Republiki w składzie imperium

0

W skład podmiotów terytorialnych Federacji Rosyjskiej wchodzi 21 republik (nie wliczając okupowanego Krymu). Jednak paradoks dzisiejszych czasów polega na tym, że republiki te tak naprawdę nie posiadają prawdziwego samorządu jako autonomie.

Podobnie dzisiejsza Rosja jest federacją tylko na papierze, a w rzeczywistości za czasów Putina dokonał się „remake imperium” – powstało państwo scentralizowane w zakresie polityki wewnętrznej i agresywne w zakresie polityki zagranicznej.

Krym – spóźnione żale

Zaanektowany Krym stanowi żywy przykład rosyjskiej polityki imperialnej. Należy przyznać, że znajdując się w składzie Ukrainy, republika ta również nie posiadała w pełni uprawnień autonomicznych, które były zadeklarowane podczas jej odtworzenia w 1991 r. Jednak po „zjednoczeniu się z Rosją” obywatele Krymu stracili nawet te prawa, które przysługiwały im na Ukrainie. Na przykład korzystali ze swobody demonstracji i zgromadzeń, które obecnie rozpędzane są przez policję rosyjską tak samo jak w innych regionach Rosji. Jeżeli dodać do tego zerwanie relacji gospodarczych z Ukrainą (ustabilizowanych w ciągu ponad 50 lat), skutkującego kryzysem zaopatrzenia w wodę, żywność i energię, to wielu mieszkańców Krymu już zaczyna żałować swojej pośpiesznej decyzji o oddaniu głosu za „zjednoczeniem z Rosją” w marcu 2014 r.

Nie ma jednak drogi powrotnej – publiczne oświadczenie o konieczności powrotu Krymu do Ukrainy jest w Rosji karane przez sąd jako „naruszenie integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej”. Zgodnie z tym artykułem nowe władze Krymu wydały już wyrok i „zaocznie aresztowały” lidera medżlisu krymskich Tatarów Riefata Czubarowa, który wyraził swój sprzeciw wobec przyłączenia półwyspu do Rosji[1].

Dlaczego Umowa Federalna z 1992 roku poniosła fiasko?

W pierwszych latach po upadku Związku Radzieckiego Rosja była budowana jako prawdziwa federacja, w której liczyły się interesy wszystkich jej regionów. Jeszcze latem 1990 r., będąc z wizytą w Kazaniu (stolicy Tatarstanu), ówczesny Przewodniczący Rady Najwyższej Rosji Borys Jelcyn zaproponował wszystkim władzom regionalnym, by „wzięły tyle suwerenności, ile potrafią udźwignąć!”

Główną przyczyną złożenia tej oferty był głęboki kryzys gospodarczy ostatnich lat ZSRR. Moskwa postanowiła zrzucić z siebie odpowiedzialność za obniżenie się poziomu życia obywateli, obarczając nią władze w regionach, a władze republik wchodzących w skład Rosji wzięły ten ciężar na siebie. Jednocześnie wszystkie republiki ogłosiły deklaracje o suwerenności, zakładając polityczną i gospodarczą samorządność na poziomie klasycznym dla autonomicznej republiki.

Dla polskiego czytelnika warto nadmienić, że w tym przypadku nie chodzi o 15 republik związkowych, wraz z Rosją, które w 1991 r. wystąpiły z ZSRR, lecz o 20 autonomicznych republik pozostających w składzie samej Rosji (RFSRR), które nie miały prawa konstytucyjnego na opuszczenie jej składu.

Ogłaszając swoją suwerenność, wspomniane republiki nie dążyły do wyjścia ze składu Rosji, mając nadzieję na przekształcenie Rosji w prawdziwą federację, podobną do Stanów Zjednoczonych i RFN, gdzie istnieje duża autonomia na poziomie regionalnym. Niestety w Rosji taka zmiana nie zaszła i wkrótce kraj przekształcił się w imperium unitarne.

