I wojna światowa między historią a polityką – rewizje, kontrowersje, nowe interpretacje (część 2)

0
Spis treści

Część I (zob. tutaj)

Wstęp
100 lat po „wojnie powszechnej za wolność ludów”
Winowajca pilnie poszukiwany
Historia wojny napisana w Wersalu
Niemiecka „kampania niewinności”
Fritz Fischer broni Wersalu i atakuje cesarstwo niemieckie
Atak Fritza Fischera (i Rudolfa Augsteina) na Rzeszę Niemiecką jako element walki o „nowe demokratyczne Niemcy”
Kanclerz Theobald von Bethmann-Hollweg „Adolfem Hitlerem 1914 roku“
Od Arminiusza przez Lutra, Bismarcka i Bethmanna-Hollwega do Hitlera, czyli Niemcy na historycznych manowcach
Początek niemieckiej ofensywy przeciwko Wersalowi (Schmidt, Rose, Canis, Spraul)

Część II

Anglosasi sprzymierzeńcami Niemców w ofensywie przeciwko Wersalowi (Fay, Barnes, Cochran, Calleo, Ferguson i inni)
Australijczycy uderzają z lewej flanki (Douglas Newton, Christopher Clark)
Amerykanin uderza z prawej flanki (Sean McMeekin)
Niemiecki strzał z „Grubej Berty” (Herfried Münkler)
Niemcy kontynuują ostrzał Wersalu (Fenske, Friedrich, Leonhard)
Końcowy ostrzał Wersalu przez Niemców (Post, Roewer, Bandulet, Scheil)

Część III

Tryumf propagandy
Zwyciężone Niemcy opuszczają ławę oskarżonych
Anglosasi wychodzą z cienia
Marsz nowego paradygmatu
Nowy paradygmat dla historii wojen XX wieku

*****

Część II

Anglosasi sprzymierzeńcami Niemców w ofensywie przeciwko Wersalowi (Fay, Barnes, Cochran, Calleo, Ferguson i inni)

Po 1918 r. duża część historyków w krajach będących przeciwnikami wojennymi Niemiec pisała historię wybuchu wojny światowej w „wersalskim” paradygmacie „winy Niemiec”. Szukali argumentów na poparcie tez obecnych w propagandzie wojennej a następnie potwierdzonych w Wersalu przez polityków zwycięskich mocarstw. Jednakże do głosu doszli także historycy, którzy nie zamierzali tej „prawdy politycznej” przyjmować na wiarę, ale dążyli do maksymalnie obiektywnego zbadania działań podejmowanych przez wszystkie strony konfliktu, stosując wobec nich takie same miary i procedury. Przeciwstawili się głoszonym przez zwycięzców oficjalnym poglądom na temat przyczyn wojny dowodząc, że odpowiedzialność za nią spada w większej lub mniejszej części na wszystkich uczestników konfliktu. Historycy ci dokonali też rewizji obrazu i przebiegu wojny skonstruowanego przez propagandę wojenną. We Francji byli to Georges Demartial, Alfred Pevet, Alfred Fabre-Luce, Georges Michon. Jednakże ich poglądy najwidoczniej nie znalazły głębszego rezonansu wśród francuskich badaczy, ponieważ jedynym znanym mi autorem francuskim, który w stulecie wybuchu wojny podważył oficjalną francuską wersję przyczyn jej wybuchu jest ekonomista, prawnik, historyk gospodarki Phillippe Simonnot, autor książeczki, wydanej (w dwujęzycznej wersji) w Niemczech, Die Schuld lag nicht bei Deutschland. Anmerkungen zur Verantwortung für den Ersten Weltkrieg, który uważa, że moralny mit „winy Niemiec” służył zatajeniu nazwisk prawdziwych sprawców wojennej katastrofy, za którą główną odpowiedzialność ponosi grupa rewanżystowskich jastrzębi skupiona wokół prezydenta Francji Raymonda Poincaré.

Szczególne zasługi w podważaniu tez jednostronnej „historiografii wersalskiej” mają autorzy ze świata anglosaskiego – być może ma to związek z angielską tradycją „fair play”, czyli traktowania „fair” drugiej strony sporu czy też pojedynku. Palma pierwszeństwa przypada brytyjskiemu parlamentarzyście i pisarzowi Francisowi Neilsonowi, który już w 1915 r. opublikował książkę How Diplomats Make War. Krótko po nim wystąpił Edmund D. Morel z książkami Ten Years of Secret Diplomacy (1915), Truth and the War (1916) – w 1921 r. doszła trzecia Diplomacy Revealed. Neilson i Morel byli przyjaciółmi Alberta Jay Nocka, ważnej postaci amerykańskiego ruchu libertariańskiego, autora słynnej książki Państwo, nasz wróg. Nock opublikował w 1922 r. książkę The Myth of a Guilty Nation, w której zdecydowanie odrzucił wersalską wersję historii wojny. Wyśmiał rządową propagandę, cytując np. amerykańskiego dyplomatę Josepha Choate`go, że celem Niemiec jest „ustanowienie imperium światowego na gruzach imperium brytyjskiego”, czy premiera Lloyd Goerge`a, który po przystąpieniu USA do wojny oświadczył: „O co walczymy? Aby pokonać najbardziej niebezpieczny spisek jaki kiedykolwiek uknuto przeciwko wolności narodów; starannie, umiejętnie, podstępnie, tajnie zaplanowany w każdym szczególe, z brutalną, cyniczną determinacją”. Zdaniem Nocka teoria, że Niemcy stojące przed przeważającą konstelacją Anglia-Rosja-Francja uknuły spisek „przeciwko pokojowi” nie ma jakichkolwiek racjonalnych podstaw; jest po prostu absurdalna. Nic więc dziwnego, że rozpowszechniano tyle kłamstw – nawet osławione poczdamskie posiedzenie Rady Koronnej (Kronrat) pod przewodnictwem cesarza z 5 lipca 1914 r., na którym miano podjąć decyzję o wszczęciu wojny, tak naprawdę nigdy się nie odbyło.

Zdaniem Nocka obciążanie Niemiec wyłączną winą za wybuch wojny jest propagandowym kłamstwem; nie tylko, że nie ponoszą one wyłącznej winy, ale ich wina w porównaniu z winą głównych mocarstw Ententy jest tak mała, że spokojnie można ją pominąć. Wbrew faktom – pisał Nock– upowszechnia się wersję, w którą wierzą szerokie kręgi społeczne, że Niemcy „podstępnie napadły” pokojowo nastawione, niczego się nie spodziewające, Francję, Rosję, Belgię i Anglię. W obliczu tej niczym niesprowokowanej agresji na nieświadomych zagrożenia sąsiadów, ci zjednoczyli się w najwyższym pośpiechu, aby osaczyć „wściekłego psa”. W rzeczywistości ich sztaby generalne i admiralicje aktywnie współpracowały od lat przygotowując się „na wypadek wojny”. Nock odwraca schemat wersalski o 180 stopni : to stolice Anglii, Francji i Rosji są coraz bardziej aktywne w okresie tuż przedwojennym, podczas gdy Niemcy zachowują się o wiele bardziej pasywnie i pokojowe. Pociąg z prochem strzelniczym został załadowany na trasie z Belgradu przez Paryż i Londyn do Petersburga, iskra wykrzesana na Bałkanach spowodowała, że pociąg stanął w płomieniach na całej długości.

W dwa lata po zakończeniu wojny amerykański historyk Sidney B. Fay z Harvard University opublikował w czasopiśmie „American Historical Review“ serię artykułów, w których zdecydowanie odrzucił tezę o wyłącznej winie Niemiec. W 1928 r. Fay opublikował dwutomowe dzieło The Origins of the World War. Według niego najgłębszą, leżącą u samych podstaw jej wybuchu, przyczyną wojny, był system tajnych układów, które ukształtowały się po wojnie francusko-pruskiej. Stopniowo podzielił on Europę na dwie wrogie grupy mocarstw, coraz bardziej nieufnych wobec siebie i stale rozbudowujących armie i floty. Członkowie każdej z grup czuli się zobowiązani do wzajemnego wspierania się nawet w kwestiach, które ich bezpośrednio nie dotyczyły. Główną odpowiedzialnością za wybuch wojny Fay obciążył Serbię, Rosję i Austro-Wegry. Niemcom i Francuzom przypisywał raczej nieostrożność i lekkomyślność niż intencjonalne działanie.

W 1924 r. historyk i socjolog Harry E. Barnes w artykule opublikowanym na łamach „New York Current History Magazine“ zakwestionował „winę” Niemiec. W kilka lat później wydał dwie książki poświęcone tej problematyce: In Quest of Truth and Justice: Debunking the War Guilt Myth (1928), The Genesis of the World War: an Introduction to the Problem of War Guilt (1929). Rozwinął w nich tezy z 1924 r. W swoich książkach i artykułach Barnes bronił poglądu, że „ze wszystkich wojujących mocarstw Niemcy były jedynym, które w ogóle nie ponosi żadnej winy za jej wybuch“. Obraz 1914 r. jest odwrotny do tego namalowanego przez Ententę: Niemcy nie dążyły do wojny, ponieważ swoje aspiracje i plany polityczne mogły realizować pokojowymi środkami i metodami, natomiast Francja i Rosja nie mogły (gdyby Niemcy nie mogły, to byłyby tak samo wojownicze jak one). W ówczesnych warunkach wojny latem 1914 r. chciały Serbia, Rosja i Francja (w 1914 r. Francja była tak samo stroną zaczepną jak w 1804 i 1870 r.), Austro-Węgry pragnęły lokalnej wojny w postaci ekspedycji karnej do Serbii; Niemcy, Wielka Brytania i Włochy preferowały pokój, ale z wielu powodów nie były w stanie zapobiec wojnie.

Do podobnych wniosków co Barnes doszedł Michael H. Cochran w książce Germany not Guilty in 1914 (1931) będącą zasadniczą, drobiazgową i niezwykle surową krytyką pracy Bernadotte E. Schmitta The Coming of the War 1914 (1930) napisanej w duchu „historiografii wersalskiej”. W tym samym roku Raymond Beazley opublikował The Road to Ruin in Europe 1890-1914; według niego „Niemcy ani nie planowały, ani nie pragnęły Wielkiej Wojny i podjęły samodzielne, jednakże spóźnione i źle zorganizowane wysiłki w celu jej uniknięcia”. Inne pozycje, których autorzy – w całości lub częściowo – odrzucali historię napisaną w Wersalu to: John S. Ewart, The Roots and Causes of the Wars (1914-1918) (1925), Frederic Bausmann, Let France explain (1922), G.L Dickinson, The International Anarchy, 1904-1914, (1926), Irene Cooper Willis, England’s Holy War, a Study of English Liberal Idealism during the Great War (1928), C. Hartley Grattan Why We Fought (1929), Oswald H. Wedel, Austro-German Diplomatic Relations, 1908-1914 (1932), George. P. Gooch, Harold W. Temperley, Origins of War (1926-1938), William L. Langer, European Alliances and Alignments (1939). Ten ostatni skupił się na strukturalnych uwarunkowaniach wybuchu wojny, roli dyplomatycznych zobowiązań i systemu sojuszy.

Wyżej wymienione prace, rewidujące propagandę zwycięzców, cieszyły się znacznym uznaniem wśród publiczności, a ich autorzy narzuciliby bardziej obiektywny obraz konfliktu, gdyby nie II wojna światowa i jej polityczne konsekwencje. Ale i po II wojnie światowej głos zabierali autorzy mieszczący się w anglosaskiej tradycji „nie-wersalskiego” podejścia do kwestii wybuchu I wojny światowej. Wspomniany wyżej Francis Neilson opublikował w 1950 r. książkę The Makers of War, poświęconą w dużej mierze I wojnie światowej. Zdaniem Neilsona żaden historyk dbający o swoją reputację nie wierzy dziś, że wyłącznie Niemcy są odpowiedzialni za jej wybuch. Główni odpowiedzialni to Rosja i Francja, zaś Anglia została przez nie wciągnięta do wojny, dzięki której zniszczyła swojego rywala handlowego. Sprawę pogwałcenia neutralności Belgii przez Niemcy użyto – powołując się na układy belgijskie (faktycznie już dawno nieobowiązujące) z lat 30. XIX w. – także dla celów polityki wewnętrznej: miał to być balsam na obolałe sumienie Liberałów sprzeciwiających się udziałowi Anglii w wojnie. Neilson twierdzi, że w Anglii przez kilka lat trwały propagandowe przygotowania do wojny. Podkreśla też, że oprócz działających otwarcie „fanatycznych patriotów wojny” ważną rolę odegrały operujące zakulisowo grupy interesów, „money powers”, lobbies przemysłu zbrojeniowego itd. Lider francuskiego ruchu antywojennego Jean Jaurès został zastrzelony w przeddzień wojny, ponieważ – zdaniem Neilsona – „wiedział za dużo”. Podobną wymowę co prace Neilsona ma książka Russela Grenfella Unconditional Hatred. German War Guilt and the Future of Europe (1953).

Ważne dla zrozumienia prehistorii wojny i jej długofalowych przyczyn są dwie książki George`a F. Kennana: The Decline of Bismarck’s European Order: Franco-Russian Relations, 1875-1890 (1979) oraz The Fateful Alliance: France, Russia, and the Coming of the First World War (1984). „Antywersalskie” poglądy anglosaskich historyków streścił Patrick Buchanan w swojej książce Churchill, Hitler i niepotrzebna wojna. Jak Wielka Brytania straciła imperium a Zachód stracił świat (Warszawa 2013), której pierwsze 130 stron poświęcone jest I wojnie światowej. W pracy zbiorowej pod redakcją Johna V. Densona The Costs of War. Americas Pyrrhic Victories (1999) znalazł się obszerny tekst czołowego libertariańskiego historyka z USA Ralpha Raico World War I: The Turning Point. Zdaniem Raico, Rosja musiała desygnować Niemcy na wroga, ponieważ te nigdy by się nie zgodziły na to, żeby przejęła kontrolę nad Dardanelami albo stworzyła front bałkański, którego efektem byłoby rozbicie Austro-Węgier.

