O kobiecej doli, czyli po co Natasza jedzie do Europy

0

Całkiem niedawno bez uprzedzenia ponownie zawitał do nas inspektor Monsieur Stefan. W czasie, gdy Belgia na skutek marcowych ataków terrorystycznych staje na głowie, wykrywając w panice szeroko rozpostarte macki ISIS, jego misją jest sprawdzenie mnie. Właściwie to poczciwy z niego człowiek. Uśmiecha się, zastawszy nas z mężem razem w domu. Pobieżnie ogląda nasze mieszkanie – zdjęcia ze ślubu, suszącą się bieliznę – i coś zapisuje w swoim notesie. Następnie sprawdza nasze dane z paszportu, zadaje kilka dodatkowych pytań. W zasadzie to nie odkrywa dla siebie nic nowego – przez ostatnie półtora roku złożył nam już trzy takie wizyty, nie wliczając w to naszych prywatnych spotkań w parku i na festiwalu jazzowym. Sądząc po aktywności miejscowego komisariatu, można dojść do wniosku, że fikcyjne małżeństwa zagrażają bezpieczeństwu Belgii nie mniej niż szaleni ekstremiści. Zgodnie z oficjalną statystyką w Belgii co roku anulowanych jest ponad sto fikcyjnych małżeństw pomiędzy Belgami a przebiegłymi cudzoziemcami[1] − przede wszystkim cudzoziemkami. Jest to dość upokarzające, gdy tę logikę ktoś zastosuje względem własnej osoby.

− Proszę mnie zrozumieć: jest Pani przecież kobietą z Europy Wschodniej! A nas w ostatnim czasie zalewa fala Ukrainek, które wychodzą za mąż za Belgów tylko po to, by imigrować i uzyskać dostęp do naszej służby zdrowia, edukacji… – tłumaczy Monsieur Stefan.

W obliczu tak jawnej dyskryminacji kobiet na tle narodowościowym nie wiem, czy mam śmiać się, czy płakać. Na słowa, że jestem Rosjanką, że piszę tutaj pracę doktorską, a za mąż wyszłam za Francuza jeszcze na długo przed przeprowadzką do Brukseli, inspektor tylko wzrusza ramionami, rzucając – „Taka praca”.

Uprzedzenie do „Natasz” z Europy Wschodniej ma swoje korzenie w latach 90. Gdy rozpadł się Związek Radziecki, kobiety z nowo utworzonych republik wyruszały na Zachód w poszukiwaniu dobrobytu ekonomicznego i społecznego. Wyjeżdżały do pracy z ogłoszeń w prasie na stanowiska kelnerek i niań, a trafiały do niewoli seksualnej – pozbawione dokumentów, odpracowując wmówione im długi. Według danych Międzynarodowej Organizacji do Spraw Migracji w 1998 r. w Niemczech 87% kobiet zajmujących się prostytucją stanowiły mieszkanki Europy Wschodniej, w Holandii − prawie 70%[2].

Czy dwadzieścia pięć lat po rozpadzie ZSRR Europa Zachodnia nadal jest tak atrakcyjna dla wschodnich Europejek, w tym dla Rosjanek? Czym dzisiaj różni się pozycja kobiety w UE i w Rosji?

Dobre wychowanie vs równouprawnienie

− Pewnego razu na dworcu w Weronie młody Włoch pomógł nam wnieść po schodach walizkę. Jakież było moje zdziwienie, gdy ten uprzejmy chłopak zażądał ode mnie 25 euro! Po wygłoszeniu przemowy na temat rosyjskich dżentelmenów, którzy w metrze pomagają z walizkami bez żadnych próśb i wdzięczności, wręczyłam mu 5 euro i poczułam się głęboko rozczarowana europejskimi dżentelmenami – opowiada nauczycielka języka włoskiego z Moskwy, Tujana.

Dla wielu Rosjanek transport miejski staje się pierwszym miejscem, gdzie spotka ich zawód zachowaniem Europejczyków.

− Nawet gdy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, we Francji nikt mi nie ustępował miejsca w tramwaju, zmuszona byłam sama o to prosić. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że kobiecie w dziewiątym miesiącu ciąży samo oddychanie sprawia problem, a co dopiero jazda zatłoczoną komunikacją miejską? – pyta inżynier fizyk Jana z Workuty, która pięć lat temu przyjechała do Strasburga na studia doktoranckie.

