9 maja: w walce o pamięć

0

Dzień Zwycięstwa dla mojej rodziny był i pozostaje absolutnie wyjątkową, ważną datą.

Od mojego wczesnego dzieciństwa świętowaliśmy go niemal zawsze jednakowo. Już o poranku cieszyliśmy się z pięknej pogody, która co roku tego dnia była efektem rozpędzenia przez samoloty wojskowe chmur nad Moskwą. Jedliśmy śniadanie przy radzieckich filmach, takich jak „Lecą żurawie”[1] albo „W bój idą sami starcy”[2]. Parada wojskowa na Placu Czerwonym nigdy nie była wśród nas szczególnie popularna. Widok na ekranie sprzętu wojskowego i żołnierzy energicznie maszerujących w rytm ogłuszającej muzyki − to wszystko było po prostu nudne. Ponadto, pojawiające się wśród widzów twarze polityków zakłócały ten smutny, a jednocześnie uroczysty nastrój, jaki panował w domu.

Dla nas − dzieci, głównym bohaterem tego dnia był pradziadek. Czarno-białe zdjęcie swojego ojca babcia jeszcze dzień wcześniej wyjmowała z zakurzonego albumu i stawiała na stół, opierając o wazon z kwiatami. Młodszy porucznik Siemion Siemionowicz Rakszyn nieco po dwudziestce, o białawych włosach i jasnych oczach. Pod koniec 1943 r. moja prababcia otrzymała oficjalne zawiadomienie, że zaginął bez wieści. Po tym nigdy więcej nie wyszła za mąż, czekając na niego i samotnie wychowując trzy córki. Dopiero po jej śmierci ich najstarsza córka – moja babcia – dowiedziała się, że Siemion Rakszyn zmarł jeszcze w listopadzie 1944 r. z powodu ran odniesionych w walce i został pochowany w zbiorowej mogile na Łotwie.

Tę historię o wojnie i tragedii ludzkiej babcia opowiadała za każdym razem, gdy siadaliśmy przy stole. I płakała. Najważniejszy toast był za pokój. Za to, aby wojny nigdy więcej nie było.

Najważniejsze święto dla Rosjan

Podejście mojej rodziny do Dnia Zwycięstwa nie jest odosobnionym przypadkiem. Jak pokazują najnowsze badania opinii publicznej, Rosjanie dziś, po upływie siedemdziesięciu lat, czczą święto 9 maja. Według danych Centrum Analitycznego im. J. Lewady, 42% ankietowanych uważa Dzień Zwycięstwa za jedno z najważniejszych świąt w kraju[3].

Większe znaczenie ma tylko Nowy Rok, który Rosjanie traktują raczej jako spokojną rodzinną uroczystość. Zaś według szefa Rosyjskiego Centrum Badań Opinii Społecznej (WCIOM − ros. ВЦИОМ) Walerija Fiodorowa, 9 maja to coś więcej niż święto, a mianowicie – moment narodowej jedności i poczucia, że jesteśmy częścią całości (kraju, ludności, ciągłości pokoleń) [4]. Tłumaczy się to tym, że doświadczenie II wojny światowej łączy Rosjan poprzez wielki smutek narodowy, jednocześnie pozostając bliskim i zrozumiałym dla każdej rodziny.

Rzeczywiście, każdy ma kogoś, kogo może wspominać 9 maja – babcię, która ciężko pracowała w nieludzkich warunkach na tyłach frontu; czy dziadka, który zginął w walkach. Według różnych szacunków, Związek Radziecki stracił w wyniku wojny ponad 28 mln osób, co stanowi 80% wszystkich jej ofiar, czyli więcej niż jakikolwiek inny kraj, będący uczestnikiem tych wydarzeń. Dla porównania: 7 mln ofiar w Niemczech, 600 tys. we Francji, 500 tys. w USA i Wielkiej Brytanii…

Nie chodzi tu o licytowanie się, kto więcej stracił. Dla każdego kraju nawet jedna ofiara to nieodwracalne nieszczęście: przecież jest to zerwana nić całych pokoleń.

Jednak, aby zrozumieć, że dla pradziadków i prababć Rosjan była to wojna nie tylko o wolność i niezależność, ale o samo istnienie, należy zdać sobie sprawę ze szczególnie okrutnego nastawienia nazistowskich okupantów wobec narodu radzieckiego.

„Wojna na Wschodzie, w przeciwieństwie do wojny na Zachodzie, była od samego początku wojną zniszczenia i zagłady” – potwierdza już dziś prezydent Niemiec Joachim Gauck[5]. W szczególności, powołuje się on na statystyki zabójstw w nazistowskich obozach. W zachodnich zginęły 3% jeńców wojennych, podczas gdy na wschodzie spośród 5,3 mln jeńców radzieckich – ponad 50%.

Dlatego dzień 9 maja dla ich potomków to przede wszystkim dzień żałoby i pamięci o tym, jak wysoką cenę zapłacił naród za życie i pokój nie tylko w swoim domu, ale i w Europie, i na całym świecie. Ból ten jeszcze nie minął.

„Zwycięstwo symbolizuje zdolność rosyjskiego narodu w czasie najcięższych prób do skupienia się i zjednoczenia dla wielkiego porywu, wielkiego wyczynu, wielkiego działania – mówi pisarz Aleksandr Prochanow. – Gdyby nie było tego zwycięstwa, jak wyglądałaby dzisiejsza planeta? Na wszystkich kontynentach płonęłyby krematoria. Ludzkość straciłaby wiele narodów, kultur, tradycji i szkół. Piekło odniosłoby zwycięstwo nad niebem, ciemność pochłonęłaby światło, dobro na zawsze zaginęłoby w obliczu powszechnego zła[6]”.

Dzisiaj w związku z obchodami Dnia Zwycięstwa pojawił się jeszcze jeden ból odczuwany przez Rosjan. Nagle kultowe święto znalazło się w centrum wielu skandali. Na stronach gazet rosyjskich i w sieciach społecznościowych toczą się bitwy wokół tradycyjnych atrybutów uroczystości – „gieorgijewskich” wstążek[7] i parady na Placu Czerwonym. „Nocne wilki” – członkowie bliskiego Kremlowi klubu motocyklistów, (którzy nieraz otrzymywali dofinansowanie z budżetu państwa, a linia, której się trzyma klub, to przekonanie o spisku zachodnich państw w celu dokonania w Rosji zamachu stanu), zaplanowali organizację uroczystego przejazdu z Radzieckim Sztandarem Zwycięstwa z Moskwy do Berlina, ale nie zostali wpuszczeni przez granicę Polski. Ostatecznie przejazd zrealizowali inną trasą. Wreszcie, na 70. rocznicę zwycięstwa przyjazdu do Moskwy odmówiło wielu najwyższych przedstawicieli państw sojuszniczych w tamtej strasznej wojnie.

Dlaczegoż święte zwycięstwo narodu radzieckiego i jego zachodnich sojuszników w połowie zeszłego stulecia staje się dzisiaj przedmiotem zaciekłych sporów i gier politycznych?