Monarchia habsburska była ostatnim sojusznikiem Niemiec a jej rozpad odsłoniłby ich południową flankę. Rzesza znalazłaby się wówczas w położeniu z wojskowego punktu widzenia nie do utrzymania, wydana na łaskę swoich wrogów otaczających ją ze wszystkich stron. Można z całą pewnością stwierdzić, że – uważa Raico – Fritz Fischer i jego uczniowie nie potrafili bynajmniej udowodnić słuszności swojego stanowiska. To, że Moltke i Conrad napierali na „wojnę prewencyjną” jest sprawą dobrze znaną. Jednak obaj przywódcy wojskowi byli trzymani pod kontrolą przez swoich zwierzchników. Nie ma jakiegokolwiek dowodu na to, że Niemcy w 1914 r. z premedytacją wszczęły planowaną od lat wojnę europejską; nie ma takiego dowodu ani w dyplomatycznych i wewnętrznych dokumentach, ani w planowaniu wojskowym, w aktywności tajnych służb czy też w kształcie stosunków pomiędzy niemieckim a austriackim sztabem generalnym. Raico powołuje się m.in. na Ulricha Trumpenera, który w artykule War Premeditated? German Intelligence Operations in July 1914«, („Central European History”, marzec 1976) pokazał, że nie ma dowodów na istotne zmiany w rutynowych czynnościach niemieckiego sztabu generalnego, nawet po niemieckim „czeku in blanco“ dla Austrii, i że sposób działania niemieckich przywódców wojskowych do ostatniego tygodnia lipca 1914 r. sugeruje, iż wprawdzie brano pod uwagę możliwość wojny z Rosją, ale nie uważano jej za bardzo prawdopodobną (zarówno Moltke, jak i szef wywiadu wojskowego dopiero 25 lipca wrócili z urlopu do Berlina).

Godną uwagi jest wydana w 1978 r., książka Davida P. Calleo The German Problem Reconsidered. Germany in the World System, 1870 to the Present (wyd. niem. Legende und Wirklichkeit der deutschen Gefahr. Neue Aspekte zur Rolle Deutschlands in der Weltgeschichte von Bismarck bis heute, 1980). Autor spogląda na historię Niemiec po 1870 r., w tym na wybuch wojny 1914 r. uwzględniając geopolityczne położenie Niemiec będące rdzeniem „kwestii niemieckiej”. Ze wszystkich mocarstw końca XIX w. były one najbardziej wrażliwe na zagrożenia w postaci politycznego nacisku płynącego z zewnątrz, niemiecka dominująca pozycja w Europie była nie do pogodzenia ze strukturą systemu mocarstw. Nie można historii Niemiec badać w oderwaniu od systemu światowego i jego ewolucji, niezbędne są porównania z innymi społeczeństwami i państwami Zachodu, tymczasem inne narody stosują podwójne standardy i oceniają politykę Niemiec wedle „historii zwycięzców“. To przejaw hipokryzji. Niemcy miały oczywiście własną specyfikę, ale pod żadnym względem nie różniły się zasadniczo od innych państw i narodów. Obraz nowoczesnych Niemiec jako wyjątkowo agresywnego państwa jest fałszywy. Błędem jest doszukiwanie się źródeł ich agresywności w „nieliberalnym” systemie politycznym i kulturze – wewnętrzne instytucje polityczne i kultura polityczna Niemiec nie były czymś niezwykłym i odbiegającym od ówcześnie panujących norm. Agresywność Niemiec należy rozpatrywać w kontekście polityki Wielkiej Brytanii, która podbiła pół świata, polityki Francji, kilka razy dokonującej inwazji na Europę, polityki Rosji i USA prących do kontynentalnego podboju i uparcie powiększających zakres swojego panowania. Książka Calleo jest ważna dla kształtującego się obecnie nowego paradygmatu w analizie przyczyn i przebiegu I wojny światowej (i innych wojen XX w.) z tego powodu, że cechuje ją niezwykle wysoki poziom bezstronności i obiektywizmu, dominuje w niej sceptyczny realizm badacza stosunków międzynarodowych, którego interesują uwarunkowania geopolityczne, funkcjonowanie systemu państw i mocarstwowa realpolitik.

W toczonych, w okolicach setnej rocznicy wybuchu I wojny światowej, debatach praktycznie tylko historycy niemieccy i anglosascy ramię w ramię przełamują obowiązujące na świecie schematy i starają się rewidować historyczne mity. Ani z Francji, ani z Rosji, ani z innych krajów europejskich podobnych głosów nie słychać. W 2013 r. w Niemczech wznowiono kolejny raz – wydaną po raz pierwszy w 1999 r. – książkę znanego brytyjskiego historyka Nialla Fergusona Der falsche Krieg. Der Erste Weltkrieg und das zwanzigste Jahrhundert (wyd. ang. The Pity of War). W tej książce, jak i w artykułach prasowych, Ferguson postulował, żeby nie obciążać się wzajemnie „winą” za wywołanie wojny, ale przyjąć, że system międzynarodowy znalazł się w 1914 r. w kryzysie i że wszyscy głowni aktorzy polityczni jakoś się przeliczyli. Ferguson koncentruje się na polityce Wielkiej Brytanii, której przystąpienie do wojny ocenia jako „jeden z największych błędów w historii”. Podaje, że już od przełomu wieków w Wielkiej Brytanii krążyły książki i broszury ostrzegające przed inwazją niemiecką na wyspy. To decyzja Londynu o budowie wielkich pancerników nakręciła spiralę zbrojeń morskich. Londyn wykazywał słabą gotowość do negocjacji. Na długo przed wybuchem wojny istniały tajne plany brytyjskich generałów i dyplomatów – ich ostatecznym owocem była decyzja o przystąpieniu Wielkiej Brytanii do wojny, co w ostatecznym rezultacie przekształciło lokalną wojnę w kontynentalną wojnę europejską a następnie w wojnę światową. Zdaniem Fergusona Londyn wszedł do wojny po stronie Ententy, ponieważ uznał, iż w tej konstelacji Niemcy są słabsze. Anglicy jak zawsze chcieli ponosić jak najmniejsze ryzyko, dlatego jak zwykle planowali, że to inni, w tym przypadku Rosjanie i Francuzi, poniosą główne ciężary wojny. Nie przewidzieli, że Rosjanie ulegną Niemcom i cały front wschodni się załamie.

Pewne poruszenie tzw. opinii publicznej wzbudziły inne tezy Fergusona: państwa popierające Serbię, siłą rzeczy popierały terrorystów, Niemcy Kaisera były bardziej demokratyczne niż Anglia, o Rosji nie mówiąc; argumentacja, że Anglia przystąpiła do wojny z powodu pogwałcenia przez Niemcy neutralności Belgii jest obłudna, ponieważ brytyjski sztab generalny także miał plan jej zajęcia. Anglicy niejeden raz atakowali kraje neutralne, jeśli miało im to przynieść strategiczne korzyści. Brytyjskie lawirowanie było przez Niemcy najpierw błędnie interpretowane jako neutralność, potem wywołało lęk przed okrążeniem i wzmocniło niemiecką gotowość do wojny. Brytyjska polityka sojuszy zmusiła Niemcy do wojny po rosyjskiej mobilizacji powszechnej. Ferguson zakwestionował popularną tezę jakoby sprzeczności interesów pomiędzy Niemcami a Anglią w kwestiach kolonialnych odegrały istotną rolę w wybuchu wojny,

Ponadto brytyjski historyk, uprawiający „historię alternatywną”, nazywaną przezeń virtual history (wydał książkę Virtual History: Alternatives and Counterfactuals) zakłada, że gdyby Wielka Brytania pozostała neutralna i nie przystąpiła do wojny, wygrałyby ją Niemcy i powstałby rodzaj Unii Europejskiej, a wówczas Rosji i narodom Europy Środkowo-Wschodniej oszczędzone byłyby „okropności bolszewizmu”, a Adolf Hitler zakończyłby życie jako przeciętny malarz pocztówek lub skromny weteran wojenny gdzieś w Mitteleuropie kierowanej przez Niemcy, na które nie miałby powodu się uskarżać. „Epokowe zwycięstwo“ Wielkiej Brytanii okupione zostało taką daniną krwi, jakiej Anglia nie doświadczyła w żadnej innej wojnie. Zdaniem Fergusona te koszty, straty i cierpienia politycznie się nie „opłaciły”: Anglia roztrwoniła ogromne zasoby materialne i ludzkie, dzięki którym była w stanie działać jako globalna potęga. Przystąpienie w 1914 r. do wojny było początkiem drogi wiodącej do upadku imperium. Brytyjczycy rozpoczynali udział w wojnie jako wierzyciele świata a wyszli z niej jako dłużnicy USA; przystępując do wojny otworzyli swojemu sojusznikowi drogę do potęgi światowej. Wielka Brytania prowadziła wojnę na własny koszt, ale na korzyść Stanów Zjednoczonych. Skutkiem I wojny światowej była II wojna światowa, po której Anglia straciła wszystko na rzecz Ameryki. W rzeczywistości to Stany Zjednoczone a nie Niemcy były prawdziwym zagrożeniem dla Anglii. Do dzisiaj wielu Brytyjczyków upiera się przy tym, że wojna była konieczną tragedią, a nie daremnym błędem; popularyzowano mit, że przemysłowa rzeź trwająca cztery i pól roku był warta „uratowania cywilizacji”. Zatajono możliwość – podnoszoną przez niepokorną mniejszość – że wojny można było uniknąć i że nie przyczyniła się ona w żadnym stopniu do rozwiązania fundamentalnej nierównowagi sił na kontynencie europejskim.

Odnotować należy publikowanie w świecie anglosaskim książek opisujących wybuch I wojny światowej z punktu widzenia „tajnej historii”, czyli zakulisowej działalności polityków, wojskowych, bankierów i bossów gospodarczych. Należą do nich: John P. Cafferky, Lord Milner´s Second War: The Rhodes-Milner Secret Society. The Origin of World War One (2013) oraz Gerry Docherty, Jim MacGregor, Hidden History. The Secret Origins of the First World War (2013) – ta druga została wydana także w Niemczech. Autorzy tych prac identyfikują kontakty i powiązania elity angloamerykańskiej i dowodzą, że główna odpowiedzialność za wybuch wojny spada na Wielką Brytanię, gdzie od przełomu wieku klika brytyjsko-angielskich polityków dążyła do powalenia Niemiec na kolana – najpierw na płaszczyźnie dyplomatycznej a następnie militarnej) W Londynie pracowano nad tym, żeby przy pomocy nowego systemu sojuszy izolować Niemcy w systemie międzynarodowym, stworzyć antyniemiecką koalicję i skierować przeciwko Rzeszy i Rosję, i Francję. To w Londynie snuto międzynarodową intrygę, aby zwabić świat w pułapkę wojny, której celem było zniszczenie Niemiec. Główną rolę w tworzeniu antyniemieckiego klimatu odegrał londyński „Times”.

Minister spraw zagranicznych Edward Grey prowadził podwójną grę: cały czas konsekwentnie pracował nad przystąpieniem Anglii do wojny, ale maskował to umiarkowaną i pokojową retoryką na zewnątrz. Okłamywał własny parlament, udawał gotowego do kompromisu, niemieckiego ambasadora okłamywał, że Wielka Brytania nie ma zobowiązań sojuszniczych na wypadek wybuchu wojny na kontynencie. Namawiał Rosję do zaostrzenia tonu wobec Niemiec, zagrzewał ją boju, przyrzekał wsparcie, gdyby doszło do wojny.

Ważną rolę w długofalowym planowaniu wojny odgrywało, założone z inicjatywy Cecila Rhodesa, tajne stowarzyszenie grupujące wpływowych polityków, wojskowych i bossów gospodarczych Anglii i USA. To środowisko stanowiło „tajną elitą”, której wpływ na brytyjska politykę był ogromny. Za pośrednictwem Grey`a „tajna elita” przez dziesięć lat tak kierowała krokami Anglii w polityce zagranicznej, aby Francję i Rosję „napuścić” na Niemcy – największego gospodarczego konkurenta Anglii. Najpierw krąg działał na płaszczyźnie dyplomatycznej, forsując sojusze Wielkiej Brytanii z Francją (1904) i Rosją (1907). Już w trakcie pierwszego kryzysu marokańskiego ten antyniemiecki network opracowywał pierwsze plany, zakrojonej na dużą skalę, wojny przeciwko Rzeszy Niemieckiej

Będący pod wpływem „tajnej elity” brytyjski Sztab Generalny ściśle współpracował z francuskim i belgijskim Sztabem Generalnym, działając w kierunku wojny z Niemcami. Podczas drugiego kryzysu marokańskiego w 1911 r. „tajna elita” dostrzegła kolejną szansę; tajny plan kampanii, opracowany przez szefa wydziału operacyjnego brytyjskiego Ministerstwa Wojny i jednego z francuskich generałów przewidywał wysłanie brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego w sile 150 000 żołnierzy, który z Francji miał operować przeciwko Niemcom. Plan rozważano w „Comittee of Imperial Defence“, ale ostatecznie został zarzucony w obliczu sprzeciwu większości ministrów. Jednak mimo to Ministerstwo Wojny pracowało nadal. Do Irlandii przemycano broń celowo zakupioną w Niemczech, aby zaostrzyć sytuację polityczną na wyspie i przekonać naród brytyjski o wojennych zapędach Niemiec. Według brytyjskich autorów to kanclerz Niemiec Bethmann-Hollweg jako jedyny z europejskich mężów stanu rzeczywiście pragnął zapobiec wojnie. To Londyn świadomie i celowo przedłużał wojnę poza rok 1915, aby osiągnąć swój strategiczny cel wojenny: osłabienie Niemiec, zepchnięcie ich na drugorzędną pozycję.