„Szanowni pasażerowie ustępujcie miejsca inwalidom, osobom starszym, pasażerom z dziećmi i kobietom w ciąży!” – dla Rosjanek, które od dziecka przywykły do tego komunikatu rozbrzmiewającego w metrze i autobusach, zachowanie Niemców i Francuzów nie

jest sukcesem ruchu feministycznego, dążącego do równości płci, lecz przejawem zwykłego braku kultury, który w pierwszej kolejności jest na rękę właśnie mężczyznom.

W ten sam sposób Rosjanki postrzegają też równouprawnienie przy płaceniu rachunku w restauracji, typowe dla europejskiej młodzieży.

− Wybrałam się z pewnym Holendrem na kawę. Wspaniałomyślnie zapłacił za mnie. A kilka dni później sam zaprosił mnie do restauracji. Ku mojemu zdziwieniu kelner położył przede mną rachunek za niezbyt tanią kolację. W tym czasie holenderski alfons demonstracyjnie odwrócił się, i intensywnie zaczął przyglądać się czemuś przez okno. Więcej się nie spotkaliśmy – wspomina doktorantka Wolnego Uniwersytetu w Brukseli, Tatiana.

Swoją drogą imię obcego pochodzenia, „Alfons”, funkcjonuje w Rosji [podobnie jak w Polsce –przyp. red.] jako nazwa pospolita: tak obraźliwie nazywa się mężczyzn, którzy żyją na koszt kobiet – na cześć żyjącego za pieniądze swojej kochanki, bohatera dramatu syna Aleksandra Dumasa.

Tego typu sytuacje sprawiają, że Rosjanki często postrzegają europejskich mężczyzn jako skąpych, gdyż instynktownie trzymają się one ogólnie przyjętych zasad etykiety: ten kto zaprasza do restauracji − płaci (a Rosjanka nigdy sama nie zaprosi mężczyzny na kolację).

Jednocześnie nalegając na rozdzielenie rachunku, młode mieszkanki Europy Zachodniej demonstrują swoją niezależność i pozbawiają swojego towarzysza symbolicznej przewagi, która dawałaby mu pewne podstawy oczekiwania „wdzięczności” ze strony damy. Tak w każdym razie wyjaśnia swoje przekonania Greczynka Ewangelina, prawniczka z Paryża.

Tym samym europejscy mężczyźni, nie chcąc dawać powodu do obrazy, starają się przestrzegać powyższej zasady. I to wcale nie tylko ze względów ekonomicznych. I na odwrót: często kobiety z byłego ZSRR uważane są za chciwe harpie, które uganiają się tylko za ich portfelami. Nawet najlepiej wykształcone Rosjanki, zarabiające więcej niż ich partnerzy, nie mogą czasem przezwyciężyć tego stereotypu.

Moja znajoma to kobieta „po dwóch fakultetach”, znająca pięć języków obcych, wykładowczyni, z mieszkaniem o przyzwoitym standardzie w Moskwie. Za każdym razem, gdy przyjeżdżała do niewielkiego miasteczka pod Rzymem, gdzie zamieszkiwał jej Marko, musiała płacić mu za zakwaterowanie, rzekomo by mógł on udowodnić swojej rodzinie i przyjaciołom, że „rosyjska blondynka” go nie wykorzystuje. Przy czym sam Włoch nie miał wyższego wykształcenia, a jego umowa pracy jako agenta do spraw obsługi pasażerskiej lotów skończyła się dwa miesiące wcześniej, i w ogóle wierzył on, że w Rosji po wiecznie zaśnieżonych ulicach spacerują białe niedźwiedzie z bałałajkami.