Umowa Federalna, podpisana w marcu 1992 r., przyznawała duże uprawnienia republikom znajdującym się w składzie rosyjskiego państwa. Jednak już ten dokument miał format imperialno-centralistyczny, nie został bowiem bezpośrednio zawarty pomiędzy republikami, lecz między nimi a„centrum federalnym”. Na tym polegała zasadnicza różnica w porównaniu z historią tworzenia Stanów Zjednoczonych, gdzie umowa o zjednoczeniu była podpisana przez stany, które później wybrały rząd federalny.

Konstytucja Rosji z 1993 r. zniosła zasady Umowy Federalnej. Oprócz tego rosyjskie republiki w niej przestano nazywać suwerennymi. Oznaczało to ponowną centralizację władzy, która osiągnęła apogeum za prezydentury Putina. To on podjął decyzję o rezygnacji z bezpośrednich wyborów prezydentów republik i nominacjach na te stanowiska. W ten sposób słowo „republika” straciło swój pierwotny sens, który przewiduje wybieranie władzy przez społeczeństwo. Słowo „federacja” określa dzisiejszą Rosją tylko na papierze, w rzeczywistości jest ona państwem unitarnym.

Czeczeńska transformacja

Propozycja Jelcyna złożona władzom republik w 1990 r., by „wzięły tyle suwerenności, ile potrafią udźwignąć!”, w Republice Czeczenii została odebrana dosłownie. Chociaż Czeczenia znajdowała się w granicach administracyjnych Rosji, to na tle rozpadu ZSRR chciała się przekształcić się w niepodległe państwo. Przyczyną tego były dawne napięcia historyczne w stosunkach między Rosjanami a Czeczenami. Praktycznie przez cały XIX wiek Imperium Rosyjskie prowadziło wojnę kolonialną na Kaukazie, a najbardziej niepokornym narodem byli Czeczeni. Właśnie dlatego w 1944 r. Stalin przesiedlił Czeczenów do Azji Środkowej, skąd mogli wrócić dopiero w czasach „odwilży” za rządów Chruszczowa.

Kiedy Borys Jelcyn został prezydentem Rosji, już nie namawiał regionów do suwerenności, a wręcz przeciwnie, przystąpił do centralizacji władzy. W celu „pokonania separatyzmu” w 1994 r. wprowadził wojsko rosyjskie do Czeczenii. W ten sposób rozpoczęła się I wojna czeczeńska (1994 – 1996), która oznaczała powrót Rosji do paradygmatu imperialnego.

W trakcie tego konfliktu również Czeczeni przeszli wewnętrzną przemianę. Początkowo walczyli o republikę niepodległą i świecką (generał Dżochar Dudajew), później górę wzięły nastroje islamistyczne. Politolodzy tłumaczą tę ewolucję następująco: kraje zachodnie nie poparły walki o niepodległość Czeczenii, chcąc uniknąć konfliktu z Jelcynem. W efekcie czeczeńscy rebelianci znaleźli poparcie tylko wśród radykałów islamskich z Bliskiego Wschodu, co zmieniło motywację prowadzonej walki na religijną

Pierwszą wojnę czeczeńską w 1996 r. zakończył rosyjski gen. Aleksandr Lebied, podpisano wówczas porozumienia pokojowe z czeczeńskim prezydentem Maschadowem. W rzeczywistości Czeczenii przyznano niepodległość, dlatego Lebied porównywany bywa do generała de Gaulle’a, który w swoim czasie także przyznał niezależność Algierii.