Australijczycy uderzają z lewej flanki (Douglas Newton, Christopher Clark)

Australijski historyk Douglas Newton w książce The Darkest Days. The Truth Behind Britain’s Rush to War, 1914 (2014) rekonstruuje ukrytą historię podejmowania decyzji wiodących do wojny obalając mit, jakoby Anglia robiła wszystko co możliwe, aby zapobiec wojnie. Pokazuje jak Asquith, Grey i Churchill „knuli”, aby wprowadzić kraj do wojny wbrew sprzeciwowi części kolegów z gabinetu i parlamentu, jak popychali Wielką Brytanię ku wojnie, nie informując lub dezinformując opinię publiczną. Wielka Brytania nie była neutralnym widzem, który chciał zachować pokój, lecz zdecydowanie wspierała sojusz przeciwko Niemcom. Grey i cała brytyjska „frakcja wojny” działali na pograniczu „spisku”, oszukując, manipulując i zwodząc; kluczowe decyzje podejmowano poza gabinetem. Newton obala twierdzenie, że decyzja Londynu o przystąpieniu do wojny nie zapadła wcześniej niż 4 sierpnia 1914 r. i była odpowiedzią na niemiecka agresję (inwazja na neutralna Belgię), i że cieszyła się ona prawie powszechną aprobatą w Wielkiej Brytanii. Newton pokazuje, jak szybko działano w czasie kryzysu lipcowego, jeszcze przed mobilizacją: 27 lipca postawiono flotę wojenną w stan najwyższej gotowości bojowej, w dzień później, czyli na tydzień przed niemieckim wkroczeniem do Belgii, flota zajęła pozycje wojenne. Według Newtona rząd brytyjski podjął decyzję o przystąpieniu do wojny na dwa dni przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Belgii. Belgia służyła jako zapewnienie moralnej, propagandowej podstawy dla przystąpienia do wojny. O tym, że Wielka Brytania przystąpi do realizacji strategicznego sojuszu z Francją, zdecydowano w Londynie, zanim Niemcy postawili Belgii ultimatum.

Książką, która odbiła się głośnym echem w krajach anglosaskich i odniosła – po ukazaniu się przekładu w Niemczech latem 2013 r. – spektakularny sukces na niemieckim rynku księgarskim, była licząca 900 stron praca (owoc pięcioletnich badań) autorstwa, wspomnianego wyżej, australijskiego historyka Christophera Clarka: Die Schlafwandler. Wie Europa in den Ersten Weltkrieg zog (tyt.oryg. The Sleepwalkers: How Europe Went to War in 1914). Clark odbył tournee po Niemczech, brał udział w publicznych debatach i sympozjach, kilkakrotnie wystąpił w telewizji, udzielił kilkunastu wywiadów prasowych.

W swoim bogatym w fakty i szczegóły dziele Clark wykorzystał zarówno dotychczasową literaturę naukową, jak nowy materiał źródłowy, odnaleziony w archiwach francuskich, rosyjskich i serbskich. Recenzenci chwalili jego książkę jako dzieło pełne napięcia i wyśmienite pod względem stylistycznym. Podziwiano znakomite panowanie nad bogatym materiałem, prezentowanym raz z bliskiej perspektywy (celne portrety głównych aktorów wydarzeń), raz z szerokiego planu. Praca Clarka, powracająca do tradycji „wielkich narratorów historii z XIX w.” wykorzystuje rezultaty i tendencje w międzynarodowych badaniach nad wybuchem I wojny światowej, dokonuje ich syntezy, dając nową, całościową interpretację przedwojennej polityki europejskiej. Bez wątpienia jest dziełem nowatorskim, wytyczającym nowe drogi badawcze.

W jednym z wywiadów prasowych Clark powiedział: „W szkole przerabialiśmy ten temat i pamiętam, jak mój nauczyciel powiedział raz, »chłopcy, jak dostaniecie pytanie o wybuch I wojny światowej, to musicie pamiętać tylko o pięciu niemieckich prowokacjach: budowa floty, Maroko nr 1, bośniacka aneksja, Maroko nr 2, czek in blanco dla Austrii. Jak będzie pamiętać o niemieckich prowokacjach, to odpowiecie na wszystkie pytania«“. „Już wówczas” – wyznał Clark – „wydało mi się to nieco jednostronne”. W swoich badaniach tej jednostronności starał się uniknąć i w pełni mu się to udało.

Od początku pierwszej dekady XXI wieku słychać było głosy wśród historyków, że potrzebne są międzynarodowe badania porównawcze nad wybuchem I wojny światowej, porzucające „płaszczyznę winy”. Historyk z Cambrigde spełnił te oczekiwania – nie pyta o winnych i niewinnych, ale stara się opisać mechanizmy, jakie doprowadziły do wybuchu wojny: „Wybuch wojny w 1914 roku nie był czymś podobnym do zbrodni z kryminału Agaty Christie, na końcu którego sprawca zostaje zdemaskowany; w tej historii nie ma narzędzia zbrodni jako niepodważalnego dowodu lub dokładniej, znajduje się ono w ręku każdego z poszczególnych ważnych aktorów”. Do tej pory jak w powieści kryminalnej było wielu podejrzanych, ale na końcu jeden winowajca – Niemcy. „Wina” jest pojęciem, które niczego nie tłumaczy. „Wina” zakłada automatycznie „niewinność” po drugiej stronie. Dlatego jest to pojęcie bezużyteczne w badaniach historycznych. Nie jest tak, że w 1914 r. jedno państwo jest „łobuzem”, a pozostałe to „niewiniątka”. Wszystkie te państwa są „łobuzami”. Są agresywne, chcą łupów, są kolonialne, paranoiczne, demonstrują siłę, prężą muskuły, ponieważ czują się słabe. Jeśli najpierw pyta się o winę, to wyszukuje się „podejrzanego” i myśli: „ten jest pewnie winny” a potem zbiera się materiał dowodowy, tworzy rodzaj listy zarzutów i sporządza akt oskarżenia, czyli argumenty przeciwko temu państwu – taka procedura (blame game) jest, według Clarka, nie na miejscu w historiografii. Dlatego kwestia winy i odpowiedzialności za wojnę w ogóle u niego nie występuje.Nie ma ani winnych, ani niewinnych, żadne z pięciu mocarstw nie chciało wielkiej wojny trwającej pięć lat, ale wszystkie się do jej wybuchu przyczyniły.

Wszystkie europejskie mocarstwa uważały, że działają pod presją zewnętrzną, że wojna została im narzucona przez przeciwników. Ale wszystkie podjęły decyzje, które spowodowały eskalację kryzysu. Przywódcy mocarstw zachowywali się jak „lunatycy” w prognozach, przewidywaniach, oczekiwaniach, w niekiedy całkowicie błędnych ocenach. W czasie kryzysu lipcowego 1914 r. polityczni i wojskowi protagoniści grali va banque, biorąc pod uwagę ryzyko wybuchu wojny europejskiej. Dlatego też w debacie nad książką Clarka, zgadzający się z większością jego tez, niemiecki historyk Sönke Neitzel orzekł, że właściwszym określeniem ówczesnych przywódców mocarstw europejskich byłoby „gracze-hazardziści”, a nie „lunatycy”. To nie „lunatycy” poprowadzili Europę do wojny i do katastrofy, lecz marzyciele, fantaści, pełni głębokiej wzajemnej nieufności. Cechuje ich nadmierna pewność siebie i poczucie wyższości, mają własne plany ekspansji i realizują plany narodowej potęgi.

Historycy zwykle zakładają, że „ponieważ tak poszło, to znaczy, że tak pójść musiało“, natomiast Clark wychodzi z innego założenia: rozwój wydarzeń jest nielinearny i niezdeterminowany, konstelacje sił politycznych i wojskowych nie są do końca określone, dlatego też należy brać pod uwagę różne scenariusze, ponieważ tylko wówczas można zrozumieć i wyjaśnić złożoną rzeczywistość historyczną, tym bardziej tak zawikłaną i zapętloną jak prehistoria I wojny światowej – kryzys lipcowy 1914 r. jest najbardziej skomplikowanym wydarzeniem XX w., stąd też dyskusja na temat wybuchu wojny i jej genezy trwa nadal, jeszcze w sto lat po śmiertelnych strzałach Gawryła Principa w Sarajewie.

Clark usiłuje rozświetlić dyplomatyczny labirynt okresu przedwojennego, rozplątać, zdający się nie do rozplątania, węzeł przyczyn i skutków, rozjaśnić złożoność polityczno-wojskowych interakcji w przededniu wojny. Skupia się na działającej w ramach maksymalnie nieprzejrzystej rzeczywistości elicie ludzi decydujących o wojnie i pokoju, obejmującej łącznie kilkaset osób, analizuje ich wyobrażenia o sobie i innych oraz ich wzajemne odniesienia. Kiedy dokładniej przyjrzymy się wszystkim ówczesnym centrom władzy, zobaczymy podobne argumenty i podobne dyskursy, ludzie podejmujący zasadnicze polityczne decyzje mówili podobnymi językiem, byli zakorzenieni w ogólnoeuropejskiej kulturze politycznej.

Australijski historyk opisuje splot strategicznych decyzji, iluzji, blefów, nerwowości, nieufności, politycznych „paranoi”, dyletantyzmu w „zarządzania kryzysem”. Kryzys lipcowy widzi jako niezwykle skomplikowany splot motywów, jako kulminację całego łańcucha decyzji, które w różnej mierze warunkujących się nawzajem. Przedstawia zarazem długofalową prehistorię wojny, długi rozbieg do jej wybuchu. Rekonstruuje konstelacje polityczne, struktury interesów, przesunięcia w systemie międzynarodowym na tle strukturalnej transformacji europejskiego systemu bezpieczeństwa zachodzącej w ciągu trzech dekad poprzedzających światowy kryzys polityczny.

Pokazuje ówczesny, coraz bardziej niestabilny, wielobiegunowy świat, zazębiające się układy i sojusze oraz geopolityczne zależności, prowadzące do kryzysu w europejskim systemie mocarstw, do konfrontacji bloków a w ostatecznym efekcie do wojny. Clark całkowicie zrywa z podejściem Fischera polegającym na skoncentrowaniu się na Niemczech – ostry snop światła jaki Fischer rzucił na Berlin skierowuje także na Petersburg, Paryż, Londyn i Wiedeń. Wychodząc od komplementarnej zależności źródeł ukazuje prehistorię wojny jako szereg multilateralnych interakcji pięciu autonomicznych równowartościowych, równorzędnych aktorów. Bierze pod lupę wszystkie mocarstwa, ich cele, motywy i interesy, zachowania i posunięcia, przedstawia wydarzenia z perspektywy wszystkich pięciu aktorów.

Clark komplikuje jeszcze obraz wydarzeń, poprzez ukazanie wewnętrznych zależności, intryg, napięć, walk i konfliktów. W każdym centrum władzy ścierają się „jastrzębie” i „gołębie”, wojskowi, dyplomaci, politycy, parlamentarzyści, ministrowie i monarchowie. Porównuje grę mocarstw do gry w bilard, w której tor każdej kuli wpływa na tor innych, żadna z nich nie jest idealnie okrągła, żaden tor nie jest całkiem przewidywalny, ponieważ wewnątrz każdej kuli ścierają się antagonistyczne siły, panuje płynność stosunków władzy. W stolicach nie było jasne, kto właściwie ma ostatnie słowo, kto powinien w danym momencie określać linię w polityce zagranicznej. Zmieniały się układy władzy i strategie wewnątrz kierownictw polityczno-wojskowych, myślenie aktorów było rozdarte, pozbawione konsekwencji, stąd zwroty akcji i niespójność polityki. Do tego dochodzi wpływ tzw. opinii opublikowanej, czyli masowej prasy, którą wprawdzie politycy i rządy wykorzystywali dla swoich celów, ale którą tworzyły realne i manipulowane nastroje społeczne i emocje.

Clark nie przyjmuje narodowego punktu widzenia zaangażowanych państw, lecz europejski, przedstawia całościowy obraz sytuacji w Europie i polityki europejskiej, podkreśla europejski charakter kryzysu i wojny, jej europejską genezę. Postuluje, aby myśleć i pamiętać o niej po europejsku. Jest wielką zaletą jego książki, że przyjął „konsekwentnie europejską, wielobiegunową i interaktywną perspektywę“ – tworząc obraz skomplikowany, a przez to bardziej obiektywny, bliższy prawdzie. Jego książka jest wzorowym przykładem podejścia historyczno-analitycznego, a nie polemicznego w sensie politycznym czy moralnym.

Zachowując zasadę wieloperspektywiczności i naświetlając działania wszystkich protagonistów, Clark bliżej przygląda się południowo-wschodniej Europie, obszarowi, gdzie wszystko się zaczęło, gdzie lokalny kryzys okazał się wyzwalaczem konfliktu między mocarstwami. Więcej uwagi poświęca Serbii i Bałkanom, które, paradoksalnie, traktowano dotychczas po macoszemu, a przecież Bałkany były nie tylko terenem sporu pomiędzy Austrią i Serbią, ale także sceną, na której toczyła się (geo)polityczna rywalizacja rosyjsko-austriacka.

Clark – także na podstawie badań w serbskich archiwach­– szczegółowo i starannie rekonstruuje powiązania morderców księcia Ferdynanda z serbskimi tajnymi służbami, kręgami rządowymi i armią (nic dziwnego, że jego książkę odebrano w Serbii jako prowokację i zalecono czytanie książki Fritza Fischera). Cofa się do 1903 roku, kiedy to w wyniku puczu prorosyjskich oficerów doszło w Belgradzie do zamordowania, przyjaznego Austro-Węgrom, serbskiego monarchy Aleksandra I Obrenovica i jego żony Dragi. Za zamordowaniem króla stał Dragutin Dimitrijevic. Para królewska zginęła pod gradem kul, posiekana szablami. Zmasakrowane ciała z rozprutymi brzuchami wyrzucono przez okno; zamordowano również obu braci królowej i kilku ministrów. W 1911 r. Dragutin Dimitrijevic będący już wtedy szefem tajnych służb założył terrorystyczną organizację Zjednoczenie albo Śmierć nazywaną Czarna Ręka. To Dimitrijevic wyselekcjonował zamachowców z Sarajewa; jego służby dostarczyły im broni i instrukcji; wiele przemawia też za tym za tym, że rząd serbski wiedział o zamiarach szefa tajnych służb (potem Dimitrijevica poświęcono – oskarżony o planowanie zamachu na serbskiego następcę tronu został stracony w 1917 r.)

