Niemieckie zagrożenie. Czy napływ imigrantów może doprowadzić do „upadku cywilizacji europejskiej”?

0
Spis treści:

Wstęp: złowieszcze prognozy
Konflikty społeczne
Wzrost przestępczości
Niższy poziom świadczeń socjalnych
Wzrost nierówności etnicznych
„Urasowienie” polityki
Ograniczenie swobód obywatelskich
Korzyści? Argumenty za otwartymi granicami
Czy Europa przetrwa?

Wstęp: złowieszcze prognozy

Nazywam się Frank Salter. Jestem Australijczykiem, zajmuję się etologią polityczną, to znaczy badam społeczeństwo i politykę, uwzględniając aspekt biologiczny. Większość życia zawodowego spędziłem jako badacz w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech oraz wykładowca na uczelniach niemieckich i w innych krajach europejskich, a także w Stanach Zjednoczonych. Zajmuję się między innymi badaniem solidarności etnicznej, konfliktów na tle etnicznym oraz ich wpływu na demokratyczne państwa opiekuńcze.

Chcę tu omówić złowieszcze prognozy dotyczące napływu olbrzymiej liczby imigrantów i uchodźców z Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji, którzy przybywają do Niemiec i innych państw europejskich. Po przybyciu na kontynent europejski, ruszają oni w różnych kierunkach, przekraczając stare granice państwowe, których, od czasu podpisania traktatu z Schengen, nikt nie strzeże. Niektórzy uważają, że pomimo ogromu dobrej woli i gościnności, okazywanych przez rzesze Niemców i innych Europejczyków, może to doprowadzić do upadku cywilizacji europejskiej. Takie prognozy pojawiają się w wypowiedziach nie tylko ideologów antyimigracyjnych, lecz także umiarkowanych polityków.

Przykładem takiego polityka może być Tony Abbott, do niedawna premier Australii. Przemawiając w Londynie, Abbott wezwał Europę do zamknięcia swoich granic dla uniknięcia „katastrofalnego błędu”. Dodał, że ochrona granic „będzie wymagała wykazania się siłą charakteru; będzie też wymagała ogromnego wysiłku logistycznego i dużych nakładów finansowych; będzie się kłócić z naszymi sumieniami – mimo wszystko jest to jedyna metoda powstrzymania ludzkiej fali napierającej na Europę, która może na zawsze odmienić ten kontynent. [1] Co ciekawe, ani Abbott, ani inni komentatorzy nie wyjaśniają, dlaczego napływ imigrantów miałby być tak groźny. Zresztą Angela Merkel również nigdy nie wyjaśniła, dlaczego należy otworzyć granice. Czy kiedykolwiek pokazała jakąś realistyczną, przejrzystą ocenę kosztów i korzyści, które by się z tym wiązały? W tym artykule próbuję dokonać takiej oceny, odwołując się do badań pokazujących, jak różnorodność etniczna przyczynia się do konfliktów społecznych i wzrostu przestępczości, podkopania systemu opieki społecznej, zaostrzenia nierówności etnicznych, podporządkowania polityki kwestiom rasowym oraz do ograniczenia wolności obywatelskich. Owe koszty zestawiam następnie z korzyściami związanymi z ogromnym napływem imigrantów z Trzeciego Świata, o których zapewnia Angela Merkel i jej zwolennicy.

Konflikty społeczne

Tragiczne wydarzenia ostatnich tygodni, takie jak na przykład ataki terrorystyczne w Paryżu, wskazują na najbardziej oczywiste i bezpośrednie zagrożenie. Znaczna większość przybyszów to muzułmanie. Większość muzułmanów nie ma nic wspólnego z terroryzmem, ale większość zamachowców to muzułmanie. Ogólnie mówiąc, wzrost różnorodności etnicznej zwiększa prawdopodobieństwo, że któraś mniejszość zakwestionuje politykę zagraniczną rządu. Do tragedii dochodzi nawet wtedy, gdy do przemocy ucieka się tylko niewielka grupa osób kontestujących poczynania rządu.

Terroryzm nie jest jednak najważniejszym zagrożeniem wynikającym z napływu imigrantów. Najistotniejszym niepożądanym efektem będzie zerwanie psychologicznej więzi narodowej, wskutek czego obywatelstwo stanie się tylko pozbawionym treści terminem prawnym. Stanie się tak dlatego, że wzrostowi różnorodności [etnicznej – WF] towarzyszy nie tylko nasilenie się przemocy, np. w formie terroryzmu i wojny domowej, lecz także utrata spójności społecznej. Zacznijmy jednak od przemocy.

