Dziesięć lat rządów Angeli Merkel – dziesięć lat niszczenia demokracji i państwa prawa

0

W atmosferze jesiennego smutku niemieckie kraje związkowe donoszą o kolejnej rekordowej fali imigrantów. Nikt nie potrafi powiedzieć, ilu ich w sumie przybyło, bo władze nie mają nawet przybliżonych informacji o pełnej liczbie zarejestrowanych. Tym bardziej nie wiadomo, ilu przekroczyło nasze granice nie poddając się rejestracji. Musiało to niedawno przyznać Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, zapytane przez tygodnik „Focus”. Mówi się o 10.000 przybyszów każdego dnia. Prosty rachunek pozwala wyliczyć, kiedy wyczerpią się nasze możliwości.

Nie są to bynajmniej – jak dawniej wielokrotnie zapewniano – uchodźcy szukający schronienia, ale, młodzi na ogół, mężczyźni zwabieni fałszywymi zachętami, które nasi politycy wciąż podtrzymują. Przybywają do nas dobrze zorganizowanymi szlakami przemytniczymi, płacąc za to duże pieniądze. Nawet gdyby nasza federalna doktor nauk przyrodniczych nie potrafiła liczyć, to powinna przynajmniej wiedzieć, że płyn można wlewać do naczynia tylko do określonego momentu. Jeszcze na chwilę ciecz tworzy menisk wypukły, ale potem, nie znajdując już żadnej zapory, się przelewa.

Nie mamy tu jednak do czynienia z rozlanym mlekiem, ale z ludźmi. Przybyli do nas z oczekiwaniami, które są fałszywe i nie do spełnienia. Jak zareagują, kiedy zobaczą, że ich nadzieje zostały zawiedzione? Wśród nowoprzybyłych już zaczynają się niepokoje; budzą one obawy, że stanie się coś złego.

Dziesięć lat rządów Merkel to lata samowoli w podejściu do prawa i ustaw. W ostatnich tygodniach rozmaite instytucje piętnowały liczne przypadki łamania prawa przez jej rząd. Na przykład Rada Wspólna Federalnego Urzędu do Spraw Uchodźców (BAMF) krytykuje obecną praktykę opracowywania wniosków azylowych Syryjczyków. Mówi, że skrócona procedura pisemna, bez szczegółowego sprawdzania wnioskodawców, podatna jest na oszustwa i „nie da się pogodzić z zasadą państwa prawa”. Doświadczenie pracowników BAMF pozwala uznać, że „znaczna część starających się o azyl podaje fałszywą tożsamość, aby zyskać szansę pozostania i możliwość sprowadzenia rodziny”.

Były poseł do Bundestagu i były wiceprzewodniczący CSU Peter Gauweiler mówi o pełzającym rozkładzie praworządności w Niemczech i zarzuca rządowi federalnemu systematyczne naruszanie paragrafu azylowego Ustawy Zasadniczej. Przypomina, że na prawo do azylu „nie może powoływać się ten, kto przybywa z kraju członkowskiego Wspólnoty Europejskiej” – tak dosłownie stanowi konstytucja w artykule 16a, punkt 2. Gauweiler dodaje, że nie może być zgody na to, by naruszanie konstytucji przyjmować ze wzruszeniem ramion z powodu praktycznej niemożności jej przestrzegania. W państwie praworządnym tylko parlament może decydować o wprowadzaniu uregulowań nadzwyczajnych. Dopóki nie ma stosownej ustawy, urzędnicy policji federalnej stają się „umundurowanymi pomocnikami w ucieczce”.

W traktacie lizbońskim „członkowie UE zobowiązali się – po to, by możliwe było zniesienie kontroli na granicach wewnętrznych – do wypracowania wspólnej polityki w zakresie azylu, imigracji i kontroli na granicach zewnętrznych”. Dzisiaj każdy Europejczyk wie, że na granicach zewnętrznych nie ma skutecznej kontroli. „Skoro zewnętrzna granica UE nie pełni funkcji ochronnej, Bundestag i Bundesrat muszą postarać się o rewizję układu lizbońskiego”, apeluje Gauweiler, dodając: „Musimy znów zająć się ochroną naszych granic”.

Nic takiego się nie dzieje. Przeciwnie, Merkel przy każdej okazji powtarza, że nie istnieją żadne ograniczenia w przyjmowaniu imigrantów, i w ten sposób zwiększa tylko ich napływ. Na zakończenie najnowszego oświadczenia rządowego powtórzyła swą mantrę: „Damy radę!”. Nie powiedziała jednak, kto, dlaczego i w jaki sposób miałby dać radę.