Clark namawia czytelników, aby przy ocenie postawy Wiednia i Berlina brać pod uwagę fakt, iż zamordowanie następcy tronu nie było jakąś błahostką, nad którą można było przejść do porządku dziennego. Zamach był uderzeniem w habsburską ideę państwową i w prestiż monarchii. Ci, którzy oskarżają Wiedeń o zbyt nieustępliwe stanowisko, powinni zapytać, co zrobiłyby Stany Zjednoczone, gdyby komando terrorystów szkolonych w Teheranie zastrzeliło na ulicach Los Angeles desygnowanego prezydenta USA wraz z małżonką?

Sytuacja na Bałkanach była już wcześniej bardzo napięta. Rosja i Francja popierały serbski irredentyzm, za eskalację napięcia odpowiedzialny był sojusz francusko-rosyjski podczas wojen bałkańskich 1912/1913. W 1912 Belgrad dostał od Paryża i Petersburga carte blanche dla ataku na Imperium Osmańskie, będące w dobrych stosunkach z Rzeszą Niemiecką. Serbowie, Grecy, Rumuni, Bułgarzy zaatakowali europejskie prowincje Turcji, aby podzielić je między siebie, następnie zwycięzcy – pokłóceni przy podziale łupów – skaczą sobie do gardeł, Rumunia wspierana przez Rosję atakuje Bułgarię, Bałkany płoną, konferencja mocarstw kończy II wojnę bałkańską. Bezpieczeństwo Austrii zostało mocno nadszarpnięte, cala polityka na Bałkanach przestała być sprawą lokalną. Francja finansowała zbrojenia Serbii, czyniąc ją południowo-wschodnią strategiczną placówką Ententy. Paryż grał ryzykowaną grę mobilizując via Bałkany Rosję przeciwko państwom centralnym – na Bałkanach podkładano ładunek z tlącym się lontem.

Clark nazywa sojusz Francji i Rosji “geopolitycznym spustem wzdłuż granicy austriacko-serbskiej”. Kontrola nad cieśninami tureckimi i kontrola nad Bałkanami zostały uznane przez rywalizujące mocarstwa za strategicznie powiązane ze sobą. Zamach w Sarajewie był spełnieniem „bałkańskiego scenariusza”; spowodował ogólnoeuropejski kryzys, ponieważ z Bałkanami spięty był europejski system sojuszy, będący dziełem Francji, od 1892 roku sprzymierzonej z Rosją przeciwko Rzeszy Niemieckiej, a od 1904 r. z Anglią, ażeby powstrzymać zamorskie aspiracje Niemiec.

Po wojnach bałkańskich Paryż zapewniał Rosję, że w przypadku ataku Austro-Węgier na Serbię wystąpi sytuacja uruchamiająca sojusz. Rosja i Francja były pod presją czasu, ponieważ latem 1914 r. Brytyjczycy igrali z myślą nieprzedłużania za rok angielsko-rosyjskiej konwencji z 1907 r. i zastąpienia ją jakimś rodzajem porozumienia z Berlinem, a to zastopowałoby akcje Rosji i Francji, które nie mogły niczego przedsięwziąć bez pewności, że Anglia się do nich przyłączy. „Scenariusz bałkański” był raczej optymalnym casus belli dla Francji i Rosji.

Po Sarajewie Wiedeń chce ukarać Serbię, dostaje carte blanche od Berlina, wysuwa wobec Serbii ultimatum, protektor Serbii Rosja daje jej carte blanche,a ta odrzuca ultimatum (jest raczej pewne, że Serbia przyjęłaby ultimatum, gdyby nie wsparcie Rosji), a Francja daje carte blanche Rosji, która ogłasza częściową mobilizację, Austria wypowiada jej wojnę, Rosja ogłasza generalną mobilizację, co równe jest wypowiedzeniu wojny itd. I tak rozpoczęła się, jak ją określa Clark, trzecia wojna bałkańska, czyli wojna europejska, która przekształciła się w wojnę światową z chwilą interwencji Anglii po stronie Francji i Rosji.

Brytyjczycy byli o wiele mnie zaniepokojeni zbrojeniami morskimi Niemiec niż się zwykle utrzymuje. Od 1908 r. wiadomo było, że Niemcy przegrają wyścig zbrojeń na morzach. Brytyjczycy czujnie przyglądali się flocie rosyjskiej, amerykańskiej i japońskiej, niemieckie zbrojenia morskie specjalnie ich nie martwiły, ponieważ na tym polu ich przewaga była zbyt wyraźna. Przecenia się zagrożenie ze strony niemieckiej floty, tak często przytaczane jako wyjaśnienie reakcji Londynu; nigdy bowiem flota niemiecka nie stanowiła poważnego zagrożenia dla Royal Navy – Anglia była pewna swojej dominacji na morzach.

W połowie lat 90. XIX w. Wielka Brytania zdała sobie sprawę, że może wytrzymać nacisk rosyjski na północnej granicy Indii tylko dzięki większym wydatkom na wojsko. Londyn zastosował podwójną strategię: przeciwko Rosji a zarazem poszukiwanie jakiegoś kompromisu w Azji. W rezultacie doprowadziło to do zawiązania Entente Cordiale w 1904 i zawarcia angielsko-rosyjskiej konwencji w 1907 r. Dzięki sojuszowi francusko-rosyjskiemu Brytyjczycy chcieli upiec dwie pieczenie na jedynym ogniu: uspokoić Rosję i powstrzymać Niemcy a jednocześnie odciągnąć Rosję do Indii i skierować jej uwagę na Europę Południowo-Wschodnią. Wszystkie te posunięcia naruszały status quo w Europie.

W Londynie – podobnie jak w innych stolicach – polityka zagraniczna i polityka zbrojeń była domeną najwyższych czynników władzy rządowej i była ukryta przed parlamentami. Angielski minister spraw zagranicznych Edward Grey wysyłał najważniejsze akta tylko najbliższemu kręgowi zaufanych ludzi, ponieważ swoją politykę aliansu z Francją i Rosją chciał ukryć przed własnymi towarzyszami partyjnymi z Partii Liberalnej. Grey, którego hobby było wędkarstwo (zasłynął jako autor pracy na temat łowienia ryb na muchy) należał do tych tych polityków brytyjskich, którzy spowodowali, że brytyjska polityka zaczęła koncentrować się na „niemieckim zagrożeniu”. Zresztą brytyjska polityka zagraniczna, podobnie jak amerykańska w XX wieku, zawsze bazowała na scenariuszach „inwazji i zagrożenia”: w poł. XIX w. były to lęki przed francuską inwazją, w latach 90. przed Rosją, która zastąpiła Francję, a potem przez Niemcami Wilhelma, które zajęły miejsce Francji w roli straszaka. Wielka Brytania ustawiła sobie Niemcy jako wroga mogącego potencjalnie rzucić wyzwanie angielskiej hegemonii globalnej.

Jeśli chodzi o Rzeszę Niemiecką, to ruch i zmiany w systemie międzynarodowym po 1890 nie zostały zainicjowane przez nią, lecz przez Anglię, Francję i Rosję, którym chodziło o zabezpieczenie swoich stref interesów. Geopolityczna polaryzacja pogłębiała się, Rzesza stała wobec konstelacji wrogów – Rosji, Francji i Anglii. Okrążenie Niemiec miało mało wspólnego z rzekomym niemieckim „zagrożeniem”, a więcej z głębszymi przesunięciami w europejskim systemie państw. Według Clarka zagrożenie militarne ze strony Niemiec nie było czymś realnym, lecz stanowiło propagandowy konstrukt.

Sojusz francusko-rosyjski była najbardziej agresywnym sojuszem na kontynencie europejskim – Francuzi za kulisami chcieli uwikłać Niemcy w ewentualną wojnę na dwa fronty, dozbrajali Rosję, udzielali kredytów na przemysł ciężki i budowę linii kolejowych umożliwiających szybkie przerzucenie wojsk nad niemiecką granicę. Sojusz istniał tylko po to, aby wspólnie prowadzić wojnę przeciwko trzeciej sile – Rzeszy Niemieckiej, w której narastało przekonanie, że w takiej sytuacji wojna, prędzej czy później, wybuchnie, i przygotowywano się do walki na dwa fronty. Natomiast nie ma dowodów i źródeł mówiących, ze niemieccy politycy i wojskowi potraktowali „kryzys lipcowy” 1914 r. jako pożądaną okazję do wywołania, planowanej od dawna, „wojny prewencyjnej” przeciwko Francji i Rosji. W niemieckich dokumentach nie ma żadnych oznak, że kierownictwo Rzeszy przygotowywało się do uderzenie na wielką skalę.

Niemcy chcieli ograniczyć konflikt do lokalnej wojny na Bałkanach – takie były ich rzeczywiste intencje. Popierali szybkie, zdecydowane uderzenie Austrii i szybkie zakończenia interwencji militarnej, a nie zakrojoną na szeroką skalę operację wojskową. I do takiej operacji się nie przygotowywali. Niemiecka dyplomacja nie rozumiała „bałkańskiego scenariusza”, miała nadzieję, że poprzez lokalny konflikt napięcie ulegnie rozładowaniu. W Berlinie nie zgromadzono nawet wystarczająco dużej ilości amunicji, także wywiad wojskowy nie alarmował o zbliżającym się konflikcie. Dlatego gabinet i Sztab Generalny szykowały się na letnie wakacje a cesarz na początku lipca udał się w podróż jachtem na północ; i nie był to, jak podejrzewał Fritz Fischer, żaden manewr maskujący mający zmylić przeciwników a polegający na tym, że niezwykle przebiegły cesarz udaje się w podróż, żeby zwieść inne stolice, niech myślą, że ten sobie na falach się buja w norweskim fiordzie, a on tymczasem realizuje szatański plan podboju świata.

Co się tyczy cesarza Wilhelma, to miał on, zdaniem Clarka, skłonność do spontanicznych wybuchów i używania mocnych słów, ale kiedy pojawiała się możliwość realnego konfliktu, doradzał umiarkowanie. W wydanej w 2008 r. książce o cesarzu (Wilhelm II. – Die Herrschaft des letzten deutschen Kaisers, München 2008) Clark przekonywał, iż błędem jest po prostu zbywać jako „obłudne” publiczne zapewnienia cesarza o pokojowych zamiarach – najbardziej znana jest wypowiedź przed posłami do Reichstagu 16.06. 1913 – i interpretować je jako kamuflaż zasadniczo prowojennej dyplomacji. Także w mniej oficjalnych sytuacjach cesarz mówił to samo, podkreślał, że okres jego władzy jest czasem konsolidacji a nie ekspansji, że niemiecką polityką powinna cechować maksymalna wstrzemięźliwość i ostrożność i że jako cesarz nigdy nie pozwoli na prowadzenie wojny prewencyjnej.

W Berlinie zakładano, że Rosja nie będzie interweniować po stronie Serbii. Jednakże niemieckie kierownictwo państwowe było gotowe zaryzykować wojnę kontynentalną. Uważano, że przewaga sojuszu francusko-rosyjskiego rośnie z każdym rokiem Taką samą logiką posługiwał się niemiecki Sztab Generalny: „Musimy teraz pobić Rosjan, jeśli nie chcemy, żeby za trzy lata oni pobili nas”. Kanclerz Hollweg-Bethmann uważał, że jeśli Rosjanie wbrew wszystkim kontrargumentom jednak będą interweniować, to znaczy, że chcą i szukają wojny. Jeśli tak, to „my nie ustąpimy im z drogi”.

W porównaniu do innych mocarstw geopolityczna sytuacja Niemiec była mniej korzystna. Dysponowały mniejszą ilością opcji działania w polityce międzynarodowej, były uwięzione w granicach kontynentu europejskiego, nie miała prawie kolonialnej masy manewrowej. Ich dążenie do podwyższenia swojej rangi na morzach wynikało z tego położenia i nie był to żaden realny powód do wojny. Sytuacja międzynarodowa rozwijała się błyskawicznie w kierunku niekorzystnym dla Niemiec, które w odróżnieniu do innych mocarstw niewiele mogły sobie po zwycięskiej wojnie obiecywać. Jedynym przekonywującym argumentem za wojną była rosnąca siła wrogów i płynące z tego przekonanie, że skoro jest nieuchronna, to lepiej, aby wybuchła wcześniej niż później.

Według Clarka przecenia się rolę Niemiec; wojna światowa nie dochodzi do skutku tylko dlatego, że jedno państwo prowokuje inne państwa, sprawa jest o wiele bardziej złożona. Nie można zakładać, że inne mocarstwa prymarnie reagowały jedynie na niemiecką politykę, a nie dążyły do realizacji swoich własnych interesów. Niemcy zgłaszały roszczenie do prowadzenia Weltpolitik, nie chciały „podboju świata“, lecz równorzędnej pozycji z innymi mocarstwami prowadzącymi politykę światową. Natomiast celem pozostałych centrów władzy było geopolityczne okrążenie i polityczna izolacja Niemiec, czemu te próbowały się przeciwstawić.

Clark odrzuca rozpowszechniony do dziś pogląd, że Rosjanie, Francuzi i Brytyjczycy robili głupstwa i popełniali błędy, ale tylko Niemcy chcieli wojny i to oni do niej doprowadzili. Według niego teza Fischera, że Niemcy nie tylko wszczęły wojnę, ale że ją wręcz z góry zaplanowały, jest nie do utrzymania – nie potwierdzają tego żadne źródła. Rzecz prosta, australijski autor nie jest bezkrytyczny wobec Niemiec: wskazuje na niezręczną niemiecką politykę zagraniczną, nieskuteczne „zarządzanie kryzysem” przez Berlin, nieudane strategie ograniczenia konfliktu latem 1914 r. itd.

W wywiadzie dla tygodnika „Junge Freiheit” na uwagę dziennikarza „Wniosek z Pańskiej książki brzmi zatem: Rzesza Niemiecka w 1914 nie była łotrem, tak jak się ją chętnie przedstawia”, Clark odpowiedział : „Nie, nie była. Wprawdzie Niemcy przyczyniły się do wybuchu wojny i w konsekwencji są współwinne, ale nic poza tym. Nie było żadnego spisku niemieckiego w celu wywołania wojny. Niemcy chciały być mocarstwem i dlatego zachowywały się jak mocarstwo. Niemiecka polityka mieściła się całkowicie w normach swoich czasów“. Australijski historyk stara się pokazać wojnę jak wspólną europejską tragedię, rozkładając odpowiedzialność za nią na wszystkich politycznych aktorów.

