Anna Streżyńska i „Wieczna Miłość”

0

Minister cyfryzacji Anna Streżyńska zapowiedziała zbudowanie Wielkiej Polski Cyfrowej. Pani Streżyńska oraz sekundujący jej Mateusz Morawiecki, mający fantastyczne pomysły jak rozwinąć kraj, podniecają sie „elektroniczno-internetową” biurokracją, wdrożeniem „inicjatywy tożsamości elektronicznej” (mobilne eID, czyli dowód osobisty w telefonie komórkowym), wyposażeniem każdego obywatela w adres e-mail itp. Cieszą się elektronicznymi gadżetami niczym dzieci nowymi zabawkami. Czegóż to nie będzie w świetlanej, cyfrowej, przyszłości: e-zdrowie, e-faktura, e-paragon, e-rejestracja, e-recepty, e-skierowanie, e-dowód, e-edukacja, jednym słowem „totalna cyfryzacja”. Po przeczytaniu w „Do Rzeczy” (2016 nr 27) wywiadu ze Streżyńską zadałem sobie pytanie, jak ktoś chcący „unowocześniać” Polskę, może być aż tak „zacofany”: „Chcemy także, aby dzieci mogły się uczyć kodowania na lekcjach informatyki. Chcemy przeznaczyć ponad 120 mln złotych na finansowanie zajęć pozalekcyjnych z programowania dla dzieci z klas I-III ze szkół podstawowych”. Droga Pani Minister! Jeśli w rzadkich chwilach pomiędzy kolejnymi etapami unowocześniania Polski znajdzie Pani czas na lekturę, polecam gorąco książkę Manfreda Spitzera Cyfrowa demencja (przeł. A. Lipiński, Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk 2015), w której niemiecki neurobiolog i psychiatra dowodzi bardzo przekonywująco, że „totalna cyfryzacja” to prosta droga do zgłupienia społeczeństw.

„Totalna cyfryzacja” sprawia też, że realnych kształtów nabiera „smarte Diktatur”, jak niemiecki socjolog Harald Welzer określa coraz ściślejszą, rządowo-korporacyjną, cyfrową kontrolę nad obywatelami i nasilający się atak na wolność jednostki. Ostatnim jaskrawym przejawem dążenia w kierunku cyfrowej „inteligentnej dyktatury” jest zakaz anonimowego korzystania z kart telefonicznych wprowadzony pod starym, wielokroć już wypróbowanym, pretekstem „zwalczania terroryzmu”.

Plan budowniczych nowej „cyfrowej” Polski z pewnością nagoni klientów firmom informatycznym, producentom programów i komputerów, którzy będą sprzedawać swoje bardzo drogie wytwory urzędnikom. I nie tylko urzędnikom, po co bowiem obywatelowi e-mail, po co e-rejestracja jak nie ma zakupionego komputera i wykupionego dostępu do internetu? A to musi zapewnić on sobie we własnym zakresie.

Ambitny plan zakłada również, że za 5 lat udział pieniądza gotówkowego w obrocie spadnie w Polsce do ok. 15 proc., a za lat 10 – o czym z pewnością marzą Streżyńska i Morawiecki – do 0%. Osiągniemy stan „Polski bezgotówkowej”. Nasza dzielna para reformatorów próbuje obywatelom wcisnąć plan likwidacji gotówki pod tak bzdurnymi pretekstami, że wyjaśnić to może jedynie ich głębokie przekonanie, iż obywatele to skończeni idioci ( jest to często spotykana postawa u demokratycznych polityków: „skoro mnie wybraliście, to musicie być idiotami”). Skutkiem powyższego planu będzie nabicie kabzy firmom komputerowym, serwisom internetowym itd. – każdy obywatel będzie musiał mieć komputer, laptopa czy smartfona i korzystać z tzw. bankowości elektronicznej. Skorzystają banki i pokrewne instytucje finansowe – każdy musi mieć konto w banku, kartę płatniczą i bankową, przez bank będzie musiała przechodzić najdrobniejsza transakcja, nawet datek wręczony ulicznemu grajkowi czy księdzu na tacę w kościele. Oznacza to utratę przez obywateli realnej kontroli nad własnymi zasobami pieniężnymi i oddanie jej w ręce banków i rządów (dawna Służba Bezpieczeństwa mogła tylko marzyć o takich możliwościach kontrolowania zachowań ludności). Ogromnemu ułatwieniu ulegną wszystkie działania typu zwiększanie ilości pieniądza, negatywne stopy procentowe (czyli faktyczne zmniejszanie wartości oszczędności), dewaluacje, częściowa lub całkowita konfiskata depozytów etc.

