
  9. brak warunków do rozwoju zawodowego w Rosji (9%)
  10. poczucie, że większość otoczenia nie podziela twoich wartości (6%)

Wszystkie te obawy – zarówno moje osobiste, jak i pewnego odsetka Rosjan – w niemałym stopniu zostały wzmocnione przez ostatnie wydarzenia w Rosji i na świecie.

Krym

W mojej pracy dziennikarki w dziale międzynarodowym „Izwiestii”, jednej z najważniejszych (czyt. prorządowych) gazet Rosji, do pewnego momentu udawało mi się lawirować między wytycznymi kierownictwa a własnym sumieniem. Początkowo podjęłam kilka prób napisania czysto informacyjnych – bez rozpalania ideologicznych namiętności – notek: o oburzeniu strony polskiej wywołanym opublikowanym właśnie w naszej gazecie skandalizującym artykule [20] na temat pomnika upamiętniającego polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego; o ukrywającym się w tym czasie na Malcie przed przyjacielem Kremla, prezydentem Kazachstanu Nursułtanem Nazarbajewem, jego byłym zięciu Rachacie Alijewie. Jednak dano mi do zrozumienia, że artykuły mogą w jakiś sposób nadszarpnąć „honor” gazety lub władz. Artykuły trafiły do kosza, a mnie skierowano do pisania bardziej „bezpiecznych” historii: o Francuzach na Mali, problemach w Unii Europejskiej, sporach amerykańskich kongresmenów.

Jednak wydarzył się Majdan, obalenie ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza i na koniec – Krym. 18 marca 2014 roku, kiedy Władimir Putin podpisał umowę o wejściu półwyspu w skład Federacji Rosyjskiej, w „Izwiestiach”, a także w całej Rosji, zaczęła się masowa – pseudopatriotyczna z mojego punktu widzenia – histeria. I, jak to już bywało w ojczystej historii, przejawiła się ona w haśle: „Kto nie z nami, ten przeciw nam.”

Krym i Sewastopol mają rzeczywiście dla Rosji znaczenie nie tylko strategiczne, lecz również głęboko emocjonalne. Gdyby jego przyłączenie do Federacji Rosyjskiej odbyło się według innego scenariusza, byłabym równie szczęśliwa, co większość moich rodaków. Jednak jako osoba, która uczyła się kiedyś prawa międzynarodowego, próbowałam rozpatrywać kwestię Krymu obiektywnie. Rezultat: już nieskrywane przepisywanie i dopisywanie fragmentów do moich artykułów. Szereg proponowanych tematów i wywiadów było już na wstępie odrzucanych z powodu swojej ideologicznej niepoprawności.

Redakcja się podzieliła. Część moich kolegów starała się unikać tematyki ukraińskiej: w dziale międzynarodowym codziennie wybuchały spory i niemalże ciągnęliśmy słomki – kto ma pisać tym razem. Inni popierali politykę kraju lub uważali, że w takiej delikatnej sytuacji lepiej zjednoczyć naród nawet przy pomocy propagandy niż, nie daj Boże, dopuścić w Rosji do ludowych zamieszek i rewolucji.

Wreszcie byli i tacy, którzy po prostu nie mogli nie zgadzać się z polityką redakcji: trzeba przecież wykarmić dzieci. (Jednak i tych do końca 2014 roku już nie było – odgórnie „zwolnili się”)

W pewnym momencie ze wstydem złapałam się na tym, że lawiruję pomiędzy niebezpiecznymi tematami, staram się pisać tyko część informacji, która na pewno przejdzie kontrolę kierownictwa. A przecież nie po to zostałam dziennikarką. Dlatego już w kwietniu położyłam na biurku redaktora naczelnego swoją rezygnację.

Następne pół roku poszukiwania pracy rozwiało moje złudzenia dotyczące możliwości zrobienia kariery dziennikarskiej w Rosji. Podczas, gdy w gazetach „patriotycznych” przyjęte było bezwzględne besztanie Ukrainy i Zachodu, to w tak zwanych „liberalnych” wymagano wyłącznie besztania i wyśmiewania Kremla. Miałam wrażenie, że nikt już nie chce zajmować się dostarczaniem pozbawionych uprzedzeń informacji. A miotanie się ze skrajności w skrajność – to nie dla mnie. Wierzę, że prawda leży gdzieś pomiędzy nimi.