Liczne badania pokazują, że im bardziej zróżnicowane etnicznie jest społeczeństwo, tym większe występuje w nim ryzyko konfliktu i tym trudniej jest osiągnąć jego jedność. Prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu jest w społeczeństwie homogenicznym mniejsze niż w społeczeństwie wieloetnicznym. Naukowcy podjęli próby ścisłego określenia tego prawdopodobieństwa. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku Rudolf Rummel z University of Hawaii przeprowadził badania w różnych krajach całego świata. Zmierzył wpływ 109 zmiennych na poziom grupowych aktów przemocy w jej najostrzejszych przejawach, takich jak partyzantka i wojna domowa, w latach 1932–1982, czyli w ciągu 50 lat. Okazało się, że jedna piąta tych aktów zależała od jednej zmiennej, a mianowicie od liczby grup etnicznych w społeczeństwie; konflikt miał jeszcze ostrzejszy przebieg, gdy antagoniści wyznawali odmienne religie.[2] Wniosek ten jest istotny w odniesieniu do obecnej sytuacji, kiedy masy muzułmanów napływają do Europy, której mieszkańcy są w większości chrześcijanami lub ateistami. Natomiast przedmiotem badania nowoczesnych społeczeństw przeprowadzonego przez fińskiego socjologa Tatu Vanhanena był konflikt zdefiniowany szerzej, a więc obejmujący – oprócz przemocy o podłożu etnicznym i wojny domowej – również dyskryminację oraz partie i grupy interesów o charakterze etnicznym. Odwołując się teorii ewolucji Vanhanen sformułował hipotezę, że większa różnorodność przyczynia się do zwiększenia liczby konfliktów. Badania przeprowadzone w 176 społeczeństwach pokazały, że w 2010 roku przyczyną konfliktów etnicznych na całym świecie była w dwóch trzecich różnorodność etniczna. [3] Inaczej mówiąc, główną przyczyną tego, że jakiś kraj rozdzierają konflikty etniczne – podczas gdy w innych panuje pokój – jest zróżnicowanie etniczne jego mieszkańców.

Z różnorodnością etniczną wiąże się ponadto słabsza współpraca i redukcja „kapitału społecznego”, czyli mniejsza skłonność do udzielania wsparcia innym. Wraz ze wzrostem heterogeniczności spada przynależność do klubów i zaangażowanie w działalność społeczną. Ludzie żyją w większej izolacji i mają mniejsze zaufanie do innych. Zjawisko to występuje z największą siłą w tych lokalnych społecznościach, w których ludzie stykają się z innymi grupami etnicznymi. [4] Innymi słowy, przyczyną konfliktów etnicznych nie jest niewiedza lub izolacja, lecz właśnie kontakt z innymi kulturami, na przykład z obcokrajowcami przybywającymi w dużej liczbie na terytorium należące do rdzennych mieszkańców.

Rząd niemiecki powinien być świadom tego, że różnorodność etniczna prowadzi do konfliktów społecznych, ponieważ tę prawidłowość badały m.in. niemieckie ośrodki naukowe. Na przykład, etolog Irenäus Eibl-Eibesfeldt, profesor w Towarzystwie Maxa Plancka, oraz jego koledzy, wśród których wymienię Johana van der Dennena z Uniwersytetu w Groningen w Holandii, przez dziesiątki lat badali wpływ mieszania kultur na etnocentryzm i ksenofobię występujące w dużych anonimowych społecznościach. Obaj naukowcy przestrzegali, że mieszanie na dużą skalę grup etnicznych osłabia stabilność społeczną i może zburzyć pokój wewnętrzny.

Niektóre badania, jakie tu omawiam, odwoływały się do psychologii i socjologii ewolucyjnej. To ważne narzędzie interpretacyjne przez długi czas wykluczone było z nauk społecznych. Psychika człowieka rozwijała się w grupach etnicznie homogenicznych. Z tego punktu widzenia różnorodność etniczna, którą obecnie narzucają elity, jest w przebiegu ewolucji czymś nienaturalnym. W świetle teorii ewolucji ów nienaturalny poziom zróżnicowania etnicznego odpowiada częściowo za konflikt, który teraz obserwujemy. Innym potwierdzeniem owej hipotezy ewolucyjnej jest to, że, jak się okazuje, różnorodność genetyczna – będąca czymś innym niż różnorodność kulturowa – koreluje z konfliktem społecznym. Grupa etniczna reprezentuje określoną pulę genetycznych podobieństw, [5] toteż mieszanie różnych pul genetycznych prowadzi do wzrostu różnorodności genetycznej w społeczeństwie i nasilenia się konfliktów, co potwierdzono w nowych badaniach o zasięgu światowym. [6]

Czynniki kulturowe, gospodarcze i historyczne oddziałują silniej niż zróżnicowanie genetyczne, co może być pomocne w wyjaśnieniu przypływu dobrej woli, którą Niemcy, Szwedzi i inne narody europejskie okazały uchodźcom syryjskim w 2015 roku. W krótkim okresie czasu czynniki te podlegają jednak dużym fluktuacjom, podczas gdy osłabienie wpływu czynników genetycznych może wystąpić dopiero po wielu pokoleniach.

Wzrost przestępczości

Przestępstwo to konflikt, w którym agresor łamie prawo. Rejestr przestępstw popełnionych w Europie przez imigrantów spoza tego kontynentu jest przygnębiający. Niepokojący jest fakt, że we Francji, kraju, w którym mieszka największa społeczność muzułmańska w Europie, powstaje coraz więcej zakazanych dzielnic, gdzie policja odważa się wkraczać tylko w dużych oddziałach. Ponadto we Francji i Wielkiej Brytanii dochodzi dziś do rozruchów charakteryzujących się taką gwałtownością i ostrością, że policja nie jest w stanie ich opanować. Nasilenie i długotrwałość tych konfliktów pozwala określić je jako swego rodzaju powstania.

Imigranci z obszarów o odmiennych kulturach napływają i izolują się od reszty społeczeństwa, kolejne pokolenia dorastają i starzeją się, co z czasem prowadzi do wykształcenia się społeczeństw równoległych. Hojna opieka społeczna i multikulturalizm zwiększają przestępczość, rosnącą często w drugim pokoleniu. W latach 1997–2013 w angielskim mieście Rotherham w South Yorkshire złożona głównie z muzułmanów pochodzenia pakistańskiego grupa przestępców wykorzystywała seksualnie białe dziewczęta. Wielokrotnie gwałcono lub molestowano seksualnie prawie 1400 dziewcząt; niektóre z nich miały 12 lat.

