Ekshumacje i „ekshumacje”

0

Rozgorzała ostatnio dyskusja na temat masakry w Jedwabnem, a to za sprawą osób domagających się pełnej ekshumacji szczątków ofiar, tak aby można było ustalić dokładną liczbę zamordowanych, przyczyny ich śmierci oraz inne okoliczności tego wydarzenia a nawet zidentyfikować ofiary. Właściwie słowo „ekshumacja” nie jest tu chyba całkiem ścisłe, ponieważ oznacza ono wydobycie zwłok z grobu, w którym zmarły został pochowany zgodnie z przepisami prawa i/lub przepisami religijnymi. Wymagane jest wówczas odpowiednie zezwolenie i postępowanie według określonej procedury. W Jedwabnem jak i w innych miejscowościach, w których doszło do masakr na Żydach, mieliśmy do czynienia z zakopaniem przez morderców zwłok zamordowanych, dlatego procedura ich wydobycia z ziemi i oględzin miejsca przestępstwa przebiega z udziałem policji, ekipy kryminalistycznej i prokuratora (tutaj także archeologów), podobnie jak dzieje się to w innych przypadkach odnalezienia zakopanych w ziemi ludzkich zwłok. Żadnych pozwoleń i niczyich zgód wówczas nie potrzeba – ewentualne problemy mogą się pojawić dopiero po oficjalnym pochowaniu zmarłego na cmentarzu.

Wydaje się więc czymś całkowicie niezrozumiałym powoływanie się na religijne przepisy judaizmu, które mają uniemożliwiać wydobycie szczątków, ponieważ stanowiłoby to „naruszanie spokoju zmarłych”. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że religijne zastrzeżenia i opory mogą odnosić się do zmarłych pogrzebanych na cmentarzach zgodnie z zasadami religijnymi i przepisami prawa, a nie do zwłok, które zostały po prostu zakopane przez morderców w dołach – one powinny dopiero zostać z tych dołów wydobyte, zbadane przez biegłych medyków sądowych i antropologów, a następnie pochowane na cmentarzu ewentualnie w innym miejscu zaaprobowanym przez instancje państwowe i/lub religijne. Czytam w artykule prasowym, że wykopywanie zwłok jest sprzeczne z religią żydowską i że szczątków nie wolno podnosić, a nawet dotykać. Chodzić tu może jedynie o „wykopywanie zwłok z grobów” na cmentarzach, a przecież miejsca zakopania przez morderców zwłok zamordowanych nie są rzeczywistymi grobami czy miejscami pochówku (choć potocznie mówimy np. o „masowych grobach”), lecz „dołami śmierci”.

Warto może w tym kontekście przypomnieć historię jednej z najsłynniejszych „ekshumacji” w historii Izraela – „ekshumacji” obrońców Masady. Każdy, kto interesuje się historią Żydów, zna heroiczną walkę obrońców Masady opisaną przez Józefa Flawiusza w Wojnie żydowskiej. Twierdza Masada stała się schronieniem dla żydowskich rebeliantów walczących z Rzymianami. W 75 roku dziesiąty legion otoczył Masadę, w której przebywało 960 osób, w tym kobiety i dzieci. Obrońcy popełnili zbiorowe samobójstwo – jak za Flawiuszem przyjęto nauczać dzieci w Izraelu. Widząc, że twierdzy nie da się obronić, przywódca obrońców Masady Eleazar przekonał swoich ludzi, iż lepiej zginąć niż wpaść w ręce Rzymian. Jak opisuje Józef Flawiusz, wybrano losowo 10 mężczyzn, z których każdy zabił mieczem 95 ludzi – mężczyzn, kobiety i dzieci. Po dokonaniu tego krwawego dzieła wylosowali oni spośród siebie jednego, który zabił pozostałych dziewięciu. Ten, który jako ostatni pozostał przy życiu, podpalił pałac i przebił się mieczem. Kiedy, oczekujący zaciekłego oporu, Rzymianie, wdarli się do twierdzy, znaleźli jedynie trupy jej obrońców.

