Publicystyka polityczna Jana Emila Skiwskiego, czyli niezłomny Europejczyk na wygnaniu w Caracas marzy o zjednoczonej Europie

0

Jan Emil Skiwski (1894-1956) był znanym przedwojennym krytykiem literackim, tłumaczem, eseistą, a także publicystą politycznym. Aktywnie uczestniczył w międzywojennym życiu bohemy artystycznej i literackiej, był między innymi przyjacielem Tadeusza Boya- Żeleńskiego. Po wojnie, w latach 40 i 50., opublikował pod pseudonimem jedynie nieliczne artykuły w paryskiej „Kulturze”. Natomiast po roku 1989 przedruki jego artykułów ukazywały się w niszowych prawicowych pismach takich jak „Stańczyk” czy „Arcana” (zwłaszcza korespondencja Skiwskiego ze znanymi postaciami międzywojennego i emigracyjnego życia politycznego). W III Rzeczpospolitej tylko nieliczni autorzy mieli odwagę pisać o tym kontrowersyjnym a zarazem oryginalnym publicyście, między innymi: Tomasz Gabiś, Piotr Kosmala i Maciej Urbanowski, który w 2003 r. wydał biografię Skiwskiego (Maciej Urbanowski, Człowiek z głębszego podziemia. Życie i twórczość Jana Emila Skiwskiego, Kraków 2003). Ponadto autor Na przełaj był praktycznie nie do wykorzystania przez zwalczające się obozy w „wojnie polsko-polskiej”. Nie mówiono głośno o nim ani na prawicy, ani na lewicy, gdyż mógł być mieczem obosiecznym, wykorzystanym doraźnie przez każdy obóz polityczny a zarazem potencjalnie użytym przeciwko każdemu innemu obozowi politycznemu. W Trzeciej Rzeczpospolitej lepiej więc było trzymać jego publicystykę nadal pod kluczem. Wydaje się, że dopiero obecnie, po ukazaniu się niezwykle popularnych prac polskich rewizjonistów historycznych, takich jak: Paweł Wieczorkiewicz (Historia polityczna Polski 1935-1945), Piotr Zychowicz (Pakt Ribbentrop-Beck; Opcja niemiecka)) czy Rafał Ziemkiewicz (Jakie piękne samobójstwo), nastał sprzyjający klimat intelektualny dla wydania całości jego powojennej publicystyki. Zebrał ją krakowski polonista Maciej Urbanowski – zob. Jan Emil Skiwski, To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946-1956, (Łomianki 2014). Większość zamieszczonych w tym tomie szkiców i artykułów nie była dotąd publikowana ani w kraju, ani na emigracji, zarówno ze względu na ostrość wyrażanych sądów, jak i wojenną przeszłość autora,

W okresie międzywojennym Skiwski szedł własną drogą polityczną „na przełaj” polskiej myśli politycznej. Zaczynał w endeckiej „Myśli Narodowej”, potem pisywał do katolickiej „Tęczy”, którą porzucił z kolei dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, aby ostatecznie znaleźć swoją niszę w sanacyjnym „Pionie”. Trudno byłoby go zaliczyć jednoznacznie do jakiegokolwiek obozu politycznego, nic więc dziwnego, że współcześni bardzo często zarzucali mu koniunkturalizm. Zarzut ten był jednak niesłuszny – jego postawa wynikała bowiem z pewnej przekory intelektualnej,  ze skłonności do zajmowania stanowisk skrajnych, dzięki czemu mógł łatwiej dostrzegać „dialektyczną” złożoność rzeczywistości.

Pod koniec lat trzydziestych popierał założony przez pułkownika Adama Koca Obóz Zjednoczenia Narodowego. Uważał wtedy, że Polska, zagrożona przez dwie totalitarne potęgi: Niemcy hitlerowskie i Rosję stalinowską, nie ostoi się bez gruntownej modernizacji, którą zapewnić może jej tylko pewna forma polskiego totalizmu, którego zaczyn miał stanowić OZN. Druga połowa lat trzydziestych to rosnąca także pozycja Skiwskiego w międzywojennym życiu literackim. Opublikował wówczas między innymi: Poza wieszczbiarstwem i pedanterią. Żeromski – pisarz i apostoł oraz inne szkice krytyczne (Poznań 1929), Na przełaj (Warszawa 1935), Człowiek wśród potworów (Warszawa 1930). W 1939 roku został wybrany wiceprezesem Związku Literatów Polskich i wszedł do władz polskiego PEN Clubu.

Jego karierę przerwała II wojna światowa, pod koniec której jako jedyny znaczący polski pisarz głosił słowem i czynem idee współpracy z Rzeszą Niemiecką. To spowodowało, że „skazany” został na zapomnienie tak w kraju, jak i na emigracji, na którą udał się po wojnie. Nie zapomniano mu nigdy, że w roku 1944 w obliczu zbliżania się frontu sowieckiego, założył wraz z Feliksem Burdeckim pismo „Przełom”, wydawane za zgodą niemieckiego wydziału propagandy. Głosiło ono konieczność zaprzestania przez podziemie polskie walki z Niemcami, w sytuacji zbliżania się bolszewików (zob. na ten temat G. Strządała, Drogą „na przełaj” do zjednoczonej Europy – rzecz o periodyku „Przełom” (1944 – 1945), „Templum Novum” 2009 nr 8, ss.134 -156;).

Totalizm sowiecki był według obu autorów śmiertelnym zagrożeniem dla całej Europy, a jedyną realną fizyczną osłoną przed nim stawała się armia niemiecka. Głęboki wpływ na poglądy Skiwskiego wywarła wizyta w Katyniu w roku 1943. Skala zbrodni sowieckich z całą pewnością była dla niego ogromnym wstrząsem, który upewnił go co do słuszności podjęcia współpracy z Niemcami. Co istotne, nie tylko, że na wyjazd do Katynia nie uzyskał zgody władz podziemnych (tak jak to było w przypadku Ferdynanda Goetla), to jeszcze udzielił wywiadu kontrolowanym przez władze okupacyjne czasopismom, czym mocno naraził się ówczesnym kręgom politycznym (zob. J.E. Skiwski, Czerwony bies atakuje kulturę. Wywiad z literatem Skiwskim na temat Katynia. „Goniec Krakowski”,  24 kwietnia 1943, nr 96. s.2.) Warto tu zaznaczyć, że wydawany przez Skiwskiego „Przełom” głosił koncepcję stworzenia zjednoczonej Europy pod egidą Niemiec i choć klęska Rzeszy była też naturalnym końcem niektórych koncepcji Skiwskiego, to zwolennikiem idei zjednoczenia Europy pozostał on do końca życia. Można tu przeprowadzić analogię postaw między nim a francuskim pisarzem głoszącym ideę paneuropejskiego faszyzmu Pierre`m Drieu La Rochelle, który także współpracował w okresie wojny z Niemcami. Dodajmy, że różne były powojenne losy obu pisarzy: Pierre Drieu La Rochelle wybrał samobójstwo, by uniknąć śmierci z rąk francuskich komunistów, natomiast Skiwskiemu udało się w 1945 r. uciec przed rosyjskimi i polskimi komunistami do Monachium (używał wtedy przybranego nazwiska Jan Rogalski),  skąd przedostał się do Włoch, gdzie zgłosił się do stacjonujących w Anconie wojsk polskich. Gdy jednak ujawnił swoją prawdziwą tożsamość, został osadzony w obozie dla niemieckich jeńców wojennych, ale po jakimś czasie go zwolniono. W PRL rozesłano za nim list gończy; został też potępiony na I Zjeździe Delegatów Związku Zawodowego Literatów Polskich. Władze komunistyczne starały się bezskutecznie o jego ekstradycję. Toteż nic dziwnego, że Skiwski nie czuł się bezpiecznie w Europie i postanowił wyemigrować dalej. Gdy nie powiodły się próby wyjazdu do Kanady i Argentyny, w roku 1948 wyjechał, wraz z towarzyszącą mu rodziną, do Wenezueli. W Caracas znalazł pracę w Bibliotece Narodowej. Pomimo trudnych warunków materialnych w jakich żył, angażował się w życie kulturalne tamtejszej Polonii, redagował pismo „Głos Polaka w Wenezueli”.

