Nie ma wolności bez gotówki

1

Mówi się, że tylko gotówka jest prawdziwym pieniądzem. Opinia ta przeciwstawia się bardzo szerokiemu trendowi, występującemu na zachodniej półkuli, zwłaszcza w państwach europejskich: Włochy i Grecja już dawno znacznie ograniczyły obrót gotówkowy, a w Szwecji społeczeństwo bezgotówkowe stało się niemal faktem. Skwapliwie uczestniczą w tym trendzie prywatne instytucje bankowe, np. HSBC odmawiał wypłat gotówkowych swoim klientom w Londynie, jeśli nie mogli lub nie chcieli wyjaśnić, w jakim celu gotówka byłaby im potrzebna. Także we Francji władze zamierzają nałożyć kolejne pęta obrotowi gotówkowemu, i bez tego już silnie ograniczonemu. Od września będzie można płacić gotówką tylko do kwoty 1.000 euro. Wjeżdżając do Francji wolno będzie mieć przy sobie maksimum 10.000 euro w gotówce – czym Francuzi przypuszczalnie po raz kolejny sami sobie strzelają w stopę, odstręczając od Lazurowego Wybrzeża już ostatnich zasobnych i chętnych do wydawania pieniędzy turystów. Ale niech im będzie, z rosyjskimi oligarchami i tak nie chcemy mieć nic do czynienia.

Zwykłego francuskiego obywatela zakaz ten tak czy inaczej nie będzie chyba dotyczył, przeto i krytyka jest umiarkowana. Aż nazbyt wydajne i skuteczne były tu nie tylko lata rządów socjalisty Hollande`a, ale i jego poprzednika i, jak się wydaje, możliwego następcy Sarkozy`ego, który również przysłużył się solidnemu zdławieniu gospodarki Grande Nation. W każdym razie Francuzi z nonszalancją paradujący z portfelami wypchanymi plikiem banknotów stali się rzadkością – a zadziorni multimilionerzy, jak aktor Depardieu, wybrali kierunek odwrotny niż oligarchowie i wywieźli swoje pieniądze do Rosji. Pozostałym wystarczyła pobliska Belgia.

Już choćby z powodu niewielkiej liczby dotkniętych tymi restrykcjami osób francuski minister finansów mógł w ostateczności zrezygnować z jakichkolwiek uzasadnień. Mimo to jednak podał je, wykazując en passant, że Francji brakuje nie tylko konkurencyjności i pieniędzy, ale i innowacyjności i fantazji – po raz kolejny trzeba było przywołać dwa najbardziej nieoryginalne i wyświechtane argumenty, jakie tylko można sobie wyobrazić, kiedy władze ograniczają prawa obywatelskie: terroryzm i oszustwa podatkowe.

Jest to, oczywiście, tyleż śmieszne, co absurdalne. Międzynarodowy terroryzm finansuje się poprzez równie międzynarodową i nieformalną sieć powiązań. Wielkie transfery gotówki nie są tu konieczne, a już bynajmniej nie są regułą. Podobnie rzecz się ma z oszustwami podatkowymi. Mroczne postacie szczelnie okryte trenczem, z neseserem pełnym gotówki, potajemnie przekradające się o północy przez granice i pozbawiające w ten sposób fiskusa jego udziałów, istnieją tylko w wyobraźni autorów trzeciorzędnych kryminałów i w świecie pojęć takichże speców od polityki finansowej.

Kto dziś chce uniknąć opodatkowania, zwłaszcza kiedy chodzi o sumy naprawdę ogromne, może to zrobić za pomocą legalnych instrumentów finansowych tyleż łatwo, co bezkarnie. Jeśli zainteresowanym podmiotem jest wielki międzynarodowy koncern, to wciąż zapewne wystarczy zadzwonić do rządu Luksemburga, aby szybko uwolnić się od trosk podatkowych. Jeżeli nie, to nastręczają się również Monako, Gibraltar, Wyspy Normandzkie czy nawet Irlandia, a gdyby wszystko zawiodło, to po drugiej stronie Wielkiej Wody wciąż jeszcze przecież istnieje Delaware.