Polityczna prywatyzacja pamięci

Zdaniem wielu obserwatorów, Dzień Zwycięstwa jest nie tylko świętem, ale symboliczną datą, wokół której budowana jest tożsamość narodowa Rosjan. Jednocześnie, w zależności od etapu historycznego, raz jej celebracja pozostawała jedynie wśród ludu i sprowadzała się do dnia zmarłych, a innym razem była organizowana przez władze państwowe i szła w parze z wielkimi uroczystościami.

Zaraz po wojnie społeczeństwo postrzegało Dzień Zwycięstwa zupełnie inaczej niż dziś – bez pompy. Po pracy, rodziny i byli towarzysze broni zbierali się, aby uczcić pamięć poległych. Szli na groby. Kładli kwiaty pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza. Był to przede wszystkim dzień zaduszny i dzień radości, że straszliwa wojna się skończyła.

9 maja został ogłoszony świętem i dniem wolnym od pracy dopiero przez Leonida Breżniewa w 1965 r. – czyli po upływie dwudziestu lat. Zdaniem rosyjskiego filozofa i publicysty Wadima Sztiepy, nowy rząd, bardziej trzeźwo oceniający sytuację, niż jego poprzednicy z Nikitą Chruszczowem na czele, który obiecywał „rychły raj komunistyczny”, potrzebował nowej siły łączącej naród[8]. Miało to na celu skłonienie społeczeństwa, aby nie wątpiło w Partię. I taka siła się znalazła, lecz nie była związana z przyszłością, z kosztownym opanowaniem kosmosu i rozwojem nowych technologii, ale z przeszłością. „Nie ma sensu marzyć o jakimś przyszłościowym zwycięstwie komunizmu. JUŻ zwyciężyliśmy!”. Jak zauważa publicysta, w epoce Breżniewa, zwanej „epoką zastoju” (1965 – 1985), było więcej nakręconych filmów, napisanych książek i postawionych pomników o tematyce wojennej niż w ciągu całego poprzedniego dwudziestolecia.

Z początkiem pierestrojki Dzień Zwycięstwa trochę wyblakł. Społeczeństwo znów uwierzyło w lepszą przyszłość i święto ponownie uzyskało charakter rodzinnych spotkań.

Ale już w połowie lat 90. prezydent Borys Jelcyn przywrócił uroczystość z nową siłą i paradami wojskowymi na Placu Czerwonym (co prawda bez udziału sprzętu wojskowego). Upadek Związku Radzieckiego, rezygnacja z kilku dziesięcioleci światopoglądu komunistycznego. Oprócz tego, chaotyczne reformy gospodarcze, konflikty lokalne, bandytyzm epoki Jelcyna. Rzeczywistość i nawet przyszłość robiły się mniej kolorowe, spadało zaufanie do władzy. To wszystko doprowadzało do całkowitej dezorientacji społeczeństwa rosyjskiego.

W pozostałych republikach poradzieckich (na przykład, w krajach bałtyckich, na Ukrainie) budowanie nowego społeczeństwa odbywało się najczęściej na bazie antyradzieckiej i następnie antyrosyjskiej: nowe suwerenne państwa zaczęły mówić o swoim istnieniu w ramach ZSRR jako o okupacji, podnosiły temat działalności ruchów narodowych przeciwko reżimowi komunistycznemu. Lokalni politycy również wybrali symboliczne daty, mające na celu zjednoczenie narodu. Główne kryterium dla określenia tych specyficznych dat stanowiła ich przynależność do kategorii zwanej „narracją bohaterstwa”[9]. Czyniono tak, aby przypomnieć narodowi historię jego walki z trudnościami, o przetrwanie i w celu ukształtowania odpowiednich wzorców moralnych. Takie zadanie miał spełniać ogłoszony w tych państwach Dzień Niepodległości.

Z powodów oczywistych Moskwa nie mogła zdecydować się na taki zabieg. Do tej pory u wielu Rosjan zdziwienie wywołuje święto 12 czerwca – Dzień Rosji, które powstało w 1992 r. na cześć przyjęcia deklaracji o suwerenności państwowej Federacji Rosyjskiej. Dla społeczeństwa rosyjskiego nie jest to czas świętowania, lecz poczucia wstydu z powodu straty ogromnej części państwa.

Społeczeństwo było wówczas zdezorientowane po geopolitycznym szoku, dlatego nowym władzom trudno było zbudować paradygmat nowych wartości – przestrzegania prawa, demokracji. Otóż Jelcyn zdecydował się zwyczajnie powtórzyć ruch Breżniewa, ponownie skłaniając społeczeństwo do szukania oparcia w radzieckiej przeszłości, a mianowicie – w zwycięstwie. W rosyjskiej rzeczywistości metody komunistów i demokratów nieoczekiwanie okazały się zbieżne.

„Pamięć o wojnie to uniwersalne źródło, ponieważ dobrze dopasowuje się do rozmaitych wzorców: jest to symbol bohaterskiej przeszłości, wielkich ofiar, cierpień, zbawienia, który można przedstawić i w nacjonalistycznych projekcjach wyczynu zbiorowego, i w liberalnych projekcjach humanizmu oraz walki o wolność. Jest to bardzo plastyczny symbol, który można wbudowywać w różne wątki narracji kulturowej”– zaznacza pracownik naukowy Instytutu Informacji Naukowej o Naukach Społecznych RAN (INION RAN − ros. ИНИОН РАН) Olga Malinowa[10].

Decyzja Jelcyna w zupełności odpowiadała nastrojom Rosjan, dla których na tle szalonych lat 90. XX wieku radziecki okres wydawał się nostalgicznym czasem stabilności. Oprócz tego, dzień ten pod względem treści był podobny do Dnia Niepodległości innych państw, przecież w czasie wojny kraj, jak nigdy wcześniej, był bliski utraty swojej niezależności.

„Przecież jesteście narodem − zwycięzcą, czyż nie przetrwacie jeszcze trochę?” – powiedziała władza. Naród przełknął i przetrwał.

Jednak do dziś kształtowanie się tożsamości narodowej jeszcze się nie zakończyło i przeżywa okres przejściowy. Na początku XXI wieku, zdaniem kierownika WCIOM Walerego Fiodorowa, Dzień Zwycięstwa przydał się władzy na czele z Władimirem Putinem[11].

„Rosja, jak wtedy modnie było mówić, zaczęła podnosić się z kolan, i święto otrzymało impuls, ponieważ silna, wielka Rosja, która wierzy w siebie i szanuje siebie, nie może przekreślać ciągłości historycznej – odnotowuje Fiodorow. – I w historii od razu zaczęto szukać dat, wydarzeń, zjawisk, które podkreślają, iż jesteśmy rzeczywiście silni, że uratowaliśmy świat przed «brunatną dżumą»”.

