Metaideologia i język polityczny RFN (Głosy zza Odry)

2

W ostatnich latach na czoło niezależnych, konserwatywno-narodowych politologów w Niemczech wysforował się Manfred Kleine-Hartlage. W latach 1981-1996 był członkiem SPD, jednak porzucił „zielono-czerwoną” lewicę, kiedy – jak sam wyznał – uświadomił sobie, że lewicowa ideologia oznacza destrukcję samych fundamentów społecznych i jest zagrożeniem dla historycznej i kulturalnej tożsamości narodu. Obecnie jest wszystkim tym, co lewica określa za pomocą słów kończących się na –fob.

Oprócz licznych tekstów publicystycznych poświęconym aktualnej sytuacji politycznej i kulturalnej w Niemczech opublikował następujące książki: Das Dschihadsystem. Wie der Islam funktioniert (System dżihadu. Jak funkcjonuje islam, 2010), „Neue Weltordnung“. Zukunftsplan oder Verschwörungstheorie? („Nowy Porządek Światowy”. Plan na przyszłość czy teoria spiskowa?, 2011), Warum ich kein Linker mehr bin (Dlaczego nie jestem już lewicowcem, 2012), Die liberale Gesellschaft und ihr Ende. Über den Selbstmord eines Systems (Społeczeństwo liberalne i jego koniec. O samobójstwie pewnego systemu, 2013). Zredagował także tom Europa verteidigen. Zehn Texte (Bronić Europy. Dziesięć tekstów, 2011). W tym roku opublikował książkę Die Sprache der BRD. Unwörter und ihre politische Bedeutung (Język RFN-u. Antysowa i ich polityczne znaczenie, 2015)

Metaideologia panująca jako narzędzie w rękach kartelu władzy

W swoich książkach Kleine-Hartlage dokonuje fundamentalnej krytyki systemu politycznego w RFN, czyli rządzącego kartelu władzy, w skład którego wchodzą partie polityczne, organizacje i związki różnego rodzaju, wielkie fundacje, konglomeraty medialne etc., oraz dominującej w tym kraju metaideologii, która wyklucza wszystkie nie-demokratyczno-liberalne i nie-socjalistyczne, czyli nie utopistyczne stanowiska polityczne. Niemcy współczesne są oczywiście tylko specyficznym przypadkiem, ponieważ analizowana przez niego metaideologia panuje w całej Europie. Krytyka systemu władzy i panującej metaideologii jest, jego zdaniem, możliwa dziś tylko „z prawa”, ponieważ lewica jest częścią systemu, jej ideologia została wessana w system, utraciła cały swój krytyczny potencjał, Lewica nie jest w stanie dostrzec rzeczywistego charakteru społecznych relacji, z tego prostego powodu, ponieważ sama jest jednym z jego konstruktorów, sama jest elementem panującej metaideologii.

Przytoczmy poniżej (częściowo w dosłownym tłumaczeniu) główne wątki analizy niemieckiego politologa.

Polityczne, medialne i „naukowe” elity (funkcjonalne) praktycznie wszystkich państw europejskich są zwolennikami utopii „Jednego Świata”, która przez ideologów sprzedawana jest masom jako raj harmonii, pokoju, sprawiedliwości i tolerancji. Realizacja tej utopii wiedzie poprzez zniszczenie integralności narodów, indywidualnej wolności, organicznie wzrastających kultur. Nie jest żadna zwariowana prawicowa teoria spiskowa, ale oficjalna polityka, wystarczy przeanalizować wypowiedzi polityków, odegnać mgłę ideologicznych frazesów, i sprowadzić do racjonalnego jądra, aby to dostrzec.

Oczywiście dzieje się to wyłącznie w imię „Dobra“, a ten kto się przeciwstawia „Dobru“, siłą rzeczy musi być „Zły“, stąd ta ideologia i jej zwolennicy nie znają tolerancji wobec inaczej myślących. Ponieważ wielu ludzi widzi, że realizacja tej utopii musi zakończyć się rozkładem społecznym, chaosem i przemocą, to ich opór musi być złamany: stąd zakazy mówienia i myślenia, wszechobecna propaganda, cenzura, przemoc, orgia nietolerancji, systematyczne pozbawianie praw inaczej myślących, katarakta kłamstw, podejrzeń i oszczerstw. Oficjalne media, partie, wszystkie wielkie organizacje społeczne i fabryka ideologii błędnie nazywana „naukami społecznymi” i „naukami politycznymi” itp. głoszą ideę demokracji. Kto jednak głosi demokratyczne reguły, a sam ich nie przestrzega, ten zbierze burzę przemocy. Kiedyś lewica to wiedziała, ale było to wtedy, kiedy sama była dotknięta represywnymi praktykami, dziś to ona je stosuje.

