Kaliningrad. „Będzie biednie, ale czysto i ładnie jak na Białorusi”.

0

W marcu 2012 roku rosyjski rząd wprowadził zakaz na bezcłowy wwóz tłuszczu kokosowego, z którego produkuje się polewę do lodów, i masła palmowego w skrzyniach, beczkach i kanistrach. Od jesieni, przedsiębiorcy z obwodu kaliningradzkiego, najbardziej wysuniętego na zachód regionu Rosji, bezskutecznie sprzeciwiali się tej decyzji: wprowadzany pięcioprocentowy podatek od wwozu olejów tropikalnych łamał zasady funkcjonowania strefy wolnego handlu. Przeforsowana przez lobbystów z centralnej części Rosji poprawka dotycząca listy towarów objętych cłem w warunkach strefy wolnego handlu (SWH) miała dotknąć trzydzieści wysokotechnologicznych przedsiębiorstw, wytwarzających produkty przemysłu mydlarskiego i olejarskiego. W jej wyniku pracę miało stracić 4,5 tysiąca osób.

„Nie mogę zrozumieć, jak można tak po prostu usunąć z ustawy federalnej o obwodzie kaliningradzkim określone ulgi – oburza się w rozmowie z Wadimem Chlebnikowem, korespondentem kaliningradzkiego miejskiego portalu RUGRAD.EU, dyrektor Fabryki Masy Czekoladowe – Nikita Smiełkow. – Uważam, że tylko Duma ma prawo robić takie rzeczy. Przecież cały nasz biznes opiera się na tym, że w obwodzie nie ma opłaty celnej. Fabryka korporacji «Sojuz» działa w oparciu o te ulgi, i inwestycje w obwód kaliningradzki trafiły dzięki nim. A teraz jacyś ludzie tak po prostu postanowili, że mają gdzieś ustawę obwodu kaliningradzkiego”.

„To kolejny przykład konieczności zapewnienia obwodowi prawa weta wobec decyzji istotnie wpływających na klimat inwestycyjny regionu i przyjętych bez należnej oceny konsekwencji. Przykrość tej sytuacji wynika również z tego, że nazewnictwo towarów zostało tak dobrane, że zakaz dotyka dużej liczby firm, wykorzystujących w swojej produkcji tłuszcz roślinny, i w ostatnim czasie umacniających swoją pozycję na rynku rosyjskim. Firmy te akurat rozpoczęły modernizację i zaciągnęły kredyty. Tak więc, podczas gdy grubas chudnie, chudy może umrzeć” – kwituje sytuację Dmitrij Czemakin, obwodowy Minister Przemysłu i Handlu. Oświadczył on, że podobne przedsięwzięcia należy przeprowadzać tylko po uzgodnieniu ich z władzą regionalną.

O tym biznesowym dramacie opowiedział mi dyrektor generalny Międzynarodowego Kongresu Przemysłowców i Przedsiębiorców – Andriej Jermak.

„Proszę sobie wyobrazić, że do Nowego Roku wszystko było w porządku, a potem raptem okazuje się… − wściekał się on w piątek wieczorem w centrum Kaliningradu, mówiąc o miejscowych cukiernikach. − Dla nich to katastrofa: wszystkie ich plany rozwoju produkcji spełzną na niczym. Nikt nie rozumie, jak to działa, z Moskwy po prostu przychodzi decyzja, w której mówi się, że od teraz będzie tak i tak. Nikogo nie obchodzi, że jednocześnie są już zasady specjalnej strefy ekonomicznej – nasza Rosja jest przecież jedna i niepodzielna”.

W Kaliningradzie w takiej samej sytuacji znaleźli się producenci spirytusu, z którego wytwarza się koniak: „Także dla tych przedsiębiorców rozporządzenie przyjęte w Moskwie okazało się ponad ich siły, dlatego przenieśli produkcję spirytusu do Czernogołowki. [1] W Kaliningradzie wszystko wymarło”.

W obwodzie kaliningradzkim mieszka mniej niż 1% ludności Rosji – 950 tysięcy osób. Spośród nich małym i średnim biznesem zajmuje się 46% mieszkańców. Według oficjalnych danych przeciętne wynagrodzenie wynosi 25 tysięcy rubli, natomiast miejscowi podają kwotę – 18 tysięcy: „Jeśli Moskwa jest gotowa tak po prostu utrzymywać te 950 tysięcy ludzi na terytorium obwodu, to dajcie pieniądze i zapomnijcie o tym temacie. Wszyscy tutaj zrobimy tak, że będzie biednie, ale czysto i ładnie, jak na Białorusi. Natomiast jeżeli chcecie, żeby się tutaj coś rozwijało, to już zupełnie inna historia”.