Uroczyste parady wojskowe na Placu Czerwonym z udziałem radzieckiej i współczesnej techniki osiągnęły swoje apogeum. Utworzono nowy tytuł „miasto żołnierskiej sławy”, który władza zaczęła corocznie przyznawać od razu kilku miastom w kraju. W 2009 r. powstała Komisja ds. Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii na Szkodę Interesów Rosji (rozwiązana w 2012 r.). W 2014 r. ukazał się program rządowy pod tytułem „Patriotyczne wychowanie obywateli Federacji Rosyjskiej w latach 2016−2020”, gdzie rozpisano, jak od wczesnego dzieciństwa uczyć patriotyzmu. Na cel „transformacji światopoglądu obywateli i ich wzorców moralnych, nastawionej na interesy narodowe Rosji” przewidziano 2 mld rubli. Na ekranach znów coraz częściej zaczęły pojawiać się finansowane przez państwo filmy o tematyce wojskowej: nieporównywalne pod względem głębi z klasyką, natomiast wyróżniające się swoją pseudo-patriotyczną brawurą i wykorzystaniem efektów specjalnych w stylu „Stalingradu” Fiodora Bondarczuka[12]

W rezultacie odnosimy wrażenie, że w ślad za swoimi poprzednikami Władimir Putin, z krótką przerwą na Dmitrija Miedwiediewa, sprywatyzował sobie wojnę i święty dla narodu Dzień Zwycięstwa.

 „Wielka ojczyźniana” vs II światowa

 W istocie sztuczne wynajdywanie i wykorzystywanie przez grupy polityczne wydarzeń znaczących dla narodu wcale nie należy do rzadkości. Na przykład Święto Narodowe Francji (dzień zdobycia Bastylii) zostało ogłoszone dopiero w 1880 r., czyli prawie wiek po wydarzeniach rewolucyjnych. Swoje zabarwienie rewolucyjne święto utraciło i zamieniło się w dzień pojednania narodowego Francji. Z punktu widzenia francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu podobne wydarzenia to ważny kapitał symboliczny. W walce o władzę i w dążeniu do jej utrzymania grupy polityczne po prostu mają obowiązek z niego korzystać – aby legitymizować własne działania i, co najważniejsze, by udowodnić narodowi, że mają prawo go reprezentować.

Jego teorię można zastosować wobec współczesnej Rosji, uważa kierownik programu gospodarczego Moskiewskiego Centrum Carnegiego Andriej Mowczan: „Historia jest aktywem, tak samo jak fabryki, złote sztabki albo baryłki z ropą. Za pomocą historii można rządzić, zarabiać, walczyć z konkurentami. Nic więc dziwnego, że w procesie powszechnej prywatyzacji, a następnie koncentracji aktywów, przyszła kolej i na historię, żeby ją sprywatyzować i wykorzystać «z zyskiem»” [13].

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów takiej „prywatyzacji” historii narodowej przez polityków był przeprowadzony przez władze radzieckie sztuczny podział między pojęciami II wojny światowej (1939 – 1945) i „wielkiej wojny ojczyźnianej” (1941 – 1945). Zostawiając jak gdyby na marginesie pierwsze lata uczestnictwa w konflikcie, stalinowska władza zapewniła sobie w oczach ludu historyczne „alibi”. Tym samym odsunięto potrzebę wytłumaczenia swojej błędnej polityki w pierwszych latach konfliktu.

Chodzi głównie o pakt o nieagresji między Niemcami i Związkiem Radzieckim z 1939 r., znany jako pakt Ribbentrop-Mołotow.

Aż do pierestrojki pakt ten był postrzegany przez społeczeństwo jako dobro, które pozwoliło ZSRR opóźnić początek wojny i przeprowadzić niezbędną modernizację wojska.

Lecz dużo później stały się znane jego detale. W szczególności podpisany wraz z paktem protokół dodatkowy, przewidujący podział Polski pomiędzy Niemcami a Związkiem Radzieckim. Moskwa również przyłączyła wtedy do ZSRR nowe obszary, w tym kraje bałtyckie.

„Pakt Ribbentrop-Mołotow — to błąd strategiczny, jeśli nie przestępstwo radzieckiego kierownictwa i osobiście towarzysza Stalina” – uważa dyrektor Archiwum Państwowego Federacji Rosyjskiej Siergiej Mironienko[14].

Historyk zauważa, że, zarówno podpisanie w 1938 r. przez Francję i Wielką Brytanię w Monachium porozumienie, które doprowadziło do podziału Czechosłowacji, jak i ten pakt w duchu polityki ustępstw wobec Hitlera był poważnym błędem.

Niemcy tworzyły wielomilionowe „inwazyjne wojsko”. A Związek Radziecki, realizując postanowienia umowy, wzmacniał armię niemiecką: stąd do Niemiec jechały eszelony ze zbożem, mięsem, mlekiem, ropą. Po zbudowaniu armii, Hitler ruszył w celu zdobycia krajów Europy, napędzając swoją moc, między innymi za pomocą nowych zakładów wojskowych. I najważniejsze jest, zdaniem Mironienki, że Niemcy przed atakiem na ZSSR 22 czerwca 1941 r. zdobyli poważne doświadczenie bojowe.

Jednocześnie, jak zaznacza historyk, „w Związku Radzieckim w czasach terroru lat 30. XX wieku została wymordowana prawie cała oficerska kadra wojskowa, mająca doświadczenie dowodzenia dużymi jednostkami. W rezultacie Armia Czerwona uczyła się wojować w trakcie wojny i ostatecznie oswoiła się z nią dopiero na przełomie 1942 i 1943 r. Stąd, można zrozumieć, dlaczego we wrześniu 1941 r. liczba jeńców radzieckich w niewoli niemieckiej była równa liczbie żołnierzy regularnego wojska”[15]

Dlatego więc, żeby zdjąć odpowiedzialność z kierownictwa kraju za agresję wobec sąsiadów i popełnione błędy, radziecki naród musiał wierzyć jedynie w obronny charakter działań po wiarołomnym ataku Niemców na ZSRR. I naród wierzył.

Chodzi tu o specyfikę mentalności społeczeństwa radzieckiego, a następnie rosyjskiego. Zdaniem amerykańskiego antropologa Jamesa Wertscha, podstawę rosyjskiej „głębokiej narracji narodowej” stanowi wizerunek kraju, który przez wiele lat odpierał agresję zewnętrzną[16]. Decydującą o porażce Napoleona stała się jego rosyjska kampania, a nie bitwa pod Waterloo. Hitler został pokonany przez naród radziecki, podczas gdy alianci otworzyli drugi front dopiero wtedy, kiedy klęska nazistowskich Niemiec była już przesądzona bez ich udziału. Takie poglądy nie należą do rzadkości wśród Rosjan, bez względu na płeć, wiek, czy miejsce zamieszkania.

Ukraina: kontynuatorzy dzieła zwycięzców?