Tak oto brak możliwości rozwoju zawodowego w kraju stał się dla mnie pierwszym bodźcem do podjęcia decyzji o wyjeździe, podobnie jak dla 9% wybierających się obecnie za granicę Rosjan.

Podział opinii w sprawie Krymu ogarnął nie tylko środowiska profesjonalnie zajmujące się kwestiami politycznymi. W pewnym momencie dla niektórych moich krewnych i znajomych znalazłam się w grupie „wrogów Ojczyzny”, „wspólników Zachodu”. Za winę poczytywano mi nawet moje małżeństwo z Francuzem, który, jak stwierdzano, „wyprał mi mózg”.

Patrząc z mojej perspektywy okazało się, że po prostu znalazłam się wśród tych wspomnianych wcześniej 6% rodaków, którzy mają poczucie, że większość otoczenia nie podziela ich wartości i z tego powodu chce wyemigrować.

Rzeczywiście dla wielu ludzi przyłączenie Krymu stało się punktem zwrotnym, momentem, po którym chciało się wierzyć, że Rosja „w końcu wstała z kolan”, „rzuciła wyzwanie Zachodowi” i okazała się „jedynym krajem na tyle silnym duchem, żeby przeciwstawić się dążącemu do zagarnięcia całego świata Waszyngtonowi”. W rezultacie, jak zauważa dyrektor Centrum Lewady, Lew Gudkow, u wielu osób „w związku z ogólnym uniesieniem patriotycznym chęć do wyjazdu trochę opadła”, a „poczucie dyskomfortu związanego z przyszłością nieco osłabło”. W rezultacie, według ostatnich danych, 73% [21] Rosjan nie planuje opuszczenia kraju bez względu na okoliczności.

Polityka i samowola urzędnicza

Na tle uniesienia patriotycznego rośnie również akceptacja dla istniejącego ustroju. Mimo że niektórzy uważają, iż Władimir Putin uzurpował sobie władzę, a naród rosyjski cierpi, to wszystko nie jest takie proste. W wyborach 2012 roku, na których osobiście byłam niezależnym obserwatorem, przygniatająca przewaga Putina była faktem. Owszem, w mojej komisji zdarzyło się dorzucenie około 100 głosów. I czterokrotnie przeliczaliśmy karty wyborcze do trzeciej w nocy, awanturując się z naczelnikiem komisji. Jednak żaden z konkurentów Putina nawet nie zbliżył się do zgromadzonej przez niego liczby głosów.

Oczywiście były protesty na Placu Błotnym. Jednak tę falę oburzenia zmyła druga – entuzjazmu związanego z olimpiadą w Soczi. A zwieńczeniem zwycięskiej polityki Putina było w oczach rodaków przyłączenie Krymu.

Nawet gospodarkę wciąż zawieszoną na naftowej nici, wszechobecną korupcję czy nędzne emerytury w wysokości 10 tys. rubli i wiele jeszcze innych rzeczy można było teraz wybaczyć Władimirowi Putinowi – silnemu liderowi, który jako jedyny (!) nie bał się przeciwstawić społeczności światowej. Rezultat: działania prezydenta popiera dzisiaj 85% Rosjan. [22]

A kiedy już wybacza się tak wiele, to wybaczy się jeszcze więcej. Powszechne wybaczenie grozi tym, że siłą inercji i strachu przed znalezieniem się wśród tych, których jeszcze wczoraj wyzywało się od zdrajców, przemieni się w bezwarunkowe usprawiedliwianie.

