Rosja: federacja czy nowy rozpad imperium?

0

Oficjalnie Rosja nazywa się „Federacją Rosyjską”. Jednakże jedną z rosyjskich zagadek pozostaje to, że realnie nigdy nie była ona federacją. Bolszewicy, którzy w październiku 1917 r. przejęli władzę, ogłosili Deklarację praw narodów Rosji, zgodnie z którą każdy naród otrzymywał prawo do samookreślenia. Miało to na celu pozyskanie nietytularnych narodów jako swoich sojuszników. W tym czasie bolszewicy przedstawiali siebie jako radykalnych wojowników przeciwko imperium. Jednak nie minął rok, jak sami zaczęli prowadzić agresywną politykę imperialną. Na przykład jeśli Finlandii w grudniu 1917 r. udało się jeszcze uzyskać uznanie swojej niezależności, to sąsiadująca z nią Karelia prawa do samookreślenia już nie otrzymała. Po 1918 r. Armia Czerwona zaczęła pacyfikować Karelów jako „separatystów”. Można też przeprowadzić porównanie z Polską, w której w 1920 r. również doszło do agresji radzieckiej. Ale o ile Polsce, z jej dawną tradycją walki o niezależność, udało się wtedy uchronić przed inwazją bolszewicką, o tyle Karelom i wielu innym małym narodom byłego imperium było znacznie trudniej. Ostatecznie trafiły one do nowego, radzieckiego imperium, które okazało się jeszcze bardziej okrutne niż carskie. Warto dodać, że właśnie na terytorium Karelii rozpoczęła się budowa obozów radzieckiego Gułagu (Kanał Białomorski, Sołowki itd.).

Formalnie Rosję (RFSRR) ustanowiono federacją w konstytucji z 1918 r., następnie taką federacją ogłoszono także ZSRR, który powstał w 1922 r. Jednak owe deklaracje żadnego realnego federalizmu nie zakładały. Wszystkie republiki wchodzące w skład ZSRR zostały twardo podporządkowane polityce Kremla. Rozlicznym narodom w Związku Radzieckim pozostawiało się jedynie prawo do „narodowych pieśni i tańców” − ale nie dawano żadnej możliwości samostanowienia. Ostatecznie, gdy w 1991 r. ZSRR się rozpadł, poradziecka Rosja ponownie ogłosiła siebie federacją. Wówczas wielu oczekiwało, że teraz zacznie się prawdziwy federalizm, z szerokim prawem do samostanowienia na szczeblu lokalnym, jak to się dzieje w rozwiniętych federacjach (USA i RFN). Jednakże wszystko skończyło się jak w aforyzmie rosyjskiego premiera Czernomyrdina: „Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zawsze”.

Dlaczego Umowa Federalna z 1992 r. poniosła fiasko?

Trzy miesiące po rozpadzie ZSRR, 31 marca 1992 r., w Moskwie została podpisana nowa Umowa Federalna, która łączyła interesy licznych republik i obwodów wchodzących w skład Rosji. Niemniej jednak wydarzenie to, które w każdym innym państwie stałoby się głównym świętem narodowym, w Rosji zostało szybko zapomniane. W tym przypadku swoją rolę odegrało kilka czynników. Po pierwsze, samo słowo „federalizm” jeszcze za czasów Związku Radzieckiego rozumiane było w Rosji wyłącznie jako obecność w jej składzie autonomii narodowych. Jednak większość rosyjskich regionów (obwodów i krajów) nie posiadała żadnej niezależności federacyjnej. Ta asymetryczność federacji i „uprzywilejowany” status republik autonomicznych wywoływały uzasadnioną krytykę ze strony mieszkańców tych obwodów i krajów. Wybiegając trochę do przodu, warto zauważyć, że w konsekwencji obwody i tak wzięły odwet na republikach. Gdy na początku 2000 r. Kreml zaczął budować władzę o charakterze wertykalnym, przedstawiciele obwodów w Radzie Federacji (gdzie była ich przewaga) z łatwością przegłosowali zniesienie suwerenności republikańskich i jednakową formę mianowania gubernatorów regionów. W ten sposób status prawny obwodów i republik został praktycznie zrównany. Co prawda, okazało się, że to równość wobec bezprawia… Głęboka sprzeczność tej umowy (oprócz jawnej nierówności podmiotów federacji), zawierała się w kontraście między federalną zasadą subsydiarności a rosyjską tradycją imperialną. Subsydiarność oznacza bowiem budowanie władzy „od dołu w górę”, i dobrowolne delegowanie przez regiony tylko oddzielnych strategicznych pełnomocnictw (wspólna obrona, system finansowy, transport itd.) na rzecz centrum. Zasada ta w Umowie Federacyjnej była ujęta w następujący sposób:

3.1. Republiki (państwa) wchodzące w skład Federacji Rosyjskiej dysponują pełnią władzy państwowej (ustawodawczej, wykonawczej, sądowniczej) na swoim terytorium, z wyłączeniem tych pełnomocnictw, które zostały przekazane (przypisane) do prowadzenia przez organy federalne władzy państwowej Federacji Rosyjskiej zgodnie z niniejszą Umową.

A tradycja imperialna przejawiała się w tym, że Umowa Federalna zawierana była nie bezpośrednio między regionami, ale regionami i centrum. To zdecydowanie było niezgodne z doświadczeniem historycznym światowych federacji – jak wiadomo, na przykład USA były założone przez przedstawicieli wszystkich ówczesnych kolonii, które w następstwie utworzyły rząd federalny. W Rosji natomiast interesy centrum od samego początku były pierwotnymi i nadrzędnymi. Gdyby w 1992 r. rosyjskie regiony zawarły równoprawną umowę dwustronną, która zyskałaby status ustawy państwowej, to stałoby się to narodzinami nowej federacji. Imperialna tradycja na zawsze odeszłaby do historii. Ci, którzy twierdzą, że imperium upadło razem z rozpadem ZSRR, nadal żyją w dużej iluzji. Imperium jedynie trochę skróciło swoje granice.

Zniesienie suwerenności republik w 2000 r. wpłynęło nie tylko na ich polityczną niezależność, ale także na gospodarkę. Obecnie praktycznie wszystkie zasoby surowców znajdujące się na terytoriach republik, stały się własnością federalnych monopoli. Ponadto, radykalnie scentralizowano system podatkowy. Większość republik, bez względu na posiadane bogactwa naturalne, stała się biednymi proszącymi o dotacje, a ich gubernatorzy lwią część czasu spędzają, oblegając stołeczne ministerstwa.

Zaledwie pół roku od podpisania Umowy Federalnej, Konstytucja z 1993 r. odrzuciła samą zasadę federacji, która wynikała z umowy. Odtąd federacja uważana była za ustanowioną „z góry”, a jej podmioty po prostu za „wyznaczone”. Stało się to niezbędnym prawnym krokiem na drodze do dalszej centralizacji i unifikacji państwa. Tuż po krótkim okresie wyborów gubernatorskich, struktura państwowa FR faktycznie powróciła do stanu ZSRR sprzed pierestrojki – z kremlowskim „biurem politycznym” i z mianowanymi wszędzie „pierwszymi sekretarzami”. Tradycję imperialną w Rosji mogłoby przełamać zawarcie nowej umowy federalnej. Jednak tutaj główny problem tkwi w tym, że dzisiaj, w przeciwieństwie do 1992 r., nie ma legalnych podmiotów, które ją podpisały. Zresztą, mianowanym „z góry” gubernatorom żadne reformy nie są potrzebne…

