E-stonia: doświadczenie w tworzeniu „cyfrowego państwa”

0

W corocznym raporcie organizacji pozarządowej Freedom House, opublikowanym pod koniec lipca, opisano stan demokracji w 29 postkomunistycznych krajach byłego ZSRR i Europy wschodniej. Eksperci porównywali je według kilku kryteriów: demokratycznego charakteru władzy, wolności wyborów, rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, niezależności środków masowego przekazu, demokracji samorządowej, norm prawnych oraz przyzwolenia na korupcję.

Poziom demokracji oceniano wg skali, w której 1 oznacza sytuację najlepszą, 7 – najgorszą. W rankingu tym pierwsze miejsce zajęła Estonia (1,93 punktu), tuż za nią uplasowały się Słowenia (2) i Łotwa (2,07). Po piętach depczą liderom Polska i Litwa (po 2,32 punktu). Listę zamykają Rosja (6,5), Tadżykistan (6,54), Turkmenistan i Uzbekistan (po 6,93). Ukraina została określona jako kraj o systemie przejściowym (4,68 punktu).

W jaki sposób tak mały kraj jak Estonia, zamieszkany przez zaledwie 1,3 miliona osób (to mniej niż ludność Warszawy) mógł osiągnąć tak dobry rezultat?

Według Centrum Badań Politycznych „Praxis” stało się to możliwe dlatego, że państwo estońskie wykorzystuje „najlepsze praktyki demokracji liberalnej”. Analityk wspomnianego Centrum Rauno Vinni zaznacza: „Ocena, którą otrzymała Estonia, mało się zmieniła w porównaniu z poprzednim okresem. Jest nawet nieco lepsza dzięki dobrze zorganizowanemu procesowi wyborów. Zostały u nas zagwarantowane prawa i swobody obywatelskie, funkcjonował system wyborów elektronicznych, do parlamentu weszły nowe partie. To, według raportu, podkreśla, że działa u nas system wielopartyjny, a wybory są stabilne i demokratyczne”.

Cyfrowa demokracja

Analityk wspomniał o „elektronicznych wyborach”. W rzeczy samej Estonia jest jednym ze światowych liderów w wykorzystaniu tego systemu. W ogóle demokracja w Estonii związana jest z rozwojem technologii informacyjnych, co w dużym stopniu decyduje o unikalności tego kraju w skali światowej.

Estonia jest republiką parlamentarną. Od 2007 roku jej obywatele mogą głosować na swoich kandydatów drogą internetową. W wyborach lokalnych system ten został wprowadzony już w 2005 roku. W wyborach parlamentarnych w 2015 roku już 30 % wyborców głosowało nie w tradycyjnych komisjach wyborczych, a przez Internet. Jest to możliwe dzięki karcie identyfikacyjnej z chipem elektronicznym, będącej w posiadaniu każdego obywatela Estonii, która pozwala na autoryzację przy pomocy elektronicznego podpisu każdej transakcji.

W zestawieniu demokracji i technologii informacyjnych Estonia już od dawna wyprzedza nie tylko kraje postkomunistyczne, lecz również wiele państw zachodnioeuropejskich. Od początku bieżącego stulecia rozwijany jest program „państwa cyfrowego” (E-państwa). Co roku na program ten asygnowane jest 1 % PKB (ponad 200 mln euro). Suma może wydawać się niezbyt imponująca, ale – dla przykładu – wydatki na obronność w budżecie Estonii na rok 2016 stanowią zaledwie 2 % PKB.

Według ustawy z roku 2000 podpis elektroniczny został zrównany w prawach z tradycyjnym, co otworzyło możliwość korzystania z usług państwowych bez konieczności wystawania w kolejkach przed urzędniczymi gabinetami. Dla przykładu, zeznania podatkowe składane są obecnie w Estonii niemal wyłącznie przez Internet. „Bezpapierkowy” obieg dokumentów staje się coraz bardziej powszechny.

Już w 2012 roku 98% rodzin w Estonii stale korzystało z Internetu. Zauważyć należy, że w większości przypadków korzystano nie z komputerów stacjonarnych, ale z urządzeń mobilnych.