Swego rodzaju momentem prawdy dla rosyjskiego społeczeństwa powinna stać się dzisiaj sprawa gospodyni domowej z Wiaźmy, wielodzietnej matki, Swietłany Dawydowej. Kobieta zobaczyła przez okno swojego domu opustoszały sąsiedni garnizon wojskowy, a następnie, w środku transportu publicznego, usłyszała wojskowego mówiącego, że „wysyłają ich w niewielkich grupach w cywilnych ubraniach do Moskwy, a stamtąd – w delegację”. Dawydowa stwierdziła, że mowa jest o wysyłaniu żołnierzy na Ukrainę i zawiadomiła o tym ambasadę ukraińską w Rosji. Po pewnym czasie w jej domu została przeprowadzona rewizja, a samą matkę czwórki dzieci wysłano do moskiewskiego aresztu śledczego Lefortowo. Wypuszczono ją dopiero po tygodniu pod warunkiem zobowiązania do pozostaniu w kraju. Grozi jej do 20 lat więzienia za zdradę państwa, której rozszerzona w 2012 roku interpretacja obejmuje „okazanie finansowej, materialno-technicznej, konsultacyjnej lub innej pomocy” obcemu państwu. Przy czym obecnie oskarżony nie musi mieć dostępu do rzeczywistych tajemnic państwowych: informacje będące przedmiotem zdrady mogą zostać uzyskane również „na służbie, w pracy, podczas nauki lub w innych wypadkach”. Jak dotąd w ten sposób zmieniony artykuł nie był wykorzystywany w praktyce, jednak sprawa Dawydowej może stać się bardzo niebezpiecznym precedensem.

Oficjalnie Moskwa cały czas zaprzecza, że bierze udział w konflikcie zbrojnym na Ukrainie. Natomiast aresztowanie Dawydowej pod zarzutem ujawniania informacji, które można było łatwo zaliczyć do wymysłów gospodyni domowej, pośrednio udowadnia, że kobieta mówi prawdę, a to znaczy, że Kreml kłamie.

Cieszy fakt, że do dnia dzisiejszego już ponad 40 tys. osób podpisało petycję w obronie kobiety. Przerażająca jest jednak obecność w sieciach społecznościowych ogromnej liczby komentarzy w rodzaju: „i dobrze, ma za swoje”, „sama jest sobie winna”, „już lepiej, żeby posadzili taką matkę, niż żeby miała wychować siedmioro zdrajców”. Taka sytuacja mnie przeraża, podobnie jak Rosjan, którzy chcą obecnie emigrować z powodu sytuacji politycznej w kraju oraz samowoli władz.

Kiedy władza nie może uporać się z zagrożeniem zewnętrznym, za jakie uważa działania dużej części społeczności międzynarodowej, poszukiwanie wrogów wewnętrznych, czyli tak zwanej piątej kolumny, staje się jej głównym zajęciem. I jak tu utrzymać entuzjazm, kiedy rzeczywistość i przyszłość budzą strach swoją nieprzewidywalnością?

Sankcje ekonomiczne

Sytuację pogarsza zaistniały w Rosji kryzys gospodarczy. 15 i 16 grudnia 2014 roku, od razu nazwane „czarnym poniedziałkiem” i „czarnym wtorkiem”, upamiętniły się ostrym spadkiem rubla. Kursy euro i dolara osiągnęły odpowiednio 100,74 i 80,1. (Przy czym 1 stycznia 2014 roku kurs euro wynosił 45,06 rubla, а dolara – 32,66 rubla). Jednak, jak twierdzą eksperci, wszystko zmierzało do tego już od dawna.

Surowcowy model gospodarki rosyjskiej prowadził do upadku tempa jej wzrostu już od początku XXI wieku, kiedy szybki wzrost cen ropy wzmacniał jednocześnie zależność budżetu federalnego od dochodów z ropy. Do zbilansowania budżetu w 2014 roku niezbędne było utrzymywanie się ceny ropy na poziomie około 93 dolarów za baryłkę.

Spadek ceny ropy, która osiągnęła w grudniu 2014 roku 56,5 dolara za baryłkę (wynikający ze spadku popytu, wzrostu wydobycia na rynku USA w rezultacie rewolucji łupkowej oraz niezgody państw OPEC na zmniejszenie wydobycia), doprowadził również do zmniejszeniu dochodów federacyjnych z eksportu surowców energetycznych (które stanowią około 70% całego eksportu kraju). Następstwem było osłabienie rubla oraz wzrost inflacji do 11,4% (zamiast zaplanowanych 5%).