W rodzinie: „matka pracująca”

Tego typu przywiązanie do tradycji w dużym stopniu określa dzisiejszą pozycję rosyjskiej kobiety w rodzinie. Jak mówi doktor nauk historycznych Instytutu Etnologii i Antropologii RAN [Rosyjska Akademia Nauk – przyp. red.], specjalistka w dziedzinie „badań Genderowych”, Natalia Puszkariewa − ekonomiczna zależność od mężów dla wielu Rosjanek jest dzisiaj pożądanym wyborem życiowym: „Po wielu latach radzieckiego totalitarnego «równouprawnienia», które jedynie podwoiło kobietom ilość obowiązków (praca na równi z mężczyznami poza domem, a następnie wypełnianie obowiązków w rodzinie), Rosjanki pytane przez ankieterów z radością deklarują, że pragną tradycyjnych relacji rodzinnych. Innymi słowy, niech zarabiają i utrzymują je mężowie!” – wyjaśnia Puszkariewa

W ZSRR równouprawnienie było prawnie zatwierdzone już w pierwszej radzieckiej Konstytucji z 1918 r. Prawo do płatnego urlopu macierzyńskiego, do aborcji, uznanie wspólnoty majątkowej (niezależnie od tego, czy małżeństwo było oficjalnie zarejestrowane, czy był to nieformalny związek), ruch na rzecz wykonywania przez kobiety tradycyjnie męskich zawodów (traktorzyści, piloci, kierowcy w komunikacji miejskiej) —to wszystko decyzje radzieckiego państwa radzieckiego w jego pierwszych latach. Jednakże tego typu odgórna emancypacja przede wszystkim miała na celu mobilizację kobiet do walki ideologicznej. Jak zauważa Puszkariewa, państwo uważało je za „niebezpieczny, zacofany element, choćby dlatego, że były one ostoją tradycyjnej rodziny i życia prywatnego”. Problem rozwiązać miało uświadomienie kobietom idei komunistycznych.

− Kobieca emancypacja w Radzieckiej Rosji, w odróżnieniu od Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, nie była wytworem procesu ewolucyjnego. Radziecka «umowa genderowa» pracującej matki była sztucznie stworzona przez państwo. Tym samym kobieta, pracując na równi z mężczyzną w przemyśle, nie przestawała wykonywać lwiej części obowiązków związanych z gospodarstwem domowym, czyli nadal zajmowała się dziećmi i «obsługiwała» pozostałych członków rodziny” – tłumaczy Jewgenija Bałabanowa, socjolog Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie.

Co więcej, „zwycięstwo praw kobiet” początku epoki radzieckiej zostało później anulowane. W 1935 r. została wstrzymana produkcja środków antykoncepcyjnych, a rozwody możliwe były tylko po przeprowadzeniu procesu sądowego. W wyniku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i kryzysu demograficznego aborcja w kraju została zakazana. Licząc na pobudzenie tym samym prokreacji, państwo nie podejmowało żadnych przedsięwzięć, by pomóc kobietom łączyć z pełnoetatową pracą opiekę nad dziećmi, która całkowicie spoczęła na ich ramionach.

Nie trzeba daleko szukać przykładów. Moja babcia, będąc w dziewiątym miesiącu ciąży myła podłogi we wspólnym korytarzu w „komunałce”, gdyż dziadkowi jako mężczyźnie nie wypadało tego robić. A już miesiąc po urodzeniu córki w 1966 r. wróciła do pracy. Co kilka godzin przybiegała do niej szwagierka z noworodkiem na karmienie piersią. Po skończeniu zmiany – pracowała jako sprzedawczyni w sklepie – babcia pędziła do miejscowej szkoły, gdzie dorabiała sobie jako sprzątaczka – trzeba było jakoś wiązać koniec z końcem. Z kolei w domu zaczynała się dla niej trzecia zmiana – oprócz zajmowania się dzieckiem, musiała jeszcze gotować i sprzątać. Dziadek czytał gazety i czasem chodził do sklepu po zakupy. I było to czymś zupełnie normalnym.

Z kolei ta sama szwagierka w pewnym okresie lat 60. spędziła pół roku w więzieniu za nieróbstwo. Była mężatką z trzyletnim synem, która straciła pracę w efekcie nadużywania alkoholu.

To, że Rosjanki dzisiaj coraz częściej marzą o powrocie do modelu tradycyjnej rodziny z mężem żywicielem rodziny” i żoną jako „opiekunką domowego ogniska” niektórzy eksperci tłumaczą ich nadmiernym obciążeniem. Oficjalna państwowa propaganda wsparta przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną, która umocniła w ostatnich latach swoją pozycję, podtrzymuje trend „ubolewania nad straconymi wartościami”, żeby nie powiedzieć – narzuca go − uważa socjolog Bałabanowa. Znowu jest to „odgórne”, tak jak i inne przejawy „konserwatywnego renesansu” we współczesnej Rosji. Zwracając kobietę rodzinie, władza próbuje wyciągnąć kraj z dwudziestoletniego kryzysu demograficznego. Od 1992 r. w Rosji współczynnik śmiertelności rokrocznie przewyższa współczynnik urodzin.