Przebywając we Włoszech, jeszcze przed wyjazdem do Wenezueli, nawiązał Skiwski kontakt z Jerzym Giedroyciem redaktorem naczelnym „Kultury”, korespondował z nim przez jakiś czas i zamieszczał w jego periodyku swoje artykuły pod różnymi pseudonimami. Przykładem może być podpisany pseudonimem „Karol Ignacy Hołobocki” artykuł zatytułowany Fenomenolodzy polskości,  który powstał w obozie we Włoszech. Nie jest do końca jasne, czy Giedroyc wiedział o działalności Skiwskiego w czasie wojny; w każdym razie obaj panowie znali się niewątpliwie jeszcze z okresu międzywojennego, kiedy to „Polityka” Giedroycia, w dość zasadniczy sposób, często polemizowała ze Skiwskim. Tak czy inaczej wybitny przedwojenny krytyk literacki jakim był bez wątpienia autor Na przełaj, stanowił cenny nabytek dla nowo powstającego pisma.

Po przyjeździe do Caracas kontakt ten chwilowo się urwał, po czym został nawiązany ponownie. Skiwski prenumerował „Kulturę”, zamawiał także polskie książki. Szukał też wśród Polonii prenumeratorów „Kultury”, zresztą z dość mizernym skutkiem. Zamieszczał w tym piśmie kolejne artykuły pod zmieniającymi się pseudonimami – bał się dekonspiracji, tym bardziej, że w roku 1949 doszły go wiadomości o procesie, jaki wytoczono mu w Krakowie za współpracę z okupacyjną prasą niemiecką wydawaną w języku polskim. Peerelowski sąd skazał go zaocznie na dożywocie. Sytuacja ta była powodem coraz większej izolacji politycznej Skiwskiego

Zamknięte były dla niego – co oczywiste – łamy prasy krajowej, ale także łamy prasy emigracyjnej. Nie udało mu się nawiązać kontaktu z „Wiadomościami Polskimi”, prawdopodobnie ze względu na konflikt z okresu międzywojennego (jak tłumaczył Skiwski w liście do Melchiora Wańkowicza: „Grydzewski mnie nie lubi. Rozeszliśmy się z trzaskiem na tle chamsko – żydowskich zaczepek Słonimskiego”). Kontakt z redaktorem naczelnym „Kultury” też się urwał, ponieważ Giedroyciowi coraz trudniej przychodziło zaakceptowanie antyamerykańskich poglądów Skiwskiego. Do zerwania doszło około 1950 r., kiedy to powstał tekst Solidaryzm europejski. Giedroyc nie zgodził się go zamieścić, proponował pewne poprawki, łagodzące antyamerykańskie akcenty. Skiwski zmienił nieco tekst, ale jego polityczna wymowa nadal była dla redaktora „Kultury” nie do przyjęcia. Ostatecznie Giedroyc odesłał go z powrotem do Caracas. Tak zakończyła się korespondencja obu panów. Skiwskiemu – izolowanemu politycznie i pozbawionemu możliwości publicznego przedstawiania swoich poglądów – pozostawało korespondowanie z podobnymi mu outsiderami politycznymi takimi jak Jędrzej Giertych, Stanisław Cat ­– Mackiewicz czy Melchior Wańkowicz.

Pod koniec życia napisał,  pod pseudonimem Jan Rogalski, tekst zatytułowany: Problematyka polityczna Polski współczesnej,  który w roku 1955 wysłał do znanych postaci polskiej emigracji między innymi do prezydenta RP Augusta Zaleskiego, profesora Adama Żółtowskiego, prezesa Stronnictwa Narodowego Tadeusza Bieleckiego, Jędrzeja Giertycha, Stanisława Cata–Mackiewicza, Zygmunta Rusinka, księdza Kamila Kantaka, Zygmunta Nowakowskiego, Ferdynanda Goetla, Zarządu Stronnictwa Ludowego Wolność. Artykuł nie wywołał żywszych reakcji wśród polskiej emigracji politycznej – odpowiedziało Skiwskiemu zaledwie kilka osób. W 1955 r. odwiedził go Józef Czapski podróżujący wtedy po Ameryce Południowej. Jak uważa Maciej Urbanowski, to właśnie on zasugerował Skiwskiemu nawiązanie ponownej korespondencji z Giedroyciem. Pod wpływem tej sugestii Skiwski wysłał – za pośrednictwem przedstawiciela rządu RP na wychodźstwie Zygmunta Zawadowskiego – redaktorowi „Kultury” swój szkic zatytułowany Kompleks Maginiota. Jednakże Giedroyc go nie opublikował i odesłał z powrotem Zawadowskiemu. W liście doń wyłuszczył powody, dla których tekst ten się nie ukazał: „Drogi Panie Ministrze, odsyłam artykuł Rogalla, z którego nie skorzystam. Autor niewątpliwie idzie po linii «Kultury», ale jest szereg sformułowań dość ryzykownych jak np. traktowanie Niemiec Zachodnich jako kolonii amerykańskiej. Na pewno tak nie jest i coraz bardziej tak nie jest […]”. Ambasador Zawadowski nie zdążył przesłać odpowiedzi Giedroycia autorowi – Skiwski zmarł na atak serca 2 marca 1956 r. Następnego dnia został pochowany w Caracas jako Jan Rogalski.

Emigracyjne pisarstwo polityczne Skiwskiego było bardzo wielowątkowe; dotyczyło cywilizacji, miejsca Polski w Europie, sytuacji powojennej, oceny przedwojennych elit RP i wielu innych kwestii, niekiedy luźno związanych z polityką. Dominowała jednak problematyka drugiej wojny światowej, co jest zrozumiałe ze względu na postawę samego autora w tamtym czasie, jak i na fakt, że zadecydowała ona o losach całej Europy po 1945 roku. Z jednej strony starał się wytłumaczyć swoje zaangażowanie w koncesjonowanym przez Niemców periodyku „Przełom”, z drugiej zaś krytykował elity przywódcze Polskiego Państwa Podziemnego za nieodpowiedzialne – jego zdaniem – szafowanie krwią narodu i ślepotę polityczną (wiara w obietnice aliantów). W liście do Stanisława Cata–Mackiewicza z lipca 1955 r. polemizował z zarzutami koniunkturalizmu politycznego stawianymi mu przez brata premiera, Józefa Mackiewicza a dotyczącymi jego współpracy z pismem „Przełom”:

Pan Józef Mackiewicz raczył pominąć, formułując swój sąd o mnie, okoliczność najważniejszą, że mianowicie moja działalność publicystyczna przypadała na czas, kiedy klęska niemiecka nie budziła już w nikim wątpliwości. To jest na drugą połowę 1944 i początek 1945 roku. Ludzie «trzeźwo myślący» (o sobie) w tym okresie, jeśli nawet przed tym opierali się działaniu bakcyla proalianckiego, zabiegali teraz gorliwie o «dobrą opinię». Mnie chodziło o co innego. Chodziło mi o to, aby w tym krytycznym okresie postawić przed oczy ludziom konieczność szukania porozumienia z Niemcami mimo, a nawet właśnie wobec zbliżającej się ich klęski; wobec rozciągnięcia się władzy sowieckiej na nas i na nich.