Jednocześnie, według prognoz ekspertów, w 2015 roku nastąpi spadek rzeczywistych dochodów ludności o 2,8%. Wielu Rosjan już dzisiaj nie radzi sobie ze swoimi długami walutowymi. Ci, którzy mieli jakiekolwiek oszczędności, w panice zaczęli skupować sprzęt elektroniczny i AGD, samochody i nieruchomości, żeby choć w pewnym stopniu uratować swoje oszczędności.

Wreszcie, w związku z sankcjami ekonomicznymi przeciwko Moskwie ze strony szeregu państw (USA, UE, Kanada, Japonia), pojawiła się konieczność refinansowania długów korporacyjnych: ponieważ firmy nie mogą obecnie zdobywać środków z rynków zagranicznych, kraj jest dodatkowo obciążony 130 mld dolarów.

W rezultacie wiele międzynarodowych agencji ratingowych (Fitch, Standard & Poor’s, Moody’s) obniżyło ranking kredytowy Rosji.

Zarówno mnie, jak i 29% innych emigrantów z Rosji, niepokoi ta niestabilność sytuacji gospodarczej w kraju. Poza zrozumiałymi obawami przed wzrostem cen przy spadku realnych dochodów, moja międzynarodowa rodzina zderzyłaby się również z innym, całkowicie ludzkim problemem – trudnością z odwiedzaniem rodziny. Cena przelotu z Moskwy do Paryża i z powrotem nie zmieniła się – jest to około 400 euro. Jeśli jednak wcześniej w przeliczeniu na ruble, w których oczywiście otrzymywaliśmy wypłatę, wynosiła ona 16 tys., to teraz trzeba by zapłacić już 30 tys. Na mieszkanie i jedzenie zostałyby kopiejki. Przy średniej pensji rosyjskiego dziennikarza – 40-50 tys. rubli – która oczywiście pozostała bez zmian, bilety samolotowe stałyby się praktycznie nieosiągalne.

Oczywiście wielu „patriotów” wzywa do bojkotowania Zachodu i spędzania urlopu na przykład na Krymie. Zgadzają się zacisnąć pasa, żeby bronić interesów ojczyzny, i popierają sankcje odwetowe Moskwy w postaci odmowy importu szeregu produktów spożywczych z UE, USA i Australii.

Opublikowane w lutym 2015 roku dane sondażu Centrum im. Lewady [23] pokazały, że do tego czasu już 79% Rosjan odczuło bezpośrednio sankcje Zachodu, a w przypadku 39% obywateli wywołały one również poważne problemy. Jednocześnie 69% Rosjan uważa, że rząd powinien kontynuować swoją politykę. A wielu opowiada się za wprowadzeniem jeszcze ostrzejszych sankcji odwetowych – na przykład zwiększeniem budżetu wojskowego (18%) lub odmową spłaty długów zagranicznych (5%).

Wielu święcie wierzy również, że przeciwnie – sankcje są zbawienne dla gospodarki rosyjskiej. Zgodnie z wypowiedzią kierownika badań socjokulturowych Centrum, Aleksieja Lewinsona [24], około 60% Rosjan uważa, że pomogą one rozwinąć rodzimą produkcję i zastąpić import. Przy czym, jak stwierdza ekspert, do niedawna wszystkie rodzime towary, poza nielicznymi wyjątkami, budziły u ludności brak zaufania w związku z ich niską jakością.

Medycyna i edukacja

W związku z kryzysem ekonomicznym zrodziły się u mnie obawy dotyczące nie tylko jakości poszczególnych towarów, ale również kilku ważnych życiowo sfer, szczególnie medycyny (6) oraz edukacji (2).

Jeśli chodzi o medycynę, interesująca jest następująca, zyskująca coraz większą popularność wśród ludności rosyjskiej, praktyka. Mowa o turystyce porodowej, na przykład do USA. Moskiewski programista Roman i jego żona Anastazja dopiero co wrócili z Miami, gdzie przyszła na świat ich córka. Decyzję o tym, by nie rodzić w ojczyźnie, podjęli już dawno. Do USA pojechali nie tylko po amerykański paszport dla dziecka, lecz również po lepszą, w porównaniu z ojczystą, obsługę medyczną.

