Syberia. „Jak była kolonią, tak i nią pozostanie”

0

Seminarium końcowe: „Syberia w systemie globalnych relacji gospodarczych” zamykało semestr zimowy fakultetu syberyjsko-amerykańskiego na kierunku ekonomia Uniwersytetu Państwowego w Irkucku. Dziekan Nadieżda Groszewa zaprosiła na nie zaprzyjaźnionego dziennikarza, Andrieja Sawczenkę, który wielokrotnie interesował się jej poglądami na temat odłączenia się Syberii od Rosji. „Chciałam, żeby posłuchał, że taki scenariusz jest niewskazany ze względów ekonomicznych”, wzdycha Groszewa, gdy wypytuję ją o historię, która stała się skandalem. Sawczenko przyprowadził ze sobą przyjaciela, Michaiła Kulechowa − koordynatora ruchu „Wyzwoleńcza Armia Syberii”, przemianowanego za radą służb specjalnych na „Okręgową Alternatywę dla Syberii (OAS)”. Aktywiści tego ugrupowania wysłuchali wykładów studentów o „konkurencyjności Syberii i jej strategicznych perspektywach rozwoju”. Następnie opublikowali na blogu ruchu artykuł o swoim wystąpieniu w roli ekspertów i dyskusji ze studentami najbardziej prestiżowego fakultetu, którego to dyplomy są wysoko cenione przez pracodawców, na temat tego jak modelować gospodarkę niezależnego państwa Syberia.

Tekst został przedrukowany w lokalnych mediach internetowych i rozpętała się burza. Uniwersytet oskarżono o rewoltę, a wykładowców o nauczanie separatyzmu. Do Groszewej przyszli śledczy z FSB, miejscowi i obwodowi prokuratorzy, Ministerstwo Edukacji i Nauki czterokrotnie wezwało ją do złożenia wyjaśnień. „Studentów wypytywano, do czego ich nakłaniano i jakie rozdawano wśród nich materiały. Oni oczywiście tłumaczyli, że nic podobnego nie miało miejsca. Niemniej kosztowało nas to naprawdę dużo nerwów” – żali się Pani dziekan. Czujni obywatele również złożyli zawiadomienie do prokuratury na zwolenników odłączenia się Syberii z OAS. Jednak, jak poinformował Kulechow, prokuratorzy już zrezygnowali z wszczęcia śledztwa i teraz rozpoczyna się rozpatrywanie nie kontrzawiadomienia – za składanie fałszywych zeznań. „Planujemy powtarzać takie akcje, pomimo że ci kretyni porządnie wystraszyli Rektorat Uniwersytetu Państwowego w Irkucku swoją histerią na temat «separatyzmu». Chciałbym poradzić im, by uczyli się praw kraju, w którego obronie występują. Oni nawet nie wiedzą, że państwo, w którym żyją, nazywa się federacją” − mówi Kulechow.

Ruch, którego jest koordynatorem, istnieje od 1998 r. Kulechow jest przekonany, że problematyka ta wybiega zasięgiem daleko poza obszar Syberii: „Swego rodzaju «separatyzm» jest obecny w Petersburgu, w Nowogrodzie Wielkim, w Riazaniu, i Kazaniu, w Krasnojarsku i Briańsku, a nawet w Moskwie”. Myślę, że przyszłość „opozycji” leży właśnie w nim, a nie w „RosPile” Nawalnego[1] czy w „uczciwych wyborach” Niemcowa[2].

