Donad Trump – „wielka nadzieja Białych”

1

”Wśród białych Amerykanów w średnim wieku daje się zauważyć niepokojące zjawisko. W przeciwieństwie do innych grup wiekowych, rasowych i etnicznych w grupie tej… wzrasta śmiertelność”. Jakież to śmiercionośne czynniki dziesiątkują obywateli USA w sile wieku? Alkoholowe choroby wątroby, przedawkowanie heroiny i opiatów oraz samobójstwa. Takie są zaskakujące wnioski z badań przeprowadzonych przez noblistę Angusa Deatona i jego żonę Anne Case, o których pisze, cytowana na początku, Gina Kolata w „New York Times”.

Według Deatona tylko HIV i AIDS wyrządziły w ostatnich czasach szkody porównywalne z tą katastrofą społeczną. Prawdopodobieństwo, że Biały w średnim wieku popełni samobójstwo jest czterokrotnie wyższe niż prawdopodobieństwo, że popełni je Czarny w średnim wieku. Biali są coraz mniej sprawni fizycznie, coraz częściej skarżą się na ból, stres i depresję, czym można tłumaczyć ich uzależnienie od alkoholu i narkotyków.

Jakie są jednak przyczyny tej społecznej katastrofy, która dotyka białych Amerykanów z klasy średniej i niższej? Po pierwsze przyczyn należy się doszukiwać w gospodarce. Choć mamy niemal pełne zatrudnienie, to bardzo duża część siły roboczej z rynku pracy wypadła. Po drugie od dziesięcioleci płace realne pracowników prawie wcale nie wzrosły. Jako dwie główne przyczyny pogorszenia sytuacji materialnej klasy białych pracowników należy wymienić to, że dziesiątki milionów legalnych i nielegalnych imigrantów z krajów Trzeciego Świata wpływają na obniżenie płac, zaś dziesiątki tysięcy zakładów produkcyjnych oraz miliony miejsc pracy zostały przeniesione za granicę pod hasłem „globalizacji”.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na kryzys klasy białych pracujących mężczyzn w średnim wieku jest spadek odsetka żonatych w tej grupie. Żona i dzieci nadają sens życiu i pracy mężczyzny. Samotni biali mężczyźni są nie tylko wyrzucani poza nawias nowej gospodarki, lecz także wyobcowują się ze społeczeństwa. „Nic dziwnego” – stwierdził Barack Obama w przemówieniu do głównych sponsorów jego kampanii wyborczej w San Francisco – że tacy ludzie „gorzknieją, czepiają kurczowo się broni, religii i uprzedzeń wobec tych, którzy różnią się od nich (…)”.

Jak wiadomo, 72 procent czarnych dzieci przychodzi na świat w związkach pozamałżeńskich. Mniej się mówi o tym, że w grupie białych członków klasy pracującej prawie 40 procent dzieci też wychowuje się w związkach nieformalnych. Na naszych oczach rośnie stracone pokolenie.

W kulturze masowej lat 40. i 50. XX wieku biały mężczyzna był wzorcem do naśladowania. Ścigał gangsterów jako detektyw lub policjant albo był bohaterem wojennym, który dzielnie walczył na polach bitewnych II wojny światowej w Europie i na wyspach Pacyfiku. Był lekarzem, dziennikarzem, prawnikiem, architektem, duchownym. Biali mężczyźni byli wykwalifikowanymi pracownikami i rzemieślnikami: stolarzami, malarzami, hydraulikami, murarzami, maszynistami, mechanikami. Byli Ojcami Założycielami, takimi jak Waszyngton, Adams i Hamilton, i mężami stanu jak Webster, Clay i Calhoun. Lincoln i pozostali prezydenci to biali mężczyźni. Podobnie jak wielcy wynalazcy: Eli Whitney, Thomas Edison, Alexander Graham Bell i bracia Wright. Wielcy kapitaliści to również biali mężczyźni: Andrew Carnegie i John D. Rockefeller, Henry Ford i J. P. Morgan. Wszyscy amerykańscy dowódcy wojenni to biali mężczyźni: Andrew Jackson i Sam Houston, Stonewall Jackson i Robert E. Lee, U.S. Grant i John J. Pershing, Douglas MacArthur i George Patton.