Jednak pomimo wszelkich starań na życie z jednej wypłaty i niewielkich zasiłków na dziecko pozwolić sobie mogą tylko niektórzy. W dodatku w epoce Internetu, zdaniem Puszkariewej, państwu nie jest tak łatwo przekonać kobietę, by zrezygnowała z samorealizacji na rzecz całkowitego poświęcenia się usługiwaniu domownikom. Dlatego też radziecki model „pracującej matki” pozostaje dominujący i we współczesnej Rosji. А marzenia o „tradycyjnym modelu” przejawiają się jedynie tym, że na mężczyźnie tak jak wcześniej nie spoczywają żadne obowiązki domowe. Tak więc, wg Bałabanowej, przeciętna zamężna Rosjanka, która spędza w pracy 40 godzin tygodniowo, na obowiązki domowe poświęca dodatkowo 20 godzin – czyli dwukrotnie więcej niż żonaty mężczyzna, który również pracuje zawodowo 40 godzin.

Jak zaznacza Puszkariewa, zwrot ku tradycyjnemu modelowi rodziny w ostatnim czasie ma miejsce nie tylko w Rosji, ale też w wielu krajach Europy Zachodniej. Jednakże dla porównania, we Francji według danych INSEE, chociaż kobiety zajmują się 65% spraw domowych, to nierzadko pracują przy tym na pół etatu.

Kariera: ambicje i granice

Rozdarcie między pracą i domem wpływa również i na miejsce kobiety na rynku pracy.

− Większość Rosjanek sama wybiera taką pracę, która pozwala im zachować siły i czas na rodzinę. Pracę spokojniejszą, mniej ambitną, mniej odpowiedzialną … czyli mniej perspektywiczną i słabiej opłacaną − twierdzi Bałabanowa. Według niej niechęć pracodawców do zatrudniania i awansowania na odpowiedzialne stanowiska kobiet jest łatwa do wytłumaczenia: kobieta podwójnie obciążona jest mniej produktywna, mniej skłonna do „poświęcania energii” w pracy. W wyniku czego jej wynagrodzenie jest o 30−39% niższe niż mężczyzn[4].

Z powodu tego typu podejścia ucierpiałam i ja w moim poprzednim miejscu pracy. Jeden z moich kolegów z pracy, który swego czasu przepracował kilkanaście lat jako specjalny korespondent w Niemczech, co tydzień próbował mi udowodnić, że dziennikarstwo międzynarodowe – to nie jest kobiece zajęcie i że powinnam siedzieć w domu i „gotować obiadki”. Nie zagłębiając się w szczegóły tych kłótni − zapewne słyszały je także sąsiednie redakcje − nie mógł on znieść tego, że dwudziestopięcioletnia dziewczyna zajmowała to samo stanowisko, co on –pięćdziesięcioletni dziennikarz. Chociaż nie powinno to spędzać mu snu z powiek, gdyż moje wynagrodzenie było trzykrotnie niższe od jego, przy identycznym grafiku i wymaganiach. Jedynie fakt, że byłam bardziej wykształcona od niego przemawiał przeciwko jego doświadczeniu. Dowiedziałam się później, że będąc jedyną kobietą w dziale, zarabiałam co najmniej dwukrotnie mniej niż nawet nowicjusze – mężczyźni.

W rosyjskim społeczeństwie utrwaliło się przekonanie, że Rosjanki mogą odnosić sukcesy jedynie w tradycyjnej „kobiecej” sferze działalności zawodowej. Zgodnie z ankietą Instytutu Opinii Społecznej „Ankietolog” (z marca 2016 r.), pierwsze trzy sfery to: edukacja (tak uważa 71% ankietowanych), medycyna (64%), turystyka i rekreacja (61%). Z kolei możliwość objęcia przez kobietę w Rosji stanowiska prezydenta − 54% uczestników badania uważa za mało prawdopodobną lub nawet zalicza ją do sfery fantastyki[5]. Generalnie Rosjanie są zdania, że kierowanie jakąkolwiek działalnością – również nie jest dla kobiet: ciekawym przykładem jest skład Parlamentu Rosji. Aktualnie 94% Rady Federacji stanowią mężczyźni, a w Dumie państwowej jest ich 86%.