Widać wyraźnie, że obecny obóz rządzący – wbrew temu co głośnym i zgodnym chórem krzyczą jego zagorzali polityczni oponenci – wcale nie „oddala Polski od Zachodu”, lecz wręcz przeciwnie, płynie w jego głównym nurcie. Cokolwiek głupiego albo groźnego na tzw. Zachodzie wymyślą, to zaraz się to w naszym peryferyjnym kraju ochoczo imituje. Ciekawe, że rzeczy dobrych i pożytecznych już tak chętnie się nie naśladuje. Zapewne dlatego, że w ich przypadku proces naśladownictwa wcale nie jest czymś prostym i łatwym, odwrotnie, wymaga – co tylko pozornie wydaje się paradoksalne – wysiłku, pracy, ba, samodzielności właśnie. Streżyńska i Morawiecki reprezentują, dość rozpowszechniony w naszej klasie politycznej, sposób myślenia polegający na utożsamieniu nowoczesności z jej produktami i technologiami, które można zakupić od innych i „wdrożyć”, zamiast z formami myślenia i działania, niezbędnymi do ich wytworzenia.

Jaka może być reakcja na politykę rządów i banków centralnych prowadzącą do stałego obniżenia wartości pieniądza i na koszmarną wizję „bezgotówkowej Polski” propagowaną i realizowaną przez Streżyńską i Morawieckiego? Jedną z możliwości zarysował amerykański przedsiębiorca z Seattle Lawrence Noonan, autor scenki sądowej zatytułowanej „Wieczna Miłość”, opublikowanej w lipcu 1960 roku na łamach, wydawanego przez amerykańską Foundation for Economic Education, miesięczniku „The Freeman: Ideas on Liberty”.

Tomasz Gabiś

www.tomaszgabis.pl
Napisz do autora na adres: tomasz.gabis@gmail.com

*****

„Wieczna Miłość”, Lawrence Noonan

Kiedy wszedł sędzia, publiczność wstała. Sala sądu była wypełniona do ostatniego miejsca. Proces wywołał zainteresowanie w całym kraju i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na werdykt. Oskarżony Karol Akins był niewysokim, szczupłym mężczyzną i robił wrażenie nieśmiałego. Być może ta nieśmiałość wynikała z lęku. Niewątpliwie bowiem ponura sala sądowa i przytłaczający majestat prawa mogły budzić lęk w oskarżonym. Pan Akins nie wyglądał na przestępcę, wręcz przeciwnie, robił wrażenie człowieka godnego szacunku. Poprzez jego nieśmiałość przebijała determinacja, a nawet odwaga.

Może powinniśmy dodać, że wszystko to działo się w roku 1975. Nic specjalnego w tym roku się nie wydarzyło. Dzieci uczęszczały do szkoły, młodzi ludzie dorastali, pracowali, zakładali rodziny, inni już wychowywali własne dzieci. Ludzie chodzili do kościoła, brali udział w wyborach, rozmawiali o polityce i usiłowali zrozumieć zawiłości ekonomii. Ale wszystko była jakby trochę inne. Ludzie jakby inaczej patrzyli na świat.

Sędzia, czcigodny Warren Faber, po dokonaniu czynności wstępnych, spojrzał z zaciekawieniem na oskarżonego.

– Panie Akins – powiedział – rozumiem, że nie życzy pan sobie adwokata i chce pan się bronić sam. Mając na względzie, że zarzuty stawiane panu są bardzo poważne, sądzę jednak, że powinien pan raz jeszcze przemyśleć swoją decyzje.

– Nie, Wysoki Sądzie – powiedział Akins – zamierzam bronić się sam.

– Panie Akins, jest pan sądzony przez sąd federalny. Oskarża się pana o to, że uzurpował pan sobie działania zastrzeżone dla rządu, pragnął podważyć istniejący w tym kraju system monetarny i zastąpić go innym. Czy w obliczu tego rodzaju ciężkich zarzutów nie powinien pan jednak skorzystać z pomocy adwokata?

Zdawało się, że pan Akins lekko zadrżał.