Jednak nastroje imperialne w Rosji rosły, a Czeczenia stanowił niebezpieczny dla Kremla precedens, w ramach którego jedna z republik może uzyskać niezależność od Rosji. W 1999 r Putin znacząco wzmocnił swoją pozycję rozpoczynając nową, II wojnę czeczeńską, natomiast metody jej prowadzenia wybrał już inne niż jego poprzednik -spróbował kupić „Czeczenię”. W tym czasie światowe ceny ropy rosły, więc Kreml zaczął to wykorzystywać jako instrument prowadzenia polityki imperialnej. Putin postawił na lojalnych Czeczenów, kierując do nich wielomiliardowe dotacje. Dziś w Czeczenii budowane są luksusowe budynki, ogromne meczety, a ogólny poziom życia jest wyższy niż w jakiejkolwiek innej rosyjskiej republice. Czeczenia nie wypracowała swego bogactwa dzięki rozwojowi gospodarczemu lecz kosztem innych regionów Rosji. Wielu opozycjonistów porównuje ten mechanizm do wypłacania haraczu chanom Złotej Ordy.

W rzeczy samej politycy czeczeńscy czują się dziś w Rosji jak prawdziwi „chanowie”. Dotyczy to zwłaszcza Ramzana Kadyrowa. Przykładem są tu zabójstwa Anny Politowskiej i Borysa Niemcowa, krytyków kadyrowskiego reżimu, które rosyjska opozycja uważa za zemstę Kadyrowa.

W czasach I wojny światowej rosyjski cesarz Mikołaj II również utworzył „Dziką Dywizję” z lojalnych przedstawicieli górskich ludów Kaukazu, i Putin w istocie powtarza jego politykę. Moskwa jednak nie może być do końca pewna obecnej kadyrowskiej „dzikiej dywizji”. Jej lojalność utrzymywana jest wyłącznie za pomocą hojnych kremlowskich dotacji. Dopóki płyną pieniądze, Kadyrow i jego ludzie pozostają „patriotami”.

W ten sposób dokonała się paradoksalna transformacja Czeczenii w czasach poradzieckich – z republiki rebelianckiej, walczącej o niezależność od Rosji, przekształciła się ona w swoje przeciwieństwo, tj. skupisko najbardziej wojowniczych zwolenników imperium.

Surowcowe spiżarnie Rosji

Republika Tatarstanu, podobnie jak Czeczenia, nie podpisała w 1992 r. Umowy Federalnej, ogłaszając się państwem suwerennym. Jednak nie doszło tam do militarnej interwencji Kremla. Moskwa w 1994 r. podpisała z Tatarstanem odrębną umowę o podziale władzy, która zapewniała tej republice znaczące przywileje gospodarcze. Na jej mocy wiele przedsiębiorstw i podatków pozostawało w Tatarstanie.

Tatarstan i Baszkiria z ich ropą, Chanty-Mansyjski i Jamalsko-Nieniecki Okręgi Autonomiczne z ich gazem, a także Jakucja ze złotem i diamentami, należą do najważniejszych republik surowcowych, gdzie wydobywa się ok. 70 % zasobów Rosji. Jednak w ramach budowania przez Putina systemu „władzy wertykalnej” coraz większą kontrolę nad tymi zasobami otrzymują wysocy urzędnicy moskiewscy. Ponadto wymienione republiki nie mają żadnych praw do samodzielności w handlu na rynku międzynarodowym, nie posiadają też dostępu do zewnętrznych granic Rosji.

Głównym świętem Tatarstanu jest dzień ogłoszenia jego suwerenności w 1990 r., jednak w rzeczywistości jest ona tylko mrzonką. Dzisiaj wszystkie poważne deklaracje o suwerenności są karane. Na przykład we wrześniu 2015 r. skazany został na trzy lata pozbawienia wolności Przewodniczący Tatarskiego Centrum Publicznego Rafis Kaszapow, który jedynie publikował materiały publicystyczne w sieciach społecznościowych na ten temat[2].

Transgraniczna republika

Z punktu widzenia położenia geograficznego Karelia znajduje się w najlepszej sytuacji – republika ma najdłuższą w Rosji (około 1000 km) granicę z Unią Europejską (Finlandią). Transgraniczne związki Karelii i Finlandii tradycyjnie są mocne – wiele osób podróżuje do sąsiedniej Finlandii do pracy, na studia, na zakupy, etc.