Wieloletni konflikt systemów pomiędzy Wschodem i Zachodem był jednocześnie ideologicznym przeciwieństwem pomiędzy demokratycznym liberalizmem a marksizmem, i sprawił, że tematy tego ideologicznego starcia były równoznaczne z tematami polityki. Spowodowało to, że konserwatywna prawica utraciła swoją polityczną samodzielność. Marksizm (socjalizm) i demokratyczny liberalizm tworzyły oligopol ideologiczny, co sprawiało, że określone społeczne rzeczywistości były nieopisywalne we właściwym im języku teoretycznym. Mimo wszelkich przeciwieństw nie są one od siebie niezależne, jeden jest krytyką drugiego, jeden żywi się drugim – u ich podłoża leży wspólna metaideologia. Wszystkie założenia, w stosunku do których nie istniała między nimi niezgoda, stały się akceptowanymi bezkrytycznie oczywistościami. Oczywiście Marks nie był empirykiem i analitykiem, ale ideologiem budującym wizję przyszłego społeczeństwa, to ona była punktem wyjścia, założeniem a nie wnioskiem. Marks był niezadowolonym kontynuatorem demokratyczno-liberalnej emancypacji, ona się zatrzymała, a trzeba pójść dalej. Kolektywizm i indywidualizm to jedyny istotny punkt różniący oba nurty. Emancypacyjne założenia aksjologiczne są wspólne im obu. Różnice dotyczyły sposobów i metod ich realizacji. Marksizm jedynie rozwija potencjał emancypacyjny zawarty w demokratycznym liberalizmie. Oba patrzą na społeczeństwo z punktu widzenia utopii, wyobrażonego stanu idealnego.

Założenia marksizmu (socjalizmu) i demokratycznego liberalizmu stały się zrozumiałymi same przez się założeniami politycznego myślenia, ich nikt już nie kwestionuj, o ich zasadność nikt nie pyta, bo są oczywiste, wspólnie tworzą metaideologię, która definiuje co w ogóle może być dopuszczalną ideologią, o co wolno się sensownie spierać, co jest normalne i rozsądne a co ekscentryczne i nienormalne, co przeznaczone do wyrzucenia poza ramy uznanego za poważny oficjalnego dyskursu.

To, że tradycyjne wartości, normy, instytucje, dogmaty istniały przez wieki, przemawiało na ich korzyść, ludzie sądzili, że przypuszczalnie są prawdziwe, sprawiedliwe i pożyteczne. Obecnie znajdują się w permanentnej defensywie, pod presją nowej metaideologii, której cele i ideały mierzy się świetnością utopii. Utopia nie ma przymusu usprawiedliwiania się, nie musi się dać mierzyć swoją wykonalnością, ponieważ nie występuje jako projekt do urzeczywistnienia a nawet nie jako konkretnie sformułowany ideał, ale wyłącznie jako system norm tworzący ramę referencyjną, w której społeczna rzeczywistość jest interpretowana i krytykowana. Utopia jest w tym systemie norm zawarta implicite a nie explicite, ponieważ rama referencyjna jako taka stanowi oczywistość i dlatego jest w dużej mierze nieświadoma, nie potrzebuje przymusu legitymizacji.

Myśl, że to co przekazano nam z przeszłości, może stanowić specyficzne w sensie kulturowym i społecznym wypróbowane rozwiązanie egzystencjalnego problemu, zapewnić pokojowe i uporządkowane współżycie ludzi, jest w wewnątrz ram utopii w ogóle nie do pomyślenia – kto się orientuje na utopię, ten zakłada z góry, że taki problem nie istnieje, że cywilizacja jako taka jest oczywistością i dlatego miarodajną alternatywą nie jest „cywilizacja albo barbarzyństwo”, lecz „cywilizacja albo raj”. Mierzona taką miarą każda tradycyjna cywilizacja źle wypadnie.

Utopijny globalizm obu ideologii pozbawia gruntu wszystkie wyobrażenia ładu, które obowiązywałyby tylko dla określonych kultur i społeczeństw. Jeśli cywilizacja jako taka jest czymś kruchym, co może egzystować tylko na podłożu historycznie urosłego, niezwykle skomplikowanego systemu norm, wartości i struktur, które są zinternalizowane jako oczywistości, to implikuje to, że takie systemy nie mogą zostać po prostu przeflancowane lub globalnie rozpowszechnione. Idee polityczne uwzględniające ten stan rzeczy, przykrojone dla określonych narodów i kultur, z konieczności wchodzą w kolizję z panującą społecznie metaideologią, dla której system idei albo obowiązuje uniwersalnie albo w ogóle.