Rozwojowi biznesu w regionie w znacznym stopniu sprzyjał tryb strefy wolnego handlu. Aktualnie przewiduje on zerowy podatek na majątek i dochód, a także brak VAT-u „wejściowego” dla firm zarejestrowanych na terytorium obwodu. [2] Nawet z tymi ulgami produkcja z obwodu kaliningradzkiego nie wytrzymuje konkurencji na rynku rosyjskim z powodu kosztów transportu.

„Przejść granicę z Litwą, potem granicę z Rosją, dolecieć 1300 km do Moskwy – to skomplikowane, to jak wrzód. Producent z Moskwy, który handluje w Twerze z góry jest na lepszej pozycji – tłumaczy Jermak. – Jeśli federalne centrum miałoby jasną politykę, która zakładałaby, że nie chcemy, by w Kaliningradzie była jakakolwiek produkcja, to nie byłoby o czym mówić. A tu – z jednej strony chcą widzieć rosyjską witrynę ekonomiczną w Europie, drugi Singapur, nowy Hong-Kong itd., a z drugiej – urząd celny nęka, a w Moskwie przyjmuje się akty prawne, które zabijają biznes. Raz jest tryb specjalnej strefy, innym razem Miedwiediew mówi, że obwód jest taką samą Rosją, jak reszta. Albo mówią: należy rozwijać eksport, ale przy najmniejszej awanturze z Polską, my ich od razu straszymy «Iskanderami». Jak na razie używa się nas jako karty przetargowej w dowolnej sprawie z Unią Europejską. I nieważne, czy sprawa dotyczy naszego obwodu czy nie”.

Ustawa federalna o strefie wolnego handlu w obwodzie kaliningradzkim wygasa w 2016 r. Nie zamierza się jej przedłużać, gdyż będzie to sprzeczne z zasadami WTO, do której niedawno wstąpiła Rosja. Dlatego po 2016 r. planowane jest zastąpienie drobnego biznesu kilkoma znaczącymi podatnikami – spółką energetyczną, będącą monopolistą na zachodzie Rosji – „Jantareniergo”, i producentem samochodów KIA i BMW – „Awtotorom”. „A jak na razie wszyscy moi znajomi, których można zaliczyć do klasy średniej, przenoszą biznes za granicę lub do centralnej części Rosji. Skutki tych procesów są nie do przewidzenia – mówi jeden z miejscowych przedsiębiorców. – Właściciel sklepu nie pójdzie pracować w cechu ślusarzy, gdyż on tego nie potrafi, i nie jest tam potrzebny ze swoimi potrzebami finansowymi i poglądami na życie. Właścicielom łatwiej jest przywieźć tutaj robotników z Togliatti [3], którzy, biorąc pod uwagę klimat i specyfikę życia, z przyjemnością tutaj przyjadą. Mam wrażenie, że nikt aktualnie w rządzie nie kalkuluje możliwych konsekwencji takiego procesu”.

Docent Wydziału Politologii i Socjologii z Bałtyckiego Uniwersytetu Federalnego im. Kanta – Władimir Abramow jest przekonanym przeciwnikiem separatyzmu; uważa, że ignorowanie przez federalne centrum regionalnej specyfiki nieuchronnie popycha ludność do „działań społecznych mających wyraźny charakter autonomiczny”. Przytacza następujące cyfry: 25% ludności obwodu kaliningradzkiego ma wielokrotną wizę Schengen, a 60% mieszkańców posiada paszport zagraniczny. Takich wskaźników nie ma w żadnym innym regionie Rosji. 80% ludności Rosji w ogóle nigdy nie wyjeżdżało za granicę. Równocześnie coraz więcej przedstawicieli klasy średniej traktuje sąsiednie rejony innych państw jako „wariant B”: nabywają nieruchomości, tym samym zyskują kartę pobytu, inni posuwają się dalej − umieszczają dzieci w polsko-litewskich szkołach, żeby potem poszły na polsko-litewskie uniwersytety i „otrzymały uznawany na całym świecie dyplom, a nie podejrzane papiery”.