Skiwski był surowym recenzentem tak przedwojennej, jak i wojennej polityki rządu polskiego. Twierdził, że kardynalnym błędem polskiej polityki zagranicznej było przyjęcie dwustronnych gwarancji pomiędzy Polską a Wielką Brytanią w 1939 r., skierowanych przeciwko Niemcom, ponieważ doprowadziło do podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow i wywołało uderzenie niemieckie na Polskę:

Gdybyśmy w r. 1939 porozumieli się z Niemcami, pakt Ribbentrop –Mołotow nie byłby w ogóle potrzebny i Niemcy swoje pierwsze uderzenie mogliby skierować na Sowiety. Uderzenie świeżych sił niemieckich na wschód w r.1939 byłoby szybkie i zwycięskie. Następnie uporanie się z Anglią, wówczas do wojny nie przygotowaną, nie byłoby trudne. W tym czasie losy Wielkiej Brytanii wisiały u warg biednego ministra Józefa Becka, który był za słaby, aby pójść przeciw ulicy […].

Widać tutaj wyraźnie wpływ koncepcji Władysława Studnickiego, który również uważał, że przyjęcie gwarancji angielskich zwiększy, a nie zmniejszy prawdopodobieństwo wybuchu wojny z Niemcami; różnica polegała na tym, że Studnicki sądził, iż uderzenie niemieckie w pierwszej kolejności skierowałoby się przeciwko państwom zachodnim, a potem dopiero w kierunku wschodnim. Zresztą sam Skiwski powoływał się w liście do Melchiora Wańkowicza na znajomość z Władysławem Studnickim: „Czczę pamięć tego człowieka […]. Był to jedyny człowiek, który mnie rozumiał”. Podobne stanowisko co Skiwski zajmowali po wojnie także inni publicyści: Stanisław Cat – Mackiewicz, Jerzy Łojek, Lech Mażewski i Grzegorz Górski, ostatnio także Piotr Zychowicz i Rafał Ziemkiewicz. Jednak w przypadku Skiwskiego postawienie na Niemcy nie było dyktowane tylko realizmem politycznym, troską o przetrwanie narodu, czy wyborem „mniejszego zła”, ale była także uzasadniane cywilizacyjnie.

W liście do Stanisława Cata – Mackiewicza Skiwski pisał:

Dlaczego twierdzę, że należało się porozumieć z Niemcami w r.1939, nie bacząc na wszystkie nawet uzasadnione antypatie i do Niemców i do hitleryzmu? – z przyczyny łatwo zrozumiałej. Był to ostatni moment, kiedy można jeszcze było zapobiec organizowaniu Azji przez Sowiety. Sprawa zasadniczej wagi dla cywilizacji europejskiej. Zwycięstwo Niemiec wydarłoby Azję Moskwie. Idąc z aliantami, otworzyliśmy Rosji drogę do Azji, Azji do Europy. Rosja po klęsce Niemiec wylizała się nadzwyczaj szybko z ran i dziś niemal włada Azją.

Zdaniem Skiwskiego polityką polską w czasie ostatniej wojny rządziła „ulica”. Przywódców politycznych oskarżał o uleganie emocjom tłumu – tak było w 1939 r. w przypadku Józefa Becka i w 1944 r. w przypadku Tadeusza Bora – Komorowskiego. Oceniając powstanie warszawskie stwierdzał, że było ono niepożądane z punktu widzenia zarówno aliantów, jak i Sowietów. Mogło się udać tylko pod warunkiem gdyby to było: „powstanie czerwone, witające entuzjastycznie «bratnią armię radziecką», torującą drogę komunie w głąb Kraju. Czyli powstanie podjęte z myślą usadowienia w Belwederze Bolesława Bieruta. Ale ten cel został wkrótce osiągnięty bez naszej pomocy”.

W podobnym duchu oceniał powstanie warszawskie w liście do Stanisława Cata – Mackiewicza, gdzie niewybrednie atakował przywódców powstania pisząc o „elicie kretynów”, która „naprawdę liczyła na sowieckie poparcie akcji podjętej z myślą o osadzeniu w Warszawie antysowieckiego rządu”. Ostro krytykował politykę Polskiego Państwa Podziemnego. Kontynuując sabotaż i akcje dywersyjne przeciw Niemcom narażano na represje okupanta społeczeństwo polskie i torowano drogę zwycięskim bolszewikom: „[…] ruch podziemny pracował wówczas na to, aby sprowadzić co prędzej w Polsce ten stan rzeczy, nad którym obecnie jego ludzie załamują ręce, zaś […] akcja, której celem była walka z biologicznym wyniszczeniem narodu, stała się sama źródłem tego wyniszczenia”.

Polska mimo potężnych ofiar i strat, należąc formalnie do koalicji państw zwycięskich, nie uzyskała – jego zdaniem – nawet części tych korzyści jakie odniósł naród włoski, były sojusznik Niemiec i kolebka faszyzmu. Pomimo to, Skiwski nie negował potrzeby istnienia ruchu oporu w ogóle, ale uważał, że powinien on się ograniczyć do: działań o charakterze oświatowym, wydawania w podziemiu prasy i książek, nasłuchu radiowego, pomocy społecznej. Należy jednak pamiętać, że o postawie społeczeństwa polskiego wobec okupanta niemieckiego decydowała także postawa władz niemieckich, którą Skiwski osądzał bardzo surowo : „Hitler prześcignął tu wszystko, co kiedykolwiek zrobili zaborcy. Carowie rosyjscy wprawdzie zsyłali Polaków na Sybir, ale nie żądali od nas, byśmy dobrowolnie ładowali transporty skazańców”. W innym miejscu pisał: „Nazizm przeprowadził swój program imperialistyczny w sposób nie tylko chamski, ale wybitnie histeryczny. Dlatego (przynajmniej także dlatego) przegrał”. Dwa czynniki zdecydowały – jego zdaniem ­– o niemożności porozumienia się z okupantem; nawet w obliczu zbliżania frontu sowieckiego: pogardliwy stosunek władz niemieckich do społeczeństwa polskiego i nieistnienie poważniejszych ośrodków polskich gotowych pójść na współpracę. Doniosłym czynnikiem była także ślepa wiara przywódców podziemia w gwarancje aliantów, istna „choroba wierności”. W liście do Jędrzeja Giertycha tak to formułował: „Chorujemy na kompleks wierności wobec łotrów, którzy nas nikczemnie oszukali”. Obawiał się tej „histerii wierności” na wypadek wybuchu trzeciej wojny światowej, ponieważ mogła być w przyszłości powodem „nowych bezsensownych strat”.

