Twarda waluta, miękka siła, czyli dlaczego dla chińskich strategów geoekonomia jest ważniejsza od geopolityki

0

Miesiąc temu jeden z zagranicznych gości największej od czasów Stalina parady wojskowej na Placu Czerwonym przyciągnął do siebie uwagę całego świata. I wcale nie mniejszą, niż prezentowana tam groźna broń. Obok Władimira Putina, który przewodził obchodom 70. rocznicy zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, znajdował się bliski mu duchowo lider Chin Xi Jinping.

Prezydent Putin chciałby, aby obecność Xi symbolizowała nowy wielobiegunowy układ światowy, w którym najważniejsze role odgrywają Moskwa i Pekin. Rosyjskie myślenie strategiczne, które niewiele zmieniło się od czasów caratu, widzi w sile wojskowej i geopolitycznej główny czynnik decydujący o dobrobycie i prestiżu państwa.

Wielka dwójka

Chiny nie mają nic przeciwko rosyjskim inicjatywom. Z punktu widzenia Pekinu silna i zachowująca się wyzywająco Rosja to kolejny ból głowy dla Stanów Zjednoczonych. Tak długo, jak USA i UE zajęte są zaostrzaniem antyrosyjskich sankcji, Chiny mają okazję, by zyskiwać dostęp do energetycznych i mineralnych zasobów Rosji, a także zwiększać swój wpływ na Kreml w sprawach o kluczowym znaczeniu dla kontynentu euroazjatyckiego.

Jednakże kiedy Pekin pobłażliwie wysłuchuje moskiewskich sloganów o „nowym wielobiegunowym świecie”, chińscy politycy zachowują dla siebie własne wyobrażenia o tym, jak dokładnie ta „wielobiegunowość” miałaby wyglądać. Dla Pekinu oznacza ona wspólne panowanie nad światem „wielkiej dwójki”, USA i Chin, przy czym pierwszy z nich przeżywa schyłek swojej wielkości, a drugi – rozkwit. Mimo że chińskie kierownictwo rzadko ujawnia takie spojrzenie na sytuację, coraz wyraźniej widać je w działaniu i poglądach chińskich władz oraz środowisk gospodarczych.

Do niedawna najbliższe plany Chin były dość czytelne: szybki wzrost PKB poprzez model ekonomiczny zorientowany na eksport, gromadzenie papierów wartościowych i rezerw walutowych, zwiększanie inwestycji. Jasne było także wyobrażenie o roli chińskiej elity: ma ona zapewniać rozwój społeczno-gospodarczego w atmosferze fragmentarycznych swobód demokratycznych i zasad konkurencyjności w gospodarce, nauce oraz sferze technologicznej. Chiny doskonale wiedziały, czego chcą „od reszty świata”, dostosowując się do globalnych reguł gry, aby spokojnie uczestniczyć w wyścigu o światowe przywództwo  ekonomiczne.

Z jednej strony Pekin nigdy nie popierał powtarzania przez inne kraje chińskiego modelu społeczno-gospodarczego. W końcu kopiowanie Chin oznacza próbę konkurowania z nimi. Z drugiej strony Pekin opracował wygodną strategię polityczną, wykluczającą zawieranie sojuszy wojskowych, nawet pod egidą ONZ, tak długo, jak chińscy politycy nie dostrzegają zagrożenia dla swoich wpływów geopolitycznych.

Jednak w tej szczegółowo opracowanej strategii brakowało dotychczas jednego ważnego komponentu, mianowicie koncepcji oddziaływania Chin na „resztę świata”. Pekin nie posiadał klarownej wizji, jak ten świat powinien wyglądać, tzn. jak powinien „działać”. Wyobrażenia dotyczące formy nowego ładu globalnego i roli, jak powinna przypaść ChRL w jego budowaniu, coraz mocniej określają dziś politykę wewnętrzną i zagraniczną Chin, a także ich retorykę na arenie międzynarodowej.

Podczas gdy USA wahają się między „twardą siłą” (niekwestionowana przewaga militarna) i „miękką siłą” (tradycyjne, ale już zużyte apele na rzecz gospodarki rynkowej i demokracji), Chiny świetnie zdały sobie sprawę z tego, jaka dokładnie pozycja należy im się w „Wielkiej Dwójce”: dzięki potędze gospodarczej chcą budować globalne partnerstwo strategiczne.

Chiński „Plan Marshalla”

Sukcesy gospodarcze Chin są w duży stopniu efektem wyjątkowych zdolności chińskiego państwa i społeczeństwa do budowania strategii działania nacji handlowej: w 2013 roku ChRL zostały największym eksporterem i importerem na świecie. Ten sukces stał się źródłem dysproporcji w zakresie chińskiej reprezentacji na licznych forach w obszarze światowych stosunków gospodarczych. Odgrywając centralną rolę w handlu globalnym, Chiny nie miały równie znaczącej pozycji jako źródło finansowania inwestycji infrastrukturalnych, bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz kredytowania. Jednak to odchylenie wyrównuje się na naszych oczach.