„Usługa lekarza kosztowała nas 3,5 tys. dolarów, kolejne 3,5 tys. – szpital, 1,2 tys. – anestezjolog. Plus przelot i pobyt. W rezultacie tyle, ile wydalibyśmy w prywatnej klinice w Moskwie. Tylko że tam obsługa medyczna jest na wysokim poziomie” – mówi Roman.

Koszt porodu w rosyjskiej klinice prywatnej jest bardzo różny – od 3 do 10,5 tys. dolarów bez uwzględnienia kosztu znieczulenia i innych dodatkowych leków. Według danych firmy Status-Med zajmującej się organizacją porodów w Miami, tylko w tym amerykańskim stanie (Floryda) rodzi co miesiąc od 40 do 60 Rosjanek.

Jeśli w poszukiwaniu jakości nawet takiego naturalnego procesu jak poród Rosjanie jeżdżą za granicę, to czy należy się dziwić, że coraz większa liczba ludzi pragnie przeprowadzić się tam na stałe, aby korzystać z lepszej opieki medycznej przez całe życie? Tym bardziej że w związku z obecnym kryzysem ekonomicznym prognozy w tej sferze nie są zbyt pocieszające.

Według danych Stowarzyszenia Towarzystw Medycznych na rzecz Pomocy i Edukacji Medycznej w związku ze spadkiem wartości rubla i inflacją, w 2015 roku deficyt środków przeznaczonych na udzielanie bezpłatnej pomocy medycznej może wynieść nawet 30% w stosunku do zaplanowanych 2,2 biliona rubli. Co prawda Ministerstwo Zdrowia dementuje pogłoski o takim zagrożeniu, jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że obawy organizacji społecznych nie są bezpodstawne.

Na przykład, jak oświadczyli przedstawiciele Ligi Obrońców Pacjentów, już teraz w Twerze i obwodzie twerskim proponuje się pacjentom zamianę drogich lekarstw znajdujących się na liście leków niezbędnych do ratowania życia na tańsze zamienniki, ponadto dochodzi do zwolnień personelu medycznego. Z kolei w mieście Liudinowo w obwodzie kałuskim lekarzy zarabiających 27 tys. rubli pozbawiono dodatku w wysokości 10 tys. rubli. Wreszcie ceny importowanych odczynników i preparatów importowane poszybowały w górę: np. glukoza, która stanowi trzydziestoprocentowy składnik całego szeregu preparatów, podrożała o 30%. Z powodu spadku rubla w szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się ciężko chorzy: w Rosji nie ma sprzętu do leczenia szeregu skomplikowanych chorób, a leczenie za granicą stało się dla wielu niedostępne. Zwykli Rosjanie odczują już w najbliższym czasie następstwa kryzysu ekonomicznego w sferze opieki zdrowotnej: jak ogłosił premier Dmitrij Miedwiediew, w 2015 roku ceny lekarstw wzrosną o 20%.

Sytuacja w rosyjskiej edukacji budzi w mojej młodej rodzinie nie mniejsze obawy. Dla mnie, z zawodu pedagoga, rozpoczęta w 2007 roku reforma edukacji doprowadziła nie tyle do modernizacji jej instytucji, ile do kolejnego kręgu korupcji, kumoterstwa i obniżenia jakości usług. Z jednej strony wprowadzenie wielostopniowej edukacji wyższej zgodnie z Procesem Bolońskim jest niewątpliwie dobrym rozwiązaniem, które pomogłoby w podniesieniu konkurencyjności absolwentów rodzimych uczelni. Jednak z drugiej – doprowadziło to do zmniejszenia liczebności kadr nauczycielskich (od 2007 do 2014 roku o 14%), liczby uczelni (zgodnie z obietnicami Ministera Edukacji i Nauki Dmitrija Liwanowa o 20%) i liczby bezpłatnych przedmiotów oraz godzin podstawowego programu szkolnego.