Skiwski uważał, że cechą polityki polskiej była zawsze prostolinijność, wyrażająca się w akceptacji prostego schematu: „ «Nieprzyjacielem naszym jest ten, kto nas w tej chwili bije. Przyjacielem – kto bije tego, kto nas bije». Ani kroku dalej – bo to zalatuje zdradą! Wykluczone jest tutaj przewidywanie przyszłości, wykluczona ocena własnego położenia na tle rozgrywającego się dramatu dziejów”. Dogmat ten masy przyjmowały jako oczywistość, ale też wyższe warstwy społeczne nie śmiały wyjść po za te ograniczenia, co było przyczyną polskiej „antypolitycznej” polityki. Zdaniem Skiwskiego Polska była jedynym krajem, w którym nastroje mas sterowały polityką, podczas gdy to elity powinny odpowiednio kierować nastrojami mas, szukaćuzgodnienia pomiędzy własnymi założeniami a masą narodową”. Uzgodnienie suponuje rozmysł, taktykę, plan, zaś w Polsce nastroje mas były świętością nietykalną, źródłem i ujściem polityki co doskonale obrazowały – według niego – lata 1939–1945, kiedy to jedynym godnym uznania hasłem było: „Wygnać wroga z granic Rzeczypospolitej. […] Wroga, który dziś depce Ojczyznę polską. A jutro? – Zobaczymy!”

„Antypolityczna” polityka polska była doskonałą pożywką dla imperializmu angloamerykańskiego. „Kult gestu” i ofiar oraz dogmat „niewidzenia sąsiadów” sprzyjał sytuacji, w której Polska stawała się narzędziem prowokacji międzynarodowej. Było to tym bardziej niebezpieczne w sytuacji, gdy nad światem wisiała możliwość wybuchu kolejnej wojny światowej i nie było pewne jak wówczas zachowa się naród polski. Skiwski ostrzegał przed antysowiecką irredentą w kraju i powtarzał: „Śmierć sama przez się nie ma żadnej skuteczności politycznej”. Należało jego zdaniem rozładowywać rebelianckie nastroje w kraju i na odwieczny dylemat „bić się czy nie bić”, odpowiadał stanowczo „nie bić się”: […] „jeśli Polacy zajmą się «dodatkowo» dywersją na tyłach armii sowieckiej. I zacznie się upychanie Polakami koncłagrów. Bolszewicy nie patyczkują się. Jakie będą koszty tej dodatkowej roboty, to najmniej obejdzie rządy J.K.M. i pana Trumana. A nas to bardzo obchodzi. Nie damy się wciągnąć w akcję bezsensowną i dla narodu zabójczą”.

Krytykując politykę rządów przedwrześniowych i rządu polskiego na uchodźctwie za ślepo proaliancką postawę, Skiwski przeciwstawiał im politykę polską w 1914 r.,  kiedy to powstały dwa obozy: jeden – symbolizowany przez Romana Dmowskiego – opierał się o Rosję, drugi, którego symbolem był Józef Piłsudski, o państwa centralne. Oba warianty były – jego zdaniem – realistyczne, ponieważ uwzględniały uwarunkowania geopolityczne: „Asekurowanie się na dwa fronty było wtedy słuszne. Udział nasz w wojnie po stronie Austrii był całkowicie polityczny. Legiony Piłsudskiego były zalążkiem naszej siły zbrojnej, jednak nie mogły zaważyć na przebiegu wojny. Nie wpływając na losy wojny, otworzyliśmy sobie dwa wyloty na pokój”.

Oba obozy polityczne przysłużyły się odbudowie państwa polskiego, szkodliwa natomiast była walka pomiędzy nimi w okresie międzywojennym. W liście do Jędrzeja Giertycha stwierdził, że uważa siebie w pewnym stopniu za „ucznia Dmowskiego”, i przyznawał pewne zasługi narodowej demokracji, zaraz jednak oskarżał endecję o to, że w dużym stopniu to ona była odpowiedzialna za rozpętanie w kraju histerii proalianckiej i uważał efekty jej działalności za opłakane. Opcja prorosyjska w sytuacji zwycięstwa w Rosji bolszewików przestała być aktualna, „[…] trzeba było się ratować jakąś substytucją. Tą substytucją stała się bezkrytyczna wiara w aliantów”. Polityce endeckiej przeciwstawiał Skiwski pozytywny przykład Marszałka Piłsudskiego, który, w jego przekonaniu, wcale nie był politycznym idealistą i niepodległościowym romantykiem, lecz twardym realistą na zimno kalkulującym zyski i straty podjętych decyzji:

Rok 1934 pokazał dopiero w całej pełni, jak wielkim był Piłsudski mężem stanu. Plan wojny prewencyjnej z Niemcami był posunięciem znakomitego polityka. […] Jeden Piłsudski ocenił sytuację i powziął rozwiązanie. Ocenił siły nasze i alianckie, ocenił rosnący dynamizm polityki niemieckiej. Postawił wniosek: trzeba teraz na nich uderzyć. Ponieważ Francja odmówiła, Piłsudski jak każdy prawdziwy mąż stanu, pozostał wierny zasadzie: «Najlepiej wroga pobić a jeżeli to niemożliwe, trzeba się z nim porozumieć» i zawarł pakt o nieagresji z Niemcami.

Analizując sytuację polityczną Europy i świata po wojnie Skiwski zajmował stanowisko zdecydowanie wrogie Stanom Zjednoczonym; pisał wręcz o swej „bezbrzeżnej nienawiści” do Anglosasów. Owa nienawiść miała swoje źródło w postawie tych państw w czasie II wojny światowej, ale w przypadku USA miała ona swoje uzasadnienie także historiozoficzne i polityczne. Stany Zjednoczone przedstawiał jako twierdzę zmechanizowanej i zmaterializowanej cywilizacji, „teren przyszłego nadnarodu jakiejś cywilizacji syntetycznej”. Porównywał bardzo często amerykański imperializm do imperializmu sowieckiego: „istnieją tylko dwa warianty zagłady cywilizacji zachodniej: sowiecki i amerykański”. W innym zaś miejscu dodawał: „[…] dylemat: albo Ameryka albo Sowiety jest pozorny. Nie ma tu przeciwstawności. Jest współdziałanie”.. Szybkie i zdecydowane zwycięstwo Ameryki w wojnie światowej – przekonywał – byłoby katastrofą dla Europy i ludzkości. Europa zniszczona i głodująca, stałaby się obiektem amerykańskiej dominacji ekonomicznej:

Nowa katastrofa gorsza od wojennej przeorałaby narody europejskie. Stalibyśmy się posłusznym stadem odbiorców, dzikusów oszołomionych zabawkami dla dorosłych, którymi zarzucałby nas dobry Sam. […] Co się specjalnie Polski tyczy, to myślę, że upadlibyśmy głębiej od innych narodów. Bo nie mamy żadnych tam, żadnych zabezpieczeń wewnętrznych przeciw inwazji barbarii, dość przebiegłej, by zostawić nietkniętą naszą symbolikę narodową i nasze slogany.