Ta wiara narodu we własne bohaterstwo i poświęcenie się dla swojego i ogólnoludzkiego dobra jest obecnie umiejętnie wykorzystywana przez polityków, by zyskać poparcie wśród ludności. Walka z faszyzmem nabrała nowego znaczenia dla Moskwy w związku z ostatnimi wydarzeniami na Ukrainie. Zarówno udział Rosjan w konflikcie w sąsiednim kraju, jak i włączenie Krymu w skład Rosji – to wszystko, w retoryce Kremla wobec rosyjskiego narodu stanowi skutek odradzającego się faszyzmu w sąsiednim państwie.

Nie przypadkowo od samego początku kryzysu rosyjscy politycy i media podkreślali, że zawiera on elementy nacjonalistyczne: ekstremistyczny „prawy sektor”, próba zniesienia regionalnego statusu języka rosyjskiego, wysławianie współpracujących z nazistami członków UPA i samego Stepana Bandery.

„W walce z faszyzmem w latach «wielkiej wojny ojczyźnianej» Ukraina straciła 8 mln osób. A dziś są tam tysiące ludzi maszerujących na ulicach z portretami faszystowskich katów, i dzień UPA jest ogłoszony jako święto narodowe. Jak to stało się możliwe? Dlatego, że tam manipulatorzy zza oceanu potrafili przemienić pamięć historyczną całego narodu” – oświadcza pierwszy sekretarz Komitetu Ussuryjskiego Miejskiego Oddziału Komunistycznej Partii Rosji Anatolij Charitonow[17].

Dlatego więc, zgodnie z linią obraną przez Kreml, przyłączenie Krymu do Rosji jest niczym innym, jak prewencyjnym ruchem, ochroną prorosyjskiego półwyspu, gdzie 60% mieszkańców utożsamia się z rosyjską kulturą. Przecież właśnie do nich w pierwszej kolejności skierowałby swój gniew „neonazistowski” Kijów. Propaganda okazała się efektywna: działania Putina poparła ludność – zaufanie do prezydenta deklaruje dzisiaj 86% obywateli[18]. Rosjanie potraktowali wydarzenia na Ukrainie jako bezpośrednie zagrożenie dla swojej wielkiej przeszłości, pamięci narodowej, tamtego zwycięstwa.

A ci, co szczególnie wierzyli w misję obrony, nawet jeśli poprzez atak, pojechali pod Donieck spełnić swój wielki obowiązek w obronie tego, za co zginęli dziadkowie i pradziadkowie. Nie przypadkowo ich znakiem rozpoznawczym została wstążka Świętego Jerzego, która na początku XXI wieku przekształciła się w ważny atrybut celebrowania zwycięstwa nad faszyzmem.

„Wiążąc nas z przeszłością, ona [wstążka Świętego Jerzego] otworzyła drogę epickim wydarzeniom w teraźniejszości, zostając symbolem aktualnej walki naszego narodu o swoją godność, swoje prawa i swoją jedność – oznajmia redaktor naczelny portalu internetowego «Russkij Obozrewatiel» Jegor Cholmogorow. – Jest to symbol silnych Rosjan… Rosjanin ze wstążką Świętego Jerzego to Rosjanin, który jest gotów do walki i wymusi, aby z nim się liczono”[19].

Jednak przesłanie to skierowane jest także do tej części społeczeństwa rosyjskiego, która wystąpiła przeciwko ingerencji w sprawy Ukrainy. Logika „wspólnego mianownika” jest następująca: opowiadasz się przeciwko przynależności Krymu do Rosji = wspierasz ukraińskich faszystów = jesteś zdrajcą Wielkiego Zwycięstwa, i naturalnie, ojczyzny.

„Różnica tkwi w agresywnym początku – porównuje pozycję Rosjan podczas wojny do dzisiejszej strateg agencji reklamowej Leo Burnett, Aleksander Mirow. – Jeśli wtedy patriotyzm był na rzecz Rosji, to teraz jest to patriotyzm przeciwko wrogom”[20].

W ten sposób Kreml, wykorzystując symbole i ideę 9 maja, rozwiązuje jeszcze jeden problem – poglądów opozycyjnych w stosunku do jego polityki, między innymi wobec Ukrainy.

Zdaniem Wadima Sztiepy „narodowe interesy Rosji” coraz częściej traktowane są jako kult zwycięstw historycznych i wsparcie neoimperialnej linii Kremla. Wejście państwa na drogę izolacjonizmu i archaiczności prowadzi do rewizjonistycznych działań. Jakiekolwiek żądania wprowadzenia współczesnych swobód obywatelskich uważane są za destrukcyjne dążenie „rozpalenia Majdanu”[21].

Jednak władza przedstawia to jako zjednoczenie narodu. Przecież nadeszły niełatwe czasy: kryzys gospodarczy, pogłębiający się izolacjonizm.

Żal do byłych sojuszników

Zgodnie z taką samą logiką przeciwieństw: swój − obcy, przeciwko faszyzmowi − za władzą w Kijowie, Rosjanie postrzegają związane z konfliktem na Ukrainie działania krajów zachodnich. Poparcie dla nowej władzy w Kijowie, która przyszła po wydarzeniach na Majdanie, sankcje gospodarcze przeciwko Moskwie – większość potraktowała jako zdradę przez byłych sojuszników ich wspólnych ideałów i walki.

Kiedy zaś na uroczystości z okazji 70-lecia zwycięstwa odmówiło przyjazdu od razu kilku szefów państw zachodnich, w tym francuski prezydent François Hollande i amerykański prezydent Barack Obama, Rosjanie odebrali to jako osobistą obrazę.

„Zignorowanie możliwości zademonstrowania swojej postawy wobec tamtej walki przeciwko faszyzmowi, jaką prowadził Związek Radziecki, oznacza brak szacunku wobec narodów, które poniosły ogromne straty. Jest to brak szacunku wobec tej bezgranicznej odwagi, jaką wykazali się ludzie w walce z «brunatną dżumą»” – oświadczył były prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow.

Odmowa przyjazdu zagranicznych polityków mocno dotknęła Rosjan, tym bardziej że wzbudziła stare urazy. W wyniku „zimnej wojny” i zachodniej propagandy, rola Związku Radzieckiego jest dziś mocno niedoceniana, czasami nawet w ogóle nieznana. Świadczą o tym ostatnie sondaże opinii społecznej w Niemczech i Francji. Zgodnie z wynikami badania, przeprowadzonego przez brytyjską agencję ICM Research, mieszkańcy tych państw uważają, że najważniejszą rolę w wyzwoleniu Europy z faszyzmu odegrały wojska amerykańskie (we Francji tak uważa aż 61% badanych, w Niemczech – 52%). Zasługi Armii Czerwonej uznało w tych krajach odpowiednio 8 % i 17% respondentów[22]. Przełomowa w tej wojnie bitwa o Stalingrad i milionowe ofiary radzieckie odeszły w zapomnienie.

Wśród Rosjan pojawiły się próby usprawiedliwienia odmowy przyjazdu zagranicznych gości rozbieżnościami ideologicznymi i politycznymi dnia dzisiejszego. Publicystka „Echa Moskwy” Julia Latynina pisze: „Po prostu obawiam się, że bardzo dużo ludzi nie przyjechało na to świętowanie, ponieważ uważają, że pod przykrywką zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami, wezmą udział w uroczystościach poświęconych «zastrzeleniu malezyjskiego boeinga”.