Gdy próbuję dowiedzieć się od Kolechowa, co dokładnie nie podoba się członkom ruchu „Okręgowej Alternatywy dla Syberii” w polityce federalnego centrum, w odpowiedzi słyszę gniewny monolog: „Dla nas federalni[3] – to okupanci. Już 20 lat zajmuję się problemami Syberii Wschodniej. Problemy te są wyłącznie rezultatem polityki federalistów: począwszy od prywatyzacji do offshorowej praktyki holdingów, poprzez narzuconą nam strukturę samorządów, a skończywszy na zakazie połowu ryb w Bajkale przez miejscową ludność. Zniszczenie Floty rzecznej na Lenie, bankructwo − będące efektem celowych działań federalnych − 15 irkuckich zakładów produkujących samochody; czy gubernatorzy-gastarbeiterzy, nie potrafiący zrozumieć, dokąd ich wysłano do pracy. Wszystko to nas rujnuje. Złota Orda odbierała Rusi 10% − i to nosiło nazwę niewoli tatarskiej. A jak nazwać sytuację, gdy odbiera się 70%? Jesteśmy pewni, że w ramach aktualnego ustroju problemy te nigdy nie zostaną rozwiązane”.

Urzędnicy mogliby nazwać Kulechowa miejskim wariatem, gdyby nie to, że jego poglądy podziela wielu mieszkańców regionu. Na przykład – kampania protestacyjna „Jestem Sybirakiem[4]!” odniosła największy sukces w trakcie ostatniego spisu ludności. Według szacunków autorów pomysłu, Sybirakami w 2010 r. zadeklarowało się około 4,1 mln osób. Z kolei Federalna Służba Statystyki Państwowej (Rosstat) utrzymuje, że „Sybiraków” uzbierało się znacznie mniej niż 400 tys., dlatego też nie można ich uwzględnić w „tabeli składu narodowościowego”. Prasa lokalna donosiła o 4 tys. zadeklarowanych Sybiraków. Choć ostateczne wyniki spisu poznamy dopiero w 2013 r., to historia ta zmusza do refleksji.

Mimo iż sam Nowosybirsk przypomina małą Moskwę (te same biura, sklepy, kawiarnie, dzielnice sypialne, różni się tylko mniejszą liczbą cerkwi i tym, że jest tam spokojniej), to stolica nie jest tu, delikatnie mówiąc, lubiana. Stwierdzenie, że w regionie hasło „Dość karmienia Moskwy!”[5] cieszy się dużą popularnością − to mało powiedziane. Żarty, że „trzeba zakręcić im kurek, to wtedy odżyjemy”, powtarzają wszyscy: od taksówkarzy do urzędników miejskiej administracji. Co bardziej pomysłowi sugerują wszystkim przylatującym do Nowosybirska moskwianom od razu na lotnisku zawieszać dzwoneczki na nosie. Sprawa jednak nie ogranicza się do politycznego humoru. W marcu w Nowosybirsku powstały jednocześnie dwie organizacje podobne do ruchu Kulechowa.

Lider pierwszej z nich to 49-letni Aleksander Budnikow, który ma cztery sprawy karne za ekstremizm i szóstkę dzieci. Ten dawny właściciel trzech prywatnych firm ochroniarskich sprzedał mieszkanie w Nowosybirsku, przeprowadził się do „miejsc sakralnych” pod Gorno-Ałtajskiem i zajął się, jak sam to określa, poszukiwaniem prawdy. Na pytanie o źródło dochodu, śmiejąc się, odpowiada: „O to pytają wszystkie organy porządkowe. Oni nie mogą uwierzyć, że ludzie gotowi są nam pomagać. Oprócz tego dostajemy jeszcze zasiłek na dzieci”. Dwa tygodnie temu ten były członek ruchu „Rosyjskiej Jedności Narodowej” (RNE) ogłosił powstanie „Syberyjskiej Unii Suwerennej (SDS)”, której celem jest odłączenie się Syberii od Rosji. Członkowie unii są anonimowi, a program dalszych działań nie jest ujawniany.

Konferencja założycielska SDS przebiegła pod hasłem „Niech władza należy do narodu”. „Mało kto nie zgodzi się z tym, że Syberia jest surowcowym dodatkiem do Moskwy. A my przecież jesteśmy sercem Rosji. Wykorzystuje się nas jak niewolników, którzy wydobywają ropę naftową i obsługują pociągi wyjeżdzające z Rosji za granicę” – przemawiał Budnikow. „Trzeba zrozumieć, kim my jesteśmy: gospodarzami swojej ziemi czy obsługą gabinetu, który siedzi w Moskwie i Petersburgu? A dla rosyjskich nacjonalistów jesteśmy wręcz Azjatami”.