Amerykanin uderza z prawej flanki (Sean McMeekin)

W 2014 roku ukazały się w Niemczech dwie ważne, oparte na nowych źródłach archiwalnych, książki innego Anglosasa – amerykańskiego historyka Seana McMeekina: Juli 1914. Der Countdown in den Krieg oraz Russlands Weg in den Krieg (po angielsku tytuł jest sformułowany dobitnej: The Russian Origins of the First World War), zdecydowanie odrzucającego tezy Fritza Fischera. McMeekin uważa, że do tej pory zbytnio skupiano się na wojnie na zachodzie, tymczasem większą uwagę należy skierować na południowy wschód, na Bałkany i na cały obszar wpływów tureckich. Koncentruje się na polityce Rosji, której strategicznym celem geopolitycznym było rozbicie Austro-Węgier oraz, popadającego w kryzys, Imperium Osmańskiego, a w konsekwencji zdobycie panowania nad Konstantynopolem i cieśninami pomiędzy Morzem Czarnym i Śródziemnym.

W Petersburgu widzi McMeekin głównego inspiratora i motor napędowy wojny, w którą chciał wmanewrować Anglię i Francję. Żaden kraj nie mógł zyskać na tej wojnie tyle co Rosja. To nie „ militarystyczne” Niemcy, lecz Rosja, a w drugiej kolejności Francja, były najbardziej agresywne, przy czym we wszystkich stolicach „partie wojny” ścierały się z „partiami pokoju”. Cesarz Wilhelm II. był najmniej wojowniczy, zaś do najbardziej zajadłych „jastrzębi” należał prezydent Francji Raymond Poincaré. W Niemczech nie było woli wojny, zdawano sobie sprawę, że wojna na dwa fronty, przy wsparciu przeciwników przez Anglię, jest nie do wygrania; plan Schlieffena był wyrazem niemieckiej słabości, a nie niemieckiej siły.

W lipcu 1914 r. to Petersburg miał na oku eskalację kryzysu. Rosyjski poseł w Belgradzie Nikolai Hartwig, odpowiednio utwardzał stanowisko Serbów wobec ultimatum Wiednia. Dwa dni po zamachu w Sarajewie car pod naciskiem Sztabu Generalnego nakazał dostawy dużej ilości karabinów i amunicji dla Serbii. Jednocześnie Rosja zaczęła wojskowe przygotowania do wojny i dyplomatyczne sondowanie w Paryżu i Londynie. Od tego momentu zaczęło się odliczanie do wojny. Petersburg zarządził utrzymywaną w ścisłej tajemnicy mobilizację armii.

Berlin liczył się z możliwością interwencji rosyjskiej i poparciem Rosji przez Francję, ale ani Austriacy, ani Niemcy nie chcieli wojny europejskiej, lecz dążyli do zlokalizowania konfliktu na Bałkanach. Niemcy liczyli, że Anglia zachowa neutralność. Cała polityka zagraniczna kanclerza Bethmanna-Hollwega nastawiona była na zbliżenie z Anglią, jej przystąpienie do wojny przeciwko Niemcom było dla niego ciosem. Kiedy Bethmann-Hollweg w nocy 29 lipca, otrzymał ostateczne potwierdzenie z Londynu, że Anglia będzie interweniować w wojnie, natychmiast zatelegrafował do ambasadora Rzeszy w Wiedniu nakazując mu wywarcie presji na Austriaków, aby przystapili do rokowań z Rosjanami. Było już jednak za późno.

Główni rozgrywający, najbardziej aktywni i agresywni (co nie znaczy, że „winni”, bo „wina” bo nie jest kategorią, którą powinien posługiwać się historyk) to według McMeekina Rosja i Francja; To Rosja chciała wojny, szukała powodów i je znalazła, ogłosiła mobilizację ryzykując tym samym wojnę, Francja poparła ją bezwarunkowo. Niemcy „jako ostatnie z czterech głównych narodów uczestniczących w wojnie zarządziły mobilizację” (należy pamiętać, że pierwsze potyczki i bitwy z Rosjanami i Francuzami rozegrały się na terytorium Niemiec). O ile Niemcy i Austriacy chcieli konflikt na Bałkanach zlokalizować i ograniczyć, o tyle Rosjanie i Francuzi uważali, że jeśli dojdzie do wojny na Bałkanach, to należy ją, tak szybko jak to tylko możliwe, „skontynentalizować”. Tak też się stało.

Niemiecki strzał z „Grubej Berty” (Herfried Münkler)

Drugim, po książce Clarka, bestsellerem stała się w Niemczech, opublikowana w tym samym czasie, książka Herfrieda Münklera Der Große Krieg: Die Welt 1914 bis 1918 (928 str.). Autor jest, znanym także w Polsce, profesorem na Uniwersytecie im. Humboldtów, jednym z najbardziej renomowanych politologów w Niemczech, teoretykiem wojny. O Münklerze mówią niektórzy, że jest „suflerem władzy”, w niemieckich środowiskach niezależnych nazywa się go „kryptoprawicowcem”, który narusza (ale ich nie gwałci), pewne tabu erefenowskiego konsensu historyczno-moralno-ideologicznego. W badaniach stosunków międzynarodowych należy do „szkoły realistycznej”. Postuluje, aby kategorię „winy“ zostawić prawnikom, teologom i filozofom; historyka powinny interesować warunki brzegowe i opcje działania podmiotów politycznych. Jego zdaniem mówi się o winie, żeby nie mówić o rzeczywistych przyczynach. W przypadku takiego wydarzenia jak I wojna światowa, stanowiącego „pouczającą lekcją historii“, należy dostrzegać całość wydarzeń i zależności, uwzględniać kontekst globalny i konstelacje sojuszy, zbadać przebiegi konfliktów i łańcuchy wydarzeń, prowadzących do podjęcia konkretnych decyzji z lipca 1914 roku.

Münkler uważa, że dla zrozumienia wojny i jej przyczyn niezbędna jest realistyczna analiza reguł rządzących polityką mocarstwową oraz zastosowanie kategorii geopolitycznych i teorii konfliktu. Rozpatrywanie problemów historii politycznej wymaga posiadania odpowiedniego, politologicznego, teoretyczno-metodologicznego instrumentarium. Münkler opisuje wojnę chłodno i rzeczowo, traktuje ją jako samoistny fenomen, na który patrzy bez, zniekształcającego stosunki i proporcje, pryzmatu II wojny światowej. Nie rzuca oskarżeń i potępień, ale jako zdystansowany, obiektywny, acz krytyczny narrator z pewną pobłażliwością opowiada o protagonistach ówczesnego czasu. Nie opiera się na źródłach prymarnych, ale na literaturze przedmiotu, co bynajmniej nie umniejsza wartości jego dzieła, ponieważ nie jest to książka stricte historyczna, ale modelowa politologiczna analiza wojny na przykładzie I wojny światowej. Jej wartość polega na przyjęciu pewnej metody analizowania i objaśniania wojny, na szerokim panoramicznym ujęciu wydarzeń i porzuceniu jednostronnych ocen i stereotypowych klisz. Münkler krytykuje szkołę socjologiczną za jednostronne skupianie się na „szarym człowieku” i jego przeżywaniu wojny, bowiem dla uzyskania niezbędnej wielowymiarowości należy spojrzeć na wydarzenia z perspektywy kierujących państwami władców.

Według Münklera problem z tezami Fritza Fischera polega na tym, że scenariusze opracowywane w sztabach wojskowych traktował on jako rzeczywiste plany kierownictwa politycznego Rzeszy. Gdyby z takim podejściem iść do archiwów i zajrzeć do scenariuszy z lat 60. i 70. zeszłego stulecia, to można by się zdziwić, dlaczego wówczas nie wybuchła III wojna światowa. Teza Fischera mogła być kiedyś słuszna z punktu widzenia polityki historycznej i pedagogiki społecznej, ale dzisiaj nawet z tego punktu widzenia jest niesłuszna, ponieważ odciąga od właściwego celu uczenia się z historii – że iluzje, dobre intencje, szczerość, czystość postawy moralnej są w polityce szkodliwe.

Choć pogląd Fischera (i polityków zwycięskich mocarstw), że Rzesza Niemiecka świadomie i celowo dążyła do wywołania hegemonialnej wojny jest nie do utrzymania, to przyznać należy, że zachowanie Niemiec w trakcie kryzysu lipcowego było w znacznej mierze odpowiedzialne za eskalację, która doprowadziła do wojny światowej.

Nie zdejmując z Berlina przynależnej mu porcji odpowiedzialności za wybuch wojny, Münkler twierdzi jednocześnie, że „dynamiczne interakcje” (geo)polityczne były bardziej skomplikowane w przypadku mocarstw centralnych. Ich sytuację geopolityczną w 1914 roku określało położenie w centrum kontynentu, dyplomatyczne okrążenie i polityczna izolacja bedąca efektem systemu sojuszy.

Wokół Niemiec otwierały się różne pola konfliktów jak Alzacja-Lotaryngia na zachodzie, rosyjskie ambicje na wschodzie (budowa strategicznych kolei), groźne dążenia Serbii na południowym wschodzie (budowa południowosłowiańskiego imperium na gruzach cesarstwa Habsburgów). Niemcy musiały niemal bezwarunkowo popierać Austro-Węgry, ponieważ był to ich jedyny istotny partner i sojusznik na kontynencie – bez niego byłyby całkowicie izolowane. Dlatego ich zachowanie, postrzegane niekiedy jako „irracjonalne“, miało racjonalne jądro – było odpowiedzią na skierowany przeciwko Rzeszy system sojuszy, na – wywołującą w Berlinie „obsesyjne” lęki – strategię „okrążenia”. Niemcami kierował lęk przed ich deklasacją jako mocarstwa, a z kolei Anglia chciała zatrzymać Rzeszę na drodze do potęgi – postawa Anglii była chwiejna, Londyn wysyłał niejasne sygnały, co wzmagało niepewność w ocenie sytuacji.

Zdaniem Münklera Niemcy nie miały obiektywnego powodu, aby wszczynać wojnę a ich centralne, trudne położenie geopolityczne stawiało przed nimi poważne zadania i obarczało wielką odpowiedzialnością. Powinny zatem prowadzić szczególnie ostrożną, mądrą i roztropną politykę, minimalizującą ryzyko eskalacji. W tej roli, niestety, zawiodły w trakcie kryzysu lipcowego, kiedy spotęgowały się sprzeczności pomiędzy mocarstwami, niezdolnymi do spacyfikowania konfliktów na peryferiach. Za ten stan rzeczy szczególną – z wielu względów – odpowiedzialność ponoszą Niemcy.

Münkler jest dla elity niemieckiej bardzo surowy: cóż z tego, że cesarz i kanclerz byli przeciwko wojnie, skoro jej nie zapobiegli? Cesarz wierzył głęboko, że car Rosji nie będzie chciał chronić „morderców króla” (Serbów). Był monarchą słabym i chwiejnym, niezdolnym do narzucenia swej woli w zmieniających się układach i konfliktach pomiędzy władzami politycznymi a naczelnym dowództwem armii. Schlieffen rozwinął koncepcję szybkiego rozstrzygnięcia: najpierw pobić Francuzów a potem odrzucić na wschód wolniej rozkręcającą się machinę wojenną Rosji, ale to mogło udać się tylko pod warunkiem nieprzystąpienia Anglii do wojny. Plan Schlieffena był technicznym rozwiązaniem problemu, który politycznie był o wiele bardziej skomplikowany. Brytyjskiego ultimatum Niemcy nie mogli przyjąć z tego prostego powodu, że nie mieli planu alternatywnego. Strategia Sztabu Generalnego, choć z pewnego punktu widzenia właściwa, nadmiernie determinowała w Niemczech podejście do skomplikowanych kwestii polityki międzynarodowej.

Tragedią Niemiec i przyczyną ich klęski była polityczna nieudolność, utrata poczucia rzeczywistości i niedorozwój politycznego instynktu. Elicie politycznej Niemiec, rządzonej przez, najgorszą z możliwych, mieszaninę lęku i megalomanii, Münkler zarzuca nie militaryzm (militarystycznemu wizerunkowi Rzeszy zaprzecza wiele istotnych faktów), lecz naiwność, nieumiejętność stawienia czoła paradoksom polityki, iluzje i błędy wynikające z dobrych intencji. Podobne zarzuty kieruje Münkler pod adresem niemieckich intelektualistów, którzy zaangażowali się w uzasadnianie polityki rządu. Zamiast występować w roli analityków i ekspertów, argumentowali „według wartości”. Dlatego ich zaangażowanie przyniosło więcej szkody niż pożytku.

Na niekorzyść Niemiec działało to, że w 1914 roku nie miały żadnych realistycznych politycznych celów wojennych. Nic dziwnego, że wkroczenie na obce terytoria zaowocowało imperialistycznymi fantazjami, wszyscy czuli się powołani do kreślenia wielkich planów i prześcigali w formułowaniu coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości celów i postulatów. Münkler uważa, że, zachowujący się tak buńczucznie, niemieccy generałowie, wcale nie byli dobrze przygotowani do wojny. W momencie jej wybuchu nie posiadano wystarczających zapasów amunicji, nie mówiąc już o zapasach surowców i żywności, było zbyt mało wojsk, aby przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę ofensywę. Nie zapewnili zaopatrzenia w surowce strategiczne, zwłaszcza w chilijską saletrę, niezbędnej do produkcji amunicji, a której dostawy przerwała angielska blokada morska – gdyby nie uczeni Haber i Bosch, to po pół roku generałowie musieliby się poddać.

W sumie Niemcy szybko się uczyli, potrafili dobrze rozwiązywać problemy strategiczno-militarne, taktycznie i operacyjnie górowali nad przeciwnikami, pod względem wojskowym osiągnęli najwyższy poziom, jednak przegrali materiałowo, a także politycznie i propagandowo. Nie wykorzystywano np. ideologicznej i aksjologicznej rozbieżności Trójporozumienia, czyli sojuszu francuskiej republiki, brytyjskiej monarchii i autokratycznego caratu rosyjskiego.