Tragiczny finał obrony Masady wszedł do historii Żydów i ich narodowej pedagogiki jako symbol najwyższego heroizmu i niezłomnej woli niepodległości. Czy jednak wersja podana przez Józefa Flawiusza jest prawdziwa? Wyniki badań archeologicznych każą w to wątpić. Shay Cohen w artykule Masada – Literary Tradition, Archeological Remains and the Credibility of Josephus (“Journal of Jewish Studies”, wiosna-lato 1982) udowodnił, że nie. Nie potwierdzają jej badania archeologiczne, nie ma żadnego dowodu na to, że obrońcy Masady podjęli wspólnie i w pełnym porozumieniu dramatyczną decyzję o samobójstwie i ją wykonali. Analizując relację Józefa Flawiusza, Cohen wskazuje na nieprawdopodobieństwa i sprzeczności w niej zawarte i dochodzi do wniosku, że mamy do czynienia z kombinacją fikcji inspirowanej literackimi i propagandowymi motywami oraz niemożliwych do weryfikacji domysłów. Oczywiście, nie oznacza to, że narracja żydowskiego historyka jest oparta wyłącznie na wykorzystaniu literackich toposów. Z pewnością zawiera ona pewne historyczne jądro, gdyż przypadki samobójstw wśród Żydów rzeczywiście miały wówczas miejsce.

Według Cohena, niektórzy z obrońców Masady mogli popełnić samobójstwo (wraz z rodzinami), inni walczyli do końca i zostali zabici przez Rzymian, inni próbowali ukryć się i uciec. Nigdy natomiast nie nastąpiło zaplanowane i przeprowadzone metodycznie zbiorowe samobójstwo wszystkich znajdujących się w twierdzy ludzi. Płomienne mowy wygłoszone przez Eleazara są – według Cohena – w całości dziełem Józefa Flawiusza. Pisanie mów dla swoich bohaterów było bowiem zgodne ze zwyczajem starożytnych autorów. W konkluzji swojego artykułu Cohen stwierdza, że opis ostatnich chwil przed upadkiem Masady podany przez żydowskiego historyka to mocno udramatyzowana, pełna przesady wersja wydarzeń, która została wymodelowana przez niego na wzór innych epizodów z historii wojny żydowsko-rzymskiej, wzbogacona przez czysto fikcyjne elementy i motywy zaczerpnięte z grecko-rzymskiej tradycji historiograficznej i literackiej oraz skomponowana w sposób przydatny dla osiągnięcia pewnych polityczno-propagandowych efektów. Wersja ta stała się podstawą mitu Masady, który odgrywał i odgrywa nadal ważną rolę w narodowej pedagogice żydowskiej.

Poszukiwania archeologiczne prowadzone na terenie Masady w pierwszej połowie lat 60. XX stulecia doprowadziły do odkrycia w jaskini poniżej południowego urwiska 25 (ewentualnie 24) szkieletów. Nadzorujący wykopaliska znany archeolog Yigael Yadin, uznał, że są to szczątki obrońców Masady, których zwłoki wrzucili tam Rzymianie. Tę opinię przedstawił w skierowanej do szerokiej publiczności książce Masada: Herod‘s Fortress and the Zealots‘ Last Stand (Jerozolima 1966).

Początkowo izraelskie Ministerstwo ds. Wyznań chciało, aby szczątki domniemanych obrońców Masady pochowane zostały na cmentarzu na Górze Oliwnej w Jerozolimie. Za przeniesieniem tam szczątków opowiedzieli się też naczelni rabini. Ale Yadin sprzeciwił się temu i opowiedział za pochowaniem ich w jaskini, gdzie zostały znalezione. Utworzona pospiesznie komisja ministerialna zarządziła, że szczątki mają zostać pochowane na terenie Masady, ale nie w jaskini, lecz u podnóża rampy zbudowanej przez Rzymian. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 7 lipca 1969 roku. Przewodniczył im naczelny kapelan armii izraelskiej rabin Szlomo Goren. Szczątki zostały pochowane z pełnymi honorami wojskowymi. W uroczystościach uczestniczyli liczni dygnitarze państwowi m.in. członek Knesetu Menachim Begin. Profesor Yadin odczytał fragment ostatniej mowy Eleazara (napisanej, jak uważa Shay Cohen, przez Józefa Flawiusza). W 25 lat później 4 września 1994 roku na terenie dawnej twierdzy odsłonięto grobowiec Obrońców Masady – 12 kamieni symbolizujących 12 plemion Izraela.