O rodzeniu dzieci

Charakterystyczne jest również odmienne podejście w Rosji i na Zachodzie do niepracujących kobiet, szczególnie w związku z ciążą i urodzeniem dziecka. W Rosji kobieta ma prawo do urlopu macierzyńskiego (który po raz pierwszy na świecie został wprowadzony właśnie tu) 70 dni przed i 70 dni po porodzie, a powrót do pracy na dotychczasowe stanowisko jest zagwarantowany w ciągu trzech lat. Wysokość zasiłku macierzyńskiego jest wyliczana na podstawie łącznego dochodu matki za ostatnie dwa lata. Jeśli kobieta nie pracowała, otrzyma minimalną wysokość zasiłku, w sumie 25 tysięcy rubli (320 EUR).

− Przez ostatnie dwa lata otrzymywałam przeciętne wynagrodzenie moskiewskiego menedżera w sferze turystyki (a jak wiadomo stolica to nie cały kraj), czyli 50 tysięcy rubli miesięcznie (1130 EUR, które po kryzysie spadło do 640 EUR). Mam rodzić w maju i mogę liczyć na 230 tysięcy rubli zasiłku macierzyńskiego (2940 EUR) − mówi Anna.

Oprócz tego ma ona również prawo do urlopu wychowawczego na dziecko: jednak w tym przypadku wypłacany jej do półtora roku zasiłek nie może przekroczyć 19 tysięcy rubli (240 EUR) — niezależnie od jej wynagrodzenia. Większość kobiet maksymalnie wykorzystuje te możliwości: ok. 22% Rosjanek wraca do pracy rok po porodzie, 16% − po dwóch latach, а 34% − później niż po dwóch latach. Oczywiście dla kobiet, które pragną poświęcić swoje życie macierzyństwu, jest to wspaniała możliwość. Jednakże, z taką przerwą w pracy − nie ma co myśleć o karierze lub o poważnej podwyżce. Co więcej, w związku z urodzeniem dziecka ojciec ma prawo wziąć tylko 5 dni kalendarzowych urlopu, który nie jest płatny.

Kobiety, które „zaszywają się” w domu po urodzeniu dzieci, spotykają się z mniejszym zrozumieniem otoczenia na Zachodzie niż w Rosji. Ciekawa jest historia mojego brata, która co prawda wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych. Gdy Anton dostał propozycję pracy w Waszyngtonie, jego żona zostawiła pracę i pojechała z nim. W tym czasie była w piątym miesiącu ciąży. Z powodu biurokracji nie mogła dostać pracy do czasu narodzin dziecka. A gdy pewnego razu mój brat wspomniał w pracy, że jego żona siedzi w domu i wkrótce będzie rodzić − spadły na niego gromy ze strony amerykańskich kolegów. Obwiniono go o jawną dyskryminację, gdyż zabronił ciężarnej żonie pracować.

Nawiązując do tego, w 2014 r. w Rosji lider LDPR Władimir Żyrinowski w trakcie publicznej debaty z prasą obraził ciężarną dziennikarkę z agencji „Rossija siewodnia”, oświadczając między innymi, że jeśli jest w ciąży, to powinna siedzieć w domu. W rezultacie tego incydentu korespondentka była hospitalizowana. Żyrinowski później przeprosił ją publicznie słowami: „troszeczkę niegrzecznie odpowiedziałem tej kobiecie”, która „jak się okazało była w ciąży”, obiecał pomóc jej finansowo w leczeniu. Społeczeństwo bardzo szybko zapomniało wypowiedziach deputowanego, usprawiedliwiając to jego impertynencją. Komisja Dumy Państwowej ds. Etyki jedynie poradziła Żyrinowskiemu, by jeszcze raz złożył przeprosiny.