SDS stawia sobie za cel odbudowę, powołanie konfederacji, równość w stoskunkach z centrum federalnym, „państwo moralne” zamiast „państwa prawa”. „Pytałem mieszkańców Moskwy: „ile wy tutaj zarabiacie? Jaką macie emeryturę? Czy naprawdę nie wiecie, skąd są te pieniądze?” Popatrzcie tylko, jak żyją górnicy lub ludzie w naszych wsiach. Głodują, a wy te pieniądze wydajecie w knajpach! Jacy z was za przeproszeniem Rosjanie?!”

Trzeba przyznać, że Budnikowowi daleko jest do pisarza − „poczwiennika”[6] – Walentina Rasputina[7], który w 1989 r. na Zjeździe Deputatów Ludowych ZSRR zacytował kontrowersyjny czterowiersz: „Nie gań Sybiraka, że ma nóż w kieszeni, przecież przypomina on «Rosjanina» jak leopard borsuka”. Oprócz tego jest on przeciwny wyodrębnianiu narodowości „Sybirak” i nazywa siebie Rusinem.

„Oczywiście będą nas nazywać separatystami. Chociaż my kategorycznie jesteśmy przeciwni rozpadowi Rosji – przekonuje.  – Mówimy tak: jeśli «Moskowia» nie zwróci się ku regionom głową, to z Rosji pozostanie tylko głowa”.

W tym samym czasie co Budnikow o utworzeniu innej regionalnej organizacji poinformował człowiek różny od niego w każdym calu – Jewgienij Mitrofanow, 36-latek, praktykujący prawnik, szef regionalnej fundacji ochrony praw konsumentów. Mitrofanow to miejscowy Nawalny, który nie tylko prowadzi blog, ale również żąda, by organizacje udostępniały sprawozdania finansowe, jest za legalizacją broni palnej, a sam pracuje w sądach. Broni zarówno mieszkańców miasta, którzy kupli przeterminowane mleko, jak i weteranów wojennych, którym nie wydają mieszkań na własność, a także przedsiębiorców oszukanych na kredytach.

Partnerami Mitrofanowa są: przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Oszukanych Akcjonariuszy i Inwestorów – Aleksandr Bakajew, oraz malarz, reżyser – Artiom Łoskutow. Budnikow nazywa ich wrogami, globalistami i „pomarańczowymi”[8]. Jesienią nakręcili film dokumentalny Ropa w zamian za nic o „nędznym finansowaniu i braku sprawiedliwego udziału we własnych dochodach”, przez co „syberyjskie miasta nie mają bezpośredniego połączenia między sobą na wzajem” (cytat z oficjalnej strony filmu). Niedawno postanowili zarejestrować narodową autonomię kulturową Sybiraków – „Wola Syberyjska”. „Nie popieramy separatyzmu, jesteśmy za wyrównywaniem poziomu jakości życia w różnych regionach”, wyjaśnia Mitrofanow. „Dlaczego na moskiewskiego bezdomnego psa wydaje się więcej pieniędzy niż na statystycznego rosyjskiego emeryta, który mieszka w regionie?”

Celem autonomii jest zapewnienie każdemu Sybirakowi takiego samego pakietu socjalnego jak ten, który otrzymuje mieszkaniec stolicy, zjednoczenie ludzi myślących podobnie, którzy rozumieją specyfikę problemów regionalnych, a także promocja syberyjskiego patriotyzmu. Na wybór autonomii dla Syberii zdecydowali się po deklaracji Dmitrija Miedwiediewa, że nie należy tworzyć partii regionalnych, gdyż jest to pierwszy krok ku separatyzmowi. „To jak my jesteśmy reprezentowani na mapie federalnej? Gdzie jest ta osoba, która broni naszych interesów?” – Mitrofanow przemawia niczym w sądzie – „Wertykał władzy działa w jedną stronę: prezydent mianował przedstawiciela, mianował gubernatora i transmituje do nas swoją wolę. Deputowanych do Dumy Państwowej, reprezentujących imitacje partii, z całym szacunkiem, widzimy miesiąc przed wyborami, a potem oni nawet nie wiedzą, czym żyje region (w którym zostali wybrani – przyp. red.)”.