Jak widać nikt, łącznie z naczelnymi rabinami, nie sprzeciwiał się wydobyciu i przeniesieniu szczątków z jaskini i pochowaniu ich w innym miejscu czy to na Górze Oliwnej w Jerozolimie, czy u podnóża rampy. Nikt też nie twierdził, że jest to sprzeczne z „prawami religii żydowskiej”, kiedy ludzkie szczątki znalezione w Masadzie przewożono na Wydział Anatomiczny Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, gdzie zostały poddane analizie anatomopatologicznej przez doktora Nicu Haasa. Jest to całkowicie zrozumiałe. Dopiero od momentu pochowania szczątków w 1969 r., mogłyby – gdyby ktoś chciał przeprowadzić ekshumację – pojawić się kontrowersje i protesty motywowane względami religijnymi.

Czy jednak ludzkie szczątki pochowane uroczyście w 1969 roku były naprawdę szczątkami obrońców Masady? Archeolog izraelski Joseph Zias w artykule Whose Bones? („Biblical Archeology Review”, listopad/grudzień 1998) uważa, że nie. Jak pisze, między innymi dzięki wykopaliskom Yadina, Masada stała się metaforą państwa żydowskiego, którego mieszkańcy wolą umrzeć, niż żyć w niewoli. Refrenem państwowej propagandy w Izraeli stały się słowa: „Nigdy więcej Masada nie upadnie”, czyli nigdy nie upadnie państwo żydowskie. Neil Silberman w swojej książce o Yadinie A Prophet from Amongst You (1993) zauważył, że Yadinem kierowały motywy ideologiczne i że jego przemożne pragnienie znalezienia szczątków obrońców Masady brało się stąd, iż chciał koniecznie potwierdzić namacalnymi dowodami heroiczną wersje wydarzeń podaną przez Józefa Flawiusza. Zias cytuje jednak wypowiedzi archeologa świadczące o tym, że nie był on całkiem pewny, czy wykopane szczątki rzeczywiście były szczątkami obrońców Masady. Zapewne przeważyła presja polityczna ze strony władz, które chciały wykorzystać ich odkrycie dla celów propagandowych. Yadin zgodził się na oficjalny, uroczysty pogrzeb i poszedł na kompromis, rezygnując z pierwotnej koncepcji dokonania cichego pochówku w jaskini. Nie zgodził się jednak na przeniesienie szczątków poza teren Masady.

Zias pisze, że plotki o tym, iż szczątki znalezione przez Yadina nie są szczątkami obrońców Masady, od wielu lat krążyły w środowisku żydowskich archeologów. Być może te wątpliwości sprawiły, że do tej pory nie opublikowano końcowego raportu z badań przeprowadzonych w jaskini. Nie ma też pełnej dokumentacji odkrycia (fotografie, szkice, notatki robione w trakcie prac etc.). Szczegółowe wyniki analizy anatomopatologicznej dokonanej na Wydziale Anatomicznym Uniwersytetu Hebrajskiego nie zostały nigdy opublikowane. Dr James D.Tabor z Uniwersytetu Północnej Karoliny spędził kilka lat na bezowocnych próbach dotarcia do nich. Jednak w końcu stwierdził, że właściwie nie wiemy nic: nie wiemy, kim byli pochowani, kiedy umarli i jak umarli, w jakim byli wieku.

W swoim artykule opublikowanym na łamach „Biblical Archeology Review” Joseph Zias twierdzi, że nie wiemy także, ile właściwie szkieletów odnaleziono. Jego zdaniem podana przez Yadina liczba 25 jest przesadzona. Współpracownik Yadina Yoram Tsafir, który badał jaskinię, zanotował w swoim dzienniku terenowym, że widział od 10-15 szkieletów. Na fotografii zrobionej po uważnym i pełnym przeszukaniu jaskini, widać tylko pięć czaszek. Wspomniany wyżej dr Haas skatalogował 220 kości – ponieważ szkielet dorosłego człowieka zawiera 206 kości, to oznaczałoby to, że brakuje 96 % kości. Dodatkowym czynnikiem utrudniającym policzenie szkieletów, jest fakt, że – jak pisze Zias – w czasie pogrzebu w 1969 roku szczątki umieszczono w trzech trumnach. Jest rzeczą absolutnie niemożliwą, żeby w trzech trumnach zmieściło się 27 szkieletów (24 + trzy z innego miejsca w Masadzie). Pozostaje zagadką, czy odnalezionych szkieletów było w rzeczywistości mniej czy też zostały – jak w 1967 roku publicznie oświadczył deputowany do Knesetu Szlomo Lorinez – wywiezione za granicę. Raczej to pierwsze.