Doświadczenia szwedzkie i duńskie również mogą dać pojęcie o tym, co może czekać Niemcy po przyjęciu bez selekcji imigrantów z krajów o odmiennych kulturach. W Szwecji większość oskarżonych o morderstwo, gwałt lub kradzież to imigranci, mimo ze stanowią oni tylko 16 procent ludności.[7] W Danii imigranci z różnych krajów popełniają znacznie więcej przestępstw niż rodowici Duńczycy. Odnosi się to zwłaszcza do imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki.[8] Najwyższe wskaźniki przestępczości zanotowano wśród dzieci imigrantów spoza krajów cywilizacji zachodniej.

Przestępcy w wieku 15–19 lat byli nadreprezentowani wśród imigrantów o 93 procent, w wieku 20–29 lat o 130 procent, w wieku 30–39 lat o 135 procent. We wszystkich kategoriach wiekowych odsetek rodowitych Duńczyków był niższy niż ich procentowy udział w społeczeństwie. Dane dotyczące Niemiec są trudniej dostępne, jednak niepotwierdzone źródła podają, że w 2011 roku osoby ubiegające się o azyl [9] popełniły 3,3 procent wszystkich przestępstw, czyli wielokrotnie więcej niż wynosi ich odsetek w populacji. W 2014 roku ten wysoki odsetek wzrósł nagle do 7,7 procent. W tym samym okresie liczba napadów i kradzieży sklepowych w całych Niemczech wzrosła ponad dwukrotnie. [10]

Niższy poziom świadczeń socjalnych

Nie ulega wątpliwości, że napływ milionów ubogich nadweręży budżety opieki społecznej. Europejczycy – którzy przez całe życie zawodowe odprowadzali składki na ubezpieczenie – będą wkrótce finansować opiekę zdrowotną, mieszkania oraz zasiłki dla bezrobotnych i osób w podeszłym wieku – milionom ludzi, którzy nigdy takich składek nie płacili. Jeśli napływ imigrantów nie zostanie przerwany, dojdzie do olbrzymiego transferu bogactwa; o ile system w ogóle przetrwa. Może jednak nie przetrwać, gdyż większość rządów europejskich jest już poważnie zadłużona i musi pokrywać wysokie koszty opieki społecznej. W 2013 roku (nowsze dane są niedostępne) łączny dług publiczny Austrii stanowił 81 procent PKB, Belgii – 104 procent, Francji – 92 procent, Niemiec – 77 procent, Włoch – 128 procent, Hiszpanii 92 procent, Wielkiej Brytanii – 87 procent.[11]

W Szwecji dług publiczny wynosi tylko około 39 procent PKB, ale imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu są dużym obciążeniem budżetu. Stanowią oni 16 procent ludności Szwecji, ale trafia do nich 58 procent pieniędzy z opieki społecznej, co świadczy o tym, że to do nich jest transferowane bogactwo etnicznych Szwedów. [12] Nie jest to dobra inwestycja, gdyż około 48 procent imigrantów w wieku produkcyjnym to bezrobotni. Nawet po piętnastu latach pobytu w Szwecji 40 procent z nich nie pracuje.

Tymczasem opieka społeczna jest jeszcze bardziej zagrożona niż mogłyby sugerować te przykłady. Badania przeprowadzone w niemieckim Towarzystwie Maxa Plancka pokazują, że zmiany w składzie etnicznym społeczeństwa, dokonujące się za sprawą imigracji, spowodują zmianę postaw podatników, a mianowicie spadek ich motywacji do wspierania systemu opieki społecznej. Porównanie systemów opieki społecznej w różnych krajach świata wskazuje na to, że wraz ze wzrostem różnorodności etnicznej poziom świadczeń socjalnych spada. [13] Obniża się nie tylko poziom tych świadczeń, lecz w ogóle jakość wszystkich usług, opartych na podatkach przeznaczanych na dobra publiczne. Zjawisko to występuje także w obszarze współpracy z policją, organizacjami charytatywnymi, instytucjami medycznymi i wojskowymi etc.

Jeszcze bardziej odczuwalne jest ograniczenie pomocy międzynarodowej, czyli zagranicznej pomocy społecznej. Jest ona silnie negatywnie skorelowana z różnorodnością etniczną. [14] Trudno sobie wyobrazić tragiczniejszy paradoks. Przyjęcie dużej liczby imigrantów przybywających do Europy z krajów odmiennych kulturowo, by skorzystać z rozbudowanej opieki społecznej, powoduje, że państwa europejskie nie tylko ryzykują pogorszeniem poziomu opieki społecznej dla rdzennych mieszkańców i dla imigrantów, lecz także ograniczeniem pomocy państwom, z których owi imigranci przybywają. Jest to strategia, w której wszyscy są stratni (lose-lose strategy).