„Wolę Syberyjską” wspierają finansowo miejscowi przedsiębiorcy, którzy wychodzenie na ulice z hasłami uważają za bezsensowne, ale na politykę federalnego centrum też są wściekli. Organy porządkowe najbardziej wnikliwie przyglądają się autonomii – przekonuje Mitrofanow. Ze śmiechem opowiada o wspólnym z nacjonalistami mityngu „Dość karmienia Moskwy!”, na którym było tylu milicjantów i pracowników służb specjalnych, że można być pewnym  problemów podczas przyszłej rejestracji autonomii.

Tych, na pierwszy rzut oka, całkowicie nie podobnych do siebie ludzi – Budnikowa, imperialistę ezoteryka, i Mitrofanowa, świeckiego liberała – łączy bardzo podobna logika. Z rozmów z nimi wyłania się następujący obraz: separatyzmu nie ma, są tylko ludzie niezadowoleni z aktualnej sytuacji. „«Separatyzm» to słowo wymyślone przez władzę federalną, żeby z jednej strony usprawiedliwić prywatne interesy federalnych” – choć nieświadomie, to Mitrofanow zgadza się z Budnikowem. „Z drugiej zaś strony jest to sposób ignorowania problemów: czego oni tam chcą, to tylko jacyś separatyści, po co ich słuchać? Głównym straszakiem jest stwierdzenie, że separatyści chcą oddać kraj Japonii lub Chinom. A tak naprawdę to władza federalna wynajmuje ziemie z przeznaczeniem na rolnictwo mieszkańcom krajów Azji Południowo-Wschodniej. To Putin oddał Chinom wyspy Tarabarow i Wielką Ussuryjską. Tak więc kto tu jest tak naprawdę separatystą?”

Po dziesiątce spotkań tworzę top-listę problemów Syberii wywołanych polityką federalnego centrum. Pierwszy z nich to komunikacja. Bilet na kuszetkę w pociągu relacji Nowosybirsk-Moskwa kosztuje 7 tysięcy rubli, czyli mniej więcej tyle samo co bilet lotniczy do stolicy. Kolej jest przeciążona. Lecieć za granicę jest taniej przez Chiny lub Turcję niż z przesiadkami w Rosji. Na przykład koszt przelotu z Nowosybirska do Berlina z przesiadką w Stambule kosztuje 16 547 rubli, a z przesiadką w Moskwie i przylotem na następny dzień – prawie 20 000 rubli. Już teraz niedaleko od Chabarowska, w przygranicznym mieście Fujuan dobiega końca budowa chińskiego lotniska, którego przepustowość za osiem lat powinna wynosić 157 tysięcy pasażerów rocznie. Miejscowi mówią, że jak tylko Chińczycy otworzą lotnisko, to duży port lotniczy w Chabarowsku, przez który przechodzą prawie wszystkie syberyjskie loty, zostanie zamknięty. Najważniejsze będzie dotarcie do Pekinu, skąd każdego dnia kursuje kilka lotów do prawie wszystkich dużych miast świata.