Jednakże we współczesnej Karelii nie ma masowego pragnienia „przyłączenia się do Finlandii”, jak to czasem przedstawiają sytuację zagraniczni komentatorzy. Sprawa polega na tym, że nikt nie chce zmieniać jednej „wertykalnej władzy” na inną (Moskwy na Helsinki). Mieszkańcy jedynie wolelilby, żeby Karelia stała się suwerenną republiką.

Deklaracja o suwerenności Karelii została uchwalona w 1990 r. Wiele się zmieniło od tamtego czasu, m.in. skład narodowościowy ludności – wielu Finów i Karelów przeprowadziło się do Finlandii, więc odsetek ich populacji obecnie wynosi około 10%. Ciekawe że nawet miejscowi Rosjanie żądają realnej autonomii i protestują przeciwko polityce imperialnej Moskwy. Tymczasem część etnicznych Karelów wspiera Kreml. Znany karelski pisarz Arwi Perttu twierdzi, że „linia frontu” przebiega nie tyle między Rosjanami i Karelami, ile między imperialistami i republikanami.

Gubernator Karelii Aleksandr Chudilajnen powołany przez Kreml, mimo swojego fińskiego pochodzenia, prowadzi twardą politykę tłumienia demokratyzacji życia. Zgodnie z jego poleceniem w ubiegłym roku zdymisjonowano Galina Szyrszyna – wybranego w wolnych wyborach prezydenta Pietrozawodska, która znajdowała się w opozycji wobec partii rządzącej Jedna Rosja. Zdarzenie to wywołało masowe protesty społeczne, które w 2016 r. będą prawdopodobnie rosły.

Rosyjskie republiki?

Większość regionów w Rosji nie są republikami lecz obwodami. W czasach Związku Radzieckiego republikami były obszary zamieszkane przez zwarte mniejszości narodowe. Wyjątkiem byli Rosjanie – obwody, gdzie stanowili oni etniczną większość mieszkańców, nie otrzymały takich przywilejów.

W 1993 r. władze obwodu swierdłowskiego ogłosiły powołanie Republiki Uralskie, lecz Jelcyn – chociaż sam pochodzi z Uralu – tę decyzję cofnął. W obwodzie kaliningradzkim istniała Bałtycka Partia Republikańska, dążąca do transformacji tego regionu w Republikę Bałtycką, ale w 2003 r. została ona zdelegalizowana, podobnie jak wszystkie inne partie regionalne w Rosji. Dziś regionaliści Sankt-Petersburga opowiadają się za stworzeniem na bazie miasta i obwodu leningradzkiego Republiki Ingermanlandii, za co często są oskarżani o separatyzm.

Działacze społeczni z Nowosybirska próbowali przeprowadzić w 2014 r. „Marsz poparcia dla federalizacji Syberii”, domagając się decentralizacji gospodarczej, ale władze natychmiast zablokowały tę inicjatywę.

Dlaczego rosyjska władza tak się boi transformacji rosyjskich obwodów w republiki? Podobno chodzi o to, że ten proces może radykalnie zmienić świadomość polityczną narodu rosyjskiego. Kreml wyznaje paradygmat „rosyjski = imperialny”. Jeśli na mapie kraju pojawią się dziesiątki rosyjskich republik, to zaczną one myśleć o własnym rozwoju, a imperium stanie im się zbędne.

„DRL” i „ŁRL”: federalizm na opak

Moskwa prowadzi obecnie politykę ekspansji imperialnej. W tym celu stosuje podwójne standardy – mimo że żadnej federacji w Rosji faktycznie nie ma, rosyjskie władze uporczywie domagają się „federalizacji” od innych państw.

