Przezroczysty parlament

0

Ruch cząstek kropli deszczu jest taki sam, co ruch planet we wszechświecie; intrygi polityczne w mojej Radzie Rzplitej są takie same, co w wyrafinowanym parlamencie francuskim, może nawet subtelniejsze i gwałtowniejsze, bo tu ludzie nie mają nic innego do roboty, przypominają głodne pająki, które podobno zamknięte w naczyniu szklanym same siebie zjadają ze złości. 

/Stanisław Cat-Mackiewicz/

Na przełomie starego i nowego roku doszło w sejmie do gorszących awantur. Gorszących oczywiście tylko tych, którzy ciągle, mimo ponad 100 lat panowania demokracji ciągle jeszcze żywią iluzje, ze demokracja poprawia obyczaje, dla innych bowiem to tylko odmiana demokratycznej normalności. Do całej sytuacji znakomicie pasuje werdykt Donoso Cortésa na temat historii świata: „chaotyczne dryfowanie statku z załogą pijanych marynarzy, którzy wrzeszczą i tańczą do chwili, gdy Bóg pchnie statek w morską otchłań, aby znowu zapanowała cisza”.

Wielkie wzburzenie umysłów inteligencji warszawskiej wywołały niecne zamiary marszałka sejmu Kuchcińskiego ograniczenia demokratycznym mediom dostępu do budynku parlamentu i swobody poruszania się po nim, co utrudniłoby dziennikarzom możliwość zadawania pytań posłom („Demokracja dochodzi do stanu, w którym każdy może każdemu zadać pytanie”– Ernst Jünger). Demokratyczne media (jak i cała warszawska żurnalia) uznały, że obecna większość parlamentarna chce coś ukryć przed nimi, a tym samym przed obywatelami, których interesy reprezentują – chodzi o kontrolowanie władzy i wyciąganie na światło dzienne jej najskrytszych, podejrzanych tajemnic.

Kiedy mowa o gmachach parlamentów, warto przypomnieć budynek mieszczący salę plenarną Bundestagu w Bonn, zaprojektowany przez, zmarłego w 2010 r., wybitnego architekta niemieckiego Güntera Behnischa. Mówiło się, że to Behnisch, nazywany „Naczelnym Architektem Niemiec” a niekiedy – ze względu na zamiłowanie do szklanych fasad budynków – „Naczelnym Szklarzem Republiki”, „podarował młode oblicze”, nowym demokratycznym Niemcom. Pełnił on w RFN rolę Alberta Speera à rebours. Ów „budowniczy młodej niemieckiej demokracji” był, co oczywiste, wielkim zwolennikiem demokratycznego socjalizmu Willy’ego Brandta (mówił, że jego miłość do światła w architekturze ma swoje źródło w marszowej pieśni socjaldemokratów „Bracia, ku słońcu, ku wolności, ku światłu”) i wyznawcą, co też oczywiste, „konstytucyjnego patriotyzmu” Jürgena Habermasa. Jego najbardziej chyba znany projekt to stadion olimpijski w Monachium, ze słynnym dachem z pleksiglasu, nadającym mu namiotową lekkość, otwartość i przejrzystość. Miał on – tak jak wszystkie inne budowle Behnischa – stanowić antytezę reprezentacyjnych, monumentalnych budowli narodowego socjalizmu, ale także wilhelminizmu. Dodajmy tu, że same igrzyska olimpijskie w Monachium miały być odwrotnością igrzysk berlińskich z 1936 r. Władze RFN, podobnie jak władze Trzeciej Rzeszy, instrumentalizowały sport dla swoich, tym razem słusznych, bo demokratycznych, celów.

Ideologicznym zamysłem architektury Behnischa jako anty-Speera było zakwestionowanie wszystkiego, co normatywne, autorytatywne (autorytarne) i hierarchiczne, podważenie w imię demokratyczno-egalitarnych wartości wszelkiej symboliki statusu i władzy. Naturalnie, pisał konserwatywny publicysta, Baal Müller, krytyka brutalnego neoklasycyzmu jego poprzedników na stanowisku dworskich architektów nie była bezzasadna, jednakże bezwarunkowe faworyzowanie przez Behnischa szkła jako materiału budowlanego dowodzi negatywnego, pozbawionego wyobraźni zafiksowania na architekturze, którą zwalczał; jest świadectwem apolityczności, rezygnacji z woli kształtowania i reprezentacji. Taka przeszklona architektura dąży do tego, aby się uniewidocznić. Manifestuje się w niej czysta funkcjonalność, ideologia negacji, redukcjonizmu i formalizmu z ducha Habermasa.