Imperializm amerykański określał mianem „imperializmu handlowego” i uważał tę formę imperializmu za bardziej niebezpieczną od budzącego naturalny opór społeczeństw imperializmu wojującego. Związek Sowiecki stawał się, w opinii Skiwskiego, państwem coraz bardziej „azjatyckim” i przez to niebezpiecznym dla Europy. Konflikt Wschód – Zachód wydawał mu się konfliktem nie tyle systemów społeczno-gospodarczych, co konfliktem cywilizacji. Sowiety w jego przekonaniu zaktywizowały Azję ulegając zarazem jej wpływom: „[…] proces azjatyzacji Rosji po wyniszczeniu warstw historycznych i włączeniu w zasięg polityki i państwowości sowieckiej coraz to nowych narodów azjatyckich kolosalnie się posunął. Dziś już nie ma miejsca na rusofilstwo. Jest tylko możliwy filoazjatyzm”. Co ciekawe, Skiwski uważał, że ZSRR jest skazany na zwycięstwo w tym sensie, że jego główne postulaty muszą być spełnione. Wojna miała się toczyć nie o realizację tych idei albo ich zniszczenie, tylko o to czy będą one wprowadzone metodami europejskimi, czy azjatyckimi. Takie podejście do ZSRR różniło Skiwskiego od tradycyjnej antykomunistycznej prawicy, która główne zło systemu sowieckiego widziała w panującej tam ideologii. W innym miejscu pisał Skiwski o „trzeciej Rosji”, która być może wyłoni się po upadku komunizmu i która nie będzie kontynuatorką ani Rosji Czerwonej, ani Białej. Będzie natomiast łączyć dialektycznie tradycje imperialne carskiej Rosji i pewne pozytywne elementy sowieckiej rzeczywistości. Proces ten byłby dla Rosji – zdaniem Skińskiego – korzystny, dlatego tym bardziej dla Europy niebezpieczny.

Jedyną szansą Europy okupowanej przez dwa imperializmy amerykański i sowiecki było stworzenie federacji europejskiej, ponieważ jak twierdził Skiwski, żyjemy w świecie tworzącego się integralizmu politycznego, era państw niepodległych należy już do przeszłości. W tym ujęciu każde z państw formalnie niepodległych, które zaczęłoby robić politykę niezależną, stałoby się klientem któregoś z dwóch imperializmów. Wybór ten na dodatek byłby ograniczony poprzez położenie geograficzne i zależności ekonomiczne. Polsce, jako państwu narodowemu pozostawał – jego zdaniem – do wyboru albo związek z ZSRR, albo z Ameryką i podporządkowaną jej Europą. Odrzucając oba te rozwiązania, postulował stworzenie zjednoczonej Europy przeciwnej tak ZSRR, jak i USA. Zauważył, że w tym przypadku istniała konieczność porozumienia z Niemcami. Postulując to trzecie rozwiązanie i tworzenie zjednoczonej Europy na zasadzie „solidaryzmu europejskiego” rozumiał, że Polska i Niemcy odegrają kluczową rolę w budowie wspólnego „europejskiego domu”, ponieważ w jego przekonaniu są to jedyne witalne narody Europy gotowe walczyć o swe ideały „aż do upadłego”. Niestety, pozostawały skłócone: „Kłótnia polsko – niemiecka jest maszynką, która miele mięso Europy tak, żeby Azjata, jak tu przyjdzie, mógł przełknąć bez gryzienia”. Wskazywał na racjonalne przyczyny owej kłótni – m.in. II wojnę światową, problem powojennych granic, skłonność Niemiec do dogadywania się z Rosją przeciwko Polsce. Pomimo to twierdził, że należy dążyć do porozumienia pomiędzy obydwoma narodami i przekonywać społeczeństwa do tej koncepcji metodą delikatnej perswazji, unikając wzajemnych oskarżeń i polemicznej zawziętości. Przykładem takiej postawy był dla niego Władysław Studnicki, pionier porozumienia polsko–niemieckiego w „epoce najtrudniejszej w jakiej przyszło mu działać”. Skiwski zaznaczał jednak, że nie chodzi mu „o jakąś orientację niemiecką tak ją pojmował mądry i zacny zresztą Studnicki w epoce, która już minęła. Chodzi o przygotowanie narodu polskiego do sytuacji nowej i tak dalece prawdopodobnej, że to usprawiedliwia daleko posunięte planowanie”.

Widać wyraźnie, że w jego koncepcji nie miał być to sojusz dwóch państw narodowych połączonych tylko doraźnym interesem narodowym, ale stworzenie czegoś na kształt federalizmu europejskiego, którą to koncepcję określił mianem „solidaryzmu europejskiego”. Jej podłożem była konstatacja faktu, że po drugiej wojnie światowej pojęcie „państwa niepodległego” straciło swój sens. Dotyczyło to – zdaniem Skiwskiego – nie tylko Polski, ale praktycznie wszystkich narodów europejskich. Żadne z państw europejskich, nawet te, które pozostawały w ubiegłej wojnie neutralne, nie mogło samodzielnie decydować o sprawie najważniejszej, z punktu widzenia prerogatyw suwerennego państwa – o prawie wojny i pokoju: „Wszystkie państwa europejskie (z wyjątkiem Sowietów i po części Anglii) są pozbawione inicjatywy w najważniejszych sprawach polityki zagranicznej”. Każde z tych państw mogło co najwyżej przyłączyć się do któregoś z bloków politycznych– amerykańskiego lub sowieckiego. W dwubiegunowym świecie można było być klientem któregoś z dwóch imperializmów; pod okupacją znalazły się nie tylko kraje bloku wschodniego, ale także kraje Europy Zachodniej podporządkowanej Stanom Zjednoczonym. Z tego faktu wynikało, że wszystkie przedwojenne koncepcje dotyczące „maksymalizmu granic, Polski od morza do morza” stawały się anachroniczne. Powracać powinny za to koncepcje autonomii kulturalnej jako jedynej formy realizacji postulatu niepodległości. Oczywiście granice nadal by istniały, ale niemożliwa byłaby walka o ich kształt, ponieważ jak twierdził: „ ani my, ani nasi przeciwnicy nie możemy nic zrobić dla ich realizacji. Nie możemy ani wypowiedzieć sobie wojny, bo na to nam nie pozwolą dzisiejsi opiekunowie Europy. Nie możemy również zawrzeć układu pokojowego, bo i do tego nie dopuszczą wspomniani opiekunowie”.

O zmianach granic – twierdził Skiwski – nie decydowały zainteresowane narody, ale dwie wrogie sobie wielkie potencje światowe, które zawładnęły Europą. Zatem wszystkie spory graniczne (pomiędzy Polską a Niemcami, Polską a Ukrainą i Litwą) zostały odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Skiwski przypuszczał, że za jakiś czas odbędzie się „kongres pokojowy”, na którym ustalony będzie przyszły kształt Europy. Narody Europy mogły przyjąć dwie strategie w czasie trwania kongresu: 1. Zabieganie o przychylność zwycięzców i wytargowanie sobie u nich, każdy dla siebie, najlepszych warunków. 2. Urzeczywistnienie koncepcji „solidaryzmu europejskiego”. Skiwski opowiadał się za drugim rozwiązaniem. Przyjmując pierwszą strategię należałoby stworzyć tak jak w 1914 roku dwa obozy polityczne o przeciwstawnych kierunkach, „asekurować się na dwa fronty: – Aby utrzymać tereny zachodnie włączone do obszaru polskiego po 1945 roku należałoby «iść z bolszewikami». Aby znów zachować nasz stan posiadania na wschodzie, trzeba by «iść z Ameryką». Ponieważ nie można iść równocześnie z obu przeciwnikami, należałoby stworzyć dwie orientacje polityczne: prosowiecką (mówię naturalnie o orientacjach nieprzymuszonych) i proamerykańską”.