Euroregiony są sprzeczne z imperium

W celu zilustrowania braku federalizmu w Rosji jako przykład przytoczę swój rodzimy region − Republikę Karelii. Jest to swego rodzaju unikatowy region dzięki temu, że jest transgraniczny. Granica Karelii z Finlandią ma 723 km − jest to najdłuższy odcinek granicy Rosji z Unią Europejską. Region ten charakteryzuje się szeroko rozwiniętymi kontaktami i współpracą przygraniczną. Ludzie codziennie przekraczają granicę, by udać się do pracy, na uczelnię, w gości do przyjaciół, lub po prostu na wypoczynek albo zakupy – à propos, ten ostatni cel od roku stał się dwustronny, biorąc pod uwagę wzrost kursu euro do rubla. Cena biletu na autobus, który kursuje codziennie z Pietrozawodska do Joensuu (stolicy fińskiej Karelii Północnej) jest niższa niż cena biletu do Petersburga lub Moskwy. Takie położenie geograficzne Karelii można by było w pełni wykorzystać pozytywnie, czerpiąc z niego korzyści dla rozwoju regionalnego i dla perspektywy ogólnej eurointegracji Rosji. Byłoby to możliwe… gdyby nie ewolucja wsteczna rosyjskiej polityki w ostatnich latach, która to w epoce globalizacji dąży do absurdalnego izolacjonizmu. Za wzorcowy wręcz przykład może nam tu posłużyć los Euroregionu „Karelia”. Przypomnijmy czytelnikowi, że euroregion – to dawna forma integracji terytoriów przygranicznych krajów europejskich, która powstała jeszcze przed utworzeniem UE. Za jej pośrednictwem terytoria zbliżają się do siebie, pozbywając się wielu przestarzałych już barier, które istniały między nimi, co pozwala na tworzenie bezpośrednich ekonomicznych, kulturalnych, czy turystycznych więzi.

Euroregion „Karelia” był jednym z pierwszych stworzonych na granicy UE i Rosji. Połączył on Republikę Karelii i trzy gminy fińskie. Pomysł stworzenia go wysunięty został jeszcze w 1998 r. Z kolei w 2000 r. podpisane zostało w jego sprawie porozumienie. W zasadzie projekt ten przy jego intensywnym rozwoju w pełni mógł się stać właśnie tą strefą wolnego handlu, która pozwoliłaby rozwiązać trudne sprawy historyczne na współczesnym poziomie eurointegracji. W tamtym czasie temat eurointegracji był jeszcze dość popularny w Rosji. Jednak z czasem zaczęto o nim zapominać… Marzenia twórców Euroregionu „Karelia” o wzajemnym zniesieniu wiz dla jego mieszkańców dzisiaj wywołują już tylko smutny uśmiech. Formalnie euroregion ten do dziś istnieje – ale jego działalność tak naprawdę sprowadza się do głośnych deklaracji bez pokrycia. Nie udało się osiągnąć aktywnej transgranicznej współpracy, która niosłaby za sobą wzrost ekonomiczny na przylegających terytoriach (jak to się odbywa w euroregionach wewnątrz UE). W dużej mierze stało się tak, gdyż Republika Karelii utraciła swoją niezależność w podejmowaniu decyzji międzynarodowych. Jeszcze w 2002 r. w procesie budowy „wertykalnej władzy” zostało rozwiązane ministerstwo kontaktów zagranicznych republiki, które było podmiotem podpisującym porozumienie o euroregionie. Od tego czasu kontakty zagraniczne Karelii całkowicie przeszły pod jurysdykcję moskiewskich urzędników, którzy bardzo często zupełnie nie rozumieją miejscowej specyfiki transgranicznej.

Euroregion „Karelia” mógłby funkcjonować tylko w warunkach prawdziwego federalizmu, w którym podmioty federacji posiadają wystarczającą niezależność. Natomiast euroregionów nie da się połączyć z ustrojem imperialnym. Imperium dzisiaj nie potrzebuje partnerów do rozwoju. Ono potrafi tylko szukać wrogów – zewnętrznych i wewnętrznych…

Rosja „w innej rzeczywistości”

Po aneksji Krymu oraz agresji na Ukrainę kanclerz RFN Angela Merkel trafnie zauważyła, że rosyjska władza żyje w „innej rzeczywistości”. Istotnie, dla krajów europejskich był to szok – po II wojnie światowej w Europie jeszcze nie było przypadku, żeby jedno państwo zaanektowało terytorium drugiego. Transformacja Rosji w agresywne imperium sprawiła, że przestała ona podążać za trendami współczesnego rozwoju, w tym też regionalnego. Każdy region europejski dąży do tego, by mocno jak tylko jest to możliwe podkreślić swoją unikatowość, by być atrakcyjnym dla turystów i inwestorów, natomiast rosyjskie regiony są obecnie całkowicie zunifikowane. Różnorodność kulturalna i ekonomiczna, nie wspominając już o politycznej niezależności, traktowane są jako „zagrożenie separatyzmem”. Imperium funkcjonuje według tradycyjnego modelu – zamiast rozwoju swoich własnych, ogromnych terytoriów, zmierza do dalszej ekspansji. Oprócz tego podwójne standardy kremlowskiego kierownictwa stały się oczywiste. Wymaga ono od Ukrainy „federalizacji”, choć w samej Rosji likwiduje resztki federalizmu.

