Wielokulturowość na przykładzie Kanady. Ubóstwienie Obcego

0

Polityka „białej Kanady”, zapoczątkowana ustawą imigracyjną z 1910 roku i rozszerzona w 1952 r., zakończyła się w roku 1967 wraz z uchwaleniem nowych kryteriów, zdefiniowanych nieetnicznie. Dziś zarówno w mediach głównego nurtu, jak i w kręgach akademickich kanadyjska polityka imigracyjna sprzed roku 1967 jest z upodobaniem piętnowana jako „rasistowska” i „dyskryminująca”. Faktycznie zaś chodziło w niej o całkowicie racjonalną próbę zachowania prymatu narodów europejskich, które stworzyły Kanadę. Jeszcze w 1971 r. ponad 95% ludności Kanady było potomkami imigrantów z Europy.

Zanim wielokulturowość stała się doktryną oficjalną, Kanadyjczykom nie przyszłoby na myśl, że obywatele innych narodowości, które nie miały żadnego udziału w zasiedlaniu i zagospodarowaniu kraju ani w tworzeniu przez całe stulecia jego instytucji i infrastruktury, mogą tak po prostu napływać masowo i domagać się równouprawnienia. Postawa ta była uzasadniona. Kanadyjczycy, którzy popierali ustawę imigracyjną z 1952 r., w znacznej większości nie byli rasistami. Byli jedynie etnocentryczni. Opowiadali się za zachowaniem własnej tradycji etnicznej, co jest rzeczą naturalną i normalną i w niczym nie narusza zasady, że wszyscy obywatele powinni być równi wobec prawa i nikogo nie wolno dyskryminować z powodu rasy, narodowości czy religii. Natomiast w dzisiejszej Kanadzie etnocentryzm białej większości jest w pogardzie jako postawa, która sprzeciwia się dążeniom do stworzenia państwa wieloetnicznego. Obawy Kanadyjczyków o rodowodzie europejskim, którzy wciąż czują silny związek ze swymi tradycyjnymi, odwiecznymi kulturami, uznaje się za irracjonalne. Tymczasem nowe badania naukowe dowodzą czegoś przeciwnego: etnocentryzm jest zdrową i użyteczną kategorią rozumienia własnej tożsamości etnicznej i własnych interesów, a także zgadza się z teorią ewolucji i normami wysoko rozwiniętej kultury.

Jak doszło do tego, że pochodzący z Europy Kanadyjczycy poddali się wyobrażeniu, jakoby preferencja dla ich własnej narodowości i kultury miała oznaczać wrogość wobec cudzoziemców, podczas gdy każda nieeuropejska grupa etniczna w Kanadzie ma prawo zachować swoją kulturę? Tu należy zaznaczyć, że w kwestii bezwzględnego popierania „różnorodności” i masowej imigracji chodzi o zjawisko, które – mimo pewnych różnic – od lat 60. obserwuje się we wszystkich krajach Zachodu. W 1965 r. prezydent USA Lyndon B. Johnson podpisał ustawę imigracyjną, która zapoczątkowała trwającą potem dziesiątki lat masową imigrację ludności z Meksyku i Azji. Osiem lat później zakończyła się również polityka „białej Australii”, co spowodowało znaczny napływ imigrantów z Azji.

Również kraje Europy Zachodniej doświadczyły erozji fundamentów swej kultury wskutek gwałtownego napływu cudzoziemców. Winy za te przemiany nie ponosi globalizacja gospodarcza. W wysoko obecnie rozwiniętych gospodarkach narodowych krajów azjatyckich udział imigrantów wynosił w minionych 20 latach między 1,4 a 1,6 procent mimo rosnącego znaczenia handlu zagranicznego i sektora inwestycyjnego i finansowego i mimo tego, że wskaźniki urodzin utrzymują się tam znacznie poniżej poziomu koniecznego do zachowania stabilnej liczebności populacji. Wina leży po stronie bliźniaczych ideologii uniwersalizmu i egalitaryzmu. Pod pojęciem egalitarnego uniwersalizmu należy tu rozumieć koncepcję, w myśl której wszyscy ludzie są zasadniczo równi, a nasze narodowości i ich dziedzictwo kulturowe są albo tylko powierzchowną ozdobą, albo bez trudu można je zmienić przez odpowiednie przekierowanie w stronę „uniwersalnych wartości” ery nowożytnej, takich jak równouprawnienie obywateli, tolerancja, zamożna miejska klasa średnia i partycypacja demokratyczna. Liberalne zachodnie elity okresu powojennego były przekonane, że wartości te stanowią najwyższy ideał ludzkości, i za swój moralny obowiązek uważały rozpowszechnianie ich na całym świecie. Wierzyły, że tylko pod rządami tych wartości uda się zjednoczyć ludzkość i zapewnić współistnienie i mieszanie się odmiennych grup etnicznych w krajach docelowych imigracji w atmosferze liberalnego dobrobytu i międzykulturowego dialogu.