– Wysoki Sądzie, fakty zostały już ustalone. Tu chodzi o to, co jest słuszne, a co nie. To nie jest kwestia prawa. Jestem niewinny. Chcę po prostu opowiedzieć o tym, co się wydarzyło, chcę opowiedzieć swoją historię. Nie potrzebuję adwokata, aby to uczynić.

Prokurator Albert Spear zerwał się z miejsca.

– Wnoszę sprzeciw Wysoki Sądzie. Oskarżony usiłuje pouczać sąd, co jest słuszne, a co nie. Ponadto kwestionuję twierdzenie, że wszystkie fakty zostały ustalone.

– Oddalam sprzeciw. Sąd wyciągnie stosowne wnioski we właściwym czasie. Oskarżony ma prawo reprezentować sam siebie. Panie Akins, został pan zaprzysiężony. Niech pan nam teraz opowie swoją historię.

– No więc było to tak: w 1957 roku moja firma Trans-World Mining postanowiła rozszerzyć rynek dla naszego głównego produktu – platyny. Znacznie zwiększyliśmy wydobycie, stąd konieczne stało się zwiększenie sprzedaży. Uznaliśmy, że platyna może być w większym stopniu niż dotychczas używana do wyrobu biżuterii. Kupiliśmy znaną firmę wyrabiającą biżuterię. Przeprowadziliśmy eksperymenty polegające na stopieniu platyny z innym metalem, i udało się nam uzyskać bardzo piękny a zarazem praktyczny stop.

Sędzia Faber przerwał oskarżonemu:

– Panie Akins, proszę pozwolić mi przerwać na moment. O ile dobrze pana zrozumiałem to, co pan do tej pory nam powiedział, byliście przedsiębiorstwem wydobywczym, a następnie zajęliście się wyrobem biżuterii z platyny?

– Tak Wysoki Sądzie, tak właśnie było. Wyrób biżuterii okazał się dużym sukcesem, ale w miarę upływu lat zaobserwowaliśmy bardzo dziwną rzecz.

Sędzia zaciekawiony wychylił się do przodu. Na sali panowała całkowita cisza.

– Wyrabialiśmy małe krążki z ornamentem po obu stronach. Każdy krążek miał dziurkę przy krawędzi, ponieważ chcieliśmy, aby mógł być używany jako wisiorek. Sprzedawaliśmy je po 50, 100 i 200 dolarów za sztukę. Szczerze mówiąc, nie oczekiwaliśmy, że uda nam się ich dużo sprzedać. Ale z czasem zaczęło się dziać coś niezwykłego. Jak powiedziałem, na początku nie oczekiwaliśmy, że sprzedaż tych małych, zwykłych, ozdobnych krążków będzie wysoka. Jednak w miarę upływu lat okazało się, że przewyższyła sprzedaż wszystkich innych ozdób wyrabianych przez naszą firmę! Nie potrafiliśmy tego zrozumieć. Te małe krążki – pierwotnie w cenie od 50 do 200 dolarów, a później droższe, bo cena platyny rosła razem ze wszystkimi innymi cenami – szły jak świeże bułeczki. Było tak przez cały czas. W końcu zwróciłem się do agencji badania rynku, aby ustaliła przyczynę tak dużej sprzedaży krążków.

Karol Akins przerwał i zwilżył wargi. Wśród publiczności panowała cisza, ale wyczuwało się napięcie. Chociaż nikt nie miał wątpliwości, jaki będzie wyrok, to było rzeczą fascynującą słyszeć tę historię z ust jej bohatera, który nie mógł przecież sądzić, że wyzwanie jakie rzucił rządowi, ujdzie mu bezkarnie.

Akins kontynuował.

– Odkryliśmy, że ludzie zaczęli traktować platynowe krążki jako swego rodzaju inwestycję. Obawiali się, że rząd okaże się niewypłacalny. Rząd wyemitował bowiem tony papierowych pieniędzy, które nie miały pokrycia w złocie. Nie można było wymienić ich na złoto.

Prokurator Spear ponownie poderwał się ze swojego miejsca. Kiedy patrzył na oskarżonego, w jego oczach widać było pogardę.

– Wysoki Sądzie, oskarżony chce nam zamydlić oczy. Te wywody o pieniądzu papierowym i złocie są po prostu śmieszne. Oskarżony całkowicie pomija istotę sprawy, a mianowicie, jaki napis był umieszczony na tych monetach.