Estonia faktycznie zrobiła pierwszy krok w „cyfrową przyszłość”, która łączy się z przeszłością: w średniowiecznych uliczkach starówki w Tallinie można bez trudu złapać bezpłatne WiFi a w każdym lokalu gastronomicznym jest to wręcz standard.

Estończycy od dzieciństwa przyzwyczajeni są do korzystania z systemów elektronicznych. Dla przykładu – w systemie eKool przechowywane są informacje o wszystkich uzyskanych w szkole ocenach, zadaniach domowych, a także obecności na zajęciach. Nie zapomina się również o ludziach starszych, dla których prowadzone są bezpłatne kursy obsługi komputera.

Na portalu „E-zdrowie” każdy obywatel może zobaczyć swoje badania oraz odbyć wstępną konsultację. Bilety na wydarzenia kulturalne czy sportowe, jak również bilety komunikacyjne kupowane są na portalu www.pilet.ee, co pozwala uniknąć stania w kolejkach do kasy.

Coraz większą popularnością cieszą się wirtualne sklepy. Obecnie w wielu hipermarketach Tallina częściej można spotkać turystów, niż miejscowych mieszkańców. A to dlatego, że miejscowi wolą kupować towary przez Internet. Na przykład na portalu kaup24.ee można kupić dosłownie wszystko – od sprzętu niezbędnego do przeprowadzenia remontu w domu po elektronikę i kosmetyki. Mamy też do wyboru samodzielne odebranie zakupów lub ich dostawę do domu. W obydwu przypadkach zakupy takie są tańsze, niż w zwykłych sklepach, ponieważ nie zawierają w sobie marży sieci handlowych.

W 2014 roku wprowadzono w Estonii elektroniczny system rejestracji rezydentów, co nie jest jednoznaczne z uzyskaniem obywatelstwa. Każdy cudzoziemiec, który chce prowadzić w Estonii interesy, może otrzymać cyfrowy dowód tożsamości, a następnie zarejestrować przez Internet nową firmę, otworzyć rachunek w estońskim banku oraz korzystać z innych usług państwowych takich jak „e-rezydent”. Ministerstwo Gospodarki i Komunikacji, które nadzoruje program e-residency, planuje do 2025 roku przyciągnąć niemal 10 milionów wirtualnych rezydentów – to jest 7 razy więcej, niż wynosi ludność kraju.

Oczywiście konsekwentna cyfryzacja Estonii nastręcza niekiedy problemów tym, którzy nie są na nią technicznie gotowi. Dla przykładu – obsługa obywateli innych państw w estońskich instytucjach państwowych może trwać dłużej, niż obsługa mieszkańców kraju. Jest to związane z tym, że dokumenty cudzoziemców często nie mają elektronicznego czipa (w Rosji do dziś wydaje się takie paszporty), dlatego też trzeba je obsługiwać ręcznie, a to zajmuje więcej czasu.

Wszystkie estońskie banki kontaktują się z klientami i realizują operacje przeważnie za pomocą Internetu. Co jest zaskakujące, na tle Estonii nawet Stany Zjednoczone prezentują się w tej dziedzinie konserwatywnie. Podam przykład z własnego doświadczenia. Latem pewne amerykańskie czasopismo przysłało mi honorarium za publikację w postaci czeku bankowego, który w USA wciąż jest popularną formą rozliczeń. Jak się jednak okazało, w żadnym z estońskich banków nie mogłem go zamienić na gotówkę! Wszystkie przeszły na sprawniejszą metodę przelewów elektronicznych. Musiałem odesłać czek z powrotem do redakcji i poprosić o przelew wynagrodzenia przy użyciu systemu Pay-Pal.