Panująca metaideologia implikuje również określone pojmowanie istoty polityki: polityka ma na celu urzeczywistnienie pewnego abstrakcyjnego porządku, abstrakcyjnego w tym sensie, że niezwiązanego z określonym narodem, określonym państwem lub w ogóle z jakąś polityczną całością. Idee polityczne, które nie widzą celu w urzeczywistnieniu uniwersalnego porządku, który jest dobry jako taki, ale mają na oku interesy konkretnego narodu (jak się nie jest pewnym czyjego, to najlepiej własnego), nie tylko dlatego są zniesławiane jako „nacjonalistyczne” czy „faszystowskie”, bo demagogia należy do brudnych środków polityki, lecz także dlatego, że z punktu widzenia metaideologii jest po prostu niepojęte, że inaczej myślący mogliby nie myśleć w pojęciach abstrakcyjnego porządku. Partykularny, wywiedziony z partykularnego interesu, punkt widzenia uwzględniający konkretny w sensie narodowym i kulturalnym porządek społeczny i polityczny, uważany jest z tej perspektywy nie tylko za – właśnie ze względu na swój partykularyzm – niemoralny lub w najlepszym razie zaściankowy, ale jest interpretowany jako zakamuflowany „zły” uniwersalizm: kiedy na przykład ktoś argumentuje z partykularnego punktu widzenia, na przykład narodu, ten – jak mu się insynuuje – „w rzeczywistości” propaguje ideologię, zgodnie z którą tylko interesy narodów są godne aprobaty i troski, ale już nie interesy jednostki. Ma on postępować według hasła „Ty jesteś niczym, twój naród wszystkim” – co rzeczywiście jest – w szerokim sensie tego pojęcia – ideą faszystowską. Myśl, że nie idzie o to, żeby interesowi narodu dawać pierwszeństwo przed interesami jednostki, ale o to, żeby interesom własnego narodu dawać pierwszeństwo przed interesami innych narodów, nie może być w ogóle sformułowana na gruncie panującej metaideologii, ponieważ nie zawiera abstrakcyjnego ideału uniwersalnego porządku.

Metaideologia nie zna żadnych partykularnych grupowych lojalności poniżej poziomu ludzkości, chyba że odnoszą się do abstrakcyjnego ideału porządku np. „zachodnia wspólnota wartości”. W ramach metaideologii jedynym rodzajem patriotyzmu jest „patriotyzm konstytucyjny”, czyli uczucie nie odniesione do konkretnej ojczyzny, lecz do abstrakcyjnego ideału. Jeśli patriotyzm jako taki jest dopuszczalny to wyłącznie jako cnota drugiego stopnia, ponieważ sam naród jest czymś sekundarnym – stanowi jedynie podzbiór „wspólnoty wartości”. Metaideologia nie zna rozróżnienia „my” i „oni”, chyba że według kryteriów ideologicznych. Ponieważ abstrakcyjny ład jest dla ważniejszy niż naród, to nawet, gdyby za sto lat nie żył już żaden Niemiec, gdyby na miejscu Niemców żyło 80 mln ludzi z innych narodów, to byłoby to punktu widzenia metaideologii całkowicie bez znaczenia, byleby ci nowi mieszkańcy żyli zgodnie z zasadami tego ładu.

Metaideologia zakłada uniwersalizm nie tylko w sensie przestrzennym (dla całej planety), ale również treściowy tzn. dla wszystkich dziedzin życia. Jeśli więzi, które jednostka zastaje tzn. nie wybiera ich świadomym aktem woli, są złe ze swej natury albo co najmniej zasługują na permanentną krytykę, i trzeba od nich człowieka „wyzwolić”, wówczas brak jest kryterium, na podstawie którego można by zdefiniować dziedziny, w których zasada „wyzwolenia” nie obowiązuje.

To, że Społeczeństwo Otwarte może istnieć tylko tam, gdzie różne zasady stoją wobec siebie w relacji napięcia, jest na bazie ideologii, która dopuszcza tylko jedną zasadę – mianowicie wyzwolenie od zastanych więzi – nieuzasadanialne i nietolerowalne. Metaideologia kieruje się binarną logiką, zgodnie z którą wszystkie instytucje społeczne muszą odpowiadać emancypacyjnym ideałom a jeśli nie – muszą zniknąć. Paradoksalnie tę binarną logikę metaidelogia przypisuje tym, których identyfikuje jako swoich wrogów: ten kto wyznaje zwyczajny patriotyzm, ten musi na końcu popierać faszyzm, kto opowiada się za integralnością teologiczną chrześcijaństwa, ten chce teokracji, kto ceni tradycyjną rodzinę, musi chcieć zniewolenia kobiet, kto krytykuje wielokulturowość, musi chcieć społeczeństwa ujednoliconego, kto nie uważa że homoseksualizm jest równoprawną wobec związku kobiety i mężczyzny formą życia, ten musi być „homofobem” lub chce zamknąć homoseksualistów w obozie koncentracyjnym. Taka jest żelazna logika metaideologii.