Entuzjaści proponują walczyć ze zbliżającym się kryzysem transportowym za pomocą statków na powietrznych poduszkach (po syberyjsku „dycholotów”[9]). Niezbędna jest, jak twierdzą, trasa dla „dycholotów” na rzekach Ob, Ket, Jenisiej, Czuna z wyjściem na Zbiornik Bracki. Doktor nauk ekonomicznych, prof. Władimir Małow, jeden z ekspertów, występujących w filmie Ropa w zamian za nic, mówi o potrzebie zdublowania Kolei Transsyberyjskiej, która związałaby ze sobą południowe rejony: „Jakie aktualnie realizuje się projekty państwowe? Soczi! Piłka nożna! Droga szybkiego ruchu Moskwa-Petersburg! To właśnie tam idą wszystkie pieniądze. A jeszcze jednej trasy równoległej do Kolei Transsyberyjskiej, łączącej północ kraju, tworzącej tym samym nowy pas rozwoju ekonomicznego, RŻD (Kolej Rosyjska − przyp. red.) nie chcą. Wolą budować w Arabii Saudyjskiej, w Ameryce Łacińskiej, bo to prestiżowe. A wewnątrz Rosji jest to drogie i opłacalność jest zapewne niska. Ale natychmiastowych dochodów od kolei nie należy oczekiwać”. Jako przykład przytacza on Chiny, które w ciągu tych 20 lat, gdy w Rosji jedynie „się mówi”, zbudowały wysokogórską trasę do Tybetu, na wysokości 5 tysięcy metrów. „Czy ona się opłaca? Nie. Jednak, gdy w 2008 r. zaczęło się tam powstanie, to momentalnie przerzucono tam wojska i wszystko ucichło. Chiny panują nad swoim terytorium”.

Drugi problem to „sufit prawa federalnego”, w który deputowani i aktywiści społeczni uderzają głową podczas rozwiązywania problemów lokalnych. Dobitnym tego przykładem jest historia z akcjonariuszami w obwodzie nowosybirskim. W samym Nowosybirsku buduje się ponad 350 budynków mieszkalnych, z których 200 Aleksandr Bakajew, przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Oszukanych Akcjonariuszy i Inwestorów, zalicza do problematycznych. Oznacza to min. 30 tysięcy poszkodowanych.

Po półtora roku strajków, mityngów i głodówek akcjonariusze zaczęli prowadzić z władzami regionalnymi „produktywny dialog”. „Jednak okazać jakąkolwiek pomoc podmiotowi federacji może tylko na miarę swoich możliwości”, żali się Bakajew. „Na przykład wymyśliliśmy ustawę, na mocy której oszukanym akcjonariuszom wydzielane są dodatkowe grunty w celu poprawy stanu finansowego nieskończonych obiektów”. Ustawa została opracowana i przyjęta na zebraniu obwodowym, a teraz samorząd i podmiot federacji nie mogą dopisać przepisów wykonawczych, gdyż według prawa rosyjskiego ziemia przeznaczona pod zabudowę mieszkaniową wydzielana jest wyłącznie w drodze aukcji.

„Moskwa ze swojego olbrzymiego budżetu na samo ukończenie kilkunastu nieskończonych obiektów w Północno-Zachodnim Okręgu Administracyjnym Moskwy (SZAO) przeznaczyła 3,1 miliarda rubli; swoimi pieniędzmi zamyka te problemowe budowy. Dla porównania  cały budżet Nowosybirska to 30 miliardów rubli i nas na to nie stać” – mówi Bakajew. W rezultacie wybrał inną drogę – będzie forsował zmiany w prawie przez Dumę Państwową. „Jednak powinniśmy mieć możliwość przyjmowania ustaw na poziomie regionalnym w szerokim spektrum spraw” − dodaje.

Bakajew, który zajął się pracą społeczną po tym, jak został oszukany jako akcjonariusz, przytacza aforyzm: „Należy zmieniać państwo zamieszkania lub zmieniać państwo, w którym się mieszka”. On wybrał to drugie: wymyślił nagrodę „Złota rzepa” dla urzędników i polityków, którzy wyróżnili się „kuriozalnymi wypowiedziami lub skandalicznym zachowaniem”.  Sprawił, że imienne wyniki głosowania na deputowanych do rady miasta i obwodowej dumy są publikowane publikowania, doprowadził do powstania grupy roboczej ds. wprowadzenia instytucji ombudsmana, którego w obwodzie nowosybirskim do tej pory nie ma. Bakajew dobrze radzi sobie z władzą regionalną, a Moskwę uważa za dobudówkę, która przeszkadza w rozwoju regionu.