Wzrost nierówności etnicznych

Nierówności etniczne, główna przyczyna konfliktów społecznych, będą się w wyniku napływu imigrantów nasilać. Sytuacja, w której jakaś grupa etniczna przez wiele pokoleń nie osiąga statusu materialnego porównywalnego z innymi grupami, powoduje u niej głęboką frustrację i sprzyja agresywnemu wyrażaniu niezadowolenia. Ta prawidłowość wyjaśnia, dlaczego w drugim pokoleniu imigrantów przestępczość bywa większa niż w pierwszym. Jeszcze raz trzeba podkreślić, że brak wiedzy na ten temat nie sposób usprawiedliwić, ponieważ Niemcy mają własnego eksperta, który bada i objaśnia przyczyny nierówności etnicznych. Thilo Sarrazin był politykiem SPD oraz członkiem zarządu Deutschebanku do 2010 roku, kiedy to opublikował książkę pod tytułem Niemcy likwidują się same (Deutschland schafft sich ab). [15] Sarrazin dokumentuje powolność integracji imigrantów tureckich w społeczeństwie niemieckim i w świecie gospodarki tego kraju, ich ponadproporcjonalną zależność od zasiłków, a także ponadprzeciętną rozrodczość. Wykazuje, że słaba asymilacja to wynik wiary w islam, a gorsze wykształcenie – trwania w etnicznej tradycji. [16] Kiedy opublikowano tę książkę, Angela Merkel była już kanclerzem Niemiec. Potępiła Sarazzina i poparła jego usunięcie z zarządu Deutschebanku, co było zwiastunem radykalizmu i nietolerancji, które zademonstrowała w 2015 roku.

Nie ulega wątpliwości, że obecny napływ imigrantów spowoduje pogłębienie podziałów etnicznych w Niemczech i Europie. Gdyby przyczyny nierówności sprowadzały się do braku umiejętności językowych i słabego wykształcenia, to zanikłyby w ciągu życia jednego lub dwóch pokoleń (co i tak stanowiłoby duże obciążenie dla społeczeństw-gospodarzy). Tymczasem wielu imigrantów pochodzi z regionów od dawna zacofanych pod względem poziomu edukacji i rozwoju gospodarczego, co rodzi niebezpieczeństwo, że nierówności będą utrzymywały się chronicznie, podobnie jak w despotycznych imperiach.[17] Sprowadzając do siebie nową najniższą klasę społeczną, Niemcy i Europa porzucają model egalitarnego społeczeństwa narodowego.

„Urasowienie” polityki

Politykę otwartych drzwi głoszą samozwańczy antyrasiści, tacy jak Angela Merkel i jej sprzymierzeńcy ze skrajnej lewicy. Demonstranci „Antify”, którzy zakrzykują argumenty PEGID-y i innych konserwatystów uważają za oczywiste, że granice powinny być otwarte dla wszystkich przybyszów. Tymczasem rezultatem napływu nowej fali imigrantów jest wzrost znaczenia kategorii rasy w polityce i nasilenie się presji demograficznej odczuwanej przez rdzennych Europejczyków. „Urasowienie” polityki przyjmuje postać sekciarstwa, partii etnicznych, koncepcji wielokulturowości, indoktrynacji szkolnej, poprawności politycznej i akcji afirmatywnej, czyli „pozytywnej dyskryminacji” mającej wyrównywać wyniki. Polityka prowadzona na podstawie kryteriów rasowych jest już widoczna w różnych krajach, m.in. Wielkiej Brytanii, Francji, Stanach Zjednoczonych i Australii.

W całej udokumentowanej historii ludzkości społeczeństwa kontrolowały imigrację, zwłaszcza gdy chodziło o dużą liczbę przybywających z zagranicy. Polityka otwartych drzwi François Hollanda i Angeli Merkel to nieodpowiedzialny eksperyment społeczny, który już wywołuje syndrom „zmęczenia współczuciem” (compassion fatigue znany także jako secondary traumatic stress). Wzrasta poparcie dla partii antyimigracyjnych w Austrii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Danii, Francji, Grecji, na Węgrzech, we Włoszech, Polsce, Słowacji, Szwecji i Szwajcarii.

Wspomniane wcześniej nierówności na tle etnicznym są ważną przyczyną wzrastającego znaczenia kategorii rasy w polityce. W drugim pokoleniu uboższe grupy imigrantów, zwłaszcza te będące bardziej widoczne ze względu na odrębność kulturową i/lub rasową, stają się podatne na radykalizację, której sprzyjają ideologie legitymizujące ich niezadowolenie z sytuacji życiowej. Pomagają one imigrantom zracjonalizować ich niski status ekonomiczno-społeczny i poczucie wyobcowania, interpretując ich położenie jako rezultat rasizmu Białych. Rozsadnikami tych ideologii są uniwersytety, szkoły, media, pracownicy opieki społecznej, politycy i liderzy grup etnicznych.

Ideologie wiktymizmu wzbudzają ponadto poczucie winy i lęk u Białych, ponieważ łączą ich – i tylko ich – tożsamość etniczną z ekstremizmem i faszyzmem [18]. Jest to bezpodstawne, gdyż białe większości są z reguły mniej etnocentryczne niż mniejszości. Mit wiecznie pokrzywdzonej mniejszości służy jako argument na rzecz konieczności zaakceptowania przez białą większość napływu imigrantów na poziomie mogącym na tyle zmienić strukturę etniczną, że można wręcz mówić o wymianie ludności zamieszkującej dane terytorium (replacement level immigration). Ten sposób myślenia jest bardzo rozpowszechniony w krajach anglosaskich i w Europie Zachodniej od czasu rewolucji kulturalnej w latach 60. i 70. XX wieku.