Münkler wyjaśnia, dlaczego, kiedy okazało się, że plany ofensywne wszystkich uczestniczących mocarstw poniosły fiasko, nie zawarto pokoju. Już w pierwszych miesiącach poniesiono tak wielkie straty w ludziach, że nikt nie mógł po prostu powiedzieć, że to była tylko mała awantura i powracamy do status quo ante. Wiele ofiar uniemożliwia racjonalne zakończenie wojny, byłoby to przyznanie się rządzących do politycznego fiaska wobec własnych narodów. Ponadto wojnę prowadziły koalicje, nikt nie chciał się wychylić z propozycją rozejmu, a sprzyjające ku temu okoliczności przemijały. Prowadzona od początku propaganda nienawiści, traktowanie wojny jako moralnej krucjaty i starcia Dobra ze Złem niezwykle utrudniało podjęcie rokowań pokojowych. Do tego dochodził problem finansowania wojny. Nikt nie liczył się z tym, że potrwa ona tak długo. Wszystkie mocarstwa miały nadzieję, że przynajmniej część kredytów wojennych spłacą z kontrybucji nałożonej na pokonanego wroga, wynegocjowany pokój oznaczał zaś, że trzeba będzie samemu pokryć poniesione wydatki. Im kosztowniejsza z upływem czasu stawała się wojna, tym mniejsze były szanse na to, że strony zasiądą do stołu rokowań.

W Niemczech wojna była początkowo finansowana nie z podatków, ale z pożyczek wojennych, czyli poprzez zaciąganie kredytu bezpośrednio u ludności – to oszczędności obywateli umożliwiły władzy prowadzenie wojny. W ten sposób powstała klientela rządu będąca w posiadaniu rządowych obligacji, obejmująca nie tylko burżuazję i klasę średnią, ale w pewnym zakresie także drobnomieszczaństwo i lepiej zarabiających robotników. Jej finansowe roszczenia można było zaspokoić tylko poprzez kontrybucje lub środki ściągnięte z podbitych terytoriów, co oznaczało „wojnę aż do zwycięstwa”, czyli „zwycięski pokój”. Mechanizm kredytowania wojny przez ludność funkcjonował do około połowy 1916 roku, potem koszty wojny rosły w takim tempie, że nie dało się ich pokryć dochodami ze sprzedaży obligacji. Wtedy to władze zaczynają prace nad stworzeniem,istniejących do dziś, struktur państwa fiskalnego. Wprowadzony zostaje podatek dochodowy i inne instrumenty podatkowe. Po 1918 roku, w obliczu konieczności zaopiekowania się inwalidami wojennymi i półsierotami (państwo zastępuje ojców, którzy zginęli na wojnie), państwo fiskalne przybiera postać państwa opiekuńczego. Niemiecki system socjalny jest w ostatecznym rozrachunku produktem I wojny światowej.

I wojna światowa to dla Münklera laboratorium całego XX wieku, warsztat, gdzie powstawały technologie, ideologie, strategie, które od tego czasu stały się oczywistym instrumentarium używanym przez aktorów politycznych na całym świecie. Należą do niego: wojna powietrzna, wojna gospodarcza, nierozróżnianie pomiędzy żołnierzami a cywilami, wypędzenia, masowe mordy, idea krucjaty w imię demokracji, polityka infekowania wroga „zarazkami” rewolucji, w ramach której posługiwano się nacjonalistycznymi, politycznymi i religijnymi światopoglądami, aby w obozie przeciwnika siać niepokoje i waśnie, podburzać do buntów.

Niemcy kontynuują ostrzał Wersalu (Fenske, Friedrich, Leonhard)

Emerytowany profesor historii najnowszej na uniwersytecie we Fryburgu Bryzgowijskim, Hans Fenske w książce Der Anfang vom Ende des alten Europa. Die alliierte Verweigerung von Friedensgesprächen 1914-1919 (2013) analizuje źródła dyplomatyczne strony alianckiej, przytacza wypowiedzi czołowych dyplomatów i polityków alianckich, niektóre bardzo pouczające; z pewnością wielu życzyłoby sobie, żeby znikły one w orwellowskiej „dziurze pamięci”. Fenske dowodzi, że za starcie europejskich mocarstw największą odpowiedzialność ponosi Rosja, która najmocniej parła do ekspansji, w pełni świadoma ryzyka wybuchu europejskiej wojny, następnie Francja bezwarunkowo popierająca Petersburg; Niemcy i Austro-Węgry mają udział najmniejszy. Wiedeń chciał lokalnej wojny, ale nie wykluczał większej wygranej z pomocą Berlina; Berlin początkowo uważał wybuch wielkiej wojny za nieprawdopodobny, i poparł Wiedeń, aby nie narażać Dwójprzymierza. Kiedy zobaczył, że zagrożenie wybuchem wojny rośnie, zaczął ostrzegać Wiedeń, ale nie mógł już osiągnąć zmiany kursu; wątpliwe zresztą, czy w obliczu rosyjskiej determinacji większa gotowość do ustępstw wywołałaby pozytywne skutki. W Londynie nie zrobiono nic, aby zapobiec wojnie. Premier Asquith w jednym z przemówień oświadczył, że trzeba bronić małych narodów przed unicestwieniem przez przemożną potęgę i stwierdził, że wojna toczona jest w celu ostatecznego zniesienia militaryzmu jako czynnika rządzącego stosunkami międzypaństwowymi. Takie słowa w ustach człowieka stojącego na czele światowego imperium to po prostu zapierająca dech w piersiach hipokryzja.

Ponieważ zjednoczona Rzesza Niemiecka rosła w siłę gospodarczą i wojskową, wyrastając na lidera Europy, wojna miała zmienić dystrybucję władzy na kontynencie na jej niekorzyść. Fenske uważa, że głównym celem Francji było – jak sformułował to minister spraw zagranicznych Delcassé w połowie października 1914 roku w rozmowie z rosyjskim ambasadorem w Paryżu Izwolskim – zniszczenie Rzeszy Niemieckiej i możliwie największe osłabienie wojskowej i politycznej potęgi jej lidera – Prus. Celem było rozbicie dzieła Bismarcka, amputowanie Prus, i takie wzmocnienie sił federalnych w Niemczech, aby faktycznie powstał nowy „Związek Niemiecki“. Takie cele były do urzeczywistnienie tylko poprzez pełne zwycięstwo Ententy; stąd wojna aż do ostatecznego zwycięstwa.

Twierdzenie, że kierownictwo polityczne Rzeszy przystąpiło do wojny mając na celu aneksje terytorialne, jest – zdaniem Fenskego– pozbawione jakichkolwiek podstaw. W grudniu 1916 r., kiedy Wilson zaoferował pośrednictwo wojującym stronom, kanclerz Bethmann–Hollweg oświadczył, że Niemcom chodzi o granicę, która zabezpieczy Niemcy i Polskę przed Rosją, o gospodarczy i finansowy kompromis pomiędzy przeciwnikami, odbudowę normalnego handlu oraz odszkodowania dla niemieckich przedsiębiorstw i osób prywatnych za straty poniesione w wyniku wojny za granicą, Belgia zostanie – z gwarancjami dla Niemiec – odbudowana, francusko-niemiecka granica pozostanie z niewielkimi korektami po obu stronach zachowana w niezmienionym kształcie.

Fenske przytacza, zapomniane dziś, opinie autorów spoza Niemiec np. francuskiego dyplomaty i eksperta w dziedzinie polityki międzynarodowej i redaktora czasopisma „Journal des Débats“ Alcide Ebray`a, autora wydanej w 1924 r. książki Le Paix Malpropre. Pour la Réconcilation par la Vèrite (Brudny pokój. O pojednanie poprzez prawdę). Uważał on, że paragraf o winie Niemiec nie ma żadnej merytorycznej wartości, a właściwym sprawcą wojny była carska Rosja. Według niego w okresie kryzysu lipcowego Berlin działał powściągająco na Wiedeń i Petersburg, a jego wypowiedzenie wojny Francji, niezłomnie stojącej po stronie Rosji, było aktem prewencyjnym – miało uniemożliwić Francji wybór najodpowiedniejszego momentu do ataku na Niemcy. Angielska morska blokada gospodarcza była bardziej niehumanitarna niż niemiecka wojna okrętów podwodnych.

Spośród głosów dyplomatów i ekspertów z krajów neutralnych z okresu tuż powojennego Fenske przytacza opinie Szwajcarów i Norwegów. Szwajcarski autor Ernst Sauerbeck, autor książki Der Kriegsausbruch. Eine Darstellung von neutraler Seite an Hand des Aktenmaterials (1919) stwierdził, że to na Entencie spoczywa wina za rozpętanie tej wojny, wina za uczynienie jej „grobem całych narodów”. Hermann Harris Aall, sekretarz norweskiej komisji naukowej do zbadania odpowiedzialności za wojnę, uważał, że to Petersburg był „agent provocateur“ zaś decydujący wpływ na przebieg wydarzeń miała Anglia. Z kolei Axel C. Drolsum z uniwersytetu w Oslo utrzymywał: „W 1914 r. Niemcy jako jedyne mocarstwo uczciwie i ze wszystkich sił stale czyniły wysiłki o zachowanie pokoju. Ich zabiegi o pokój rozbiły się o wolę wojny innych mocarstw“. Zdaniem Drolsuma układ wersalski stanowił „wyłącznie pasmo pogwałceń prawa międzynarodowego“.

Niezależnie jednak od kwestii, kto w największym stopniu przyczynił się do wybuchu wojny, istotne jest, dlaczego nie udało się wcześniej zawrzeć wynegocjowanego pokoju. Fenske przedstawia i analizuje inicjatywy pokojowe, z którymi wielokrotnie występowały Niemcy i Austro-Węgry (wcześniej, w latach 1958-1984 prace na temat niemiecko-austriackich wysiłków na rzecz zawarcia kompromisowego pokoju podejmowanych od 1915 r. opublikował Wolfgang Steglich). Wszystkie one, także te podejmowane przez neutralnych pośredników, zostały zablokowane przez Ententę. Nigdy ze strony państw Ententy nie było oznak najmniejszej chęci, aby zaprzestać działań wojennych i wynegocjować pokój, w żadnym momencie nie chciały podjąć rokowań pokojowych. Już po okupionych wielkimi stratami bitwach w pierwszym roku wojny Niemcy szukały porozumienia z Francją. W 1916 r. pojawiła się inicjatywa państw centralnych, aby „tak szybko jak to tylko możliwe przystąpić do rokowań pokojowych i zakończyć walki”. W 1917 r. pokojowa rezolucję podjął Reichstag. Wszystkie inicjatywy pokojowe, wszystkie oferty pokojowe wysuwane przez państwa centralne do 1918 roku zostały przez aliantów odrzucone. To alianci przyczyniali się w większym stopniu do eskalacji i przedłużenia wojny. Lloyd Georg, w tamtym czasie minister wojny, w rozmowie z United Press z 28 września 1916 r. wypowiedział słynne słowa: “Walka będzie trwać aż do powalenia [wroga]”. Krucjata Dobra przeciwko Barbarzyństwu mogła być tylko walką do ostatecznego zwycięstwa, które ma przynieść „zwycięski pokój” – Fenske uważa, że określenie „dyktat wersalski” nie jest propagandową inwektywą, ale wiernie oddaje istotę rzeczy, i że sprzeciw wobec niego był ważniejszy dla sukcesu NSDAP niż program tej partii.

Rola Stanów Zjednoczonych początkowo była miarkująca i dyplomatycznie wyważona, ale od wiosny 1917 roku Waszyngton przeszedł na radykalny kurs wojenny. Nasiliła się antyniemiecka propaganda wewnątrz kraju, coraz częściej zdarzały się szykany i akty przemocy wobec niemieckich Amerykanów, z bibliotek publicznych wycofywano książki niemieckojęzyczne, a nawet książki po angielsku dotyczące Niemiec i Austrii; w niektórych miastach wybrane tytuły niemieckich autorów lub nawet większe ilości książek były publicznie palone podczas patriotycznych uroczystości.

Fenske podejrzewa, że wewnątrzpolitycznym, dodatkowym motywem przystąpienia USA do wojny było rozbicie „German-Americans”, którzy wśród Amerykanów pochodzenia europejskiego stanowili największą grupę. Wzmożonej kontroli i represjom poddano niemieckie szkoły, wydawnictwa, gazety, związki kulturalne, zrzeszenia sportowe etc. Stopniowo je rozwiązywano, zmuszając „German-Americans” do wyrzeczenia się własnej tożsamości, eliminując w ten sposób konkurenta WASP-ów.

Jörg Friedrich opublikował w 2014 r. książkę 14/18. Der Weg nach Versailles (1070 str.), w której demoluje wszystkie główne filary tez Fischera. Wojna światowa, pisze Friedrich, była nie tylko światowa w tym sensie, że uczestniczyły w nim państwa i narody ze wszystkich kontynentów, ale także dlatego, że była wojną o świat, np. podzielone i rozebrane przez zwycięzców Imperium Osmańskie rozciągało się od Egiptu po Dardanele. Ostatecznym celem aliantów było rozbicie państw centralnych i nowy podział świata. Wojna skończyła się gorszym światem niż ten, w którym się zaczęła.

Alianci ze względu na geostrategiczną przewagę mogli wojnę toczyć dłużej, po ich stronie walczyło coraz więcej państw, udało im się przeciwko Niemcom zmobilizować pół świata. Jeśli światowa koalicja jest niezbędna, aby zatrzymać jednego wroga, który jeszcze po czterech latach stoi 40 km od Paryża, to znaczy, nie jest on strawny dla równowagi sił i musi zostać maksymalnie osłabiony. Żadne z państw zwycięskiej koalicji nie mogłoby w pojedynkę mierzyć się Rzeszą Niemiecka, dlatego celem było zredukowanie siły Niemiec, rozbiórka budowli Rzeszy z 1871 r.; źródła mówią o tym dostatecznie jasno.