Zapatrzenie w ideał ludzkości definiowanej nieetnocentrycznie, rzutowane w przyszłość tyleż bezkonfliktową, co nierealistyczną, szło w parze z rosnącą niechęcią i nietolerancją wobec realnej, wywodzącej się z Europy ludności Kanady. W 1947 r. premier William Mackenzie King słusznie ostrzegał: „Naród kanadyjski nie chce, żeby masowa imigracja zasadniczo zmieniła charakter naszego społeczeństwa”. Ale elity liberalne były zdecydowane przeprogramować dusze normalnych Kanadyjczyków. Krótko po oficjalnym usankcjonowaniu wielokulturowości przez liberalnego premiera Kanady Pierre`a Trudeau w roku 1971 zaczęto realizować liczne państwowe programy promujące wielokulturowość. W czerwcu 1984 r. ówczesny szef partii konserwatywnej Brian Mulroney oświadczył przed wiwatującą publicznością, że jego środowisko polityczne nie godzi się na stygmatyzację jako „partia białych anglosaskich protestantów”, i obiecał „wykorzeniać rasizm wszędzie tam, gdzie pokazuje on swe wstrętne oblicze”.

Ostrze tej obietnicy zwracało się wyłącznie przeciw brytyjskim Kanadyjczykom i ich dziedzictwu kulturowemu. Pochodzący z Francji mieszkańcy Quebecu już od lat 60. skutecznie przedstawiali się jako uciśniona mniejszość, mająca pełnoprawną, własną tożsamość i walcząca o swą pozycję konstytucyjną w anglocentrycznej Kanadzie. Postulat odstąpienia od wizji kultury opartej na więziach etnicznych, tradycji i kraju pochodzenia dotyczył jedynie Brytyjczyków i innych przybyszów z Europy, którzy zasymilowali się w Kanadzie opartej na wzorcach brytyjskich. Natomiast mieszkańcy Quebecu i kanadyjscy autochtoni mogli podtrzymywać swą tożsamość etniczną, głęboko zakorzenioną w języku ojczystym, historii, obyczajach i tradycjach. Tylko Kanadyjczykom pochodzącym z Anglii i innych krajów Europy odmawiano prawa do poczucia więzi ze swym rodowodem geograficznym i kulturowym i łączenia swej narodowości z kanadyjskością. Z perspektywy zwolenników wielokulturowości pochodzenie brytyjskie czy europejskie nie dawało się pogodzić z tożsamością kanadyjską.

Od tej chwili tożsamość europejskich Kanadyjczyków miała się ograniczyć do wielokulturowej tolerancji, demokracji, „różnorodności” i wartości pluralistycznych. Ponieważ wartości te są jakoby „uniwersalne”, nie były postrzegane jako specyficznie brytyjskie czy europejskie. Przeciwnie, posługiwano się nimi do zwalczania wszelkich przejawów poczucia tożsamości brytyjskiej i służyły ochronie i wzmacnianiu dumy etnicznej nie-Europejczyków. Tylko Azjatom, Czarnym i Latynosom wolno było w wielokulturowej Kandzie chronić i zachowywać swe korzenie etniczne i własną kulturę. Do dziś dnia medialni kreatorzy opinii i zarozumiali akademicy utrzymują, że imigranci, którzy wyróżniają się swym wyglądem zewnętrznym, narażeni są na akty rasistowskiej wrogości, dlatego „zasadniczym celem wielokulturowości musi być wytępienie rasizmu”.