Abramow nie myli się w swoich obliczeniach: rodzice jednej z najlepszych szkół w mieście, gimnazjum Nr 1, opowiadali, że we wrześniu 2012 r. w klasach było wiele pustych miejsc. Kogoś przeniesiono do Niemiec, kogoś do Polski, a jeszcze kogoś do Wielkiej Brytanii.

W ubiegłym roku córka jednego z moich rozmówców szła do pierwszej klasy gimnazjum. Dzieci trafiają tam dobrze przygotowane, pochodzą z bogatych rodzin. Na spotkaniu z uczniami przed 1 września nauczyciel spytał: jakie miasta Rosji znacie oprócz Kaliningradu? W odpowiedzi usłyszał: Wilno, Gdańsk, Warszawa, Berlin, Polska, Mińsk. Ani jeden z 30 pierwszoklasistów nie wymienił ani Moskwy, ani Petersburga. Z kolei według szacunków nauczycieli spośród uczniów starszych klas więcej niż połowa uczących się nie wiąże swojej przyszłości z „wielką Rosją”.

„Jak na razie takich ludzi są tysiące. Gdy ich ilość będzie liczona w setkach tysięcy, to nie jest jasne, co wtedy będzie robić Rosja. Tutaj będzie wariant abchaski – uważa Abramow. – W okolicy 2040 r. na Kremlu dowiedzą się, że ponad połowa mieszkańców obwodu kaliningradzkiego to obywatele Unii Europejskiej. I co oni wtedy będą robić?”. Oficjalnych danych dotyczących popularności „regionalnego separatyzmu” nie ma: nie prowadzi się na ten temat badań. Do 2006 r. specjaliści z Bałtyckiego Uniwersytetu Federalnego raz na dwa lata regularnie mierzyli takie nastroje.

„Był wyraźny związek – mówi Abramow – Moskwa coś napsuła, od razu następował wzrost, zaadaptowali się tutaj – spadek. Teraz po prostu nikt takich badań u nas nie zamawia”.

Pracownicy uniwersytetu, którzy poprosili o anonimowość, opowiadają, że jesienią ubiegłego roku w ich ręce wpadła nigdzie niepublikowana ankieta socjologiczna, z której wynikało, że jedna czwarta ankietowanych jest za odłączeniem się obwodu od Rosji. „To okropne cyfry dla etnicznie rosyjskiego regionu. Oprócz tego, zniknęła silna zależność «głupota – reakcja na nią», ludziom już po prostu przebrała się miarka. Oczywiście wyniki ankiety nie były nigdzie opublikowane – rządzący nie są samobójcami. Ale taka liczba wymaga działań zaradczych” – mówią socjologowie. Podstawowa przyczyna rozwijającej się „samorządności” mieszkańców Kaliningradu tkwi o dziwo nie w polityce, a w życiu codziennym. Jeden z moich rozmówców przyjechał na spotkanie z tak zwanej „wycieczki spożywczej” z Gdańska, gdzie z rodziną zakupił warzywa, mięso i mleko na tydzień. Powiedział, że pampersy są w Polsce dziewięciokrotnie tańsze. Inny rozmówca przeniósł termin naszej rozmowy, bo musiał jechać na badanie do centrum kardiologicznego w Wilnie: diagnostyka razem z badaniami kosztuje tam 300 euro. Trzeci wspomniał, jak niedawno był na Mierzei Kurońskiej. Po stronie litewskiej, w Kłajpedzie był parking, a na plaży – kabiny, ścieżki i leżaki, natomiast na rosyjskiej granicy z Polską, w Bałtyjsku – śmieci, żadnych udogodnień i ogromny granitowy pomnik carycy Katarzyny II na koniu. Trudno nie porównywać się z sąsiadami.

Ile kosztuje lot z Kaliningradu do Europy lub do pozostałej części Rosji? – większość mieszkańców Kaliningradu nie wie.

„Latem wszyscy przewoźnicy wariują, inaczej tego nie mogę nazwać – oburza się mer miasta Aleksander Jaroszuk. – Mieszkańcowi Kaliningradu taniej jest polecieć do Nowego Jorku, niż do Moskwy lub Petersburga. Jeśli kupić bilet nie wcześniej niż dwa-trzy dni przed wylotem, to może on kosztować 25 tysięcy rubli”.

