Rosyjskie reakcje na Brexit

0

„Zrozum, Dawidzie! Nie można tak po prostu przeprowadzić się do Rostowa. Najpierw referendum!” – z tymi słowami prezydent Rosji Władimir Putin zwraca się do byłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona na żartobliwym rysunku, który już następnego dnia po Brexicie z niebywałą prędkością rozpowszechnił się w rosyjskich mediach społecznościowych.

To była reakcja Rosjan na ukazujące się w mediach oświadczenia, głównie zachodnich, polityków, wskazujących na Moskwę jako na głównego zwycięzcę brytyjskiego referendum, w którym 26 czerwca ponad połowa mieszkańców (52%) „Albionu” wyraziła chęć opuszczenia Unii Europejskiej. Czas antenowy rosyjskiej telewizji a także moskiewskie tramwaje wypełniły się niezbyt rozsądnymi komentarzami w duchu „im wolno, a nam nie?” w odniesieniu do referendum na Krymie w 2014 r. i apelami do Brukseli o wprowadzenie sankcji wobec Londynu za „Nowobrytanię” (analogia do terminu samozwańczej „Noworosji”– przyp. tłum). Ale żarty na bok. Czego naprawdę może się spodziewać Rosja w związku z Brexitem?

Parlament Europejski vs Rada Najwyższa ZSRR

„Liczba decyzji wydanych przez Parlament Europejski procentowo jest większa, niż liczba obligatoryjnych decyzji, które wydała Rada Najwyższa ZSRR wobec republik związkowych. Zdecydowana większość obywateli Wielkiej Brytanii tego nie akceptuje” – tak w rzeczywistości wypowiedział się o Brexicie Władimir Putin, podkreślając, że nawet reżim radziecki był lepszy od totalitarnej Europy.

Eurosceptycy z Londynu niejednokrotnie wyrażali swoje oburzenie wobec zbyt dużej ingerencji Brukseli w wewnętrzne sprawy Wielkiej Brytanii. W ten sposób, zgodnie z „populistycznymi” oświadczeniami niektórych polityków, właśnie polityka Unii (a nie np. ataki powietrzne Wielkiej Brytanii w Syrii) przyczyniła się do wzrostu fali migrantów, którzy zabierają rdzennym Brytyjczykom pracę, mieszkania i dostęp do systemu opieki zdrowotnej. A na dodatek, Londyn po prostu nie chciał więcej płacić na europejskie państwa – „słabeuszy”. Jedynie w zeszłym roku oddał do budżetu UE około 12,9 mld funtów.

Rosyjscy opozycjoniści na wyniki referendum zareagowali negatywnie, a nawet trochę arogancko, porównując je z procesem wyborczym w Rosji. Posypały się żarty w stylu: „według informacji, którą przed chwilą otrzymał Aleksiej Nawalny z poufnych źródeł Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, głosy liczył osobiście Czurow”[1] (na akcjach protestu w Moskwie w latach 2011-2012 przeciwko sfałszowaniu wyborów parlamentarnych protestujący domagali się dymisji Władimira Czurowa, przewodniczącego Centralnej Rosyjskiej Komisji Wyborczej).

Zaś sam Nawalny dość arogancko zauważył [2], że Brexit poparli głównie mieszkańcy wsi i małych miejscowości, a jeden z twórców partii „Ludowy alians” Leonid Wołkow lamentował [3], że za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE głosowali przeważnie emeryci. Zdaniem rosyjskich opozycjonistów, ludzie gorszego sortu, do których według nich najwidoczniej należą emeryci, nie są w stanie zagłosować „poprawnie”.

Tymczasem Kreml w związku z Brexitem spodziewa się niezależności. I to niezależności na kilku poziomach..

Niezależna UE

Po pierwsze chodzi o niezależność Unii Europejskiej od Londynu a w konsekwencji od Stanów Zjednoczonych. Wszak Wielka Brytania zawsze była tradycyjnym promotorem interesów amerykańskich w UE.