W Syberii są niezadowoleni nie tylko z władzy federalnej, również ze stoliczną opozycją niewielu sympatyzuje. To wcale nie dziwi, gdyż główne obywatelskie ruchy protestacyjne, począwszy od obrońców przedszkoli, a skończywszy na przeciwnikach opłaty wjazdowej dla kierowców samochodów, powstały najpierw w Syberii i na Dalekim Wschodzie. W Moskwie ich odpowiedników bardzo często po prostu nie było.

Nowosybirsk to miasto wysokiej kultury politycznej. W marszu „Za wolne wybory” była tu oddzielna „Syberyjska kolumna” z biało-zielonymi flagami syberyjskimi i hasłami, zapożyczonymi u Basków: „Demokracja − to prawo narodu do samostanowienia”. O prawo obywateli do mityngów i marszy walczono tutaj kilkanaście lat. Mijają już dwa lata odkąd policja ostatni raz rozgoniła niesankcjonowaną akcję (zwyczajnie pod koniec manifestacji uprzejmie prosi organizatorów, żeby sami stawili się na komisariacie), nie wspominając już o tradycyjnym w Moskwie „aresztanctwie”[10].

W trakcie grudniowych wyborów do Dumy Państwowej, gdy większość mieszkańców Moskwy dowiadywała się wyłącznie z reportaży o „karuzelach”[11] i dorzucanych kartach do głosowania, prawie wszystkie lokale wyborcze w Nowosybirsku były obstawione przez obserwatorów i członków Dzielnicowych Komisji Wyborczych reprezentujących opozycyjne partie. Na wyborach prezydenckich obserwatorów było nieco mniej, ale równie bacznie czuwali oni nad ich przebiegiem. Co więcej, gdy starano się zmusić pracowników sfery budżetowej do zagłosowania na konkretnego kandydata, ci odgrażali się, że zagłosują na każdego byle nie na wskazanego. W rezultacie urzędnicy próbujący wykorzystać naciski administracyjne otrzymywali reprymendę od doradców ds. technologii politycznej.

„Oprócz tego nie zwraca się na nas uwagi, uważa się za ludzi drugiego gatunku” – w głosie publicysty internetowego portalu „Tajga.info” Aleksieja Mazura nie pobrzmiewa uraza lecz zdziwienie doświadczonego człowieka. Przytacza on jako przykład ruch protestacyjny kierowców samochodów. W Moskwie mieszka jeden z jego członków − Wiaczesław Łysakow, „którego w ruchu «Za prawą kierownicę» darzono niewielkim zaufaniem”. Jednak ze względu na jego dyspozycyjność do udzielania komentarzy wszyscy moskiewscy dziennikarze właśnie z nim przeprowadzali wywiady na ten temat. W rezultacie powstało wrażenie, że to on jest liderem ruchu. Kiedy oddziały regionalne stworzyły silną Federację Właścicieli Samochodów Rosji (FAR), Łysakow został odsunięty od spraw, ale moskiewskie media tego nie zauważyły i jeszcze przez długi czas „czciły króla”. W tym czasie prezydentem FAR został Siergiej Kanajew z Nowosybirska, a najbardziej znaczącymi przedstawicielstwami stał się Kraj Nadmorski, z koordynatorem Anastasią Zagorujko, i Kraj Ałtajski, z Wiktorem Klepikowym na czele.

„To bardzo dobry przykład. Moskwa jest zamknięta w swoich granicach. Ten sam werykał władzy, za który krytykują Putina, budowany jest we wszystkich ruchach obywatelskich i partiach politycznych. Moskwocentryczna świadomość nie pozwala rozejrzeć się dookoła. Ludzie w Moskwie myślą, że reprezentują sobą ruchy z całej Rosji, przy czym nie ma to żadnego związku z «zamkadjem»[12]. Ruch «Za uczciwie wybory» zamknął się między sobą  i Kremlem na zasadzie: to my jesteśmy narodem i to my rozmawiamy z władzą. Tymczasem należy się odwrócić i rozmawiać z ludźmi”, z oburzeniem oznajmia Mazur.