Niemniej jednak ustrój absolutnej centralizacji, bez względu na całe swoje okrucieństwo, jest historycznie nietrwały, ponieważ zależy od efektów pracy jednej osoby. W historii możemy znaleźć masę przykładów, kiedy najbardziej okrutne dyktatury szybko upadały, gdy dyktator z tej lub innej przyczyny był pozbawiany władzy. Tak ogromne państwo jak Rosja może być trwałe jedynie jako demokratyczna federacja. A brak federalizmu i skupienie całej władzy w rękach jednego człowieka nieuchronnie doprowadzi do rozpadu kraju. Czują to już kremlowscy urzędnicy, którzy oświadczają, że: „Nie będzie Putina – nie będzie Rosji”. Jeśli jednak imperialna „matryca” w Rosji zachowa się, wkrótce staniemy się świadkami nowego cyklu rozpadu. Kiedyś radzieccy patrioci walczyli za „jeden i niepodzielny ZSRR”. Gdy on upadł, oni zaczęli bronić „jedynej i niepodzielnej Rosji”. Dlatego też można założyć, że kolejne pokolenie zwolenników imperium będzie równie głośno zapewniać o „jedynej i niepodzielnej Moskowii”…

Dlaczego w Rosji nie ma dyskusji o federalizmie?

Federacja różni się od imperium tym, że życie polityczne i społeczne jest w niej zdecentralizowane. We współczesnej Rosji przeciwnie − można zaobserwować totalną centralizację polityki. Jeśli włączycie dowolny rosyjski kanał telewizyjny, zauważycie, że całe życie polityczne tak ogromnego państwa skupione jest tylko w Moskwie (i od czasu do czasu w Petersburgu). O wydarzeniach z innych regionów telewizja informuje tylko w przypadku, jeśli mają tam miejsce jakieś katastrofy lub skandale kryminalne. W rezultacie, mieszkańcy rosyjskich regionów praktycznie nie są zaznajomieni z życiem społecznym nawet swoich sąsiadów. Imperium stara się „wzmocnić” kraj drogą ogólnej centralizacji, chociaż w rzeczywistości oddala ona od siebie regiony.

Jednym ze wskaźników rozwiniętego życia społeczno-politycznego w kraju jest swobodne istnienie partii regionalnych, które mogą być wybierane do miejscowych parlamentów. W rozlicznych krajach europejskich są setki takich partii. W 2012 r. w Strasburgu miałem okazję porozmawiać z przedstawicielem dwóch regionalnych partii Alzacji. Co ciekawe, bez względu na ujednolicone prawodawstwo Francji, partie regionalne w tym kraju są typowym elementem systemu politycznego. Z kolei moi rozmówcy byli ogromnie zdziwieni, kiedy im powiedziałem, że w Rosji partie regionalne są zakazane. W latach 90. XX w. takie partie istniały w różnych rosyjskich regionach (od Kaliningradu po Syberię). Ale począwszy od 2000 r., gdy rozpoczęło się budowanie „wertykalnej władzy”, rosyjskie prawodawstwo dopuszcza istnienie tylko partii ogólnofederalnych. We wszystkich parlamentach regionalnych reprezentowane są tylko one (głównie – „wielka czwórka”: „Jedna Rosja”, „Sprawiedliwa Rosja”, KPRF i LDPR). Ich reprezentanci prowadzą w regionach interesy moskiewskiego kierownictwa swoich partii, a mieszkańcy regionów nie posiadają swojej politycznej reprezentacji, która by dbała o ich interesy.