Ministerstwo Edukacji i Nauki ogłosiło zmniejszenie finansowania programu rządowego „Rozwój edukacji w latach 2013–2020” z 441 do 397 mld rubli, a finansowanie uczelni wyższych skurczy się z 259,2 do 233,3 mld rubli. Jednocześnie budżet struktur siłowych zwiększył się o 600 mld rubli.

Nie chcę żyć w kraju, który wydaje na karabiny maszynowe więcej niż na zdrowie narodu i rozwój swoich dzieci – własną przyszłość.

Dokąd jadą?

Według danych Rosstatu dzisiaj, podobnie jak we wszystkich latach ubiegłych, głównymi krajami, do których wyjeżdżają na stałe Rosjanie są Niemcy, USA i Izrael.

I tak, według danych Rocznika demograficznego Rosji [25] w 2013 roku spośród wszystkich osób, które wyemigrowały do krajów dalekiej zagranicy, 3979 osób wyjechało do Niemiec, 1485 – do USA, 1090 – do Izraela. Inne popularne kierunki to: Finlandia (715 emigrantów), Kanada (536), Francja (326), Czechy (281) i Polska (133).

Według danych Rosstatu [26] za styczeń – listopad 2014 roku spośród 46,7 tys. osób, które wyjechały do krajów dalekiej zagranicy, 4442 osoby wybrały Niemcy, 1794 – USA, 1075 – Izrael, 937 – Finlandię, a 638 – Kanadę.

Interesujące, że, w rezultacie prowadzonej corocznie w USA loterii, w 2014 roku amerykańską zieloną kartę wygrało dwa razy więcej Rosjan niż w roku 2013. Ogółem w akcji uczestniczyło 167 tys. Rosjan. I chociaż przydział dla imigrantów z Federacji Rosyjskiej wynosi 2535 wiz imigracyjnych, według danych ambasady USA otrzymały ją aż 4022 osoby.

Na przestrzeni kilku lat liderem wśród krajów, do których Rosjanie wyjeżdżają na pobyt stały, pozostają Niemcy. Na przełomie XX i XXI wieku wyjeżdżali tam tak zwani rosyjscy Niemcy – w wyniku sprzyjającej polityki Niemiec, których prawo pozwalało im stosunkowo łatwo wrócić do etnicznej ojczyzny. Dzisiaj Niemcy przyciągają również tym, że stanowią centrum Unii Europejskiej i jedną z najbardziej stabilnych gospodarek w Europie.

Ja na miejsce swego obecnego zamieszkania wybrałam Brukselę. Przy podejmowaniu decyzji kierowała mną przede wszystkim chęć rozwoju zawodowego. W chwili, kiedy stosunki między Rosją a Unią Europejską przeżywają nienajlepszy okres, praca w samym sercu UE nad polepszeniem powstałej sytuacji wydała mi się interesująca i ważna zarówno dla Rosji, jak i państw-członków Unii.

Jednocześnie nie wydaje mi się, aby aktualnie w świecie możliwe było mówienie o pełnej i bezpowrotnej zmianie miejsca zamieszkania. Rzeczywiście, jak zauważa Walerij Jelizarow, daje się obecnie zauważyć również migracja powrotna do Rosji – część emigrantów, która nie zżyła się z obczyzną, wraca do kraju. Jest to szczególnie wyraźne w przypadku Izraela, Niemiec i USA. Według eksperta, czasami potoki „powracających” z tych krajów przewyższały nawet emigrację do nich z Rosji. Często mowa jest o tych, którzy jadą do domu po zakończeniu kontraktu, stażu lub uzyskaniu dyplomu. W niektórych przypadkach ludzie po prostu żyją „na dwa domy”.

Dokładne statystki związane z tym procesem nie są obecnie prowadzone. Nie jestem w stanie przewidzieć, co zrobią moi rodacy. Jeśli chodzi o mnie, to kiedyś do Rosji wrócę. Wszak polityka to rzecz przemijająca.

Maria Gorkowskaja

przekład z j. rosyjskiego – f.p., ilustracja: „Russian emigrants landing from the tender at the barge office”, New York, The Illustrated London News, 1892. www.old-print.com.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Przypisy:

[1] Federalna Służba Migracyjna

[2] Emigracija i riepatriacija w Rossii, W. Ioncew, A. Okorokow,
w: Popieczitielstwo o nużdach rossijskich riepatriantow, Moskwa, 2001.