„Na przegranej pozycji są Unia Europejska, Wielka Brytania i USA, które wierzą w przydatność silnej, zjednoczonej i demokratycznej Europy. A zwycięzcą jest Putin” – ten smutny komentarz o Brexicie byłego ambasadora USA w Rosji Michaela McFaula pojawił się nieprzypadkowo.

Rzeczywiście, politycy rosyjscy nieustannie podkreślają dziś fakt, że w przeddzień referendum amerykański prezydent Barack Obama wzywał naród brytyjski do głosowania za UE. W swoim artykule opublikowanym w „Daily Telegrach” [4] Obama wyjaśniał rolę Wielkiej Brytanii jako łącznika pomiędzy USA a Europą: „USA widzą, że wasz silny głos w Unii gwarantuje zachowanie mocnej pozycji Europy na świecie, a UE pozostanie otwarta i ściśle związana z jej sojusznikami za oceanem”. Jednak dumni „gwaranci” go nie posłuchali.

„Brytyjczycy zadeklarowali, że chociaż Waszyngton jest dla nich starszym bratem, to jednak mogą sobie bez niego poradzić, i będą rządzić własnym krajem, jak uznają za słuszne” – powiedział Giennadij Ziuganow, przewodniczący Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej.

„Najważniejszym długotrwałym skutkiem wyjścia z UE jest oderwanie się Europy od Anglosasów, to znaczy od Stanów Zjednoczonych. To nie jest niezależność Wielkiej Brytanii od Europy, lecz niezależność Europy od Stanów Zjednoczonych. A za około dziesięć lat będzie już blisko do zjednoczonej Eurazji” – napisał na swoim profilu na Facebook’u pełnomocnik prezydenta Rosji ds. praw przedsiębiorców Borys Titow. [5]

A najważniejsze zmiany, jakich oczekuje Moskwa w związku z tą niezależnością, dotyczą oczywiście sankcji Brukseli nałożonych na Rosję z powodu wojny na wschodzie Ukrainy i aneksji Krymu. Rosja od samego początku uważała, że protesty Euromajdanu i późniejsze nałożenie przez Brukselę sankcji oraz jej wtrącanie się w wewnętrzne rosyjskie sprawy odbywa się pod dyktando Waszyngtonu. Prawdą jest, to właśnie Londyn najbardziej dotychczas nalegał na prowadzenie antyrosyjskiej polityki. Tak więc, biorąc pod uwagę polityczną moc europejskiego centrum finansowego, głosy przedstawicieli niektórych unijnych państw (np. Grecji lub Włoch), opowiadających się za zmianą stanowiska Brukseli wobec Moskwy, nie były na razie brane pod uwagę. Przed Brexitem prezydent Ukrainy Petro Poroszenko na swoim Facebook’u [6] wyraził zaniepokojenie z powodu możliwych zmian. Miał też, że „sankcje przeciwko Rosji jako państwa-agresora zostaną przedłużone”.

„Bez Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej już nie będzie komu tak gorliwie popierać sankcji przeciwko nam” – napisał na swoim Twitterze prezydent Moskwy Siergiej Sobianin. [7]

Mimo że Unia przegłosowała już przedłużenie sankcji do końca 2016 r., a negocjacje w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE będą trwały dwa lata, w ciągu których Londyn nadal będzie miał wpływ na wspólną politykę [Unii], to eksperci i politycy rosyjscy spodziewają się szybkiego polepszenia relacji Rosji z Europą. Taką nadzieję wzbudzają m.in. słowa [8] szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde, która uważa, że bez Brytyjczyków panstwa unijne łatwiej zdołają się porozumieć.

„Pod wzgledem strategicznym Stany Zjednoczone nie są przeciwnikami UE ani Rosji. To beztroski uczeń, który stał się silniejszy od swojego europejskiego nauczyciela. Amerykańska elita rządząca po 1991 r. przez cały czas ustami swoich prezydentów deklarowała dążenie do roli światowego lidera. I ciągle, nie raz przy użciu argumentów siły, aspirowała do dominacji. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii stanowi nową szansę dla UE, dla USA i dla nas, żeby racjonalniej zorganizować nasz świat” – zauważa rektor ds. naukowych Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych Jewgienij Kożokin [9].