Nawiasem mówiąc popularny na całym świecie Skype to wynalazek estońskich programistów. Jeden z jego twórców Linnar Viik zapytany o przyczynę sukcesów Estonii w dziedzinie elektroniki odpowiedział: „Mieliśmy łatwiej, niż na przykład Francja, ponieważ nie mieliśmy starej infrastruktury”. W rzeczy samej w postsowieckiej Estonii wiele rzeczy powstawało od zera. Między innymi wiele środków masowego przekazu, których część powstała od razu w wersji elektronicznej. Na moje pytania odpowiedział Hans Luik, prezes koncernu medialnego Ekspress Grupp, wydającego w krajach bałtyckich sieć portali informacyjnych DELFI:

Czy słusznie według Pana Estonia zajęła pierwsze miejsce w rankingu Freedom House? Jeśli tak, w jaki sposób udało się to osiągnąć?

– Uważam, że Estonia zasłużenie uzyskała pierwsze miejsce. Jest to w dużym stopniu związane z transparentnością naszego państwa. Turyści z Rosji, a często także z Litwy i Łotwy bywają zszokowani faktem, że nasza policja drogowa nie bierze łapówek. Przed sądem mogą stanąć u nas nawet najwyżsi urzędnicy. A państwo nie ma żadnego prawa ingerować w działalność sądów.

– Czy znane są przypadki, by estońscy urzędnicy próbowali ograniczać wolność słowa?

– Nie pamiętam takiego przypadku. Estońskie środki masowego przekazu są zupełnie wolne, a na medialnym rynku istnieje duża konkurencja. Jeśli przemilczy pan jakieś zagadnienie, napiszą o tym pańscy konkurenci i starci pan czytelników. Natomiast jeśli chodzi o jakieś ograniczenia w dostępie do informacji, to rozczarowało mnie przyjęcie przez Riigikogu (nasz parlament) ustawy, dopuszczającej usuwanie przez komisje parlamentarne zapisów wcześniejszych dyskusji. Myślę, że dla demokracji byłoby lepiej, gdyby można było się zapoznać z historią argumentacji używanej przez parlamentarzystów. Można na ich podstawie określić, czy deputowani nie działali na którymś etapie pod wpływem grup lobbystycznych. Uważam, że tylko w takim przypadku wyborca może dokonać świadomego wyboru.

Integracja „nie-obywateli”

Z punktu widzenia „cyfrowej demokracji” sytuacja w Estonii wygląda bardzo rozwojowo. Z drugiej strony jednak Rosja często zarzuca Estonii „niedemokratyczność” z powodu „dyskryminacji ludności rosyjskiej” oraz istnienia instytucji „nie-obywateli”.

Kim są „nie-obywatele”? Po rozpadzie Związku Radzieckiego, w 1992 roku Estonia przyznała obywatelstwo jedynie tym mieszkańcom, którzy mieszkali w kraju przed okupacją radziecką, rozpoczętą w 1940 roku, oraz ich potomkom. W ten sposób 32% mieszkańców Estonii nie otrzymało obywatelstwa – byli to głównie potomkowie rosyjskich pracowników, których po II Wojnie Światowej władza radziecka przesiedliła do Estonii.

Oczywiście trudno nazwać taką sytuację wzorem demokracji, jeśli ludzie od kilku pokoleń mieszkają w kraju i pracują w jego przedsiębiorstwach, a potem nagle okazują się być „nie-obywatelami”. Jednak w ostatnich latach w tej dziedzinie zaszły znaczące pozytywne zmiany.

W chwili obecnej Rosjanie stanowią około 25 % ludności Estonii. Z punktu widzenia kulturalno – informacyjnego raczej nie mogą skarżyć się na naruszanie ich praw. W kraju działają rosyjskie szkoły, teatry, wszystkie główne portale internetowe – instytucji państwowych, transportowych itd. mają wersję rosyjskojęzyczną. Czołowa estońska gazeta „Postimees” ukazuje się również po rosyjsku.

W 2015 roku w Estonii rozpoczął działalność państwowy rosyjskojęzyczny kanał telewizyjny ETV+, który stał się konkurencją dla programów rosyjskich. Te ostatnie również nie napotykają żadnych problemów z nadawaniem. Zaletą ET+ jest zwrócenie uwagi telewidzów na specyfikę własnego kraju, jego pluralizm kulturowy, co kontrastuje z antyeuropejską propagandą wielu rosyjskich programów telewizyjnych.