W lutym do Nowosybirska dotarł „pancerny pociąg wolności”. Aktywiści „Ligi wyborców” − prezenterka telewizyjna Tatiana Łazariewa, dziennikarz Siergiej Parchomienko i pisarz Dmitrij Bykow − przyjechali do miasta, wynajęli klub, powiesili plakaty i zasiedli na scenie. „Przyjechali tutaj uczyć. Przepraszam, kogo wy chcecie uczyć?” – złości się Mazur. „W Nowosybirsku na wyborach do Dumy partia «Jedinaja Rossija» uzyskała 27% głosów. W Moskwie dostała 49%. Przyjedźcie lepiej i spytajcie, jak Wam się udało z tymi 27%? Dlaczego nie było naruszeń w trakcie wyborów?” Jednak ani jednej próby nawiązania kontaktu z miejscowymi aktywistami lub organizatorami mityngów przedstawiciele „Ligi wyborców” nie podjęli. „A później w Moskwie zasiada komitet obywatelski: zbierają się w klubie, ustawiają kamerę i zaczynają mówić. Kim jesteście? W imieniu kogo tam siedzicie? Ja jestem w Nowosybirsku, kto mnie tam reprezentuje? W rezultacie poparcie ruchu «przeciwko Putinowi» gwałtownie spada” – uważa Mazur – „90% narodu mieszka za MKAD-em. Jeśli rozmawiamy o rewolucji, to oczywiście mowa o Moskwie. A jeśli chcecie wyborów to należy zacząć rozmawiać z regionami”.

Paradoksem jest to, że przy braku sympatii do Moskwy coraz więcej mieszkańców Syberii ciągnie do stolicy. „Najlepsi wyjeżdżają. Mogę to powiedzieć jako matka, której dziecko wyjechało do Moskwy”, śmieje się redaktor naczelna miejscowej gazety internetowej „Sib.fm” – Iwa Awrorina. „Z całą pewnością można powiedzieć, że jeśliby ludzie, którzy wyjechali, zostali tutaj, to już teraz byłby to zupełnie inny region” − powtarza Mitrofanow. „Duża część niebojących się mówić i pisać  ludzi wyjeżdża do Moskwy i potem chodzą tam na Plac Błotny[13]. Więcej niż połowa ludzi, którzy wyszli na ulice Moskwy to przyjezdni” – potwierdza Mazur.

Jednak to właśnie ci ludzie, którzy żyją w tych mrozach, dają Rosji prawo nazywać Syberię swoim terytorium, przekonują mnie moi rozmówcy. „Jeśli tutaj na miejscu Sybiraków będą mieszkać Chińczycy, to Syberia przestanie być rosyjska już po pięciu latach” − prognozuje Mazur. „Zgadzamy się, że podziemne złoża są ogólnonarodowe, ale my, jak i nasi przodkowie, zamieszkujemy ten teren po to, by wydobywać te złoża, więc dlaczego mieszkańcy kwitnącego Kraju Krasnodarskiego powinni otrzymywać więcej pieniędzy niż mieszkańcy Syberii?” „Zróbcie coś, żeby przyciągnąć tutaj ludzi. Klimat – to kolejny problem. W Niżnim Priangarie[14] ludzie żyli w okresie mrozów i znajdowali jedzenie przez 400 lat, a teraz to miejsce opuszczają – przecież nie z powodu pogody”, przekonany jest Małow. „Nasza Syberia to kraj możliwości, woli, przestrzeni. Jeśli rozsądnie wykorzystać ten wizerunek, to można wiele osiągnąć. Stworzenie wysoko płatnych miejsc pracy to jedyny sposób na zatrzymanie spadającej liczby mieszkańców Syberii. W przeciwnym wypadku tak jak kolonią była, kolonią pozostanie. Możliwe tylko, że już nie naszą”.

Olesia Gierasimienko

16 kwietnia 2012 r.