Skargi burmistrzów i starostów powiatowych, którzy nie wiedzą już, co począć z przysyłanymi im ludźmi, przechodzą bez echa tak samo, jak zarzuty zatroskanych obywateli, którzy nie mają ideologicznych klapek na oczach i, kierując się tylko zdrowym rozsądkiem, wiedzą, że obecny chaos może bardzo szybko doprowadzić do katastrofy. Senator do spraw zdrowia i opieki społecznej Berlina, Mario Czaja, powiedział niedawno (na użytek wewnętrzny), że sytuację panującą w stolicy da się utrzymać pod kontrolą jeszcze najwyżej kilka tygodni. Co stanie się potem? Starcie wszystkich ze wszystkimi?

Odkąd Merkel jest kanclerzem, szeroka opinia publiczna zastanawia się, jakimi przekonaniami kieruje się szefowa rządu, która obejmując po raz pierwszy urząd zaskoczyła nas zdaniem, że chce służyć Niemcom. Obecnie z każdym dniem coraz lepiej widać, że pod jej kierownictwem niszczona jest najlepsza demokracja, jaką kiedykolwiek miały Niemcy. Państwo prawa ma zostać zastąpione jakimś nowym bytem, który 21 września 2015 r. wiceprzewodnicząca SPD, pełnomocniczka rządu ds. migracji, uchodźców i integracji oraz minister stanu w urzędzie kanclerskim Aydan Özoğuz tak opisała w dokumencie strategicznym: „Stoimy przed fundamentalną zmianą. Nasze społeczeństwo będzie stawało się coraz bardziej różnorodne. Będzie to trudne, męczące, niekiedy bolesne. Nasze współżycie trzeba będzie negocjować codziennie od nowa”.

Sformułowanie „trzeba negocjować codziennie od nowa” oznacza unieważnienie państwa prawa. Sukces zachodniego modelu praworządności polega właśnie na tym, że ludzie żyją w bezpiecznych strukturach, a wzajemnych stosunków nie trzeba co dzień na nowo negocjować. W myśl wspomnianego ministerialnego dokumentu celem strategicznym – a może świadomie akceptowaną, nieuchronną strategiczną szkodą uboczną – jest likwidacja państwa prawa i przekreślenie jednej z najważniejszych zdobyczy europejskiej cywilizacji, jaką jest wyraźne określenie zasad i swobody działania każdego obywatela. Zostało to bez dyskusji przyklepane przez rząd Merkel.

Dla uspokojenia choć może trzeba powiedzieć: dla omamienia obywateli rząd przyjął rzekomo najostrzejszą w dziejach RFN nowelizację ustawy o azylu. Tyle że jej wdrażanie jest równie nieskuteczne, co przestrzeganie już istniejących ustaw. Wszędzie wokół widać tymczasem wyraźne oznaki przeciążenia społeczeństwa. Ważne zadania bieżące miast i gmin nie są realizowane, ponieważ wszyscy pracownicy zajmują się imigrantami. W godzinach przyjęć Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych trudno zastać kogokolwiek, bo wszyscy urzędnicy zostali – po odbyciu przyspieszonych kursów – przydzieleni do procedur azylowych.

Pilnowanie porządku w ośrodkach azylowych musiały przejąć prywatne firmy ochroniarskie, ponieważ policja jest permanentnie przeciążona. Nie wiadomo, czy Bundeswehra jest jeszcze w stanie gotowości do działania, bo coraz więcej żołnierzy zajmuje się szykowaniem miejsc noclegowych dla imigrantów. Aby zrobić dla nich miejsce, żołnierze niektórych jednostek zostali przekwaterowani z koszar do namiotów pneumatycznych.