Porównanie handlowych i inwestycyjnych przepływów dzisiejszej „wielkiej dwójki” dobrze ilustruje tę tezę. Roczny wolumen handlu zagranicznego Chin to 4 biliony dolarów. Dla USA ten wskaźnik jest porównywalny – 3,9 biliona USD. Pod względem całkowitej wielkości przepływów inwestycyjnych rozbieżności są jeszcze zbyt duże. W 2014 roku Chiny wyprzedziły USA jako punkt docelowy bezpośrednich inwestycji zagranicznych: do Chin napłynęło 128 miliardów USD, do USA – 86 miliardów USD. Jednak jako źródło bezpośrednich inwestycji zagranicznych USA nadal mocno wyprzedzają Chiny: w 2013 dla USA było to 6,5 biliona USD, a dla Chin tylko 614 miliardów USD.

Jednak tendencja w kierunku wyrównania amerykańskich i chińskich inwestycji jest oczywista. W ciągu ostatnich 10 lat Chiny dwunastokrotnie zwiększyły wartość inwestycji niefinansowych na rynkach zagranicznych. W tym samym okresie Stany Zjednoczone zwiększyły swoje inwestycje „tylko” o trzy czwarte. Tak samo jak Japonia w latach 80. XX w., Chiny skupują obecnie firmy i nieruchomości na całym świecie. Chińskie firmy inwestują olbrzymie środki w energetykę i – tam, gdzie mogą – w grunty, zasoby mineralne i rolnictwo. Proces inwestowania ma zasięg globalny. Chociaż chińskie inwestycje są najbardziej widoczne w Afryce, to w rzeczywistości najwięcej chińskich środków napłynęło w ciągu minionych 10 lat do  USA, Australii, Kanady i Brazylia.

Pekin dobrze rozumie, że wysoka aktywność inwestycyjna kraju przyciąga uwagę i wywołuje obawy. Lokalne środowiska biznesowe państw trzecich obawiają się konkurencji i deindustrializacji, władze lokalne boją się utraty suwerennej kontroli nad zasobami naturalnymi, pracownicy lokalni z niepokojem podchodzą do twardego sposobu zarządzania, który jest podobno przyjęty w chińskiej sferze biznesowej.

Chińskie kierownictwo głowi się nad tym, jak przekonać świat, że ekspansja chińskich inwestycji zapewnia krajom rozwijającym się wielkie możliwości. Jeden ze sposobów, wykorzystywany przez chińskie elity, polega na przedstawianiu takich instytucji jak Bank BRICS, Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, Fundusz Jedwabnego Szlaku jako komponenty chińskiego „planu Marshalla”.

Chińska pragmatyka

W putinowskiej Rosji wiele osób woli uważać, że jeśli drzwi na zachodzie kraju zostały zamknięte, to współpraca z Pekinem otworzy mnóstwo innych. W Afryce dominuje pogląd, że ogromne problemy infrastrukturalno-przemysłowe można rozwiązać dzięki współpracy z Chinami. Podsumowując rezultat niedawnej wizyty przewodniczącego rady państwowej ChRL Li Keqiang’a w Ameryce Południowej, zauważyć można, że Pekin jest obecnie przekonany o konieczności rozszerzania swoich wpływów daleko poza Region Azji i Pacyfiku.

Gesty dobrej woli Chin pod adresem innych rozwijających się rynków w żaden sposób nie są związane z tzw. solidarnością Południa z Południem, o której marzą niektórzy politycy Eurazji i Ameryki Łacińskiej. Chodzi o realizację chińskich interesów narodowych, które akurat pokrywają się z zapotrzebowaniem na inwestycje w „rozwijającym się” świecie.

Od czasów reform Deng Xiaopinga końca lat 70. XX wieku Chiny stosują strategię „najpierw sprawy najważniejsze”. Przed rozpoczęciem budowy potęgi militarnej Pekin długo organizował swojej miejsce pod słońcem, pompując muskuły gospodarcze. Promocja chińskich wartości jako sposób na wzmacnienie wpływów na świecie nigdy nie była dla Pekinu interesującą koncepcją.

Siłę pola magnetycznego Chin zapewnia potęga gospodarcza. Dla chińskich elit politycznych „miękka siła” jest przedłużeniem władzy pieniądza.

Marcos Trojo

Tekst ukazał się pierwotnie w Wiedomosti. Przekład z j.rosyjskiego- p.s.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