Nieprzypadkowo – dowodził Müller – stadion olimpijski w Monachium jest stalowym namiotem: jest to namiot nomadów, wykorzenionych, zdelokalizowanych ludzi – z tą tylko różnicą, że jurcie Tatarów odpowiadał pewien sposób życia zakorzeniony w określonej kulturze i krajobrazie, i, jak każdy tradycyjny sposób budowania, formowała ona oblicze ziemi jako przestrzeni życiowej człowieka. Natomiast abstrakcyjne, szklane i stalowe, pozbawione oblicza konstrukcje Behnischa są tak samo – choć w innym sensie – nieludzkie jak fasady władzy epoki Hitlera i Stalina. U nich wielkie, nieprzejrzyste mury demonstrowały wolę panowania, operującego z ukrycia, ale penetrującego całą rzeczywistość, totalitarnego aparatu państwowego; natomiast w pozbawionej fasad przezroczystości projektów Behnischa manifestują się: totalna widzialność człowieka w epoce totalnej komunikacji, upublicznienie i spolityzowanie sfery prywatnej, nietolerancja wobec tego, co osobiste. Ostateczną konsekwencją przejrzystego obywatela jest człowiek, którego dowód osobisty ma numer, służący równocześnie jako numer konta, numer podatnika i ubezpieczenia zdrowotnego, a ponadto zawiera kod genetyczny posiadacza, jego odciski palców itd.

W połowie lat 70. XX w. Behnisch wygrał konkurs na architektoniczny projekt nowego budynku sali plenarnej parlamentu w Bonn. Budowę rozpoczęto dopiero w 1988 roku, a kiedy go otwarto w roku 1992, parlament szykował się już do przenosin do Berlina, by obradować w, zrekonstruowanym w duchu nowych Niemiec, gmachu dawnego Reichstagu [*], z którego zachowano m.in. „graffiti” autorstwa sowieckich żołnierzy – napisy cyrylicą z maja 1945 r., wykonane po zdobyciu Berlina: „Hitler kaput” czy „Kaukaz – Berlin”. Ma to przypominać o pełnej historycznej ciągłości demokratycznych i narodowosocjalistycznych Niemiec i o odpowiedzialności tych pierwszych za działania tych drugich, a jednocześnie wskazywać na absolutne zerwanie RFN z narodowosocjalistyczną przeszłością. Symbolem tego jest fakt, że na tablicy pamiątkowej i pomniku umieszczonych na terenie Bundestagu (Reichstagu) na cześć 96 prześladowanych lub straconych w okresie narodowego socjalizmu parlamentarzystów uczczono także posłów Komunistycznej Partii Niemiec, która, jak powszechnie wiadomo, była agenturą Stalina, a jej celem było zainstalowanie w Niemczech NKWD i Gułagu, natomiast nie uczczono posłów NSDAP, którzy zginęli z rąk hitlerowskich siepaczy po tak zwanym puczu Röhma w 1934 r.

Budynek zaprojektowany przez Behnischa (różne ujęcia budynku zob. tutaj) był przezroczystą, prześwietloną, otwartą kompozycję ze szkła, symbolizującą otwartość i jawność demokratycznej władzy, a nawet szerzej – „otwartego społeczeństwa” (open society) w całej jego totalności. Przed wielu laty oprowadzał mnie po Bonn redaktor naczelny znakomitego nieregularnika „Etappe” Heinz-Theo Homann. Kiedy zainteresowałem się ową przeszkloną budowlą, „otwartą” na wszystkie strony świata i w górę poprzez szklany dach, wyjaśnił mi, że przezroczystość jest tu jak najbardziej na miejscu: każdy obywatel może do woli przyglądać się obradom parlamentu, ponieważ nie zapadają tam żadne ważne decyzje.

Być może więc nowy regulamin marszałka sejmu Kuchcińskiego należałoby interpretować w ten sposób, że pragnie on wywołać u dziennikarzy a w konsekwencji u obywateli, wrażenie, iż w kierowanej przezeń izbie dzieje się coś ważnego, zapadają tam istotne decyzje i rozstrzygnięcia, kryją się jakieś tajemnice, które w imię oświecenia demosu żurnalia pragnie prześwietlić światłem Medialnego Rozumu. A tymczasem żadne tajemnice się tam nie kryją, niczego tam nie ma, jedynie pustka. W 1995 roku Christo i Jeanne Claude opakowali budynek Reichstagu w polipropylenową folię. W gruncie rzeczy ta artystyczna instalacja mogła pozostać na zawsze – opakowane w celofan das große Nichts.

Tomasz Gabiś

www.tomaszgabis.pl
Napisz do autora na adres: tomasz.gabis@gmail.com

[*] „Reich” w nazwie gmachu jest chyba ostatnią w RFN pozostałością dawnej Rzeszy Niemieckiej. Wcześniej nieco bardziej żywym reliktem Rzeszy była działająca w NRD państwowa kolej Deutsche Reichsbahn.

Kontrowersje budzi inskrypcja nad zachodnim portalem mówiąca, że gmach ma służyć narodowi niemieckiemu (Dem deutschen Volke). Według niektórych radykalnych zwolenników społeczeństwa wielokulturowego należy „naród niemiecki” zastąpić „ludnością” (Bevölkerung), ponieważ gmach winien służyć wszystkim ludziom zamieszkującym terytorium Niemiec a więc także członkom innych narodów, ras, mniejszości etnicznych itd. Zdaniem wielokulturowców (post-Niemców) napis w dawnej formie tych mieszkańców dyskryminuje.

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNiemcy – kraj zagrożony społeczno-gospodarczą degradacją
Następny artykułNiebezpieczny ruch “Black Lives Matter”
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/