W tej mierze, w jakiej metaideologia umacnia swój monopol, jej zwolennicy są po prostu niezdolni do wyobrażenia sobie, że mogą istnieć ideologie polityczne, które nie zmierzają ku realizacji utopijnego projektu, który ma cale społeczeństwo podporządkować jednej jedynej wiodącej idei. W dłuższej perspektywie pod panowaniem metaideologii wszystkie dziedziny życia zostaną podporządkowane jednej zasadzie. Zatem, przynajmniej teoretycznie, nie istnieje żadne strefa wolna od ideologii, żadna nisza wolna od polityki, żadnego miejsca, w którym rzeczy mogłyby pozostać takimi, jakimi zawsze były, żadna wyspa, którą rewolucja by oszczędziła. Już na płaszczyźnie teoretycznej ten porządek wydziela specyficzny totalitarny aromat, także wówczas kiedy nie konkretyzuje się w wariancie marksistowskim, lecz demokratyczno-liberalnym.

Dominacja metaidologii ma ten skutek, że wszystkie stanowiska filozoficzne, ideowe, religijne, ale również naukowe, które w sposób zasadniczy podważają możliwość zrealizowania demokratyczno-liberalnej lub socjalistycznej utopii, nie tylko muszą się usprawiedliwiać z tego, ze w ogóle istnieją, ale w tej mierze w jakiej panowanie metaideologii się rozszerza, zostają wykluczone z zakresu tego co w ogóle może podlegać dyskusji. Uznaje się je za „nieprawdy” nie dlatego, że są w sensie empirycznym nieprawdziwe, ale dlatego, że utopia, wyobrażenie jaki świat powinien być, jeśli zostają podniesione do rangi dogmatów, a priori nie mogą zaakceptować tez o faktach, które wykazują ich absurdalność.

Utopijny obraz świata, ufundowany normatywnie, może co najwyżej przypadkowo i w pojedynczych przypadkach korespondować z empirycznymi faktami; im bardziej demokratyczno-liberalny czy socjalistyczny obraz świata dominuje społecznie, tym lepiej funkcjonuje jako filtr, który usuwa niewygodne fakty ze społecznie obowiązującego opisu rzeczywistości, tym bardziej wyprowadza swoje roszczenia do prawdy nie z obserwacji empirycznej rzeczywistości, ale bezpośrednio z metaideologii. Pomieszanie norm i faktów nie jest tylko błędem logicznym, ale automatyczną konsekwencją wypływającą z obrazu świata, który każdą daną rzeczywistość może ujmować tylko jako stację przejściową do ziemskiego raju. Pojecie „postępu”, nie oznacza jakiejś zmiany, ale wyłącznie zmianę oznaczającą proces egalitaryzacji, demokratyzacji, emancypacji, liberalizacji. Kto nie podziela wizji historii dążącej do postępu jest z punktu widzenia metaideologii „reakcjonistą”; nie ma powrotu do tego co złe, przezwyciężone dzięki egalitaryzacji, liberalizacji, emancypacji i demokratyzacji Ludziom inaczej myślącym, „reakcjonistom“, nie przyznaje się nawet prawa do błędu; jeśli nie uznają metaideologii mogą być tylko złymi ludźmi, kłamcami lub psychopatami.

To wyjaśnia dlaczego opiniotwórcze elity odmawiają mierzenia lewicowego ekstremizmu tą sama miarą co ekstremizmu prawicowego, dlaczego konserwatywnych patriotów rutynowo traktuje się jak prawicowych ekstremistów, dlaczego pojęcie „fundamentalizm“ – z reguły oznaczające konserwatywne chrześcijaństwo- jest tak samo pejoratywnie używane jak „faszyzm”. Lewicowy ekstremizm mieści się bowiem w metaideologii, natomiast konserwatywne poglądy – nie. Te ostatnie są z perspektywy metaideologii per se ekstremistyczne, nawet jeśli nie podważają konstytucji; nie konstytucja jest bowiem miernikiem, ale akceptacja demokratyczno-liberalnej lub socjalistycznej utopii.

Wiele mówi niezwykła kariera słowa „fobia”, które wcześniej odnosiło się tylko do chorobliwych stanów lęku, dzisiaj do takich osobliwych chorób jak „homofobia”, „ksenofobia” czy „islamofobia”. To, ze psychiatryczny specjalistyczny termin, używany jest przez socjologów czy politologów, świadczy o oddziaływaniu ideologicznie motywowanych uprzedzeń na dyskurs naukowy. Więcej nawet: obraz człowieka zaczerpnięty z metaideologii jest założeniem pracy badawczej w naukach społecznych i politycznych. Stąd niepotrzebna jest psychiatryczna ekspertyza, aby rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z „fobią”, metaideologia sama dostarcza „psychiatrycznej” diagnozy; ideologiczni nonkonformiści są na mocy jej wewnętrznej logiki uznawani za niezrównoważonych umysłowo (cierpiących na fobie).

Ale jak nazwać ideologię opartą na utopijnym ideale i wysuwającą roszczenie do posiadania absolutnej prawdy, ideologię, która uważa, że wie dokąd zmierza historia, swoich krytyków zniesławia jako złych w moralnym i chorych w medycznym sensie i propaguje reedukację narodów? I której ostatecznym rezultatem jest przeniknięcie i kontrola wszystkich dziedzin życia oraz ich transformacja? Jedno jest pewne, obecny tragiczny stan Europy nie jest jakąś historyczną aberracją, ale logicznym następstwem realizowania przez obecne elity demokratyczno-liberalnej lub socjalistycznej utopii.