Niezależne państwa narodowe

Zdaniem niektórych rosyjskich ekspertów, proces negocjacyjny dotyczący opuszczenia przez Wielką Brytanię UE powinien pokazać stopień konsolidacji Europejczyków. Jednak może on również doprowadzić do rozpadu Unii i niezależności wszystkich od wszystkich.

„Głosowanie w Wielkiej Brytanii, podobnie jak referendum w sprawie Ukrainy w Holandii, a także wezwanie parlamentu francuskiego do cofnięcia sankcji wobec Rosji pokazuje, że Europa nadal nie jest w stanie mówić jednym głosem. W związku z tym, przypominam swoim kolegom w pracy, że Związek Radziecki rozpadł się po 70 latach istnienia. A historia UE faktycznie liczy ponad 60 lat, i można tam teraz zaobserwować procesy podobne do tych, które nastąpiły w pewnym momencie w ZSRR” – mówi członek Komisji ds. Międzynarodowych Rady Federacji FR Andriej Klimow. [10]

Tego typu narracja jest całkowicie zgodna z ogólnym trendem, panującym przez ostatnie lata w rosyjskich mediach. Logika jest następująca. Projekt europejski (pod nim rozumiana jest przez wszystkim legalizacja małżeństw homoseksualnych i wzrost liczby radykalnych muzułmanów) jest już przestarzały. Najpierw były zamachy, teraz Brexit. Czyli Rosja mimo iż przeżywa trudne czasy z powodu kryzysu gospodarczego, to jest ostoją tradycyjnych wartości, idzie właściwą drogą i jest silna duchem. Ma własną, odrębną drogę. Otaczają ją wrogowie, których – kierując się szlachetnymi intencjami – ona pragnie uratować. Przecież prędzej czy później, kraje europejskie zrozumieją, że były w błędzie i zwrócą się do Rosji. Wielka Brytania już to zrozumiała.

„Wiejska, chłopska, prowincjonalna, robotnicza Brytania powiedziała „nie” dla sojuszu, który został stworzony przez finansową mafię, zwolenników globalizacji i resztę. Wyślemy telegram z gratulacjami do premiera Davida Camerona. W przyszłości Unię Europejską opuszczą wszyscy. Jak Niemcy i Francja wyjdą, to UE ostatecznie się rozpadnie. Tak samo będzie z NATO” – powiedział lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimir Żyrinowski. [11]

Ze słowami Żyrinowskiego zgadza się szef Komisji ds. międzynarodowych Rady Federacji FR Konstantin Kosaczew, który uważa [12], że inni członkowie Unii mogą podążyć za przykładem Londynu, ponieważ „przepaść pomiędzy ambicjami liderów politycznych a oczekiwaniami prostych ludzi coraz bardziej rośnie”. Tak więc zbiurokratyzowana, niezdolna do szybkich i adekwatnych reakcji Bruksela po prostu nie będzie w stanie zapobiec innym narodowym wariacjom Brexitu, które, zgodnie z żartami panującymi w Internecie, mogą wyglądać jak Nexit (Holandia), Byegium (Belgia), Czechout (Czechy), Departugal (Portugalia), Finish (Finy) albo Italeave (Włochy). Moskwa, która nieoficjalnie aktywnie wspiera ruchy nacjonalistyczne w wielu krajach, jak np. francuski Front Narodowy Marine Le Pen i holenderską Partię Wolności Geerta Wildersa, mogłaby stać się beneficjentem tych procesów.