Zdaniem Ziasa, wszystko wskazuje na to, iż wątpliwości w kwestii, czyje szczątki znalezione zostały w Masadzie ( spowodowane m.in. odkryciem w jaskini również kości świń), były uzasadnione. Z dokładnej analizy materiałów, które były znane już wcześniej, jak również z materiałów udostępnionych po latach przez Yorama Tsafira, wynika, iż najprawdopodobniej w jaskini pochowano rzymskich żołnierzy – po zdobyciu Masady stacjonował tam przez wiele lat rzymski garnizon. Także analiza stratygraficzna wykazuje, że zwłoki znalezione w jaskini pochodzą z późniejszego okresu. Obecność świńskich kości wyjaśnić można rzymskimi zwyczajami pogrzebowymi, do których należało złożenie ofiary ze zwierząt Gdyby hipoteza Ziasa, potwierdziła się, znaczyłoby to, że w 1969 roku nie pochowano uroczyście obrońców Masady, ale rzymskich legionistów. I to po raz drugi.

Sprawa odnalezienia szczątków „obrońców Masady” pokazuje jak ważne jest właśnie wydobycie i zbadanie szczątków ofiar masakry w Jedwabnem oraz w innych miejscowościach (Radziłów, Wąsosz, Szczuczyn, Suchowola itd.). Dotyczy to także innych tragicznych wydarzeń i zbrodni np. rzezi wołyńskiej czy rzezi Ormian. Swego czasu tureccy politycy i historycy zaproponowali Ormianom, aby powołać wspólną komisję, która zbadałaby sprawę rzezi z lat 1915-1917, łącznie z przeprowadzeniem „ekshumacji” ofiar w miejscach, gdzie miało ich najwięcej zginąć. Dzisiaj mamy do dyspozycji nowoczesne georadary, bardzo pomocne przy tego rodzaju pracach. Można też wykonać zdjęcia lotnicze danego terenu – dzięki tej metodzie możliwe jest wykrycie fundamentów dawno zapomnianych budowli, ukrytych pod ziemią ruin, cmentarzy zaoranych przed wiekami. Zatem dokładna lokalizacja miejsc pogrzebania ciał ofiar nie powinna przysporzyć większych trudności.

Na propozycję Turków strona ormiańska odpowiedziała, że nie ma czego badać, ponieważ wszystko jest już doskonale wiadome! A przecież z tym – jakże nienaukowym i sprzecznym z dążeniem do prawdy historycznej – podejściem, nie zgodziłoby się grono znamienitych historyków takich jak Mary Schaeffer, Paul Dumont, Gwynne Dyer, Edward J. Erickson, Michael M. Gunter, Eberhard Jäckel, Bernard Lewis, Guenter Lewy, Justin McCarthy, Heath Lowry, którzy uważają, iż nie należy bezkrytycznie akceptować ormiańskiej wersji wydarzeń, ponieważ – podobnie zresztą jak wersja turecka – przykrojona jest pod polityczne zapotrzebowanie. Rzetelny historyk nie powinien opowiadać się za którąkolwiek ze stron zażartego sporu, który toczą, jak to złośliwie ujął Gwynne Dyer, tureccy „fałszerze” i ormiańscy „oszuści”. Ale i jedni, i drudzy powinni zostać wysłuchani.

Tomasz Gabiś

www.tomaszgabis.pl
Napisz do autora na adres: tomasz.gabis@gmail.com

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAnna Streżyńska i „Wieczna Miłość”
Następny artykułJak utrzymać żelaznego drwala pod kontrolą, czyli o autonomicznych systemach bojowych
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/