Nie, prawdziwe powody walki klasy politycznej z obrotem gotówkowym tkwią, oczywiście, całkiem gdzie indziej. Przede wszystkim w rozpętanych przez nią samą żywiołach. W czasach ujemnego oprocentowania każdy z powodzeniem może swoje pieniądze schować pod materacem. W dodatku tam będą zapewne nawet bezpieczniejsze, jeśli wziąć pod uwagę ogrom złych kredytów w bilansach wielkich instytucji finansowych – w końcu oszczędności na kontach szybko można “wycyprować” [*]. Jeśli jednak zbyt wielu ludzi zacznie tak myśleć i działać, to wielkie banki będą miały problem. W systemie bankowych rezerw cząstkowych można w ostateczności czerpać pieniądz bezgotówkowy prawie z niczego, ale sęk w tym, że tylko “prawie”. Niewielki fundusz prawdziwego kapitału jest jednak potrzebny. Jeśli zostanie zredukowany wskutek wycofania pieniędzy z kont klientów, to cały domek z kart – kredytów bez pokrycia i wątpliwego finansowania – szybko ulega rozchwianiu. Spadek ilości pieniędzy w obiegu jest i dla polityków, i dla bankierów scenariuszem najczarniejszym z czarnych.

Równie niemile widziane jest to, że w warunkach pełzającej utraty siły nabywczej pieniądza w połączeniu z ujemnymi odsetkami obywatele mogą przynajmniej częściowo uniknąć deprecjacji swych zasobów, trzymając je w gotówce lub anonimowo wymieniając na złoto lub inne przedmioty wartościowe. Likwidacja gotówki szybko i trwale kładzie tamę tej ucieczce –niesolidarnej, wręcz niepatriotycznej.

Dodatkowym, nader przyjemnym – przynajmniej dla rządzących – efektem ubocznym jest idąca w parze z likwidacją gotówki pełna kontrola nad obywatelami. Każdy najmniejszy wydatek może być skontrolowany i w razie wątpliwości dać podstawę do postawienia zarzutów. I choć politycy, bankierzy i celebryci ekonomii sugerują coś wręcz przeciwnego, społeczeństwo bez gotówki nie jest bynajmniej wizją przyszłości, o którą warto zabiegać, lecz wyrazem całkowicie wyłączonej spod kontroli uzurpacji elity politycznej i finansowej. W systemie finansowym takim, jak nasz, gotówka i jej utrzymanie jest zasadniczym składnikiem wolności indywidualnej.

Nie można wykluczyć, że także w konkurencyjnym systemie pieniężnym, bez prawnych środków płatniczych i z przymusem ich akceptacji, wielu obywateli odwróciłoby się od (papierowej) gotówki. Ale wówczas każdy robiłby to dobrowolnie i w oparciu o własną, racjonalną kalkulację korzyści. W dodatku w każdej chwili miałby możliwość przemyślenia i ewentualnie zrewidowania swej decyzji. Na tym właśnie polega różnica między wolnością a totalitaryzmem.

Dagmar Metzger

przekład Jacek Dąbrowski (przeczytaj oryginał)

[*] Wobec groźby bankructwa systemu bankowego rząd Cypru w marcu 2013 r. na 12 dni zamknął banki i dostęp do depozytów ludności. Jednym z warunków uzyskania ratunkowych kredytów zagranicznych była częściowa konfiskata depozytów powyżej 100.000 euro. (przyp. red. pol.)

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

1 KOMENTARZ

  1. Cześć,

    Chyba nie chodzi o przeciwstawienie pieniądza papierowego pieniądzowi elektronicznemu – chodzi o rejestrację wszystkich transakcji, a dokładniej powiązanie konkretnego człowieka z konkretnymi transakcjami przeciwstawioną wolności gospodarczej (rozumianej jako brak konieczności zgody państwa na skorzystanie z prywatnych zasobów pieniężnych). Płatności elektroniczne mogą być anonimowe. Można sobie wyobrazić taką sytuację, kiedy społeczeństwo używa płatności elektronicznych, ale pojedyncze transakcje nie mogą być skojarzone z osobami je wykonującymi. Przykładową taką sytuacją byłoby wykorzystanie bitcoinów (lub narodowych walut elektronicznych). Ale też w obecnym systemie płatniczym – np. anonimowe karty ‚prepaid’ otrzymywane jako wynagrodzenie. Jest bardzo wiele możliwości, dróg którymi możemy pójść, na razie po prostu ludzie godzą się na powolne wprowadzanie totalitaryzmu i to o sposób myślenia o przyszłości trzeba się bić, a nie kurczowo trzymać się papierowego pieniądza, jak ostatniego bastionu wolności. Myślę, ze potrzebne jest opowiadanie o możliwościach rozwoju wolnego społeczeństwa, żeby stworzyć przeciwwagę dla zalewu antyutopijnych historyjek w kinach.

    Pod wpływem chwili pisane, pozdrawiam serdecznie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