W nauce

Również nauka w Rosji ma przeważnie męską twarz. Zgodnie z oficjalnymi danymi z 2014 r.[7] Rosjanki są bardziej wykształcone niż Rosjanie: 58% posiada wykształcenie wyższe, podczas gdy wśród mężczyzn tylko 42%. Natomiast statystyka dotycząca liczby doktorów rysuje się całkowicie inaczej: jedynie 25% kobiet wobec 75% mężczyzn.

− Na studiach doktoranckich wybranego przeze mnie uniwersytetu była ograniczona liczba miejsc. Na jedno z nich pretendowaliśmy ja i pewien mężczyzna. Wybrano jego. Później w kuluarach wykładowcy uspokajali mnie, mówiąc: możesz ubiegać się o miejsce w przyszłym roku, a on nie będzie mieć już drugiej szansy. W przeciwnym razie będzie musiał iść do wojska – opowiada nauczyciel języka francuskiego w Moskwie Alisa: zgodnie z rosyjskim prawem, studia podyplomowe gwarantują odroczenie służby wojskowej.

− Skończywszy wydział fizyki na Petersburskim Uniwersytecie Państwowym, nie zdołałam dostać się tutaj na doktorat, gdyż nie znalazłam promotora. Profesorowie odmawiali mi, uzasadniając to tym, że wkrótce wyjdę za mąż i od razu urodzę dzieci – mówi inżynier fizyk Jana. Rzeczywiście większość rosyjskich lekarzy twierdzi również obecnie, że rodzić należy do 25 roku życia. W odróżnieniu od Europy, stan medycyny nie pozwala walczyć ze spadkiem płodności związanym z wiekiem.

Przypadek, który miał miejsce pięć lat temu przypomina wydarzenia w kraju sprzed niemal 150 lat. Wówczas kobietom z Imperium Rosyjskiego zakazana była edukacja wyższa. Te, które chciały poświęcić swoje życie dla nauki, zmuszone były wyjechać za granicę – przy czym jedynie za zgodą ojca albo męża. Niektóre kobiety zawierały nawet fikcyjne małżeństwa, byleby tylko kontynuować edukację. Taki między innymi był właśnie los Sofii Kowalewskiej – pierwszej na świecie kobiety profesora matematyki.

Jak to możliwe, że po półtora wieku historia się powtarza? Przecież w 1991 r. Rosja zajmowała pierwsze miejsce na świecie w liczbie kobiet naukowców (51%).

− To, co się wydarzyło w 1991 r. było przede wszystkim rezultatem odpływu męskiej kadry, wywołanym spadkiem prestiżu zawodu naukowca w Rosji oraz ostrym obniżeniem płacy w tej branży – wyjaśnia Puszkariewa.

Puszkariewa przytacza też interesujące dane na temat stosunku rosyjskich mężczyzn do kobiet w nauce: wśród nieżonatych mężczyzn rozpowszechniona jest opinia, że kobieta naukowiec w niczym nie ustępuje swoim kolegom, w tym również i na kierowniczych stanowiskach. Z kolei żonaci mężczyźni, wprost przeciwnie, uważają, że nauka psuje kobietę: ani nie staje się ona dobrym naukowcem, ani nie pamięta o swoich kobiecych obowiązkach.

W oczach mężczyzn i swoich własnych

Jeśli nie przedsiębiorczością to jakimi cechami, zdaniem rosyjskich mężczyzn charakteryzują się Rosjanki? Według ankietowanych, w porównaniu z Europejkami, kobiety w Rosji wyróżniają się urodą (78%), troską o rodzinę (67%), współczuciem (52%), łagodnością (41%), wiernością (40%). Europejka jest bardziej niezależna (78%), egoistyczna (47%), wyrachowana (43%), i (о, zgrozo!) jest feministką (38%)[8]. Wszak, jak twierdzi większość Rosjan, feministka to dama z nieogolonymi pachami, która zrobi skandal, jeśli poda się jej rękę, i najprawdopodobniej jest lesbijką. Jednocześnie wielu tak postrzega wokalistki z grupy „Pussy Riot”: propagowane przez nie idee feminizmu rosyjski sąd uznał jako dowód potwierdzający motyw religijnej nienawiści (ostatecznie jednak usunięty z treści wyroku).

Co prawda, idealizowanie rodaków w przeciwieństwie do obcokrajowców jest typowe nie tylko dla Rosjan, ale także dla innych narodów.