Istnieje federalny program zniżek, w którego ramach mieszkańcy obwodu posiadający zameldowanie mogą kupić bilet do Moskwy za 3 tysiące rubli. Jednak miejsc wydzielanych w ramach programu jest mało. Zdecydowana większość dojeżdża do lotniska w Gdańsku, skąd podróżuje po Europie tanimi liniami lotniczymi za 75 euro do dowolnego miasta. Kaliningradzkie lotnisko Chrabrowo znajduje się w opłakanym stanie, próbowano je już trzykrotnie przebudować, niestety do tej pory sterczą w niebo betonowe szkielety przyszłych terminali.

Tak więc dotrzeć do Moskwy nie jest wcale tak łatwo. Po Morzu Bałtyckim kursuje prom Kaliningrad – Petersburg, który nie wpływa do żadnego zagranicznego portu. Niemniej jednak podróż obejmuje czterogodzinną kontrolę celną i kontrolę przygraniczną przy wejściu na statek i po przypłynięciu. Transport lądowy możliwy jest tylko w przypadku posiadania paszportu zagranicznego i specjalnej przepustki – a de facto bezpłatnej wizy litewskiej. Oczywiście należy przejść przez kolejne przejścia graniczne: rosyjskie, litewskie, białoruskie i pod Smoleńskiem znowu rosyjskie.

„Gdy ma się możliwość porównania, jak pracują nasi i inni powstaje pytanie: czy ta nasza duma narodowa kiedykolwiek się skończy? Ja oczywiście tego nie dożyję, ale do roku 2050 tutaj na pewno będzie bardzo interesująco, nawet nie tyle w kulturowym i socjalnym kontekście, ile w stu procentach w politycznym ” – prognozuje Abramow.

Cecha, która wyróżnia kaliningradzki separatyzm – to jego młodość. Jeśli na przykład w Jekaterynburgu o straconym statusie republiki biadolą doradcy ds. technologii politycznej po czterdziestce, to w Kaliningradzie o pożądanej samodzielności mówią uczniowie starszych klas, studenci i absolwenci uczelni.

„Brak uwagi ze strony władzy nasuwa na myśl następujące pytanie: po co w takim razie być częścią dużego państwa? My po prostu mocno podejrzewamy, że sami, bez Rosji, potrafimy lepiej. Możecie nam nie pomagać, ale po prostu nam nie przeszkadzajcie – mówi świeży absolwent uniwersytetu, manager ds. mediów, Iwan. Pragnienie odłączenia się rozbudza brak uwagi i chamstwo względem obwodu. Mieszkańcy Kaliningradu cierpią z powodu małych problemów, a Rosja jako państwo może rozwiązywać tylko duże problemy. Ta sprzeczność rodzi regionalny separatyzm”.

I to jest współczesna tendencja, a nie nostalgia. Gdy wspomina się lidera Bałtyckiej Partii Republikańskiej – Siergieja Pasko, który zasłynął żądaniem zrobienia z obwodu kaliningradzkiego czwartej republiki bałtyckiej, młodzież dopytuje: „A kto to?”. W pierwszej dekadzie XX w. wyrosło pokolenie mieszańców Kaliningradu, którzy w „wielkiej Rosji” nigdy nie byli, natomiast dobrze znają polskie hostele, litewskie miasta i kurorty Hiszpanii.

„To nasz pierwszy problem. Znajdujemy się w centrum Europy, i teraz wyrosło pokolenie, które ani razu nie było w Rosji – potwierdza Jaroszuk. – Z kolei od dzieciństwa jeździło na weekendy do Polski, na Litwę lub do Niemiec. Do dzisiaj jest to tańsze niż kolonie dla dzieci pod Moskwą, a jakość usług jest zdecydowanie lepsza. Wszyscy wracają z wysoko postawioną poprzeczką dla władzy: oczekiwania dotyczące poziomu cen, jakości usług i zagospodarowania są zupełnie inne. Przede wszystkim właśnie tym różnią się mieszkańcy Kaliningradu od reszty Rosjan”.

Cztery lata temu rząd, chcąc rozwiązać ten problem, uruchomił program „My –Rosjanie!”. „Szkoły składają wnioski, i w czasie wakacji wieziemy uczniów w wagonach, samolotach, pociągach do Rosji, pokazujemy im Moskwę i Petersburg, Kreml, Plac Czerwony” – opowiada Jaroszuk. Jest też druga strona medalu: dzięki temu programowi dzieci z Kaliningradu, gdy trafiają do prowincjonalnych miasteczek, w niezagospodarowane „zamkadje”[4] jeszcze bardziej utwierdzają się w konieczności zbliżenia z Europą”. Jaroszuk mówi o tych samych problemach obwodu co biznesmeni i opozycyjni politycy. Z jednym wyjątkiem: mer jest przekonany, że prezydent Rosji, Władimir Putin, zna problemy regionu kaliningradzkiego jak nikt inny i „zamierza poważnie zająć się ich rozwiązaniem”. „Jego żona jest stąd” – dodaje Jaroszuk.