Wszystkie państwa stały przed tym samym problemem: wojnę prowadzić, finansować i swoim narodom sprzedać propagandowo cele wojenne. W Niemczech rządzący żebrali u własnego narodu o pieniądze na armaty, Anglia roztrwoniła swoje imperium, Rosja załamała się w 1917 r., Francja stała się terenem wojny. Tylko Ameryka na wojnie zarabiała znakomicie i awansowała do rangi mocarstwa światowego. W obliczu góry długów zaciągniętych przez państwa Ententy pokój bez aneksji i kontrybucji byłby nierozwiązywalnym problemem. Amerykanie nie zamierzali niczego dawać za darmo, potrzebny był więc przegrany, który zapłaci rachunki.

Friedrich uważa, że poszukiwanie winnego przesłania ważniejsze pytania o wojnę, o politykę, o głębokie mechanizmy polityczne, o strukturę świata politycznego i zachodzące w niej zmiany. Winny może być ktoś wypadkowi samochodowemu, a nie wzajemnemu wyrzynaniu się milionów. Wina nie jest kategorią historyczną. Nikt nie pyta kto jest odpowiedzialny za Reformację albo za wędrówkę ludów. Kwestia winy należy do propagandy. Każdy rząd musi swoim żołnierzom powiedzieć, dlaczego wysyła ich na śmierć. Wojna oznacza zabijanie i umieranie. Jej materią są serca i ciała żołnierzy. Jeśli nie są oni gotowi umierać, wojna jest zakończona. Kwestia winy do niczego nie prowadzi, idzie o pokazanie interesów. Po 100 latach trzeba wreszcie zakończyć propagandę wojenną.

Układ przedwojenny był domkiem z kart, który rozpadł się w trakcie kryzysu lipcowego. Austria musiała być napastnikiem, Serbia ofiarą, inaczej Rosja nie mogła udzielić jej pomocy. Do tego potrzebowała Francji, aby odciągnęła Niemcy, a Francja z kolei potrzebowała Anglii, żeby wygrać. Dla Niemiec agresorem musiała być Serbia, dla Rosji, Francji i Anglii – Austria. Zamach w Sarajewie mógł spełnić swoją rolę tylko w warunkach funkcjonowania systemów sojuszniczych. W oczach Rosji sytuacja na Bałkanach zostałaby wyjaśniona, gdyby padły Niemcy.

O winie nie ma sensu mówić, ale to nie znaczy, że wszystkie stolice w jednakowym stopniu przyczyniły się do wybuchu wojny. Wiedeń ponosi dużą odpowiedzialność. Cesarz Franciszek Józef obawiał się, że wojna z Serbią zainicjuje wojskowe starcie w Europie; wiedział, że Rosjanie, Włosi, Rumuni, Grecy wezmą stronę Serbii i rzucą się na Austrię, nie był pewien jak zachowają się narody monarchii ­– Węgrzy, Polacy, Chorwaci, Słowacy, Słoweńcy i Ukraińcy. Wojskowi przekonywali go, że Niemcy udzielą wsparcia i że w szybkiej wojnie odwetowej Austria odniesie całkowite zwycięstwo nad Serbią. Największą odpowiedzialność ponosiła Austria, to ona wypowiedziała wojnę Serbii, a nie Rzesza Niemiecka. To Austria wciągnęła Niemcy do wojny, jednak głównym celem propagandy wojennej i powojennej stały się Niemcy, a to dlatego, że wojna de facto toczyła się przeciwko Rzeszy jako dominującej potędze europejskiej, a także dlatego, że po wojnie monarchia habsburska przestała istnieć: Austro-Węgry rozpadły się, nie można było więc ich oskarżać i wysuwać wobec nich roszczeń.

Rosjanie cały czas montowali sojusz państw bałkańskich przeciwko Austro-Węgrom. Potencjał wojskowy Rosji od 1913 roku rósł na francuskich kredytach, w zamian za to Rosja gwarantowała Francji, że dokona inwazji na Niemcy; dlatego już 27 lipca Francuzi naciskali, żeby Rosjanie wkroczyli do Prus Wschodnich. Francuski sztab generalny chciał wojny, ale pragnął uniknąć wystąpienia w roli „agresora”. Od dziesięcioleci Francja dążyła do aneksji Alzacji-Lotaryngii, co było możliwe tylko przy użyciu siły.

Według Friedricha dla Francuzów rosyjska interwencja przeciwko Austrii i Niemcom przy ataku na Serbię stanowiła „jedyny możliwy scenariusz wojenny“; cytuje wypowiedzi francuskich polityków i dyplomatów przekonujących Rosjan z całych sił, żeby „maszerowali“, i to nie tylko przeciwko Austrii, lecz także przeciwko Rzeszy. Francuzi ogłosili mobilizację przed Niemcami, co było praktycznie równoznaczne z wypowiedzeniem wojny. Ich plan także zakładał przemarsz przez neutralną Belgię. Francja pragnęła, aby teatr wojny leżał pomiędzy Renem a Wisłą, co się nie udało.

Niemcy stojąc w obliczu konieczności wojny na dwa fronty zwrócili się przeciwko Paryżowi. Cesarz Wilhelm II nie miał zamiaru maszerować ani na wschód przeciwko swojemu kuzynowi Mikołajowi, ani na zachód, przeciwko republice francuskiej, nie mówiąc już maszerowaniu przeciwko własnej rodzinie w Anglii. U swoich najbliższych sąsiadów Niemcy nie miały żadnych celów wojennych. Cesarz nie był militarystą, w ciągu 26 lat swojego panowania nie prowadził (do 1914 r.) żadnej wojny. Nie wołał „Hurra, wojna!”, kiedy usłyszał o zamachu w Sarajewie. Gdyby naprawdę chciał uderzyć na Rosję zrobiłby to pomiędzy rokiem 1905 a 1908, kiedy była ona osłabiona po wojnie z Japonią i wewnętrznie skłócona. Rosja i Niemcy przystąpiły do wojny przeciwko sobie, mimo iż nie istniały żadne istotne punkty zapalne w ich wzajemnych stosunkach.

Cesarz Wilhelm wzywał Rosję do wstrzymania przygotowań wojennych i koncentrowania oddziałów nad granicą z Austrią i Prusami Wschodnimi. Jako wyraz „dobrej woli“ Petersburg zaoferował wstrzymanie mobilizacji, jednakże w aktach oferta została antydatowana – utrzymywano potem, że Wilhelm odrzucił bardzo wspaniałomyślną ofertę Petersburga, chociaż ten w ogóle nie mógł jej znać. Rosjanie szybko telegrafowali do Londynu, Paryża i Wiednia, ogłaszając swoją wolę pokoju a Niemców „wystawili” jako agresora, mimo iż to nie kto inny jak cesarz Wilhelm chciał być pośrednikiem w załagodzeniu konfliktu. Kłamstwa Rosjan i austriackie wypowiedzenie wojny Serbii pokrzyżowały jego wysiłki na rzecz utrzymania pokoju.

Cesarz uważał, że Austria sama powinna rozwiązać zatarg z Serbią („to sprawa Austrii“) i nie chciał udzielić żadnej „definitywnej odpowiedzi“ na prośby Wiednia o wsparcie, ponieważ wojna z Serbią nie uruchomiała automatycznie sojuszu wojennego obu państw. Początkowo „pełne poparcie”, jakie Berlin udzielił Wiedniowi, dotyczyło tylko kwestii politycznych, a nie militarnych. Dopiero później, pod naciskiem Wiednia i bez entuzjazmu, zamieniło się ono w poparcie przeciwko rosyjskiej interwencji, co do której cesarz był przekonany, że nie nastąpi. Wbrew dość powszechnej opinii historyków Wilhelm II nie wystawił Austrii żadnego czeku in blanco.

Friedrich dostrzega po stronie niemieckiej szczere, choć połowiczne i podejmowane bez przekonania, wysiłki, aby jasno i konkretnie oświadczyć Austriakom jak powinni działać. Kiedy Berlin zdecydował się wreszcie na poważniejsze pośrednictwo w celu zachowania pokoju, wówczas nieoczekiwanie (i nieprzypadkowo), nastąpiła rosyjska generalna mobilizacja tworząc fakty dokonane, które w ostatecznym rozrachunku doprowadziły do wojny.

Podobnie jak wszystkie inne plany wojenne „plan Schlieffena” okazał sie bezużyteczny – w jeszcze większym stopniu odnosiło się to do francusko-rosyjskiego „Planu XVII“. USA od pierwszego dnia wojny dostarczały krajom Ententy broń i amunicję – na płaszczyźnie gospodarczej udział Waszyngtonu w wojnie przeciwko państwom centralnym był ogromny. USA przystąpiły do wojny bez żadnego powodu, nie były bowiem w żadnym momencie zagrożone. Niemieckie U-Booty blokowały eksport broni z Ameryki i psuły interesy , co bardzo irytowało lobbystów. Waszyngton przystąpił do wojny po stronie swoich dłużników obawiając się, że jeśli przegrają, to zbankrutują. Wojskowy udział Ameryki był minimalny, ale jeszcze przed przystąpieniem do wojny dostarczała aliantom 40% materiału wojskowego – nabywcy się zrujnowali a dostawcy wzbogacili.

Książkę Friedricha okrzyknięto „najbardziej prowokacyjną książką o I wojnie światowej”, zapewne z powodu skontekstualizowania a tym samym zrelatywizowania zbrodni wojennych Niemiec i wyeksponowania martyrologii Niemców. Propagandowe oburzenie moralne na niemieckie represje i egzekucje w Belgii jest –zdaniem Friedricha – obłudne, gdyż Belgowie, Brytyjczycy, Francuzi, Anglicy, Amerykanie też mieli w tamtej epoce podobne rzeczy na sumieniu, by wspomnieć belgijskie masakry w Kongo czy brytyjskie obozy koncentracyjne dla Burów, w których – jak podaje „Oxford Military Dictionary“ – zmarło ok. 40 000 ludzi. Według wyliczeń, i to brytyjskich historyków, ofiarą niemieckiej brutalności padło ok. 3000 cywilów w Belgii, a przy tym należy uwzględnić rzeczywistą działalność tzw. francs-tireurs strzelających zza węgła do żołnierzy niemieckich i prowokujących akcje odwetowe. Bardzo głośno potępia się zniszczenie Louvain, ale na temat brutalnych, niszczycielskich akcji Rosjan w Prusach Wschodnich się milczy.

Wysuwając na pierwszy plan spektakularne przejawy niemieckiej represywności w Belgii, zapomina się o, mało widocznej, brytyjskiej blokadzie morskiej Morza Północnego zapoczątkowanej w końcu 1914 r.,a obejmującej także wwóz do Niemiec lekarstw, tłuszczów i owoców. Był to przejaw wojny totalnej, toczonej bez prawnych i etycznych ograniczeń, której skutkiem jest śmierć najsłabszych w społeczeństwie: dzieci, starców, chorych (blokadę głodową kontynuowano także po zawieszeniu broni, aby wywrzeć nacisk na Niemcy i zmusić je do przyjęcia „warunków pokoju”). O ofiarach blokady się nie pamięta, gdyż, w przeciwieństwie do rozstrzelanych zakładników w Belgii, były niewidoczne. Trudno oszacować, ile ofiar wśród ludności cywilnej pociągnęła za sobą blokada, ilu zmarło w wyniku głodu lub niedożywienia przez nią spowodowanego. Friedrich szacuje, że w Niemczech było to ok. 800 000, a w Austrii – 200 000 ludzi. Nie przemilcza faktu, że Niemcy także próbowali blokować transport rosyjski przez Bałtyk oraz, z pomocą Turcji, przez Dardanele. Tak czy inaczej, w wyborze środków wojennych nie widać żadnych różnić pomiędzy walczącymi stronami.

Jeśli chodzi o broń gazową to Francuzi jako pierwsi użyli toksycznych, ale nie śmiercionośnych, środków bojowych. Z 400 ataków chlorem i fosgenem 350 idzie na konto Brytyjczyków i Francuzów. Pruski generał-pułkownik Karl von Einem jako jedyny wojskowy sprzeciwiał się, z przyczyn moralnych, użyciu broni chemicznej.

Pogwałcenie przez Niemcy neutralności Belgii Anglia uznała za wystarczający powód do przystąpienia do wojny, tymczasem Brytyjczycy zaryglowali drogi morskie, także te, które wiodły przez porty neutralne, czyli norweskie, duńskie i holenderskie, co było ewidentnym pogwałceniem neutralności tych państw dokładnie takim samym jak przemarsz wojsk niemieckich przez Belgię. Friedrich przypomina, że rząd belgijski został formalnie przez rząd niemiecki poinformowany, iż chodzi tylko o przemarsz wojsk w celu ominięcia linii francuskich umocnień, że chce uniknąć starć z Belgami, zapłaci gotówką za wyżywienie żołnierzy i zrekompensuje wszystkie szkody, ale Belgia nie zgodziła się a Anglia dostała pretekst do wypowiedzenia wojny Niemcom. Jeśli mówi się o zajęciu Belgii przez Niemcy, to nie należy milczeć o tym, że już w pierwszych miesiącach wojny Brytyjczycy zajęli Egipt, trzy razy większy od Anglii, 33 razy od Belgii. Brytyjczycy pogwałcili także neutralność Grecji.

Friedrich podkreśla istotną rolę propagandy wojennej: „Front propagandowy jest takim samym frontem jak okopy. Strzela się pociskami, granatami, gazem w postaci oszczerstw i dezinformacji. Wroga należy zdemonizować. Przeciwko wrogowi, którego się szanuje, żołnierz nie pójdzie na wojnę. W listach żołnierzy brytyjskich z frontu można było przeczytać: «Znajdujemy się na wojnie cywilizacji przeciwko barbarzyństwu»“. Do umierania za przyłączenie Alzacji-Lotaryngii do Francji większości żołnierzy, przede wszystkim anglosaskich, trudno byłoby przekonać, trzeba było wymyślić inny powód wojny przeciwko Niemcom: krucjata zachodniej cywilizacji przeciwko barbarzyńcom.