 Zdaniem Skiwskiego to rozwiązanie nierealne, ponieważ tego typu inicjatywy podejmowane przez Polaków, byłyby niezauważone przez mocarstwa prowadzące pomiędzy sobą rozgrywkę na poziomie globalnym. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było stworzenie takiej siły politycznej, która mogłaby odegrać rolę samodzielnego gracza na arenie międzynarodowej, z którym musiałyby się liczyć dwie konkurujące potęgi. Tą siłą mogłaby być tylko siła zjednoczonej Europy. Pozostawało pytanie jak doprowadzić do konsolidacji kontynentu w sytuacji, kiedy obu kontrolującym Europę imperializmom zależało na jej wewnętrznym skłóceniu. Skiwski dostrzegał jednocześnie rysowanie się konsolidacji politycznej Europy i popieranie tego procesu przez USA. Jego zdaniem Ameryce zależało na konsolidacji Europy wokół jednej osi politycznej dlatego, że Europa stanowiła dla Ameryki jako mocarstwa morskiego, bazą wypadową przeciw ZSRR. Uważał jednak, że jest to konsolidacja doraźna, która może się udać mimo skłócenia wewnętrznego Europy:

Strach przed Sowietami może narzucić Europie konsolidację powierzchniową, zostawiając zarzewie walki pod popiołem. I taki stan rzeczy jest dla Ameryki korzystny, bo daje jej klucz w rękę do późniejszego kształtowania losów Europy według jej, a nie naszych potrzeb i planów. Wszystkie rany pozostają otwarte, wszystkie antagonizmy stają się narzędziem w ręku potęgi zwycięskiej”. Plany te byłby w stanie przeciąć tylko „solidaryzm europejski”, rozumiany jako konsolidacja polityczna Europy przeciwstawionej zarówno ZSRR, jak i USA: „Chodzi o to, aby obu potężnych rywali postawić wobec konieczności operowania w swych kalkulacjach politycznych całą Europą, a nie skłóconymi kawałkami Europy.

Pozostawał problem, w jaki sposób doprowadzić do stworzenia zjednoczonej Europy jako całości. Solidaryzm europejski, będąc obszernym i złożonym problemem, napotykał na wiele problemów związanych z wzajemnymi pretensjami i roszczeniami pomiędzy poszczególnymi narodami. Skiwski skupiał się wobec tego na odcinku polskim, twierdził, że należy porozumieć się z Niemcami w sprawie spornych terytoriów i przyjąć jakiekolwiek sensowne rozwiązanie konfliktu pomiędzy obydwoma narodami: „Jeżeli chodzi o spór graniczny z Niemcami, to okoliczności dają nam dobry start. Reżym warszawski, na rozkaz Moskwy, popycha wszystkimi siłami uprzemysłowienie terenów nowoprzyłączonych, szczególnie forytując produkcję węgla śląskiego (Sowietom potrzebnego)”. Uprzemysłowienie tamtych terenów przez komunistów dałoby argumenty stronie polskiej, ale najważniejszą sprawą według Skiwskiego było to, aby porozumieć się z Niemcami, niezależnie od stanowiska zwycięzców przyszłej wojny światowej, a nawet przeciw nim.

Najtrudniejszą kwestią przy tworzeniu federacji europejskiej były bariery psychologiczne i uprzedzenia narosłe pomiędzy narodami, a w przypadku Polski brak było woli politycznej i przywództwa na miarę Piłsudskiego. Skiwski twierdził, że na przeszkodzie każdej inicjatywie solidarystycznej stanie strach przed opinią publiczną: „Nie woła pan «Wilno musi być nasze?», «Lwów musi być nasz?» A toś pan ładny Polak. Dobrze wiedzieć.” Wzajemna asekuracja strachem pomiędzy dołami społecznym i elitą powodowała paraliż każdej rozsądniejszej inicjatywy politycznej i tak mogło być też w przypadku „solidaryzmu europejskiego”. Kolejną przeszkodę, z której zdawał sobie sprawę Skiwski, stanowiła pewna krótkowzroczność polityczna występująca w państwach europejskich i brak spojrzenia perspektywicznego. Sprowadzało się to do stwierdzenia, że skoro federalizm europejski jest na razie nieaktualny, nie należy się nim zajmować. Według autora „Na przełaj” istnieją dwie polityki: „Polityka nr 1 patrzy dalej. Polityka nr 2 patrzy blisko. Obie są potrzebne i jedna bez drugiej nie może się obejść”. Politykę nr 2 określał jako umiejętność poruszania się w narzuconej z zewnątrz rzeczywistości politycznej, aktualnej w danym momencie. Polityka nr 1 stawia sobie cele nieraz sprzeczne z tym co się dzieje „dzisiaj”, aby osiągnąć cele, które z punktu widzenia narodu, którego interesy reprezentuje, uważa za korzystne w przyszłości. Politykę nr 1 interesuje to, co dzieje się dzisiaj w tej mierze, w jakiej czerpie stąd wskazówki do układania planów na przyszłość i sterowania wydarzeniami politycznymi w pożądanym kierunku. Polityka nr 2 powinna być podporządkowana polityce nr 1. Zdaniem Skiwskiego, niemoc polityczna Europy wyrażała się w tym, że jej mężowie stanu nie umieli wydobywać się poza aktualność polityki nr 2. Z punktu widzenia polityki nr 2 – pisał Skiwski w roku 1950 – federalizm europejski był nieaktualny a właściwie sprzeczny z tym, co się wtedy działo. Pomimo tego należało działać na rzecz federalizmu europejskiego i propagować go przynajmniej słowem. Podawał przykład Piłsudskiego, który działał na rzecz niepodległości w epoce, w której była to kwestia nie stojąca na porządku dnia, ale dostrzegał zarysowujące się sprzeczności pomiędzy zaborcami i działał aż kwestia niepodległości stała się aktualna. Sytuacja wtedy była o tyle łatwiejsza że naród pragnął niepodległości i nawyki trójlojalizmu łatwo było przezwyciężyć. Natomiast o wiele trudniej byłoby namówić Europejczyków na federację. Emigracyjni politycy polscy mówili o niepodległości, ale niepodległość Polski – zdaniem Skiwskiego – nie była żadnym zagadnieniem politycznym, tak samo jak niepodległość jakiegokolwiek innego europejskiego państwa:

Wyrzucenie Sowietów z Polski nie byłoby żadnym «odzyskaniem niepodległości», tylko dostaniem się w orbitę konkurencyjnego imperializmu amerykańskiego. […] W tej sytuacji można zająć jedno z dwu stanowisk. Albo podporządkować się imperializmowi zwycięskiemu z przyjęciem płynących stąd konsekwencji (wybitnie «podległościowych»), albo dążyć do uniezależnienia się od nowego właściciela Europy. Rzecz prosta ten wysiłek nie może być podejmowany przez poszczególne narody na własną rękę, ale suponuje powstanie takiej siły politycznej, która będzie miała środki i moc do przeprowadzenia tej walki. Taką siłą może być tylko Europa zjednoczona własnym wysiłkiem. Dziś można dążyć tylko do niepodległości Europy. Własną niepodległość możemy odnaleźć tylko w niepodległej Europie.