Mer wspomina, że federalny program rozwoju regionu jest tylko w Czeczenii i obwodzie kaliningradzkim: „Dlatego nieprawdą jest, że federalne centrum nie pomaga. Ono wydziela ogromne miliardy na zagospodarowanie”. Jednym z ostatnich sukcesów jest decyzja merostwa w sprawie układania na nowo niemieckiego, przedwojennego bruku, zamiast wypełniania go asfaltem, jak robiono to wcześniej.

Mieszkańcy miasta składają petycje w sprawie zagospodarowania deptaków: „Takich w Moskwie nie zrobicie”. Sami rysują mapy ścieżek rowerowych: „Powiedzmy sobie szczerze, rowery w Moskwie pojawią się najszybciej za dziesięć lat, a u nas korzystają z nich już wszyscy”. Mija już kilkanaście lat odkąd mieszkańcy Kaliningradu grają w grę europejskich emerytów – petanque. W jednym z miast obwodowych, Prawdzinsku, utworzyli Prawdzinską Federację Petanque: „Jeszcze zanim stało się to modne w stolicy”. „Europejska świadomość” przejawia się również w czymś innym. Kierowcy w mieście ustępują pierwszeństwa pieszym, przejmując tym samym zwyczaj od osób, które jako pierwsze przywoziły samochody z Europy. Kobiety chętniej idą do polityki: parlamentowi obwodowemu przewodniczy członkini partii Jedna Rosja – Marina Orgiejewa.

Kaliningradczycy nie podzielają zamiłowania moskwian do przepustek, „ładnych” numerów rejestracyjnych i zamykania dróg, by umożliwić przejazd kolumny urzędników: „Nawet człowiek, który przyjedzie tutaj z Moskwy już po miesiącu rozumie, że tutaj po prostu wstyd jest z tego wszystkiego korzystać”. Przy wejściu do urzędu miasta nie ma nawet bramek z detektorem metalu, nie potrzebna jest też przepustka, nikt nie prosi o okazanie paszportu, a samego mera można spotkać w piątek wieczorem w barze na Prospekcie Lenina. W Petersburgu lubią mówić o tym, jak kaliningradzkie dzieci bawią się w wojnę Rosjan i Niemców przeciw Moskalom, choć w samym Kaliningradzie nikt o tym nie słyszał. Natomiast uczniowie rzeczywiście bawią się w „Zarnicę”, zgodnie z której zasadami Rosjanie i żołnierze NATO walczą z Al-Kaidą.

„W Kaliningradzie powstaje zupełnie nowy, niezbadany dotąd rodzaj separatyzmu, gdy antybiurokratyczne nastroje zmieniają się w antymoskiewskie, antyfederacyjne i ogólnie w antyrosyjskie, nie mówiąc już o antyputinowskich i antymiedwiediewskich – uważa deputowany Kaliningradzkiej Dumy Obwodowej – słynny polityk Sołomon Ginzburg. Według niego stąd też najsłabszy wynik na wyborach prezydenckich − 44,5%, z którego mieszkańcy Kaliningradu są dumni”.

„Był kiedyś taki amerykański hit «Obcy», w którym potwory zajmowały ciała astronautów, a potem wyłaziły z nich na zewnątrz. To samo mamy tutaj: ten separatyzm znajduje się w zamrożonym, utajonym stanie. W razie niekorzystnych dla Kaliningradu decyzji w Moskwie (na przykład skandalu związanego z wizami), wtedy sami zobaczą. Z kolei odbudowa federalizmu i bardziej elastyczna polityka będzie skutkować spadkiem separatystycznych nastrojów – mówi Ginzburg i kontynuuje przemowę frazą typową dla regionalnych polityków opozycyjnych − Jak na razie niczego dobrego od Moskwy oprócz nieustannych kłamstw, nie otrzymujemy. My nie chcemy, ale możemy. Ja, na przykład, jestem przeciwnikiem separatyzmu, nie chcę podziału. Mówię to samo moim studentom. Chociaż teraz trudniej jest mi się z nimi nie zgadzać niż dziesięć lat temu. Opinia jest taka: tak, nam będzie bardzo ciężko, ale jeśli otrzymamy «super» status (jak na razie nie są w stanie tego ująć w sposób prawny), na przykład stowarzyszonego członka Unii Europejskiej, to drastycznie obniży się u nas poziom korupcji. Podają wiarygodne przykłady z życia, kiedy wzrost korupcji jest efektem wprowadzenia na poziomie regionalnym federalnych rozwiązań”.