Żargon erefenowskiej demokracji

W tym roku Manfred Kleine-Hartlage opublikował, będącą owocem kilkuletniego zbierania i przeglądania materiałów, książkę Die Sprache der BRD. Unwörter und ihre politische Bedeutung (Język RFN-u. Antysłowa i ich polityczne znaczenie, 2015). Wyjaśnijmy, że w Niemczech Unwort, antysłowo oznacza używane w języku publicznym pojęcia i słowa, które zaciemniają i fałszują rzeczywisty stanu rzeczy.

Język RFN-u wpisuje się ona w tradycję krytycznych analiz przemian języka politycznego obowiązującego w RFN, by wymienić klasyczną pozycję Caspara von Schrenck-Notzinga Charakterwäsche. Die Re-education der Deutschen und ihre Auswirkungen (Pranie charakterów. Reedukacja Niemców i jej skutki) czy wydane w połowie lat 90. XX w. książki Klausa Rainera Röhla Deutsches Phrasenlexikon – Lehrbuch der Politischen Korrektheit für Anfänger und Fortgeschrittene (Niemiecki leksykon frazesów. Podręcznik poprawności politycznej dla początkujących i zaawansowanych, 1995) oraz Arne Hoffmanna Politische Korrektheit in Deutschland — Zwischen Sprachzensur und Minderheitenschutz (Poprawność polityczna w Niemczech – między cenzurą językową a ochroną mniejszości, 1996). W ostatnich latach tematykę tę podjęli Michael Brückner i Udo Ulfkotte w książce Politische Korrektheit. Von Gesinnungspolizisten und Meinungsdiktatoren (Poprawność polityczna. O policjantach poglądów i dyktatorach opinii, 2013) oraz turecko-niemiecki pisarz Akif Pirinçci w pamflecie Deutschland von Sinnen. Der irre Kult um Frauen, Homosexuelle und Zuwanderer (Nieprzytomne Niemcy. Obłąkańczy kult kobiet, homoseksualistów i imigrantów, 2014).

Kleine-Hartlage stworzył swego rodzaju leksykon wyjaśniający prawdziwe znaczenie i funkcję słów, określeń, zwrotów i sformułowań, politycznych pojęć, frazesów, sloganów, komunałów, eufemizmów wszechobecnych w standardowym, obowiązującym „żargonie erefenowskiej demokracji” (Lingua Secundae Republicae). Jego celem jest deszyfrowanie bezustannie powtarzanych i przesączających się do świadomości odbiorcy słów i zwrotów, które zaciemniają rzeczywistość, wyciągniecie na powierzchnię prawdziwych intencji kryjących się za użyciem danego słowa czy wrażenia, odsłonięcie mechanizmów językowych manipulacji i sposobów posługiwania się językiem jako narzędziem panowania, pozwalającym kartelowi władzy ukryć własne interesy i przyjęte milcząco założenia ideologiczne. Pragnie pokazać, że nie należy patrzeć na znaczenia słów sugerowane przez władzę, lecz dostrzegać ich rzeczywistą funkcję jaką pełnią w ramach zwalczania przez nią opozycjonistów, dysydentów i inaczej myślących. Chce też nauczyć mieszkańców RFN-u czytania między wierszami (wielu z nich już to potrafi, ale jeszcze nie tak dobrze jak obywatele NRD).

Autor poddaje wiwisekcji łącznie 131 haseł m.in. wyzwolenie, anyfaszyzm, ludność, brunatny, Niemiec, diversity management, dialog z islamem, kultura pamięci, bezalternatywny, ekstremista, homofobia, islamofobia, teorie spiskowe, integracja, „w naszym społeczeństwie nie ma miejsca dla…“, otwartość, otwartość na świat, lepszy świat, zachodnia wspólnota wartości, pojednanie, wartości konstytucyjne, dialog, wrogość wobec kobiet, wrogość wobec obcych, dojrzały obywatel, demokracja, polityka pamięci, szeroka koalicja, nienawiść, fundamentalista, gender, szeroka koalicja, różnorodność, gender mainstreaming, globalne wyzwania, wspólnota międzynarodowa, ludzie, prawicowy populizm, imigracja, „musimy poważnie potraktować lęki obywateli”, odwaga cywilna, tolerancja, kolorowy, różnorodność.