Tymczasem w Niemczech polityka imigracyjna zaczęła nabierać charakteru antydemokratycznego, co jest typowe dla polityki etnicznej w krajach zachodnich. Nie planuje się żadnego referendum, które umożliwiłoby Niemcom decyzję dotyczącą ich losów. Obywatele nie mają nawet szansy – z nielicznymi wyjątkami – by oddać głos przeciw polityce otwartych drzwi w normalnych wyborach powszechnych, ponieważ wszystkie duże partie polityczne tę politykę wspierają. Jeśli ktoś chce mieć wpływ na politykę imigracyjną, musi głosować na nowe partie, których nie przejęły jeszcze grupy interesów.

Ograniczenie swobód obywatelskich

Wzrost różnorodności etnicznej stanowi zagrożenie dla praw obywatelskich. Wszędzie tam, gdzie podstawowa grupa etniczna, pierwotnie określająca politykę państwa, traci kontrolę nad imigracją, lewica i jej klienci reprezentujący mniejszości zaczynają wywierać naciski na rząd, by piętnował „mowę nienawiści” (hate speech), w tym wypowiedzi, które zawierają opinie i opisy konkretnych faktów. Z jednej strony ograniczenie wolności słowa poprzedza imigrację na skalę umożliwiającą wypieranie rdzennej ludności i sprzyja temu procesowi, ale z drugiej jest niewątpliwie skutkiem etnicznej różnorodności.

Ograniczenia dotyczące wolności słowa krępują publiczną debatę. Beneficjentami tych restrykcji są miliony imigrantów zalewające Europę. Ich obecność spowoduje jeszcze większą presję na rządy, by zaostrzyły one sankcje wobec zaniepokojonych białych tubylców Uzasadnieniem takich działań represyjnych będzie wybuch lokalnych konfliktów społecznych, łatwych do przewidzenia i – co więcej – już dziś prognozowanych przez socjologów.

Korzyści? Argumenty za otwartymi granicami

Czy korzyści z obecnej fali imigracyjnej, na które wskazuje Angela Merkel i jej zwolennicy, przeważają nad przedstawionymi tu kosztami? Sześć podstawowych argumentów ma przekonać Niemców do zaakceptowania napływu imigrantów.

Po pierwsze, zdaniem Merkel, Niemcy i Europa mają moralny obowiązek umożliwić osiedlenie się prawdziwym uchodźcom. Oczywiście mamy moralny obowiązek pomagania, ale twierdzenie, że uchodźcy muszą się osiedlić w Europie, jest nie do obrony z dwóch prostych powodów. Po pierwsze, wielu przybyszów to nie uchodźcy, lecz imigranci ekonomiczni. Po drugie, wysokie koszty związane z przyjęciem fali imigrantów, które muszą ponosić Niemcy, pociągają za sobą konieczność uwzględnienia interesów obu stron, a nie maksymalizowania korzyści imigrantów kosztem społeczeństwa gospodarzy. Przecież najważniejszym obowiązkiem rządu, zwłaszcza w ustroju demokratycznym, jest ochrona wyborców. Niemcy i Unia Europejska mogliby zapewnić pomoc uchodźcom w kraju ich ojczyznach lub w bliskim sąsiedztwie.

Drugi argument, którym posługuje się Merkel, to stwierdzenie, że Niemcy mają teraz szansę zrzucenia raz na zawsze dziedzictwa narodowego socjalizmu. Jest to argument niegodny, ponieważ współcześni Niemcy nie są winni ludobójstwa, chyba że zaakceptuje się narodowosocjalistyczną teorię zbiorowej odpowiedzialności opartej na kryteriach rasowych. Bardziej prawdopodobne jest myślenie takie doprowadzi do odwrotnych skutków. Zapewne nasili się szkalowanie etnicznych Niemców, ponieważ Merkel zainicjowała nową epokę „umasowionej” polityki, która przywódcom imigrantów z Trzeciego Świata daje możliwość posłużenia się narracją wiktymizacyjną w celu zamknięcia ust większości.

Trzeci argument sformułował niemiecki minister spraw wewnętrznych w połowie września 2015 roku. [19] Stwierdził mianowicie, że rząd nie miał innego wyboru jak przyjąć każdą liczbę uchodźców, ponieważ artykuł 16, paragraf 1 Ustawy Zasadniczej (Grundgesetz), czyli niemieckiej Konstytucji stanowi, iż: „Osoby prześladowane ze względów politycznych korzystają z prawa azylu”. Jest to argument ściśle prawny, bo, jak zauważyliśmy wcześniej, nie istnieje żaden moralny obowiązek przyjęcia mas imigrantów w Niemczech. Przyjrzyjmy się zatem uważniej prawu. W paragrafie 2 artykułu 16a Grundgesetz czytamy, że paragraf 1. nie dotyczy osób przybywających do Republiki Federalnej „z kraju członkowskiego Wspólnot Europejskich”. [20] Przeważająca większość uchodźców przekraczających granicę Niemiec napływa tam z terytorium innego kraju Unii Europejskiej. Niemcy miały prawo ich nie wpuścić, ale rząd Merkel zawiesił regulację dublińską, która nakazuje odsyłanie imigrantów poszukujących azylu do kraju, w którym przekroczyli granicę UE. [21] Rodzi się pytanie, jak Niemcy mogły pierwotnie zaakceptować tę regulację, skoro była sprzeczna z niemiecką Konstytucją? Jeśli zaś regulacja dublińska zgodna jest z treścią artykułu 16a Konstytucji, to dlaczego tak lekką ręką zawieszono jej obowiązywanie? [22] Nie ulega wątpliwości, że Niemcy i UE mogą w świetle prawa chronić swoje granice. Do napływu fali imigrantów przyczynili się Merkel i inni przywódcy UE, a nie jakieś przepisy.