Na wielotysięcznych mityngach z grudnia 2009 i wiosny 2010 r., z których zasłynął Kaliningrad, bardzo popularnym stało się hasło rowerzystów „Jedyna Rosjo wynoś się do Rosji!”. Teraz wszyscy politycy zgodnym chórem twierdzą, że zwiększenie podatku transportowego przelało czarę goryczy rozczarowanych polityką federalnego centrum. I że „regionalna składowa w buntowniczej tożsamości mieszkańców Kaliningradu” odegrała główną rolę. Na trzeci, odwołany mityng w marcu 2010 r. władza ponoć miała wysłać podmoskiewski OMON. [5] W Kaliningradzie mówiono o tym, jak o interwencji, a oddziały bojowe odbierano jak obcych najeźdźców, i wielu było gotowych walczyć. Jeden z organizatorów tych mityngów – Arsenij Machłow zapewnia, że zrezygnowali z przeprowadzenia marcowych akcji właśnie w obawie przed siłowym scenariuszem. Teraz, odwołując się do wydarzeń z 6 maja w Moskwie, uważają, że państwo potwierdziło swoją gotowość do represji. Co więcej, organizator jest przekonany, że jeśliby w 2010 r. całe sto tysięcy protestujących jednak wyszło na ulice, to w Kaliningradzie doszłoby do rewolucji, a jedynym politycznym żądaniem, które mogliby wysunąć ludzie – byłoby odłączenie obwodu od Rosji.

„Trudno nie traktować tego tematu poważnie – mówi przewodniczący obwodowego sztabu Michaiła Prochorowa w trakcie wyborów prezydenckich, Machłow. – Cokolwiek by tu mówić, jeszcze pięć lat temu takiej przepaści pomiędzy brzegami nie było. Dawniej można było mówić o separatystycznych nastrojach, tylko patrząc na mapę geograficzną i zakładając, że kiedyś region stanie się częścią wspólnoty bałtyckiej. Teraz mogę stwierdzić, że polityka wobec obwodu kaliningradzkiego musiała być bardzo nieefektywna, jeśli już doszliśmy do takiego stanu”.

Zresztą aktywność polityczna w regionie nie spada. Według mera Jaroszuka w ciągu roku w Kaliningradzie przeprowadza się więcej mityngów i przeróżnych akcji politycznych niż na pozostałym obszarze Rosji. Oprócz tego, opozycja w Kaliningradzie, w odróżnieniu od innych regionów jest pełnowartościowa: do każdej krytycznej uwagi mają opracowaną ustawę, projekt lub poprawkę.

Dla przykładu Ginzburg wraz ze współpracownikami przygotowują się do tego, że w 2013 r. ruszą rozmowy Rosji z Unią Europejską w sprawie przygotowania porozumienia podstawowego o partnerstwie strategicznym. Poprzednie Porozumienie o Partnerstwie i Współpracy wygasło w 2007 r., i od tego czasu stosunki z sąsiadami nie są w żaden sposób regulowane.

„Opracowaliśmy dla tego rozporządzenia paragraf kaliningradzki – mówi Ginzburg. – Nasz status «eksklawy» – jest na zawsze, innych takich regionów jak nasz nie ma i nie będzie.[6] Dlatego w planie gospodarki proponujemy ujednolicenie standardów z Unią Europejską. Skoro nie możemy się zintegrować z rosyjską gospodarką, to powinniśmy pracować na eksport, a do tego potrzebne jest przyjęcie standardów europejskich. Druga sprawa to przestrzeń wolności i bezpieczeństwa: liberalizacja reżimu wizowego, współpraca miejscowej policji z Interpolem. Po trzecie – aspekt humanistyczny. W sierpniu b.r. proces boloński będzie świętował swoje trzynastolecie i proponujemy zrównanie statusu Bałtyckiego Uniwersytetu Federalnego z zagranicznymi uczelniami”.