Co się zaś tyczy spojrzenia „od wewnątrz”[9], to w oczach samych Rosjanek, na ich obraz składa się większa dbałość o wygląd zewnętrzny (80%), samodzielność w podejmowaniu decyzji (76%), aktywność życiowa (71%). I chociaż głównym celem współczesnej Rosjanki jest samorealizacja (65%), to powinna ona, przede wszystkim, umieć wychowywać dzieci (73%), pięknie wyglądać (68%) i dobrze gotować (57%). Odpowiada to w pełni opinii 51% ankietowanych, którzy twierdzą, że samorealizować Rosjanka woli się nie samodzielnie lecz na koszt bogatego mężczyzny, który zabezpieczyłby jej materialny byt.

Chyba najbardziej dobitnym przykładem kształtowania stereotypów są programy rozrywkowe w rosyjskiej telewizji. Absolutnym liderem w rankingach jest show „Comedy Club”.

− W sferze show-biznesu o wszystkim decydują pieniądze. Kto płaci – ten ma wpływ na treść – komentuje Puszkariewa. – Za czasów władzy radzieckiej o treści filmów i programów decydował Departament Ideologiczny Komitetu Centralnej Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Teraz go nie ma i show-biznes wychodzi naprzeciw niewysokiemu zapotrzebowaniu duchowemu uczestników prymitywnej kultury masowej.

I pojawia się pytanie: na ile takie atrakcyjne zachodnioeuropejskie równouprawnienie płci jest uniwersalne? Czy w oczach Francuzów i Niemców, w odróżnieniu od ich rodaczek, za przybyłą do Europy Zachodniej rosyjską kobietą nie ciągnie się opinia tej samej „Nataszy”, której kultura została sformowana pod wpływem nacisku konserwatywnej polityki państwowej? Ciekawe jest to, że wiele zachodnich portali randkowych reklamuje obcokrajowcom „rosyjską żonę” właśnie jako kombinację uczynności wobec męża, troski o dzieci i zadbanego domu.

Maria Gorkowskaja

[1]https://www.senate.be/www/?MIval=publications/viewPub&COLL=S&PUID=83889802&TID=83895454&POS=1&LANG=fr
[2]Donna M. Hughes, University of Rhode Island, “In the Shadows: Promoting Prosperity or Undermining Stability?”
Journal of International Affairs, Spring 2000, http://www.owl.ru/eng/research/thenatasha.htm: International Organization for Migration, Trafficking and Prostitution: The Growing Exploitation of Migrant Women from Central and Eastern Europe (Geneva, Switzerland: International Organization for Migration, May 1995), http://www.iom.ch/IOM/Publications/books_studies_surveys/MIP_traff_women_eng.htm
[3]http://www.insee.fr/fr/ffc/docs_ffc/ES478H.pdf
[4]http://www.labourmarket.ru/Pages/actuals/news_287.shtml
[5]https://iom.anketolog.ru/2016/03/04/delovaya-neznakomka-ili-portret-sovremennoj-zhenshiny
[6]http://www.gks.ru/bgd/regl/b14_50/Main.htm
[7]http://www.gks.ru/bgd/regl/b14_50/Main.htm
[8]Е. О. Цалко, Т. Б. Рябова, «Русскость и европейскость сквозь призму гендерных идентификаторов (по результатам социологического исследования)», 2010, http://womaninrussiansociety.ru/wp-content/uploads/2013/12/2010_2_zalko.pdf
[9]https://iom.anketolog.ru/2016/03/03/tvoj-obraz-milyj-nezabvennyj-kakoj-vidyat-sovremennuyu-zhenshinu

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułFranz Alt, Peter Sloterdijk, Michael Klonovsky i inni o zagadkowej Angeli Merkel (Głosy zza Odry)
Następny artykułKonstytucje, sądy i trybunały
Maria Gorkowskaja (Мария Горковская) - dziennikarka- freelancerka, publikuje w rosyjskich i zachodnich mediach. Wcześniej korespondentka działu międzynarodowego dziennika „Izwiestia”. Z wykształcenia prawnik, absolwentka Université Panthéon-Assas w zakresie prawa międzynarodowego, zajmuje się współczesną polityką zagraniczną Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec Europy oraz krajów byłego Związku Radzieckiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