To ostatnie słowo należy do najczęściej występujących w języku erefenowskim. Wydawałoby się więc – pisze Kleine-Hartlage – że odnosi się ono również do różnorodności politycznej, ideowej i intelektualnej, której odpowiada wielość języków, wielość idiomów, wielość słowników w kwestiach społecznych, politycznych, kulturalnych. Tymczasem dzieje się dokładnie na odwrót. Publiczny język RFN od lat wykazuje wyraźną tendencję do stałego wzrostu stereotypowych frazesów, zakrzepłych sloganów, i – najczęściej nie-urzędowych – regulacji językowych, proces, na którym odczytać można coraz silniejsze zawężanie ideologicznego spektrum, które tworzące opinie elity uznają za akceptowalne. Nieważne czy polityk należy do CDU czy SPD, czy dziennikarz pisze dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” czy dla „Süddeutsche Zeitung”, czy biskup jest katolicki czy ewangelicki, czy ktoś jest funkcjonariuszem związku pracodawców czy związków zawodowych: pojęcia, którymi się posługują, są wymienialne, a te nieliczne pozostałe jeszcze różnice poglądów, które się w tych pojęciach wyrażają, można rozpoznać wyłącznie jako warianty jednego i tego samego ideologicznego uniwersum.

Istnieją wprawdzie różne frakcje funkcjonalnej elity władzy, ale w jej obrębie panuje meta-ideologiczna zgoda. Każdy członek elity lub ktoś aspirujący do elity musi demonstrować na zewnątrz swoją akceptację dla języka i ideologii (w tym punkcie RFN i NRD niewiele się różnią). Nieważne czy ktoś w to wierzy czy nie, musi tak mówić bo to jest oznaka przynależności. Jeśli zamiast „Cyganie” ma się mówić „ Romowie“, to chodzi o wprowadzenie pewnej normy, której przestrzeganie jest warunkiem przynależności lub aspirowania do klasy rządzącej – kontrola nad językiem jest jednocześnie kontrolą zachowań i kontrolą polityczną.

Panująca ideologia zawdzięcza swoją monopolistyczną pozycją wykluczeniu z publicznego dyskursu poglądów nonkonformistycznych. Język jakim posługuje się kartel władzy i jego media jest językiem walki politycznej, ma charakter polemiczny. Polemiczny nie znaczy, że jest narzędziem rzeczowej polemiki, na odwrót, nie odnosi się do rzeczywistości, a jego istotą jest to, że nie próbuje się poddać rzeczowej krytyce poglądu inaczej myślącego, ale chce mu w ogóle zablokować możliwość artykulacji poglądów.

Cała debata polega na wykazaniu, że dany pogląd odbiega od panującej ideologii i już samo to go kompromituje; u inaczej myślących diagnozuje się deficyty umysłowe („ciemny”,,,zaściankowy”), psychiczne (cierpiący na fobie) lub moralne („nienawiść“, „wrogość wobec…“, „pogarda dla człowieka”), aby go zawstydzić, zmusić do milczenia, napiętnować go jako wroga publicznego i w ten sposób usprawiedliwić jego wykluczenie z publicznego dyskursu. Kartel władzy pomoc otrzymuje od „partyjnych” nauk społecznych i politycznych, rozwijających nowy „język fachowy“, w którym immanentnie zawarte są (meta)ideologiczne przedzałożenia. Od tych „nauk“ przejmują go media i karmią nim publiczność.

Kleine-Hartlage opisuje jak manipuluje się językiem, poprzez tworzenie nowych pojęć, niekiedy, dla lepszego maskowania, w formie anglicyzmów (gender mainstreaming), zachowywanie starych słów i nadawanie im nowych znaczeń, zmianę ramy odniesienia, eufemizację, infantylizację itp. Zamiast „unijna biurokracja” mówi się „Europa”, przeciwnicy masowej imigracji z innych kontynentów staja się „rasistami”, ludzie, którzy przybywają za lepszą pracą i socjalem itp. nagle stają „uchodźcami”, „tolerancja“ = niedopuszczenie do głosu inaczej myślących i posłuszeństwo wobec odgórnych wytycznych, które mówią kogo „tolerować” a kogo nie.

Jednym z ogromnie rozpowszechnionych określeń, mających konotować coś radosnego, wesołego, jest słowo „kolorowy” (bunt). Uczniowie wraz dyrekcją ogłaszają, że ich szkoła jest „kolorowa”, inni, że ich miasto, dzielnica, kraj są „kolorowe”. Jest to przejaw niesłychanej wręcz infantylizacji. Takim usypiającym, słodziutkim, milutkim „językiem ciotuni“, takim dziecinnym kiczowatym językiem mówią przedstawiciele państwa z prezydentem włącznie.