Czwarty argument przedstawili Merkel i dyrektor Daimlera Dieter Zetsch: uchodźcy będą wydajnymi robotnikami. Zetsch powiedział: „Podobnie jak gastarbajterzy kilkadziesiąt lat temu, pomogą nam w utrzymaniu i pomnażaniu naszego dobrobytu, gdyż Niemcy nie zapełnią czekających na nich miejsc pracy”. Jest to utopijna spekulacja, sprzeczna z doświadczeniem i wiedzą na temat różnic kulturowych. Bardziej prawdopodobne jest, że Niemcy będą musieli utrzymywać społeczności imigrantów, których członkowie będą się najmować głównie do mało produktywnych zajęć niewymagających kwalifikacji, a znaczna ich ilość zostanie bezrobotna.

Piąty argument jest jeszcze bardziej radykalny. Sformułował go demograf Stephen Sievert z Berlińskiego Instytutu Populacji i Rozwoju. Sievert stwierdził z optymizmem, że populacja Niemiec wreszcie, po dziesięcioleciach zastoju zaczyna rosnąć. [23] Sievert nie dodaje, że za polityką, która doprowadziła do tego wzrostu, kryje się szybka demograficzna eliminacja etnicznie niemieckiej rodziny, a w konsekwencji stopniowe „ludobójstwo” kulturowe na Niemcach. Gdyby Niemcy mogli wyrazić swoje stanowisko w tej sprawie w głosowaniu, to większość zgodziłaby się chyba z niemieckim pisarzem Botho Straussem, który oznajmił, że wolałby żyć wśród ludzi z własnego narodu, nawet jeśli byłoby ich coraz mniej, niż w narzuconej mieszance kultur. [24]

Szósty argument przedstawiła Merkel w orędziu noworocznym na 2016 rok. Jest to powtarzany jak mantra slogan, że imigracja jest po prostu czymś dobrym. Merkel stwierdziła, że „różne kraje zawsze korzystały na udanej imigracji, zarówno pod względem gospodarczym, jak i społecznym”. [25] To groźny sygnał, kiedy ludzie dobrze wykształceni uciekają się w argumentacji do tautologii, takich jak „udana imigracja jest udana”. W rzeczywistości państwa, w których imigracja odgrywa istotną rolę – USA, Australia, Kanada, Holandia, Francja i inne – zmierzają właśnie do przekształcenia swoich rdzennych kultur w mniejszościowe społeczności pozbawione nawet możliwości demokratycznego wyboru. Merkel posłużyła się też starą proimigracyjną śpiewką, oskarżając swoich krytyków o „bezduszność a nawet nienawiść”, co ma sugerować, że ona sama kieruje się cieplejszymi emocjami. Proklamowała nowe poszerzone znaczenie „niemieckości”, co świadczy o umiejętności przewidywania u osoby, która ma zamiar dokonać przemiany demograficznej. W jej wypowiedzi nie znalazły się wprawdzie inne elementy proimigracyjnej mantry, takie jak „różnorodność jest siłą”, „tożsamość niemiecka jest tym samym co obywatelstwo tego kraju”, „dzieci należy uczyć w szkołach tolerancji”, „imigranci ratują niemiecką kulturę przed wyjałowieniem”, ale doskonale by do niej pasowały. Są to opinie szeroko rozpowszechnione w zachodnich społeczeństwach, które przez klasy polityczne zostały otwarte na masową imigrację.

Tych sześć rzekomo korzystnych skutków masowej imigracji ilustruje o poziom argumentacji na rzecz otwartych granic, którą używa się na Zachodzie. To, że tak płytką a nierzadko kłamliwą retoryką posługują się ludzie skądinąd inteligentni, nie byłoby możliwe, gdyby nie zmonopolizowanie przez nich mediów. To jest z kolei rezultatem ideologicznej nietolerancji, która przez dziesięciolecia uniemożliwiała otwartą debatę.

Czy Europa przetrwa?

Dane, które przedstawiłem wyżej, świadczą o tym, że alarmujące ostrzeżenia nie są przesadzone. Jeśli etniczna transformacja – zachodząca właśnie w Niemczech i innych krajach Europy, a narzucona im przez klasy polityczne – będzie kontynuowana, to wyrządzi ona poważne szkody kulturze Europy i zagrozi europejskiemu stylowi życia. Argumenty przeciwników tej tezy są słabe i w ogóle nie odnoszą się do widocznych gołym okiem czynników ryzyka. Komentatorzy wcale nie przesadzają ostrzegając, że cywilizacja europejska, będąca owocem trzech tysięcy lat kulturalnej ewolucji, jest zagrożona.

Można mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży; publicyści i politycy zaczną się liczyć z obawami i oczekiwaniami obywateli. Być może Merkel i Hollande zdążą wyleczyć się z manii moralnej wielkości i uwolnić od wpływu grup nacisku na tyle wcześnie, by cofnąć falę potopu. Być może UE opracuje konserwatywną politykę imigracyjną, która nie będzie podporządkowana interesom imigrantów, mniejszości i sektorowi korporacji, lecz również szanować będzie potrzeby Europejczyków, dbając o zachowanie ich tożsamości, kultury, pokoju wewnętrznego, równości i narodowej spójności. Bardziej prawdopodobne jest, że problem rozwiążą wyborcy, a nie umysłowo zdemoralizowana europejska klasa polityczna, zaś nowe partie polityczne będą dysponowały siłą pozwalającą odzyskać poszczególnym krajom niezależność od UE – projektu, który poniósł fiasko. W takiej sytuacji Unia rozpadnie się, a państwa narodowe powrócą do ochrony swoich granic, uniezależniając się od traktatu z Schengen, który z obiecującego planu przekształcił się w śmiertelne zagrożenie. Da to podstawę nowego ruchu transeuropejskiego, który zapewni ochronę tożsamości i stylu życia poszczególnych narodów oraz Europy jako całości.

