Czy liczby mówią prawdę o gospodarce Chin?

0

W ubiegłym roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował zaskakujący raport, z którego wynikało, że gospodarka chińska jest większa i bardziej wydajna niż gospodarka USA, zarówno pod względem PKB, jak i parytetu siły nabywczej (PPP). Chińczycy wyprodukowali więcej dóbr i dysponowali większą siłą nabywczą potrzebną do ich zakupu, co uznaje się powszechnie za przejaw dobrej koniunktury. Jednocześnie od października 2014 indeks giełdy w Szanghaju wzrósł ponad dwukrotnie. Temu błyskawicznemu wzrostowi towarzyszył, charakterystyczny dla okresu po recesji, boom budowlany jakiego jeszcze świat nie widział. W ciągu trzech lat, od 2011 do 2013 roku, zużyto w Chinach więcej cementu niż w USA przez cały wiek XX (zob. tutaj). Od piętnastu lat wszyscy, niezależnie od afiliacji politycznych, przyznają, że chiński kolos zaczął rywalizować z Ameryką o wpływy gospodarcze i kulturalne na świecie. Chiński „czerwony kapitalizm” zarządzany przez państwo zaczęto uznawać za wzór, który należy podziwiać i naśladować.

A jednak w 2015 roku okazało się, że chiński rynek akcji się załamuje, mimo rozpaczliwych wysiłków banku centralnego, mających doprowadzić do zwiększenia płynności za pomocą obligacji oraz kredytów gwarantowanych przez rząd. Od połowy czerwca wartość chińskich akcji spadła o 30 procent, w czym nie przeszkodziły ogromne zakupy akcji małych i średnich firm, dokonywane przez państwową China’s Security Finance Corporation.

Tymczasem taki rozwój wypadków nie powinien nikogo dziwić. Ogromny boom na chińskim rynku papierów wartościowych nie był bowiem wynikiem wzrostu wartości ani produktywności aktywów będących przedmiotem obrotu na giełdzie, lecz skutkiem wodospadu kredytów, którego źródłem był chiński bank centralny.

Chińska bańka na rynku nieruchomości

Zarówno wzrost cen akcji, jak i bezprecedensowy boom na rynku budowlanym były napędzane przede wszystkim pieniędzmi z kredytu oferowanego przez chiński bank centralny; koszty tego kredytu były sztucznie utrzymywane na bardzo niskim poziomie. Nowe bloki mieszkalne, drogi, dzielnice podmiejskie, systemy irygacyjne i wodociągowe, parki i centra handlowe nie powstawały bynajmniej ze środków pochodzących od prywatnych inwestorów lub przedsiębiorców, zarządzających ograniczonymi zasobami tak, aby jak najlepiej zaspokoić potrzeby konsumentów. Budowały je grupy bankierów, polityków i szefów prywatnych korporacji z odpowiednimi koneksjami.

Prawie siedemdziesiąt milionów luksusowych mieszkań stoi pustych. Owe wielkie przedsięwzięcia budowlane doprowadziły do epidemii „miast widm”. W każdym z nich miało zamieszkać kilka milionów ludzi, a mieszka kilka tysięcy. Na przełomie XX i XXI wieku zadłużenie gospodarki chińskiej wynosiło bilion dolarów. Po upływie 15 lat i zbudowaniu kilku miast-widm ów dług urósł do niewiarygodnej kwoty 25 bilionów. Na chińskich rynkach obserwujemy właśnie przedśmiertne konwulsje gospodarki, która z punktu widzenia rynków kapitałowych okazała się po prostu za mało wydajna, by udźwignąć obsługę takiego długu.