Słowo „obcokrajowiec” zostało zastąpione „migrantem“ – jest to wyraz obcego pochodzenia, co wprowadza pewien dystans, a także jest nieobowiązujące, ot, to tylko tacy, co podróżują, wędrują. Na okreslenie „imigracji” używano normalnie słowa Einwanderung, obecnie Einwanderung jest wypierane przez Zuwanderung. Chodzi o to, że przedrostek „ein” sugeruje wejście do środka, do wewnątrz danej grupy, ma pewien odcień wtargnięcia, natomiast przedrostek „zu” w zuwandern sugeruje, że do grupy po prostu dołączają inni ludzie, dzieje się to niejako bezszmerowo, przybysze nikomu nie przeszkadzają, ich przybycie jest prawie niezauważalne. W tej semantycznej manipulacji chodzi więc o to, żeby użyć eufemizmu, aby z góry, w samej formie słowa założyć, że imigracja, nawet milionów ludzi spoza Europy, z innych kontynentów, innych religii, ras i cywilizacji, nie przynosi żadnych konfliktów, sprzeczności interesów, nie ma negatywnych skutków. W tym kontekście funkcjonuje inne Unwort „kultura gościnności”. Kartel władzy apeluje do tubylców, aby wykazali się „kulturą gościnności” to znaczy nie myśleli, nie pytali o koszty, o ewentualne negatywne skutki, ale po prostu byli gościnni i życzliwie witali przybyszów.

Jeśli słyszymy, że nie wolno nikogo „dyskryminować”, i dlatego władza prowadzi politykę antydyskryminacyjną, to wiedzmy, że oznacza to właśnie dyskryminację inaczej myślących. Nowego znaczenia nabrało określenie „odwaga cywilna”. Nie jest to już „odwaga w obliczu potężnych“, ale tchórzliwe, bezmyślne powtarzanie odgórnych interpretacji i posłuszne odpowiadanie na apele władzy czy innych ośrodków politycznego i społecznego wpływu np. „odwagę cywilną“ okazują ci, którzy biorą udział w demonstracjach i wiecach zorganizowanych przez establishmentowe partie i organizacje polityczne. „Odwaga cywilna“ w „żargonie erefenowskiej demokracji” to manifestowanie konformizmu.

Politycy wszystkich barw z lubością używają zwrotu „traktować poważnie lęki obywateli“. Kleine-Hartlage wyjaśnia, że kto mówi o „lękach” ludzi, ten jednocześnie daje do zrozumienia, że nie zamierza brać pod uwagę ich zastrzeżeń, interesów, racji i argumentów, których nieistnienie lub bezprzedmiotowość insynuuje jak coś co się rozumie samo przez się. Zanim jakkolwiek debata się zaczęła, wyznaczył jej założenia: za jego stanowiskiem stoją racjonalne przesłanki, a po stronie obywateli wyłącznie „lęki”.

Pokojowe, przebiegające spokojnie demonstracje, mające w niektórych przypadkach charakter spacerów, media nazywały „przemarszami” – Aufmarsch to nie tylko przemarsz, ale „koncentracja wojsk przed atakiem”; z tłumu spokojnie demonstrujących lub spacerujących zwykłych obywateli zrobiono niemal uzbrojone bojówki szykujące się do ataku. Ci pokojowo demonstrujący obywatele zostali nazwani „prawicowymi populistami“, „brunatnymi koszulami“ a nawet „hańbą dla republiki“. Oskarżono ich też o „islamofobię”. Sens słowa „islamofobia” to chorobliwy lęk przed islamem; to pojęcie zawiera zatem rutynowe demagogiczne nadużycie słowa „fobia“ w celu spatologizowania krytycznego nastawienia lub odrzucenia przedmiotu, czyli w tym przypadku islamu. Fakt, że mogą istnieć powody dla tej krytyki lub odrzucenia, zostaje już poprzez samo użycie tego słowa wykluczony, nawet jeśli te powody widać jak na dłoni, ich uzasadnienie wypełnia całe biblioteki i nie ma literalnie ani jednej europejskiej tradycji duchowej, z której nie wynikałaby krytyczna postawa wobec islamu.

Przedstawiciele kartelu władzy nawołują obywateli do „otwartości”, czyli szczerego swobodnego wypowiadania swojej opinii. Jednakże – zauważa Manfred Kleine-Hartlage – otwarte wyrażanie poglądów to ostatnia rzecz jaka w Niemczech jest pożądana, co stwierdzić może każdy kto otwarcie mówi co myśli, o ile oczywiście poprzez swoją wypowiedź opuszcza „ideologiczny kojec RFN“. Kto otwarcie wypowiada swoją opinię, ten staje się celem ataków mediów, polityków, naukowców, duchownych i wszystkich innych realizatorów wielkiego projektu społeczeństwa wielokulturowego.