Czynnikiem utrudniającym inicjatywy solidarystyczne była niewątpliwie wiara w to, że przyszła wojna będzie powszechną apokalipsą. Jeżeli w przepaść ma runąć cały świat, to jakie znaczenie mają zabezpieczenia polityczne? Skiwski zauważał jednak, że w czasie drugiej wojny światowej nie użyto gazów trujących, gdyż uznano je za broń zbyt niebezpieczną, w przypadku broni atomowej też istnieje szansa, że nie zostanie użyta,  gdyż elity przywódcze dwóch supermocarstw byłyby zagrożone w takim samym stopniu jak społeczeństwa, którymi rządzą. Według niego, nie można było wykluczyć zupełnie, przypadku, irracjonalizmu ludzkich działań. „Kto się jednak zasłania twierdzeniem – dodawał – «że przecież wszystko może się zdarzyć», ten eliminuje sam siebie ze świata myśli ludzkiej, której odwiecznym dążeniem jest przewidzieć jak najwięcej i działać zgodnie z przewidywaniami”.

Inny argument przeciwko „solidaryzmowi europejskiemu”, z jakim musiał się zmagać Skiwski, opierał się na wskazaniu, że jeżeli Ameryka wygra wojnę ze Związkiem Sowieckim, to stanie się tym samym jedynym „właścicielem globu. Tam gdzie jest jeden gospodarz, tam nie ma konkurencji”. Przewidywał możliwość wygrywania przez Amerykę sprzeczności pomiędzy narodami europejskimi, utrzymywania stanu ciągłego napięcia pomiędzy nimi, tak aby żadne państwo nie zdobyło przewagi na kontynencie. Przeszkoda materialna na drodze usamodzielnienia się Europy polegała na tym, że nie istniała żadna egzekutywa – ani polityczna, ani gospodarcza – która mogła przedstawiać interesy zjednoczonej Europy. Należy tutaj pamiętać, że Skiwski pisał swój artykuł poświęcony solidaryzmowi europejskiemu w roku 1950, kiedy inicjatywy integracyjne w Europie Zachodniej dopiero się rozpoczynały. Jego zdaniem samo upowszechnienie myślenia w kategoriach całego kontynentu było już krokiem naprzód. Pewnego dnia nastąpiłby kongres pokojowy, demokratyczne hasła – którymi według niego – Ameryka posługiwała się instrumentalnie, mogłyby posłużyć teraz Europie w myśl zasady „nic o nas bez nas”, przeciwnej do obowiązującej dotychczas zasady przestrzeganej przez USA i ZSRR:

Nic o nich bez nas. Od nas, tzn. od narodów Europy zależy, czy zasiądziemy przy stole konferencyjnym jak zgraja skłóconych przekupek szukających sprawiedliwości u p. posterunkowego, starających mu się przypodobać wszelkimi sposobami, czy jak stowarzyszenie grup rozumiejących swe interesy, zrzeszonych, przychodzących z gotowym planem. […] Wobec tej taktyki Ameryka z jej dolarami, techniką i bombą wodorową byłaby całkowicie bezbronna.

Zdając sobie sprawę z tych wszystkich ograniczeń, na które napotykała jego koncepcja zjednoczonej Europy i analizując dotychczasową historię kontynentu uznawał za uzasadnione wszystkie zastrzeżenia sceptyków. Niemniej jednak twierdził, iż nigdy cała Europa nie znalazła się w niewoli dwóch imperializmów tak jak stało się to po II wojnie światowej. Wierzył, że nowa sytuacja pobudzi do działania nowe siły, że pojawi się reakcja obronna. Uważał, że istnieją postulaty komunizmu, które Europa powinna przyjąć jako swoje: sprawiedliwy podział surowców pomiędzy narody oraz wyrównanie najskrajniejszych różnic pomiędzy klasami społecznymi. Im głębsze reformy społeczne w krajach zachodnich, tym przegrana Moskwy pewniejsza, uważał Skiwski. Jego postulat sprawiedliwego podziału surowców był skierowany także przeciwko USA, gdyż po zwycięstwie nad Sowietami, Ameryka posiadałaby monopol broni atomowych i ona decydowałaby o podziale światowych surowców. Dążeniem Europejczyków powinno być to, aby podział surowców nie odbywał się zgodnie z kluczem przywilejów i amerykańskich kalkulacji politycznych. Dlatego powinien powstać ośrodek porozumienia pomiędzy narodami Europy, który na forum międzynarodowym zgłaszałby wcześniej uzgodnione postulaty. Paradoksalnie stworzenie takiego ośrodka mogłyby – oczywiście w pewnym zakresie – poprzeć Stany Zjednoczone, ponieważ bezpieczniejszy byłby dla nich „legalny opór” mający sformalizowane metody działania,  niż niekontrolowany bunt poszczególnych narodów.

Przyjmując hipotezę zwycięstwa USA w wojnie z ZSRR, Skiwski podkreślał, że z faktu powstania imperium światowego nie wynika jeszcze realna wszechwładza. Podobnie, a nawet w wyższym stopniu niż miało to miejsce w dziejach imperializmów częściowych, rząd imperializmu światowego (amerykańskiego), musiałby się w pewnej mierze liczyć z wolą i wewnętrznymi tendencjami innych narodów: „Imperializm amerykański przy całej swej materialnej potędze, będzie – i Bogu za to dziękujmy – politycznie niedołężny. Istnieje ogromna dziedzina skutecznych działań przeciw jego zamierzeniom w drodze oporu, choćby biernego. Technika tego oporu rozwinie się naturalnie pod naciskiem okoliczności”. Zorganizowany ruch europejskiego oporu stałby się koniecznością historyczną w warunkach świata jednobiegunowego – jego wstępnym warunkiem zdaniem Skiwskiego – byłby „solidaryzm europejski”.

W polskiej myśli politycznej Jan Emil Skiwski był niewątpliwe – obok Józefa Retingera– jednym z ważnych prekursorów idei zjednoczonej Europy. Do tej pory propozycje integracyjne formułowane przez polskich polityków i pisarzy politycznych dotyczyły pewnych grup państw: międzymorza, federacji polsko – czechosłowackiej, bloku środkowo – europejskiego. W przypadku koncepcji Skiwskiego mamy do czynienia z futurologiczną wizją zjednoczenia całego kontynentu i stworzenia platformy politycznej opozycyjnej zarówno wobec USA, jak i ZSRR. W kontekście zjednoczonej Europy prorocza wydaje się też u niego konieczność porozumienia politycznego Polski i Niemiec.

Koncepcje Skiwskiego wydają się jednak dość odległe od wizji powojennej Europy, propagowanych z sukcesem przez Robert Schumana, Pierre Monneta czy Alcide de Gasperiego. Daje się natomiast zauważyć pewne pokrewieństwo pomiędzy jego wizją solidaryzmu europejskiego a myślą postfaszystowskiej prawicy europejskiej, która po 1945 roku, odżegnując się od tradycyjnego nacjonalizmu i antysemityzmu, próbowała wypracować koncepcję Europy jako Trzeciej Siły, przeciwnej zarówno sowietyzmowi, jak i amerykanizmowi, łączącej ideologię antykapitalizmu, antymarksizmu i antyliberalizmu. Czołowymi przedstawicielami tego kierunku byli: Oswald Mosley, Francis Parker Yockey, Julius Evola. Z tych środowisk wyszedł pomysł powołania do życia Europejskiego Frontu Wyzwolenia (European Liberation Front), którego deklaracją ideowo-polityczną była wydana w 1948 r. była Proklamację Londyńską – ukazała się ona w stulecie Manifestu Komunistycznego i miała być jego antytezą. Nawiązywała do niej Deklaracja Europejska opublikowana w 1962 r. Na tej ideowej bazie próbowano stworzyć ruch internacjonalistycznego paneuropeizmu skupiający ludzi należących do różnych narodów europejskich.