Co się tyczy estońskiego obywatelstwa – to od 1 stycznia bieżącego roku automatycznie otrzymują je wszystkie dzieci „nie-obywateli”. Tych ostatnich zostało już niespełna 6 %, jednak w większości przypadków oni sami chcą zachować ten status, właśnie ze względu na jego specyfikę. Jest on unikalny dlatego, że dzięki niemu można podróżować bez wizy zarówno do Unii Europejskiej, jak też do Federacji Rosyjskiej, podczas gdy obywatele Estonii potrzebują do Rosji wizy. W sferze ubezpieczenia medycznego, systemu emerytalnego itd. osoby bez obywatelstwa mają takie same prawa jak obywatele. Nie mogą jedynie głosować w wyborach ogólnonarodowych, natomiast mogą w lokalnych.

O komentarz na temat zwycięstwa Estonii w „rankingu demokracji” poprosiłem Evhena Tsybulenkę, profesora prawa międzynarodowego na tallińskiej politechnice. Pochodzi z Ukrainy, jednak w 2009 roku w uznaniu szczególnych zasług przyznano mu estońskie obywatelstwo.

– Jak pan ocenia pierwsze miejsce Estonii w tym rankingu z punktu widzenia specjalisty w dziedzinie prawa międzynarodowego? Czy rzeczywiście jest tu więcej demokracji, niż nawet w krajach Europy Wschodniej, które nigdy nie należały do ZSRR?

– Tak, uważam, że pierwsze miejsce Estonii jest absolutnie zasłużone. Jeśli popatrzymy na różne rankingi ogólnoświatowe to zobaczymy, że w większości przypadków Estonia wyprzedza nie tylko kraje wschodniej Europy, lecz również kraje zachodnioeuropejskie. Jeśli chodzi o wolność Internetu, Estonia była długo na pierwszym miejscu w świecie, choć ostatnio spadła na drugie, ustępując Islandii. W rankingu dotyczącym poziomu korupcji dzieli 23 miejsce z Francją, Chile i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, co – tradycyjnie już – jest nie tylko najlepszym rezultatem na obszarze postsowieckim i w całej Europie wschodniej, lecz pozwala również wyprzedzać szereg starych członków Unii Europejskiej (Portugalię, Hiszpanię, Cypr, Grecję i Włochy).

– Czy jako obywatel Estonii uczestniczy pan w jej życiu politycznym i społecznym? Czy rzeczywiście poziom swobód obywatelskich w tym kraju jest tak wysoki?

 – Tak, biorę udział, zarówno w życiu społecznym, jak i w politycznym. Założyłem Centrum Praw Człowieka, którego dyrektorem byłem przez długi okres, jestem członkiem Estońskiej Partii Wolności, kandydowałem nawet z jej ramienia do parlamentu. Przez cały ten czas nie spotkałem się z jakimkolwiek ograniczeniem praw lub swobód. Powiem więcej – w imię wolności Estonia w żaden sposób nie przeciwdziała nawet otwartej wojnie informacyjnej, jaką Rosja prowadzi wobec naszego kraju, co nie jest, wydaje mi się, do końca dobre. Ograniczenie propagandy wojny i nienawiści narodowej, którą widzimy i słyszymy codziennie na wszystkich rosyjskich kanałach telewizyjnych (powszechnie u nas dostępnych) jest nie tyle prawem, ile obowiązkiem państwa demokratycznego.

 – Niektórzy krytycy wskazują, że przeszkodą dla rozwoju demokracji w Estonii jest twarda polityka językowa. Czy zgadza się pan z tą oceną? Czy udało się panu przez lata mieszkania w Tallinie opanować język estoński?

– Kategorycznie się nie zgadzam. Podobne wymagania istnieją praktycznie we wszystkich krajach świata, w tym również w Rosji, która Estonię krytykuje. W większości państw takie zagadnienie nawet nie jest podnoszone. Co pan zrobi w Niemczech bez znajomości niemieckiego, czy we Francji, nie znając francuskiego? Tak więc są to czystej wody spekulacje. Muszę przyznać, że moja znajomość estońskiego pozostawia wiele do życzenia. Tym niemniej, nigdy nie spotkałem się z tego powodu z negatywnym stosunkiem wobec mnie. I doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wyłącznie moje zmartwienie, a nie problem państwa estońskiego.