Zdaniem niemieckiego politologa im bardziej ideologia panującej elity oddala się od języka i interesów „ludu“, im silniej „odkleja” się od rzeczywistości, im większy jest rozziew pomiędzy deklarowanymi oficjalnie wartościami i ideałami a prawdziwym stanem rzeczy, tym bardziej rośnie zakres i intensywność ideologicznej instrumentalizacji języka, tym agresywniejsze stają się polemiki i ataki na ideologicznego przeciwnika spoza elity funkcjonalnej lub na tego, kto odszedł od panującego języka. Coraz drobniejsze odchylenie od utrwalonych regulacji językowo-ideologicznych staje się powodem skandalu, coraz bardziej represywne prawo ogranicza wolność słowa, system używa coraz więcej formalnych i pozaformalnych instrumentów wykluczenia, przybierając charakter „ideologicznego apartheidu“. Jeśli w mediach i w wypowiedziach polityków pojawia się określenie „szeroka koalicja“ przeciw czemuś lub komuś, to można być pewnym, że w większości przypadków taka koalicja ma zapobiec wyrażaniu poglądów przez inaczej myślących. Prawo do odmiennego zdania zostaje zawieszone przez sfingowaną i uzurpowaną „wolę powszechną” (volonté génerérale). Jest to, jak wiemy, jakobińskie lub bolszewickie rozumienie demokracji. I w tym właśnie kierunku – twierdzi Manfred Kleine-Harlage – przebiega ewolucja obecnego systemu polityczno-ideologicznego w Niemczech i w całej Europie.

Tomasz Gabiś

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKaliningrad. „Będzie biednie, ale czysto i ładnie jak na Białorusi”.
Następny artykuł#Electricyerevan: kogo poraził prąd?
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/

2 KOMENTARZE

  1. […] „Kleine-Hartlage stworzył swego rodzaju leksykon wyjaśniający prawdziwe znaczenie i funkcję słów, określeń, zwrotów i sformułowań, politycznych pojęć, frazesów, sloganów, komunałów, eufemizmów wszechobecnych w standardowym, obowiązującym „żargonie erefenowskiej demokracji” (Lingua Secundae Republicae). (…) Pragnie pokazać, że nie należy patrzeć na znaczenia słów sugerowane przez władzę, lecz dostrzegać ich rzeczywistą funkcję jaką pełnią w ramach zwalczania przez nią opozycjonistów, dysydentów i inaczej myślących. Chce też nauczyć mieszkańców RFN-u czytania między wierszami (wielu z nich już to potrafi, ale jeszcze nie tak dobrze jak obywatele NRD). Autor poddaje wiwisekcji łącznie 131 haseł m.in. wyzwolenie, anyfaszyzm, ludność, brunatny, Niemiec, diversity management, dialog z islamem, kultura pamięci, bezalternatywny, ekstremista, homofobia, islamofobia, teorie spiskowe, integracja, „w naszym społeczeństwie nie ma miejsca dla…“, otwartość, otwartość na świat, lepszy świat, zachodnia wspólnota wartości, pojednanie, wartości konstytucyjne, dialog, wrogość wobec kobiet, wrogość wobec obcych, dojrzały obywatel, demokracja, polityka pamięci, szeroka koalicja, nienawiść, fundamentalista, gender, szeroka koalicja, różnorodność, gender mainstreaming, globalne wyzwania, wspólnota międzynarodowa, ludzie, prawicowy populizm, imigracja, „musimy poważnie potraktować lęki obywateli”, odwaga cywilna, tolerancja, kolorowy, różnorodność.” (T. Gabiś, Metaideologia i język polityczny RFN, http://nowadebata.pl/2015/10/25/metaideologia-i-je…). […]

  2. […] „Kleine-Hartlage stworzył swego rodzaju leksykon wyjaśniający prawdziwe znaczenie i funkcję słów, określeń, zwrotów i sformułowań, politycznych pojęć, frazesów, sloganów, komunałów, eufemizmów wszechobecnych w standardowym, obowiązującym „żargonie erefenowskiej demokracji” (Lingua Secundae Republicae). (…) Pragnie pokazać, że nie należy patrzeć na znaczenia słów sugerowane przez władzę, lecz dostrzegać ich rzeczywistą funkcję jaką pełnią w ramach zwalczania przez nią opozycjonistów, dysydentów i inaczej myślących. Chce też nauczyć mieszkańców RFN-u czytania między wierszami (wielu z nich już to potrafi, ale jeszcze nie tak dobrze jak obywatele NRD). Autor poddaje wiwisekcji łącznie 131 haseł m.in. wyzwolenie, anyfaszyzm, ludność, brunatny, Niemiec, diversity management, dialog z islamem, kultura pamięci, bezalternatywny, ekstremista, homofobia, islamofobia, teorie spiskowe, integracja, „w naszym społeczeństwie nie ma miejsca dla…“, otwartość, otwartość na świat, lepszy świat, zachodnia wspólnota wartości, pojednanie, wartości konstytucyjne, dialog, wrogość wobec kobiet, wrogość wobec obcych, dojrzały obywatel, demokracja, polityka pamięci, szeroka koalicja, nienawiść, fundamentalista, gender, szeroka koalicja, różnorodność, gender mainstreaming, globalne wyzwania, wspólnota międzynarodowa, ludzie, prawicowy populizm, imigracja, „musimy poważnie potraktować lęki obywateli”, odwaga cywilna, tolerancja, kolorowy, różnorodność.” (T. Gabiś, Metaideologia i język polityczny RFN, http://nowadebata.pl/2015/10/25/metaideologia-i-je…). […]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here