Nieobecność zachodnich liderów tłumaczy się też jako znak sprzeciwu wobec imperialistycznych i militarystycznych zapędów Rosji oraz niechęcią uczestnictwa w paradzie wojskowej, która jest niczym innym, jak projekcją rosnącej agresji i nowego zagrożenia ze strony Moskwy. Ale na ile te obawy są uzasadnione?

Dyrektor WCIOM Walerij Fiodorow zauważa, że jeśli jeszcze 5 lat temu 18% Rosjan za cel parady uważało demonstrację siły militarnej kraju, to dziś liczba myślących w ten sposób, wręcz przeciwnie, maleje i wynosi tylko 12%. Według socjologa, „sens tego symbolicznego wydarzenia dla Rosjan kryje się nie w demonstracji potęgi wojskowej, ale w zachowaniu pamięci historycznej o wyczynie narodu w «wielkiej wojnie ojczyźnianej»”. Tak uważa 47% Rosjan. Ponadto, dla 15% ankietowanych parada stanowi hołd pamięci poległym w wojnie, a 12% uważa, że jest to po prostu dobra okazja do złożenia życzeń weteranom.

„Obecnie prawie co drugi ankietowany twierdzi, że parada zwycięstwa jest potrzebna, żeby nie zapomnieć historii kraju. Być może jest to związane z nasilającymi się bitwami o historię, ze sporami o to, kto zwyciężył w tej wojnie i o znaczenie tego zwycięstwa – mówi Fiodorow. – W ciągu ostatniego roku takie dyskusje przeszły na zupełnie nowy poziom. Na przykład, słyszeliśmy niedawno, że Auschwitz został wyzwolony przez wojska ukraińskie, a nie radzieckie. Takie incydenty, mające szerokie naświetlenie w mediach zdarzają się coraz częściej. I oczywiście wywołują one wezwania do obrony i przypomnienia historii”.

Przesadnie mówiąc, Rosjanie porzuceni przez byłych sojuszników – obecnych zdrajców – czują się pozostawionymi w samotności obrońcami zwycięstwa i związanych z nim pokojowych idei. Tym samym doniosłość tej daty wzrasta. A to znaczy, że w rękach Kremla koncentruje się jeszcze ważniejszy kapitał symboliczny do kierowania narodem.

Wybiórcza niepamięć

Zachowanie jakiegokolwiek kultu – religijnego, jednostki, czy wydarzenia, z definicji wymaga jego wybielenia, a to oznacza, że dojdzie do przemilczania elementów, które mogłyby go zdyskredytować w oczach społeczeństwa. Narzucona narodowi „z góry” pamięć wybiórcza w stosunku do wojny charakteryzuje się też wybiórczym zapomnieniem.

 Mimo to, że większa część archiwów obecnie jest otwarta, a informacja o wydarzeniach lat 1939 – 1945 dotarła do społeczeństwa, w historii tej wojny pozostaje zbyt wiele białych plam. Dla większości zwycięstwo w II wojnie światowej to świętość.

 „Wypraliśmy je, wymodliliśmy, i zwycięstwo to jest dzisiaj dla nas niezniszczalną świętością. A teraz próbują je obrażać, zbezcześcić, starają się wyrwać z rąk ludu. Ponieważ zwycięstwo jest tą czaszą, z której pije nasze młode państwo rosyjskie” – mówi pisarz Aleksandr Prochanow, powołując się na „wielkie technologie, wielkie osiągnięcia, wielkie przełomy” tego państwa[23].

Mówienie o wielkich porażkach nie należy do przyjemności. A każde dążenie do bezstronnego zbadania tragicznych skutków działań Związku Radzieckiego jest odbierane z wrogością, jako „oczernianie, poniżenie roli Rosji”, a nie jako dążenie do wyjaśnienia prawdy, zauważa publicysta Wadim Sztiepa[24]. Zresztą, jest to charakterystyczne dla każdej fanatycznej wiary.

„Hitlerowskie Niemcy były złem absolutnym. A jeśli walczymy ze złem absolutnym, to korzystamy z prostego zabiegu retorycznego – twierdzimy, że jesteśmy dobrem absolutnym, więc z założenia nie podlegamy żadnej krytyce” – podsumowuje profesor politologii Wyższej Szkoły Gospodarki Swiatosław Kaspe[25].

A co z „oddziałami blokującymi”?

„Oczywiście, nie ma nic dobrego w tym, żeby w wycofujące się wojska celować karabiny maszynowe, z których rozstrzeliwano swoich. A jak zatrzymać front, jeżeli w panice ucieka? W pierwszych miesiącach wojny podczas ucieczki armia porzuciła kilka milionów karabinów, których braki trzeba było później uzupełnić…” – mówi dyrektor Archiwum Państwowego Siergiej Mironienko[26].

Rzeczywiście, wojsko uciekające w pierwszych dniach, z czasem przestało wycofywać się. Ale z drugiej strony, jak uważa Boris Sokołow w książce „Mityczna wojna. Złudzenia II wojny światowej”, dowódcy w obawie przed wydaniem rozkazu o wycofaniu bez zgody przełożonych często spóźniali się z odejściem, i wojska wpadały w okrążenie. To doprowadzało tylko do dodatkowych strat” [27].

Zrównanie niewoli ze zdradą ojczyzny?

Według różnych źródeł, w wyniku tej polityki od 66 do 450 tys. radzieckich jeńców z niemieckiej niewoli trafiło do obozów koncentracyjnych w ZSRR. Tyle samo trafiło do batalionów karnych. Taką sytuację nazywano „rozwiązaniem problemu pierwszego roku wojny”, kiedy wojska zarówno uciekały, jak i masowo popadały w niewolę. Mówiło się, że również kierownictwo dzieliło los narodu: przecież nawet Stalin odmówił wymiany swojego syna na feldmarszałka Paulusa wziętego do niewoli w Stalingradzie.

Wielomilionowe ofiary?

Powód do dumy i dowód poświęcenia się narodu, a nie błąd kierownictwa. Zamiast goryczy – zarozumiałość.

Z zajadłą regularnością podobne myślenie próbują utrwalić także na piśmie. Podczas prób stworzenia jednolitego podręcznika z historii, od pierwszych lat XIX wieku, kładziony jest nacisk wyłącznie na sukcesy wojskowe ZSRR. Zgodnie z propozycją Władimira Putina, wersja przebiegu historii Rosji nie powinna zawierać „wewnętrznych sprzeczności i podwójnej interpretacji” faktów. Rezultaty prac specjalistów, którzy rozpoczęli realizację tego pomysłu, doprowadzały tylko do skandali. Na przykład, w podręczniku „Najnowsza historia Rosji, lata 1945 – 2006” Aleksandra Filippowa i Aleksandra Daniłowa, marsz Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. do Polski został przedstawiony jako „wyzwolenie terenów, które przekazano Polsce na mocy Traktatu Ryskiego 1920 r., czyli było to niczym innym jak tylko wyzwoleniem części ojczyzny”. W końcu, ideę powstania takiego podręcznika postanowiono odłożyć.