Ginzburg broni pomysłu zniesienia wiz do obwodu kaliningradzkiego dla obywateli Unii Europejskiej: „To nie są po prostu nasze zachcianki, to mechanizm konstytucyjny, mamy też na to projekt ustawy. Te poprawki do ustawy o wjeździe i wyjeździe już kilkanaście lat leżą w Dumie Państwowej. Duma nie mówi ani nie, ani tak. Władze naszego obwodu boją się przedstawić tę sprawę władzom kraju. Jednak jeśli chcemy przyciągnąć tutaj turystów i biznesmenów, to procedurę otrzymania wizy rosyjskiej, która jest jedną z najtrudniejszych procedur na świecie, należy znieść”. Do 2015 r. opozycja planuje przeprowadzić referendum, by przemianować Kaliningrad w Koenigsberg. Siedem lat temu za powrót do dawnej nazwy miasta głosowało 14%, w 2012 r. już 22%, tak więc jest to „nieodwracalny trend”, przekonany jest Ginzburg: „Część osób proponuje jako wariant − Kantograd, ale biorąc pod uwagę naszą dzisiejszą sytuację, to bardziej pasowałaby do nas nazwa Kantiejewka”.

Jednym z głównych zadań zwolenników deputowanego jest przyjęcie ustawy „O obwodzie kaliningradzkim jako o eksklawie Federacji Rosyjskiej”.

„Putin jeszcze w 1999 r. na szczycie w Helsinkach słusznie stwierdził, że Kaliningrad to region pilotażowy. Minęło jednak 13 lat i my tylko oddaliliśmy się od Europy” – oburza się Ginzburg. Według niego Moskwa pozoruje troskę o najbardziej wysunięty na zachód podmiot federacji, „tak jak ogólnie pozoruje federalizm i walkę polityczną”.

„A my mamy całkowicie opracowaną i gotową ustawę o specjalnym porządku prawnym. Status pozwala delegować do dumy obwodowej i rządu więcej władzy w gospodarczej działalności zagranicznej z punktu widzenia wydobycia surowców, z punktu widzenia wjazdu-wyjazdu i prowadzenia międzynarodowych negocjacji. Tak, żeby każdego drobiazgu nie trzeba było ustalać z Moskwą. W ustawie powinien być zawarty również następujący punkt: gubernator obwodu kaliningradzkiego, nieważne czy wybrany, czy mianowany, powinien jednocześnie być zastępcą szefa administracji prezydenta – upoważnionym przedstawicielem prezydenta do spraw negocjacji z Unią Europejską. Obwód powinien zostać oddzielnym okręgiem federalnym. Jesteśmy zaciągnięci za uszy do północnego zachodu: do Karelii, obwodów murmańskiego i leningradzkiego. A nasz los geopolityczny jest odrębny”.

Olesia Gierasimienko

10 września 2012 r.

Fragment z książki „Niejedna Rosja” („Неединая Россия”), cyklu reportaży o rosyjskim regionalizmie i separatyzmie autorstwa Olesi Gierasimienko, napisanych w 2012 r. dla czasopisma „Kommersant- Vlast”. Wyd. Common place, Moskwa 2013 r.

Przypisy

[1] Miasto w obwodzie moskiewskim. (Przyp. tłum.).
[2] VAT „wejściowy”, zgodnie z rosyjskim ustawodawstwem, opłacany jest podczas zakupu towaru, bądź usługi, VAT „wyjściowy” − przy sprzedaży towaru lub usługi. (Przyp. red.).
[3] Miasto w obwodzie samarskim. (Przyp. tłum.).
[4] MKAD − ros. МКАД, moskiewska obwodnica, przez wielu mieszkańców wyznaczająca nieoficjalną granicę miasta. „Zamkadje” − pojęcie o zabarwieniu ironicznym, określające część Rosji poza Moskwą. (Przyp. red.).
[5] OMON − jednostka sił specjalnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
[6] Kaliningrad jest uważany za jedyną rosyjską eksklawę. W rzeczywistości Rosja posiada jeszcze jedną, ale niewielką eksklawę w Białorusi, obszar wielkości mniejszej niż 5 km2, zwany Miedwieżje-Sańkowo, gdzie aktualnie nie ma stałych mieszkańców. (Przyp. red.)

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku i Twitterze! Wesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