 Czy „E-państwo” jest stabilne?

Rosyjski publicysta opozycyjny Andriej Piontkowski wyraził niegdyś opinię o niestabilności państwowości estońskiej, rysując wirtualny obraz desantu rosyjskich „zielonych ludzików” w Narwie. Jest to miasto na wschodzie Estonii, w 97 procentach zamieszkane przez Rosjan.

Czy jest jednak możliwe powtórzenie w Estonii takiej sytuacji, jaka miała miejsce na Krymie lub na wschodzie Ukrainy? W mojej opinii jest to bardzo mało prawdopodobne, głównie z przyczyn ekonomicznych. Na dzień dzisiejszy emerytury w Narwie są wyższe, niż średnie wynagrodzenie w sąsiednim rosyjskim Iwangorodzie. Miejscowa ludność może, rzecz jasna, sympatyzować z polityką Rosji pod wpływem rosyjskiej telewizji, lecz wątpliwe jest, czy zechce realnie przyłączyć się do wielkiego sąsiada.

Lecz żeby malutka Estonia czuła się spokojnie w sąsiedztwie gigantycznej i nieprzewidywalnej Rosji, na warszawskim szczycie NATO latem bieżącego roku podjęto decyzję o rozmieszczeniu na jej terytorium batalionu sił sojuszu.

Ciekawe jest również spojrzenie na kwestię migracji, dręczącą obecnie Europę. W odróżnieniu na przykład od Szwecji czy Francji niezbyt chętnie udziela się w Estonii schronienia tym migrantom z południowych krajów, którzy przyjeżdżają wyłącznie po zasiłek. Wielu estońskich polityków krytykuje urzędników Unii Europejskiej, którzy wyznaczają każdemu państwu obowiązkowe „kwoty” przyjmowania migrantów.

Lecz czy można określić to mianem jakiejkolwiek „ksenofobii”? Oczywiście nie. Sądząc po wielojęzycznym i wielorasowym tłumie turystów w starym Tallinie, Estonii trudno coś tutaj zarzucić. Według ubiegłorocznej informacji portalu DELFI w tallińskiej dzielnicy Ülemiste trwa budowa nowego kompleksu IT, w którym mają znaleźć zatrudnienie wykwalifikowani programiści z Indii. Estonia gotowa jest na przyjęcie nowych mieszkańców, ale tylko tych, którzy są jej rzeczywiście potrzebni. Wspomniani specjaliści przyjeżdżają nie po to by siedzieć na garnuszku estońskiego podatnika, lecz przeciwnie – sami są gotowi płacić do estońskiego budżetu podatki od swojej działalności. Jest to zupełnie inne podejście do problemu migracji – być może pouczające dla innych krajów.

Rzecz jasna obrazek Estonii jako „najbardziej demokratycznego kraju” podzielają nie wszyscy jej mieszkańcy, niektórzy wyrażają się na ten temat sceptycznie. Jednak i takie opinie bez przeszkód publikowane są w środkach masowego przekazu, co samo w sobie jest wskaźnikiem demokracji. Wydaje się jednak, że nie ma takiego kraju, którego nie krytykowaliby jego mieszkańcy.

Wadim Sztpiepa

Przełożył Sebastian Markiewicz

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułUspołecznianie oraz prywatyzacja państwa i władzy
Następny artykułRoland Baader – nieprzejednany wróg monetarnego socjalizmu
Redaktor naczelny czasopisma „Inacze”, akademik Arktycznej Akademii Nauk w Sankt Petersburgu, członek Międzynarodowej Społeczności Filozofów (ISFP). Do zainteresowań badawczych W. Sztiepy zaliczają się takie zagadnienia jak Globalna Północ, realna utopia, postpolityka, regionalizm, regionalny branding, nowa antyczność i in.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here