Działania walczących z oczernianiem rosyjskiej historii wykraczają poza ramy papieru i retorykę wyrzutów w stosunku do oponentów. W 2014 r. wybuchł skandal, w którego centrum znalazł się opozycyjny kanał telewizyjny „Dożd’”. Redakcja kanału przeprowadziła na swojej stronie internetowej ankietę, w której pytanie brzmiało: „czy nie warto było oddać Leningrad, aby ocalić setki tysięcy osób?”. Wzbudziło to duży rezonans społeczny. Kreml oświadczył, że przekroczono wszystkie możliwe granice moralno-etyczne i że dokonano próby zrewidowania wyników wojny. Kanał znalazł się wówczas o krok od zamknięcia.

Cóż, później niektórzy „opiekuni prawdziwego patriotyzmu” zupełnie przesadzili w przeddzień Święta Zwycięstwa. W 2015 r. z półek moskiewskich księgarni zdjęto legendarny komiks o holokauście „Maus. Opowieść ocalałego” z 1972 r. Natomiast na początku kwietnia b.r. Komitet Śledczy wszczął śledztwo w sprawie figurek oficerów III Rzeszy w sklepie dziecięcym na Łubiance. Sprawę wszczęto w związku ze „wzniecaniem nienawiści wobec weteranów”. Przyczyna – obecność swastyki na okładce komiksu i na zabawkach.

Nawet za czasów Związku Radzieckiego dziecku nikt nie odmawiał prawa do samodzielnego myślenia i odróżniania dobra od zła. Obecnie zaś okazuje się, że zgodnie z taką logiką trzeba wprowadzić zakaz na wszystkie filmy o wojnie z aktorami w mundurach nazistów. A co zrobić z klasyką rosyjskiej kinematografii „Siedemnaście mgnień wiosny” Tatiany Lioznowej? [28]

„Święto Zwycięstwa zamiast dnia żałoby i pamięci coraz bardziej przypomina jakąś niekontrolowaną pokazówkę”– stwierdza w związku z powyższym dziennikarz Jurij Saprykin[29]. W efekcie takiej polityki, Rosjanin zamieni się nie w myślącego obywatela, a w ślepego, fanatycznego żołnierza.

„Zarówno naród, jak i społeczeństwo obywatelskie kształtuje się nie tylko na podstawie pamięci o chwalebnych czynach, ale także poznając błędy i przestępstwa przeszłości. Uświadomienie sobie tragedii Rosji w XX wieku może spełniać funkcję konstruktywną, pomagać w zrozumieniu wartości praw i swobód jednostki, wartości społeczeństwa narodowego i życia pojedynczego człowieka” – przekonany jest historyk, pracownik INION RAN Aleksiej Miller[30].

Stalin – zwycięzcą?

 Dopóki nie nastąpi uświadomienie sobie zbrodni z przeszłości przez społeczeństwo, dopóty nie będzie się ono rozwijać. Pod tym względem ciekawy jest stosunek Rosjan do Józefa Stalina i jego roli w wojnie.

W okresie pierestrojki stosunek większości obywateli do Stalina był zdecydowanie negatywny. Jednak dziś jego postać wysuwa się na pierwsze miejsce na liście wielkich ludzi wszystkich narodów i krajów − odnotowuje dyrektor Centrum Analitycznego im. J. Lewady Lew Gudkow[31]. Według danych Centrum, 39% Rosjan pozytywnie ocenia postać Stalina. U 30% spośród nich wzbudza on szacunek, u 7% – sympatię, a u 2% – podziw. Przy tym co trzeci uczestnik badania ma obojętny stosunek wobec osoby Stalina[32].

Zastępca dyrektora Centrum im. J. Lewady Aleksiej Grażdankin wiąże wzrost popularności byłego wodza przede wszystkim ze zwycięstwem w „wielkiej wojnie ojczyźnianej” i ze wzrostem znaczenia tej daty w społeczeństwie. „Poczynając od świętowania 60. rocznicy zwycięstwa, postać Stalina zyskała więcej pozytywnych cech w ocenie Rosjan. Coraz więcej ludzi wspomina o jego roli jako naczelnego dowódcy, i coraz mniej mówi o czasach represji” – wyjaśnia ekspert[33].

Co więcej, odsetek Rosjan, którzy uważają, że ofiary, jakie poniósł naród radziecki w epoce stalinowskiej są usprawiedliwione wielkimi celami i osiągnięciami, wzrósł z 25% w 2012 r. do 45% w 2015 r.[34] Stalin to wielki wódz, który zjednoczył naród w walce z faszyzmem − twierdzą ankietowani, wbrew historycznym faktom.

„Postać ta często jawi się jako uosobienie jedności w walce z najeźdźcami, uosobienie samej ojczyzny. Wielu oddało za niego własne życie. Stalinowi udało się zjednoczyć wokół siebie ludzi” – zauważa socjolog Aleksiej Siniakow[35]. Dowodem na zjednoczenie kraju przez wodza zdaniem wielu był okrzyk ruszających do boju radzieckich żołnierzy: „Za Ojczyznę! Za Stalina!”. Jednak ten argument wzbudza wątpliwości.

„Jest to totalny mit. «Za Ojczyznę! Za Stalina!» – krzyczeli politrucy (polityczni komisarze wojskowi − przyp. red.). Musieli to krzyczeć. Po prostu, gdyby politruk tego nie uczynił, to musiałby liczyć się z bardzo poważnymi konsekwencjami. Reszta – szeregowi i nawet dowódcy, kiedy szli do ataku, o żadnym Stalinie nie pamiętali… Dlatego krzyczeli «Mama!», jakieś przekleństwa, po prostu wrzeszczeli, żeby zagłuszyć strach. Ale oczywiście «Ojczyzny i Stalina» tam nie było, spytajcie któregoś z kombatantów, chociaż niewielu ich już zostało”– stwierdza historyk i dziennikarz Nikołaj Swanidze[36].

Idealizowanie Stalina widać nawet w odniesieniu do jego porażek, m.in. wobec braku przygotowań ZSRR do wojny z Hitlerem. Gwoli sprawiedliwości, archiwa otwarte niedawno zaprzeczają rozpowszechnionej wersji, według której to Stalin jako pierwszy planował zaatakować Niemcy. Przywódca był informowany o szykującym się ataku, lecz żadnych kroków nie podjął – i w tym jego wina, której trudno znaleźć usprawiedliwienie.