Mały pan Akins nie wyglądał już na onieśmielonego.

– Wysoki Sądzie teraz ja wnoszę sprzeciw. To nie były żadne monety. Wcale nie mieliśmy zamiaru wyrabiać monet. Na każdym platynowym krążku umieściliśmy napis „Wieczna Miłość”. Sądziliśmy, że krążki będą służyć jako upominki. Jednakże wielu ludzi interpretowało ten napis jako „Wieczną Wartość”. Potem krążków zaczęto używać w handlu; ludzie rozpoznawali czystość stopu i mieli doń zaufanie. Posiadały dla nich realną wartość nie tylko jako ozdoby, ale również jako środek wymiany. Coraz więcej wchodziło ich do obiegu handlowego, i to nowe zastosowanie sprawiało, że ich wartość dodatkowo rosła. Ludzie zaczęli je gromadzić i traktować jako rodzaj oszczędności. Nasza produkcja wzrosła kilkukrotnie. Praktycznie zrezygnowaliśmy z produkcji innych wyrobów platynowych. Ludzie chcieli krążków. Po prostu domagali się ich coraz więcej.

Akins przerwał znowu. Wydawało się, że czeka na sprzeciw prokuratora albo na prośbę sędziego o dodatkowe wyjaśnienia. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Zarówno sędzia, jak i prokurator byli całkowicie pochłonięci słuchaniem historii, którą opowiadał. Akins kontynuował ze wzrastająca pewnością siebie. Tu był na dobrze sobie znanym terenie. Postanowił – nie zważając na skutki – trzymać się przyjętej linii obrony.

– Rzecz jasna, po to prowadziliśmy interes, aby osiągać zyski. Jednakże zaczęliśmy patrzeć szerzej i dostrzegać, jaka jest ogólna sytuacja monetarna i jakie skutki ma dla pieniądza polityka rządu. W końcu zdecydowaliśmy, że oprócz sprzedaży platynowych krążków, uczynimy je także podstawą naszej księgowości i rachunkowości. Zrobiliśmy je naszą prywatną jednostką pieniężną i zaczęliśmy używać jako środka wymiany. Oczywiście, bardzo szybko dostaliśmy ostrzeżenie z Departamentu Skarbu. Ale nic nie mogli zrobić, po prostu nic. I nawet nie próbowali. Ale ponieważ wartość papierowego pieniądza stale malała, w końcu postanowili obwinić o to nas, Trans-World Mining. Inflacja rosła i rosła, a platynowe krążki zachowywały swoją wartość. Ludzie trzymali je tak jak trzymali złoto wówczas, kiedy wolno im było je kupować. Papierowy rządowy pieniądz stale tracił na wartości.

W głosie pana Akinsa pobrzmiewała nuta zarówno tryumfu, jak i desperacji.

– To, co się działo, było wręcz niesamowite. Zapanował nieopisany zamęt. Ludzie jak szaleni kupowali coraz więcej platynowych krążków. Podczas gdy wartość papierowych pieniędzy cały czas malała, wartość krążków stale rosła. Stały się jedynym zdrowym środkiem wymiany w kraju. Ludzie zrozumieli, że zdrowa waluta jest tak samo ważna, jak sama wolność. Pojęli, że nie ma prawdziwej wolności bez prawdziwego pieniądza.

Pan Akins przerwał na chwilę.

– Ale rząd potrzebował kozła ofiarnego i jego rolę wyznaczyli mnie. Na mnie chcą zrzucić swoją winę.

Nie będziemy zanudzać czytelników pytaniami, jakie zadawał oskarżonemu prokurator Arnold Spear. Było oczywiste, że chce jak najszybciej uzyskać wyrok skazujący. Rzucał na oskarżonego gromy, przyrównał go do zdrajcy ojczyzny, który montuje spisek mający doprowadzić ją do upadku. Akins był, według niego, pijawką pod względem moralnym, a pod względem prawnym kimś jeszcze gorszym. I tak przez całą mowę końcową miotał epitety i mnożył zarzuty.

Nie wiemy, jaki będzie werdykt. Przysięgli ciągle jeszcze obradują.

Przeł. Tomasz Gabiś
Pierwodruk: „Nowy Świat”, 22-23 lutego 1992 r.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułHeil Pogo!
Następny artykułEkshumacje i „ekshumacje”
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/