Jak dotąd jednak Angela Merkel i jej sojusznicy nie przyjmują do wiadomości takiego punktu widzenia. Merkel reklamuje swoją politykę otwartych drzwi jako przejaw humanitaryzmu. Jednak w rzeczywistości jest to polityka okrutna, która może sprowadzić wiele cierpienia na Niemcy i całą Europę. Obecna kanclerz nie miała zamiaru uwzględniać w swoich planach interesów poszczególnych narodów europejskich ani całej Europy. Klasa polityczna Europy przyjęła faktycznie najbardziej agresywną formą multikulturalizmu, w której establishment, by móc panować nad większością, zawiązuje sojusz z mniejszościami.

Nieszczęścia, które spowoduje polityka otwartych drzwi – nierówność, a zwłaszcza wyjątkowo szkodliwa stratyfikacja etniczna, załamanie się opieki społecznej, przestępczość, dzielnice slumsów i zakazane rejony miast, degradacja kobiet, rasizm w polityce, spadek wynagrodzeń, utrata spójności narodowej, wzrost poczucia zagubienia i alienacji zarówno u etnicznych Niemców, jak i imigrantów, szybko malejący spadek udziału Europejczyków w ogólnej populacji mieszkańców kontynentu, ograniczenie swobód obywatelskich i rozprzestrzeniający się chaos – wszystkie te zjawiska będą utrzymywały się przez wiele pokoleń.

Merkel jest podwójnie okrutna, gdyż po pierwsze pozbawia kraje rozwijające się ich najlepiej wykształconych i najbardziej przedsiębiorczych obywateli, a po drugie nieuchronne ograniczenie europejskiej pomocy zagranicznej – wynikające ze stagnacji gospodarczej w Europie i redukcji kapitału społecznego – uderzy w ubogie kraje na całym świecie.

Odpowiedzialna polityka powinna przypominać brytyjską strategię pomocy uchodźcom w ich krajach lub krajach sąsiednich, połączoną z ograniczeniem ich napływu do Europy, choć trzeba zauważyć, że także w Wielkiej Brytanii imigracja osób nie będących uchodźcami wymyka się spod kontroli. Mimo niewielkiego zróżnicowania etnicznego Niemcy są w obecnej sytuacji szczególnie zagrożone ze względu na panującą tam toksyczną kulturę polityczną. Szanse wydobycia się tego kraju z obecnego kryzysu – czyli szanse zastosowania zrównoważonej polityki imigracyjnej – zależą od tego, jaką odpowiedź na następujące pytania przyniesie przyszłość: jak szybko obecny sprzeciw wobec polityki otwartych drzwi stanie się istotną siłą polityczną? Ile czasu upłynie, zanim przywódcy niemieccy poczują gniew obywateli rozwścieczonych pomysłem etnicznej przebudowy ich kraju? Jeśli sprzeciw będzie silny, to czy obywatele zmobilizują się na tyle długo, by zbudować organizacje polityczne zdolne do uzdrowienia sytuacji? Czy będą w stanie wywrzeć na Merkel i klasę polityczną presję na tyle skuteczną, by zneutralizować zachęty oferowane przez establishment potencjalnym imigrantom? Czy będą potrafili tego dokonać mimo nieustających ataków mediów głównego nurtu i establishmentu edukacyjnego? Czy utrzymają się w stanie mobilizacji na tyle długo, by renegocjować umowy z UE lub spowodować odstąpienie Niemiec od tych umów? Czy będą skutecznie nalegali na wprowadzenie poprawek do konstytucji, które określałyby Republikę Federalną jako ojczyznę narodu niemieckiego i pozwalały na podjęcie kroków prawnych przeciwko przywódcom, którzy podejmują próby demograficznego wyparcia z niej Niemców?

Bez względu na to, czy nastąpi przerwa w napływie imigrantów, Niemcy i mieszkańcy pozostałych krajów Europy powinni zrozumieć głębsze przyczyny i skutki obecnej katastrofy oraz poznać sposoby zapobieżenia jej nawrotowi.

Frank Salter

przekład z angielskiego: Witold Falkowski
Źródło: http://socialtechnologies.com.au/germanys-jeopardy-could-the-immigrant-influx-end-european-civilization/

PRZYPISY:

[1] Phillip Hudson, Europe must follow our lead on turnbacks: Abbott, „The Australian”, 28 Oct. 2015, s. 2. http://www.theaustralian.com.au/national-affairs/immigration/europe-must-follow-our-lead-on-turnbacks-tony-abbott/story-fn9hm1gu-1227584606406?sv=3e09868337b796c4c6b9214a52d91c3a
[2] Rummel, R. J. (1997), Is collective violence correlated with social pluralism?, „Journal of Peace Research”, 34(3): 163–176.
[3]Vanhanen, T. (2012), Ethnic conflicts: Their biological roots in ethnic nepotism, London, Ulster Institute for Social Research.
[4] Dinesen, P. T. i K. M. Soenerskov (2015), Ethnic diversity and social trust: Evidence from the micro-context, „American Sociological Review”. DOI: 10.1177/0003122415577989.
[5]Salter, F. K. i H. Harpending (2013), J. P. Rushton’s theory of ethnic nepotism, „Personality and Individual Differences” http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0191886912005569 55: 256-260.
[6] Arbatli, C. E., Q. Ashraf i O. Galor (2015), The nature of conflict, National Bureau of Economic Research Working Paper No. 21079. Abstract: http://www.nber.org/papers/w21079, tekst: http://www.brown.edu/academics/economics/sites/brown.edu.academics.economics/files/uploads/2013-15_paper_0.pdf
[7] Wywiad z Tino Sanandaji przeprowadzony przez Margaret Wente pt. Sweden’s ugly immigration problem, „The Globe and Mail” [Canada], 11 września 2015. http://www.theglobeandmail.com/globe-debate/swedens-ugly-immigration-problem/article26338254/
[8] Danish Statistical Yearbook, 2015: http://www.dst.dk/pukora/epub/upload/20195/headword/dk/128.pdf
[9] W 2014 Niemcy przyjęły 44000 wniosków o azyl. Pozytywnie rozpatrzono 6995 wniosków, a odrzucono 37340. http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/File:Final_decisions_on_(non-EU)_asylum_applications,_2014_(number,_rounded_figures)_YB15_IV.png
[10] Liczba napadów wzrosła z 3863 do 9655, kradzieży sklepowych z 4974 do 13894. Nick Cater, Nightmare behind the diversity dream revealed, „The Australian”, 13 Oct. 2015, s. 12. http://www.theaustralian.com.au/opinion/columnists/nightmare-behind-the-diversity-dream-revealed/story-fnhulhjj-1227566537628
[11] UK Office for National Statistics, How much gross debt did the EU28 countries have in 2013? http://www.ons.gov.uk/ons/rel/psa/eu-government-debt-and-deficit-returns/september-2014/info-eu28-countries-debt.html
[12]Zob. wywiad z Sanandaji
[13] Sanderson, S. K. i T. Vanhanen (2004), Reconciling the differences between Sanderson’s and Vanhanen’s results, Welfare, ethnicity, and altruism. New data and evolutionary theory. F. K. Salter (ed.). London, Frank Cass: 119–120.
[14] Salter, F. K. (2004), Ethnic diversity, foreign aid, economic growth, social stability, and population policy: A perspective on W. Masters and M. McMillan’s findings, op cit.
[15] Sarrazin, Thilo (2010), Deutschland schafft sich ab: Wie wir unser Land aufs Spiel setzen [Germany abolishes itself: How we risk losing our country]. Berlin, Deutsche Verlags-Anstalt.
[16] Herrnstein, R. and C. Murray (1994), The bell curve. Intelligence and class structure in American life, New York, Free Press. Gottfredson, L. S. (1997). Why g matters: The complexity of everyday life, „Intelligence”, 24(1): 79-132.
[17]Lynn, R. (2005), Race differences in intelligence: An evolutionary analysis, Augusta, GA, Washington Summit Publishers.
[18] Duchesne, R. (2015), The Greek-Roman invention of civic identity versus the current demotion of European identity, „The Occidental Quarterly”, 15(3): 37-71.
[19] Ministrem był wówczas dr Thomas de Maizière. „Die Fluechtlinge”, Radio BR2, „Tagesgespräch”, 14 Sept. 2015. http://cdn-storage.br.de/iLCpbHJGNL9zu6i6NL97bmWH_-bP/_-QS/5yFy52vG/150914_1200_Tagesgespraech_Fluechtlinge.mp3
[20] Basic Law for the Federal Republic of Germany. https://www.bundestag.de/blob/284870/ce0d03414872b427e57fccb703634dcd/basic_law-data.pdf
[21] Rząd Merkel zawiesił regulację dublińską 24 sierpnia 2015 r., żeby umożliwić uchodźcom syryjskim staranie się o azyl i uzyskanie go w Niemczech.
[22] Na początku października 2015 r. Merkel odsunęła de Maizière’a od kierowania nowym wydziałem, który miał się zajmować kryzysem imigracyjnym. De Maizière krytykował zachowanie imigrantów i organizację ich przyjmowania w Niemczech, więc Merkel wyznaczyła na to stanowisko kogoś ze swojego bliższego otoczenia, kto dzielił z nią entuzjazm wobec pomysłu utrzymywania polityki bezwarunkowo otwartych granic.
[23] Bojan Pancevski, Ghosts of Gastarbeiter prime Germany for influx, „The Sunday Times”, przedruk w: „The Australian”, 14 Sept. 2015, s. 7.
[24] Botho Strauss: „Wolałbym żyć w narodzie wymierającym niż w takim, który – wymieszany głównie za pomocą manipulacji gospodarką i demografią z obcymi narodami – odmładza się, staje żywotniejszy”. Cyt. za: Pancevski, Merkel fights to keep door open as German fear of migrants grows, op. cit. http://www.theaustralian.com.au/news/world/merkel-fights-to-keep-door-open-as-german-fear-of-migrants-grows/story-fnb64oi6-1227565268617
[25] Merkel defends migrant stand, „The Weekend Australian”, 2-3 January 2016, s. 10. http://www.theaustralian.com.au/news/world/angela-merkel-defends-migrant-stand-despite-german-criticism/news-story/c9a66f6ceec538fb38c643f2998ae676

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