Chociaż Rosji jest łatwiej prowadzić negocjacje ze swoimi partnerami w trybie dwustronnym, to jednak pojawiają się wątpliwości, czy rzeczywiście Rosja odniosłaby korzyści w przypadku rozpadu takiego silnego tworu geopolitycznego jakim jest UE. Po pierwsze, nie jest to zgodne ze wspieraną przez Moskwę tezą o wielobiegunowym świecie. Jeszcze w 2000 r. w Koncepcji Polityki Zagranicznej FR stwierdzono, że „Rosja będzie dążyć do ukształtowania wielobiegunowego systemu stosunków międzynarodowych, realnie odzwierciedlającego różnorodność współczesnego świata oraz jego interesów”. [13] Również należy pamiętać o stronie gospodarczej tej kwestii, ponieważ UE jest głównym partnerem handlowym Moskwy. Współpraca z Unią stanowi 44,8 proc. rosyjskiego obrotu handlowego.

Niezależny Londyn

Rosyjscy politycy nie spodziewają się żadnych zasadniczych zmian w stosunkach z Wielką Brytanią. Jednak niektórzy optymiści dostrzegają korzyści wyjścia Londynu z UE przynajmniej dla pewnych kategorii Rosjan, głównie oligarchów. Unia Europejska wywierała dotychczas silny nacisk na Brytyjczyków, zarzucając im pośrednie wspieranie transgranicznego prania brudnych pieniędzy. Pod wpływem unijnych partnerów Londyn zaczął prowadzić politykę zapewnienia większej przejrzystości transakcji finansowych. Na przykład, od 2017 r. zostanie zniesiona ulga, która zwalniała z podatku spadkowego w wysokości 40% przy zakupie nieruchomości przez spółki zarejestrowane w rajach podatkowych.

Również podczas pierwszego globalnego Szczytu Antykorupcyjnego, który odbył się w maju tego roku w Londynie, premier Cameron obiecywał stworzenie jawnego rejestru właścicieli firm, posiadających nieruchomości mieszkalne i handlowe w Wielkiej Brytanii. Podobne reformy miały uratować reputację kraju po aferze Panama Papers. Przecież z 210 tys. firm, interesy których reprezentowała kancelaria prawna Mossack Fonseca (skąd nastąpił wyciek poufnych dokumentów), ponad połowa (113 tys.) została zarejestrowana na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Konieczność wprowadzenia tych reform stanowiła zagrożenie dla Londynu – Wielka Brytania mogłaby stracić atrakcyjność dla zagranicznych inwestorów. Zwłaszcza dla rosyjskich bogaczy, którzy są znani ze swojego zamiłowania do brytyjskich nieruchomości i rajów podatkowych; według danych firmy konsultingowej Knight Frank, na liście zagranicznych nabywców londyńskich domów pierwsze miejsce zajmują właśnie Rosjanie, którzy jedynie w 2013 r. wydali tu ponad 500 mln funtów. Ich zainteresowanie wzbudzają też słynne szkoły „Albionu”. Wysłanie tam swojego dziecka może jest niezbyt patriotyczne, ale stanowi sprawę honoru dla każdego szanującego się wysokiego urzędnika rosyjskiego. A wśród nich są: były szef spółki państwowej „Koleje Rosyjskie” Władimir Jakunin, wice-premier Federacji Rosyjskiej Aleksander Żukow, wicemarszałek Dumy Państwowej z ramienia prokremlowskiej partii władzy Jednej Rosji Siergiej Żelezniak. Według gazety „Financial Times”[14], oligarchowie z Europy Wschodniej (w tym z Rosji) są szczególnie aktywni, jeśli chodzi o nabywanie brytyjskich nieruchomości poprzez zagraniczne raje podatkowe w celu ukrywania swoich aktywów przed sankcjami międzynarodowymi. Ta specyfika systemu finansowego demokracji liberalnej stwarza dogodne warunki dla kilkudziesięciu wysokich urzędników rosyjskich i ich krewnych, którzy zgodnie z ustawą uchwaloną w 2013 r., nie mają prawa „otwierać i posiadać kont, przechowywać gotówki i wartościowych rzeczy w zagranicznych bankach, znajdujących się poza granicami Federacji Rosyjskim, posiadać i/lub korzystać z zagranicznych narzędzi finansowych”. W pierwszym półroczu 2015 r. za zatajenie tej informacji do odpowiedzialności zostało pociągniętych 4 tys. urzędników, 272 osoby zostały zwolnione bez możliwości zajmowania posad państwowych.