Fragment z książki „Niejedna Rosja” (Неединая Россия), cykl reportaży o rosyjskim regionalizmie i separatyzmie autorstwa Olesi Gierasimienko, napisanych w 2012 r. dla czasopisma „Kommersant-Vlast”. Wyd. Common place, Moskwa 2013 r. przekład z j. rosyjskiego – r.j.

Przypisy:

[1] „RosPil”, ros. „РосПил” − organizacja społeczna powstała w 2010 r. z inicjatywy Aleksandra Nawalnego w celu kontroli wydatków budżetowych na poziomie federalnym, struktur samorządowych oraz firm państwowych. (Przyp. red.).
[2] „Za uczciwe wybory”, ros. „За честные выборы” − hasło akcji protestacyjnych, których seria rozpoczęła się w 2011 r. Jednym z liderów był Borys Niemcow. (Przyp. red.)
[3] W tekście chodzi o urzędników państwowych sprawujących władzę na poziomie federalnym. (Przyp. red.).
[4] W tekście celowo użyta jest duża litera ze względu na tematykę reportażu. (Przyp. tłum.).
[5] Wezwanie nawiązuje do wysuniętego w 2011 r. hasła „Dosyć karmienia Kaukazu”, ros. „Хватит кормить Кавказ”, organizowanej przez rosyjskich nacjonalistów w Moskwie, zjednoczonych pod szyldem „Rosyjska platforma”, którzy sprzeciwiają się wysokim dotacjom wysyłanym przez rząd federalny na Kaukaz Północny, przede wszystkim do Czeczenii. (Przyp. red.).
[6] „Poczwienniczestwo”, ros. „почвенничество” − ruch końca XIX w. w Rosji, uważany za ultranacjonalistyczny, który zabiegał o pełną emancypację chłopów. Ruch ideologicznie − negował wszelkie zwyczaje i zasady pochodzące z Europy Zachodniej − zbliżony był do ruchu słowianofilów. Negował zarówno nihilizm, liberalizm, jak i marksizm. Twórcami ideologii byli: Nikołaj Strachow, Nikołaj Danilewski i Konstantin Leontiew. (Przyp. red.).
[7] Walentin Rasputin (1937−2015) − nazywany „wiejskim pisarzem” publicysta, działacz społeczny. (Przyp. red.).
[8] Ros. „оранжисты” – pojęcie o zabarwieniu negatywnym używane w Rosji dla określenia zwolenników tzw. „pomarańczowej rewolucji”, która miała miejsce w Ukrainie w 2004 r. W tekście bohater reportażu używa tego pojęcia ironicznie. (Przyp. red.).
[9] Po polsku „wodolotów” (Przyp. tłum.)
[10] Ros. „винтилово” − (od „винтить” − wiercić się, uciekać, także aresztować), pojęcie z rosyjskiego slangu, początkowo było używane przez młodzież hipisowską na oznaczenie obławy organizowanej na nią przez milicję. Obecnie weszło do języka potocznego jako określenie aresztowania przez policję protestujących przeciwko władzy. (Przyp. red.).
[11] Organizowane niezgodne z prawem wielokrotne głosowanie przez te same osoby. (Przyp. tłum.).
[12] MKAD − ros. МКАД, moskiewska obwodnica, przez wielu mieszkańców wyznaczająca nieoficjalną granicę miasta. „Zamkadje” − pojęcie o zabarwieniu ironicznym, określające część Rosji poza Moskwą. (Przyp. red.).
[13] Plac Błotny − ros. болотная площадь, jest symbolem społecznego ruchu opozycyjnego wobec władzy po wydarzeniach z 2011 r., gdy zebrało się tam według różnych danych od 20 do 40 tys. osób protestujących przeciwko sfałszowaniu wyborów do niższej izby parlamentu. (Przyp. red.).
[14] Ros. Нижнее Приангарье − region w Kraju Krasnojarskim, położony w dolnym biegu rzeki Angara i w pobliżu jej ujścia do Jeniseju. (Przyp. tłum.).

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