„200 niemieckich dywizji było wtedy rozmieszczonych przy granicy radzieckiej, oczywiście, że nie w celu wykonania działań wyprzedzeniowych. Rosyjski wywiad wiedział o skumulowaniu wojsk przeciwnika. Znał też dokładną datę ofensywy – 22 czerwca – informowało o tym wielu agentów: dokumenty w tej sprawie zostały odtajnione – mówi dyrektor Archiwum Państwowego Siergiej Mironienko. – Jednak Stalin po prostu nie mógł sobie wyobrazić, że Niemcy po klęsce w I wojnie światowej znów zdecydują się wojować na dwóch frontach”.

W archiwach zachowała się relacja, którą zapisał Ludowy Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego Wsiewołod Mierkułow. Komisarz podał datę ataku Niemiec, powołując się na wiadomość informatora – rosyjskiego agenta w sztabie Luftwaffe. A Stalin własnoręcznie umieścił następującą frazę: „Niech wasz informator idzie w cholerę! To nie źródło, tylko dezinformator” [37].

Kiedy już ofensywa nastąpiła, Stalin był w szoku. W ciągu kilku dni ukrywał się na swojej pobliskiej daczy[38]. A kiedy przyjechali po niego współpracownicy, Stalin był pewien, że go aresztują. O tym mówią doniesienia tych, którzy do niego przybyli: „był blady, sam rozumiał swoją winę”. Jednak wówczas nie było czasu na wyjaśnienia, bowiem w sytuacji kryzysowej kraj potrzebował lidera. Stalin stanął na czele walki.

„Mit o niezastąpionej roli Stalina w naszym zwycięstwie, o jego «geniuszu» niszczącym wroga został wymyślony przez… samego Stalina – mówi redaktor naczelny magazynu historycznego „Dyletant”, profesor MGIMO i Wyższej Szkoły Gospodarki Witalij Dymarskij. – W 1948 roku pojawiła się krótka biografia wodza, zredagowana przez niego samego. Ponadto, właśnie on wpisał tam fragmenty, wychwalające własne zasługi wojenne. I jest zrozumiałe dlaczego – musiał usprawiedliwić swoje nieudolne, a nawet zbrodnicze decyzje. O nich bowiem wiedziały także miliony osób, które doświadczyły na sobie konsekwencji «wojskowego geniuszu» Stalina”[39].

Jakże wbrew faktom można w przeddzień Święta Zwycięstwa w rosyjskim mieście Ussuryjsk umieścić tablicę upamiętniającą Józefa Stalina? Przy czym większość mieszkańców Ussuryjska zaakceptowała instalację tablicy. A w Lipiecku pojawiło się trzymetrowe popiersie wodza. Ogólnie rzecz biorąc, czyż jego wybielona postać nie znajduje się niemal na równi pod względem ważności z Dniem Zwycięstwa?

„Złożenie hołdu pamięci Stalina oznacza, że nie będziemy wyrzekać się naszej tysiącletniej historii, w tym radzieckiej przeszłości. To oznacza wyrwanie z rąk wrogów Rosji ich najważniejszej broni ideologicznej – antysowietyzmu – powiedział pierwszy sekretarz Komitetu Ussuryjskiego Miejskiego Oddziału Komunistycznej Partii Rosji Anatolij Charytonow. – Stalin jest przykładem wzmocnienia państwowości i społeczno-gospodarczej potęgi największego kraju na ziemi” [40].

Przy czym podobne oświadczenia to wcale nie prerogatywa komunistów. Te słowa można dziś usłyszeć zarówno od babci tęskniącej za epoką radziecką, jak i od najzwyklejszego „krymnaszysty” (zwolennika przyłączenia Krymu do Rosji − przyp. red.). Takiej postawy, zdaniem analityków, potrzebuje przede wszystkim obecna władza.

„Traktowanie w ten sposób Stalina odpowiada linii skierowanej na militaryzm, izolacjonizm i antyokcydentalizm” – oświadcza Nikołaj Swanidze[41].

„W stalinizmie władzy podoba się całkowite podporządkowanie obywateli woli państwa, bezkarność i brak odpowiedzialności prawnej elity rządzącej przed opinią publiczną” – twierdzi publicysta i felietonista „Kommersant FM” Konstantin Eggert[42].

Natomiast zdaniem dyrektora Centrum im. J. Lewady Lwa Gudkowa postać Stalina służy do „narzucenia idei braku alternatywy obecnej władzy i braku jej odpowiedzialności przed społeczeństwem”, a także zapewnia kierownictwu wyłączenie spod jakiejkolwiek krytyki ze strony społeczeństwa oraz poszczególnych jego przedstawicieli, tłumiąc w ten sposób możliwość pojawienia się poważnych oponentów”. W związku z tym wytwarza się kult jednostki Władimira Putina. „Właśnie w tym celu w Rosji obecnie przeprowadzana jest cicha propaganda patriotyzmu, a także wdrażanie imperialnych i innych mitów. Naturalnie, w świadomości Rosjan kształtuje się przekonanie, że interesy i wartości państwowe stoją ponad prawem i interesami pojedynczego człowieka”[43].

W okresie kryzysu, który jest skutkiem surowcowego modelu gospodarki rosyjskiej i zachodnich sankcji, przypomnienie tego społeczeństwu po prostu jest niezbędnie dla zachowania przez przedstawicieli władzy obejmowanych dzisiaj wysokich stanowisk. W czasie masowych zwolnień i dewaluacji płac, spadku jakości edukacji i medycyny, propaganda kremlowska działa najskuteczniej – przecież społeczeństwu i tak została tylko duma narodowa. Dlatego Stalin i umocnienie się za jego czasów państwa na arenie międzynarodowej jest tą deską ratunku, której Kreml musi się chwytać. Stąd wynika strach przed obiektywnym spojrzeniem na tę postać oraz na całą epokę stalinowską.

A czy trzeba pokutować?

„W Rosji do tej pory nie został potępiony reżim komunistyczny jako taki – zauważa Konstantin Eggert. – Przecież trzeba byłoby publicznie się przyznać, że cała radziecka wielkość opierała się na krwawym zwycięstwie jednej ze stron konfliktu w wojnie domowej i faktycznej grabieży i zniszczeniu drugiej strony” [44].

Dlatego więc, jakiekolwiek apele wobec Moskwy, szczególnie ze strony innych państw, do pokutowania za grzechy radzieckie są traktowane z wrogością.

Jednak tu pojawiają się pytania. Z jednej strony, aby ruszyć dalej, w przyszłość, należy trzeźwo spojrzeć na swoją przeszłość i przyznać, że budowanie społeczeństwa według schematu „pionowego” i z podejściem w rodzaju „wszyscy dookoła są wrogami, tylko my jesteśmy święci” jest destrukcyjne w świecie rozwijających się swobodnych kontaktów i wymian. Jest to niszczące również dla polityki zagranicznej. Jak bowiem zbudować w izolacjonistycznym kontekście relacje chociażby z sąsiednimi państwami?

Z drugiej strony, na ile uzasadnione są wezwania nie tylko do uświadomienia sobie błędów reżimu komunistycznego, ale także do pokuty za nie?