Sztandarowym dziełem wspomnianego kierunku, była, opublikowane w 1948 r. Imperium F.P. Yockey’a, książka filozoficzno-polityczna potępiająca wszelkie ideologie materializmu będącego – według autora – wspólnym mianownikiem dwóch pozornie tylko przeciwstawnych sobie ideologii marksizmu i liberalizmu. W tej koncepcji imperialna Europa miała przeciwstawić się zarówno sowieckiemu komunizmowi, jak i amerykańskiemu kapitalizmowi. Widać tutaj wyraźne podobieństwa pomiędzy europejską myślą Skiwskiego a wyżej wymienionymi środowiskami, choć nie ma żadnych dowodów na osobiste kontakty autora Na przełaj z Europejskim Frontem Wyzwolenia, czy podobnymi ruchami politycznymi w Europie Zachodniej. Z autorami Proklamacji Londyńskiej łączy także Skiwskiego krytyczny stosunek do ideologii faszystowskiej, wyrażany przezeń po wojnie: „Faszyzm był wielką próbą połączenia historyczności z postępem socjalnym. Zdegenerował się przez histerię Hitlera. To zadanie podjęte przez faszyzm stoi dalej przed Europą, jeżeli ma żyć i ostać się przed naporem sowietyzmu” – pisał Skiwski w liście do Melchiora Wańkowicza.

Gaweł Strządała

Bibliografia:

Publikacje krytyczno-literackie Jana Emila Skiwskiego:

Poza wieszczbiarstwem i pedanterią. Żeromski – pisarz i apostoł oraz inne szkice krytyczne, Poznań 1929.
Człowiek wśród potworów, Warszawa 1930.
Na przełaj, Warszawa 1935.

Publicystyka polityczna Jana Emila Skiwskiego:

To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946-1956, zebrał, opracował, wstępem i przypisami opatrzył M. Urbanowski, Łomianki 2014.
Problematyka polityczna Polski współczesnej, [w:] J. E. Skiwski, To, o czym się nie mówi[…], pod red. M. Urbanowskiego, s. 17 -127
To o czym się głośno nie mówi, „Stańczyk” 2002 nr 36-37, http://www.tomaszgabis.pl/2013/01/17/jan-emil-skiwski-to-o-czym-sie-nie-mowi/
Solidaryzm europejski, „Arcana” 1999 r. nr 28.
Czerwony bies atakuje kulturę. Wywiad z literatem Skiwskim na temat Katynia. „Goniec Krakowski” 24 kwietnia 1943, nr 96.
Krystek A. [J. E. Skiwski], O chłopski rozum w polityce, „Kultura” 1950, nr 2-3., s.137.
Krystek A. (J.E. Skiwski), Z dialektyki postępu. „Kultura” 1949, nr 4-5.

Korespondencja Jana Emila Skiwskiego:

List do Melchiora Wańkowicza, Caracas,  28.I. 1956, „Arcana”.1997, nr 18.
Listy Jana Emila Skiwskiego do Stanisława Cata – Mackiewicz, „Stańczyk” 2002, nr 36-37; http://www.tomaszgabis.pl/2012/05/15/listy-jana-emila-skiwskiego-do-stanislawa-cata-mackiewicza/
Listy Jana Emila Skiwskiego do Jędrzeja Giertycha, „Stańczyk” 2002, nr 36-37; http://www.tomaszgabis.pl/2012/09/02/listy-jana-emila-skiwskiego-do-jedrzeja-giertycha/

Wybrana literatura przedmiotu:

Bartyzel J., Dwa „wyklęte” europeizmy: faszystowski i gaullistowski
(http://haggard.w.interia.pl/europe.html)
Buchanan P., Churchill, Hitler i niepotrzebna wojna; jak Wielka Brytania straciła swoje zwycięstwo, a Zachód stracił świat, przeł. Grażyna Waluga, Kraków 2013.
Burdecki S. F., Życiorys, http://www.tomaszgabis.pl/2011/08/17/feliks-stefan-burdecki/
Gabiś T,, Gry imperialne, Kraków 2008.
Górski G., Wrzesień 1939. Nowe spojrzenie, Toruń 2014.
Irving D., Wojna Hitlera, przeł. Bartłomiej Zborski, Kraków 2009.
Kosmala P., Koncepcje europejskie grupy „Przełomu” ( 1944 – 1945),
„Politea” 2007, nr 8, ss. 167-186.
Laughland J., Zatrute źródła Unii Europejskiej, przeł. I.Brodacka, A. Dobrowolska-Segit, J. Falzmann, Warszawa 2003.
Müller R. D., Wspólny wróg. Hitlerowskie Niemcy i Polska przeciw Związkowi Radzieckiemu, przeł. Sławomir Kupisz, Warszawa 2013
Musiał B., Wojna Stalina 1939-1945. Terror, Grabież Demontaże, Poznań 2012.
Nitecki P., Europejski Front Wyzwolenia, „Arcana” 2002, nr 48, s.155 – 162.
Strządała G., Drogą „na przełaj” do zjednoczonej Europy – rzecz o periodyku „Przełom” (1944 – 1945), „Templum Novum” 2009 nr 8, ss.134 -156; http://nowadebata.pl/2014/09/21/droga-na-przelaj-do-zjednoczonej-europy-rzecz-o-periodyku-przelom-1944-1945/.
Strządała G., Solidaryzm europejski Jana Emila Skiwskiego – rozważania emigranta, [w:] Polska i Polacy poza granicami kraju w polskiej polityce i myśli politycznej XX wieku, pod red. M. Alberskiej i R. Juchnowskiego, Wrocław 2006. A. Uwr. nr 2869, s. 55 – 77.
Strządała G., Niemcy w myśli politycznej Władysława Studnickiego, Opole 2011.
Strządała G., Władysław Studnicki myśliciel niepokorny, http://nowadebata.pl/2012/04/17/wladyslaw-studnicki-mysliciel-niepokorny/
Strządała G., Władysław Studnicki wobec drugiej wojny światowej, http://nowadebata.pl/2012/05/19/wladyslaw-studnicki-wobec-drugiej-wojny-swiatowej/
Studnicki W., Wobec nadchodzącej II –ej wojny światowej, Pisma wybrane, t.2., Polityka międzynarodowa Polski w okresie międzywojennym, Toruń 2001.
Tomasiewicz J., Brunatna Europa, „Fronda” nr 25/26, zima 2001 (http://pismofronda.pl/wp-content/uploads/Fronda25-26.pdf )
Urbanowski M., Skiwski, Solidaryzm i „Kultura”, „Arcana”, 1999, nr.28.
Urbanowski M., Mackiewicz versus Skiwski? [w:] Józef Mackiewicz (1902-1985). Świadek „Krótkiego Stulecia”. Studia i materiały, pod red. K. Ruchniewicza i M. Zybury, Łomianki 2013.
Urbanowski M., Człowiek z głębszego podziemia. Życie i twórczość Jana Emila Skiwskiego, Kraków 2003.
Wieczorkiewicz P., Historia polityczna Polski 1935-1935, Warszawa 2005.
Ziemkiewicz R., Jakie piękne samobójstwo. Dlaczego Polacy walczyli o swoje zniewolenie?, Lublin 2014.
Zychowicz P., Pakt Ribbentrop – Beck. Czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki, Poznań 2012.
Tenże, Obłęd 44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi wywołując Powstanie Warszawskie, Poznań 2013.
Tenże, Opcja niemiecka. Czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z III Rzeszą, Poznań 2014.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