Pomija się przy tym milczeniem, że ludzie ci przybywają z kręgu kultur nieliberalnych, zacofanych, gdzie utrzymują się podziały oparte na przynależności rasowej, i że prawa jednostki i ustawy antydyskryminacyjne są wyłączną zasługą cywilizacji europejskiej, zaś napięcia między różnymi grupami „wyróżniających się” imigrantów są o wiele silniejsze niż w ich relacjach z europejskimi Kanadyjczykami. Chodzi tylko o to, by rasizm jako taki nierozdzielnie powiązać z etnocentryzmem Kanadyjczyków brytyjskich lub pochodzących z Europy, tak by wytępienie rasizmu równało się unieważnieniu tożsamości brytyjskiej lub europejskiej. Ale zatrzymanie masowej imigracji i położenie kresu wielokulturowości na Zachodzie nie byłoby aktem dyskryminacji i rasizmu. Faktycznie rzecz się ma odwrotnie: właśnie dotychczasowa polityka doprowadziła do dyskryminacji i kulturowego wywłaszczenia brytyjskich i europejskich grup narodowościowych, które żyją w Kanadzie od stuleci. Etnocentryzm oznacza lojalność i zobowiązanie wobec własnej grupy; nie niesie z sobą nienawiści do innych grup. To rzecznicy wielokulturowości nasączyli politykę ideologią nietolerancji, która każdego, kto się wzbrania dostroić do chóru multi-kulti, stygmatyzuje jako wrogiego wobec obcych outsidera.

Bez narażenia się na podejrzenie o „wrogość wobec obcych” nie można nawet podawać w wątpliwość rzekomych korzyści gospodarczych z masowej imigracji. Przywoływana wielokrotnie teza, że Kanada stworzyła najefektywniejszy model wielokulturowej polityki integracyjnej, nie ma potwierdzenia w danych ekonomicznych. Opublikowane w 2009 r. wyniki badań renomowanego Instytutu Frasera o oddziaływaniu masowej imigracji na społeczeństwo i standard życia w Kanadzie ujawniły, że:

  • tylko w roku 2002 wydatki na świadczenia społeczne dla 2,5 mln imigrantów, którzy przybyli do Kanady w latach 1990-2002, wyniosły o 18,3 mld dolarów więcej niż zapłacone przez nich podatki;
  • każdy imigrant, który od 1985 r. przybywał do Kanady, kosztował kanadyjskiego podatnika przeciętnie 6000 dolarów; w sumie koszty wszystkich imigrantów wynoszą 25 mld dolarów rocznie;
  • 80% nowych imigrantów nie jest wybieranych według kryteriów wykształcenia i kwalifikacji;
  • rosnąca konkurencja taniej, napływowej siły roboczej powoduje negatywne skutki w postaci stagnacji płac i rosnącego bezrobocia wśród rodowitych Kanadyjczyków o niskich kwalifikacjach.

Kanadę coraz silniej zalewa fala imigrantów, wywodzących się z rozmaitych innych kultur. W 2011 r. co piąty Kanadyjczyk pochodził z rodziny cudzoziemskiej. Dla 70,2% urodzonych za granicą imigrantów angielski i francuski nie były językami ojczystymi. Rachuby, że przeciętny konsument kanadyjski skorzysta na masowej imigracji, okazały się błędne. Siła nabywcza kanadyjskich pracobiorców jest od 1980 r. w stagnacji. Dokładniej mówiąc, wzrosły przychody lepiej zarabiających, a spadły przychody mało zarabiających. Ponieważ trend ten zbiegł się w czasie z wyraźnym wzrostem liczby napływających do Kanady imigrantów (od wczesnych lat 90. było ich przeciętnie 250 000 rocznie), można wnioskować, że ich napływ nie przyniósł żadnych korzyści większości rodowitych Kanadyjczyków. Jego głównymi beneficjentami byli spekulanci nieruchomościami, prawnicy specjalizujący się w zagadnieniach imigracyjnych, przedsiębiorstwa werbujące tanią siłę roboczą, aktywiści multi-kulti, etniczne grupy interesu – i oderwani od rzeczywistości akademicy.

Ricardo Duchesne

Przeł. Jacek Dąbrowski

Źródło: www.jungefreiheit.de, 27.06.2014 [https://jungefreiheit.de/service/archiv/]

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy! 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here