Wiadomo, w swoim czasie Rosja była zmuszona nazwać siebie następczynią ZSRR – przede wszystkim, żeby zachować broń jądrową i miejsce stałego członka w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ale zdaniem krajów zachodnich, Rosja jednocześnie przejęła odpowiedzialność za działania reżimu radzieckiego. Wraz z nim, w efekcie „zimnej wojny” Rosja przejęła po swym poprzedniku opinię państwa wyłącznie agresywnego, a o wyczynie narodów ZSRR w II wojnie światowej zapomniano.

Jednak czy naród, który przeszedł przez największe cierpienia z powodu działań reżimu komunistycznego, ofiarami którego zostały miliony, powinien też sam za nie prosić o przebaczenie? Znak równości pomiędzy narodem radzieckim a Stalinem jest tak samo sztuczny, jak dzisiaj pomiędzy narodem rosyjskim a Putinem, i przypomina pomieszanie pojęć niewoli i zdrady w latach wojny.

Jak odszedł Stalin, tak też odejdzie Putin. A razem z nim i wszystkie przeżytki jego okresu, w tym zabawy z historią i tożsamością narodową, które doprowadziły między innymi do zniekształceń i w jakimś stopniu dyskredytacji znamiennej daty 9 maja. Niestety każdy kult, jakkolwiek byłby święty, obarczony jest naturalnym wyolbrzymianiem. Przykładów w historii są tysiące. Ale, czyżby to znaczyło, że święte zwycięstwo powinno być podane w wątpliwość i utracić swoje znaczenie dla narodu?

„Nie warto poddawać się i rezygnować ze święta tylko dlatego, że władza próbuje w nim uczestniczyć – zapewnia kierownik programu gospodarczego Moskiewskiego Centrum Carnegiego Andriej Mowczan. – Ostatecznie, co by było, gdyby chrześcijanie wyrzekli się swojej wiary po krucjatach i inkwizycji?” [45].

Maria Gorkowskaja

przekład z j.ros – e.l., fotografia Александр Толстых

Przypisy:

[1] (ros. Летят журавли) – dramat produkcji ZSRR z 1957 roku, zrealizowany na podstawie sztuki Wiktora Rozowa. Reżyser Michaił Kałatozow. Akcja filmu rozgrywa się w Moskwie przed i w czasie II wojny światowej.
[2] (ros. В бой идут одни старики) – film fabularny produkcji ZSRR z 1973 roku. Reżyser Leonid Bykow. Doświadczeni piloci nie mają więcej niż dwadzieścia lat, natomiast nowicjusze, trafiający do oddziału w ramach uzupełnień z przyśpieszonych kursów pilotów, nie są dopuszczani do walk.
[3] http://www.levada.ru/20-02-2014/vazhnye-prazdniki
[4] http://radiovesti.ru/episode/show/episode_id/27066
[5]http://www.ukrinform.ua/rus/news/prezident_germanii_obvinil_sssr_z_zamalchivanii_poter_sredi_plennih_1741883
[6] http://izvestia.ru/news/586167#ixzz3ZRslxtJS
[7] Wstążki Świętego Jerzego w kolorze brązowo-czarnym, nawiązujące do odznaczeń żołnierzy, przyznawanych w XIX w. w Rosji za waleczność – przyp. tłum.
[8]http://spektr.delfi.lv/novosti/my-za-cenoj-ne-postoim-kak-iz-dnya-pobedy-delayut-kult.d?id=45846891
[9] Шарлотта Линд «Работая с прошлым: Нарратив и институциональная память»
[10] http://lenta.ru/articles/2014/03/03/myths/
[11] http://radiovesti.ru/episode/show/episode_id/27066
[12] (ros. Сталинград) – rosyjski dramat wojenny z 2013 roku poświęcony walkom o to miasto w trakcie II wojny światowej. Reżyser Fiodor Bondarczuk. Jest to pierwszy rosyjski film wykonany w całości w technologii 3D.
[13] https://slon.ru/posts/51117
[14] http://www.kommersant.ru/doc/2712788
[15] http://www.kommersant.ru/doc/2712788
[16] http://www.nlobooks.ru/node/2640
[17]http://gordonua.com/news/politics/SMI-V-rossiyskom-Ussuriyske-ustanovili-memorialnuyu-dosku-Stalinu-78621.html
[18] http://www.levada.ru/26-02-2015/fevralskie-reitingi-odobreniya-i-doveriya
[19] http://izvestia.ru/news/586262#ixzz3ZRqIpSWN
[20] https://slon.ru/posts/50991
[21]http://spektr.delfi.lv/novosti/my-za-cenoj-ne-postoim-kak-iz-dnya-pobedy-delayut-kult.d?id=45846891
[22] http://www.icmunlimited.com/media-centre/press/world-war-ii-poll-for-sputnik-news
[23] http://izvestia.ru/news/586167#ixzz3ZRslxtJS
[24]http://spektr.delfi.lv/novosti/my-za-cenoj-ne-postoim-kak-iz-dnya-pobedy-delayut-kult.d?id=45846891
[25] http://lenta.ru/articles/2014/03/03/myths/
[26] http://www.kommersant.ru/doc/2712788
[27] http://www.kavkaz-uzel.ru/articles/261982/
[28] (ros. Семнадцать мгновений весны) – serial telewizyjny produkcji ZSRR z 1973 roku na podstawie jednej z powieści Juliana Siemionowa. Reżyser Tatiana Lioznowa. Serial liczył 12 odcinków. Akcja filmu rozpoczyna się 12 lutego i trwa do 24 marca 1945 roku w upadającej III Rzeszy (głównie Berlinie). Ukazuje siedemnaście wybranych z tego okresu, pełnych napięcia dni (stąd tytuł serialu).
[29] https://slon.ru/posts/51043
[30] http://www.globalaffairs.ru/number/n_11151
[31] http://www.levada.ru/15-04-2015/ukraina-snimaet-lenina-rossiya-slavit-stalina
[32] http://www.levada.ru/31-03-2015/stalin-i-ego-rol-v-istorii-strany
[33] http://www.vedomosti.ru/politics/articles/2015/01/21/za-stalina-carya-i-otechestvo
[34] http://www.levada.ru/31-03-2015/stalin-i-ego-rol-v-istorii-strany
[35] http://e-vestnik.ru/analytics/pobeda_i_stalin_6568/?m=print
[36] http://theins.ru/history/7421
[37] http://www.kommersant.ru/doc/2712788
[38] Dacza, ros. дача działka z domem za miastem.
[39] http://www.rg.ru/2010/05/13/dymar-stalin.html
[40]http://gordonua.com/news/politics/SMI-V-rossiyskom-Ussuriyske-ustanovili-memorialnuyu-dosku-Stalinu-78621.html
[41] http://www.the-village.ru/village/situation/situation/214123-stalin
[42] http://www.kommersant.ru/doc/2721844
[43] http://nv.ua/opinion/Gudkov/zachem-kreml-proslavlyaet-stalina–42102.html
[44] http://www.kommersant.ru/doc/2721844
[45] https://slon.ru/posts/51117

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