Przed 1914 rokiem Niemcy świetnie prosperowały gospodarczo, były postępowym w sensie społecznym (ten aspekt jest istotny dla b. przywódcy zachodnioberlińskiej Grupy Międzynarodowych Marksistów – sekcji trockistowskiej IV Międzynarodówki), pod wieloma względami najnowocześniejszym krajem Europy, dysponowały sprawnym systemem szkolnym i uniwersyteckim, zajmowały czołową pozycję na świecie w dziedzinie nauk przyrodniczych i humanistycznych, miały bogate życie kulturalne i artystyczne. Po 1914 r. uznane zostały za agresywne, reakcyjne, gardzące prawem, barbarzyńskie mocarstwo (Imperium Zła). Z prymusa Europy spadły do roli moralnego pariasa, podczas gdy pałająca żądzą rewanżu i zemsty za klęskę 1870 roku Francja, kolonialne imperium Brytyjczyków i Stany Zjednoczone, gdzie panowała segregacja rasowa, okazały się szermierzami prawa, wolności i demokracji. Taka jest potęga propagandy.

Jörn Leonhard jest profesorem w Instytucie Historii Uniwersytetu we Fryburgu. W swojej wydanej w 2014 r. książce Die Büchse der Pandora. Geschichte des Ersten Weltkriegs (1000 stron plus 130 stron przypisów) pokazuje I wojnę światową jako naprawdę globalne wydarzenie, które zmieniło świat we wszystkich dziedzinach. Podobnie jak Clark i Münkler Leonhard analizuje wszystkie strony uczestniczące w wojnie, ich motywacje i cele. Do wojny doprowadził skomplikowany splot zależności i stosunków pomiędzy państwami. Należy uwzględniać to, jak polityczni aktorzy oceniali położenie swoje i innych z własnego subiektywnego punktu widzenia, dostrzegać rzekomo racjonalne przesłanki ich działania, widzieć wojskowo-polityczne przymusy, jakim podlegali, brać pod uwagę ich nieufność posuniętą aż do granic „paranoi”, błędne ocenianie intencji drugiej strony, insynuowanie zamiarów, których tamta nie miała, przesadne reakcji na najmniejsze podejrzane ruchy itd. Zdaniem Leonharda za wojnę w największym stopniu odpowiedzialne są Anglia i Niemcy, ponieważ nie przeciwstawiły się fali eskalacji.

W wojnie gazowej ujawniła się nowa jakość mobilizacji i zastosowania w praktyce wyników badań naukowych, wzajemna radykalizacja środków wojennych i zmienione postrzeganie wojny. Wprawdzie w atakach gazowych zginęła jedynie niewielka liczba ludzi – gaz odpowiedzialny jest jedynie za 3,4% wszystkich ofiar na froncie zachodnim – jednak były wyrazem radykalizacji wojny. Dlatego to maska gazowa stała się jej symbolem. Wojna materiałowa przyniosła kres żołnierskich cnót (fairness i honor), okazała się puszką Pandory, z której na świat rozpełzły się potworne „gady”: masowa przemoc i masowa propaganda. Nastąpiła ideologizacja środków przemocy, będąca elementem wojny totalnej.

Wysiłki wczesnej nowoczesności podejmowane po ekscesach wojen religijnych, aby zdekryminalizować wroga uznając go za justus hostis, zostały zniweczone wskutek moralizacji polityki i skoncentrowaniu się na „ winie” za wywołanie wojny. Ze zabsolutyzowanego, na zewnątrz i do wewnątrz, zinstrumentalizowanego propagandowo antagonizmu rodziły się – wraz z przedłużającą się wojną – zradykalizowane oczekiwania, utopie zwycięskiego pokoju i panowania nad przestrzenią. Prawdziwym zwycięzcą wojny była – uważa Leonhard – sama wojna, sama zasada wojny, czyli zawsze już obecna od tej pory możliwość stotalizowania przemocy.

Końcowy ostrzał Wersalu przez Niemców (Post, Roewer, Bandulet, Scheil)

Walter Post w książce 1914 – Der unnötige Krieg (1914) skupia się na historii dyplomatycznej sprzed 1914 r. Według niego dwójprzymierze Niemcy-Austria, (uzupełnione o Włochy) miało przede wszystkim charakter defensywny. Także defensywna konwencja wojskowa Francja-Rosja, angielsko-francuska Entente Cordiale, angielsko-rosyjska Ententa, nie były bezpośrednio wymierzone przeciwko Niemcom, ale rozwinęły pewną dynamikę, która w ostatecznym efekcie doprowadziła do powstania ofensywnego trójprzymierze Anglia-Francja-Rosja. Zjednoczenie Niemiec i założenie Rzeszy, a następnie jej awans gospodarczy i polityczny oraz wspięcie się na pozycję mocarstwa europejskiego z ambicjami odgrywania większej roli w polityce światowej spowodowało turbulencje w systemie równowagi europejskiej. Rzesza stała się zbyt potężna gospodarczo i politycznie, zbyt dynamiczna dla pozostałych mocarstw, co nie znaczy, że Francja i Rosja montowały „spisek” przeciwko Niemcom. W gruncie rzeczy była to „niepotrzebna wojna”, będąca rezultatem fiaska „europejskiej dyplomacji kryzysowej”, która nie potrafiła opanować rosnących napięć. Post przytacza wiele dłuższych cytatów z wypowiedzi Wilhelma II. Jego zdaniem cesarz wykazywał duży realizm w ocenie położenia politycznego Niemiec i zalecał prowadzenie polityki nakierowanej na uniknięcie konfliktów. I wojna światowa była prawdziwą rewolucją: końcem panowania trzech cesarstw Niemiec, Austrii i Rosji nad Europą.

Niemiecki prawnik i publicysta Helmut Roewer, autor kilku książek na temat historii szpiegostwa i tajnych służb, w swojej najnowszej książce Kill the Huns — Tötet die Hunnen!: Geheimdienste, Propaganda und Subversion hinter den Kulissen des Ersten Weltkrieges (2014) zajął się nie-wojskowymi aspektami wojny, czyli prowokacjami, propagandą i działaniami tajnych służb. Roewer wie o czym pisze – w latach 1994-2000 był szefem Urzędu Ochrony Konstytucji w Turyngii. Według niego zamordowanie austriackiego następcy tronu nie było przypadkowe, chciano bowiem wyeliminować zdecydowanego przeciwnika wojny, reformatora monarchii, planującego nadać jej federalny charakter, aby poprawić funkcjonowanie państwa i je wewnętrznie ustabilizować. Rosjanie i Francuzi pragnęli temu zapobiec. Rosyjskie kierownictwo poprzez swoich szpiegów było poinformowane o tym, jak przebiegają fronty w najwyższej elicie polityczno-wojskowej w Wiedniu. Według Roewera Rosja (z przychylnością Francji) wspierała przygotowania do zamachu w Sarajewie; serbskich zamachowców ktoś finansował, ktoś dostarczył im broń, przerzucił ich przez granicę, i w końcu dał rozkaz „teraz uderzajcie”. Nie tylko ukryta za kulisami rosyjska razwiedka, ale także serbski premier Nikola Pašić, powiązany ze spiskowcami z 1903 r., maczał palce w tej zbrodniczej intrydze, a nawet jeśli nie brał bezpośredniego udziału w planowaniu zamachu, to niewątpliwie wiedział co jest planowane. Potem przeszkodził w szczegółowym wyjaśnieniu planów przeprowadzeniu zamachu; wywołanie konfliktu na Bałkanach miało Rosji otworzyć drogę do osiągnięcia kontroli nad Dardanelami, dla Francji był to środek do celu – wydarzenie, które uruchomi mechanizm sojuszy.

Brytyjskie przygotowania do wojny z Niemcami rozpoczęły się krótko po przełomie wieków. Partia wojny w Londynie posługiwała się dezinformacją, podgrzewaniem histerii o niemieckim zagrożeniu, rozpuszczaniem fałszywych informacji. Działające zakulisowo, niezależnie od większości parlamentarnej, kręgi polityczne pchały państwo na kurs ku konfrontacji z Niemcami, aby wyeliminować je jako mocarstwo europejskie. Stworzono poza ustawą budżetową tajne struktury agenturalne, rozdymano propagandowo „niemieckie zagrożenie”, budowano instrumenty pełnej kontroli ludności, co było konieczne, gdyż szerokie masy nie chciały wojny. Wprowadzono cenzurę pocztową, w policji i tajnych służbach wojskowych utworzono poufne kartoteki dla „obcych”. Aresztowanie podejrzanych rozpoczęło się na krótko przed wybuchem wojny; zamykano ludzi na czas wojny bez wyroku sądowego, nie tylko Niemców, ale w ogóle ludzi „niepewnych” – cudzoziemców, pacyfistów, socjalistów, katolickich Irlandczyków.

Odnosząca się do Belgii, która tylko pozornie była neutralna, antyniemiecka „propaganda grozy” (Greuelpropaganda) była de facto kontr-propagandą, ponieważ w Brukseli Niemcy ujawnili dokumenty o kilkuletniej współpracy Anglii i „neutralnej” Belgii mówiące o ewentualnym wspólnym prowadzeniu wojny przeciwko Niemcom, i trzeba to było jakoś „przykryć”. W większości były to wymysły specjalnie do tego celu powołanej komórki propagandowej, której wytwory przeznaczano przede wszystkim na amerykański rynek prasowy, aby wywoływać w USA nastroje przychylne wojnie. W okresie quasi-neutralności USA (1914-1917) Brytyjczycy rozsiewali tam fałszywe pogłoski o niemieckich zamachach i aktach sabotażu, aby wywołać nienawiść do Niemców; jeśli rzeczywiście przeprowadzono jakieś zamachy to należy przypuszczać, że były to false flag operations – prowokacje tajnych służb brytyjskiej marynarki wojennej. Niemcy nie mieli żadnego interesu w organizowaniu takich akcji. Z ich punktu widzenia były one całkowicie bezsensowne.

Roewer pisze o pogromach Niemców inspirowanych przez rosyjskie MSW, po porażkach armii rosyjskiej na froncie w 1915 r., jak również o tajnych niemieckich operacjach wobec Rosji: podżeganiu do akcji sabotażowych i strajków, protegowaniu socjalrewolucyjnego bolszewizmu i wykorzystaniu Lenina, który bez wsparcia niemieckiego nigdy nie doszedłby do władzy, dlatego dopasował swój rewolucyjny program do życzeń niemieckich. Powstanie w Irlandii, niepokoje w Indiach, rewolucja październikowa nie byłoby możliwe bez finansowego wsparcia Niemiec. Anglia podburzała Greków i Ormian.

Bruno Bandulet (autor wydanej przez wrocławskie Wektory książki Ostatnie lata euro) opublikował w zeszłym roku książkę Als Deutschland Großmacht war. Ein Bericht über das Kaiserreich, seine Feinde und die Entfesselung des Ersten Weltkrieges, w której przypomina czas „kiedy Niemcy były mocarstwem”, fenomenalny wzrost gospodarczy Niemiec pomiędzy 1871 a 1913 r. Niemcy zostawiły za sobą i Anglię, i Francję. Pomiędzy 1880 a 1913 r. ich udział w światowej produkcji przemysłowej wzrósł z 8,5 do 14,8 procent, a brytyjski spadł z 22,9 do 13,6 procent. Musiało to wywołać zawiść i obawy innych mocarstw europejskich, przemyśliwujących jakby tu zastopować konkurenta i rywala. Bandulet opisuje jak amerykańskie koncerny zarobiły miliardy na “Wielkiej Wojnie” i jak bank J.P. Morgan pchał USA do wojny. Bez finansowego wsparcia Waszyngtonu doszłoby w 1916 roku do zawarcia pokoju z powodu patowej sytuacji na frontach i wyczerpania wszystkich walczących stron. USA musiały wejść do wojny po stronie Ententy, ponieważ kredyty i dostawy materiału wojennego do przełomu 1916/1917 nie przyniosły jej zwycięstwa, co zaangażowanemu w dostawy i kredyty wielkiemu biznesowi amerykańskiemu, jak i sektorowi bankowemu groziło plajtą.

Bandulet uważa, że polityka Berlina poniosła fiasko z powodu niekompetencji elity niemieckiej, słabo wyszkolonej w kwestiach polityki zagranicznej, pozbawionej – w przeciwieństwie do brytyjskiej – umiejętności strategicznego myślenia. Brakowało jej politycznego wyczucia Bismarcka, który doskonale rozumiał szanse i zagrożenia wynikające z geopolitycznego położenia Niemiec. Kanclerz zjednoczenia łączył w sobie świadomość ryzyka, wiarygodność dla partnerów, dyplomatyczną finezję, brak skrupułów, gdy tego wymagała sytuacja. Bandulet słowa z przemówienia Bismarcka w Reichstagu z 6 lutego 1888 r. : „My Niemcy boimy się Boga, ale niczego innego na świecie. I to bojaźń Boża każe nam kochać pokój i go zachowywać“. Taka postawę połączyć z nieugiętą obroną własnych interesów narodowych potrafił Bismarck, ale nie potrafili jego następcy.

Specjalizujący się w badaniu przyczyn II wojny światowej Stefan Scheil opublikował książkę „Mitten im Frieden überfällt uns der Feind“. Vergessene Wahrheiten des Ersten Weltkriegs. Die Schuld der Sieger in den Debatten der zwanziger Jahre (2014). Autor zebrał, wybrał, opracował i skomentował najróżniejsze źródła pokazujące, jakie były cele wojenne i dążenia mocarstw zwycięskich (jest to swego rodzaju anty-Fischer). Choć propaganda zwycięzców zdominowała podejście i pamięć o I wojnie światowej, to w ciągu kilkunastu lat od jej zakończenia, także w państwach zwycięskich znalazło się wielu, którzy się na to się nie godzili. Scheil przytacza wypowiedzi, memoranda, raporty, apele z lat 20.XX w. ludzi z różnych krajów, którzy przeciwstawiali się potępianiu Niemiec jako winnych wywołania wojny. Wśród tych świadków epoki znaleźli się m.in. Georg Bernard Shaw, H.G. Wells, John Maynard Keynes, generał Smedley Butler, Henry White, Richard Haldane i inni. Książka Scheila uznana została za krytyczny komentarz i niezbędne uzupełnienie do książki Christopehra Clarka.

Tomasz Gabiś

Cdn.

Obraz pt. Namenlosen, Albin Egger-Lienz (1868 -1926)

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAmok słowny Mely Kiyak
Następny artykułPrawosławie z rosyjską duszą i radzieckim duchem
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