Co się zmieniło w naszej kulturze? Wszystko. Białe dzieci żyją w świecie wywróconym do góry nogami. Podręczniki do historii napisano na nowo, a dawnych bohaterów skazano na zapomnienie, usunąwszy ich pomniki i ukrywszy sztandary, pod którymi walczyli. Dzieci uczy się, że Amerykę „odkryli” rasistowscy biali ludobójcy, którzy wymordowali autochtoniczne kolorowe plemiona, a do pracy zaprzęgli niewolników z Afryki, by następnie rozpocząć podbój i skolonizować ludy mieszkające od wieków w innych zakątkach świata. W hollywoodzkich filmach i serialach telewizyjnych białych mężczyzn z klasy średniej przedstawia się jako „białe śmiecie” (white trash). Republikanów przekonuje się, że zmian demograficznych nie da się zatrzymać, biała Ameryka umiera, więc partia musi zabiegać o poparcie Latynosów, Azjatów i Czarnych, o ile nie chce skończyć jak wigowie.

„Pozytywną dyskryminację” (affirmative action) zapoczątkowano w latach 60. z myślą o czarnych Amerykanach, ale stopniowo objęła ona kobiety, Latynosów, Indian, niepełnosprawnych – właściwie niemal 70 procent społeczeństwa. Biali mężczyźni, którzy stanowią teraz tylko 31 procent populacji, to jedyna grupa Amerykanów, wobec których dopuszcza się, a nawet zaleca, dyskryminację negatywną. Gdy elity kulturalne i polityczne nawołują do kultywowania „różnorodności” (diversity), to czyż w istocie nie domagają się zredukowania liczby miejsc pracy oraz miejsc na studiach w Annapolis i na Harvardzie dla białych mężczyzn? Jakie jest moralne uzasadnienie polityki parytetów i preferencji, która usprawiedliwia ciągłą dyskryminację rasową kurczącej się i podupadającej klasy białych pracowników, spisanej na straty przez nasz wielokulturowy reżim?

„Wściekły biały mężczyzna” to dziś dozwolona obelga, którą można usłyszeć w kręgach kulturalnych i politycznych. To właśnie ta wyszydzana grupa etniczna, rasowa i płciowa widzi w Donaldzie Trumpie kogoś, kto bezpardonowo zwymyśla i wyśmieje elity, które ją wywłaszczają i nią pogardzają. Czy zatem może być czymś zaskakującym, że bojowo nastawione grupy antyrządowe przyciągają białych mężczyzn? Czy powinno nas dziwić, że Trump, podobnie jak Jess Willard sto lat temu, to w oczach milionów ludzi „wielka nadzieja Białych”?

Patrick Buchanan

przekład z angielskiego: Witold Falkowski

Źródło:: The Great White Hope
https://www.lewrockwell.com/2016/05/patrick-j-buchanan/great-white-hope/

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

1 KOMENTARZ

  1. Mam uwagi
    -Czarni z kolei morduja sie we wlasnym srodowisku w tempie nieporowywalnym do zniszczez wywolanych przez opiaty, heroine czy alcohol
    -Odsetek zonatych I dziciatych Murzynow w USA to kokolo 11%. Jeszcze mniej dzieci wychowuje sie w normalnej rodzinie, tzn takiej zlozonej z biologicznego ojca I matki.
    -Mi sensu zycia dodal dopiero rozwod a nie mialzenstwo. Nie musialem juz slucha glupiego gadania, zrobilem MBA I moje salary potroilo sie w ciagu nastepnych 5 lat. Teraz byla zona czasami dzwoni, spytac co u mnie ale nie odbieram telefonu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