Brytyjskie reformy mogły mocno uderzyć w rosyjskich oligarchów. Ale wyjście z Unii oznacza bardziej niezależną ekonomiczną politykę Londynu. Do tego nie wiadomo, jak potraktuje obietnice Camerona jego następczyni.

Na pewno wśród Rosjan, których siła nabywcza została ograniczona w związku z kryzysem gospodarki rosyjskiej i osłabieniem rubla, znajdą się chętni, by skorzystać ze spadku funta, dogodnego kursu wymiany walut, inflacji i, w konsekwencji, ze spadku cen nieruchomości (według ekspertów Knight Frank średnio o 10-12 proc.).

Zależne liczby

Dla obywateli rosyjskich niezdolnych do czerpania zysków ze śliskich korzyści z układu geopolitycznego ani nieprzejrzystości brytyjskich rajów podatkowych sytuacja może okazać się niewesoła.

Niestety w warunkach globalizacji gospodarka nie może być całkiem niezależna od czynników zewnętrznych. Na referendum w Wielkiej Brytanii, która jest jednym z najważniejszych centrów finansowych, zareagowały rynki światowe a w konsekwencji rosyjska gospodarka.

„Czy społeczeństwo popełniło błąd? Myślę, że tak. Irytujący wzrost środków na biurokrację brukselską i wsparcie słabszych krajów Europy jest nieporównywalne ze stratami powstającymi na skutek osłabienia kontaktów gospodarczych” – oświadczył [15] były dyrektor koncernu Jukos Michaił Chodorkowski, obecnie mieszkający w Wielkiej Brytanii.

Następnego dnia po Brexicie wartość funta szterlinga spadła o 10 proc. w stosunku do dolara amerykańskiego i osiągnęła poziom w 1,3 dolara – najniższy w ciągu ostatnich 30 lat. Według prognozy ekspertów, dewaluacja brytyjskiej waluty będzie trwała i cena za funt może się zmniejszyć jeszcze o 20-30 proc. Z powodu umocnienia dolara amerykańskiego, cena baryłki ropy marki Brent, od której zależy rosyjska gospodarka, spadła z 51 dolara do 46,5 dolarów (pod koniec sierpnia 2016 r. cena ponownie wynosiła ok. 51 dol. – przyp. tłum.). A to oznacza, że należy spodziewać się zaostrzenia kryzysu w Rosji. Co prawda, na razie przedstawiciele władzy rosyjskiej mówią o tym zdawkowo i z nieco dziwną nutą optymizmu.

„Dla Rosji wyniki referendum oznaczają spadek ceny na ropę, osłabienie rubla i wzrost wahań rynków finansowych, ale są to wahania znacznie mniejsze w porównaniu z tymi, których już doświadczaliśmy” – niezbyt przekonująco uspokajał rodaków rosyjski minister finansów Anton Siłuanow. [16]

Rzeczywiście, o co główny finansista Rosji miałby się tak martwić? Czy o to, że na skutek referendum w Wielkiej Brytanii rosyjskie PKB zmniejszy się o 1 proc., a spadek na giełdzie wyniesie „zaledwie” 5-10 proc., zgodnie z prognozą Germana Grefa [17], prezesa Sbierbanku? A może o to, że w związku z osłabieniem kursu funta szterlinga i euro może nastąpić zmniejszenie rezerw rosyjskiego Banku Centralnego, gdzie w 2015 r. udział procentowy euro wynosił 43 proc., a funta – 11 proc.?

Natomiast na pewno martwić się mają o co pracownicy sektora budżetowego – lekarze, nauczyciele. A oprócz nich moja babcia. Przecież, zgodnie z oświadczeniem [18] wiceministra finansów Rosji Ajrata Farrachowa, indeksacja jej emerytury znalazła się w bezpośredniej zależności od wahań w gospodarce, wzmocnionych Brexitem. Przepracowawszy 45 lat, otrzymuje 12 tys. rubli (ok. 700 zł) emerytury, z czego 4 tys. rubli (ok. 240 zł) wydaje na czynsz i opłaty. Dla porównania – kilogram wołowiny w Moskwie kosztuje ok. 550 rubli (ok. 30 zł). Przy czym inflacja na produkty spożywcze jedynie w ubiegłym roku wyniosła 12,9 proc.