[3]http://womaninrussiansociety.ru/wp-content/uploads/2013/12/2002_2_saralieva.pdf

[4]http://womaninrussiansociety.ru/wp-content/uploads/2013/12/2002_2_saralieva.pdf

[5]Rosstat – Federalna Służba Państwowej Statystyki Federacji Rosyjskiej[ przyp.red.]

[6] W Rosji przyjęto rozróżniać „bliską zagranicę”, w której skład wchodzą państwa byłego Związku Radzieckiego oraz „daleką zagranicę”- pozostałe kraje świata [przyp.red.]

[7] M. Denisienko, Emigracija iz Rossii w strany Dalniego zarubieżija, w: „Demoskop Weekly”, 2012. № 509-510,

[8] Oficjalne dane za rok 2014 pojawią się nie wcześniej niż w czerwcu 2015 roku.

[9]http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/5182450/3-22102014-AP-EN.PDF/d0140147-407f-4c5f-8cf1-836efddebdf8?version=1.0

[10] Badania Centrum im. Lewady: Nastroje emigracyjne Rosjan w 2014 roku, zasoby elektroniczne Centrum Technologii Humanistycznych: 2014.06.06.

[11] Wywiad z Aleksiejem Lewinsonem udzielony gazecie „Lenta.ru”, 5.11.2014, http://lenta.ru/articles/2014/11/05/zagranica/

[12] http://www.migration.ru/kakuehat/view/volna-rossiyskoi-emigracii-rastet.html

[13] Badanie Centrum Lewady: Marzenia o migracji, http://www.levada.ru/06-06-2013/mechty-ob-emigratsii

[14] Badanie Centrum Lewady: Marzenia o migracji, http://www.levada.ru/06-06-2013/mechty-ob-emigratsii

[15] M. Dienisienko, Emigracija iz Rossiji w strany Dalniego zarubieżia, w : DemoskopWeekly, 2012. № 513-514,

[16] M. Dienisienko, Emigracija iz Rossiji w strany Dalniego zarubieżia, w: DemoskopWeekly. 2012, № 513-514,

[17] M. Dienisienko, Emigracija iz Rossiji w strany Dalniego zarubieżia, w: DemoskopWeekly.2012. № 513-514,

[18] Lew Gudkow, dyrektor Centrum Lewady, O Biezjazykowych liudiach i strachie emigracji, http://snob.ru/profile/10069/blog/77134#comment_722630

[19] Badanie Centrum Lewady: Nastroje emigracyjne Rosjan, http://www.levada.ru/05-06-2014/emigratsionnye-nastroeniya

[20] Izwiestia

[21]Lew Gudkow, dyrektor Centrum Lewady, O Biezjazykowych liudiach i strachie emigracji, http://snob.ru/profile/10069/blog/77134#comment_722630

[22] Badanie Centrum Lewady: Rosjanie proponują wprowadzenie surowych sankcji w odpowiedzi na sankcje Zachodu

[23] Badanie Centrum Lewady: Sankcje Zachodu: skutki i reakcja

[24] Wywiad z Aleksiejem Lewinsonem udzielony gazecie „Lenta.ru” z 5.11.2014,

[25] Demograficzny rocznik Rosji. 2014. Мoskwa, 2014, tabela 7.2.

[26] Dane Rosstatu, Demografia na 1 stycznia 2014 r.

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułO naszej młodzieży, sporze Varga vs.Datner& Graff, Noltem i Degrelle`u…
Następny artykuł„Przez ciemne zwierciadło” – garść impresji
Maria Gorkowskaja (Мария Горковская) - dziennikarka- freelancerka, publikuje w rosyjskich i zachodnich mediach. Wcześniej korespondentka działu międzynarodowego dziennika „Izwiestia”. Z wykształcenia prawnik, absolwentka Université Panthéon-Assas w zakresie prawa międzynarodowego, zajmuje się współczesną polityką zagraniczną Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec Europy oraz krajów byłego Związku Radzieckiego.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