Rząd Merkel, posługując się dewizą „potrzeba stoi ponad prawem”, niepostrzeżenie wprowadził stan wyjątkowy. Krytykom jego chaotycznej polityki zamyka się usta coraz brutalniejszymi metodami. Gwarantowane przez konstytucję prawo do zgromadzeń i demonstracji daje się utrzymać już tylko przy dużym zaangażowaniu policji. Kontrdemonstracje blokują albo zakrzykują niemiłe im legalne demonstracje. Uczestniczyli w takich zdarzeniach nawet członkowie gabinetu Merkel, np. minister sprawiedliwości Maas. Na właścicieli lokali wywiera się presję, by nie wynajmowali pomieszczeń Alternatywie dla Niemiec lub innym organizacjom umieszczonym na czarnej liście przez nadzorców czuwających nad przestrzeganiem poprawności politycznej. Coraz częściej mamy do czynienia z nadgorliwością w posłusznym spełnianiu ich oczekiwań np. Congress Hotel w Hanowerze anulował rezerwację pokoi dla członków Alternatywy dla Niemiec, bo tak zdecydował dyrektor, chcąc zapewnić wszystkim gościom bezpieczeństwo. „Należy się spodziewać, że w demonstracji przed sąsiednim i bezpośrednio przyległym Centrum Kongresowym w Hanowerze weźmie udział ok. 5.000 osób. Nie można przeto wykluczyć konfrontacji. Chcielibyśmy, na ile to możliwe, trzymać się z dala od zamieszek”. Chodzi o ogólnokrajowy zjazd Alternatywy dla Niemiec, który miało zakłócić zapowiedzianych 5.000 demonstrantów. Niemal bez sprzeciwu i niedostrzeżone przez szeroką opinię publiczną pojawiły się w Niemczech pod rządami pani Merkel zjawiska znane ze schyłkowego okresu Republiki Weimarskiej. A instytucje demokratyczne – jak w Republice Weimarskiej – nie potrafią powstrzymać nasilających się z dnia na dzień tendencji totalitarnych.

Vera Lengsfeld

Przeł. Jacek Dąbrowski

Źródło: Achse des Guten 

O autorce:

Vera Lengsfeld (ur. 4 maja 1952 r. w Sondershausen, Turyngia) jest niemiecką polityczką i publicystką. W 1970 r. podjęła studia historyczne na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku, a od 1972 r. studiowała na Uniwersytecie im. Humboldtów w Berlinie. Po studiach pracowała jako lektorka i asystentka w Centralnym Instytucie Filozofii Akademii Nauk NRD. Od 1975 r. była członkiem SED. Od 1981 r. działała w rozmaitych grupach opozycyjnych. Z tego powodu została objęta zakazem wykonywania zawodu i przeszła do wydawnictwa Neues Leben, gdzie pracowała do 1983 r. jako lektorka. Z powodu udziału w publicznych protestach przeciw rozmieszczeniu rakiet nuklearnych w NRD została w 1983 r. wykluczona z partii. Od 1985 r. zajmowała się pszczelarstwem i pracowała jako tłumaczka. Działała w opozycyjnej grupie Gegenstimmen (Głosy Sprzeciwu), a w 1986 r. moderowała pierwsze seminarium na temat praw człowieka w parafii ewangelickiej Berlin-Friedrichsfelde. W 1987 r. była współzałożycielką Kościoła Oddolnego. Zorganizowała liczne imprezy ruchu pokojowego i obrońców środowiska w NRD. W styczniu 1988 r. została aresztowana pod zarzutem „próby zwołania zgromadzenia” i skazana na 6 miesięcy więzienia. Była obrończynią praw obywatelskich i członkiem pierwszej wyłonionej w wolnych wyborach Izby Ludowej NRD. Od 1990 do 2005 r. była posłanką do Bundestagu (do 1996 r. z ramienia Związku 90/Zielonych, od 1996 r. CDU). Od tamtej pory jest niezależną publicystką W lipcu 2012 r. została przewodniczącą krajowego Zrzeszenia Ofiar Stalinizmu w Berlinie-Brandenburgii. Zasiadała w zarządzie ponadpartyjnego Konwentu Obywatelskiego.

Jest autorką kilku książek, pisała artykuły do „Süddeutsche Zeitung”, „Frankfurter Rundschau”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Spiegla” i „Focusa”. Prowadzi stałą rubrykę w blogach Die Achse des Guten i Die Freie Welt. Jest też autorką miesięcznika „eigentümlich frei” i pisze artykuły do „Preußische Allgemeine Zeitung” i „Bayernkurier”.

Napisała:

  • Virus der Heuchler. Innenansicht aus Stasiakten, Berlin 1992.
  • Mein Weg zur Freiheit. Von nun an ging’s bergauf, München 2002.
  • Neustart! Was sich in Politik und Gesellschaft ändern muss. Umdenken lohnt. Freiheit und
  • Fairness statt Gleichheit und Gerechtigkeit, München 2006.
  • Ich wollte frei sein. Die Mauer, die Stasi, die Revolution, München 2011.
  • Tagebuch der Friedlichen Revolution. 1. Januar bis 31. Dezember, Jena 2014.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