Wydaje się, że piękna odpowiedź premiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa w maju tego roku na pytanie emerytki „Jak się utrzymać za 8 tys. rubli?” (ok. 475 zł) znów jest aktualna:

„Jak znajdziemy pieniądze, zrobimy indeksację. Niech Pani się trzyma, wszystkiego dobrego, zdrowia i wspaniałego nastroju” – odpowiedział premier Rosji. [19]

Cóż, w tej sytuacji nam Rosjanom pozostaje nie chorować, uśmiechać się, wówczas przetrwamy także Brexit.

Maria Gorkowskaja

Przypisy

[1] https://twitter.com/Borisich_glass/status/746217748313710593
[2] https://twitter.com/navalny/status/746226035675406336
[3] https://twitter.com/leonidvolkov/status/746226685859627009
[4] http://www.telegraph.co.uk/news/2016/04/21/barack-obama-britain-must-vote-to-remain-in-the-european-union/
[5] https://www.facebook.com/boris.titov.92/posts/1073530176046119?pnref=story
[6]https://www.facebook.com/petroporoshenko/photos/a.474415552692842.1073741828.474409562693441/800953946705666/?type=3&theater
[7] https://twitter.com/mossobyanin/status/746246343992221696
[8]https://next.ft.com/content/e7dee7b4-4132-11e6-b22f-79eb4891c97d?siteedition=intl&_i_location=http://www.ft.com/cms/s/0/e7dee7b4-4132-11e6-b22f-79eb4891c97d.html?siteedition=intl&_i_referer=http://www.ft.com/home/uk&classification=conditional_standard&iab=barrier-app#axzz4DOMN6sho
[9] http://izvestia.ru/news/619629
[10] http://izvestia.ru/news/618997
[11]https://www.1tv.ru/news/2016/06/24/304725 v_gosdume_otreagirovali_na_rezultaty_britanskogo_referenduma_evrosoyuz_perezhivaet_glubokiy_krizis
[12] http://ria.ru/world/20160624/1450650804.html
[13]http://archive.mid.ru//bdomp/dip_vest.nsf/99b2ddc4f717c733c32567370042ee43/4d2aa505cca7e187c325695f0021fdcc!OpenDocument
[14]https://next.ft.com/content/9ddc9944-cbd3-11e3-a934-00144feabdc0?siteedition=intl&_i_location=http://www.ft.com/cms/s/0/9ddc9944-cbd3-11e3-a934-00144feabdc0.html?siteedition=intl&_i_referer=&classification=conditional_standard&iab=barrier-app#axzz312Ia6ZPp
[15] http://khodorkovsky.ru/mbh/statements/brexit/
[16] https://meduza.io/feature/2016/06/24/neobhodimo-pereizobresti-evropu-inache-ey-grozit-raspad
[17] http://www.rbc.ru/finances/17/06/2016/5764161e9a79476d4392d5fc
[18] http://politrussia.com/news/minfin-uchtet-vliyanie-678/
[19] https://slon.ru/posts/68467

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWidmo krąży po Niemczech – widmo Alternatywy dla Niemiec (Głosy zza Odry)
Następny artykułMowa miana w Berlinie 26 września 2016 roku
Maria Gorkowskaja (Мария Горковская) - dziennikarka- freelancerka, publikuje w rosyjskich i zachodnich mediach. Wcześniej korespondentka działu międzynarodowego dziennika „Izwiestia”. Z wykształcenia prawnik, absolwentka Université Panthéon-Assas w zakresie prawa międzynarodowego, zajmuje się współczesną polityką zagraniczną Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec Europy oraz krajów byłego Związku Radzieckiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