Zakaz tworzenia i działania partii regionalnych oznacza, że mieszkańcy rosyjskich regionów faktycznie są pozbawiani prawa do bycia obywatelami i do określania polityki swojego obwodu lub republiki. Przypomnijmy, że w dzisiejszej Rosji również gubernatorzy nie są wybierani bezpośrednio przez naród – od 2012 r. został wprowadzony bardzo skomplikowany system, w którego ramach każdy kandydat powinien przejść przez „filtr municypalny”, tj. zebrać podpisy znaczącej liczby miejscowych deputowanych. W związku z tym, że wszyscy deputowani reprezentują wyżej wymienione partie federalne, to uzyskanie nominacji przez niezależnych kandydatów na gubernatorów stało się praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Oprócz tego, w niektórych regionach zostały zlikwidowane również wybory merów, których zastąpili „managerowie miast”, mianowani przez gubernatorów. W ten sposób „wertykalna władza” ostatecznie niszczy rosyjski federalizm.

We współczesnej Rosji praktycznie nie ma żadnych dyskusji społecznych na temat federalizmu. Powodem tej sytuacji jest fakt, że przedstawicielom elity politycznej na rękę jest aktualny stan rzeczy, i nie są oni zainteresowani żadnymi reformami, które mogłyby wnieść do polityki nowe siły obywatelskie.

Ponadto, w środowisku akademickim radykalnie zmniejszono liczbę projektów związanych z badaniami federalizmu. Najbardziej znani badacze tej tematyki (geograf Natalia Zubarewicz, politolog Aleksandr Kyniew i in.) zasadniczo nie pojawiają się w dużych rosyjskich mediach. Związane jest to z zajmowaną przez nich krytyczną pozycją w stosunku do aktualnego zwalczania federalizmu w Rosji. Co więcej, swobodnej dyskusji o federalizmie wybitnie przeszkadzają najnowsze przepisy rosyjskie przyjęte w 2014 r. Przepisy owe mogą dostrzec w każdej teorii „propagandę separatyzmu”, uznawaną za przestępstwo.

Latem 2014 r. grupa działaczy społecznych i kultury planowała przeprowadzić w Nowosybirsku „Marsz za federalizacją Syberii”. Nie wznosiliby oni żadnych haseł separatystycznych, a po prostu żądali, by miejscowe władze były wybierane przez obywateli, a także, by bogate złoża surowców naturalnych Syberii należały do samych Sybiraków, a nie do monopoli moskiewskich („Gazprom”, „Rosnieft” itd.). Planowany marsz bardzo przestraszył władzę – zabroniono jego organizacji pod groźbą oskarżenia organizatorów o „ekstremizm”. Ponadto, niektóre rosyjskie media, które poinformowały o tym wydarzeniu, otrzymały od federalnej służby nadzoru nad masowymi środkami komunikacji (Roskomnadzor) polecenie usunięcia wszelkich informacji na ten temat.

W latach 90. XX w., jak i nawet na początku XXI w. w Rosji istniało dosyć szerokie spektrum pojmowania federalizmu. Jedni badacze i działacze społeczni wzywali do maksymalnego rozszerzenia praw regionów, inni byli zwolennikami państwa bardziej scentralizowanego. Niemniej jednak w tamtych latach była jeszcze możliwa swobodna dyskusja społeczna, a media darzyły ją zainteresowaniem. Z kolei w ciągu dwóch ostatnich lat praktycznie wszystkie dyskusje sprowadzają się wyłącznie do interpretacji polityki Kremla. Ci, którzy odnoszą się do tej polityki krytycznie, są poddawani różnego rodzaju represjom (począwszy od zwolnienia i zakazu publikowania w mediach, a skończywszy na prześladowaniach sądowych). Jest to charakterystyczna ewolucja państwa autorytarnego. Czy długo potrwa to społeczne milczenie – na razie nie wiadomo. Historia Rosji podpowiada, że po długim okresie zastoju zawsze przychodzi pierestrojka…

Wadim Sztiepa

przekład z j. rosyjskiego – r.s.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDuża dziewczynka i jej historyczny triumf
Następny artykułWitajcie w Matriksie, czyli jak Internet Przedmiotów przejmuje rząd dusz
Redaktor naczelny czasopisma „Inacze”, akademik Arktycznej Akademii Nauk w Sankt Petersburgu, członek Międzynarodowej Społeczności Filozofów (ISFP). Do zainteresowań badawczych W. Sztiepy zaliczają się takie zagadnienia jak Globalna Północ, realna utopia, postpolityka, regionalizm, regionalny branding, nowa antyczność i in.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