PKB i inne prymitywne wskaźniki ekonomiczne są mylące

PKB to wskaźnik, który ma przedstawiać wartość wszystkich transakcji zawartych na określonym terytorium. Zawiera bardzo niewiele użytecznych i precyzyjnych informacji na temat jakości życia w danym kraju. PKB jest sztucznie zawyżany poprzez uwzględnianie takich czynników jak „wartość” dodana, którą uzyskuje właściciel domu dzięki temu, że nie musi płacić czynszu. Do PKB zalicza się ponadto wydatki rządu, na przykład koszt zakupu nowych komputerów dla urzędników. Tymczasem taka transakcja powoduje jedynie przekierowanie nakładów pracy i surowców, których – gdyby nie zakup finansowany przez rząd – użyto by do zapewnienia konsumentom produktów o lepszej jakości lub w większej ilości.

Wydatki rządu nie są po prostu „neutralne”, lecz szkodliwe. Transakcje zakupów i sprzedaży, w których bierze udział rząd, nie podlegają regułom, które rządzą zachowaniami innych podmiotów działających na rynku. Nie powinniśmy więc zbytnio ufać danym dotyczącym PKB państwa, które wydaje świeżo wydrukowane pieniądze na przedsięwzięcia nie podlegające działaniu żadnych mechanizmów rynkowych.

Swoje zdumiewające wnioski dotyczące wzrostu gospodarczego Chin autorzy raportu MFW oraz ci, którzy potraktowali go poważnie, wyciągnęli głównie na podstawie danych o PKB. Porównywanie gospodarki chińskiej z gospodarką amerykańską za pomocą tak nieprecyzyjnego narzędzia jak ten wskaźnik jest niczym próba oceny czyjejś sprawności fizycznej po tym, jak bardzo ktoś się poci. Jakiej istotnej informacji dostarcza toporny PKB, skoro jego wartość jest podobna w wypadku gospodarki, która potrafi stworzyć takie firmy jak Google, Boeing, Costco i General Electric, i gospodarki, która wytwarza puste bloki mieszkalne? Ku rozczarowaniu keynesistów, wydatki wydatkom nie są równe.

Do niedawna, zanim jeszcze pojawił się „czerwony kapitalizm”, prześladowało nas widmo komunizmu sowieckiego. Pół wieku temu ekonomiści głównego nurtu paplali niestrudzenie o wschodzącej potędze gospodarczej Związku Sowieckiego. Powszechnie uważano, że sowiecka gospodarka sterowana przez rząd nie jest obciążona niewydolnością i innymi wadami, cechującymi z istoty „podatną na kaprysy losu”, „chaotyczną” amerykańską gospodarkę kapitalistyczną, w której jedni zostają bogaczami, a inni bankrutują. Laureat Nagrody Nobla Paul Samuelson, autor bardzo poczytnej książki Economics: An Introductory Analysis, prognozował, że choć PKB Związku Sowieckiego jest o połowę niższy niż PKB USA, to w 1984 (a już z pewnością w 1997) Rosjanie prześcigną Amerykę pod względem siły gospodarki. Związek Sowiecki upadł. Nic dziwnego, że eksperci się mylą, skoro polegają na tak mało wiarygodnych liczbach.

Amerykańska Rezerwa Federalna zaaranżowała boom w latach 2001–2007, sztucznie obniżając stopy procentowe; i właśnie powtarza tę operację. Przedsiębiorcy, wprowadzeni w błąd fałszywymi sygnałami płynącymi z rynku, a wywołanymi przez Rezerwę Federalną, utopili setki milionów dolarów w kapitałochłonnych przedsięwzięciach, głównie w sektorze budowlanym. Za boom zapłaciliśmy utratą milionów miejsc pracy, zmarnowaniem ludzkich wysiłków i zasobów. Chiński bank centralny nie wyciągnął żadnej nauki z tego eksperymentu Fedu, który miał tak katastrofalne konsekwencje. Chińczycy również słono za to zapłacą.

Yonathan Amselem

Przeł. Witold Falkowski

Mises Institute. Austrian Economics, Freedom, and Peace (Auburn, AL)
Tytuł oryginału: The Reality Behind the Numbers in China’s Boom-Bust Economy: https://mises.org/library/reality-behind-numbers-china%E2%80%99s-boom-bust-economy

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