Najbardziej aktualnym przykładem jest agresja przeciwko Ukrainie. Z wykorzystaniem rosyjskich bojowników i rosyjskiego wojska we wschodnich regionach Ukrainy stworzono marionetkowe pseudopaństwa – „Doniecka Republika Ludowa” i „Ługańska Republika Ludowa”. W rosyjskim zamyśle w ramach tzw. porozumień mińskich regiony te powinny pozostać w składzie Ukrainy, ale w taki sposób, by mogły wpływać na politykę ukraińską i hamować integrację europejską tego państwa.

Taką metodę polityczną jeszcze w 1964 r. opisał amerykański politolog William Riker. Jego zdaniem bezpośrednia ekspansja imperialna po II wojnie światowej stała się nie do przyjęcia dla społeczności międzynarodowej. Dlatego często prowadzi się ją pod hasłami federalizmu. Chcąc dokonać aneksji, twierdzi się, że taka jest wola lokalnych mieszkańców, głośno domagając się dla nich „prawa do samostanowienia”. Naturalnie wcześniej przeprowadzi się tam potężną pracę propagandową. I właśnie to wydarzyło się w 2014 r. na Krymie oraz w Donbasie, gdzie telewizja rosyjska bez przerwy robiła odbiorcom „pranie mózgu”, opowiadając bajki o konflikcie „rosyjskiego świata” z „kijowskimi faszystami”.

Jednak taka propaganda stanowi broń obosieczną. Jeśli Moskwa popiera „prawo samostanowienia” dla mieszkańców Donbasu, to kiedyś trudno jej będzie odpowiedzieć, na przykład, mieszkańcom Władywostoku, którzy również zażądają prawa do samostanowienia. Mieszkańcy tego miasta nad Pacyfikiem często podróżują do Chin, Japonii, czy Korei Południowej, widzą więc, jak dobrze są rozwinięte te kraje i naturalnie chcą z nimi współpracy. Po co im jakaś daleka Moskwa, która potrafi tylko rekwirować zasoby i wydawać rozkazy?

Wyjście z imperium czy wojna wszystkich przeciwko wszystkim?

Analiza obecnego stanu rzeczy w różnych regionach nieuchronnie prowadzi do pytania postawionego w powyższym śródtytule. Pozytywne rozwiązanie kryzysu federalizmu w Rosji wymagało będzie ostatecznego przezwyciężenia tradycji imperialnej. Wszystkie rosyjskie regiony powinny uzyskać status równoprawnych republikami i podpisać nową Umowę Federalną, przy czym największa część władzy pozostać musi w regionach, zaś stolicy zatrzyma tylko wybrane uprawnienia. Nawiasem mówiąc, stolicę nowej federacji trzeba będzie z Moskwy przenieść gdzie indziej, ponieważ średniowieczny Kreml nieuchronnie budzi imperialne skojarzenia wśród jego mieszkańców.

Republiki rosyjskie bez problemu będą mogły porozumieć się między sobą i ze światem – zmuszą je do tego przede wszystkim potrzeby gospodarcze. Nawet jeśli władza centralna starała się będzie uniemożliwić scenariusz, to imperium rozpadnie się mimo wszystko, podobnie jak jego historyczni poprzednicy. Tylko wówczas ten chaotyczny rozpad będzie skutkował wojną między narodami i stanie się zagrożeniem dla całego świata…

Wadim Sztiepa

Przypisy:

[1] „ЧУБАРОВ ПРОКОММЕНТИРОВАЛ СВОЙ АРЕСТ ЗА НАРУШЕНИЕ ЦЕЛОСТНОСТИ РОССИИ”, 29.10.2015, http://ru.tsn.ua/politika/chubarov-prokommentiroval-svoy-arest-za-narushenie-celostnosti-rossii-514489.html
[2] «Российский суд впервые вынес приговор за призывы к сепаратизму”, 15.09.2015, http://polit.ru/news/2015/09/15/kashapov/

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